Pan Obrażalski

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
>>> Dane tekstu >>>
Autor Elwira Korotyńska
Tytuł Pan Obrażalski
Podtytuł Komedyjka w jednym akcie
Pochodzenie Bibljoteczka dla dzieci
Wydawca Wydawnictwo Księgarni F. Korna
Data wydania 1925
Druk „RECORD“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
BIBLJOTECZKA DLA DZIECI.


E. KOROTYŃSKA

Pan Obrażalski
KOMEDYJKA w 1-ym AKCIE
Z rysunkami.
Księgarnia F. Korna logo.jpg
WYDAWNICTWO KSIĘGARNI F. KORNA
W WARSZAWIE ••• MARSZAŁKOWSKA 65.


Drukarnia „REKORD”, Warszawa.






Pan Obrażalski p05.jpg
PAN OBRAŻALSKI


KOMEDYJKA w 1-ym AKCIE.
OSOBY:
ZYGMUŚ
lat
8
rodzeństwo
JULEK
7
ZOSIA
6
STACH
9
kolega Zygmusia
MARYSIA
10
służąca
HENIUŚ
6


Rzecz dzieje się w Warszawie lub miasteczku. Scena przedstawia zwyczajnie umeblowany pokój w domu rodziców Zygmusia, Zosi i Julka, potem w mieszkaniu rodziców Stacha. Mogą być użyte na scenę tylko dwa pokoje, o ile niema trzeciego, albo też rozmowa przy wejściu do Stacha może być prowadzona w przedpokoju, potem zabawa w pokoju.
Ubranie dzieci codzienne, czekoladę może zastąpić herbata, ciastka mogą być też tylko udane.

Dzieci tańczą tak, jak potrafią.


SCENA 1.

Julek. (siedzi sam w pokoju przy stole z głową na ręku opartą) A! A! A! (ziewa, wpada Zygmuś)
Zygmuś. (przybiega do Julka i chce mu odjąć rękę od twarzy)
Julek. Dajże spokój!
Zygmuś. Chodź się bawić.. brak nam ciebie. (Julek odsuwa go) Idź sobie! nie będę się bawił...
Zygmuś. I dlaczego? powiedz sam, czy było się o co obrażać?
Julek. Wiesz dobrze, że było...
Zygmuś. Żeśmy ciebie zrobili w naszej zabawie koniem nie orłem? czyśmy wiedzieli, że chcesz być orłem — ty, co tak lubisz konie...
Julek. Zrobiliście to z myślą, żeby mi dokuczyć...
Zygmuś. (serdecznie) Ależ Juleczku, naprawdę myśleliśmy, że ci się to spodoba.. Gdybyś był powiedział, że nie chcesz być koniem, to Zosia, chociaż dziewczynka, przyjęłaby twą rolę... Nie gniewaj się już na nas... przyprowadzę tu Stacha i Zosię i będziemy się bawili?... Dobrze?
Julek. No, ten raz to wam jeszcze daruję...
Zygmuś. (całuje go) Dobry jesteś Juleczku (wybiega i wprowadza Zosię)
Julek. A gdzież Stach?
Zosia. Poszedł na korepetycje..
Julek. I w cóż się zabawimy we trójkę?
Zygmuś. Naprzykład, w ślepą babkę..
Zosia. (klaszcze w ręce) Ach! jakto dobrze, jakto dobrze! tak lubię się w to bawić!
Julek. Kto będzie, ślepą babką?
Zygmuś. Może ty, Juleczku?
Julek. O, nie, niech będzie Zosia...
Zosia. Dobrze, dobrze, ja będę! (bierze chustkę, Zygmuś jej zawiązuje oczy) Uciekajcie! już łapię! (Dzieci zaczynają umykać, Zosia biega z wyciągniętemi rączkami po pokoju)
Zygmuś. (woła) Tu! tu jestem!
Julek. Hej! hej! siedzę na fotelu!
Zosia. (pędem biegnie do fotela i zanim Julek powstał łapie go oburącz.) A mam cię! mam! A pocóś wołał, gdzie jesteś? (trzyma go)
Julek. (wydzierając się jej z rąk) Puszczaj mnie! Ja się nie bawię! Widzisz, więc łapiesz.. Ja nie chcę, ja nie potrzebuję! to oszukaństwo!
Zygmuś. Ależ Juleczku, to przecież zabawa, ktoś musi być złapany...
Julek. A dlaczego koniecznie ja? czemu nie ty?
Zygmuś. Będę i ja złapany, poczekaj..
Julek. Ja się nie bawię! ja się nie bawię. (siada na krześle i podpiera się rękoma)
Zosia. Jaka szkoda, że Julek taki obrażliwy, tak lubię się bawić...
Julek. Bawcie się we dwoje..
Zygmuś. E, cóżto za zabawa we dwoje... chodź Zosiu, będziemy przeglądali obrazki...
Julek. Tak! a ja sam tu zostanę?
Zygmuś. To baw się, bądź grzecznym, nie obrażaj się...
Julek. W ślepą babkę, już dosyć
Zosia. Tak krótko...
Zygmuś. Więc w co się zabawimy?
Julek. W cenzurowanego...
Zygmuś. Dobrze. Kto będzie zbierał wiadomości?
Julek. Ja.
Zygmuś. Więc zaczynajmy...
Julek. (idzie do Zosi potem Zygmusia) Teraz posłuchajcie: Byłem na pierwszym balu, powiedziano mi, że pani jest dobrą, jak gołąbek. Byłem na drugim balu, powiedziano mi że pani jest blondynką.
Zosia. Gołąbek! Gołąbek! Niech ten chodzi i zbiera wiadomości o nas, kto nazwał mnie gołąbkiem.
Julek. A więc Zygmuś...
Zygmuś. (idzie, do Zosi, potem Julka i mówi:) Spotkała mnie jedna pani z czarnym pieskiem i powiedziała mi, że pan jest czasem grzeczny, czasem niegrzeczny... (Chce podejść do Zosi, ale Julek wskakuje, przewraca krzesło i woła:)
Julek. Ja się nie bawię! Ja się nie bawię! Bawcie się sobie sami!

