Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I co konceptów! co dzielnéj pustoty!
Przez parę godzin, niepilnując drogi,
Niosły nas konie w nieznane rozłogi;
A choć do koła był tylko step goły,
Przecież tak piękny był świat i wesoły,
Jakby go Pan Bóg dopiéro był stworzył,
I młodą duszę ku niemu otworzył.

Słońce już było podbiegło wysoko,
Gdyśmy stanęli nad debrą széroką.
„Nie źle się składa! — rzekł Starszy Krésowy, —
Bo to jak widzę futor Mohortowy!”

„A to wybornie! — rzekł wesoło Książę,
To i odwiedzim dziś starego ćwika!
Puśćcie mnie naprzód, niechaj pierwszy zdążę
Po służbie witać mego Porucznika!”

I sam się spuścił najpiérwszy do jaru;
Jar był széroki i pięknie obrosły,
Jak uroczysko, niby pełen czaru —
Drzewina kwitła, dąb strzelał wyniosły,
A na dnie jaru jeszcze z nocnéj rosy
Trawy nietknięte, — w dali jakieś skały,
Nad nami w krzewach leśnych ptasząt głosy,
A żywe wody pod nami zagrały....

Święty Onufry z brodą za kolana
Klęczał w pustyńce śród małéj pieczary,
A wnijście do niéj brzost ocieniał stary,
A u stóp jego krynica rozlana
Żywym do jaru upływała zdrojem —
I jar oddychał uroczym pokojem,
I wonne jego owiały nas chłody —