Popiel i Piast (Romanowski, 1905)/Akt II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mieczysław Romanowski
Tytuł Popiel i Piast
Podtytuł Tragedya w 5. aktach
Pochodzenie Wybór pism Mieczysława Romanowskiego
Redaktor Tadeusz Pini
Data wydania 1905
Wydawnictwo Towarzystwo nauczycieli szkół wyższych
Druk Drukarnia „Polonia“ we Lwowie
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały wybór pism
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór pism jako ePub Pobierz Cały wybór pism jako PDF Pobierz Cały wybór pism jako MOBI
Indeks stron


AKT DRUGI.
SCENA PIERWSZA.
(Pole bitwy pod lasem. Przy podniesieniu kurtyny słychać rogi bojowe i wrzawę.)
(Żóraw z Zaodrzanami przepędza Niemców, potem wrzawa.)

ŻÓRAW.  Króluj, Popielu! To mi dzień wesela!
Pole się trupem niemieckim zaściela,
Krew z łon wytryska, jak woda ze dzbanów.
Jęk ich konania dla nas, Zaodrzanów,
Jak pieśń radości wzbija się w powietrze;
A nasze jutro w ojczyźnie!.. O wietrze,
Zanieś ty jęki te na nasze niwy!
Nim my tam staniem, niech lud nieszczęśliwy
Wie, że już toczym krew wroga!
ZAODRZANIE.  Śmierć wrogom!
ŻÓRAW  (do pierwszego).
Iluś ty, bracie, posłał piekła bogom?
PIERWSZY.  Dziesięciu.
ŻÓRAW  (do drugiego). A ty?
DRUGI  I jam tylu zabił.
TRZECI  A jam na siebie tego dzisiaj zwabił,
Który mi spalił dwoje dzieci z chatą.
ŻÓRAW  I cóż?
TRZECI  Co? Serce wydarłem mu za to!

ŻÓRAW  Dość! Każdy tu się tak smętnie obwini.
Już czartów zgraję niedola z nas czyni...
Pójdźmy! Stryjowie krewią, bój się wzmaga;
Niech stryjów nasza zastąpi odwaga!
(Odchodzą na prawo.)

SCENA DRUGA.
(Zbigniew i Gniewosz, dworzanin Zbigniewa, wychodzą z za krzaków.)

ZBIGNIEW.  Słyszałeś?... Szczęście, że nas nie dostrzegli.
Nikt o nas nie wie. Patrz, prosto pobiegli
Na wzgórek! Zemsta dodaje im męstwa.
GNIEWOSZ.  Lecz nie odniesie bez nas król zwycięstwa.
ZBIGNIEW.  Myślisz?
GNIEWOSZ.  Zliczyłem nieprzyjaciół wagę.
Popiel się gubi przez własną odwagę;
W domu nań za wiec kmieć od gniewu zgrzyta;
Paść musi, a lud was królem powita.
ZBIGNIEW  (chwytając Gniewosza za ramię).
Starcze, kto ci tak ośmielił źrenice,
Że wchodzisz niemi w najgłębsze ciemnice
Pańskiego serca? Kto?
GNIEWOSZ.  I was to dziwi?
Zliczcież wy, ile lat mnie chleb wasz żywi?
Psem sługa, który pana nie rozumie.
ZBIGNIEW.  Milcz, milcz! Ja w sobie sam te myśli tłumię,
By mi śród braci z oczu nie błyskały.
Głupcy! Im chodzi o lechowe działy,
O kąski ziemi, w których gniotą kmieci
I miód spijają... Niech się pożar nieci!...
Przezornie, bacząc na szczęśliwą porę,
Rzucajmy iskry w serca, do burz skore...
Jak on, jam z króla...

GNIEWOSZ.  I będziesz nim, panie!
Mnie rodzą kmiecie!
ZBIGNIEW.  A ciebie, dworzanie,
Popiel uraził, pomnisz? Byłeś ze mną...
GNIEWOSZ.  Jak zły duch wisi ta pamięć nademną.
ZBIGNIEW.  Otrąb się braciom!
(Gniewosz zbliża się pod las i uderza w róg.)
ZBIGNIEW  (do siebie).Wrą mu piersi stare.
Kmieć między swymi rychło znajdzie wiarę.
Trzeba go posłać... Cyt, bracia nadchodzą.

SCENA TRZECIA.
(Ci sami, wchodzą: Przemysław, Bogdala, Wyżymir, Wrocisław.)

ZBIGNIEW.  Gniewoszu, patrz ty, jak ci bitwę zwodzą,
A ja tu braciom rzeknę krótkie słowo!
(Gniewosz usuwa się na prawo.)
ZBIGNIEW.  Trwacie więc stale?
WYŻYMIR.  Trwamy! Niech król głową
Przepłaci bitwę bez naszych oręży!
ZBIGNIEW.  Biada nam, jeśli ten Popiel zwycięży,
Ten król, co braci ojcowskich ma za nic!
Od puszcz na wschodzie do niemieckich granic
Moc jego wtedy ściśnie nas, jak w kleszcze.
Jesteśmy wolni, oddychamy jeszcze,
Damyż się cisnąć, my, książęta grodów?
WROCISŁAW.  Król z nas poczynić chce swych wojewodów!
BOGDALA.  Dość tego!
PRZEMYSŁAW.  Dość tej podłej zależności!