(Zygmuś i Zosia wychodzą)


SCENA 2.
(Zygmuś, Zosia, Stach.)
(W mieszkaniu Stacha, w pierwszym pokoju)

Stach. A z Julkiem co się stało? czemu nie przyszedł
Zygmuś. Siedzi obrażony w pokoju...
Stach. Co? Znowu? A to utrapienie z tym chłopcem...
Zygmuś. Tak mnie to smuci... Nieraz chciałoby się pobawić, pofiglować, a on wciąż obrażony o coś...
Zosia. Zaklął się na mamusię, że nie będzie się z nami bawił...
Stach. Musimy go z tych gniewów wyleczyć.

Zygmuś. Ale jak?
Stach. Musimy coś obmyślić — toć to niemożliwie i siebie trapi i nas męczy..
Pan Obrażalski p10.jpg

Zosia. Biedny Julek, teraz sam siedzi i nudzi się
Zygmuś. Sam sobie winien. Ale w cóż się będziemy bawili?
Stach. Mamusia obiecała nam dać dobry podwieczorek i będziemy tańczyli...
Zosia. (skacze z radości) A ciastka będą?
Stach. Ależ naturalnie!
Zosia. (smutnie) Julek przepada za ciastkami...
Zygmuś. Zwłaszcza teraz, kiedy się je tak rzadko jada.
Stach. To będzie miał nauczkę... Może się właśnie od tej pory poprawi...

(słychać głos za drzwiami)

Panicze, panienko, pani prosi, żeby panicz przeszedł do stołowego pokoju...
Stach. To Marysia woła nas na zabawę i podwieczorek... Chodźmy, chodźmy czemprędzej! (wychodzą)

SCENA 3.

Marysia. (w chusteczce na głowie, w fartuchu, w ręku szczotka do zamiatania) Co się tu dzieje? A! to panicz tutaj, myślałam, że kot wcisnął się do pokoju i coś stłukł, a to panicz Julek! Bardzo pięknie... Powiem pani...
Julek. A mów, mów czemprędzej, pleciucho. Od tego jesteś babą, żeby biegać z językiem...
Marysia. A panicz biega bez języka?
Julek. Cicho bądź! ryby i dziewczyny milczą...
Marysia. Ojejoj! jaki panicz rezolutny.. Tłucze wazon i jeszcze zamiast grzecznie do człowieka przemówić tak się stawia... Lepiejby panicz poszedł się zabawić u panicza Stacha, poco tak siedzieć samemu?.. Tak tam wesoło, tak tańczą!
Julek. (przysuwając się do niej) A co tańczą? Może oberka? Przepadam za tym tańcem.
Marysia. Polkę, poleczkę, naprawdę... Panicz Stach z panienką Zosią, potem znów na odmianę, bo brak jednej osoby do pary... O, żeby to mnie zawołali...
Julek. W sam raz ciebie kocmołucha z kuchni...

