O początkach chrześcijaństwa/III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Pawlicki
Tytuł O początkach chrześcijaństwa
Data wydania 1884
Wydawnictwo Księgarnia Gebethnera i Spółki
Drukarz Drukarnia „Czasu“
Fr. Kluczyckiego i Spółki
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron
III. Źródła historyczne.


Poznaliśmy mnóstwo hypotez o powstaniu chrześcijaństwa, jedno dziwniejsze od drugich, a wszystkie zgadzające się wtem jednem, ze geneza naszej religii otoczona jest najzupełniejszą ciemnością, ze nic nie wiemy zgoła pewnego ani o jej założycielu, ani o pierwszych jej losach i rozwoju. Fakt najpewniejszy i najjaśniejszy w dziejach ludzkich za mienia się tym sposobem w poetyczną legendę, na której utworzenie złożyły się razem w ciągu wieków bezświadoma wyobraźnia ludów a świadoma refleksya teologów[1]. Taki pogląd zostaje oczywiście w rażącej sprzeczności z wszystkiem, co wiemy zkądinąd o chrześcijaństwie. Po całej kuli ziemskiej, w Rzymie czy Kamczatce, nad brzegami Amazonki czy na wyspach Oceanii, we wszystkich prawie językach miliony wiernych czytają Nowy Testament, uważając dwadzieścia siedm pism w niem zawartych nietylko za prawdziwe według ludzkiego rozumienia, lecz nawet za natchnione przez Boga. A pisma te, oryginalnie napisane po grecku, zachwycające od ośmnastu wieków czytelników swoich nietylko powagą prostoty swojej, lecz samą niezgrabnością stylu, nie umiejącą posługiwać się nawet zwykłemi ozdobami retoryki, zawierają tak liczne a dokładne wiadomości o życiu Chrystusa i Jego nauce, o Jego Kościele i uczniach, o spółczesnych osobach i wypadkach, że również bogatych szczegółów biograficznych nie mamy o żadnym mężu starożytnym, czy nim będzie Juliusz Cezar, czy Trajan lub Marek Aureliusz. Aby uwolnić się od tego taktu bijącego w oczy, racyonaliści dla uratowania swoich hypotez ogłosili większą część owych pism zwłaszcza ewanielie za bardzo późne romanse, pozbawione wszelkiej wartości historycznej, tak jak jej niema np. fantastyczna biografia Ąpolloniusza z Tyany, owego „Chrystusa pogańskiego“ według Revill'a, o którym nikt nie potrafi powiedzieć z pewnością, czy żył i kiedy żyli w jakim kraju.
W takim stanie kwestyi co pocznie historyk? Weźmie bez uprzedzenia do ręki owe pisma Nowego Testamentu i przekona się, czy one wytrzymują probe krytyki historycznej. Wszak ile razy chodzi o wypadek historyczny, najpierw pytamy: czy są dokumenta spółczesne z faktami, o których donoszą, a tak wiarogodne, że mogą na seryo uchodzić za dokumenta? W istocie kwestya początków chrześcijaństwa jest w naszych czasach przeważnie kwestyą dokumentów. Powstały liczne szkoły, wyłącznie zajęte ich krytyką i badaniem. Musimy za przykładem tych szkól, o których później wspomnimy obszerniej, zabrać się także do roztrząsania pierwotnych źródeł chrześcijaństwa, a w tym celu postąpimy z niemi jak z każdym każdym historycznym dokumentem. Zapomnimy, że to są księgi święte, natchnione, przechowywane przez 18 wieków pod szczególną upieką Ducha ś. a bezprzykładną czujnością Kościoła; będziemy rozważali je, jak gdyby były zwykłem pisaniem ludzkiem: postąpimy z niemi tak, jak filolog z pismami Tacyta lub Amiana Marcelina.
Nie mogę wyłożyć wszystkich owych mozolnych, dosyć skomplikowanych badań, za pomocą których krytyka filologiczna spełnia podobne zadanie, wspomnę tylko o trzech punktach, które górują nad innemi.
Pierwszym jest historya manuskryptów, w których przechował się tekst pierwotny; drugim jest tradycja, świadcząca o nim w pismach lub dokumentach, czy spółczesnych czy późniejszych; trzecim nareszcie są tak zwane pobudki czy motywa wewnętrzne, to jest treść i forma dzieła, rozważanie pod względem historycznej, literackiej i naukowej swej wartości.
Mówmy naprzód o manuskryptach. Co do tego punktu zgadzają się ludzie fachowi, że żadne dzieło starożytne nie doszło nas w równej liczbie dokładnych, dawnych i dobrze zachowanych manuskryptów, co grecki tekst Nowego Testamentu. Mamy ich blisko tysiąc, z których dwa tj. Synaicki i Watykański są z wieku IV; dwa inne, Aleksandryjski i tak zwany palimpsest S. Efrema, są, z wieku V; inne znowu są z wieku VI, VII lub VIII[2]. Podobnież wspaniałego aparatu filologicznego nie posiadamy dla żadnego autora starożytnego. Z wyjątkiem kilku mów Hyperydesa i ułamków Iliady, znalezionych w grobach egipskich z II lub III wieku przed Chr., z wyjątkiem zwojów herkulańskich na pół zwęglonych z wieku I naszej ery, a kilku po części znacznie uszkodzonych manuskryptów Wirgiliusza i Cycerona z III lub IV stulecia, Terencyusza, Gajusa i Plautusa z V stulecia, większość autorów klasycznych doszła nas w bardzo późnych odpisach. Najdawniejszy kodeks Juliusza Cezara jest z wieku IX, inne są z wieku XI lub XII; najdawniejsze rękopisma Tacyta są z wieku XV, z wyjątkiem dwóch, przechowywanych we Florencyi, z wieku XI. Żaden kodeks Seneki nie jest starszy od wieku IX, żaden Tybula nie sięga po nad wiek XV. Z 250 manuskryptów Horacego dwa tylko są z wieku VIII, a może nawet tylko jeden w Bernie, reszta jest daleko młodsza.
Autorowie greccy są w położeniu jeszcze mniej korzystnem. Z wyjątkiem wspomnianych mów Hyperydesa i ułamków Homera i zwojów herkulańskich, wszystkie rękopisma greckie są bardzo młode. Sławny kodeks Medycejski, który nam zachował tragedyi: Eschyla i Sofoklesa, jest z w. XI, czyli 1500 lat pisany po ich pierwszem ogłoszeniu. Między autografem Eurypidesa lub Tucydydesa a odpisami, które nas doszły, jest tysiąc kilkaset lat przedziału. Pod względem dawności manuskryptów nie może tedy żadna książka starożytna rywalizować z Nowym Testamentem.
Dodajmy bardzo stare przekłady Nowego Testamentu: Syryjski z II w., Łaciński z II w., Koptyjski z III w., Gotycki z IV w. Te przekłady, zrobione oczywiście na manuskryptach nierównie dawniejszych od Sinaickiego lub Watykańskiego, dozwalają nam odgadywać tekst pierwotny z wielką łatwością, a filologia Nowego Testamentu, oparta na tak bogatym, ledwo dającym się przejrzeć aparacie krytycznym, przywróci kiedyś z matematyczną pewnością tekst grecki do tej formy, w której wyszedłszy z rąk apostołów. Tego nie dokaże filologia klasyczna z żadnym autorem świeckim[3].
Same jednak manuskrypta, nawet gdy są liczne i stare i dobrze zachowane, nie dowodzą jeszcze, że książka jaka pochodzi rzeczywiście od autora, któremu jest przypisywana. Aby módz o tem stanowić co pewnego, zwłaszcza o miejscu i czasie jej napisania, należałoby mieć w ręku lub autograf, lub przynajmniej pierwsze jej wydanie.
Tu zaczynają się jak dla innych książek tak i dla Nowego Testamentu rozliczne trudności, których nie myślę wcale zataić. Między ukazaniem się ostatniego z pism N. T. ewanielii ś. Jana a najstarszym jej manuskryptem, czy Watykańskim czy Sinaickim, opłynęło najmniej lat 350; czas ogromny, w ciągu którego tekst ewanielii mógł uledz niejednej przemianie, czas tak długi, że zdaje się niepodobna go wypełnić. A jednak wypełnić go musimy, jeżeli mamy dowieść, że ewanielia czwarta została rzeczywiście napisaną pod koniec I stulecia przez apostoła Jana. Jakże sobie poradzim w tem trudnem zadaniu? Nie inaczej, jak filolog, mający dowieść, ze Sofokles napisał tragedye, które pod jego imieniem dotąd istnieją, a kilka jest dróg wiodących do tego celu. Najpewniejszą zapytać się tradycyi tj. sumy świadectw, które wspominają o autorze i jego dziełach w ciągu owego czasu, który upłynął między ich pierwszem wydaniem a manuskryptem, w którym się przechowały.
Stawiam wiec takie pytanie: Czy przy obecnym stanie badań historycznych i filologicznych możemy twierdzić napewno, że jeżeli nie cały Nowy Testament, to przynajmniej ewanielie (bo te głównie nas teraz zajmują) zostały napisane przez autorów, którym są przypisywane? Pytanie radykalne, a odpowiedź na nie rozstrzygnie zarazem los wszystkich teoryj o początkach chrześcijaństwa.
Zaczynam od faktu niezaprzeczonego. Pod koniec IIgo stulecia te same ewanielie, które dzisiaj czytamy w Nowym Testamencie, były uważane przez całe chrześcijaństwo za niewątpliwe dzieła dwóch apostołów, Mateusza i Jana i dwóch uczniów apostolskich, Marka i Łukasza. Na to zgadzają się wszyscy racyonaliści, ci nawet, którzy im bardzo późny naznaczają początek. Kolo r. 180 pisze ś. Ireneusz, że „Kościół po całym świecie rozsiany, opiera się na czterech ewanieliach, jak na tyluż kolumnach“[4]. Już wtedy niektórzy heretycy odrzucali tę lub ową z pomiędzy ewanielij. Ireneusz im dowodzi, ze nie może być ani więcej, ani mniej od czterech ewanielij, neque plura numero neque rursus pauciora[5]. Już wtedy gorszono się, że ewanielie nieraz rozchodzą się w szczegółach, nieraz ze sobą są w niezgodzie. Ireneusz odpowiada, że to są pozorne tylko różnice, „bo cztery ewanielie są właściwie jedną czterokształtną ewanielią, w której jeden duch panuje,“ quadriforme evangelium, quod uno spiritu continetur[6].
