Strona:Pan Obrażalski.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Julek. (przysuwając się do niej) A co tańczą? Może oberka? Przepadam za tym tańcem.
Marysia. Polkę, poleczkę, naprawdę... Panicz Stach z panienką Zosią, potem znów na odmianę, bo brak jednej osoby do pary... O, żeby to mnie zawołali...
Julek. W sam raz ciebie kocmołucha z kuchni...

SCENA 4.
(Julek, potem Heniuś)

Julek. Tak mi się jednak przykrzy... Gdyby choć ktokolwiek przyszedł i zemną się pobawił! Może i źle, że przysiągłem na mamusię.. Ale cóż robić. Muszę słowa dotrzymać, bo cóżby o mnie powiedzieli? (wstaje, chodzi po pokoju z założonemi rękoma, podrzuca piłkę, to znów skacze lub kręci się wkółko, wreszcie rzuca się na dywan, i zaczyna uderzać nóżkami) Nudzę się! nudzę!

(wchodzi Heniuś)

Heniuś. Jak się masz, Juleczku! sam jesteś? A co tak leżysz na ziemi i tupiesz nóżkami?
Julek. (wskakuje szybko) Heniuś! Heniuś! Ach! jakto dobrze!
Heniuś. Gdzie Zygmuś, Zosieńka?
Julek. Poszli do Stacha...
Heniuś. A ciebie zostawili?
Julek. Sam siebie zostawiłem...