Popiel i Piast (Romanowski, 1905)/Akt III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mieczysław Romanowski
Tytuł Popiel i Piast
Podtytuł Tragedya w 5. aktach
Pochodzenie Wybór pism Mieczysława Romanowskiego
Redaktor Tadeusz Pini
Data wydania 1905
Wydawnictwo Towarzystwo nauczycieli szkół wyższych
Druk Drukarnia „Polonia“ we Lwowie
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały wybór pism
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór pism jako ePub Pobierz Cały wybór pism jako PDF Pobierz Cały wybór pism jako MOBI
Indeks stron


AKT TRZECI.
SCENA PIERWSZA.
(Wieczornica w chacie Piastowej. Bożenna, Kalina i kmiotki przędą kądziel. Rzepicha stawia na stole chleby; Ziemowit w zbroi zrzuca hełm.)

RZEPICHA   (do Ziemowita).
Mówię ci, chłopcze, nie zrzucaj ty zbroi!
Ach, dzisiaj na mnie zawzięli się moi,
Czy chcesz, by wzięto cię rozbrojonego,
Jak ptaka bez piór?
ZIEMOWIT.   Nie bójcie się tego!
Ale mnie czas już.
BOŻENNA.   Zostań, Ziemowicie!
Pokąd ja, zostań! Tyś jedyne dziecię
U Piastów, ty mi ratowałeś syna.
Niechże go matka twoja nie przeklina,
Bo on już wiele przekleństw ma na głowie...
Trzy dni nie byłam w zamku... O bogowie!
Syn mój się zbiesił i krew ludzką toczy;
Weźcie mię, bogi, niechaj matki oczy,
Co nie śmią przekląć, nie patrzą się na to!

(Do kmiotek.)

O, to ta Niemka z duszą lodowatą,
Ta winna tej krwi. Przyjdzie ta godzina,
Że ja za krocie matek przeklnę syna!...
RZEPICHA   (rzucając w ogień kadzidło).
Kadzidło bogom święte! Niech mąż wraca!

(Patrząc w okno.)

Już księżyc liście na lipach ozłaca,
A Piasta niema.
ZIEMOWIT   (biorąc hełm). Matko, ja pospieszę
Poszukać ojca. Jeszcze kmiece rzesze
Stoją na błoniach; on tam między niemi.
RZEPICHA.   Czyś ty się dzisiaj naważył gnić w ziemi?
Czy prze cię, zbójcom tym dostać się w ręce?
O bogi, jakiejże wy ciężkiej męce
Daliście serce moje!
ZIEMOWIT.   O, grób krwawy
Milszy mi, matko, niż żywot bez sławy,
Śród pognębienia i łez. Podłe życie!
Ja wam nie będę tak żyć!
KALINA.   Ziemowicie!
(Po chwili.)
Proszę was, siądźcie tu, czekajcie cicho!
(Zdejmując bursztyny.)
Oto bursztyny te, matko Rzepicho,
Co mi syn przyniósł z dalekiego miasta,
Weźcie i rzućcie w żar bogom za Piasta!
RZEPICHA.   Dziecię!
ZIEMOWIT   (wstrzymując Kalinę). Ja inną dam bogom objatę.
KALINA   (rzucając w ogień bursztyny).
Święci bogowie, pocieszcie tę chatę
Powrotem ojca!
BOŻENNA   (podając swoje bursztyny).
Kwiatku mój jedyny,
Rzućże tam w ogień jeszcze te bursztyny!
Niech wróci chacie Piasta moc ich święta,
A niech się czarny syn mój opamięta!
RZEPICHA   (u nóg Bożenny).
Królowo moja!
ZIEMOWIT   (do Kaliny). Jakże wam dziękować?

KALINA.   Sercem.
ZIEMOWIT.   To i tak musi was miłować!

(Wchodzi Piast.)

RZEPICHA   (postrzegając Piasta).
O Piaście, stokroć traciłam cię ninie!
PIAST.   Cicho, kobieto, cicho! Tam krew płynie,
Ludzka krew; taka czerwona, jak moja.
Przepadł lud! Zbójcy tu przyjdą... Gdzie zbroja?
Trupa stąd wezmą... Cały świat na kmieci!
Płoche rycerstwo do stóp króla leci
Z kornym pokłonem. Nawet Brona stary
Przyobiecanej nie dotrzymał wiary...
To boli.
(Do Ziemowita, podając mu szablę i hełm.)
Tyś już wliczon do rycerzy.
Lecz tu mi legniesz, tu ci się należy,
Na kmiecym progu, obok ojca głowy
Paść!
ZIEMOWIT.   W boju tylko cenię zaszczyt nowy,
Tu-m kmieci. Ja pierwszy, wy na mnie padniecie.
PIAST.   Pies tylko swoich wyrzeka się dzieci.
(Postrzegając Bożennę.)
Wy tu, królowo? Ach, a ja nie spieszę
Witać was i wstyd czynię mojej strzesze!
Przebaczcie! Ślepnę — tak dola wzrok bodzie...
BOŻENNA.   Mroźno mi, Piaście, w syna mego grodzie,
A tu cieplejsze serca i ogniska.
Tam, u synowej, oko śmiercią błyska,
Mnie strach przejmuje.
PIAST.   Bogi, bogi święte!
Gdzie nasze czasy?
BOŻENNA.   O, cyt, przeminięte!
Przeszły nam, Piaście, jakby dzień godowy,
I nie powrócą, jak do twojej głowy
Nie wróci młodość i młodości siła.

Patrz, i mnie boleść na próchno spaliła!
Za łzy niewinnych, za uciski srogie,
Dziś ja, królowa, przekląć tylko mogę,
Lecz jeszcze czekam!...
PIAST.   Okropne czekanie!...

SCENA DRUGA.
(Świergoń i zbrojni wpadają w drzwi.)

RZEPICHA.   Możni bogowie!
ŚWIERGOŃ.   Jesteś, rokoszanie!
Piaście, myślałem, żeś mądrzejszy przecie.
Trudnoż ci było skryć się między kmiecie?
Lecz kiedyś w domu, pójdź z nami do dworu!
Tyś zbrojny? Radzę, nie staw nam oporu —
To darmo!
PIAST   (wstrząsając szablą). Zbliż się, gdy cię łeb twój łechce!
ŚWIERGOŃ.   Słyszycie? Ja go wzywam, a on nie chce
I grozi. Świadczyć będziecie królowi.
ZIEMOWIT   (dobywając szabli).
Ojcze, ja zmiotę łeb temu Świrkowi.
PIAST.   Cicho!
ŚWIERGOŃ.   Ha, tobie upór rośnie z laty?
PIAST.   Mnie wstyd, żeś ty, psie, wyszedł z kmiecej chaty,
I gniazdo kalasz.
ŚWIERGOŃ   (do zbrojnych). Weźcie ich!
BOŻENNA   (uderzając Świergonia w głowę kądzielą). A wara,
Zbóju! Tu matka jest, królowa stara!
Znaj cześć należną dla matki-królowej!
Teraz mi precz stąd, ty czarcie grodowy,
A jutro kije czekają cię w grodzie!