Wszystko to jest znane, nikt temu nie przeczy. Jednakże racyonaliści albo nie chcieli, albo nie umieli objąć znaczenia tego taktu, ani wydobyć z niego wszystkich w nim zawartych następstw, inaczej bowiem nie byłaby szkoła tubingska odważyła się na twierdzenie, że ewanielie powstały w drugiej połowie II stulecia, t. j. w tychsamych niemal czasach, kiedy Ireneusz pisał swoje wielkie dzieło adversus haereses, zachowane niestety tylko w łacińskim, dosyć barbarzyńskim przekładzie.
Aby zrozumieć tak niepojęte w ludziach uczonych zaślepienie, trzeba przypomnieć sobie, że tak założyciel szkoły, jak jego uczniowie trzymali się metody błędnej, prowadzącej na bezdroża. Możnaby ją nazwać antytradycyjną, a zasadza się na tem, aby autora oderwać od tradycyj, wśród których się wychowywał, a dzieła jego od wpływów przeszłości. Niemieccy profesorowie mają często tę wadę, nieuniknioną towarzyszkę twórczej oryginalności, że robią tabula rasa z wszystkiego, co przed nimi napisano, a zaczynają traktować przedmiot ab ovo. Każdy z nich poczuwa się do obowiązku stawiania nowego systemu, a ten nowy system jest najczęściej negacją dawniejszych. Przypuszczają, że u innych narodów działo się taksamo. Według tej metody zdanie Ireneusza o ewanieliach, będzieto zdanie osobiste katolickiego uczonego, który we walce z heretykami dawność ich i znaczenie exagerował, lub może pierwszy dopiero w dogmat zamienił. Oczywiście, będzie wtedy powaga Ireneusza niesłychanie maluczka, bo li tylko osobistą.
Przypatrzmy się jednak temu samemu świadectwu według metody tradycyjnej, która każdego autora łączy ze wspomnieniami przeszłości. Kto był Ireneusz? To nietylko zdolny, uczony pisarz, który zgłębił wszystkie systemy religijne i filozoficzne swoich i dawnych czasów, to nietylko rozciekawiony badacz wszystkich nauk, omnium doctrinarum curiosissimus explorator, jak go nazywa Tertulian[7], to także biskup jednej z najsławniejszych dyecezyj. Lion, to nie żadna zapomniana mieścina. Jestto wielkie miasto handlowe, zostające w ciągłych stosunkach z Rzymem i ze Wschodem. Wielka liczba jego wiernych przybyła z Azyi. Świadectwo biskupa w Medyolanie, w Kolonii lub Paryżu, byłoby w owych czasach tradycyą jednego miasta, ale świadectwo biskupa liońskiego, to tradycya całego Wschodu. On sam i wielu z jego pobratymców ma swoich rodziców, krewnych lub znajomych w miastach portowych Azyi. Mogą więc doskonale wiedzieć, co robią i w co wierzą chrześcijanie w Smyrnie lub Efezie, a Smyrna i Efez, to w drugim wieku są dwa największe ogniska wschodniego Kościoła.
Sam poprzednik Ireneusza na stolicy liońskiej, Potyn przybył ze Wschodu. Gdy w roku 177 za Marka Aureliusza ponosi śmierć męczeńską, ma lat 90. Urodził się więc w drugim roku Domicyana, a kiedy był młody, żyło jeszcze tysiące osób, które widziały ś. Filipa w Hierapolis, ś. Jana w Efezie, ś. Piotra i Pawła w Rzymie. Przez biskupa Potyna dochodzi tradycya liońska aż do czasów apostolskich.
Zaraz po śmierci Potyna i towarzyszy jego oba Kościoły w Vienne i w Lionie rozsyłają obszerne pismo o zgonie męczenników. W okólniku tym urzędowym z roku 177, przeznaczonym dla chrześcijan w Azyi prokonsularnej i Frygii, cytowane są ewanielie Łukasza i Jana. Dzieje apostolskie i Apokalipsa, jako „Pismo“ lub „Słowo Pańskie,“ co było istnem niepodobieństwem, gdyby owe księgi były się ukazały niedawno przedtem. Ten jeden fakt wywraca hypotezę tubingską o późnej genezie ksiąg historycznych N. T.
Zważmy dalej, że w mieście, jak Lion, z tak starą, wszechstronną i pewną tradycyą nie byłby śmiał biskup poblicznie twierdzić, że od czasów apostolskich cztery ewanielie są używane w całym Kościele jako autentyczne i natchnienie, gdyby to nie było prawdą. Jeżeli nie sami wierni, to niewątpliwie heretycy byliby mu czemprędzej wytchnęli niedokładność takiego twierdzenia. Tymczasem w drugim wieku nawet ci heretycy, którzy odrzucają niektóre czy ewanielie, czy inne części Nowego Testamentu, nie dlatego je odrzucają, że zostały później jakoby apostołom podsunięte, lecz że nie wszyscy apostołowie wedle mniemania heretyków dobrze zrozumieli Chrystusa Pana. Nie powątpiewali więc o autorstwie ksiąg N. T., lecz o ich wartości doktrynalnej. Żaden głos przeczący nie odezwał się przeciw Ireneuszowi[8].
Gdyby zresztą chodziło o jakiś zawikłany, trudny, małej liczbie przystępny dogmat, powiedziećby można, ze Liończycy nie umieli kontrolować tego, co mówił biskup. Ale chodziło o rzecz najprostszą, o ewanielie, które co niedziele czytały się w kościele. Ani Liończycy nie mogli nie wiedzieć, jakie księgi były czytywane i objaśniane podczas nabożeństwa, ani naczelnik dyecezyi nie mógł brać rzeczy tej lekko, skoro od lat kilkadziesiąt najrozmaitsze sekty odrzucały lub fałszowały księgi święte. W takich okolicznościach świadectwo biskupa z drugiej połowy II stulecia ma dla nas powagę absolutną.
A ten biskup pochodził z Azyi. Swoje lata chłopięce przepędził u nóg Polikarpa, wielkiego biskupa Smyrny. Mamy jeszcze list do Floryna, w którym Ireneusz opowiada pierwsze wrażenia swej młodości. „Będąc jeszcze chłopcem, tak pisze, widywałem ciebie u Polikarpa, jak starałeś się zaskarbiać sobie jego względy. Lepiej pamiętam ubiegłe, niż niedawne czasy. Bo czego kto chłopcem się dowie, to wzrasta razem z jego duszą i z nią się spaja, tak, iż mógłbym nawet miejsce opisać, na którem siadywał i rozmawiał błogosławiony Polikarp, jak wchodził i wychodził, jaki miał sposób życia i rysy twarzy, jakie nauki miewał do ludu, jak opowiadał o swojem obcowaniu z Janem i innymi, którzy widzieli Pana, jak powtarzał ich rozmowy i wszystko, co słyszał od nich o Panu i Jego cudach i nauczaniu itd.“[9].
Otóż Polikarp, podług świetnych badań epigraficznych Waddingtona, zginął 23 lutego r. 155[10]. Zanim na stos wstąpił, rzekł do prokonsula Stacyusza Kwadrata: ośmdziesiąt sześć lat służę Chrystusowi[11]. Urodził się więc w roku 69, a miał przeszło 30 lat przy śmierci ś. Jana. Wiadomo, że Jan apostoł konsekrował go biskupem Smyrneńskim. Przez długie jego, więcej niż półwiekowe rządy, czytywano podczas nabożeństwa niedzielnego ewanielie. Czyż powiemy, że biskup nie wiedział, zkąd się wzięły? lub że pozwolił na ich czytanie, nie mając pewności o ich apostolskim pochodzeniu? biskup, któremu Renan to głównie zarzuca, że był zbyt wielkim rygorystą w przestrzeganiu dawnych zwyczajów![12] Któż lepiej od Polikarpa mógł wiedzieć o pochodzeniu ksiąg świętych? Wszak niedaleko było do Efezu, gdzie rezydował Jan święty, ostatni z apostołów, podówczas w swej osobie jednoczący całą tradycyę Kościoła od Nerona do pierwszych lat Trajana!
Jakże znowu byłby się zdziwił Ireneusz, gdy przeniósłszy się daleko za morze, byłby znalazł w Lionie inne jakieś nieznane ewanielie! Niewątpliwie byłby przeciw nim wystąpił z tem samem oburzeniem, z którem przez życie cale walczył przeciw błędom gnostycznym! On, który za największą zasługę poczytywał Polikarpowi, że wszystko, co opowiadał o Chrystusie, było zgodne z ewanielią[13]. Tak więc Ireneusz, choć pisze w drugiej połowie drugiego stulecia, przez dwa żywe ogniwa, Potyna i Polikarpa, dochodzi wspomnieniami aż do czasów apostolskich, a jego świadectwo tak jest wiarogodne i poważne, że najzupełniej wystarcza, aby uwierzyć w autentyczne pochodzenie ewanielij N. T. Żadna książka starożytna, grecka czy rzymska, nie ma za sobą również silnego świadectwa.
Mamy jednak świadectwa nierównie starsze.
Poznawszy tradycyę południowej Francyi, dla której poniekąd metropolą był Lion w II stuleciu, poznawszy podania kościołów Azyi w Smirnie i Efezie, powinniśmy udać się do tego kościoła, który wedle słów Ireneusza jest największy, najdawniejszy, wszystkim znany, do Kościoła, założonego i urządzonego przez wielce sławnych apostołów Piotra i Pawła, do Kościoła, który jest wyższy i przedniejszy nad inne, a ztąd, kończy Ireneusz, powinny z nim zgadzać się wszystkie Kościoły, tj. wszyscy wierni, gdziekolwiek są, bo w nim przechowywała się zawsze apostolska tradycya[14].
