Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj/XVI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj
Wydawca Wydawnictwa drukarni A. H. Kirkora i sp.
Data wydania 1860
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

XVI. ŚWIĄTYNIE.

Może najdawniejszym i najbardziéj zastanawiającym pomnikiem w tym rodzaju, szczątkiem bałwochwalni Słowiańskiéj, są tak zwane: Polanickie Bołdy — świątynia monolit na sposób Indyjski, jak stare pagody wykuta w skale, a raczéj cała ta góra zamieniona ręką ludzką w świątynię. Niejest to gmach tak ozdobny, tak uderzający pracowitém wykonaniem i rozwiniętą wysoce sztuką, jak bożnice w Mavalipuram i Kaëltasa, w górach Elefanta, Kennery, i Salsett’y, ale ma cóś tego charakteru Wschodniego i przypomina olbrzymie owe Indyjskie pagody.
Jeśli gdzie, to w Polanickich Bołdach, widziemy żywy ślad związku budownictwa Słowiańskiego z Wschodnio-Indyjskiém; ślad tak dobitny, wyraźny i uderzający, że dziejopisa i badacza oko zwrócić musi mimowolnie na starożytny rodowód nasz z pierwotnéj kolebki Ludzkości, Azyi.
W przedgórzu Karpatów (w okolicy Sinowodzka i Urycza), massy skał zwane Bołdami, około wsi Polanicy, przedstawiają widok jedyny, i dla archeologa najżywiéj zajmujący. W massach tych skał, wykute są izby, wschody, podziemne przejścia, sale z przyzbami kamiennemi dokoła, studnie i t. p. a całość uderza nadanym jéj kształtem świątyni. Nad jednemi drzwiami znajduje się jeszcze wgłębienie, jakie zwykle w pagodach, na ustawienie posągów robiono. Jest to widocznie świątynia stara, późniéj może na zamczysko przerobiona; jakiś pierwotny Bugaj, miejsce poświęcone, zabytek nieodgadnionéj przedhistorycznéj epoki. Niemamy nic w tym rodzaju drugiego, coby się z tém porównać dało, i jest to pewnie jedyny szczątek z czasów poprzedzających drewniane Gontyny Słowiańskie.
Gromada skał, którą przedstawia rycina, wydana przez Kielisińskiego (dzieło jego u mnie N. 179, w Przyjacielu Ludu 1839 r., 36), ma postać warowni najeżonéj gęstemi wieżycami olbrzymich rozmiarów. Dwie ściany skał, szczelnie się z sobą wiążących, pięćdziesiąt do sześćdziesięciu kroków długich, zamykają kąt prosty. Mocny nasyp czyli wał, od południa i wschodu, równolegle od tych ścian usypany, w którym znajdują się ostatki późniejszego muru, oraz otaczająca go fossa, tworzą z powyższemi skałami foremny czworobok. (Plan świątyni czworoboczny niejest rzadki w Indyjskich pagodach; znajdujemy go w Keneri, w Dis-Awalara, w Ravana, — zobacz Geschichte der Baukunst von J. A. Romberg und Fr. Steger, Leipzig. 1844).
W równych odstępach, ze ścisłém niemal obliczeniem kroków, wznoszą się na rogu wschodnio-południowym, i południowo-zachodnim, pojedyńcze w postaci piramidalnéj, na kilkaset stóp wysokie kamienne wieżyce, tworzące narożniki téj dziwnéj, warownéj świątyni. Podobne piramidy trafiają się niemal przy każdéj pagodzie Indyjskiéj. Dwie inne tejże postaci skały, nieco nawet wyższe, zajmują w dalszym trochę odstępie róg północno-zachodni. Stoją one obok siebie, a na wierzchu jednéj z nich jest olbrzymia głowa ludzka, z twarzą bardzo dotąd wyraźną, niezdająca się wcale być wypadkowym kształtem kamienia.

Ściana skał od zachodu ma następujące wydrążenia, odznaczone dość wyraźnie na wspomnianéj przez nas Kielisińskiego rycinie. Piérwsza izba długa, foremnie wykuta bez okien, z dwóma kamiennemi przyzbami, ciągnącemi się wzdłuż ścian. Po nadłamanéj ku ich przodowi krawędzi poznać można, że pierwotne nieforemne zgruba wydrążenie, poprzedziło ogładzone wykucie jakie dziś widziemy. Uwagi godna jest dość wysoka nisza nade drzwiami, jakby dla ustawienia posągów zrobiona. Znajdujące się nad nią zakrojenie skały, zdaje się świadczyć o przytykającém niegdyś do niéj pokryciu, celem zabezpieczenia od słoty. Nieco daléj ku środkowi, na spojeniu dwóch skał, jest wydrążenie, ciągnące się przez całą ich wysokość, u wierzchu otwarte, silnie od deszczów wypłókane; po lewéj stronie widać kamienną przyzbę, jak w poprzedzającéj izbie. Następuje izba czworogranna, któréj trzy ściany są w skale wykute, czwarta zaś od wschodu domurowana; kawał z niéj tylko pobielonego muru pozostał. Obok jest jeszcze jedno wydrążenie, tym sposobem jak piérwsze wykute, lecz nieco mniejsze.
Nareszcie wchodzi się za pomocą wschodów, umyślnie na ten cel przyrządzonych, do dużéj izby na piérwszem piętrze. Zastanawia tu osobliwie czworogranne w jéj posadzce wykucie, mające podobieństwo do głębokiéj studni, wysoko już piaskiem i kamieniami zasypanéj. Z tejże izby ciągnie się sklepiony wychód na skałę, ale w sklepieniu zapewnie późniejszém, widać ułamki cegły, wśród łupanego kamienia.
Oprócz opisanych wydrążeń, jest jeszcze w ścianie północnéj jaskinia, jakby gwałtownym upływem wody zrobiona, a w niéj na lewo ogromna nisza, podmurowana od spodu. Większa część wydrążeń zakopcona jest dymem i mchami porosła. Ze środka świątyni zamczyska prowadzą głębokie kowane wschody, w różnych kierunkach, po całéj tych skał powierzchni, aż do jéj szczytu. Chodniki te noszą ślady wydeptania.
Z obejrzenia tego ciekawego zabytku na miejscu, widać jasno, że to niejest jednorodne i jednego czasu dzieło, ale stopniami w różnych epokach przerabiana i powiększana budowa, którą wedle przeznaczenia i potrzeby odmieniano, domurowywano, kuto i rozszerzano. Wysokie piramidalne, ozdobne dawniéj wieżyce ze skał nieforemnych wykute, z których jedna ma wyraźną głowę ludzką na szczycie, są widocznie szczątkami świątyni, do niéj także należą izby główne; podmurowania zaś, fossy, część wschodów, pochodzą z czasów, gdy miejsce to obrócono na warownię.
