Strona:Pan Obrażalski.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Heniuś. Ja nie pójdę!
Julek. Zostań!
Marysia. Pranie w domu. Służąca nie ma czasu czekać...
Heniuś. (do Julka) A to nieszczęście z tem praniem
Julek. Rzeczywiście...
Heniuś. Jaka szkoda, żeśmy się bawili tak króciutko!
Marysia. Na drugi raz panicze się zabawią!
Julek. Wielka mi pociecha! Jestem sam jeden...
Marysia. Niech panicz idzie do panicza Stacha..
Julek. Nie mogę... dałem słowo...
Marysia. A no, prawda! Słowa trzeba dotrzymać... Heniusiu, chodźmy!
Heniuś. (całuje Julka) Do widzenia Juleczku!
Julek. Do widzenia, Heniusiu!

(Marysia wychodzi z Heniusiem)

Julek. (do siebie) Szkoda, że poszedł... Bawilibyśmy się w farby, cenzurowanego... Ach! prawda! we dwóch w cenzurowanego nie można To nic! Są przecie i inne zabawy... Ach jak tam się bawią! A możeby chociaż pode drzwiami posłuchać? Przecież tem chyba słowa nie złamię? Pójdę, posłucham i wrócę! Ale trzeba iść cichutko, bardzo cichutko, żeby się nie zdradzić...