Pielgrzym (legenda Ossjaku)/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zofia Reutt-Witkowska
Tytuł Pielgrzym
Podtytuł legenda Ossjaku
Data wydania 1925
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
6.
ZMARTWYCHWSTANIE W PIEŚŃ.
I.

Pomiędzy szóstem a ostatniem słowem
Z wyżyn Golgoty — była milczeń chwila;
Poczem w zaciszu wonnem ogrodowem
Serce się Grobu kamienne rozchyla
I garnie w słodkiem uśpieniu trzydniowem
Znękane kształty. Złotego motyla,
Co prawo skrzydeł wywalczył, oddaje
Larwa... w słoneczne lecącego kraje.


II.

Gdym dopracował się kolumny szczytu,
Co bólu krzykiem śmignęła w niebiosa —
Oparłem skronie o fale błękitu,
Oczy omyła mi wieczności rosa;
Pojrzałem w gwiazdy... czy mię znajdzie i tu
Dola?... Żar trzęsąc z płomiennego włosa,
Jako meteor wielki na mnie spadnie
I głazem ciężkim legnie w sercu, na dnie? —


III.

Lecz Dola... siwym skowronkiem wzleciała,
Co ulżyć niegdyś pragnął Pańskiej Męce —
I kolce dziobkiem oddalał od Ciała,
I lał balsamem świegoty ptaszęce:
Aż mię spowiła cicha jasność biała,
Aż wyciągnąłem światu korne ręce...
Łez reszta lawą krwawiła z pod powiek;
A świat słoneczny szepnął: „Oto Człowiek“ —


IV.

Ja rozumiałem leśnych zacisz mowę,
Jak gorzką wzgardę, wyrok potępienia:
Anim śmiał wierzyć, że już skrzydła nowe
Pod grzechu larwą boleść wypromienia...
Że będą ciche, gołębiane... owe
Lotki, co wzrosną z Pańskiego siemienia:
Że już Aniołem dzwoni Ducha ziarno —
Przeczuciem ciężkie pada w ziemię czarną...


V.

Jam, w to dzwonienie rzewne zasłuchany,
W tę mowę milczeń, zanim w ręce Boże
Oddam dzień krwawy... jak hańby kajdany
Jam znienawidził strasznie czarne łoże,
Po którem płynie strumień opętany. —
Ani go żadna posucha nie zmoże;
Choć z głębi własnych biorący odnowę,
W pogardzie fale miałem lazurowe.


VI.

Ach — Oto Człowiek! — oto miałka pycha,
Opowijana miłości różami:
Oto rozkosznik męczarni kielicha,
Co ust swych kłamstwem słowo każde plami —
Ach... serce, które po światłości wzdycha,
Gdy w piersi ciemnej o niebiosach gra mi,
Po drogach mlecznych rozpłakane we śnie,
W maluczkość własną zaszyte boleśnie.


VII.

I tchórzyć próżno... Pod te szumne drzewa
Chronić się w cienie przed swym nędznym cieniem:
Świat cały pieśnią o Człowieku śpiewa —
„Najkrwawszą jesteś zbrodnią — i cierpieniem
Najokrutniejszem... bo światła ulewa
Mży z twoich wiednych ócz... i w dal wyżeniem,
Ciebie, wędrowny królu pustelniczy,
Byś do dna wypił słodycz swej goryczy“. —


VIII.

Tak byłem świata pieśnią wysmagany —
I zapatrzyłem się w dale gwiaździste:
Nad moje skronie świetliste tumany
Pisały Twoje przymierze, o Chryste,
Żeś mię do jutrzni przeznaczył rumianej —
Na Chwały Naszej kornego psalmistę,
Żeś złożył na mnie Przenajświętsze Dłonie,
Żem skrą... lecz w blasku wiecznego koronie!


IX.

Ani zdziwiłem się już gołębicy
Leśnej, że, słodka, zbiegła mi na ramię...
Naoślep szedłem, jak Pańscy pątnicy,
Wierzący, że się serce nie załamie
O żadną zmorę; i mieszkańcy dzicy
Boru witali mię w puszczy Sezamie;
U nóg mych łania legła zadumana,
Strop swój nade mną rozpięła polana.