Niedaleko od Bołdów Polanickich, skała mniejsza od tutejszéj, pod Uryczem, wykuta podobnie początkowo, późniéj przerabiana także i podmurowywana, zdaje się odnosić do tejże epoki i użyta była jako warownia.
Mało bardzo pozostało śladów ornamentacyi na Polanickich Bołdach — pomieszczone po rogach piramidalne wieżyce, proste przyzby, a wnęki nad drzwiami, są jedyną w tym rodzaju pozostałością. Z mass jednak skał, których użyto, ze śmiałego ich obrobienia, i osadzenia téj olbrzymiéj twarzy bóztwa jakiegoś na szczycie jednego Bołdu, wnosić można, że w czasach przedchrześcijańskich, była to niegdyś całkowicie na sposób Wschodni monolit-świątynia, któréj pierwotny pomysł sięga najodleglejszéj starożytności. Chodniki, liczne przejścia skryte, korytarze, wschody, przypominają owe w Indyjskich pagodach tajemne kryjówki, w których ciemne i puste dziś wnętrza podróżny ze strachem się zapuszcza. Zostawując badaczom szczęśliwiéj od nas zbliżonym do tego miejsca, szczegółowe obejrzenie jego i opis, pilniejsze rozpatrzenie tego zabytku, — przechodzimy do późniejszych świątyń, o których wspomnienia doszły do nas w kronikarzach współcześnych.
Powszechnie mniemają że Kontynami (continaé, — Życie św. Ottona), lub Gontynami, zwały się świątynie u Słowian zachodnich, wywodząc to nazwanie od pierwiastku Kon, znaczyć mającego miejsce zgromadzenia starszyzny i obrad, i od niego równie wiodąc wyrazy zakon i kuna, karę do kościołów późniéj przeprowadzoną z Kontyny. Etymologija ta zręcznie jest ułożoną, ale niezupełnie przekonywającą. Widziemy dotąd małe najstarodawniejsze kościołki nasze modrzewiowe, i cerkiewki wiejskie, od góry do dołu, całe wzorzysto pobite gontami, i mimowolnie przychodzi nam na myśl, że nazwa gontyny Słowiańskiéj, któréj kształt nawet najlepiéj nam dochować mogły owe stare budowy, przez cieśli krajowych na wzór tradycyonalnych gontyn stawiane — nazwa ta od sposobu okrycia i przyozdobienia pochodzić mogła.
Nieznamy dostatecznie planu gontyn, tylko z opisu kronikarzy dosyć ciemnego i zagmatwanego; ale wiemy, że na ich miejscach i posadzie saméj, liczne stanęły kościołki. Możeby śladów tych budowli poszukiwać jeszcze można w fundamentach, w kształtach niewielkich rozmiarów, kościołów wzniesionych w X, w XI wieku, na miejscu i gruzowiskach starych bałwochwalni.
Świątynie i miejsca ofiarne, miały inne także nazwania, oprócz kontyny, ukazującéj się na zachodzie. Na Rusi zwano je zdaje się Kapiszczami (Paterikon Kijowski, życie św. Izajasza Cudotwórcy), lub Ropatami (A. Artemiew, Imieli li Warjagi wlijańje na Slawian? Kazań, 1845, 72). Chociaż zkądinąd ku północo-wschodowi o świątyniach głucho; zastępowały je na wzgórzach stojące kamienie i bałwany, może pokryte daszkami, może całkowicie odsłonione. Nestor pisze, że Kumiry stawiano wprost na pagórkach.
Do najdawniejszych a najprostszych zabytków z rodzaju świątyń, zaliczyćby można gęsto rozsiane po Słowiańszczyźnie i Litwie, nad źródłami świętemi, nad posągami i figurami naddrożnemi, daszki i kapliczki, które wiejskie przybytki dawniéj też odznaczać musiały. Kapliczki te stawiane na czterech lub dwóch tylko słupkach, osłaniały bożyszcza, źródliska, kamienie, od słoty i napadów ptastwa; późniéj zastosowano je do wzniesionych na miejscu bożyszcz krzyżów i znaków męki Pańskiéj. Tu także wspomnim parkany z bramami, otaczające dęby święte.
Zdaje się, że zwyczaj w Litwie i na Żmudzi dotąd najwidoczniejszy, stawienia w kapliczkach figur wystawiających Chrystusa, Maryę, świętych Pańskich, pokrywania ich daszkami różnych wymyślnych kształtów, osłanianie płachtami i fartuchami krzyżów naddrożnych, są pozostałościami czasów i praktyk pogańskich jeszcze.
W Litwie i na Żmudzi, gdzie najpóźniéj wykorzeniono bałwochwalstwo, najgęstsze są też kapliczki, kalwarye, figury, kamienie nawet form piramidalnych, uświęcono tylko żelaznemi z wierzchu przytwierdzonemi krzyżami. Większa część tych znaków, zwłaszcza u źródeł i na rozdrożach, stoi pewnie na miejscach, które lud i dawniéj czcić był przywykły. (O pochodzeniu pogańskiém słupów i figur naddrożnych z Adama Bremeńskiego, domyśla się Naruszewicz, T. II, str. 125, wyd. Lipskie).
Z opisu świątyń pogańskich u Słowian, godzi się wnosić, że budowa ich po większych grodach, w ogniskach znaczniejszych, niebyła tak barbarzyńską i prostą, jakby się nam dziś zdawać mogło.
Najdawniejszém wspomnieniem świątyń pogańskich w Słowiańszczyźnie, jest powieść Arabskiego pisarza Massudy (Memoires de l’Academie de St-Petersb. IV serie, T. II, 1834, p. 319, 321, 340, 358), z połowy X wieku, daleko jednak dawniejsze podania zawierająca w sobie (r. 956 — 957), o które Arabom od IX wieku, lub wprzód jeszcze, mającym ciągłe handlowe ze Słowiańszczyzną stosunki (jak uważa Srezniewski) niebyło trudno. Massudy w rozdziale LXIV swego opisu, tak pisze o świątyniach u Słowian, ze Wschodnią przesadą zapewnie, ale nie bez pewnych danych, które od poetycznéj ich szaty odróżnić można.