ZBIGNIEW.  Ha! Gdybym próżen był bratniej miłości,
Jak Wiesław, Jaksa i Ziemiomysł zmienny,
Poniósłbym teraz królowi miecz cenny
W pomoc i Niemców dałbym mu pokonać.
Lecz, nim to zrobię, wolę paść i skonać.
Nie, my tu stójmy ukryci na straży,
Pokąd niepewnie tam bitwa się waży!
Jeśli się Niemcy zachwieją, dość czasu
Królowi wtedy pokazać się z lasu,
Jakbyśmy dlań szli na nieprzyjaciela.
WYŻYMIR.  Lecz jeśli Popiel, wtedy na Popiela!
A potem w podział jego żyzne kraje!
ZBIGNIEW.  Czyńcie, jak chcecie, ja się na was zdaję!
GNIEWOSZ.  Jacyś dwaj idą ku nam.
ZBIGNIEW  (dobywając miecza). Za oręże!

SCENA CZWARTA.
(Ci sami; wchodzą: św. Metody i Dyakon.)

WYŻYMIR.  To nieznajomi ludzie. Skąd wy, męże?
ZBIGNIEW.  Młodzieńcy, kto wam między nami znany?
ŚW. METODY.  Nikt. Panem naszym Bóg ukrzyżowany,
A my dla niego szukamy czeladzi.
Dobry nas anioł z Zaodrza prowadzi;
Gdzie nas ten anioł zawiedzie, nie wiemy.
PRZEMYSŁAW.  Zabić! To szpiegi Popiela —
DYAKON  (tuląc się do św. Metodego). Giniemy!
ŚW. METODY.  Śmierć cię przeraża? I cóż: tu śmierć znaczy?
Westchnij do Boga, niech im krew przebaczy —
My krwią okupim światło dla tej ziemi!
ZBIGNIEW  (poglądając na ś. Metodego).
Dziwnie on patrzy oczyma modremi.

(Do braci.)
Spuśćcie broń, oni śmierci pragną szczerze!
Piękniby byli z ludzi tych rycerze.
Chcecie moimi zostać rycerzami?
ŚW. METODY.  My rycerzami Chrystusa. Bóg z wami!
ZBIGNIEW.  Czegoż tu chcecie? Czy was Zaodrzanie
Słuchać nie chcieli?
DYAKON.  O, tam, możny panie,
Niema już komu słuchać. W głębi borów
Ludzie, a zgliszcza już tylko ze dworów.
ZBIGNIEW  (do siebie).
Okropna to wieść!... Dla mnie w niej przestroga:
Z Niemcem w rodzinne gniazdo ściągam wroga;
Lud kiedyś za to będzie kląć mi srogo. —
Stało się... (do św. Metodego)
Idźcie w bór, a potem drogą!
Od pól tam będzie stary dąb u zdroju;
Tam nas czekajcie!
Ś. METODY.  Zostańcie w pokoju!
(Odchodzi z Dyakonem.)
ZBIGNIEW  (do braci).
Trzymajcież słowa, bo piorun nad nami!
(Słychać rogi bojowe.)
Cyt!... Idźcie teraz skryć się za drzewami,
A ja stąd bitwę przeglądnę! (Książęta odchodzą na lewo)

SCENA PIĄTA.
(Zbigniew, Gniewosz.)

ZBIGNIEW.   Mój stary,
Wiesz ty, jakiej są ci młodzieńcy wiary?
Wiesz, że ich wiara śmierci szukać każe?
Słuchajże, ja im Popiela pokażę,
Aby zabili go! Oni tą drogą
I mnie usłużą i śmierć znaleźć mogą.

GNIEWOSZ.  Dajcie tym pokój! Głupcy, noszą kije;
Z nich wam Popiela żaden nie zabije.
Mam ja lepszego.
ZBIGNIEW  (gestykulując pchnięcie) Tak, śród bitwy, z boku.
Rozumiesz? Kto go dostrzeże w natłoku?
A potem sprawcę precz... Rozumiesz, stary?
GNIEWOSZ.  To Sas; nie szkoda!
ZBIGNIEW.  Cicho! Słyszysz gwary?
Patrz, jaka straszna bitwa wre w dolinie...
Ha! otoczony Popiel... niech tam zginie!
O! nie — ratuje go Ziemowit; — głupi!
Król za to chatę jego ojca złupi —
Patrz! Harten zachwiał się... już pole traci —
GNIEWOSZ.  Wnet się poprawi.
ZBIGNIEW.  Pójdź, wyszlemy braci!
(Odchodzą w bór na lewo.)

SCENA SZÓSTA.
(Harten i kilku rycerzy wchodzą; później Popiel, Mirosz Ziemowit ze zbrojnymi.)

HARTEN.  Tu miał stać Zbigniew?
RYCERZ.  Tu.
HARTEN.  Zdrajca obrzydły!
Gdybym był wiedział, jakiemi on sidły
Wikła nas, byłbym nie godził z tej strony.
Ja się od niego spodziewam obrony,
A on się kryje w tych przeklętych borach.
Trąb, może szczeknie gdzie, jak pies na sforach!
(Rycerz uderza w trąbkę.)
HARTEN.  Cisza, bór tylko echem odpowiada.
POPIEL  (za sceną.) Za mną — tu za mną! On tu!

HARTEN  (z przerażeniem)Popiel wpada!

(Popiel, Mirosz, Ziemowit i rycerze wchodzą zbrojni.)

POPIEL.  Hartenie, tchórzu, językiem zuchwały,
Proś łaski, trupie przed skonaniem biały!
HARTEN  (uderzając). Na końcu miecza mego prośba moja

(Walczą; Popiel wybija Hartenowi miecz z ręki.)