X.

Błogosławiący byłem tej świątyni,
Kędy się życie miłościwe święci.
I byłem, jak ów, który dzięki czyni,
Że dal mu siły Pan, by krzyż pamięci
Niósł... A modlitwy nie znający inej
Nad uwielbienie... Trwaliśmy zaklęci,
Stworzenie wszystko boru, w akord pieśni —
W grzechu i pięknie radosnem — boleśni


XI.

Podniosła ku mnie oczy szare, łzawe,
Z których i miłość nie wypije trwogi — —
Ulotne... pyszczek wtuliła w murawę;
Szedł od niej niby złoty uśmiech błogi,
Aksamit sierci taił wonie skrawe
Muskatu z ambrą; słoneczne pożogi
Świetliły żarem krwi uszek atłasy:
...Drżały... nalane pieśnią dzikiej krasy.


XII.

...Jak żebrak nędzny wróciłem do ludzi.
Z którymim ongiś nie umiał żyć społem.
Stałem się prosty, jak ktoś, co się trudzi
Nad jutrem świata; i do dna pojąłem,
Że mię ta szarość podrożna nie brudzi;
Że mi cnót wielkich nie być apostołem,
A dbać mi jeno, aby każdy własną
Rozumiał światłość, że jest Bogiem jasną.


XIII.

A już najwięcej strach mi było dzieci:
Miłości onej, co do stóp mi pada —
Jakbym był Bogiem — ja sam. A Bóg świeci
Wysoko. — Było raz... chłopiąt gromada
Z gliny, przy drodze, domek sobie kleci —
Powietrzu, wiosną grającemu, rada;
Najmłodsze chłopię wygarnia ostatki
I lepi, ścichłe, baranka dla matki —


XIV.

A tamte z wrzawą napadły na brata:
„Daj! pokaż!!“... „Nie dam“ — i we łzach ucieka
Spłoszone — w trwodze na drabinkę wzlata...
Już jest pod strzechą śpichlerza... Daleka
Zgubiła ślady rzesza — tuż... skrzydlata
Czarna siostrzyczka jaskółka go czeka
I wabi oczkiem żywem i szczebiota —
A strzecha pali się, od słońca złota.


XV.

W nowe się dziecię zapatrzyło dziwa —
Baranek z rąk się wymknął... Prochem będzie,
Gdy padnie... „Boże broń!“ szept mi się zrywa
Z serca — — i cacko spoczęło na grzędzie
Spokojnym ruchem, powolnym... Szczęśliwa
Chwila, co skrzydła rozpina łabędzie,
Żeby osłonić radości dziecięce. —
I ukorzyłem się Panu w podzięce.


XVI.

Bywało... Czasem przez spojrzenie swoje,
Co o błękitnej Bożej tajni gada —
Opętanego przez biesy ukoję;
Albo, gdy pola zżega susza blada,
Gromem rozewrę niebieskie podwoje;
Przez dłonie grzeszne Łask Pańskich kaskada
Płynie... a serce zamiera od skruchy,
Że Pan tak słodko zdjął klątwy łańcuchy.


XVII.

A nie postałem nigdzie długiej chwili,
By się mych oczu blaskiem nie porwali,
By o mnie chwały próżnej nie mówili,
Że moc mam jako aniołowie biali,
Co mi się w czarne tęsknot noce śnili,
Bym obcym krajem szedł — i szedł — a dalej
Od wspaniałego — zdradliwego Siebie;
Serce się tchnieniem wieczności kolebie. —


XVIII.

A tylko czasem przemożne tęsknoty
Rwą się... czy wicher od Polski nie zwieje
Wieści, jak pożar lotnej, szczerozłoty...
Wybuchający w olbrzymie nadzieje,
W karmazynowe płomienne oploty,
Strojące Miecza krwią pisane dzieje:
Aby był ogniem tym, jak duch skrzydlaty,
Jeśli ma Prawdzie zawojować światy.


XIX.