„W kraju Słowian były gmachy przez nich czczone. Jeden z nich wystawiony był na górze, wedle filozofów, do najwznioślejszych na ziemi policzony. Budowa ta sławną była ze sposobu kunsztownego, jakim wzniesioną została; z układu różnego rodzaju kamieni, rozmaitości ich kolorów, otworów porobionych na szczycie i poczynionych na nim budynków dla postrzegania wschodu słońca...... z kamieni drogich, które tu składano.... z dźwięków słyszeć się dających z wierzchołka świątyni, i z tego co się im (Słowianom) dzieje, gdy ten dźwięk o uszy się ich obije. Inny gmach tego rodzaju, wybudowany został przez jednego z królów ich na Czarnéj-Górze, otoczonéj cudownemi wodami, różnych barw i smaku, których zbawienne skutki powszechnie są znane. Mają w niéj wielkie bożyszcze, wystawiające Saturna, u nóg jego przedstawione są różnego rodzaju mrówki, kruki czarne i inne ptaki podobne. Widzieć tam także można, osobliwsze przedstawienia wszelkiego rodzaju Abissyńczyków i Etyopów. Inny ich budynek (świątynia) znajduje się na górze otoczonéj morską zatoką; zbudowany był z czerwonych korali i zielonych smaragdów. W pośrodku jego jest wielka kopuła, a pod nią stoi bałwan... naprzeciw niego, jest drugi... Wzniesienie téj świątyni, przypisują pewnemu mędrcowi, który żył za dawnych czasów w tym kraju.“ (Tłómaczenie Franc M. Charmoy).
Opowiadanie Araba, jakkolwiek widocznie bardzo upoetyzowane, uderza jednak zgodnością swoją, w niektórych cechach, ze świadectwami kronikarzy późniejszych, o świątyniach Słowian piszących. Zauważał już Massudy, że gmachy te powszechnie wznosiły się na górach, u źródeł cudownych, co właśnie cechą jest Słowianom czcicielom wód właściwą; wzmiankuje o ozdobności ścian rzeźbionych, nad których pięknością późniejszy się Thietmar rozwodzi szeroko. Nawet opisane u Araba kopuły i szczyty potwierdzają się rozbiorem źródeł późniejszych. Niedziw zresztą, że Massudy czarne posągi bożyszcz brał za Etyopów i Abissyńczyków. Rzeźbione także źwierzęta, potwierdzają się opisami, które następnie przytoczym; słowem, cały ten ustęp cechują wiadomości niechybnie przesadzone wielce, ale dowodne o ziemiach Słowiańskich. Chociaż większość bałwochwalni była drewniana, są jednak ślady świątyń murowanych, których polewane cegły kolorowe, lub masowane rzeźby, o jakich wiemy zkądinąd, mogły w języku poetycznym Araba przeistoczyć się w korale i smaragdy. (W innym rękopiśmie zamiast korali, znajdujemy tylko marmury).
Świątynia w Retrze (Rethre), którą opisał Thietmar, tak u niego wygląda:
„Jest, pisze on, miasto w posiadłościach Redjarów, Riedegast zwane, [1] trzywęgielnego kształtu, i trzy w sobie bramy mające (Helmold wylicza ich dziewięć), które zewsząd las od mieszkańców nietykany i w poszanowaniu będący otacza. Dwie bramy miasta tego, dla wszystkich przybywających stoją otworem, trzecia ku wschodowi słońca zwrócona, najmniejszą się okazuje. (Tu wedle rękopismu Bruxelskiego, zobacz: A Giesebrecht Wendische Geschichten. Berlin, 1843, I, 69, — dodane są słowa: quae nulli facile patet. U Perza i Lappenberga z rękopismu Drezdeńskiego wydany, Thietmar słów tych niezawiera). Przechód ku morzu leżący i na wejrzenie straszliwy. W niém (mieście) niéma nic, jeno świątynia z drzewa misternie zbudowana, która zamiast podpór (fundamentów), utrzymuje się na rogach rozmaitych źwierząt (u Helmolda są to słupy w kształcie rogów). Ściany jéj na zewnątrz, przyozdobione są różnemi bogów i bogiń wyobrażeniami cudownie rzeźbionemi... Wewnątrz stoją bóztwa rękodzielne z właściwemi im imionami wyrzezanemi w hełmy i zbroje, straszliwie przyodziane, z których piérwszy Zuarasik..... Chorągwie ich też nigdy się ztąd niewynoszą.... Ile jest krajów w téj ziemi, tyle świątyń mają... lecz wśród nich, miasto wspomniane, główne trzyma miejsce.“ (Est urbs quaedam in pago Riedierum (Rederio) Riedegost (Riedegast) nomine, tricornis, ac tres in se continens portas, quam indique silva ab incolis intecta et venerabilis circumdat magna. Duae ejusdem portae cunctis introeuntibus patent; tertia quae orientem respicit et minima est (nulli facile patet) transitem ad mare juxta positum et visu nimis horribile monstrat. In eadem est nil nisi fanum de ligno artificiose compositum, quod probasibus diversarum sustentatur cornibus bestiarum. Hujus parietes variae deorum dearumque imagines mirifice insculptae, ut cernentibus videtur, exterius ornant, interius autem dii stant manufacti, singulis nominibus insculptis, galeis atque loricis terribiliter vestiti, quorum primus Zuarasici... Vexilla quoque eorum, hinc nullatenus moventur.... Quod regiones sunt in hispartibus, tot templa habentur... inter quae civitas supra memorata principalem tenet monarchiam... (Thietmar. Chron. L. IV, § 17, 18; Perz, Monum. Germ. hist. V, p. 812, 813).
O tejże świątyni wspomina Adam Bremeński, „jako o stolicy bałwochwalstwa“; że była wielką, a główném bóztwem w niéj czczoném Radegast (Redigast). Pisze, że miasto dziewięć bram miało, i otoczone było głębokiém jeziorem, przez które wiódł doń most drewniany, a przepuszczano przezeń tylko ofiarników i u wyroczni proszących o odpowiedzi. (Adamus Bremen. Hist. Eccles. II, 11, 65. — „Civitas eorum (Rhetariorum (vulgatissimum Rethre, sedes idolatriae. Templum ibi constructum est daemonibus magnum, quorum princeps Redigast... Civitas ipsa, novem portas habel, undique lacu profundo inclusa, pons ligneus transitum prabet, per quem tantum sacrificantibus, aut responsa petentibus via conceditur. Haec ea significante causa; quod perditas eorum animas, qui idolis serviunt, novies Styx interfusa coercet. Ad quod templum fuerunt a civitate Hammburg, iter quatuor est dierum“).
W życiu św. Ottona, wspomniana jest inna świątynia w Szczecinie. Było ich tam cztery (concivae — continae), ale jedna główna, z nadzwyczajném staraniem i sztuką zbudowana. Zewnątrz i wewnątrz okryta była rzeźbami ze ścian wystającemi (płaskorzeźby); wizerunki ludzi, ptaków i źwierząt, tak wybornie i naturalnie wyobrażającemi, że się zdawały żyć i oddychać. I co rzadka, barwy malowań zewnętrznych, śniegi i deszcze spłukać i zniszczyć niemogły, tak wielka była sztuka malarzy..... Trzy inne kontyny mniéj czczone, i nietak były ozdobne, miały tylko dokoła wzniesione ławy i stoły, gdyż w nich odbywały się narady i gromady. I czy to pić, czy zabawiać się, czy o sprawach swych radzić mieli, w pewnych dniach i godzinach, do tych się gmachów schadzali. (Vita S. Ottonis, II, 104 — Acta Sanctorum, Jul. I, 403). „Erant autem in civitate Stetinensi Concivae (continae) quatuor, sed una, quae ex his principalis erat, mirabili cultu et artificio constructa fuit; interius et exterius sculpturas habens de parietibus prominentes; imgines hominum, et volucrum et bestiarum tam proprie suis habitudinibus expressas, ut spirare potarentur et vivere, quodquerarum dixerim colores imaginum extrinsecarum nulla tempestate nivium vel imbrium fuscari vel dilui poterant, id agente industria pictorum. Erat autem ibi simulacrum.....