(Świergoń i zbrojni odchodzą.)

RZEPICHA   (u nóg Bożenny).
Bogi was w naszej zesłały przygodzie!
BOŻENNA.   Piaście, bezpiecznie przebywaj w twej chacie!
Król moim synem, jak wy syna macie,
A ja synowi zakażę was gnębić.
Ujrzym, czy Niemka mogła mu tak zziębić
Serce, że starej matki nie usłucha.
A jeśli słowem nie wzruszę mu ducha,
To go przekleństwo matki trafi w głowę.
(Do Kaliny i niewiast.)
Pójdźmy!

(Bożenna, Kalina i kmiotki odchodzą.)

PIAST.   Niech bogi nagrodzą królowę
Za moją chatę! Spal kadzidła bogom!
Na czas Bożenna opieką tym progom,
A potem.... Niech się dzieje bogów wola!
Piast nie opuści ni chaty, ni pola,
Gdzie siał i zbierał. Za ślady mojemi
Wszyscyby kmiecie uciekli z tej ziemi.
RZEPICHA.   Piaście, tyś stary, a myślisz szalenie.
Jeśli bezpieczne kędy znasz schronienie,
To idźmy!
PIAST.   Cicho! Mnie tu stać do końca!
Dla moich oczu indziej niema słońca;
Tu zdradzon, indziej oddychać nie mogę.
Ale Ziemowit wnet wyruszy w drogę.
Idźże mi teraz spieszno do komory
I przygotuj mu strawę i ubiory!
RZEPICHA.   Piaście, on jeden u nas — pomnij, stary!
PIAST   (do odchodzącej Rzepichy).
Idź, idź, niewiasto, a bądź dobrej wiary!
(Do Ziemowita po odejściu Rzepichy.)
Skoro ci matka da strawę i odzież,
Idź w bór nad Wisłę! Tam już kmieca młodzież
Ruszyła zbrojno; ty masz stać na czele.
Miłują ciebie, że poczynasz śmiele;
A mnie stąd radość, zbielonemu laty,
Że mój syn w miłość ludzką już bogaty.

Idźże tam, synu, i czekaj skinienia,
Strzeż przed Zbigniewem twojego sumienia!
Słyszałeś, co zań mówił Gniewosz stary.
Czart wie, jakie ma ten Zbigniew zamiary?
A choć je Gniewosz słodko wypowiada,
Precz z nim, bo w końcu okaże się zdrada
I podłość! Kmiecie staną, chłopcze, sami;
Król i synowie wyżrą się bojami —
Za trzy dni Popiel na nich już wyrusza.
Szkoda go! — Wielka tu wspak poszła dusza
Na zgubę... Gdyby obcy wróg się zjawił,
Po stronie króla będziesz mi się stawił!
Idź więc i czekaj, aż wezwę do czynu;
A jeśli umrę, to wspomnij mnie, synu!

SCENA TRZECIA.
(Przed zamkiem od strony jeziora).
(Z bramy wychodzą: Adela, Fuchs, sługa, i piastunka, niosąca syna Popielowego.)

FUCHS   (do sługi). Zaczerpnij wody! (do Adeli).
Nie rońcie łez, pani!
Obawa, która dziś wam serce rani,
Wnet się zamieni w pełne szczęścia zdroje.
ADELA.   O, cyt! — Jak ślepi, grzeszylim oboje —
A grzechu dzieckiem zawsze jest przekleństwo.
FUCHS.   Gdzież wy widzicie to niebezpieczeństwo!
ADELA.   Kmiecie!
FUCHS.   Złamani.
ADELA.   Ze stryjami w zmowie.
FUCHS.   A choćby? cóż to?
ADELA.   Tobie jeszcze w głowie
Dawniejsze myśli? Puść to niepamięci!

Dziś ci już matka ojca nie poświęci,
Nie — raczej zniszczy to, co mu zagraża.
FUCHS.   Przebóg! Pogaństwo wasze mnie przeraża.
Niczemże dla was święte krzyża sprawy?
ADELA.   O, Popiel musi zaniechać wyprawy...

(Sługa powraca ze dzbankiem wody; Fuchs daje skinienie piastunce i chrzci dziecko.)

FUCHS.   Królowo, syn wasz już w Pańskim kościele.
Niechże wam rośnie, a w stróżu aniele
Niech przewodnika ma na drodze sławy!
ADELA.   Bóg zapłać! (Słychać rogi.)
Biada, że mi wśród tej wrzawy
Ochrzciłeś syna; złe to jest wieszczenie!
FUCHS.   To znak, że wsławi się to pokolenie
Miecza i krzyża nieprzepartą siłą.
ADELA.   Proś, starcze, Boga, aby to znaczyło!
Lecz ja się lękam, że się zemści wina.
Krew my tu sieli, a moja dziecina
Sierotą może będzie za dni parę.
FUCHS.   O pani, miejcie w przyszłość lepszą wiarę!
ADELA   (w zamyśleniu).
Jeśli nie wstrzymam króla, wezwę Piasta;
On prawy, — stróżem uczynię go miasta,
A matkę króla stróżem mego syna.
To nas ocali... Przeklęta godzina!...
Czemużem pierwej trwogi tej nie znała?
Trzech jam tu stryjów najzawziętszych miała, —
Trzech w mojej ręce wszechwładnej, jak w klatce!
I wypuściłam... Teraz króla matce
Muszę całować ręce, nim król wróci.
FUCHS.   Jakże daremnie wasza pierś się smuci!
Ale cyt, król tu idzie z Zaodrzany.

(Adela, Fuchs, sługa, piastunka spiesznie usuwają się w bramę.)
SCENA CZWARTA.
(Popiel i Żóraw wchodzą.)