POPIEL  (do rycerzy). Odwieść ich razem do dębu u zdroja!
Tam na ofiarę spłoną wojen bogu.
HARTEN  (otoczony). Bogdajżeś twego nie obaczył progu
I ty, i twoi stryjowie bęzcześni,
Którzy mnie zwiedli... Śmierć, to koniec pieśni,
Którą czart pychy rycerzowi śpiewa.
(Odchodzi z rycerzami.)
POPIEL.  Słyszycie? on tu stryjów się spodziewa!
Więc stryje z Niemcem na mnie jedna ręka?
A pod mym dachem gościli... Niech pęka
Słaby krwi węzeł, co mi wiązał dłonie!
Żona mówiła, nie wierzyłem żonie;
Przeczuciu serca mówiłem, że kłamie...
Lecz poczujecie wy Popiela ramię!
MIROSZ.  Zawróćcie Niemca, królu, on was łudzi!
POPIEL.  Cyt, wierny starcze; znam ja moich ludzi.
Lecz mniejsza o nich; już ich nie potrzeba,
Przez pół dnia dziwnie szczęściły nam nieba;
Połowa naszych wroga już pokona.
Gdzie Szczerb? gdzie Żóraw dzielny? gdzie jest Brona?
Kraskę z Jaroszem widziałem nad brzegiem.
ZIEMOWIT.  Tam się i Brona ustawia szeregiem.
Szczerb wzgórza broni. A ja, możny panie,
Przejdę w bród Odrę tak, jak Zaodrzanie,
I ze Żórawiem na skrzydła uderzę.
POPIEL.  Nie, przy mnie tacy niech walczą rycerze!
(Podając swój miecz Ziemowitowi.)
Pękł miecz, którym-eś ratował mi życie;

Weź mój! Rycerzem jesteś, Ziemowicie!
Swiergoń, daj inną szablę!

(Do Mirosza.)

A co, stary?
Jeszcze u ciebie stryje warci wiary?
Jeszcze ich czekasz?
MIROSZ.  Osądzim ich wiecem.
POPIEL.  Ha, wojewodo mój ze sercem kmiecem,
I tobie jeszcze wiec marzy się w głowie?
Ja wiec! (trąbka) Cyt, trąbka! Kto idzie?
ZIEMOWIT.  Stryjowie!

SCENA SIÓDMA.
Ci sami; wchodzą Jaksa, Ziemomysł i Wiesław,

POPIEL  (do siebie). Idą, i zły duch ku mnie ich prowadzi,
Czemuż mi serce odejść teraz radzi?
Trup z nich wyziera... (cofa się.)
JAKSA.  Witaj nam, Popielu!

(Popiel zatrzymuje się i pogląda milcząc.)

JAKSA.  Słyszelim, jużeś na nieprzyjacielu
Klęsk zaodrzańskich odemścił połowę.
Tyś dzisiaj orłem, a my twoją głowę
Dziecięcą strzygli.
POPIEL  (do siebie). Ha, w czas przypomina!
ZIEMOMYSŁ.   Lecz czemuż boje król bez nas poczyna?
Pół dnia spóźnilim.
POPIEL  (z szyderstwem). O, a w tej połowie,
Prawda? mógł zagrząść cios w Popiela głowie.
Co? zgadłem? Widać każdemu z was w twarzy,
Że bystro takie wynikłości waży.
Mógł Popiel — ha, tak, ten dumny, zuchwały,
Stojący nakształt granitowej skały
Śród waszych knowań, ten wilk na lękliwych,

Ten bies, trapiący sny u podejrzliwych,
To słońce, w zdrady patrzące surowo,
Ten zawieszony grom nad podłych głową,
To wszystko, ho, tak, daliby bogowie,
Mogło się zachwiać w tej jednej połowie
Dnia, albo smętnym trupem ledz na tarczy!
O, cicho! Bladość wasza mi wystarczy
Za słowa.
WIESŁAW.  Królu, co ta mowa znaczy?
POPIEL.   To miecz Popiela lepiej wytłumaczy!
Rycerze, patrzcie: to moi stryjowie,
To bracia ojca mego — z wrogiem w zmowie!
JAKSA.   Co? my?
POPIEL.  Bezduszni! Serca wam nie stało,
By Popielowi w oczy spojrzeć śmiało
I miecz nań podnieść, jak nienawiść radzi!
Nie, w borach za mną czekaliście bladzi,
Z sercem złem, z trwogą w piersiach i na twarzy
Bacząc, którędy się dola przeważy?
Teraz łaszeniem witacie zwycięzcę!
Gady! Gdybyście ujrzeli mnie w klęsce,
Bylibyście tu, jak kruki, zlecieli!
WIESŁAW.   Bogdajbyśmy na wiek tu pokamienieli,
Jeśli to prawda!
JAKSA.  Milcz, bracie Wiesławie!
Tu mieczem trzeba końca dojść tej sprawie;
Ja tę obelgę we krwi jego zmażę!
POPIEL.   A ja was, zdrajcy, powywieszać każę!
JAKSA.   (do rycerzy). Męże, świadkami czynię was zniewagi.
Wkrótce się o nią zapyta miecz nagi,
My cię w Kruszwicy znajdziem, zwierzu dziki!

(odchodzą.)

POPIEL.   Co? grożą buntem? A wy, nikczemniki,
Jak pnie stoicie, słysząc o rokoszu?
Miroszu, zbierz mi twój oddział, Miroszu.