Tu mię raz jeszcze Ręka Pańska zmoże:
Kogo miłuje Pan, temu nie szczędzi
Mąk, aby pojął wielkie drogi Boże —
Znał te, na których potknął się, krawędzi,
Oczyma zgłębił przepastne wydroże —
Szaleństwo swoje zmierzył okiem sędzi,
Aby w radościach skruchy zgiąć kolana,
Że grzechom wielkim wielka Dobroć Pana.


XX.

Lęk miałem dawny w sercu: z Drużynianki
Toć był urodzon — Zbigniew[1]! Ojców wiarą
Ślubiona; swatem był w polne równianki
Strojony kołacz. Dźwięczny pieśnią starą,
Tchnący lip graniem, szeptem macierzanki,
Miód usta złączył... niedopitą czarą;
Ręka ją czeska rozbiła w kawały —
Księżniczkę Herman pojął, osmętniały.


XXI.

A tamta poszła precz na wschodnie bory[2],
Gdzie krzyż Cyrylów słowiański połyska.
Odtąd wciąż rosły owe głośne spory,
Na które sercem patrzyłem się zbliska,
Choć mię od kraju dzieliły zapory
Wieczyste — woli pokutnej. — Koliska
Krwawe ta Krzywda zatacza... Aż zorze
Wojny Zwycięskiej nad Polską rozgorze.


XXII.

Lecz... choć mi z wieścią o tych bojach słodziej..
Lęk miałem dawny w sercu... Aż wystrzeli
Grom — że i Wilczy Syn się z Czechem godzi,
Że koligaci się[3]... że się widzieli
Ze Zbyszkiem dwa dni... Ach, nocą mię odziej
Na wieki, Boże mój! W krwawej pościeli...
Trzeciego dnia Zbigniew się zbudził rano,
Nie widząc dnia... Ślepego precz wygnano. —


XXIII.

Jam ku granicy pobiegł w świętym gniewie —
Jak gdybym pewny był — że tam — od Czchowa[4]...
Wid mi się zjawi, o którym nikt nie wie,
Kędy się schronił. — — Kiedy wieczorowa
Jutrznia pochmurna rozrzuca zarzewie
Po niebie dymnem... a słońce się chowa
Za rżysko, ciemną krwią maków zbryzgane...
Z boru Ktoś Czarny — idzie... Pojrzę; stanę. —


XXIV.

Serce przeczuciem łopotało we mnie:
Czarny — i miedza czarna więzi kroki,
A z czaszki patrzą strasznej próżni ciemnie,
Zeschłą krwią orbit ból krzyczy głęboki;
Niepewnie stąpa — wciąż bliżej... tajemnie
Jakby Konieczność ów Lęk pustooki
W ramiona moje wiodła rozpostarte —
Noc nad nim całą trzymające wartę.


XXV.

...Słuchalem ciężkich słów. — Nie wiedząc wcale,
Co to za pątnik do serca go tuli,
Straszliwe jął mi w oczy ciskać żale:
Jak mu od dziecka duszę jadem struli
Obelgi ciągłej... Choć ów, co na Skale
Niegdyś był Władny Duch, rodowi króli
Urągać zdolen mężnie — aż do skonu...
Zdał mu, z krewieństwem, tajń swego zakonu. —


XXVI.

I dalej mówił... jakby tajną drogą
Wszedł w serce moje — w to dawne sumnienie;
Słowa te chłostą raz jeszcze mię zmogą,
A wszystkie skrawe tęcz dawnych strumienie
Zjednoczą w Biały Blask: gdy karcił srogo
Grzech, wszystkim jawny; i tamten... co w cienie
Głęboko skrył się — ni w czynie, ni w słowie,
Ni w myśli... Klęski swej człek nie wypowie —


XXVII.

„Och! Wielkoduchu krnąbrny... Bolesławie!
Czemuś za lada łątką i płomykiem,
W twardej, rycerskiej, nieugięty sprawie...
Gnał żądz nieczystych omamieniem dzikiem:
Jakbyś nie królem był już... ale prawie
Pieśniarzem, który za łabędzi krzykiem
Tęsknotą swoją polata... I dzwoni
W struny... niegodne światoburczej dłoni!“


XXVIII.