POPIEL.   Za chwilę ruszym, a tyś zadumany!
Czuj zemstę, jak ja, będzie ci weselej!
Stryjowie z Niemcy jedną sprawę mieli;
Jedną, Żórawiu, na mnie i na ciebie.
ŻÓRAW.   Inny świat, królu, gdy słońce na niebie,
A kiedy księżyc. Księżyc zawsze smętny.
POPIEL.   O cyt, mój ptaku, czekaj, ja pamiętny,
Pójdziem! — Lecz — patrzaj, co się u mnie dzieje!
ŻÓRAW.   Czekam, mój królu, bo żywię nadzieję.
Lecz mam być szczerym?
POPIEL.   Mów!
ŻÓRAW.   To zamięszanie
Ty sam sprawiłeś.
POPIEL.   Dosyć, Zaodrzanie!
Inni przelali krew za taką mowę.
Pod sąd przedwiecznych oddam moją głowę
I nie dbam, jaka spotka mię tam dola,
Ale tu musi dziać się moja wola.
Ta ziemia, w plemion rozdarta kawały —
Niesforne rody, wojewodów działy,
Słuchaj, to wszystko w kupie miecz mój trzyma!
Niech co chce będzie, — innej drogi niema:
Lub król po Łabę — lub trup będzie ze mnie!
Jam się nie zrodził na ziemi daremnie,
I wiem, dlaczego bogi moc mi dały.
Gdzie jest Ziemowit?
ŻÓRAW   (po chwili wahania). Poszedł szukać chwały
U nas, w Zaodrzu.
POPIEL.   Cóż tak ważysz słowa?
Poszedł? to dobrze; jedna harda głowa
Może tam zginie bez mojej przyczyny.

Idź, niech się zbrojni ściągają w równiny,
Czas już na stryjów!

(Żóraw odchodzi.)

POPIEL   (patrząc na zamek). O, tam sen, tam cicha
Noc nad moimi jeszcze się uśmiecha;
Tam spoczywają mi dwa serca drogie.
I w całym zamku sen... Ja spać nie mogę!...
Rozdarł się we mnie duch: jedna połowa
Wisi, jak czarna chmura piorunowa
W dzień nad tłumami, i mogiły mnoży —
Druga — ta znana mnie, mnie tylko trwoży.
Kmieć legł i milczy; — cisza śród rycerzy;
Zamilkną stryje;... gdzie mój miecz uderzy,
Wszystko w milczeniu do nóg mi się wali.
Przeklęta pamięć serca! Żre i pali
To serce za to, że rąk miało dwoje.
Dość! Niech przeklina głupiec czyny swoje;
Ja mam pilniejszą do spełnienia sprawę!
(Zamyśla się.)

SCENA PIĄTA.
(Popiel; wchodzą: Adela i Fuchs.)

ADELA.   Więc jeszcze dzisiaj ruszasz na wyprawę?
POPIEL.   Dziś —
ADELA.   Kogoż stróżem zostawisz twej strzesze?
POPIEL.   Ja miano „Popiel“ w powietrzu zawieszę,
A strzedz was będzie postrach tego miana.
ADELA.   Zły to stróż, królu, i często do rana
Na powierzonej nie dotrzyma straży.
(Odciągając Popiela.)
Jeśli się tobie nieszczęście przydarzy...
Tyś ojcem; dola zmienna; zważ, Popielu!
POPIEL.   Pokąd ja szczerbię na nieprzyjacielu
Miecz, pokąd z piersi nie schodzi mi zbroja,

Potąd na niebie świeci gwiazda moja.
Niech raz broń złożę, a zgaśnie nad głową
I ja z nią.
FUCHS   (zbliżając się). Wielkie król powiedział słowo.
ADELA.   Milcz!
FUCHS.   Zkądże taka w pani mojej zmiana?
Nie dawno jeszcze wyście sami pana
Do owej wojny zachęcali —
ADELA.   Mnichu,
Tyś tu, byś duszę oczyszczał mi z grzechu,
I pacierz mówił; — reszta sprawy moje.
Idź precz!

(Fuchs po chwili wahania odchodzi.)

ADELA   (błagalnie). Popielu, ty już masz nas dwoje,
Dwoje ci drogich łaska niebios dała.
Ty pójdziesz, a tu bunt...
POPIEL.   Gołąbko biała,
Nie będzie buntu tam, gdzie Popiel włada.
ADELA.   A jeśli padniesz, nim syn...
POPIEL.   Czyś ty rada
Dręczyć mnie, czy ci stryjowie już mili?
ADELA.   O, bogdaj oni wszędzie znachodzili
Taką nienawiść, jaka we mnie gore!
Nie ganię wojny, ale ganię porę.
Pora zła... zgódź się teraz ze stryjami!
POPIEL   (odtrącając Adelę z oburzeniem).
Precz! Słowo twoje męża twego plami.
ADELA.   Więc idę syna wynieść, niech on prosi!

SCENA SZÓSTA.
(Ci sami, wchodzą Bożenna, Kalina i Piast.)

ADELA   (postrzegłszy Bożennę, klęka przed nią).
Kamienne serce syn wasz w piersiach nosi,
Patrzcie, on żonę uczynić chce wdową,

Sierotą dziecko, a i wam, królowo,
Na stare lata chce odjąć dłoń syna!
Błagajcie wy go, niech nie rozpoczyna
Wojny z stryjami w takiej ciężkiej porze!
BOŻENNA   (podnosząc Adelę).
Powstań, synowo! Widzę, na tym dworze
Za każdym wiatrem obyczaj się zmienia.
Niedyś ty lałaś olej do płomienia,
Dziś przeciw niemu rady szukasz we mnie.
Synu!
POPIEL.   O matko, żądajcie odemnie
Krwi, a ja wszystką wytoczę przed wami —
Lecz nie żądajcie zgody ze zdrajcami!
Matko, kto gady przyciska do łona?
BOŻENNA.   Wszakem ja ciebie tuliła w ramiona,
I chodzę żywa. Równe wasze winy.
POPIEL.   Matko, jam nie dał do zdrady przyczyny.
BOŻENNA.   Przebacz im — niebo zbrodniom twym przebaczy!
POPIEL.   A zbój nasłany nic u was nie znaczy?
Nie, tu do zgody zaparte już drogi!
BOŻENNA.   Ha, więc wyrocznię spełnią na was bogi.
POPIEL.   Nie spełnią na mnie.
BOŻENNA   (ze smutkiem). Widzę ród lechowy
Spieszący raźno pod ów dzień gromowy,
Którym mu święte zagroziły bogi.
Idźcie! Was matka nie zawróci z drogi,
I nie przeżyje was. Ale ta wina
Z pomstą ci kiedyś zwali się na syna.
Poczciłżeś bogów za dziecko w gontynie?
POPIEL.   Pamiętam o tem i wielkie uczynię
Bogom objaty i wieszczków obdarzę.
(Ze zgrozą do siebie.)
Przekleństwo! Święty zwyczaj u nas każe
W taki dzień wszystkich krewnych w dom zaprosić.

