Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

A niżéj nieco zbiérały się wody,
W stawku niewielkim, i turkotał młynek;
Daléj pasieka pośrodku kalinek,
A jeszcze daléj lasek czeremchowy,
A w nim rozpięty namiot Mohortowy.

Ognisko z nocy jeszcze nie wygasło,
A przed namiotem wiała chorągiewka,
Kilka się koni niżej młyna pasło,
I jakaś smutna ukraińska śpiéwka
Płynęła jarem....

Wstrzymaliśmy konie,
Patrząc do koła urokiem zaklęci:
Takie to cudne było ustronie!

„W takich to jarach żyli Pańscy Święci!”
Rzekł stary Kozak — skoczył do krynicy,
Z czcią się pożegnał w pustyńce uroczéj,
Czerpnął ze zdroju, i przemywszy oczy
Wyniósł dla księcia wody w ładownicy.

„Na zdrowie, szczęście, na wiek i urodę,
Niechaj wam będzie! a pijcie tę wodę,
Bo takiéj wody ani w naszym kraju,
Ani nie dostać nawet i z Dunaju!
A kto na Jura tak do gwiazdy wstanie,
Że raniéj oczy od ptaszka obmyje,
I pierwéj zdroju od niego dostanie,
I niezmąconej wody się napije,
Temu na życie stanie prawdy w głosie,
I będzie patrzał czysto jak po rosie!”

W istocie była to wyborna woda!
Raczej dla duszy niż ciała ochłoda,