Tres vero aliae concivae minus venerationis habebant, mij nusquae ornatae fuerant, sedilia tantum intus in ciracitu extructa erant et mensae, quia ibi cenciliabula et conventus suos habere soliti erant. Namque sive potare, sive ludere, sive feria sua tractare vellent, in easdem aedes certis diebus veniebant et horis“).
Szczecinianie w tym głównym przybytku Wodyna (odyn — jeden?) składali łupy i najdroższe skarby, widać w nim było czary złote i srebrne, bawole rogi oprawne w złoto i drogie kamienie, służące do libacyj, narzędzia muzyczne (trąby), broń różną, i t. p.
Opis świątyni w Arkonie u Rugów (Rugijan), znajdujący się w historyi Saxo-Gramatyka, potwierdza wyobrażenie, jakieśmy powziąć mogli o bałwochwalniach Słowiańskich, z Thietmara, żywota ś. Ottona i Adama Bremeńskiego.
„Miasto, pisze dziejopis Duński, osadzone jest na wierzchołku wyniosłego przylądku; ode wschodu, południa i północy, bez udziału ręki ludzkiéj, z natury swojéj jest warowne, opasane przepaściami nakształt murów okolnych, do których wierzchołka rzucona z kuszy strzała niedosięga. Z tych stron opasane jest odnogą morską, od zachodu zaś, osłania je przekop na pięćdziesiąt łokci wzniosły; — połowa jego niższa jest wałem z ziemi ubitym, górna z palów drewnianych się składa. W północnéj stronie z boku tego było źródło, do którego mieszczanie po wodę chadzali. W pośrodku miasta była równina, a na niéj wzniesiona z drzewa stała bałwochwalnia, najwytworniejszéj budowy, czczona jako przybytek bogów, i pełna jest wizerunków. Zewnątrz cała okryta była rzeźbami i malowaniami, wyobrażającemi najrozmaitsze przedmioty. Przybywający jednemi tylko wpuszczani byli wrotami. Sama świątynia dwóma rzędami słupów opasaną była, zewnątrz zarzuconych ścianami, wewnątrz na czterech słupach, zamiast ścian, wisiały kobierce i opony, łączyły się one z pierwszém opasaniem tylko dachem i częścią stropu. W świątyni stał bałwan ogromny.
(Opis świątyni i zniszczenia jéj, tak brzmi w oryginale — Saxo-Grammaticus, Hist. Danica, recens. N. Mülleris. Nauniae 1839, vol. II, p. 822, 823, 837): — „Haec (urbs Arcon), in excelso promontori cujusdam vertice collocata, ab ortu, meridie et aquilone non manufactis, sed naturalibus praesidiis munitur, praecipitiis moenium speciem praeferentibus, quorum cacumen excusae tormento sagittae jactus aequare non possit. Ab ijsdem quoque plagis circumfluo mari sepitur, ab occasu vero vallo quinquaginta cubitis alto concluditur, cujus inferior medietas terrea est, superior signa glebis inter situ continebat. Septentrione ejus latus fonte irrigno scalet, ad quem muniti callis beneficio oppidanis iter patebat.... Medium urbis planicies habebat, in qua delubrum materia ligneum, opere elegantissimum visebatur, non solum magnificentia cultus, sed etiam simulacri in ea collocati numine reverendum. Exterior aedis ambitus accurato caelamine renitebat, rudi atque impolito picturae artificio varias rerum formas complectens. Unicum in eo ostium intraturis patebat. Ipsum vero fanum duplex septorum ordo claudebat, equibus exterior, parietibus contextus paniceo culmine tegebatur, interior vero, quatuor subnixus postibus, parietum loco pensilibus aulacis nitebat, nec quicquam cum exteriore praeter tectum et pauca laquearia communicabat.
Ingens in aede simulacrum. ( ) — Postero die Esbernus ac sumo, iubente rege, simulacrum eversuri, quod sine ferri ministerio convelli nequibat, aulae is quibus sacellum tegebatur abstrachs famulis succidens: officium arripere jussos, attentius monere coeperunt, ut adversum tantae molis ruinam cautius se gerent, ne ejus pondere oppressi infesto numini poenas lucre putarentur. Interea fanum ingens oppidanorum frequentia circumstabat Svanthovitum talium iniuriorum autores infestis numinis sui viribus insecuturum sperantium. Jamque statua, extrema tibiarum parte praecisa, propinquo parieti supina incidit.
Cujus extrahendae gratia Sumo ministros ad ejusdem parietis dejectionem hortatus, cavere jussit, ne succidendi aviditate pericula sua parum dispiserent, nec se labenti statuae per incuriam proferendos obijcerent. Ruinam simulacri non sine fragore humus excepit. Praeterea frequens aedem purpura circumpendebat, nitore quidem praedita, sed situ tam putris, ut tantum ferre non posset. Nec sylvestrium bestiarum inusitata cornua defuere, non minus suapte natura, quam cultu miranda“).
Z tego opisu u Saxo-Grammatyka, budowniczy Aigner, tak ją sobie wyobraża: „Miała ono czworo wnijścia od czterech stron świata, składała się zaś ze czterech wielkich przedziałów pod osóbnemi krytami, z tych trzy zawierały w sobie składy łupów, ofiar, chorągwi, naczyń obrzędowych, i t. p. Czwarta była stajnią świętego białego konia. Węgły tych czterech dzielnic spajały mury, czyniące czworogranną izbę środkową, w któréj stał ogromny posąg Światowida, mający cztery twarze, ku czterom drzwiom obrócone, stojący na wysokiém podnożu.
W każdym środkowym murze była brama, do któréj ulica między ścianami dzielnic prowadziła.. Ta krzyżowata budowla licznemi stopniami nad poziom wzniesiona, otoczona była w tymże kształcie rzędem słupów, czyniąc w ulicach ozdobne ciągi (?). Prócz tego wewnątrz średniéj izby przy ścianach, okazałe słupy sklepienie utrzymywały. Dokoła posągu stał stół służebny, na którym kapłan czynił ofiary, od téj strony, z któréj się nieprzyjaciel okazywał. Obręb środkowy musiał być dość mały, gdyż kapłan dla każdego odetchnienia wychodził do progu, iżby śmiertelnym tchem bóztwa nieskalał. W obszerném podwórzu, stały sześć kolumn w trzy rzędy, poprzecznemi bramami spojonych, którędy dla wróżb przeprowadzano konia.“
Aigner myli się utrzymując, że świątynia była murowana, i w ogólności, jak to niżéj zobaczymy zbyt swobodnie opis jéj sobie restauruje i tłómaczy.