Stryjów? Ci zdrajcy mają światu głosić
Miano, które syn Popiela dostanie?
Pierwej ja wasze poprzerzynam krtanie!
(Do Bożenny.)
Matko, rycerstwo czeka mnie!
BOŻENNA.   Ha, gadzie!
Teraz schwyciłam cię na twoim jadzie:
Ty się dla zemsty wyrzekłeś już wiary
I bogów? Słuchaj, trwać tu będzie stary,
Święty nasz zwyczaj, pokąd ja tu żywa!
Każ, niech rycerstwo powraca do żniwa,
I szlij do stryjów, niech ci poczczą dziecię!
POPIEL.   Nie! nie! przenigdy! Matko, jeśli chcecie,
Do gniazda wężów zaniosę dziecinę.
Niech mu tam węże jadowitą ślinę
Ostremi żądły wpuszczą do ciemienia,
Lecz tych nie zwijcie! Matko, mnie się zmienia
Krew w żywy ogień, kiedy o nich słyszę.
BOŻENNA.   W ogień? ha! dobrze, będziesz tu miał ciszę,
Będziesz miał ciszę, matka nic nie powie.
Ach! bądźcież teraz ze mą wy, bogowie,
Nim mi ostatnia godzina dobieży.
Piaście! pójdź ze mną do jego rycerzy,
Pójdź, ja im powiem, że król zmienił wiarę!
Ja, matka, powiem, że mu bogi stare,
Przemożne, święte bogi nasze niczem.
Pójdź, ja tam mojem zaświadczę obliczem,
Tem pooranem, i wypłakanemi
Oczyma, że on z duchami czarnemi
W zmowie na ludzi; że, gdym mu wspomniała
Bogów, z ust jego wyszła piana biała,
Jak psu... Obaczym, co rycerstwo powie!
A jeśli oni, jak ty, z czartem w zmowie,
To matka twoja pójdzie do gontyny,
Każe tam zabić się za twoje winy
I na objatę spalić.
POPIEL.   Piekło we mnie!

BOŻENNA.   Piaście, pójdź, mówić do niego daremnie,
To głaz, on matkę ujrzeć chce na stosie!
ADELA   i KALINA (u nóg Bożenny).
Matko!
POPIEL.   O matko, skądże w twoim głosie
Takie pioruny? Matko, czarta głowa
Nie pomyślała tego, co twe słowa
Rzuciły na mnie. (Po chwili.)
Ha! więc już się stało!
Nakażę sercu, by zakamieniało,
I zamknę w duszy wszystkie myśli mściwe.
A niech tam bogi ratują mnie żywe,
Bym się nie spalił!
(Odpina miecz i daje Piastowi.)
Pójdź z tem do rycerzy,
Powiedz im — nie wiem, czy ci kto uwierzy —
Powiedz, że król chce ze stryjami zgody!
Tak, matko?
BOŻENNA.   A tak, i niech wojewody
Książąt do króla zaproszą w gościnę!

(Piast odchodzi.)

POPIEL.   Matko, pójdź, popatrz na moją dziecinę!
Mówią, że cichy mój syn nakształt kwiatu.
BOŻENNA.   Niech rośnie w ciszy na pożytek światu!

(Popiel, Bożenna i Kalina odchodzą.)
SCENA SIÓDMA.
(Adela sama.)

ADELA.   Czy to sen tylko? czy to czarów dziwa?
Dzięki ci, matko Popiela sędziwa,
Za tę nienawiść ku mnie i mej wierze!
Serce, któreby kochało mnie szczerze,
Nie usłużyłoby lepiej z miłości.
Cała rodzina więc tutaj zagości —

Wszyscy stryjowie tutaj?... Ha, królowo,
Ja tobie do nóg padnę za to słowo;
Oni nie wyjdą już stąd! Wszakże zwierzę
Morduje łowca, który w jego leżę
Zajdzie i grozi pisklęciu... A oni?!
Noc w noc nad dzieckiem słyszę szczęk ich broni
W snach moich. — Dosyć tej trwogi!
(Po chwili.)
Mam sługę,
Która u ojca była lata długie,
I wie, jak bracia ojcowscy skonali.

SCENA ÓSMA.
(Adela, Popiel wybieg z bramy.)

POPIEL.   Tyś tutaj? Słuchaj, jeśli mnie nie spali
Ten żar, to niema dla Popiela zgonu.
Tak nienawidzieć, i własnemu łonu
Kłamać tak miłość?... straszna rzecz — ohydna!
Patrz w moje oczy, tam aż do dna widna
Nienawiść! Powiedz mi, jak ja przypiję:
„Rodzeństwo ojca mojego niech żyje!“
Kiedy me serce zgonem ich uderza? —
Cyt! fale huczą... Pójdźmy na wybrzeża —
Pójdź! Tam odbiciem fal płochliwych zdrada
Będzie mnie uczyć, jak się twarz układa
Do gościnności, gdy pierś nienawidzi.
Ach, tysiąc razy twarz się ma zawstydzi,
I fal tysiące daremnie odpłyną.
PIAST   (wracając.) Królu, rycerstwo cieszy się nowiną
I wraca do dom, skąd przyszle wam dary.
POPIEL   (z oburzeniem.).
Rycerstwo moje cieszy się?! Idź, stary!
Wy wszyscy razem kochać nie umiecie
I nienawidzieć.

(Piast odchodzi.)

ADELA   (zbliżając się do króla.) Królu, jak myślicie?
Czy każdy wraca w próg domowy z drogi?

Czy każdy królu, kto wejdzie w te progi.
Wyjdzie stąd żywy?
POPIEL.   Gdzie myśl twoja bieży?
ADELA.   Myślę, że rybak nie puszcza z wieńcierzy
Złowionej ryby... Coś tak zbielał w twarzy?
POPIEL.   Straszna kobieto! Co się tobie marzy?
ADELA.   Król nienawidzieć ni kochać nie umie.
POPIEL.   Ha!
ADELA.   W dom twój stryje — czy Popiel rozumie? —
Wejdą, — lecz wyjścia niema dla nich z domu.
POPIEL.   Okropna! zdrada! — (Zamyśla się.)
ADELA.   Cóż?
POPIEL.   Od tego gromu
Jak ptastwo myśli rozpierzchły się moje —
Czekaj, pozbieram —
ADELA.   Królu, serce twoje
Znużone; pokrzep je krwią i łowami!
POPIEL.   Pójdę —
ADELA.   W noc o tem pomówimy sami. (Odchodzą.)