Czy w Rzymie znano nasze ewanielie w II stuleciu? Odpowiedź na to pytanie daje jeden z najdawniejszych i najcenniejszych zabytków chrześcijańskiej literatury. W r. 138, krótko po wstąpieniu na tron Antonina Pobożnego, pisze Justyn męczennik pierwszą apologię swoją w obronie chrześcijan, którzy w całem imperyum wyjęci są z pod prawa. Chcąc odeprzeć niegodziwe oszczerstwa, rzucone przez pogan i żydów na tajne schadzki chrześcijan, opowiada dokładnie, w jakiem one odbywają się porządku.
Opisuje filozof męczennik przyjmowanie nowych członków. Katechumen po uroczystem wyznaniu wiary odbiera chrzest święty, potem wprowadzony jest na zebranie braci, którzy za niego i siebie modlą się. Po wspólnych modlitwach pozdrawiają się wszyscy wzajemnym pocałunkiem. „Potem przełożonemu braci przynoszą chleb i kielich z wodą i winem, które on przyjąwszy, sławę i chwałę Ojcu wszech rzeczy zasyła przez Syna i Ducha ś. a Eucharystyą (dziękczynienie) wielu słowy odprawia za doznanie od Niego dobrodziejstwa. A gdy skończył modlitwy i Eucharystyę, cały lud obecny radośnie odpowiada: Amen! Po tem wszystkiem tak zwani diakonowie każdemu z obecnych dają cząstkę z eucharystycznego chleba, z wina, i z wody, a nieobecnym także zanoszą“[15].
Tłómaczy potem filozof cesarzowi, że Eucharystya nie jest zwyczajnym chlebem, ani zwyczajnem winem, poczem tak dalej ciągnie: Apostołowie bowiem w swoich pamiętnikach, które się zowią ewanieliami[16], podali, że tak im Jezus przykazał: wziąwszy chleb i dzięki uczyniwszy, rzekł: To czyńcie na pamiątkę moją, to jest ciało moje. Podobnież kielich wziąwszy, dzięki czynni i rzekł: to jest krew moja i t. d.“ Jak w opisie starożytnej ceremonii odrazu poznać można niekrwawą ofiarę, która po dziśdzień odprawia się

w świątyniach Pańskich, tak w „pamiętnikach apostołów zwanych ewanieliami, po przytoczonych słowach konsekracyi poznajemy odrazu nasze ewanielie. A takich ustępów mnóstwo w pismach Justyna. Choć nie wymienia nigdy nazwiska żadnego z ewanielistów, przytacza liczne fakta i sentenyce czasem dosłownie, czasem niedosłownie wyjęte z czterech naszych ewanielij. Że zaś ewanielie były używane publicznie i urzędownie, znowu powiada Justyn: „W niedzielę zbierają się wszyscy po miastach i po wsiach w jedno miejsce i czytają pamiętniki apostołów lub księgi proroków, dopóki czas na to pozwala. Potem lektor się ucisza, a przełożony ma mowę, w której zachęca i napomina do naśladowania tak pięknych rzeczy. Wszyscy razem wstawszy modlimy się, a jak wyżej się rzekło, po ukończeniu modlitw przynoszą chleb, wino i wodę, a przełożony podobnież prośby i dziękczynienie w największem skupieniu odprawia, a lud wtóruje mu, mówiąc: Amen i t. d.[17].
Jeżeli już w roku 138 czytywano w niedzielę w katakombach rzymskich nasze ewanielie podczas nabożeństwa, oczywiście zwyczaj taki nie odrazu nastał, bo Justyn mówi o nim jako o rzeczy powszechnie się praktykującej; mógł zatem istnieć już na początku II stulecia; ale gdyby nawet był tylko kilkanaście lat starszy od apologii ś. Justyna, to i tak zaledwo kilkadziesiąt lat upłynęło od napisania ksiąg świętych, a władza kościelna łatwo sprawdzić mogła ich pochodzenie. Czując siłę tego argumentu, szkoła tubingska przez długie lata robiła rozpaczliwe wysilenia, aby dowieść, ze Justyn nie o naszych ewanieliach mówił, ani z nich brał swoich cytatów, lecz z jakich dawniejszych pism, dzisiaj zarzuconych lub nawet z ustnej tradycyi. Volkmar zaś, jeden z najzagorzalszych racyonalistów posunął się do tego paradoksu, ze autor 4ej ewanielii z pism Justyna niejeden ustęp mógł wcielić do swojej ewanielii. Takie nadaremnie zabiegi, aby niedogodne świadectwo Justyna obalić, nazwał słusznie protestant Tyszendorf ciągłem policzkowaniem historyi[18], a dzisiaj nawet racyonaliści, Hilgenfeld i Reuss, nie śmieją zaprzeczyć, ze nasze ewanielie znał i cytował Justyn[19]. Tak tedy niewątpliwą jest rzeczą, ze w r. 138 czytywano i wykładano w Rzymie tesame ewanielie, o których w kilkadziesiąt lat później napisał Ireneusz, że znane są w całym świecie super omnem terram[20].
Że znane były w Rzymie i przed ś. Justynem, możemy stwierdzić dokumentem urzędowym. W r. 1740 uczony Muratori odkrył w rękopiśmie Chryzostoma urywek pergaminowy nieobliczonej wartości. Pisany bardzo zepsutą łaciną, prawdopodobnie tłómaczony z greckiego, jak dowiedli Hug, Bunsen i Higenfeld, rozjaśnia on wcale niespodzianym sposobem historye ksiąg N. T., wymieniając te z nich, które powinny; a inne, które nie powinny być czytane podczas nabożeństwa. Między pierwszymi figurują ewanielie i dzieje apostolskie, listy ś. Pawła itd.; między drugimi sławny Pasterz Hermasa, a za przyczynę jego wykluczenia podaje autor spisu, że niedawno był napisany, za Piusa I przez jego brata[21].
Że dokument jest z czasów Justyna, o tem wątpić nie można, gdyż rządy Piusa I oznaczone są słowami: nuper temporibus nostris. Wynika zaś z tego wyrażenia, że za Piusa I miano ewanielie nasze za stare, skoro Pasterz Hermasa dlatego właśnie został wykluczony z liturgicznego czytania, że nie był stary. Ale książka, która za Piusa I (w r. 140) uchodziła za starą, musiała przynajmniej z końca I stulecia pochodzić, przez co upada hypoteza Baura, jakoby księgi historyczne N. T. powstały dopiero między r. 130 a 160, tj. jedne za Piusa I, a drugie nawet po nim. Starzec 80-letni za Piusa I (a takich było niewątpliwie podówczas podostatkiem w Rzymie) miał najwięcej lat 30, gdy Jan ś. pisał Apokalipsę, a nie miał nawet czterdziestu, gdy on ogłaszał swoją ewanielię[22].
Na tem świadectwie mógłbym zakończyć swoje dowodzenie, wszak do rzymskiego Kościoła stosowały się w drugim wieku wszystkie Kościoły. Korzystam jednak z okazyi, aby wspomnieć pokrótce o nowych badaniach, wyświecających tradycyę Nowego Testamentu w Afryce, Syryi i Mezopotamii.
Za najdawniejszego świadka chrześcijańskiej tradycyi w Afryce dotąd uważano Tertuliana. Choć pisze dopiero pod koniec II. stulecia, wyobraża on, podobnież jak Ireneusz, bardzo stare wspomnienia. Wielki pisarz i uczony, a większy jeszcze charakter, jest on największy, gdy stawa w obronie tradycji. Tylko te przyjmuje lokalne podania lub instytucye, o których przekonał się, że niewątpliwie pochodzą od apostołów. Powtarza ciągle: to jest prawdziwsze co dawniejsze, to dawniejsze co od początku, to od początku, co od apostołów. Id verius quod prius, id prius quod est ab initio, id ab initio quod ab apostolis[23]. Marcyon podówczas przyjmował tylko jedną ewanielią Łukasza i to jeszcze dziwnie obciętą. Tertulian dowodzi mu, że są cztery ewanielie i ze równe mają znaczenie, bo od apostołów pochodzą[24]. Tak więc Tertulian wyobraża tradycye najdawniejsze, bo zawsze jemu chodzi o to, w co wierzyły kościoły, założone przez apostołów: id est ab apostolis traditum, quod apud Ecclesias apostolorum fuerit sacrosanctum[25]. Polemika z Marcyonem zmuszała go do przytaczania pierwszych źródeł chrześcijańskiej tradycyi; ile razy chodziło o to, czy Marcyon sfałszował lub pokaleczył tekst ewanieliczny, tyle razy wypadało przytoczyć tekst dawniejszy i lepszy. A Marcyon kwitnął koło roku 140.
Dzisiaj posiadamy jednak dawniejsze od Tertuliana świadectwo o stanie afrykańskiego Kościoła. Kładziono zwykle akta męczenników scyllitańskich pod r. 202, ale w r. 1882 odkrył prof. Usener w bibliotece paryskiej tekst dawniejszy grecki, z kompletną datą konsularną, z której pokazuje się, że proces przeciw chrześcijanom scyllitańskim odbył się za konsulatu Presensa i Kondyana, czyli w 180 t. j. roku śmierci Marka Aureliusza, a wstąpienia na tron Kommodusa[26]. Akta wspomniane rzucają wiele światła na początki Kościoła w Afryce i rządy prokonsula Saturnina, który pierwszy, jak powiada Tertulian, dobył miecza na chrześcian. Na zapytanie prokonsula: „Jakie książki trzymacie zamknięte w szafach waszych?“ — odpowiada jeden z męczenników Speratus: ewanielie i listy św. Pawła[27]. Tak więc dowiadujemy się z dokumentu, prawdopodobnie przepisanego z urzędowego protokołu, że w r. 190 w małej mieścinie numidyjskiej, Ischlą zowie się po grecku a Scyllą po łacinie, chrześcijanie z pobożną troskliwością chowali starannie tesame księgi N. T., które w Stolicy państwa czytywano na świętych zebraniach. Że zaś chrześcijaństwo powoli tylko z wielkich miast rozchodziło się po wsiach i miasteczkach, musiało ono być daleko prędzej w Kartaginie, a z niem i Nowy Testament, który przecież do kościoła w Ischli mógł tylko być przysłany z metropolii[28].
