Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo wiedział z resztą, że głodu nie będzie,
Wiedział że woły i skopy podchował,
Że tu jest woda, tam ogień we młynie,
Że sam ksiądz Rektor pomyślał o winie...
A więc już resztę zdał na drugich wolę,
I tylko bawił ciągle w męzkim kole.

Jakoż i słusznie, bo gdzie książę bawi,
Tam i Marszałek i kucharz się sprawi;
A gdzie są panie, tam i panny dworskie,
Więc i wykwintne koncepta zamorskie,
Bo dworska panna jak konceptem ruszy,
I do skarbnicy swych sekretów sięgnie,
To wiarusowi tak dogrzeje w duszy,
Że nawet djabła do roboty wprzęgnie.

Więc téż przy każdéj zwijał się pałasik,
I każda miała piorunem szałasik,
Pod ręką ogień i wodę i służbę,
I wystruganą ściéżkę do namiotu,
I w pogotowiu posłańca do lotu,
I powolnego w każdéj chwili drużbę;
Więc były rade i pełne grzeczności:
„Bo gotowalnia cała do Jejmości.”

Z rana Msza Święta codziennie bywała
W owéj pustyńce u świętego zdroju,
A że to wiara do świtu wstawała,
Więc tu się każdy pomodlił w pokoju,
A do Mszy Świętéj sam Pan Mohort służył;
I kiedy po Mszy pogodę powróżył,
Już przed namiotem zbierały się Panie;
A Pan Marszałek zarządzał śniadanie;
A potém na koń i daléjże w pole.