SCENA DZIEWIĄTA.
(W zamku Zbigniewa.)
(Zbigniew w krześle chory; na ławach siedzą Jaksa, Wyżymir, Przemysław, Ziemomysł, Wisław, Bogdala i Wrocisław.)

BOGDALA   (do Zbigniewa).
Jakże wam, bracie?
ZBIGNIEW.   Niemoc, Jedźcie zdrowi.
PRZEMYSŁAW.   Więc nie? to przykro będzie Popielowi.

JAKSA.   Lżył nas zdrajcami, a teraz zaprasza.
Pokąd w krwi krzywda nie zmyje się nasza,
Ja nie zasiędę z nim przy jednym stole.
WISŁAW.   Róbcie, jak chcecie; ja przebaczyć wolę.
ZIEMOMYSŁ.   My przecie krewni i jednego rodu.
WYŻYMIR.   Gdybym nędzarzem był, ginącym z głodu,
I nie miał strawy, prócz Popiela strawy,
Jeszczebym jemu nie dopuścił sławy,
Żem w jego domu gościł. Co? Myślicie,
Ze on nas szczerze zaprasza? Ujrzycie,
Jak on was hardo i z góry powita.
PRZEMYSŁAW.   Ej! Wyżymirze, kto was o to pyta?
Wstydźcie się dalej przeciągać niezgody!
Popiel obraził nas; prawda — lecz młody,
Swój grzech naprawić teraz chce i może.
WYŻYMIR.   Jedź i bądź sroką na Popiela dworze,
I wiedź zawsze takich, jak ty, gości.
(Do braci.)
Czy pamiętacie, jak on zależności
Klął, jak doradzał spieszne oderwanie?
PRZEMYSŁAW   (wstając.)
Niech cię zadławi twoje ujadanie!
(Do książąt.)
Pójdźmy, czas w drogę!

(Przemysław, Bogdala, Wrocisław, Ziemomysł, Wisław odchodzą.)
SCENA DZIESIĄTA.
(Zbigniew, Wyżymir, Jaksa; później Gniewosz.)

WYŻYMIR.   Bezczesna gadzina!
Poszedł dzielnicy wyżebrać dla syna.
Ale, Zbigniewie, nam pora na króla.
Słyszę, że co dnia morduje i hula.

Jeśli doń teraz weźmiemy się szczerze,
W lot go porzucą kmiecie i rycerze —
ZBIGNIEW.   Ha! więc się bierzmy. (Klaszcząc w ręce.)
Gniewoszu, pójdź stary.
Cóż tam w Kruszwicy?
GNIEWOSZ.   Źle, nie mamy wiary.
Rycerzy starszych będzie nieco z nami,
Z kmieci nikt.
ZBIGNIEW.   A Piast? Mówiłżeś z kmieciami?...
GNIEWOSZ.   Czart chyba czego dopatrzy im z twarzy.
Kmieć sobie króla i was lekko waży.
Może na własną rękę pocznie boje.
ZBIGNIEW.   Na własną rękę?... Nie złe wieści twoje; —
I lekko waży?... To znak, że ostrożny;
Za to otwartszym był tam panek możny.
A wiesz, gdzie nasi bracia się udali?
GNIEWOSZ.   Wiem.
ZBIGNIEW.   Pomnisz? oni kmieci uciskali —
GNIEWOSZ.   Tam lud gotowy.
ZBIGNIEW.   Idźże tam, Gniewoszu.
WYŻYMIR.   Skoro tam błysną płomienie rokoszu,
My na Popiela!... Czarci pomysł, bracie.
ZBIGNIEW.   A więc już całą rzecz gotową macie.
U tych, co teraz u króla w gościnie,
W trzy dnie najdalej rokosz się rozwinie;
My go przeniesiem w Popiela dzierżawy.
WYŻYMIR.   Bądźże ty wodzem tej naszej wyprawy.
ZBIGNIEW.   Czemuż nie Jaksa?...
JAKSA.   Ja walczę pod wami.
ZBIGNIEW.   Czynię, co wy mi polecacie sami. (Odchodzą.)

SCENA JEDENASTA.
(W zamku Popiela.)
(Kalina ustawia chleby. Stół nakryty do uczty, z boku stół mniejszy, a na nim dzbany z ciemnej i białej gliny.)

KALINA.   Niech mi zazdrości! Ona nie uczyni
Lepszego chleba, choć z niej gospodyni,
A ja Kaliną sobie.
(Ze smutkiem.)
Już nie sobie!...
Gdzie on jest?... Poszedł po wiecowej dobie,
I z niskąd o nim słyszeć się nie zdarzy.
A czy powróci? Ach, on sobie waży
Tak lekko życie, a ja taka biedna!
Kiedyż się dowiem czego?... Chyba jedna
Piosenka moja wie, jak mi tu smutno.
Wczoraj Rzepicha wyszła bielić płótno,
Lecz nie mówiła nic o Ziemowicie.
Chrońcie go, bogi!... Z nad bram dziś o świcie
Jaskółcze gniazda spadły, gdym spiewała.
I czemuż spadły? Mnie zakamieniała
W ustach pieśń moja, jakby zczarowana.
Pójdę do matki.
(Idzie kilka kroków, potem staje.)
Bławatek mi zrana
Wróżył na dobre.
(Wyjmuje bławat z włosów i poczyna obrywać.)
„On wróci — Nie wróci —
„Wróci“... A potem serce się zasmuci,
Kiedy bławatek skłamie. Święte bogi,
On może nie wie, jaki on mi drogi.

SCENA DWUNASTA.
(Kalina, Piast wnosi kosz.)

KALINA.   Piast... Będę pytać...
PIAST.   Przyjmcie, pani miła,
Te dary.

KALINA.   Jużem królowej mówiła,
Ze nam Rzepicha przyszle miód palony.
Lecz siądźcie, Piaście.
PIAST.   O — ja nie znużony.
KALINA.   Nie chcecie usiąść? A ja w waszej chacie
Siedzę tak często. Może wy nie macie
Serca już dla mnie? Mnieby to smuciło.
PIAST.   Dla was? Bogdajże serce mi nie biło
Dla syna, jeśli dla was mi nie bije.
KALINA.   (żywo.) Od Ziemowita macie wieść? więc żyje?
PIAST.   O, zdrów; o matkę i o was się pyta.
KALINA.   Mnie czas... Pozdrówcie od nas Ziewowita!

