Strona:Pan Obrażalski.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdybyś był powiedział, że nie chcesz być koniem, to Zosia, chociaż dziewczynka, przyjęłaby twą rolę... Nie gniewaj się już na nas... przyprowadzę tu Stacha i Zosię i będziemy się bawili?... Dobrze?
Julek. No, ten raz to wam jeszcze daruję...
Zygmuś. (całuje go) Dobry jesteś Juleczku (wybiega i wprowadza Zosię)
Julek. A gdzież Stach?
Zosia. Poszedł na korepetycje..
Julek. I w cóż się zabawimy we trójkę?
Zygmuś. Naprzykład, w ślepą babkę..
Zosia. (klaszcze w ręce) Ach! jakto dobrze, jakto dobrze! tak lubię się w to bawić!
Julek. Kto będzie, ślepą babką?
Zygmuś. Może ty, Juleczku?
Julek. O, nie, niech będzie Zosia...
Zosia. Dobrze, dobrze, ja będę! (bierze chustkę, Zygmuś jej zawiązuje oczy) Uciekajcie! już łapię! (Dzieci zaczynają umykać, Zosia biega z wyciągniętemi rączkami po pokoju)
Zygmuś. (woła) Tu! tu jestem!
Julek. Hej! hej! siedzę na fotelu!
Zosia. (pędem biegnie do fotela i zanim Julek powstał łapie go oburącz.) A mam cię! mam! A pocóś wołał, gdzie jesteś? (trzyma go)
Julek. (wydzierając się jej z rąk) Puszczaj mnie! Ja się nie bawię! Widzisz, więc łapiesz.. Ja nie chcę, ja nie potrzebuję! to oszukaństwo!