Strona:Pan Obrażalski.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zygmuś. Zwłaszcza teraz, kiedy się je tak rzadko jada.
Stach. To będzie miał nauczkę... Może się właśnie od tej pory poprawi...

(słychać głos za drzwiami)

Panicze, panienko, pani prosi, żeby panicz przeszedł do stołowego pokoju...
Stach. To Marysia woła nas na zabawę i podwieczorek... Chodźmy, chodźmy czemprędzej! (wychodzą)

SCENA 3.

Marysia. (w chusteczce na głowie, w fartuchu, w ręku szczotka do zamiatania) Co się tu dzieje? A! to panicz tutaj, myślałam, że kot wcisnął się do pokoju i coś stłukł, a to panicz Julek! Bardzo pięknie... Powiem pani...
Julek. A mów, mów czemprędzej, pleciucho. Od tego jesteś babą, żeby biegać z językiem...
Marysia. A panicz biega bez języka?
Julek. Cicho bądź! ryby i dziewczyny milczą...
Marysia. Ojejoj! jaki panicz rezolutny.. Tłucze wazon i jeszcze zamiast grzecznie do człowieka przemówić tak się stawia... Lepiejby panicz poszedł się zabawić u panicza Stacha, poco tak siedzieć samemu?.. Tak tam wesoło, tak tańczą!