(Odchodzi)

PIAST.   (poglądając za Kaliną.)
Nie śmiem posądzać; lecz jeślim na tropie,
Tu się do serca wkradło moje chłopię.
O, nie dla ciebie ta gołąbka biała,
Tyś z kmiecia.

SCENA TRZYNASTA.
(Piast; Popiel wchodzi z zwieszoną głową.)

PIAST   (patrząc na króla.) Bogi, jak mu twarz zmarniała.
POPIEL   (postrzegając Piasta.)
Z czem, kmieciu?
PIAST   (pokazując kosz.) Z darem.
POPIEL   (przystępując doń.) Patrz mi w oczy, stary!
Ty wiesz?!
PIAST.   Co królu?
POPIEL   (chwytając go za ramię.) Przez jakie ty czary
Wiesz? Czemu ty się wpatrywałeś we mnie?

Starcze, ty żywy nie wyjdziesz odemnie!
Mów!
PIAST.   Co mam wiedzieć? Czy to was tak dziwi,
Że chodzę smutny? Niech się nie przeciwi
Oko twe, królu, smutkowi naszemu!
Smutku i bogi nie bronią.
POPIEL   (opamiętując się.) Idź! Twemu
Słowu ja wierzę. Idź do domu, stary!
A nie patrz nigdy w królewskie zamiary!

(Piast odchodzi.)

POPIEL   (sam). Jak cicho temu starcowi na świecie!
Patrzał się na mnie, jak na zdrożne dziecię,
A w oczach miał śmiech, pomięszany z łzami.
Gdziem ja? Gdzie Popiel, co niegdyś z bogami
Niebios na równi ważył moc swej duszy?
Dziś już oczyma kmieć łono mi kruszy,
I może patrzeć w nie, jak w dzban rozbity...
Biada im za to! Chociażby błękity
Jak noc zczerniały, i piorunów zdroje
Z bogami spadły na mnie... ja dostoję!
Duszno...
(Otwierając okno.)
Tam chmury i we mgłach dzień szary...
Niegdyś ojcowie spełniali tu czary,
I jak świat światem nie słychać w narodzie,
By kto truciznę podał gościom w miodzie!...
O nienawiści moja, wrzej mi w łonie!
Jeśli trucizny tkną się moje dłonie,
Niech mi się zdaje, że to miecz! (zamyśla się.)

SCENA CZTERNASTA.
(Popiel, Adela wchodzi z dzbanuszkiem w ręku.)

POPIEL   (z przerażeniem.) Adelo,
Pójdź stąd — ja słyszę duchów jęk pod ścielą!
ADELA.   Cyt! już łódź z dwoma stryjami tam płynie.

POPIEL.   Ha! już?
ADELA.   Za chwilę staną na głębinie.
(Pokazując dzbanuszek.)
A to dla reszty... Cożeś niespokojny?.
Patrz! tu się kończą: mój lęk, twoje wojny.
Jad straszny: Gierda warzyła go w nocy.
Kilka kropelek, a ma więcej mocy,
Niż miecz: sto głów ci tnie jednym zamachem!
POPIEL   (ponuro). Nie! to nie stanie się pod moim dachem.
ADELA.   Już nie?
POPIEL.   Adelo, pierś moja do cześci
Nawykła, jak ta dłoń do rękojeści,
Nie mogę — ja się brzydzę taką zdradą.
Rzuć dzban, Adelo. Oni stąd wyjadą
Zdrowi, a ja ich w boju pomorduję.
ADELA.   Głupia rycerskość.
POPIEL.   Lecz podły, kto truje.
ADELA.   A twoje słowo? i cóż, mój rycerzu?
Kto się klął wczoraj — ręka na puklerzu
Ta, a ta, lewa, na piekieł bożyszczu?
Jam się nie bała stać przy waszem zgliszczu,
Ja, innej wiary kobieta, i trwożna,
A ty? — struć wroga, to podłość! nie można!
A słowo, dane kobiecie, cóż znaczy?
Tę podłość tobie sumienie wybaczy,
Lecz nie przebaczę ja, żona, twa lwica,
Ja tobie co dnia cisnę je na lica,
A potem z dzieckiem ucieknę.
POPIEL.   Przeklęta
Chwila przysięgi!
ADELA.   Rzecz już rozpoczęta;
Ci toną —
POPIEL.   Toną!
ADELA.   Wszak ty chcesz ich śmierci?

Czyż to nie jedno, że komuś łeb w ćwierci
Zrąbiesz, czy dasz mu kilka kropel jadu?
POPIEL.   Więc truć i stać się czarniejszym od gadu?
O żono, bogi rycerski bój lubią;
Przebaczą szabli krew, lecz zdrajcę zgubią.
ADELA.   Truć! — Zważ na kmieci, na hardych rycerzy,
W boju to wszystko z nimi się sprzymierzy;
Ty padniesz, a choć zwyciężysz, cóż z tego?
Policzysz jeno szczerby miecza twego
I weźmiesz na się sławę, płaszcz dziurawy
Głupców. A zresztą nie zawsze dla sławy
Miecz twój mordował.
POPIEL.   Lecz ci, co skonali,
To od rycerskiej lub królewskiej stali.
ADELA.   Miecz lub trucizna, co pod ręką stoi.
POPIEL.   Ależ mnie przeklną i najkrwawsi moi.
ADELA.   O, nie! Świat gubi małego zbrodniarza,
Potężna zbrodnia ludzi tak przeraża,
Że na sam rozgłos uklękają w skrusze.
POPIEL.   Ha! niechże spojrzą w Popielową duszę,
I kamienieją!
ADELA.   Wszystkie Lecha działy
W twej ręce!
POPIEL.   W mojej!
ADELA.   Widzisz, jużeś śmiały.
Takim cię kocham. Wpaść na miecze nagie
Twój rycerz, nawet twój kmieć ma odwagę,
Ale truć —
POPIEL.   Ha! truć tak chytrze swych gości?
Tej mi odwagi piekło pozazdrości.
Gdybyż już byli!...

(Wchodzi sługa Adeli.)

POPIEL   (do sługi.) Z czem ty? Co tak może
Wzrok twój rozpalać?

SŁUGA   (do Adeli.) Pani, na jeziorze
Zginęli razem Wisław i Bogdala.
POPIEL   (z rozpaczą.)
Z jego rąk podłych!
SŁUGA.   I wie tylko fala
Gdzie są.
ADELA.   A czółno?
SŁUGA.   Zrąbane na sztuki.
POPIEL   (do sługi.) Precz z twoją wieścią między czarne kruki!

(Sługa odchodzi.)
(Do Adeli.)