SCENA 4.
(Julek, potem Heniuś)

Julek. Tak mi się jednak przykrzy... Gdyby choć ktokolwiek przyszedł i zemną się pobawił! Może i źle, że przysiągłem na mamusię.. Ale cóż robić. Muszę słowa dotrzymać, bo cóżby o mnie powiedzieli? (wstaje, chodzi po pokoju z założonemi rękoma, podrzuca piłkę, to znów skacze lub kręci się wkółko, wreszcie rzuca się na dywan, i zaczyna uderzać nóżkami) Nudzę się! nudzę!

(wchodzi Heniuś)

Heniuś. Jak się masz, Juleczku! sam jesteś? A co tak leżysz na ziemi i tupiesz nóżkami?
Julek. (wskakuje szybko) Heniuś! Heniuś! Ach! jakto dobrze!
Heniuś. Gdzie Zygmuś, Zosieńka?
Julek. Poszli do Stacha...
Heniuś. A ciebie zostawili?
Julek. Sam siebie zostawiłem...
Heniuś. Dlaczego?
Julek. Oni są niemożliwi!
Heniuś. Wiesz co, a ja Zygmusia bardzo lubię. Zosia także bardzo miła dziewczynka.
Julek. O tak! tak!
Heniuś. Szkoda, że ich tu niema!
Julek. To idź do nich... nie zatrzymuję!
Heniuś. Ależ nie! Wolę być z tobą...
Julek. Ofiary od nikogo nie przyjmuję...
Heniuś. Ależ Juleczku...
Julek. Daj mi spokój!
Heniuś. Nie gniewaj się...
Julek. Nie gniewam się, ale jeśli ich tak chwalisz, to idź do nich...
Heniuś. Wypraszasz mnie?
Julek. Proszę, żebyś szedł tam, gdzie ci milej...
Heniuś. Ach! Juleczku, Juleczku! jakiś ty obraźliwy!
Julek. Nie obraźliwy, ale mam swą godność.
Heniuś. Ależ ja nie chciałem ciebie urazić
Julek. Ach! nie nudź mnie! Czego chcesz?
Heniuś. Chciałbym się z tobą pobawić.
Julek. (udobruchany) No, to bawmy się!
Heniuś. Obierz jaką zabawę!
Julek. Bawmy się w „chowanego“
Heniuś. Doskonale!
Julek. Kto pierwszy będzie się chował?
Heniuś. Ty Juleczku!
Julek. Idź do drugiego pokoju... Potem zawołam, albo zadzwonię! (Heniuś wychodzi)
(Chowa się za szafę i dzwoni, wbiega Heniuś)
Heniuś. (odrazu spostrzega nóżkę Julka wysuniętą zza szafy, biegnie z radością) Mam cię! mam! (chce go wziąć za rękę, ale Julek z gniewem go odtrąca) Juleczku! co ci jest!
Julek. Nie cierpię oszustwa!
Heniuś. Jakiego oszustwa?
Julek. Patrzałeś przez dziurkę od klucza.
Heniuś. Przysięgam ci, że nie patrzałem!
Julek. Nie wierzę! Nie znalazłbyś tak odrazu!
Heniuś. Ależ nóżkę wysunąłeś zpoza szafy!
Julek. Nie będę się bawił! Znieść nie mogę oszustwa!
Heniuś. (przyskakuje do niego z piąstkami) To znaczy, że jestem oszustem?
Julek. Nie potrzebuję powtarzać...
Heniuś. (obrażony, bierze za kapelusz i chce wychodzić) Noga moja tu nie postanie!
Julek. Ale ręka postanie!
Heniuś. (wybucha śmiechem) Cha! cha! cha! Jakiś ty śmieszny! Nie można się na ciebie gniewać!..
Julek. Zostań, pobawimy się, ale w co innego...

(wchodzi Marysia)

Marysia. Przyszła służąca po Heniusia...
Heniuś. Ja nie pójdę!
Julek. Zostań!
Marysia. Pranie w domu. Służąca nie ma czasu czekać...
Heniuś. (do Julka) A to nieszczęście z tem praniem
Julek. Rzeczywiście...
Heniuś. Jaka szkoda, żeśmy się bawili tak króciutko!
Marysia. Na drugi raz panicze się zabawią!
Julek. Wielka mi pociecha! Jestem sam jeden...
Marysia. Niech panicz idzie do panicza Stacha..
Julek. Nie mogę... dałem słowo...
Marysia. A no, prawda! Słowa trzeba dotrzymać... Heniusiu, chodźmy!
Heniuś. (całuje Julka) Do widzenia Juleczku!
Julek. Do widzenia, Heniusiu!