Idź, dogoń zdrajców! Ha! ty stoisz jeszcze?
Idź, bo ja rozkaz mieczem ci obwieszczę!
MIROSZ.  Bogi, wspierajcie moją głowę siwą!
Królu!
POPIEL.  Dlaczegoż ty w mą duszę mściwą
Wlewasz żar? Poco ty gniew budzisz we mnie?
MIROSZ.  Królu, ty strasznej rzeczy chcesz odemnie
Nasze plemiona, rody nasze, panie,
Opuszczą ciebie, jeśli to się stanie.
O, nie kładź tego na moje sumienie!
POPIEL   (chwytając miecz).
Starcze, czy ciebie wabią grobu cienie?
MIROSZ.   Lepiej tam,[1] królu, niż tu łamać prawa.
Tam już przynajmniej nie zelży niesława
Mirosza głowy, osiwiałej w boju.
Niech inny skąpie dłoń w bratniej krwi zdroju
I prawa nasze niechaj łamią inni!
Ci trzej stryjowie, co byli, niewinni.
Na winnych jest wiec. Kogo mi tam wskażą,
Dostanę, choćby był pod piekieł strażą.
POPIEL.   Słuchaj, ja nie chcę krwi szukać w twem łonie,
Ja nie chcę, starcze! Idź!
MIROSZ.   Ja wiecu bronię,
Ty mnie nie strwożysz mieczem ani słowy.
Wznieś miecz! Ja nie dbam, choćby piorunowy
Gniew twój mord zaniósł aż do moich progów.
POPIEL   (przebijając Mirosza).
Idźże ty z twoim wiecem tam do bogów!
Ja dla mej woli znajdę nowych ludzi.
MIROSZ   (konając). O, niech ci krew ta mścicielów nie budzi!

(Rogi bojowe.)

POPIEL   (zasłuchuje się w sygnały, potem do rycerzy).
Do boju! Czego stanęliście niemi?

Kto skonał, temu na pierś rzucą ziemi
I płaczki w chatach zanucą mu żale,
Wy zwyciężajcie tam lub gińcie w chwale!

(odchodzi z rycerstwem.)

ZIEMOWIT   (wpatrując się w Mirosza).
Starcze, niech duch twój na mnie teraz spłynie!
Jak ty, za prawa i Ziemowit zginie.

SCENA ÓSMA.
(Inna strona pobojowiska.)
(Niemcy, walcząc, cofają się przed Polanami; okrzyki zwycięstwa; potem wchodzi Popiel.)

POPIEL   (oparty na mieczu patrzy ponuro w ziemię, potem ogląda miecz).
Ileż krwi, starcze, było w twojem łonie!
Już z niej w krwi wrogów myłem miecz i dłonie
Tak, że, zbudzony, tybyś sam przyklasnął...
Czemuż ja widzę tę krew, gdyś ty zasnął
I nie wiesz, jak mię rana twoja boli
W piersi?... O, straszna to igraszka doli!
Co? Czy ty, trupem padając na ziemię,
Twe życie na mnie zwaliłeś, jak brzemię,
By mnie zgnieść? Twojej mogiły noc głucha...
Nie, ona, starcze, nie śćmi mego ducha!
Jam żyw — potężny! Przed chwilą tysiące
Wiodłem za sobą na groty sterczące,
Szerząc śmierć... Czemuż ty jeden się we mnie
Budzisz i wołasz o życie daremnie,
Gdy już się stało to, co już się stało?

(Chowając miecz.)

Precz. ty, do pochwy z twoją smętną chwałą!

(Po chwili.)

Dość! Wszak stryjowie moi, jak mróz chłodni,
Stokroć się krwawszych dopuszczają zbrodni
I są spokojni... mnie wiecznież w tę stronę

Będzie rwać serce, wpierw tak niezmącone?
O, straszną duch mój wybrał sobie drogę!
Zajdę — gdzie zajdę! — Wrócić już nie mogę!

(Po chwili.)

Ha, czemuż z takim wystąpił oporem?...
Dziękuj mi, starcze! Pod kata toporem
Byłbyś ty może skonał jako zbrodzień.
Teraz cię będzie lud wspominał co dzień,
Boś padł z mej ręki... lud, głów fala płocha,
Co huczy, gdy wiatr, i krzykaczy kocha.
Tyś padł, mnie za to naprzód krótsza droga.
Wy chcecie ze mnie mieć martwego boga,
Cień króla, błahe cacko waszej woli?...
O, jam się zrodził do świetniejszej doli,
Ja chcę! O, straszny wasz bóg; on nie spocznie
Aż wszystkie swoje sam spełni wyrocznie.

(Po chwili.)

Zuchwałych zdepcę; dla łupu i sławy
Zapomni o tem wojownik, żem krwawy.
Lud — mleko w żyłach ma ten lud oraczy...
Jednak niech ich kto śród bitwy obaczy,
Kiedy od chat swych odpędzają wroga,
Gromowładnego w każdym ujrzy Boga.
Lecz po zwycięstwie — a zawsze zwycięski —
Szczęśliw powraca z wieścią wrażej klęski
Do pszczół, lub cichy na roli usiada
I żyje wieczór powieściami dziada,
Jak krzew kaliny pieśniami słowika.
Precz z tem! Mnie zgrozą ta cisza przenika! —
Ona Mirosza co dnia we mnie zbudzi...