Adelo, straszne poczęły się rzeczy.
ADELA.   Więc idźmy dalej, a tych zostaw pieczy
Goplańskich duchów. (Pokazując garnki z białej gliny.)
Patrz, te z białej gliny,
Będą dla matki, dla mnie i Kaliny.
(Pokazując czarne dzbany.)
Te —
POPIEL.   I Władysław?
ADELA.   O, i ten niech ginie.
Wiesz, ile waży jego imię w gminie;
Kmiecie doń chodzą dzień po dniu na rady.
POPIEL.   Niechaj umiera!
ADELA   (wlewając truciznę do czarnych dzbanów.)
Teraz wlewam jady.
POPIEL.   Co? już! — Nawet ci ręka nie zadrżała.
Czemuż to przy mnie?
ADELA.   Królu, ściano biała,
Patrz się na ścianę.
POPIEL.   Ja z tych nie naleję.
ADELA.   Pierwszy raz widzę, jak rycerz blednieje;
Ja te obejmę.

(Słychać trąbkę.)

POPIEL.   Bogi, możne bogi!
Po co ich w moje prowadzicie progi?
Postawcie mi ich na polach z orężem!
ADELA.   Tyś jeszcze w szale? Zbierz się raz! bądź mężem!

(Popiel i Adela wychodzą środkowemi drzwiami, które po ich wyjściu zostają otwarte.)
SCENA PIĘTNASTA.
(Wchodzą: Bożenna, Kalina, Adela, Popiel, Władysław, Przemysław, Ziemomysł, Wrocisław.)

POPIEL   (do Adeli.)
Trzech niema.
ADELA.   Cicho, dobrze, że tych mamy.
(Do stryjów.)
Stryjowie mili, sercem was witamy,
A niech już wszystko w niepamięci zginie!
WŁADYSŁAW.   O, niechaj ginie i niech się ten minie
Jak cień, kto wznowi burzę między nami!
ADELA.   Cóż się z tamtymi dzieje książętami?
PRZEMYSŁAW   (z zdziwieniem.)
Przodem ruszyli Wisław i Bogdala —
POPIEL   (do siebie.) Stań nad jeziorem, to ci powie fala —
Ja ci nie powiem!
ADELA   (do króla.) Zbudź się, króla maro!
(Do Przemysława.)
A Zbigniew — Jaksa?
PRZEMYSŁAW   (z pogardą.) Drażnią ranę starą,
I odgrażają się; ot, nie pytajcie!
ADELA.   My pragniem zgody. Ale zasiadajcie!
(Wszyscy siadają.)
Ja zapominam, żem tu gospodynią.

(Do Popiela.)
Ci trzej z kmieciami zmowę na nas czynią;
Jutro ich musisz uprzedzić żelazem.
BOŻENNA.   Wyżymir dumny był, a Zbigniew głazem.
Lecz Jaksa szczere serce miał dla rodu.
Jeśli go niema, to nie bez powodu;
Tamci dwaj pewnie chwycili go w szpony.
Pomnę, Wyżymir jak dzik zapieniony
Na mego męża rzucał się, bywało.
Ha! znać chcą bogi, aby to się stało
Co raz wieszczono o Lechowym rodzie.
WŁADYSŁAW.   My ich, bratowo, nakłonim ku zgodzie.
ADELA   (do Bożenny.)
Nie wspominajcie dziś tego wieszczenia.
BOŻENNA.   Przecież dwa ono strzegło pokolenia
Od waśni i krwi; niechże i was strzeże!
POPIEL   (do siebie).
O! piekło —
ADELA   (do króla). Patrzaj, Władysław już bierze
Czarę; idź nalej matce i Kalinie!
POPIEL   (ze zgrozą.)
Ha! już?
ADELA.   Gołębiu!
POPIEL   (nieprzytomnie.) Słyszysz, na głębinie
Zawrzały wody; fala zapieniona
Odrzuca w niebo szare dwa imiona.
ADELA.   Milcz!
ZIEMOMYSŁ   (do Wrocisława pokazując królewską parę).
Młoda para, wielce sobie radzi;
Król ciągle z żoną rozhowor prowadzi.
WŁADYSŁAW.   Nalejcież miodu! A kędyż dziecina?
Lech tu panował, Lechem nazwiem syna.

(Adela nalewa stryjom, Popiel Bożennie i Kalinie.)

WŁADYSŁAW   (podnosząc czarę.)
Niechże wam rośnie zdrowo, niech się wsławi,
Niech znów po sobie Lecha pozostawi;
Imię to z szczęściem chodzi u nas w parze.
ADELA   (podnosząc czarę.)
Po uczcie syna mego wam pokażę,
Teraz dziękuję.
KSIĄŻĘTA   (podnosząc czary.) Na szczęście dziecinie!
POPIEL   (do Adeli ze zgrozą.)
Patrzaj! wypili, i żaden nie ginie.
ADELA.   Tchórzu — pij!
POPIEL.   Oni dziecko jadem czcili.
Nie mogę!
ADELA.   To cóż? Tem ci nie zabili
Dzieciny; pij!
POPIEL   (patrzy po stryjach, podnosi czarę, potem ciska ją o ziemię i porywa miecz.)
Nie!
BOŻENNA   (wstając.) Miecz? cóż ci się stało?
POPIEL   (chowając miecz.)
O, nic już, matko. Mnie się przesłyszało,
Że rogi dzwonią.
BOŻENNA.   Cóż cię róg przeraża?
POPIEL.   Co? Kmieć mi, matko, buntami zagraża,
Więc postawiłem strażników na wieży.
BOŻENNA.   Oddaj ty kmieciom, co im przynależy,
A kmieć obejmie straż nad twoją głową
I w każdą, synu, godzinę gromową,
Będziesz miał z niego i broń i puklerze
Myślisz, że długo potrwają te wieże
Pod siekierami, jeśli kmieć powstanie?
Cierpliwie znoszą kmiecie uciskanie,
Bo spodziewają się, że ja ci, synu,
W sercu rozniecę znowu miłość gminu,

Ja, która z ojca od kmieci pochodzę.
Ja ich nadzieją, ja dolę im słodzę —
A wiesz co będzie, gdy ja zawrę oczy?
Krew tu się wasza strumieniem potoczy,
A gdzie kmieć zemstą i bronią zaświeci,
Tam gród i puklerz wasz w proch się rozleci.
(Chwila milczenia.)
ADELA   (do króla.)
Gołębiu, matka odpowiedzi czeka.
POPIEL   (do Bożenny.)
Zrobię mir kmieciom.
BOŻENNA.   Niech się nie odwleka
Ten mir, Popielu; szanuj zwyczaj stary!
ADELA.   Zły z was gospodarz; wszędzie próżne czary.
(Ciszej do Popiela.)
Mężnie, Popielu! To już wnet się stanie.
POPIEL.   O, mów, mnie trzyma twoje szczebiotanie.
(Nalewają czary.)
WŁADYSŁAW   (podnosząc czarę.)
Dobrze bogowie o tym synu radzą,
Któremu, królu, taką matkę dadzą,
Jak twoja matka. Jak orlica biała
Pilnuje gniazda, które ukochała;
Żyjcie nam długo, matko Popielowa!
(Wypija czarę, nagle chwyta się za piersi i pada.)
Umieram! — W ogniu moja pierś i głowa. (Kona.)