Saxo-Grammatyk opisuje także inną Rugievit’a bałwochwalnię, podobną do wyżéj wzmiankowanych, któréj ściany zastępowały opony purpurowe na słupach zawieszone. W pośrodku między korytarzami wiodącemi do zaćmionego przybytku, stół dębowy, nieforemny posąg Rugievit’a. (Saxo-Grammat. p. 841, 842. „Haec (urbs) undique secus voraginibus ac lacunis vallata, unicum palustri ac difficili vado aditum habet, quo si quis incantus viae excessibus aberraverit, in profundum paludis incidat, necesse est. Hoc vadum ementis praetentus urbi callis occurrit; hic ad portum duci, medins quae vallum ad paludem interjacet, (p. 140). — Insignis his vicus trium praepollentium fanorum aedificiis erat, ingenuae artis nitore visendis, iis tantum paene venerationis privatorum deorum dignitas conciliaverat, quantum apud Arkonenses publici numinis auctoritas possidebat. Sed et is locus, ut pacis tempore desertus... Majus fanum vestibuli sui medio continebatur, sed ambo parietum loco purpura claudebantur, tecti fastigio solis duntaxat eolumnis imposito... Itaque ministri direpto vestibuli cultu, tandem manus ad interiora fani velamina porrexerunt. Quibus amotis, factum quercu simulacrum, quod Rugievithum vocabant, ab omni parte magno cum deformitatis ludibrio spectandum patebat.“)
Wiemy, że w Julinie także świątynia Trygława (Trójgłowa), w trójgran zbudowana (?), w pośrodku zamykała posąg bóztwa, a dokoła na ławach przy ścianach, stały mniejsze posągi.
Oto jest prawie wszystko, co o bałwochwalniach i gontynach pogańskich u Słowian zachodnich mamy; a opisy te, jak widziemy, dziwnie się z sobą zgadzając, charakter budowli jednostajnie nam przedstawiają, i dowodzą, że miały uświęconą, zwyczajową, stałą i pewną formę. Wszędzie w pośrodku głównego bóztwa, wizerunek olbrzymi, po bokach na ławach, stołach i ścianach pomniejsze bałwany.
Dwa tu świątyń rodzaje się okazują: jedne ozdobne, rzeźbione, wyniosłe i starannie budowane; drugie pomniejsze, prostéj budowy, wewnątrz ławami tylko i stołami zastawione, do których lud, gromady, tak jak późniéj do gospód, zwykł był się schadzać, dla narady, zabawy, uczt, i we wszystkich uroczystościach, w których gmina cała uczęstniczyła.... Jesteśmy pewni, że późniejsze gospody, z tych wiejskich świątyń powstać musiały.
Z kilku, acz krótkich opisów większych świątyń, niektóre wnioski tyczące się planu ich i kształtów wyciągnąć się dają. A najprzód, uważać należy, że bałwochwalnie te, zwane wszędzie u kronikarzy, budowami najwytworniejszemi i kunsztownemi, wznoszone były z myślą, by się pięknemi i wspaniałemi wydawały; jak w Retrze Radegastona świątynia tak w Arkonie Światowida uderzała ozdobnością swoją, wyrobem i ustawieniem słupów, rzeźbą i malowaniem.
Posąg bóztwa olbrzymi stał pospolicie w pośrodku, w przybytku, do którego wiodły korytarze obwieszone oponami wśród ozdobnych słupów. Przed bałwanem był stół ofiarny, u ścian ławy i police, na których mniejsi bogowie rozstawieni.
W narożnikach były składy łupów i skarbów. Świątynie kwadratowe były, krzyżowego kształtu, a nawet trójkątne, gdy bóztwo trzy miało twarze. Główną ozdobą budowli tych, oprócz rzeźb malowanych, polychromowych na ścianach, nadających im całkiem odrębny, wschodni charakter, były obficie rozstawiane słupy, w Retrze stanowiące podstawę gontyny i wykręcane w kształcie rogów źwierząt olbrzymich, w Arkonie opasujące dokoła gmach cały. Galerye otaczające świątynię w Arkonie, przywodzą na myśl podobne, często obiegające dokoła ścian, w pagodach Indyjskich; dziś jeszcze zabytek ich widziemy, po naszych starych kościołkach i cerkiewkach drewnianych.
Ze Słowiańskich to bałwochwalni, w których zawieszano je oponami purpurowemi, galerye przeszły do nówszych, na miejscu ich stawionych kościołków i cerkwi, w początkach nawet z nich zapewnie przerabianych. W Krakowskiém i Sandeczczyźnie pozostało w ustach ludu nazwanie ich Sobotami. Zdaje mi się, że i to naźwisko, od żadnego obrządku chrześcijańskiego pójść niemogło, ale jest dawniejsze pogańskie, i w związku być może z obrzędami Sobótki, z jakiemi uroczystościami, które obchodzono dokoła obudowanych świątyń się zbierając.... Wyraz Sobota, niekoniecznie też pochodzi od Sabbathu, ale raczéj ze Słowiańskiego czysto źródła. Może oznaczał święta u siebie, z sobą, w gminie każdéj oddzielnie odprawiane, (tak jak Słowianie Swewi, zwali się swoi).
Ozdoby tych bałwochwalni, były już bardzo wykwintne; budownictwo przyzywało już w pomoc rzeźbę, a co dziwniéj malarstwo, tak trwałemi odznaczające się barwami, że ich dészcze i słoty zniszczyć niemogły. Kunszt widoczny w tém wszystkiém i do wysokiego posunięty stopnia.
Z tradycyonalnego kształtu słupa, który się dotąd zachował w budowlach ludu, w wiejskich śpichrzach, gospodach, i galeryach cerkiewnych; z opisu świątyń pokrytych całkowicie fantastycznemi wizerunkami bóztw i potworów, możemy choć cokolwiek wnosić, o charakterze hieratycznego budownictwa w Słowiańszczyźnie zachodniéj. Nastajemy tu na cóś w niém Wschodniego, co się nawet w późniejszych daleko objawia pomnikach, osobliwie w drewnianych, na które mniéj wpływu miało naśladownictwo Zachodu.
W kilkaset lat po zniszczeniu pamięci nawet rzeźbami okrytych świątyń, po wygaśnięciu na pozór tradycyi, mimowolnie, instynktowo, przebija się jeszcze pierwotny charakter budowli naszych, w daleko późniejszych śpichrzach Kazimirskich i całkiem także rzeźbami okrytych kamienicach w Kazimierzu nad Wisłą.