Och! ty niełacny — och ty — twardousty!
Ręka cię martwa przemogła z kamienia —
Gdy świat twój... z ognia i tęczy trwał... pusty.
Ogromne głody twoje, barwne chcenia
I gniewy jasne... jak z Łazarza chusty
Spadły... Biedniejszyś szedł w grobu podsienia,
Niźli Piotrowin: gdybyś, zmartwychwstały
Sercem, wsparł o głaz tęczane te chwały[5]!!


XXIX.

„...Kiedyś, upadły anioł, uczył cnoty:
ON, krzepko widząc Prawdę — chłostał ciebie[6].
A wierzył jeszcze, że przeczujesz złoty
Cud plonu... w ruskich pól uśpiony glebie:
Aleś nie czytał sercem tej hramoty
Słowiańskiej — którą dech struty pogrzebie,
Od końca świata lecący[7]... popiołem
Zasypie... Ze słów to matki pojąłem“ —


XXX.

„I jeszcze więcej wołała: niech tobie
O Bolesławie! ziemia głazem będzie!
Siostra dni swoje-ć płakała w żałobie —
Do Czech Stanisław dziwne słał orędzie[8]:
„Oto cię Mirom słowiańskim sposobię“ — —
Grzmiał Duch ten Skalny... lecz, w książątek rzędzie,
Nie było, któryby dorósł do sprawy:
Wratysław lichy był... od zdrad plugawy...


XXXI.

„Aż zwalił się — Duch Skalny — twardym złomem. —
...O Bolesławie! niech ci głazem ziemia
Będzie! coś przepsuł cierpieniem kryjomem
Dusze niewinne!... Śmierć oczy zaciemia;
Lecz gorsza śmierci jest nad czernic domem,
Z pod czujnej straży świętego Jeremia
Polatująca tęsknota wieczysta,
Co się szat jasnych czepia Pana Chrysta...“


XXXII.

„...Gdybyż mnie Bóg ją dał... Mieszkową wdowę...
(O matko moja! bądź-że jej aniołem!)
Możebym nie był tak... na waśni owe
Rozjadły. — Zakon ja Słowa pojąłem[9]...
Lecz ani skrzydła są moje orłowe,
Ani mi światła szeptały nad czołem,
Jak zgiąć mi hardy kark Wilczego Syna —
I ziemie związać Mirem słowianina“ — —


XXXIII.

Biedneż wy, ziemie!!... widzisz!? jak się zlepia
Krwią... w snopy... żniwo prostoty?! Już płone
Rżyska zjeżyły się... Wężowe ślepia
Łysną nad polem... Już skrzydła czerwone
Żmij rozpostarte ma... już... już się czepia...
Duszą... pazury... zwierza — Gore!! płonę,
Puśćcie mię... puśćcie!... Porwijcie te sidła...
O, Hostjo złotych żniw... krwią bratnią zbrzydła“ —


XXXIV.

„Puśćcie!!“ — Tu wydarł się memu objęciu,
I, trwogą gnany dziką, piargiem pędzi —
Jakby przed oczy miał cel... Ani pięciu
Pacierzy nie zbiegł — a zwisł na krawędzi... ...
Próżnom go ścigał. — I były książęciu
Błędnemu — co mu wieść hańby nie szczędzi —
Dunajca fale bezsławną mogiłą. —
Ciało plusnęło — i w odmęt się skryło. —


XXXV.

Gdym ścichły, trwając u Granicy onej,
Legł raz na drodze — a kamień pod głowę
Wziąwszy... posłałem ducha w ojców strony — —
Było... zjawiska obce... kształty nowe
Staną znów tłoczno koło mnie... Ramiony
Ktoś mnie podźwignąć probował... I mowę
Rodzinną w serce lał... O dąb mię sparli:
„Hej, dziadu! śpicie — czyliście pomarli?“


XXXVI.

„Toż tędy zaraz Król jedzie — a żywo
W stańcie!“ I raźnie pomoc świadczą bratnią,
Pojąłem wrychle, co za Boże dziwo
Drogę zabiegło mi moją — ostatnią:
Ażebym rozkuł najtwardsze ogniwo
Kajdan — i panem był nad zdarzeń matnią —
I wiedział, ile jeszcze Królem jestem,
Do nóg królowi kornym skłonion gestem.


XXXVII.