(Patrząc na ręce)

Ja krwawy, krwawych potrzebuję ludzi. (Zamyśla się.)
CZORCZ   (skradając się).
Król sam — Zbigniewie, błogosław tej dobie!
POPIEL   (spostrzegając). Ktoś ty?
CZORCZ.  Przyszedłem pokłonić się tobie,
Królu. Ja jestem rycerzem, Sas z rodu;

Ale od dziecka śród twego narodu
Przebywam.
POPIEL.  Z oczu widno ci, rycerzu,
Że musisz wilcze serce mieć w puklerzu.
CZORCZ.   Świeżem zwycięstwem jeszcze wzrok mój płonie.
Lecz, królu, ja tu z inną wieścią gonię:
Lud oburzony śród pobojowiska
Mówi o wiecu. Strzeż się, burza blizka!
POPIEL.   Gdzie oni?
CZORCZ   (pokazując na lewo). Patrz! Tam.

(Popiel idzie ku wskazanej stronie. Czorcz dobywa miecza i chce go przebić. Popiel odbiera mu miecz i przebija go.)

POPIEL.   Giń twą własną bronią!
CZORCZ   (konając). Szukaj ty sprawców — ja tylko ich dłonią!
POPIEL.   Skonał!... O bogi, patrzcie! Ludzie sami
Uczą mnie ręce hartować mordami
I krwią. Zatwardnij-że ty, serce, w łonie
I nie jęcz, kiedy te żylaste dłonie
Będą pracować dla królewskiej doli
Żelazem!

SCENA DZIEWIĄTA.
(Popiel; wchodzą: św. Metody i Dyakon)

Św. METODY.   Pokój ludziom dobrej woli
I tobie, królu.
POPIEL   (wpatrując się w obu). Ktoście wy, młodzieńce?
Ty szydzisz ze mnie, a dziewicze wieńce
Lepiejby tobie do lica przystały,
Niż to szyderstwo. (Pokazując Czorcza.)
Tam pojrzyj, zuchwały!
To jest mój spokój!
Św. METODY.   Tu trup? Wielki Boże!
Upadł z twej ręki, i niewinny może?

POPIEL.   O, nie; stryjowie na mnie go najęli.
DYAKON.   To ci książęta, co nas zabić chcieli.
POPIEL.   Oni was? To wy pewnie dla mnie macie
Jakąś wieść miłą? Opowiadaj, bracie!
Św. METODY.   Najpierw nam pozwól pogrzebać to ciało!
Tam go Bóg sądzi; człowiek, jak przystało,
Winien dla prochów serce mieć pamiętne.
POPIEL.   Ha, grzebcie!

(Św. Metody i Dyakon znoszą gałęzie suche i zielone z lasu i pokrywają niemi Czorcza.)

POPIEL   (poglądając na nich, do siebie).
Dziwni! Lica mają smętne,
A od ich spojrzeń serce, jak wosk, mięknie.
Jak oni tego trupa grzebią pięknie!
Jak ptacy, liście znoszą mu zielone
Na gniazdo.
Św. METODY   (zbliżając się). Królu, twe roznamiętnione
Serce na oślep przewala się w grzechy;
A gdy ci smutno, nie wiesz, gdzie pociechy,
Gdzie sobie szukać światła, które leczy.
POPIEL.   Światłem mi sława, troski miecz niweczy.
Lecz skąd wy? Kto was do mnie tu przysyła?
Św. METODY   Mój Bóg.
POPIEL.   Twój? Który? Jaka jego siła?
Św. METODY   Miłość u niego mądrością i siłą.
POPIEL.   Miłość?
Św. METODY   A ziemia dlań córką jest miłą.
POPIEL.   Lecz ja chcę poznać moc jego ramienia.
Coż on przysyła dla mnie?
Św. METODY   Krzyż zbawienia
I spokój ducha tu i tam, w niebiosach.

POPIEL.  Ha, twój Bóg ciernie ma na płowych włosach
I kona we krwi blady. Moje bogi,
Kiedy w niebieskie tam zadwonią rogi,
To świat się deszczem piorunowym pali.
Kto ma kij, jak ty, a nie miecz ze stali,
Konającemu Bogu niech się kłania!
Św. METODY.  Jeszcze noc ducha twojego osłania,
Lecz ja ci światła wymodlę u Pana.
A litość? Powiedz, że ci litość znana,
Powiedz, że znasz ją, bo tam człowiek zginie!
POPIEL.  Młodzieńcze, tobie łza po licu płynie;
Kto cię z błaganiem przysłał do Popiela?
Św. METODY.  O panie, proszę o nieprzyjaciela!
POPIEL.  O stryjów?
Św. METODY.  O, nie, proszę o rycerza,
Którego żywcem lud spalić zamierza.
Zlituj się, królu!
POPIEL.  On się Harten zowie?
Nie — tej objaty chcą nasi bogowie;
On tak w Zaodrzu palił i mordował.
Św. METODY.  Ale Bóg ciebie przy życiu zachował...
POPIEL.  Milcz!

(Wchodzą: Kraska, Jarosz i Świergoń.)

ŚWIERGOŃ.  Królu, burza zbiera się nad nami.
Szczerb ranny mówi o wiecu z kmieciami,
A za Miroszem utyskują rody.
Św. METODY.  (uderzając laską Świergonia).
Podlcze, i ty śmiesz zasiewać niezgody
Pomiędzy ludem a królem? O panie,
Nie wierz mu, to jest gadziny sykanie,
Z tego człowieka czart przemawia zdradny!
Patrz, jaki on ma teraz wzrok szkaradny!

(Kiedy wszyscy z zdziwieniem patrzą na Św. Metodego, wprowadza Ziemowit rannego Szczerba.)
SCENA DZIESIĄTA.
(Ci sami; Szczerb, Ziemowit, później Żóraw, Zaodrzanie i Rycerze.)