Rzeźba jak u ludów pierwotnych w Assyryi, w Persyi, w Egipcie, w Indyach, łączyła się tu niegdyś ściśle z budownictwem i kształty proste budowy ożywiała fantastycznemi postaciami potworów, świata źwierzęcego i wymarzonego, istot idealnych, symbolów i prototypów, bóztw, ich godeł i przeistoczeń. Na piramidalnych wieżycach w Bołdach pod Polanicą, tkwi jeszcze poważnie patrząca z wysoka twarz jakiegoś boga, który przeżywszy braci, porosnął mchem siwym. Takiemi to olbrzymiemi i potwornemi wizerunkami całe owe ściany w Retrze i Szczecinie okryte być musiały, a życie wylewało się w ich dziwaczne kształty z młodéj piersi ludu, który wszystko ożywić chciał wkoło siebie — kamień, kruszec, drzewo. Nawet podpory świątyń rzeźbione były, w kształcie rogów źwierząt; słup, strop i zakończenie belki, przybierały mniéj więcéj żywe oblicze, bo lud co je stawił pragnął przemówić silniéj, wyraźniéj temi znakami, niewiedząc jeszcze, że najsymetryczniejsze linije mają mowę swoję, i nieznając właściwego budowniczéj sztuki języka harmonii, symetryi i kontrastów.
Był to więc wylew żywota, był to bełkot dziecinny, naiwny, wrzawliwy, gorący, a niewyraźny: bo krzykiem zastępujący słowo, namiętną grą kształtów spokojną wymowę linij.
Wielka tu już różnica od pieczar i grobów epoki pierwiastkowéj, od olbrzymich ociosanych tylko głazów, wielkie przejście do tych misternych malowanych rzeźb drewnianych. Całe dzieje nieznanéj nam sztuki mieszczą się między temi dwóma ostatecznemi jéj wyrazami.
Oto są uwagi, które wyżéj przywiedzione źródła dozwoliły nad architekturą Słowiańskich świątyń w ogólności uczynić panu J. Srezniewskiemu; powtarzamy je, dodając kilka uwag własnych. (Zobacz: Cztienija w Imperatorskom Obszczestwie Istorii i drewnostiej Rossijskich, — Posiedzenie 26 paźdz. 1846, N. 3, Moskwa, 1846: Architektura Chramów jazyczeskich Sławian, sw. 44).
„Wnętrze świątyni dzieliło się na dwie części: wstępną (vestibulum), i sam przybytek (fanum). Przybytek znajdował się czasem w pośrodku budowli, czasem jak się okazuje z opisu Saxo-Grammatyka, posunięty bywał do głębi, ku ścianie wnijściu przeciwnéj. W ten sposób zdaje się urządzoną być musiała świątynia w Arkonie. Bałwan bowiem przerąbany do pół nóg, powalił się na bliższą ścianę, a zatém od miejsca na którem stał, do ściany na którą upadł, mniéj oddalenia było, niżeli długość jego; ten zaś był kolossalny (ingens in aede simulacrum omnem humani corporis habitum granditate transcendens), może tak wysoki jak posąg Rugiewita, który do łokci sześciu dochodził.
Od miejsca więc na którem stał, do ściany na którą się obalił, musiało być cztery do pięciu łokci. Przypuścić jednak niepodobna, żeby wszystkie ściany świątyni, były tak zbliżone, kiedy Saxo zowie ją wielką i wspaniałą; przy tém zdaje się że sam Saxo, pisząc o ścianie bliższéj, wyraża przez to, że inne bardziéj były odsunięte. Cztery słupy i wspaniałe opony do ziemi spadające, oddzielały przybytek od wstępnéj części świątyni. Mówiąc o tych zasłonach Saxo, zowie je raz kobiercami (auleis nitebat), to znowu purpurowém obiciem (purpura claudebatur): widać więc, że to były purpurowe wzorzyste tkaniny. Nad świątynią, wznosił się rodzaj kopuły; główne bóztwo zajmowało pod nią piérwsze miejsce, a wokrąg stały inne bałwany i sprzęty poświęcone.
Przodowa wstępna część świątyni, okrążająca przybytek, ze trzech lub czterech stron, większa być zapewnie musiała od niego. Ściany jéj ozdabiały rzeźbione wyobrażenia czczonych przedmiotów, rogi źwierząt, purpurowe obsłony, a rzeźba malowana żywemi farbami, ukazywała się i zewnątrz... Że była dosyć wypukłą, świadczy życiopisarz ś. Ottona, (Sculpturas de parietibus prominentes). Wystawiała zaś bogów, boginie, ludzi, ptaki, źwierzęta, płazy, wszystko co miało związek ze czcią religijną i obrzędami. Niewszystkie jednak świątynie, opasywały zarzucone drzewem ściany, inne jak Rugiewitowa, były wzniesione na samych słupach, a między niemi próżną przestrzeń zawieszano kobiercami zewnątrz, tak jak gdzieindziéj wewnątrz wisiały. Z tego wnosićby można, że do bałwochwalni zbudowanych w ściany, musiały być także wnijścia liczne i ze stron różnych, ze trzech lub ze czterech.
Że świątynie te drzwi miały, dowodzi pan Srezniewski z Sagi o Olausie Trygezonie, w któréj powiedziano: jako Olaus jeździł zawsze z kniaziem Kijowskim Włodzimierzem na kapiszcza, ale w czasie gdy ten ofiary składał, stał za drzwiami.
Nad ścianami lub słupami wewnętrznéj części świątyni wznosił się dach ozdobny i strop (laquear), tak, że jeśli niewszędzie, to po wydatniejszych miejscach ukraszony być musiał zarówno ze ścianami.
W Arkonie dach świątyni był czerwony. Dach wiszący na belkach poprzecznych, wiązał z sobą ściany lub słupy wnętrza i jednoczył różne części świątyni. Pan Srezniewski, przypuszcza tu nad przybytkiem samym (sanctuarium), rodzaj podwyższenia, kopuły: bo o czémś podobném wspomina już Massudi, w opisie piérwszéj i trzeciéj swéj świątyni. Podwyższenie to, wieżyca u szczytu, służyło do postrzegania wschodu słońca i innych zjawisk niebieskich, za rodzaj dzwonnicy lub chóru, z którego owe dźwięki wspomniane przez Araba rozchodziły się.