Niemniejsze światło, dzięki najnowszym badaniom zajaśniało nad kościołami Syryi i Mezopotamii. Oddawna wiedziano, że istniały tam dwie konkordye ewanieliczne, jedna grecka Teofila, druga syryjska Tacyana, a chociaż były zatracone, słusznie z ułamków domyślano się, ze obie były zrobione z naszych czterech ewanielij. Już samo powstanie takiej konkordancyi, przeznaczonej do użytku wiernych, dowodzi, że uważano ewanielie za osobną kolekcyę, ściśle oddzieloną od innych ksiąg świętych, a bardziej jeszcze od apokryfów, których tyle krążyło podówczas po zborach heretyckich[29].
Teofil w r. 170 był biskupem w Antyochii, jednej z najstarszych i najbardziej wpływowych siedzib chrześcijaństwa. Zanieśli tam wiadomość o Chrystusie pierwsi wierni, gdy uchodzili z Jerozolimy przed srogiem prześladowaniem, wszczętem po zabójstwie św. Stefana. Tam pierwsi poganie weszli do kościoła, tam wiernych po raz pierwszy nazwano chrześcijanami. Antynchią ciągle odwiedzali apostołowie. Paweł i Barnabasz dłuższy czas w niej nauczali. Piotr obrał za miejsce dłuższego pobytu. Pierwszy dekret wydany przez apostołów był ogłoszony naprzód ludowi antyocheńskiemu[30].
W takich warunkach było istnem niepodobieństwem, żeby biskup antyocheński w drugiej połowie II. stulecia nie wiedział, zkąd się wzięły ewanielie lub żeby pisma wątpliwego autorstwa, jako apostolskie umieszczał w kolekcyi przeznaczonej do czytania publicznego. Wszak Teofil urodził się jeszcze za życia św. Ignacego, albo zaraz po jego śmierci (r. 107), a wielki jego poprzednik był uczniem apostołów. W listach zaś swoich, pisanych w r. 107, Ignacy nietylko i cytuje najdziwniejszą z ewanielii, Mateuszową, lecz i najmłodszą, Janową. Przez Ignacego tradycya antyocheńska sięga do trzech apostołów: Piotra, Pawła i Jana, z którymi on pozostawał w bliskich stosunkach.
Dzieło Teofila już nie istnieje[31], ale za to mamy choć w części edycyą Tacyana. Literatura armeńska zachowała tyle dzieł greckich i syryjskich zagubionych w oryginale, że jest niewyczerpanem źródłem ciągłych, niespodziewanych odkryć. Jej także zawdzięczamy dokładniejszą wiadomość o edycyi czterech ewanielij, zrobionej przez Tacyana. Zdolny, ognisty, ale gwałtowny uczeń Justyna, po śmierci jego wrócił do ojczyzny i wydał tam harmonię ewanieliczną, nazwaną przez Greków Diatessaron. Wiedziano już dawniej, że zaczynała się od słów św. Jana: „na początku było Słowo“ i że św. Efrem ułożył w IV w. do niej komentarz po syryjsku. Ale dopiero niedawno odkrył ten komentarz z licznemi wyjątkami tekstu Tacyana w armeńskim przekładzie O. Aucher, mechetarzysta, a profesor Mösinger wydał go w roku 1876 w Wenecyi razem z łacińskim przekładem. Opierując się na tem wydaniu profesor Zahn w Erlangen dowiódł, że Tacyan użył do kompilacyi swojej czterech ewanielij kanonicznych[32]. Nie powinno to dziwić nikogo, skoro Tacyan był

uczniem Justyna. Dowiódł także, że ewanielie istniały już przedtem w syryjskim przekładzie, bo edycya Tacyana była zrobiona po syryjsku, a nic nie słychać o tem, jakoby Tacyan dopiero je przekładał. Wtedy dzisiejsza Peszyto odnoszona przez oryentalistów do końca II. lub do pierwszych lat III. stulecia, nie byłaby już najdawniejszym przekładem. Domyślano się tego już dawniej, ale dopiero przez odkrycie tekst Tacyanowego został domysł świetnie potwierdzony
Już w roku 1858 ogłosił Cureton[33] ułamki Nowego Testamentu po syryjsku, odkryte w klasztorze greckim w Nitryi. Ewald odrazu odgadł, że są starsze od wspomnianej Peszyto. Teraz pokazało się, że edycya Tacyana, zachowania w komentarzu S. Efrema, prawie zawsze zgadza się z tekstem Curetona, skąd istnienie syryjskiego przekładu ewanielii przed Tacyanem w Syryi i Mezopotamii nie ulega już żadnej wątpliwości. Że zaś między ogłoszeniem oryginału a jego przekładem upływa zawsze czas dłuższy, zwłaszcza, gdy chodzi o język barbarzyński, niepiśmienny, jakim był syryjski, który podobnież jak armeński, koptyjski lub abysyński zawdzięcza całe piśmiennictwo swoje wprowadzeniu chrześcijaństwa, samo istnienie takiego przekładu w połowie 2go stulecia dowodzi, że oryginał musiał już być gotowy pod koniec 1go stulecia a może i dawniej.
Z długiej indukcyi historycznej wynika, że w całem imperyum rzymskiem były znane nasze ewanielie w połowie 2go stulecia. Nad brzegami Eufratu i Antyochii, w Kartaginie i w puszczach Numidyi, w Lionie i w mieście wiecznem czytano i wykładano po wszystkich kościołach jednę i tę samą czterokształtną ewanielią, jak pisze Ireneusz. Ten niesłychanie ważny wynik, jak przekonali się czytelnicy, otrzymaliśmy przez zbadanie pomników historycznych z polowy a nawet i z końca II. stulecia. Zapytać, się tu godzi, czy są świadectwa jeszcze starsze? A jeżeli są, dlaczego nie daliśmy im pierwszeństwa przed temi, na których opiera się nasze

dowodzenie? Na drugie pytanie odpowiadam, że wolałem ograniczyć się do świadectw, w których ewanielie nasze ukazują się razem w publicznem używaniu Kościoła. Podobnych świadectw nie może być z pierwszych chwil chrześcijaństwa, a nie trudno odgadnąć dlaczego. Ewanielie pisały się powoli w ciągu ostatnich 50 lat pierwszego stulecia, nie mogły więc być powszechnie znane przed jego końcem, ani też nie zachodziła żadna apologetyczna potrzeba dowodzenia czy poganom czy heretykom, że tylko cztery ewanielie kanoniczne pochodzą od apostołów lub uczniów apostolskich, piszących z ich polecenia, a poniekąd w ich imieniu i pod ich odpowiedzialnością. Taka potrzeba zjawiła się dopiero w ciągu drugiego stulecia i jej to zawdzięczamy rozbierane powyżej dokumentu. Ani też nie było zamiarem apostołów pisać odrazu podręcznych wykładów dogmatyki lub biografii Zbawiciela, skoro ustne nauczycielstwo, jak w Synagodze[34] tak i w pierwotnem chrześcijaństwie, było niemal jedynym środkiem propagowania wiary. Nie do pism swoich odsyła Paweł ucznia swego Tymoteusza, lecz upomina go, ażeby strzegł „zdrowych słów, które od niego usłyszał czyli tak zwanego „depozytu wiary“, a potem wybierał sposobnych do nauczania ludzi, którymby polecał to wszystko, co usłyszał od niego przez wielu świadków[35]. Takie było ogólne i stałe postępowanie kościoła w pierwszych latach, takie przekonanie wszystkich ojców pierwszego i drugiego stulecia. Mało ważono sobie pisane księgi wobec „żywych ksiąg, pisanych przez Ducha Św.“, jakiemi byli Apostołowie i ci co z nimi przestawali. A gdy dla chwilowej potrzeby, dla zbudowania jakiej gminy lub ostrzeżenia jej przed błędami ten lub ów apostoł list jaki napisał lub nawet ewanielią, to nieomylne takie ducha apostołskiego wylewy przyjmowano z czcią nadzwyczajną, ale zawsze na porękę Kościoła. „Jabym nie wierzył ewanielii, gdyby mnie do tego nie skłaniała powaga katolickiego Kościoła“ pisze Augustyn św. wyrażając krótko i dobitnie powszechne czterech wieków przekonanie[36]. Nie rozumie przeto ani powstania chrześcijaństwa, ani głównej zasady jego nauczania, kto żąda, aby Kościół odrazu wystąpił z gotowym Nowym Testamentem lub z faktu, że tak nie było, wnosi, ze Kościół nie sprawdzał autentycznego pochodzenia pism Nowego Testamentu w miarę, jak się ukazywały[37].
Rzeczywiście nie brak nam świadectw, donoszących o istnieniu prawie wszystkich ksiąg Nowego Testamentu już w pierwszem stuleciu. Wybieram z nich trzy najgłośniejsze, wyrażające tradycye trzech wielkich kościołów. Polikarp, biskup Smyrny, posyłając Filipensom listy Ś. Ignacego, pisze do nich list pasterski, pełen zbawiennych rad, który jeszcze za czasów ś. Hieronima czytywano publicznie w kościołach Azyi mniejszej[38]. Cytuje on nietylko prawie wszystkie listy Pawła, w czem nic dziwnego, bo apostoł gościł czas jakiś u Filipensów, a później do nich list napisał, lecz cytuje także ustępy z ewanielii Mateusza i Łukasza, z Dziejów Apostolskich, z listów Piotra i Jana. Utwór ten, pełen prostoty i zdrowego rozsądku, jest albo z ostatnich miesięcy 107 roku, albo z pierwszych 108 r. Nawet Strauss dziwi się, że w tak starym dokumencie, znajdują się ustępy z Mateusza; my temu się nie dziwimy, wiedząc z Ireneusza, że nawrócony celnik pisał swą ewanielię jeszcze przed zburzeniem Jerozolimy[39].