(Wszyscy wstają i patrzą na Popiela, który z złożonemi rękami pogląda na umarłego.)

BOŻENNA.   Przez bogi! Co to?
POPIEL   (nieprzytomnie.) Tak! to jedno, żono,
Czy wejdzie szabla, czy trucizna w łono.
To wszystko jedno i lepsze od wojny —
Patrz, jaki starca objął sen spokojny!
BOŻENNA.   Zbrodnia!

PRZEMYSŁAW i ZIEMOMYSŁ.
Trucizna!

WROCISŁAW   (załamując ręce.) A tam moja żona!
POPIEL   (przychodząc do siebie.)
Struciście! Każdy za chwilę tu skona.
Lecz moje serce dłużej nie wytrzyma,
Byście mi gaśli jak psy przed oczyma,
Bez walki mieczem. O, moi stryjowie,
Ten jad nie wylągł się w Popicla głowie,
Ten jad... ja chciałem stoczyć z wami boje,
Ten jad... nie tknęły go się ręce moje,
Gińcie rycersko!

(Porywa ze ściany trzy miecze i rzuca między stryjów, potem sam dobywa miecza.)

Oto macie miecze!
Uderzcie! We mnie jest serce człowiecze,
Jest krew, miecz ostry wejdzie w piersi moje.
Do zemsty! Was trzech... ja sam jeden stoję!

(Przemysław, Ziemowit i Wrocisław rzucają się do mieczów i padają bezsilni.)

Nie gińcie! wstańcie! ja chcę walczyć z wami!
Stało się! wszyscy cichemi trupami...
Czemuż trupami są... i tak wytruci?!
(Porywając Wrocisława za rękę.)
Wstań ty! ha! nic już ciebie nie ocuci?
O!... (rzucając miecz.)
Precz!
BOŻENNA   (nieprzytomnie.) Czy to syn?
POPIEL.   To ja!... a tam wrogi!
Z poza chmur na mnie nie patrzyły bogi
Oczyma słońca... Tak na twego syna
Wielkość lechowa składa się rodzina.
BOŻENNA   (przychodząc do siebie.)
Kalino!
KALINA   (u nóg Bożenny.) Matko, ja tu, przyjdź do siebie!

BOŻENNA.   Tyś tu? Oni mi nie otruli ciebie?!
Cha! oni mogą truć nawet oddechem,
Cha! cha!...
KALINA.   Nie śmiej się takim strasznym śmiechem!
Pójdźmy stąd, matko!
BOŻENNA.   (chwytając Kalinę za rękę). Czekaj! Mnie się marzy,
Że jasny piorun w mych piersiach się waży,
I pyta: którą pierwej strzaskać głowę?
POPIEL.   Matko, daremnie! Twoje piorunowe
Słowo nie zbudzi tych. Zostaw nas w ciszy!
BOŻENNA.   Ale mnie niebo, święte niebo słyszy,
I ty usłyszysz mnie przeklinającą.
Przeklinam za krew Mirosza gorącą!
Przeklinam za krew i niedolę kmieci!
Przeklinam! słyszysz? klątwa moja leci
W niebo; ha! teraz za tych klnę trzykrotnie:
Zgiń! zgiń! zgiń!
ADELA.   Królu, słowa te przelotnie
Wiatry z mgłą razem w pustynie rozwiały.
BOŻENNA.   O! nie, nie! święte nieba je słyszały.
Jeszcze raz klnę wam: klątwa wam obojgu!
Nie! i synowi waszemu! wam trojgu!
(Do Adeli).
Drgnęłaś, gadzino? ha! trafiłam w ranę?...
Niech liczko syna twojego rumiane
Zżółknie od twojej piersi jadowitej!
Niech mrze! konając, niech ócz swych błękity
W twe oczy, w serce twe wpoi wyrzutem,
Że mrze, bo mlekiem karmisz go zatrutem!
Słyszysz? Przeklinam. (Odchodzi z Kaliną).

SCENA SZESNASTA.
(Adela, Popiel, później Świergoń).

POPIEL.   Coś tak zadumana?
Czy lęk cię zbiera? orlico! dziś zrana

Ja tak dumałem... O! o! ktoby wiedział,
Jaki od rana do wieczora przedział,
Pragnąłby, aby wiecznie było rano.
Stało się! ze snu ci już nie powstaną;
Nie wzniosą noża, by pierś moją przeszyć.
Pójdźmy zdobytą potęgą się cieszyć!
Twój mąż spotężniał jak bóg!
ADELA   (ze zgrozą). Nie mów dalej!

(W chodzi Świergoń i postrzegłszy trupów, cofa się).

POPIEL   (do Świergonia).
Co drżysz? Czy z piekieł czarty cię wygnali,
Żeś taki blady?
ŚWIERGOŃ.   Królu! wieść przynoszę:
W ziemiach tych trupów wybuchły rokosze,
A Zbigniew, Jaksa i Wyżymir w troje,
Wczoraj napadli, królu, ziemie twoje.
ADELA   (z przerażeniem).
Syn mój!... Popielu! Zbieraj zastęp zbrojny!
Idź, morduj!... Jakżeś piekielnie spokojny,
Czy chcesz, bym ja ci zbierała rycerzy?!
POPIEL   (do Świergonia).
Idź! Niech straż w rogi na basztach uderzy,
Z Zaodrzanami niechaj Żóraw staje!
Żyw nie wychodzi, kto w Popiela kraje
Wszedł, bo gdzie Popiel jest, tam i zniszczenie.
ADELA.   A gdzież mnie, królu, wyznaczysz schronienie?
POPIEL.   W goplańskiej baszcie.
(Do Świergonia).
Tych każ mi obwiesić,
Którzy nie staną, lub zechcą bunt wskrzesić.
(Odchodzą).

KONIEC AKTU TRZECIEGO.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Mieczysław Romanowski, Tadeusz Pini.