POPIEL  (postrzegając Szczerba).
Ha, ty w krwi?!
SZCZERB   Królu, wkrótce do widzenia!
Ja z ręki wroga — a ty od płomienia
Zbrodni twych zginiesz — ty i twa rodzina!
Już krew Mirosza w górze cię przeklina,
Lecz wnet narodu krew przeklnie twą głowę...
POPIEL.   Ty klniesz mi, a tam niebo lazurowe
Słońce ma dla mnie i mieć będzie zorze.
Skonaj! To lepiej, bo ja byłbym może
I twą krew przelał!
Św. METODY.   Twardy poganinie,
Patrz, jak ty smucisz go w śmierci godzinie!

(do Szczerba)

O starcze, weź mój krzyż! Kto z krzyżem kona,
Temu Bóg niebo otwiera.

(Szczerb wyciąga rękę do św. Metodego, św. Metody przykłada mu do piersi krzyż; Szczerb kona.)

Św. METODY   (patrząc w niebo). Zbawiona
Dusza tam przed swym Zbawicielem stoi.
Pójdźmy umarłych grzebać, bracia moi!

(Po tych słowach św. Metody, Dyakon i Ziemowit wynoszą Szczerba.)

OKRZYK   ZA SCENĄ.
Chwała królowi!
JAROSZ.   Tu król, tu nasz miły!
KRAKSA.   Niech się tak wszystkim otworzą mogiły,
Którzy stawiają woli twojej opór!

JAROSZ.   Porucz nam jeno na tych kmieci topór!

(Wchodzą: Żóraw, Zaodrzanie i Rycerze.)

ŻÓRAW.   Za Odrę, królu!
ZAODRZANIE.   Za Odrę!
POPIEL.   Nie pora —
ŻÓRAW.   Niemcy złamani —
POPIEL.   O, ludzka złość skora —
Już nam inaczej wypadają drogi.
ŻÓRAW.   Do trzech dni, królu, oręż złożą wrogi.
O, pójdź, bądź zbawcą i panuj nad nami!
POPIEL.   Żórawiu, ja się zakląłem pójść z wami
I pójdę... Popiel przysiędze nie skłamie!
Lecz u mnie w domu, jak w podziemnej jamie,
Rośnie pleśń... Słuchaj, kmieć drwi z mojej woli...
ŻÓRAW.   Kmieć z nami! O, pójdź!
POPIEL.   Podły ród od roli
Powstaje i śmie drwić z mojego słowa!
RYCERZE.   Na nich!
ŻÓRAW.   Kmieć nie drwi, jeno zwyczaj chowa
Zostaw mu —
RYCERZE.   Na nich!
POPIEL.   Wiec — bunt!
RYCERZE.   Dobądź stali!
POPIEL.   Stryjowie zbójcę na mnie dziś nasłali —
Ha! A tam w ręku ma kmieć moją żonę.
RYCERZE.   Na nich!
POPIEL.   Żórawiu, a ty w którą stronę?
Ja tu liczyłem najwięcej na ciebie.
ŻÓRAW.  W przepaść ty, królu, wiedziesz mnie i siebie.
(Odchodzą.)

SCENA JEDENASTA.
(Błoń wiecowa.)
(Po prawej stronie gaj; pod gajem posągi bogów. Lud podzielony na dzielnice. Kmieć kruszwicki trzyma chorągiew wiecową.)
KMIEĆ Z DZIELNICY MIROSZA.
Kruszwicka naprzód; my przy niej sieroty.

Zginął nasz ojciec, wojewoda złoty; —
Teraz nam jakiś ojczym się dostanie.

Z DZIELNICY SZCZERBA.
U nas ten będzie, kogo wiecowanie

Zgodnie powoła na obłaść[2] szczerbową;
Inaczej dworzec spalim mu nad głową.

Z DZIELNICY KRASKI.
I zbudujecie nowy z własną szkodą.
Z DZIELNICY SZCZERBA.
Alboż my mieli Kraskę wojewodą?

Nas, bracie, Kraska nie uczył pokory!

Z DZIELNICY MIROSZA.
Zgoda! Na później odłóżcie te spory!

Tam obóz króla straszne rzeczy wróży.

KMIEĆ KRUSZWICKI.
To na nas. Szczęśliw, kto z dzisiejszej burzy

Do swojej strzechy wróci z głową całą.
Jak krucy, zewsząd rycerstwo zleciało;
Z królem się niby wybiera na wojnę,
A nasze chaty napada spokojne,
Zabiera bydło, chleb; gdy się kto żali,
To mu nad głową ostrzeszek[3] zapali,
I z śmiechem sobie do obozu wraca.

Z DZIELNICY MIROSZA.
Ach, tak i u nas przepadała praca.
STARY KMIEĆ.
Gdzie Piast?
KMIEĆ KRUSZWICKI.
Rozmawiał groźno coś z Gniewoszem.
STARY KMIEĆ.
Ha, wiem. Stryj Zbigniew chce, by go rokoszem

Na sądy wezwać do naszej stolicy.

Z DZIELNICY SZCZERBA.
Lis! Niemca wiernik![4] Ale wy, z Kruszwicy,

Powiedzcie wy nam, jak sąsiadom, szczerze,
Skąd się u Piasta taka mądrość bierze?

STARY KMIEĆ.
On coś z bogami ma; wiedzą to ludzie.