O wysokości tych budowli, pewnych wiadomości niemamy; jednakże opisujący, ci nawet, którzy obeznani byli z Gotyckiemi kościołami na Zachodzie, pospolicie wyniosłemi, zowią bałwochwalnie wysokiemi, wielkiemi. Z opisu u Saxo-Grammatyka odsłonienia posągu Rugiewitha widać, że świątynia jego niższą nad pięć do sześciu łokci być niemogła, bo oderwawszy zasłony, ukazano bałwan cały; który był kolosalny. P. Srezniewski przypuszczając, że nad posągiem zostawało miejsce w górze, że je mogły zajmować chóry dla grajków, — wylicza całą wysokość świątyni do czternastu łokci. Inne świątynie, naprzykład w Chotkowie (Gozgangias), wyższe daleko być jeszcze musiały, jak się z opisów ich okazuje, (Sefrid Vita S. Otton, II, 2, 136; Acta SS. Jul. I, 419. In hac civitate mirae magnitudinis ac pulchritudinis templum fuit).
Świątynie otaczał podwórzec ogrodzony, z jednemi lub kilką wrotami. O jednéj bramie mówi Saxo w Arkonie, o dwóch w świątyni Prowe Helmold, o trzech w Riedogost Thietmar. Opasanie to, jak ściany, ozdobione było rzeźbami malowanemi. W tym dziedzińcu mieściły się zapewnie stajnie koni wieszczbiarskich, stosy drew ofiarnych, i t. p. Kapłani także mieszkać musieli przy świątyniach, zwłaszcza tam, gdzie one stały odosobnione, na pustych uroczyskach. Za składy skarbów świętych i miejsca schadzek gminy razem, ma p. Srezniewski trzy mniejsze gontyny w Szczecinie przy bożnicy Trygława; był to rodzaj gospód poświęconych, ale o składaniu w nich kosztowności niewiemy. Czasem w jednym podwórcu (jak w Korenicy, Saxo), stały dwie i trzy świątynie razem, nic tam więcéj nad nie niebyło: (Sedet his locus ut pacis tempore desertus, ita tune frequentibus habitaculis consertus patebat, p. 841 i d.).
Świątynia Radegastowa, wedle słów Thietmara, miała być wzniesiona na rogach źwierząt. Tu zauważył p. Srezniewski, że rogi ozdabiały także wnętrza świątyń, że z nich robiono czasze do napoju, jak wzmiankuje żywotopisarz ś. Ottona, (Cornua etiam grandis taurorum agrestium deaurata, et gemmis intecta, potibus apta. Sefrid, II, 4, 105). Róg także trzymał w ręku Światowid, który co roku napełniano winem, (Saxo: In dextra corumfario metalli genere exculcum gestabat, quod sacerdos sacrorum ejus peritus annuatim mero profundere consueverat; p. 8 — 23). Z rogów jeszcze wróżono i wróżą u Łużyczan, Chorutanów i innych Słowian; rogi znajdują się w starych zgliszczach Słowiańskich z węglami i szczątkami popiołów ofiarnych. Ztąd wnosićby można, że rogi były u Słowian w czci religijnéj, i że te kładzione jako fundament świątyni, były niejako uświęceniem miejsca, na którem ją zakładać miano. Jednakże świątynia na samych rogach stać niemogła, i opierała się zapewnie na innych trwalszych podporach, rogami tylko pokrytych. To co mówi p. Srezniewski o zakładaniu świątyń, oczyszczaniu miejsca i obrzędzie przy zakładzinach, daje się poprzeć do-dziś-dnia, zachowywanym przy zakładaniu prostych nawet budowli, obrzędem i rodzajem ofiary.
Świątynie po większéj części były drewniane: jako Radegast’a, Światowida, i inne wyżéj przez nas wspomniane; dostatek drzewa, wprawa Słowian do ciesielki, były temu przyczyną. Wnosić jednak z tego niepodobna, by wszystkie gontyny, stawiano wyłącznie z tego tylko jednego materyału. Są bowiem dowody przeciwne, a na ich czele powieść Massudego. Słowianie Pomorscy Nadbałtyccy i w dzisiejszéj Meklemburszczyźnie osiedli, mają podania o świątyniach dźwigniętych z ogromnych głazów, na których budowę, kamień nosiły duchy nieczyste. Są nawet szczątki starych gmachów, które wedle wszelkiego podobieństwa były świątyniami Słowian przedchrześcijańskich. Za takie uważać można, Lubusie na Szlązku zwaliska, będące wedle Büsching’a (Wöchentliche Nachricht. III, 5, 168, sequ), posadą świątyni murowanéj. Nad jéj przybytkiem, miało być półokrągłe sklepienie, pod którem mieściły się chóry. Budowa ta niemiała okien, (o tych i inne opisy świątyń niewspominają). Podłoga być miała z cegły polewanéj, a ściany tak mocno zbudowane, że burząc je, prochu używać musiano. Z staréj także świątyni, ma być przerobiony kościołek cmentarny, na górze ś. Marcina pod Miszną w Saxonii, jak dowodzi z budowy i położenia jego, G. Klemm. (Handb. der German. Alterthumskunde, Dresd. 1836, 5, 342).
Niepotrzeba wreszcie dowodzić, że w czasach przedchrześcijańskich, budowy z kamienia i cegły, zwłaszcza u Słowian zachodnich, znane były. W Kijowie nawet, za czasów Olgi wspomniany terem murowany (Ławr. Lietopis. 28); w Pomorzu, o tego rodzaju budowach, mówi Ebbo, w życiu św. Ottona, (63).
Słuszna jest wreszcie uwaga p. Srezniewskiego, że wszyscy opisujący świątynie u Słowian, którzy je zowią wspaniałemi, wyniosłemi, ozdobnemi, misternie i kunsztownie wzniesionemi — byli to ludzie, co widzieli kościoły Chrześcijańskie w owych już czasach dosyć mnogie i piękne na zachodzie Europy; a jednak po nich nawet, niewydały im się te gmachy małemi i niepozornemi. Thietmar świątynię Radegasta zowie: fanum artificiose compositum; i wychwala jej rzeźby, (imagines mirifice insculptae ut cernentibus videtur). Saxo-Grammatyk świątynię w Arkonie zowie bałwochwalnią wytwornie wzniesioną, ogromną i przepysznemi rzeźbami okrytą. (Delubrum opere elegantissimum videbatur, magnificentia cultus reverendum, — fanum ingens. Exterior aedis ambitus accurato caelamine renitebat; interior pensilibus aulacis nitebat, frequens aedem purpura circumpendebat, nitore quidem praedita, nec silvarum bestia rum inusitata cornua defuere non minus suapte natura, quam cultu miranda).
Toż powiada Saxo, o świątyni w Korenicy, (insignis hic vicus trium praepollentium fanorum aedificiis erat; ingenuae artis nitore visendis). Tak i pisarz żywota św. Ottona dziwił się piękności świątyń Szczecińskich, (una quae ex his principalis erat, mirabili cultu et artificio constructa fuit), unosząc się nad rzeźbą wystawiającą wielce naturalnie stworzenia różne, które zdawały się żyć i oddychać, a których barw ani śniegi ani deszcze nieopłókiwały. (Imagines tam proprie suis habitudinibus expressas, ut spirare putarentur et vivere; colores imaginum, nulla tempestate nivium vel imbrium fuscari vel dilui poterant). Ciż żywotopisarze, świątynię w Chotkowie zowią dziwnéj piękności budową (mirae pulchritudinis). Wnosić więc można z tych świadectw, że i sztuka budownicza u Słowian niebyła już w kolebce, i uczucie jéj potrzeby wysoko rozwinięte być musiało.