Ów — bratobójca — do Sichemu spieszy[10],
Do Białogrodu relikwje całować;
Może się jeszcze — niech srożej nagrzeszy —
Pielgrzymką zbożną do Francjej salwować...
Tako szeptali pachołowie z rzeszy:
Przed mocnym władcą plackiem lgnący — „Owa-ć
Zacięży ręka, gdy nie chwalisz pana“ — —
O Doloż moja godna: nieskłamana!


XXXVIII.

Kiedy opadła na drodze kurzawa,
Przetkało sercem coś — jak fletni granie. —
Jeden mi tylko szlak ziemski zostawa:
Pojrzeć, jak tarnka śnieży na kurhanie,
Kędy się we mnie przewalczyła krwawa
I zła, okrutna, batalja. — O, Panie —
Daj hańby mojej zwędrować koleje!
Zanim mię cicho Ust Twych oddech zwieje. —


XXXIX.

Rabowi twemu dają wodę zdroje
Przydrożne... kiedy wędruje — daleko...
Przeto wywyższy z prochu głowę swoję:
Iż przed idącym i prostym ucieką
Szydu poświsty — A stanie za zbroję,
Co duszę od zdrad osłoni kaleką,
Moc, która ze dna krzywdy się dobywa,
Natchnieniem Pańskiem na wieki szczęśliwa...


XL.

Wreszciem u grobu stanął. W świętej ciszy
Słońce patoką suło blask miodowy
Przez drobne listki bukszpanów... I dyszy
Z niebiosów piersią wielką — lazurową —
Świat cały wiosną, Bujny ogród mniszy
Oddaje trawek szeptem rzewne słowo
Modlitwy. — Wokół nikogo nie było;
Sam na sam trwałem z kwitnącą mogiłą.


XLI.

Po chwili... w srebrnie rozmodlone dzwońce
Wpadł dźwięk... stal ostra kamień twardy ryje...
Szedłem za kościół — po cmentarnej łące,
Aby zobaczyć, ręce to są czyje,
Co ten ciosają grób, gdy Boże słońce
Woła — że wszystko w blasku wiecznym żyje!?
Brat młody — rękę wzniósł na kamień biały,
A słowa dziwne wieńcem rozkwitały...


XLII.

Zdumiałem — nawet i ja... Czyli marzę?
Czy obłęd wodzi biegłe brata dłonie?!
Znam pomnik! Cieniom bohaterskim w darze
Stary Rzym rzeźbił takie pyszne konie[11]!
Badając świeżo wkutych znaków twarze,
Czytam:: Boleslaus... dziwno!... Rex Polonie!!
„Cóż się tak, dobry staruszku, patrzycie!
Że król niesławny zbożnie skończył życie!?“


XLIII.

Tu chętnie baśnią zabawia mię długą,
Jak to za ojców król ten w wigiliją
Pokorny przyszedł... „Z jakimś gburem-sługą...
Co uciekł potem, szkapę kradnąc czyją —
Tego już nie wie nowy opat, Hugo[12],
Lecz z ojców są dwaj, którzy jeszcze żyją,
Co ich pouczył ogrodnik Hilary:
A sztuczne umiał wyprawować czary“ — —


XLIV.

Odnalazł miejsce, w którem słychać było,
Co ci dwaj obcy mówią szeptem w celi...
Że Teucho-opat[12] spoczął pod mogiłą,
Obu spowiednik — snadź Pańscy anieli
Kazali wydać treść zbożną a miłą:
Goście ją z Polski ze skruchą przyjęli![13]
I tak słuchałem tych legend o sobie,
Jakby o obcej — umarłej — osobie. —


XLV.

Niechże buduje wiernych powieść gminna! —
Tak słodko. — Prawie już czuję się ptakiem
Odlatującym... i radość dziecinna
Skrzydli... żem ludziom był czemś... ladajakiem...
Gdy się troiła pysze zdrada inna:
Żem oto słowem hańbiony wszelakiem,
Wielkoduch dziwny, od złośliwej tłuszcze!!...
Nic — nad gwiazd lśnienie k’sercu nie przypuszczę!


XLVI.