Ale sam stary milczy o tym cudzie
I nie rad, gdy go wynoszą nad kmiecie
Lat temu wiele, pomnę, było w lecie:
Syna postrzygał Piast, a był ubogi,
A tu w gościnę zebrał się lud mnogi.
Piast niesie, co ma i w szpichrzu i w chacie;
Już i ostatki wyniesiono, bracie —
Wtem wchodzą jacyś dwaj i proszą chleba.
Lud poznał, że to białe duchy z nieba,
Ale Piast, mimo ich słów i jasności,
Powiódł ich za stół, jak zwyczajnych gości.
Co z nimi mówił? różnie powiadano.
Goście synowi jego dali miano;
Lecz wtem Rzepicha wchodzi i do Piasta
Rzepce, że cudem w komorze narasta
Miód w stągwiach, a chleb na półkach się mnoży
„Rozdajmyż ludziom dobrym ten chleb boży!“ —
Rzekł Piast.
KMIEĆ.   A duchy?

STARY KMIEĆ. Znikły gdzieś bez wieści.
Ale Piast u nas żyje w wielkiej cześci,

Bo miły bogom jest i ludziom szczodry.
A już i syn mu wsławił się u Odry.

Z DZIELNICY MIROSZA.
Wiemy. Lecz, ot, jest, czego nam potrzeba!

Ojciec Piast z miodem i z podarkiem chleba.

(Piast i Wieszczek wychodzą z gaju. Piast stawia na pniu chleb i miód.)

PIAST.   Bogowie z wami! Witaj, wierna rzeszo!
A licznie, aż się oczy wami cieszą!
O, dobrze jeszcze stoi z prawem kmiecem.
Zawiecujemy sobie starym wiecem,
Bez mieczów, bez dzid. Tak obyczaj każe.
Niech przyjdą, niechaj widzą, jak włodarze
Miłują prawo, co im przynależy!
I pod to prawo króla i rycerzy
Musim znów, bracia, skuć żelazną wolą.
Kmieć wspólnie z nimi radził kraju dolą
I z dawna równe miewaliśmy prawa;
A u sąsiadów wieców naszych sława
Pomna mogiłom pokoleń bez liku.

Z DZIELNICY SZCZERBA.
Mówcież nam o tem!

PIAST.   Jest na mogilniku
Lecha głaz szary na górze u Gniezna.
Niech pójdzie, kto z was głazu tego nie zna,
I niech tam spyta za lechową sławą,
Bo stamtąd, bracia, idzie nasze prawo!
Ziemie te były zamieszkane z rzadka;
Tu, owdzie tylko szałas albo chatka,
Stały śród bujnych niw i rozpierzchniony
Lud pasł tu trzody lub orał zagony
Bez praw, jak komu najlepiej się zdało.
Ale się możnym bogom podobało,
Aby ten naród wielką jaśniał sławą,
I w śnie Lechowi rzekli: „Daj im prawo!“...
Lech zaś, wypełnić słowa boże skory,
Szedł tu z daleka i zabłądził w bory,
Gdzie znalazł matkę białą i orlęta.
Poznał więc, że tu szle go wola święta,
I gród zbudował i z ludem się zbratał,

Z córkami kmieci rycerzy poswatał,
Czynił objaty bogom, a na pole
Zbierał lud, by tam rozważał swą dolę
I zawsze wiedział, co mu czynić trzeba
Tak szło od Lecha, tak zrządziły nieba:
Kto nas odstąpi, ten bogów znieważy.

STARY KMIEĆ. Więc zaczynajmy, niech Piast gospodarzy

KMIECIE.   Piast! — Piast
PIAST   (do siebie). Ha! już czas.
(Usuwając się z wieszczkiem nieco od rzeszy).
O, westchnij do bogów,
Mężu, bo ja stąd do domowych progów
Już nie powrócę! Patrz, tam król się zbroi!
Trzeba nauczyć ten lud, jak się stoi
Przy prawach i jak umiera się za nie —
Tu się zakończy krwią to wiecowanie.
WIESZCZEK.   Co? Ty chcesz?...
PIAST.   Cicho! Nie płosz mi gołębi! —
Patrzaj, jak płoną! Jedno słowo zziębi
Czasem rzecz świętą, co się w łonach waży.
Dziś w nocy śnili mi się nasi starzy
I Szczerb i Mirosz. Znać, im tam potrzeba
Jeszcze i Piasta na świadka do nieba.
WIESZCZEK.   Idę do gontyn. (Odchodzi.)

(Za sceną słychać rogi.)

PIAST   (do kmieci). No, na rogów granie:
„Górą cześć kmieca!“
KMIECIE.   Górą wiecowanie!

SCENA DWUNASTA.
(Ci sami; wchodzą: Popiel, Wojewodowie, Żóraw, Świergoń, Rycerze i Zaodrzanie. Od strony gaju stoją kmiecie przed chorągwią. Piast idzie naprzeciw króla z chlebem.)

POPIEL.   Co to jest? Czego lud wyciągnął w pole?

Czy już zimują i trzody i role,
Że wałęsacie się tu, jak gawrony?
PIAST   (podając chleb).
Chlebem i miodem bądź nam pozdrowiony
To jest wiec, królu. Więc, jak zwyczaj każe,
Odpasz miecz i siądź między gospodarze,
A zawiecujem, jak dawniej bywało!
POPIEL.   To jest wiec? I ty śmiesz mi tak zuchwało
Mówić o wiecu? Precz mi z temi dary!
Do ziemi czołem, buntowniku stary,
Albo wam błysną miecze i topory!

Z DZIELNICY MIROSZA (występując).
Gdzie Mirosz?
Z DZIELNICY SZCZERBA.
Patrzcie, jaki do krwi skory!
Z DZIELNICY KRUSZWICKIEJ.
A o ziem cisnął i chlebem i miodem!