Kilka miesięcy przed napisaniem listu Polikarpowego zginał Ignacy w Kolizeum pod kłami dzikich zwierząt. Zadziwiający ten pasterz antyocheński, zostawił siedm listów (ośm innych jest podrobionych), należących do najcenniejszych zabytków literackich z panowania Trajana. Pisane naprędce i ukradkiem, gdy męczennika wleczono z Antyochii do Rzymu, poruszają one wszystkie zasadnicze dogmata chrześcijańskiej wiary, a zawierają wiele już to dosłownych ustępów, już to wyraźnych aluzyj do ewanielii Mateusza i Jana, do Dziejów Apostolskich i większej części listów Pawłowych. Oczywiście trudno zadać, aby krótkie, dorywcze utwory powtarzały cały Nowy Testament[40].
Najciekawszem i najsławniejszem z pism poapostolskich, jest pierwszy list Klemensa do Koryntyan. Spółpracownik Pawła, jeden z liczby tych, „których imiona są w księdze żywota,“ jak o nim pisze apostoł[41], był on trzecim po ś. Piotrze rzymskim papieżem, a takiej dostąpił sławy, że już pod koniec drugiego wieku dokoła mórz Śródziemnego i Czarnego imię jego otoczyło się wieńcem najdziwniejszych legend. W r. 96 za prześladowania Domicyana, lub jak inni z lepszą racyą utrzymują[42], krótko po śmierci Nerona, pisał on w imieniu rzymskiego Kościoła, ex persona romanae ecclesiae[43], do Koryntyan, wzywając ich do zgody i do posłuszeństwa względem władzy kościelnej. List jego, którego cały tekst grecki odkrył w r. 1875 Bryennius w bibliotece kościoła ś. Grobu w Konstantynopolu, najeżony jest setkami miejsc biblijnych tak z Starego jak Nowego Testamentu. Cytowani są, a to dla naszego zadania wystarcza, Mateusz i Łukasz, a prawie wszystkie listy Ś. Pawła[44].
Nie mogę rozszerzyć się nad listem do Diogneta, nad listem Barnabasza, nad Testamentem dwunastu patryarchów oraz innemi pomnikami z pierwszego lub drugiego wieku, które poświadczają istnienie tej lub owej księgi apostołów. Wolę powtórzyć to, co o nich powiedział Ginoulhiac. Nie masz ani jednego pisma kościelnego z tej epoki, w którym nie podnieśliśmy czy dosłownych przytoczeń, czy formalnych aluzyj, nietylko do wypadków, opowiadanych w Nowym Testamencie, lecz do słów i nauk Jezusa Chrystusa[45]. Słowem, tradycya kościelna pierwszych dwóch wieków tak jednomyślnie, stanowczo i dokładnie głosi autentyczne, apostolskie pochodzenie ksiąg: Nowego Zakonu, że zgoła niemożebnem jest powątpiewać o nich na seryo, że nie masz książek starożytnych, których czy datę czy autorów uznać można z większą pewnością[46].
Rzeczywiście, żaden autor starożytny nie może poszczycić się podobnym szeregiem świadectw publicznych, urzędowych. Jeżeli Seneka cytuje Lukrecyusza lub Wirgiliusza, dowodzi to, że on sam a co najwięcej wszyscy spółcześni mu literaci uważali poemat de natura rerum i Eneidę za prawdziwe utwory owych poetów. Ale nie było władzy publicznej, któraby stwierdzała ich autentyczność lub czuwała nad tekstem nowych edycyj. Z wyjątkiem Aten, gdzie przez czas jakiś magistrat zabraniał aktorom zmieniać tekst klasycznych tragedyj, a profesorowie akademii i liceum czuwali nad tekstem Platona i Arystotelesa, z wyjątkiem Aleksandryi, gdzie płatni „diortoci“ poprawiali w bibliotekach, a czasem i psuli rękopisma, każda książka świecka była jak i dzisiaj nią jest, na łasce księgarzy i publiczności.
A nawet prywatne świadectwa za starożytnemi autorami są nieliczne i przegrodzone nieraz całemi wiekami. Herodota wspomina pierwszy Arystoteles, który żył sto lat później. Potem mówią o nim dopiero Cyceron i Dyonizy z Halikarnasu, to jest 250 lat po Arystotelesie. Co się działo w dwóch owych długich przerwach z tekstem Herodota, o tem nic zgoła nie wiemy.
Pierwszą wzmiankę o Tucydidesie mamy w Cyceronie i wspomnianym Dyonizym, to jest 330 lat po jego śmierci. Biograf Marcelin pisze 700 lat po Tucydydesie. Podobny los spotkał Xenofota, Arystotelesa i wielu innych. Nie mogło być inaczej, skoro nie było żadnej władzy publicznej, któraby czuwała nad czystością i całością tekstów.
Święte księgi Wschodu nie były w lepszem położeniu. Chociaż kryły się w cieniu świątyń, często dla klęsk wojennych lub niedbałości kapłanów pierwotny ich tekst poszedł zupełnie w niepamięć. Redakcja Awesty, jest z czwartego stulecia naszej ery, a zatem jakie ośm lub dziewięć wieków starsza od pierwszego wydania, a w ciągu długiego tego czasu nietylko wielka część oryginału zginęła, ale nawet ta co pozostała uległa wielkiemu zepsuciu. Najdawniejsze księgi dogmatyczne budystów, pochodzą z V wieku po Chrystusie, kiedy upłynęło już 1000 lat od wystąpienia Budy, a jakie 800 od ogłoszenia pierwszych tekstów, które przepadły niepowrotnie.
Jakże odmiennie przedstawia się historya Nowego Testamentu. Zaraz od początku tekst jego przechowywano z religijną troskliwością, czytywano wobec biskupa i wiernych, a każda odmiana, każde jego naruszenie, karcono surowo. Nawet przekłady, nieraz dosyć niezgrabne i niedokładne przechowywano starannie. Tak naprzykład nie mogli biskupi afrykańscy wprowadzić do kościołów przekładu Nowego Testamentu, zrobionego przez ś. Hieronima, bo lud opierał się przy starej Itali. A nic w tem dziwnego, bo kult publiczny jest w każdej religii rzeczą najbardziej stałą, która najpóźniej i najniechętniej zmienia się. Ciągle więc i publiczne używanie ksiąg Nowego Testamentu podczas nabożeństwa, jest argumentem tak silnym, że wyklucza wszelką możność powątpiewania o ich pochodzeniu autentycznem. Dobrze mówi ś. Augustyn: O której książce potrafimy powiedzieć na pewno, kto ja napisał, jeżeli o pismach, które Kościół nazywa i ma za apostolskie, jest wątpliwem, czy od apostołów pochodzą[47].
Jednakże teologowie racyonaliści od stu lat siłą się na dowody, aby wykazać, że ewanielie zostały napisane, kiedy już nie żyli ani Chrystus, ani apostołowie. Oczywiście, jeżeli one powstały tak późno, a pomimo to przypisywane są apostołom, wynikałoby ztąd, ze Kościół nie jest bożą instytucyą, bo się myli, a potem, że chrześcijaństwo nie ma historycznej podstawy, nie mając wiarogodnych, spółczesnych o fundacyi swojej dokumentów. O to drugie najbardziej chodzi racyonalistom. Usiłowania te ani chrześciańskie, ani naukowe, podjęte zrazu w przeszłym wieku przez Encyklopedystów, Voltaire'a i Lessinga, przeszły od Lessinga do teologów protestanckich i dały początek kilku szkołom, które pod sztandarami Semlera, Szleiermarchera i Eichhorna odrzucały czy inspiracją, czy autentyczność większej części ksiąg Nowego Testamentu. Dzieckiem nieodrodnem tych szkół był system mitologiczny Straussa[48], głoszący żywot Chrystusa i pierwsze dzieje Kościoła być fikcyą poetyczną, wyrobem ludowej wyobraźni, która bardzo późno, bo dopiero w połowie drugiego stulecia, skrystalizowałą się w czterech ewanieliach. Teorya jednak Straussa, zbyt obrażała zdrowy rozsądek, aby mogła nawet wśród racyonalistów, znaleźć dużo adherentów. Wszak do powstania mitu potrzeba długiego czasu, czasem kilkaset lat, a mniemany mit o Chrystusie był zaraz gotów po jego śmierci. Oprócz ewanielii bowiem mamy listy Pawłowe, z których cztery są przez wszystkich racyonalistów uważane za prawdziwe, jeden do Rzymianin, dwa do Koryntyan i jeden do Galatów[49]. Otóż Paweł nawrócił się w trzy lata po śmierci Zbawiciela, mógł go nawet znać z widzeniu, a w każdym razie miał o nim dokładne wiadomości od nauczyciela swego Gamaliela, który był członkiem Sanhedrynu podczas procesu Chrystusa. Cóż więc mówi Paweł w tych listach, pisanych między rokiem 50-60. Tosamo co ewanieliści, że Syn Boży stał się człowiekiem, umarł za grzechy nasze i zmartwychwstał, a na zmartwychwstanie kładzie Paweł wagę tak nadzwyczajną, że widzi w niem jedyną rękojmię prawdziwości chrześcijaństwa, i główną racyą, dla której on sam się nawrócił. Nawrócił się zaś, jak się rzekło, w trzy lata po śmierci Zbawiciela, był więc już wtedy gotów mit Chrystusowy.

Razem ze Straussem, a często z nim wojując, powstała inna szkoła, która przeszło trzydzieści lat napełniała świat protestancki rozgłosem swej sławy a zaciętością walki przeciw wierze pozytywnej. Aby odróżnić się od mitologizmu Straussa, przezwała się historyczną, choć niesłusznie, bo była antytradycyjną a więc niehistoryczną. Nazywają ją zwykle tübingską, bo jej założyciel Ferdynand Chrystyan Baur i główni jej zwolennicy byli profesorami w tübingskiej Wszechnicy. Naprzeciw Straussowi twierdzili, że Chrystus i apostołowie byli historycznemi osobistościami, ale przeczyli, żeby byli takimi, jakimi ukazują się w ewanieliach, bo jak za reformacyi (mówili Tübingczycy), taki w pierwszych chwilach chrześciaństwa istniały różne sekty sobie przeciwne. Wyszedłszy wszystkie z łona żydowstwa, tem jednak się różniły, że jedne pragnęły kompromisu z poganami, a drugie zachowania Zakonu w całej surowości. Pochodziło to ztąd, że każda sekta wyobrażała sobie Chrystusa na swój sposób, jedna jako ebjonitę, druga jako przyjaciela pogan i Samarytów. Ale jak to zwykle się dzieje, że partye skrajne, przez ciągłe ścieranie, zużywają się, a z nich przez wzajemne koncesyje powstaje partya nowa, umiarkowana, tak i z chrześciaństwem się stało. Po upadku dwóch partyj skrajnych i nieprzejednanych, Pawłowej i chrześciańsko-żydowskiej, utworzył się około połowy drugiego stulecia Kościół katolicki a cztery ewanielie, będąc wyrażeniem tej zgody, nie mogły być napisane dopóki nie utwierdziła się zgoda[50].