Gwiazdy się złote cieszyły wraz ze mną
Nad owym grobem, co się do mnie śnieży.
Czułem... rwie ku mnie melodją tajemną
Miłość zza świata klęskowych rubieży,
W których i Pieśni Pańskiej źle i ciemno. —
Wstałem — od Wschodu ciągnie powiew świeży:
Począłem w oddal rość — w ramiona Słońca,
W Pieśń jasną szedłem piegrzymką bez końca.



1922 r.




Przypisy

  1. T. Wojciechowski snuje hipotezę, w której świetle Zbigniew mógł być bodaj siostrzanem biskupa Stanisława.
  2. Herman oddalił od siebie matkę Zbigniewa, poślubioną obrzędem słowiańskim, gdy pojął Judytę czeską.
  3. Wilczym Synem zwali Bolka Pomorzanie; pojął za żonę Salomeę, hrabiankę Bergu, z której siostrą żonaty był ówczesny król Czech (Władysław); niebawem znienacka oślepić kazał gościa swego, Zbigniewa, po paru dniach wspólnego ucztowania.
  4. Czchów — królewskie, wolne miasto, z basztą strażniczą, wzorem rzymskim budowaną w XI w., przy najdawniejszym trakcie polsko-węgierskim.
  5. „Podłóż granit pod twoje tęcze“ pisał Krasiński Słowackiemu.
  6. Bolesław, po własnych wybrykach kijowskich, karze wiarołomne żony. Ludzie, nie z tęcz a z granitu, otwierają oczy poetom na znikomość człowieka w nich, skrzydlatego najszlachetniejszą złudą podniosłych i bohaterskich nastrojów.
  7. Bolesław uchybił misji swej w Słowiańszczyźnie. Dech mongolszczyzny owiał ziemie ruskie; klątwę jarzma tatarskiego dźwigają długie wieki (Dżyngischan-car, Dżyngischan-sowiet).
  8. W myśl hipotezy, wiążącej Stanisława z ideą Kościoła narodowego, „zdrada czeska“ wygląda na szukanie sobie powolnego narzędzia we Władysławie, bliższym spełnienia nadziei biskupa.
  9. Zbigniew, dla swej uczoności, Klerykiem przez współczesnych zwany, mógł zrozumieć cele Stanisława, nie posiadając genjuszu, by zrealizować je, gdy zwłaszcza miał obok siebie Krzywoustego przymierze z Rusią, a potem i Czechami.
  10. „Ów — bratobójca — do Sichemu spieszy“... historyczne.
  11. Mniemany grobowiec Śmiałego na Ossjaku jest płytą z czasów rzymskich, na której dokuto napis jeszcze w głębokiem średniowieczu, na co wskazuje zarówno pisownia (Rex Polonie), jak fakt, że podróżnik polski XVI w., Walenty Kuczborski, napotkał w Ossjaku „tradycją ojców usankcjonowaną legendę o królu pokutniku“...
  12. 12,0 12,1 Opaci Teucho i Hugo, oraz następstwo ich — historyczne.
  13. Nie zdaje się wykluczone, by cała powieść o pokucie króla na Ossjaku nie powstała już w chwili pielgrzymki Krzywoustego do Węgier, czy późniejszej, do St. Gilles. Oba opactwa, Ossjak i St. Gilles, były jednej reguły; zainteresowania ich interferowały wzajemnie. — Jan Dąbrówka na pocz. XV w. cytuje w dosłownem prawie brzmieniu napis grobowcowy, ale już nie wie dokładnie, w jakim klasztorze karynckim szukać go należy. Twierdzi, że w Polsce „o tem (czyli o pokucie króla) się nie mówi i nie rozgłasza przed ludem... aby łatwość przebaczenia nie dała pochopu do winy“... Trzeba podać w wątpliwość następnik tego sądu. Chodzi o winę królewską. Krzywoustego zbrodnie pociągały za sobą królewską hojność pokuty w znaczeniu materjalnem; ówczesna prostoduszność otwarciej oceniała głębokość skruchy wedle miarek złota. Krzywousty poprostu zaćmił Bolesława i jego tradycję. Tem bardziej nie było miejsca na pamięć o Śmiałym w mrowisku Polski dzielnicowej.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zofia Reutt-Witkowska.