DRUGI   (do chorążego).
Do góry znakiem! Niechaj nad narodem
Kmiecym powiewa niespożytą chwałą!
POPIEL   (do świty). Tnijcie ten motłoch!
PIAST   (zastępując drogę). Tnijcie — i dłoń białą
Skalajcie w bratniej krwi bezbronnej rzeszy!
POPIEL   (dobywając miecza).
Co? ja mam począć? Z was nikt nie pospieszy?
BRONA   (zastępując). Królu, to czysty lud, nie podnoś broni!
Nigdy nie zlała krew tej świętej błoni.
ŻÓRAW.   Na twoich stryjów każ uderzyć, panie!
Lecz tu ciąć?... Królu, tu nam serc nie stanie!

POPIEL   (ze wzgardą).
To precz, niech twoje Zaodrze przepada!
ŻÓRAW   (zakrywając oczy).
Nie patrzcież oczy, gdzie ręka cios zada!
PIAST   (chwytając go za rękę).
Stój, Zaodrzanie! Jeszcze krótkie słowo.
Królu, ty nie wiesz, że z wolą wiecową
Podetniesz naród, jak dąb u korzenia.
Zlicz, w ile rodów on się rozramienia!
Zlicz, ile plemion trzyma wiecu wola!
Wiecem tu stoi nasza i twa dola.
Więc, jeśli serca dla nas nie masz w łonie,
Pomnij, że rodów i plemion twe dłonie
Nie utrzymają potem żadną siłą!
POPIEL.   Do stryjów przejdą?.. Teraz się odkryło
Lico twe, zdrajco! Wy z stryjami w zmowie!
PIAST.   My bronim swego — zdrajcami stryjowie.
POPIEL.   Precz, zdrajco! Hańbę ciskam tobie w oczy.
PIAST.   Patrz, a ta hańba na ciebie się toczy,
Bo w przepaść naród rwiesz sercem zuchwałem!
Ja ze stryjami żadnych rad nie miałem,
Ja gardzę nimi i takiej podłości
Nawetbym na próg nie dopuścił w gości.
Toż mi nie wieszaj zdrad na siwej głowie!
Jam czysty — ale tam wiedzą bogowie,
W jakiej pamięci ty staniesz u ludzi.
Już krew Mirosza ręce twoje brudzi...
POPIEL   (podnosząc miecz).
Ha! dość!... (po chwili).
Idź do dom — idź, starcze, w pokoju!
Twój syn mi życie uratował w boju —
Ależ ja tobie ten dzień płacę drogo.
PIAST.   I chcą — i serca zepsuć ci nie mogą,
Nie mogą wszystkiej krwi zatruć ci w łonie.
Miałbyś ty czyste, jak u dziecka, dłonie,

Gdyby nie obcych złość i podżeganie.
Niegdyś ty nasz wiec miłowałeś, panie;
Dumny — lecz prawym słodką duma taka,
Bo czuć w niej duszę lechowego ptaka,
Ale nieszczęsna powiodła cię dola
W kraj, gdzie przekleństwa, gwałty i niewola.
Tam struli-ć ducha, tam dali ci żonę,
By podżegała twe roznamiętnione
Serce, a rękę twą uczyła chłostać.
A wiesz, dlaczego? Nie mogą ci sprostać
Zostającemu w zgodzie z plemionami.
To ród, co wiecznie z gotowymi kłami
Czyha na krwawe sąsiadów niezgody.
Ty brniesz w ich sidła, zapaleniec młody,
A on na ciebie jarzmo potem wtłoczy...
POPIEL.   W jakąż to przepaść patrzą moje oczy?!
Dałyż starcowi temu przejrzeć bogi?
On widzi, a ja ślepy?... Karmię wrogi!
Karmię krwią moją i tulę do łona!...
O, zakamieniej serce! Moja żona!...
Jeśli to prawda — słuchaj, kmiecy synu,
Ja jestem zdolen okropnego czynu!.. (Zamyśla się.)

(Wchodzi Rycerz.)

POPIEL   (postrzegając Rycerza).
Co niesiesz?
RYCERZ   Królu, wesoła nowina:
Królowa pani powiła wam syna.
POPIEL.   Syna! Mnie?... Bogi chwały wiekuistej!
Czyżby wy, święci, weszli w dom nieczysty
Z taką radością, z takiemi promienie?!
O matko, przebacz ojcu podejrzenie
Królewskie! (Do Piasta.)
Piaście, żmijo ty kłamliwa,
Giń i przepadaj!
PIAST   (odsłaniając pierś). Tnij, niech się dolewa
Czara twych zbrodni!

(Kiedy Popiel podnosi na Piasta miecz, lud porywa Piasta między siebie, a Wieszczek odbija miecz nożem objatnym.)

WIESZCZEK   (do króla). Stój! Piast niebu miły.
Możne go ręce bogów zasłoniły;
Stój, lub się lękaj niebieskiego gromu!
POPIEL   (do świty). Tnijcie ich! Bogi teraz u mnie — w domu!

(Zbrojni rzucają się na lud, unoszący Piasta i chorągiew ku gajom. Popiel, Brona i Żóraw odchodzą na lewo.)
KONIEC AKTU DRUGIEGO.

Przypisy

  1. Lepiej przebywać w grobie.
  2. Obłaść (z ros.) obszar, miejsce; tu: dzielnica.
  3. Strzechę.
  4. Powiernik, zwolennik.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Mieczysław Romanowski, Tadeusz Pini.