(Marysia wychodzi z Heniusiem)

Julek. (do siebie) Szkoda, że poszedł... Bawilibyśmy się w farby, cenzurowanego... Ach! prawda! we dwóch w cenzurowanego nie można. To nic! Są przecie i inne zabawy... Ach jak tam się bawią! A możeby chociaż pode drzwiami posłuchać? Przecież tem chyba słowa nie złamię? Pójdę, posłucham i wrócę! Ale trzeba iść cichutko, bardzo cichutko, żeby się nie zdradzić... A to byłby wstyd okropny, gdyby mnie przyłapano pode drzwiami! Chodź, Juleczku! nie chciałeś jawnie, to słuchaj podstępnie! (Wychodzi i staje pode drzwiami, gdzie tańczą)

SCENA 5.

(Pokój u rodziców Stacha. Poodsuwane krzesła i stół pod okno, żeby było miejsce do tańca. Zygmuś, Stach i Zosia stoją na środku pokoju.)
Stach. Mamusia poszła do cioci, bo cioteczka chora na zęby. Wychodząc powiedziała, żebyśmy oprócz zabaw, potańczyli trochę, bo pojutrze balik dla dzieci u pani Kicińskiej, będą tańce, kolacja, zabawy. Trzeba sobie przypomnieć jak się tańczy polkę i oberka.
Zosia. Ja i mazura potrafię..
Stach Oho! ho! patrzcie jaka tancerka!
Zygmuś. Najpierw tańce, czy potem?
Stach. Wytańczmy się najpierw, potem czekolada z ciastkami, a później zabawy.
Zygmuś. Ale nas tylko troje, brak jednej osoby... Ach, ten Julek!
Stach. To nic, ty najpierw przetańcz z Zosią, potem ja, i będzie..
Zygmuś. (zaprasza Zosię do tańca i zaczynają tańczyć) Ach! jakto przyjemnie tańczyć, jak przyjemnie!
(Pod drzwiami Julek zagląda przez dziurkę od klucza, widzi wszystko i słyszy.)
Stach. Teraz ja! oddawaj mi Zosieńkę!
Zygmuś. (sadza Zosię) Niechaj wpierw odpocznie..
Stach. Naturalnie! Naturalnie! Ach Julku, Julku, czemuś ty taki obrażliwy!.. Tańczylibyśmy we dwie pary, moglibyśmy nawet i mazura zatańczyć..
Zosia. Pójdę po Juleczka..
Stach. Już pewnie zasnął w samotności, wreszcie obraziłby się zaraz i zepsułby nam zabawę...
Marysia. (wchodzi z tacą) Proszę na podwieczorek. Stół postawimy na miejsce, krzesełka, też, a potem to się znowu przestawi.
Zosia. Ach! ciastka!
Zygmuś. I czekolada...
Stach. Ciastka piekła mamusia... Muszą być dobre...
Marysia. Panicz zawoła, jak trzeba będzie sprzątnąć...
Stach. Dobrze, Marysiu... Siadajmy i zajadajmy.. (Marysia wychodzi)
Zygmuś. Patrzcie, — jest i filiżanka czekolady dla Julka..
Stach. Nie wiedziałem, że nie przyjdzie...
Zosia. (siedzi pochylona nad filiżanką, Zygmuś też i nie piją)
Stach. Czemu nie pijecie?
Zosia. (wybucha płaczem) Nie chcę! Nie chcę! dziękuję! Bez Julka nie będę piła!
Zygmuś. Ja także!
Stach. Ach, Julku! Julku! coś nam narobił! Tyle łez przez ciebie!
(Drzwi się otwierają gwałtownie, wpada Julek)
Julek. Nie płacz Zosiu, nie smuć się Zygmusiu, nie wart tego jestem! Przebaczcie mi ukochani, nigdy już na nazwę Obrażalskiego nie zasłużę! (Rzuca się na szyję Zosi, całuje ją i Zygmusia, potem Stacha.)
Stach. Jakie to szczęście! Siadaj Julku i zmiataj twoje ulubione ciasteczka, a potem tańczyć.
Julek. Powiedziałem, że jak kocham, mamusię, nie będę...
Stach. Nie będziesz Obrażalskim!.. Na to dawaj słowo! Dalej do czekolady!

(Zasłona spada.)
Pan Obrażalski p18.jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Elwira Korotyńska.