Oczywiście ze świadectw, jakie przytoczyłem, wynika, że nierównie dawniejsze są nasze ewanielie, a hypoteza tübingska jest w ciągłej niezgodzie z chronologią. To też jej autor musiał uciekać się do najnieprawdopodobniejszych przypuszczeń, aby ją uratować a nawet najwięksi jego wielbiciele niezawsze śmieli pójść za nim, nie chcąc się narażać na śmieszność. Ztąd w łonie szkoły, zwłaszcza w kwestyach chronologicznych, panowała częsta niezgoda. Przytoczę choć jeden przykład. Baur twierdzi, że ewanielia Mateusza czyli najstarsza, powstała dopiero za czasów Justyna, a Keim i Hilgenfeld umieszczają ją przed zburzeniem Jerozolimy. Komu tu wierzyć? Ta jedna zresztą data wywraca sztuczną hypotezę Baura, bo jeżeli Mateusz pisał przed zburzeniem Jerozolimy, i to w duchu pojednawczym, musiała już wtedy być zażegnaną niezgoda stronnictw.
Szkoła tübingska przestała istnieć w r. 1860 razem ze swoim założycielem. Wielu z jego uczniów albo już pomarło, jak Szwegler, albo oddało się studyom filozoficznym, jak Zeller. Mimo to nie zaprzestała krytyka niemiecka swojej burzącej pracy. Miejsce szkoły tübingskiej zajęła druga, która jednocząc mitologizm Straussa z udanym szacunkiem dokumentów, także historyczną się nazywa, choć niemniej od tübingskiej jest w ciągłej sprzeczności z historyą. Niższa pod względem nauki, ale wyższa talentem pisarskimi, szkoła ta nowa, ma dzisiaj licznych zwolenników we Francyi, Szwajcaryi, Niemczech i Holandyi. W gruncie nie bardzo się różni od tübingskiej, bo tak samo odrzuca porządek nadprzyrodzony i cuda, taksamo tłumaczy powstanie chrześcijaństwa przez pierwotny antagonizm między Piotrem a Pawłem, taksamo identyfikuje ś. Pawła ze Szymonem Magiem. Rożni się tem jedynie na swoję korzyść, że czasem obchodzi się łaskawiej z dokumenami. Dlatego szkołę tę nazwę eklektyczną. Przyjmuje bowiem niektóre z ewanielii, co bezwątpienia jest postępem niemałym, gdyż nawet jedna wystarcza do napisania żywota Chrystusa. Ale tłumacząc dokumenta sposobem

zupełnie dowolnym, nie mając żadnych zasad ani filozoficznych, ani moralnych, a nawet chwaląc się z tego, że ich nie ma[51], szkoła eklektyczna hołduje zupełnemu sceptycyzmowi, podkopującemu nietylko podwaliny chrześcijaństwa, lecz wszelką pewność historyczną.
Najświetniejszy choć najmniej głęboki przedstawiciel tej szkoły, Renan, przyjmuje ewanielią Marka, jako prawdziwy wyraz nauczania Piotrowego, inne trzy uważa za drugorzędne, twierdzi jednak, że już w pierwszych latach drugiego stulecia były napisane[52].
Keim przeciwnie w swojej obszernej „Historyi Jezusa z Nazaretu,“ uważa Ewanielią Marka za kompilacją bez wartości, zrobioną w czasach Trajana a Mateuszową za dawniejszą od zburzenia Jerozolimy[53].
Reuss odrzuca ewanielią Mateusza, bo jest według niego późniejszą od Papiasza, to jest od roku 140, z Markowej zachowuje większą część, jako autentyczną: o Janowej zaś nie umié nic stanowczego powiedzieć[54].
Hilgenfeld ma ewanielią Mateusza prawie za autentyczną, a Janową usuwa aż do roku 140[55].
Volkmar przyjmuje za autentyczną ewanielią Marka, nie znajdując w niej jednak nauki Piotrowej, z Renanem, lecz Pawłową, i to wręcz przeciwną Piotrowej[56]. Czwartą ewanielią zsuwa jeszcze niżej, bo aż do roku 160.
Nie mogę przechodzić wszystkich. Ewald, Holtzman, Scholten Weizsäker wygłosili zdania odmienne od tamtych i od siebie nawzajem. Każdy broni zacięcie swego zdania, a zbija zdania przeciwników. Wojną wszystkich przeciw wszystkim nazwałby to Hobbes.
Widok ten bynajmniej nie zachwyca, odbierałby nawet nadzieję dojścia do jakichkolwiek naukowych rezultatów, gdyby wielu uczonych nie było stanęło w obronie prawdy historycznej, tak niegodnie poniewieranej. Nie mogę wymienić wszystkich. Hug, Fabiani, Patrizzi, Le Hir, Duchêsne, Aberle, Schanz, Ubaldi znani są powszechnie w literaturze katolickiej. Dzieła Hettingera, Meignan'a i Ginoulhiac'a są również znakomite dla wielkiej swojej uczoności jak dla udanej swej formy. Uczeni ci z wielkiem powodzeniem walczyli lub walczą jeszcze przeciw sceptycyzmowi i niewierze szkoły eklektycznej. Z niemniejszą gorliwością protestanci wierzący bronili autentyczności wszystkich ksiąg Nowego Testamentu. Thiersch, Zahn, Hofman, Weiss, Tischendorf, Gebhardt, Farrar, Hort, Westcott i wielu innych dostąpiło sławy zasłużonej i w ojczyznie swojej i za jej granicami.
Przytoczyłem kilka rezultatów z badań szkoły eklektycznej, a wszystkich są między sobą w niezgodzie. Ta niezgoda dowodzi wymownie, że metoda jest błędna. Rzeczywiście stronnicy tej szkoły nigdy nie opierają się na tradycyi, lecz na motywach wewnętrznych. Jeżeli Volkmar Markową ewanielią uważa za autentyczną, a Keim woli Mateuszową to nie na mocy świadectw historycznych, tak twierdzą, lecz dla motywów wewnętrznych. Ale tego rodzaju argumenta, brane jedynie z treści i stylu autora, rzadko kiedy dają rezultat stanowczy. Widać to na twierdzeniach tej szkoły. Renan naprzykład ma ewanielią Łukasza za prawdziwe arcydzieło, napisane przez wytrawnego literata; Ritschl i Schwegler przeciwnie za kompilacyą, zrobioną w dwóch rożnych czasach. Kaim dowodzi, że ewanielia Mateusza jest jednolita i jakoby z jednej sztuki, Ewald sądzi, że ją aż cztery razy przerabiano. Reuss mniema, ze ewanielia czwarta mogłaby być bardzo starą, a nawet od biedy autentyczną, Hilgenfeld znajduje w niej oczywiste aluzye do późniejszych gnostyków i kładzie ją pod rok 140, a Volkmar nawet pod rok 160, gdyż nie wątpi, że była napisaną, aby zażegnać spór o obchodzenie uroczystości wielkanocnej. A przecież każdy z tych uczonych polega na dowodach, branych niby z samej ewanielii. Przykład taki dowodzi, że motywa zewnętrzne zwykle nie są dostateczne.
Prawdziwa metoda historyczna, gdy chce dowieść autentyczności jakiej książki, zaczyna od świadectw publicznych i prywatnych; potem dopiero przypatruje się książce samej i z niej wydobywa tak zwane argumenta wewnętrzne. Zobaczymy, że ewanielie, rozważane każda zosobna w sobie, świadczą niemniej silnie o samem pochodzeniu, jak tradycya Kościoła. Ale już teraz jest widocznem, ze ewanielie są, niewątpliwie starsze od II wieku. Same kontradykcye naszych przeciwników tego dowodzą.
W istocie między racyonalistami z szkoły eklektycznej nie ma ani jednego, któryby nie twierdził, że ta lub owa ewanielia jest dawniejszą od upadku Jerozolimy. Takie twierdzenie jest doprawdy zasługującem na uwagę zjawiskiem, bo dowodzi, że nawet najradykalniejsza krytyka nie zdołała odrzucić wszystkich czterech ewanielij naraz, lecz zawsze zmuszoną była do uznania choć jednej. Jednej zaś nam dosyć, bo nawet z jednej ewanielii można dowieść, że chrześcijaństwo ma początek inny, niżeli chcą racyonaliści, że jest instytucyą boską.
I tak Renan zachował Marka, Keim Mateusza, Ewald Łukasza, Reuss Jana. Tosamo robili heretycy za czasów Ireneusza. Walentynianie przyjmowali tylko ewanielią Jana, Marcyonici Łukasza, Ebionici Matusza. A ś. Ireneusz każdą sektę zbijał zapomocą tej ewanielii, którą ona przypuszczała[57]. Moglibyśmy postąpić sobie podobnież i zawołać: ci zachowali Łukasza, tamci woleli Mateusza, ale tak jedni jak drudzy zachowali spółczesnego świadka, a ten świadek głosi, że Chrystus jest Bogiem, a Kościół Jego królestwem.




Przypisy

    tübingskiej szkoły, tak zwanych „Theologische Jahrbücher“ które on od r. 1842 przez lat 16 razem z Baurem wydawał.

