Strona:Pan Obrażalski.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Julek. Idź do drugiego pokoju... Potem zawołam, albo zadzwonię! (Heniuś wychodzi)
(Chowa się za szafę i dzwoni, wbiega Heniuś)
Heniuś. (odrazu spostrzega nóżkę Julka wysuniętą zza szafy, biegnie z radością) Mam cię! mam! (chce go wziąć za rękę, ale Julek z gniewem go odtrąca) Juleczku! co ci jest!
Julek. Nie cierpię oszustwa!
Heniuś. Jakiego oszustwa?
Julek. Patrzałeś przez dziurkę od klucza.
Heniuś. Przysięgam ci, że nie patrzałem!
Julek. Nie wierzę! Nie znalazłbyś tak odrazu!
Heniuś. Ależ nóżkę wysunąłeś zpoza szafy!
Julek. Nie będę się bawił! Znieść nie mogę oszustwa!
Heniuś. (przyskakuje do niego z piąstkami) To znaczy, że jestem oszustem?
Julek. Nie potrzebuję powtarzać...
Heniuś. (obrażony, bierze za kapelusz i chce wychodzić) Noga moja tu nie postanie!
Julek. Ale ręka postanie!
Heniuś. (wybucha śmiechem) Cha! cha! cha! Jakiś ty śmieszny! Nie można się na ciebie gniewać!..
Julek. Zostań, pobawimy się, ale w co innego...

(wchodzi Marysia)

Marysia. Przyszła służąca po Heniusia...