Najpóźniej zniszczone, a zatém najlepiéj opisane bałwochwalnie byćby powinny Pruskie i Litewskie, o których wszakże niewiele więcéj wiemy, nad to, co o Słowiańskich powiedzieliśmy. Czczono w nich, zwłaszcza od strony Prus i Pomorza, też same prawie bogi co u Słowian; wiara tych dwóch oddzielnych, ale spojonych starodawną jednostajnością pochodzenia szczepów, niewiele się od siebie różniła. Budowa też świątyń, w obu krajach podobną być musiała.
W Romowe, świątynia leżała na obszernéj płaszczyźnie, z dwóch stron rzekami oblanéj; w pośrodku stał dąb cudowny, wiecznie zielony, otoczony murem, a raczéj parkanem sześciokątnym. Jedna ze ścian, tylna, zbliżoną była do świętego drzewa, w przedniéj przeciwnéj jéj, było wnijście. Na dębie, czy też w trzech z muru lub drzewa wyrobionych wyżłobieniach, rodzaju kapliczek pod dębem stojących, stały trzech bogów posągi: Perkuna w pośrodku, Poklusa w prawo, Audrympa na lewo; (bogowie ci przedstawiali trzy żywioły, trzy państwa ziemię, ogień, i wodę). Inni pomniejsi bożkowie, ustawieni byli w framugach ścian bocznych. Za dębem były sklepiki nagady święte, a pod drzewem ołtarze ofiarne, na których palono wiekuiście niewygasający ogień Znicz. Dokoła był plac dla ludu i ogromne kostry drzewa, gotowego do podsycania wiecznego ogniska. U wnijścia przez bramę po prawéj ręce był dom krewe-krewejty, a w lewo gospoda dla podróżnych. (Zobacz rysunek z opisu zrobiony u Hartknocha, toż samo powtórzone przy dziele Narbutta, i w Przyjacielu ludu).
Świątynia w Wilnie, w drugiéj dopiéro połowie XIV wieku zniszczona, na któréj gruzach stanął późniejszy kościoł katedralny św. Stanisława, w ten sposób opisana znajduje się w Kronice przywiedzionéj przez T. Narbutta, (I. F. Rivius’a).
„Gdzie teraz kościoł katedralny, był las dębowy święty; tuż przy lesie stała świątynia Perkuna, u ujścia Wilenki do Wilii, zbudowana z kamienia, jakoby w r. 1265, długa sto pięćdziesiąt, szeroka sto, wysoka w ścianach piętnaście łokci. Dachu nad nią niebyło; jedno tylko wnijście, od strony Wilii prowadziło do wnętrza.
„Przy ścianie naprzeciw wnijścia położonéj, była kaplica, skład ofiar, skarbów i świętości; pod nią w sklepieniu trzymano gady święte (giwojte). Nad tą kaplicą wznosiło się podwyższenie, na łokci szesnaście wyższe od murów świątyni. Tu stał drewniany posąg Perkuna. Kaplica i podwyższenie, murowane były z cegły. Przed nią wznosił się ołtarz na dwunastu stopniach, a każdy z nich miał pół łokcia wysokości, trzy łokcie szerokości i otoczony był balasami. Ołtarz wysokości miał łokci trzy, dziewięć szerokości w kwadrat, u góry otaczało go mnóztwo żubrzych rogów. W ogóle wysokości całego ołtarza było łokci dziewięć. Na każdym ze stopni kolejno, palono ofiary, wedle zmian xiężyca, postępując do góry. Na samym ołtarzu palił się Znicz, we wklęsłości tak sporządzonéj, że go burze i deszcze zalać niemogły. U wnijścia do świątyni, stał dom krewe-krewejty, z wysoką wieżą, dla postrzegania zmian xiężycowych wzniesioną. W podstawę téj wieży corocznie wmurowywano cegłę jedną, na znak upłynionego czasu; cegły te nosiły na sobie różne symboliczne godła. Podanie dodaje, że na ostatniéj, krzyż miał wypaść proroczy.“
Niewątpim, że opisujący świątynię Wileńską, musiał się kierować obejrzeniem miejscowości i trwającemi o niéj podaniami; dziś u podstawy dzwonnicy katedralnéj, która z wieży wzmiankowanéj została zrobioną, dość nieforemnéj, ani śladu już znaków, o których mowa. Jak rogi żubrze przypominają tu te, o których jest mowa w świątyniach Słowiańskich, tak znaczone godłami i pismem jakiemś cegły, przywodzą na myśl ową główną wieżycę w Zwikowie w Czechach, zwaną Markomańską, a zapewnie z wieku IX lub X pochodzącą, na któréj kamiennych płytach, są znaki do run podobne, dotąd dziwacznie i rozmaicie tłómaczone, a przez Dra Jungmann’a ostatecznie uznane za cechy mularskie. (Steinmetzzeichen. Zobacz rysunek tych znaków przy dziele: Die Runen und ihre Denkmäler, von D. G. Th. Legis. Leipzig, 1829, 8, w Fundgrüben des alten Nordens).
Na Antokolu też w Wilnie była czworokątna świątynia, pokryta dachem, w któréj stały posągi bogów, ale szczegółowego jéj opisu nam braknie. W Litwie, jak się zdaje, większa część bożnic musiała być bez dachów, a łatwość o kamień spowodowała, że je murowano.
Podobieństwo ich do Słowiańskich wielkie, ale i różnice wybitne: niemamy tu wzmianki o galeryach, których też przy starych kościołkach tutejszych nieznaleźć; niewspominają opisy o żadnych zewnętrznych przyozdobieniach rzeźbami.
W Litwie, gdzie rzeźba właściwa stała na dość wysokim stopniu, jak to poniżéj zobaczymy, i gdzie o pomniki jéj nietrudno, niezastosowywano jéj wcale do budownictwa, może dla twardości kamienia tutejszego, z wielką się trudnością obrabiać dającego. Jedynym przykładem ozdoby rzeźbionéj, są trzy węże na kamieniu Żaltysie pod Rogowem.
Rogi źwierząt użyte jako ornamentacya budowy, mijając znaczenie ich religijne, mogły stanowić motyw nie bez wdzięku. Obok linij prostych architektoralnych, powyginane fantastycznie ich kształty, malarską stanowiły sprzeczność.





Przypisy

  1. Zrobimy tu uwagę, że są po-dziś-dzień u nas miejsca zowiące się Radohoszcz, zapewnie od czci Redegast’a, tak nazwane.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.