  1. Strauss: Ich habe in dieser neuen Bearbeitung des Lebens Jesu, hauptsächlich in Folge von Baur's Nachweisungen, der Annahme bewusster und absichtlicher Dichtung weit mehr Raum als früher zugestanden. (Das Leben Jesu. 2te Aufl. Leipzig 1864. p. 159)
  2. Die Geschichte der heiligen Schriften Neuen Testaments, von Eduard Reuss. Braunschweig 1874. 2te Abtheilung p. 120-125.
  3. Wielki krok naprzód na tej drodze zrobili pp. Wescott i Hort przez swoje wydanie N. T.: The New Testament in the original Greek. Cambridge and London 1881 (Macmillan) 2 voll. Historya tego wydania dowodzi świetnie, do jakich wielkich rezultatów dojść mogą pilność i wytrwałość ludzka, ożywiane miłością i prawdy i nauki. Obaj wydawcy zrazu przez wiele lat opracowywali, każdy oddzielnie, olbrzymi materiał krytyczny, złożony w manuskryptach lub przekładach Nowego Testamentu, oraz w cytacyach u najdawniejszych kościelnych pisarzy. Potem zlawszy badania swoje w jedną wspólną pracę, wydrukowali tekst grecki na próbę i rozesłali najsławniejszym filologom do aprobacyi, a zużytkowawszy ich uwagi ogłosili nareszcie to zadziwiające dzieło, którego tom 2gi zwłaszcza historya porównawcza manuskryptów przewyższa wszystko, co dotąd o tej materyi napisano.
  4. Adversus haereses lib. III, c. XI, 8: Quoniam enim quatuor regiones mundi sunt in quo sumus, et quatuor principales spiritus et disseminata est Ecclesia super omnem terram, columna autem et firmamentum Ecclesiae est evangelium et spiritus vitae; consequens est quatuor habere eam columnas, undique flantes incorruptibilitatem et vivificantes homines.
  5. Tamże.
  6. Tamże. Niektórzy racyonaliści, większą niż należy wagę kładąc na porównania retoryczne Ś. Ireneusza, twierdzą, że jeszcze za jego czasów nie umiano wytłómaczyć, dlaczego Kościół z tylu ewanielij wybrał cztery właśnie, a odrzucił resztę. Jednakże Ireneusz w pierwszych dwóch rozdziałach pierwszej Księgi i w przedmowie do trzeciej najwyraźniej powiada, że tylko apostołowie pisali (bezpośrednio lub pośrednio) ewanielie pod wpływem Ducha Św. Jeżeli więc Kościół odrzucił wszelkie inne ewanielie, to dlatego, ze nie pochodziły od apostołów.
  7. Contra Valentin. c. 5.
  8. Irenei adv. haeres. III. c. XI. 7: Tanta est autem circa evangelia haec firmitas, ut et ipsi haeretici testimonium reddant eis et ex ipsis egrediens unusquisque eorum conetur suam confirmare doctrinam. Ebionaei etenim eo evangelio, quod est secundum Mathaeum, solo utentes, ex illo ipso convincuntur, non recte praesumentes de Deo. Marcion autem id quod est secundum Lucam circumcidens, ex his quae adhuc servantur penes eum blasphemus in solum existentem Deum ostenditur. Qui autem Jesum separant a Christo et impassibilem perseverasse Christum, passum vero Jesum dicunt, id quod secundum Marcum est, praeferentes Evangelium, cum amore veritatis legentes illud, corrigi possunt. Hi autem, qui a Valentino sunt, eo quod est secundum Joannem, plenissime utentes ad ostensionem conjugationum suarum, ex ipso detegentur, nihil recte dicentes, quemadmodum ostendimus in I libro. Cum ergo hi, qui contradicunt, nobis testimonium perhibeant et utantur his, firma et vera est nostra de illis ostensio.
  9. Zachował list Euzebiusz w Hist. eccles. V, 23 (p. 398 ed. Laemmer).
  10. Mémoire sur la chronologie de la vie du rhéteur Aelius Aristide (w Mém. de l'Académie des Inser. T. XXVI, r. 1867, p. 235).
  11. Euzeb. Hist. Eccles. IV, 23 (ed. Laemmer p. 280).
  12. L'Eglise Chrétienne p. 440: le type parfait de l'orthodoxie p. 441: Tout ce qui ressemblait à une idée nouvelle, le mettait hors de lui.
  13. Euseb. Hissor. Eccles. V, c. 23 (od. Laemmer p. 398): πάντα σύμφωνα ταῖς γραφαῖς.
  14. Advers. Haeres. III, c. III, 2: Sed quoniam valde longum est in hoc tali volumine omnium Ecclesiarum enumerare successiones, maximae et antiquissimae et omnibus cognitae a gloriosissimis duobus apostolis Petro et Paulo, Romae fundatae et constitutae Ecclesiae, eam quam habet ab apostolis traditionem et annuntiatam hominibus fidem, per successiones episcoporum pervenientem usque ad nos indicantes, confundimus omnes eos, qui quoquo modo vel per sibi placentia vel vanam gloriam, vel per caecitatem et malam sententiam, praeter quam oportet, colligunt. Ad hanc enim Ecclesiam propter potiorem principalitatem necesse est omnem convenire Ecclesiam hoc est eos, qui sunt undique fideles, in qua semper ab his, qui sunt undique, conservata est ea, qua est ab apostolis traditio.
  15. Apol. I, c. 65 (p. 428 e. Migne).
  16. Apol. l, c. 66: οἱ γὰρ ἀπόστολοι ἐν τοῖς γενομένοις ὕπ᾽ ἀυτῶν ἀπομνημονεύμασιν, ἅ καλεῖται Εὐαγγέλια.
  17. Tamże rozd. 67.
  18. „Der Geschichte ins Gesicht schlagen“ (Wann wurden unsere Evangelien verfasst. Leipzig 1865, p. 17).
  19. Hilgenfeld, Historisch-kritische Einleitung in das Neue Testament. Leipzig 1875, p. 66. Eduard Reuss, Die Geschichte der heiligen Schriften N. T. Braunschweig 1874, 2te Abth. p. 15. Argumenta przeciwne brane są z bardzo niewinnego faktu, że Justyn nie zawsze przytacza dosłownie ksiąg N. T., a nigdy nie wymienia ich autorów. Jednakże robili to wszyscy pisarze kościelni dwóch pierwszych wieków, o czem zob. Hug. Einleitung in die Schriften des Neuen Testaments. Stuttgart und Tübingen 1847, 4te Aufl. Thl. l, p. 32-35.
  20. Niektórzy kładą pierwszą apologię Justyna pod r. 150, co w niczem nie osłabia dawności jego świadectwa.
  21. Dokument ogłosił nanowo z krytycznymi uwagami Hilgenfeld w wspomnionem dziele p. 88-107.
  22. Racyonaliści, zwłaszcza protestanccy, nie zwracają należytej uwagi na ciągłość tradycyi między jednem pokoleniem a drugim. Wśród nas żyją z jeszcze ludzie, którzy dobrze pamiętają czasy Napoleońskie, a w nich udział żywy mieli, przez co owe lata są nam jakoby jeszcze spółczesne a nawet ostatnie lata panowania Stanisława Augusta są tylko jedną generacyą oddzielone od nas, bo jeszcze żyją którzy znali lub znać mogli ks. Adama Czartoryskiego, Ursyna Niemcewicza i tylu innych znakomitych obywateli, zasiadających niegdyś na Sejmie czteroletnim. Takasama ciągłość tradycyi musiała być w świecie starożytnym. Justyn filozof urodził się w r. 100 w Palestynie, kiedy żyło jeszcze mnóstwo osób, które widziały nietylko zburzenie Jerozolimy, lecz ukrzyżowanie Chrystusa Pana. Papież Pius I objął rządy w r. 140, oczywiście nie będąc już młodzieniaszkiem. Urodził się prawdopodobnie za Domicyana, a jego rodzice conajmniej za Nerona. Za Domicyana zaś ludzie starsi pamiętali doskonale Nerona, tak jak ludzie starsi za Piusa I pamiętali Domicyana. Byli więc Justyn lub papież Pius faktycznie tylko jednem pokoleniem oddaleni od apostołów i ewanielistów, skoro Jan umarł dopiero kolo roku 100, a Lukasz może nawet później.
  23. Contra Marcio. IV, 5.
  24. Tamże IV, 2.
  25. Tamże IV, 5.
  26. Aubé Étude sur un nouveau texte des Actes des martyrs scillitains. Paris 1881.
  27. Zob. wspomnianą, pracę p. Aubé str. 26 i 32.
  28. O czuwaniu nad całością tekstu ewanielicznego i dostarczaniu go gminom nowo zakładanym, wiele świadectw z Ojców Kościoła zestawił Hettinger w swoim Lehrbuch der Fundamental Theologie, oder Apologetik. Freibur. 1879. Thl. I, p. 277-283.
  29. Hettinger: „Sobald die ersten Quellen der Kirchengeschichte zu fliessen beginnen, zeigt sich in Ansehung der apostolischen Schriften eine so gleichförmige Praxis aller Kirchen, als ob eine Hand sie allüberall eingerichtet hätte. (Lebrbuch itd. I, p. 277). Tischendorf: „Alle unsere Studien über die Geschichte des Kanons führen darauf, dass keine der neu-testamentlichen Schriften vereinzelt und für, sich allein zu kanonischen Ansehn gelangte. (Wann wurden unsere Evangelien verfasst p. 46).
  30. Actus Apost. VIII. I. XI. 19-30. XIII. 1-3. XIV, 15-27. XV, 1-3; 22-35.
  31. Już po napisaniu słów powyższych ukazał się drugi tom Zahn'a: Forschungen zur Geschichte des neu-testamentlichen Kanons und der alt-kirchlichen Literatur. II Thl. der Evangeliencommentar des Theophilus von Antiochien. Erlangen 1883. Zmuszony pracę moją odesłać do drukarni, mogę tylko zwrócić uwagę czytelników na to dzieło, zadziwiające bystremi kombinacjami a niepospolitą uczonością.
    Sprostowawszy bardzo rozpowszechnione mniemanie o ułożeniu przez biskupa antiocheńskiego czterech ewanielij w jednę konkordyę (str. 13), bo napisał do nich tylko Komentarz, dowodzi profesor erlangski, że ten Komentarz zachował się w starym łacińskim przekładzie (str. 17-28). Już w r. 1576 w V tomie S. Bibliotecae S. Patrum ogłosił Margarinus de la Bigne (w Paryżu) krótki wykład jakoby Teofila Antyocheńskiego do czterech ewanielij, ale niewiele się nim zajmowano. Dopiero Zahn zrozumiał doniosłość tego dziełka dla historyi ksiąg N. T., gdyby się pokazało, że rzeczywiście ono pochodzi od Teofila. Dzisiaj wątpić już o tem nie godzi się po jego wszechstronnem dowodzeniu, a tak przekonywającem, że żadnego poważnego zarzutu zrobić mu nie można (str. 125-193). Wypływają ztąd nader ważne konkluzye, a naprzód ta, że większość exegetów greckich i łacińskich, n. p. Hieronim, czerpało z niego pełną garścią; powtóre, że literatura chrześcijańska od Cypryna do Arnobiusza i Juvenkusa przyswoiła sobie mnóstwo twierdzeń dogmatycznych i symbolicznych, które po raz pierwszy zjawiają się w dziele Teofilowem, n. p. porównanie czterech ewanielij do czterech zwierząt alegorycznych. Po trzecie, dawność Kanonu N. T. znajduje w Teofilu daleko silniejszą, niż dotąd przypuszczano, podporę. Uderzały już przedtem w dziele ś. Ireneusza adv. haereses niektóre ustępy, przypominające trzy Księgi Teofila ad Antolycum, pomimo to nie wydawało się prawdopodobnem, aby Ireneusz znał je, skoro ukazały się dopiero po śmierci Marka Aurela (180 r.), t. j. albo równocześnie z dziełem Ireneuszowem, albo nawet po niem. Teraz Zahn rozwiązał zagadkę, wykazawszy (str. 124), że wszystkie owe ustępy znajdują o w daleko dawniejszym komentarzu Teofilowym do ewanielij. Następstwa tego taktu są doprawdy nieobliczone, jeżeli zważymy, że Teofil pierwsze prace swoje ogłaszał już koło r. 160 (str. 124), i że już wtedy cztery ewanielie kanoniczne stanowiły całość nierozdzielną. Dobrze zrobił Zahn, że przedrukował nanowo z krytycznemi przypiskami dziełko Teofilowe S. P. nostri Theophili patriarchae Antiocheni commentariorum s. allegoriarum in s. quatuor evangelia libri IV (str. 31-85).
  32. Forschungen zur Geschichte des neu-testamentlichen Kanons und der alt-kirchlichen Literatur. I Thl. Tatian's Diatessaron. Erlangen 1881. Zob. głównie str. 220 i nast.
  33. Remains of a very ancient Recension of the four Gospels in Syriac, hitherto unknown in Europe. London 1858.
  34. Hettinger: „Es konnte um so weniger die Absicht der Apostel sein, ihre Gesammtlehre in diesen Gelegenheits schreiben niederlegen zu wollen, als es ein Verbot bei den Juden war, ihre religiösen Lehren schriftlich abzufassen; nur mündliche Ueberlieferungen in den Schulen und Sendschreiben zur Erläuterung doctrineller Punkte waren erlaubt.“ (Lehrbuch der Fudamental Theologie oder Apologetik. Thl. l. p. 256).
  35. 2 Tim. I, 13. Formam habe sanorum verborum, quae a me audisti in fide... I. 14: Bonum depositum custodi... II, 2: Et quae audisti a me per multos testes, haec commenda fidelibus hominibus, qui idonei erunt et alios docere.
  36. Ego vero Evangelio non crederem, nisi me catholicae Ecclesiae commoveret auctoritas (Con. Epist. Fundment. c. 6).
  37. Sami protestanci, mający za nic tradycyę, a Pismo ś. za jedyne źródło praw objawionych, nie wahają się przyznać, że zrazu było przeciwnie w Kościele. Kahnis Lutherische Dogmatik, tom II, p. 25: Von der alleinigen Auctoritaet der heiligen Schrift weiss die alte Kirche nichts. In dem apostolischen und nachapostolischen Zeitalter war es das traditionelle Wort, welchen die Gemeinde so gründete als in Einheit erhielt... Die Kirche war es, die den Einzelnen die Schritt als ihr heiliges Buch übergab; ihre Zeugnisse verbürgten die Glaubwürdigkeit der Schrift; die Bedeutung der Schrift als Richtmass des Glaubens setzte eben den Kirchenglauben voraus.
  38. Hieron. de viris illust. c. 17.
  39. Irenaeus adv. haeres. I, I: Ita Matthaeus in Hebraeis ipsorum lingua scripturam edidit evangelii, cum Petrus et. Paulus Romae evangelizarent et fundarent Ecclesiam.
  40. Zob. Funk, Opera patrum apostolicorum. Tubingae 1878. T. I, p. 572-573. O autentyczności listów zob. Nirschl, Die Briefe des heiligen Ignatius. Passau 1870, p. 5 i nast., oraz tegoż Lehrbuch der Patrologie und Patristik. Mainz 1881. Bd. I, p. 103-106. Powątpiewania Renan'a (Les Evangiles. Paris 1878, p. X-XXVIII) są bezpodstawne po stanowczem udowodnieniu autentyczności listów Ignacowych przez Zahn'a. Ignatius von Antiochien. Gotha 1873. Zresztą sam Renan przyjmuje autentyczność listu do Rzymian (p. XVII, XXI-XXVI: il n'y a d'authentique que l'épitre aux Romains).
  41. Philipp. IV: quorum nomina sunt in libro vitae.
  42. Zob. o tej kwestyi Nirschl, Lehrbuch der Patrologie und Patristik. T. I, p. 69. Funk, Opera Patrum Apostolicorum. T. I, p. XXI-XXIV.
  43. Hieron. de viris illustr. c. 15.
  44. Zob. długi spis cytowanych miejsc we wspomnianem dziele Funk'a p. 566-570.
  45. Les origines du Christianisme. Paris 187S. T. I, p. 261.
  46. Meignan: Il n'existe pas do livres anciens dont on puisse plus certainement reconnaître la date et les auteurs (Les Evangiles et la Critique au XIX Siècle. Paris 1870, p. 396).
  47. Quae unquam literae habebunt pondus auctoritatis, si evangelicae, si apostolicae non habebunt? De quo libro certum erit, cujus sit, si literae, quas Apostolorum dicit et tenet Ecclesia, ab ipsis Apostolis propagata et ab omnibus gentibus tanta eminentia declarata, utrum Apostolorum sint, incertum est? (Contra Faustum XXXIII, 6).
  48. „Das Lehen Jesu“ wyszło po raz pierwszy w roku 1835 w dwóch tomach i wywołało niesłychaną wrzawę, która trwała aż do r. 1840, kiedy ukazało się czwarte wydanie. Potem Strauss coraz więcej ustępuje z widowni teologicznej, zrażony nadzwyczajną obojętnością, z jaką przyjętem zostało jego dzieło dogmatyczne „Die christliche Glaubenslehre.“ Tübingen 1840, dwa tomy. Dopiero w r. 1861, zazdroszcząc świeżych Renanowi wawrzynów, ogłosił: Das Leben Jesu für das deutsche Volk bearbeitet. Leipzig 1864, wyłożył popularnym sposobem dawne swoje mitologiczne teorye. Ten powrót do teologii jednak nie trwał długo, bo wiara w nim dawno już była wygasła. Z ucznia Hegla został nieznacznie materyalistą, a w swojem wyznaniu wiary: Der alte und der neue Glaube, Leipzig 1872, wykłada i poleca dosyć płaski naturalizm, godny może Büchnera i Vogta, ale nie wysoce utalentowanego pisarza, który przez wiele lat hołdował idealniejszym poglądom.
  49. Nawet Baur to przyznaje: Gegen die vier ersten Briefe des Apostels Paulus ist nicht nur nie, auch nur der geringste Verdacht der Unächtheit erhoben worden, sondern sie tragen auch den Charakter Paulinischer Originalität so unwidersprechlich an sich, dass sich gar nicht denken lässt, welches Recht je der kritische Zweifel gegen sie geltend machen könnte. (Paulus, der Apostel Jesu Christi. Tübingen 1866. T. I, p. 276).
  50. Z licznych dzieł zmarłego w r. 1860 profesora dwa głownie zajmują się kwestyą ewanielii i początków chrześcijaństwa: Paulus, der Apostel Jesu Christi. Tübingen 1845 (2gie wydanie w dwóch tomach w roku 1866), a drugie: Kritische Untersuchungen: über die Kanonichen Evangelien itd. Tübingen 1847. Znakomite wspomnienie o nim, pełno ciekawych szczegółów o rozwoju szkoły tübingskiej skreślił prof. E. Zeller w swoich: Vorträge und Abhandlungen geschichtlichen Inhalts. Leipzig 1865, p. 354-434). Tamże znajdują się dwie inne, do naszej materyi odnoszące się rozprawy: Das Urchristenthum (p. 202-266) i die Tübinger Historische Schule (p. 267-353), choćby już z tego powodu ważne, że teraźniejszy filozof berliński niegdyś sam był teologiem, a nawet założycielem słynnego organu
  51. En politique et en philosophie quand je me trouve en présence d'idées arrêtées, je suis toujours de l'avis de mon interlocuteur. (Renan w mowie d. 27 kwietnia 1882, gdy przyjmował Pasteur'a do Akademii francuskiej).
  52. Les Evangiles p. 119: L'esprit qui domine dans le livret est bien celui de Pierre. p. 125: L'Evangile de Marc a été composé avant que tous les témoins oculaires de la vie de Jésus fussent morts.
  53. Geschichte Jesu von Nazara. Zürich 1867. Tom I, p 47: Das erste Evangelium ist in der Hauptsache und in seinem durch spätere Zusätze nicht beschädigten Kerne vor der Zerstörung Jerusalems (im Jahr 70) gechrieben worden. O ewanielii Marka zob. p. 83-103: Markus legt im ersten Hauptteil überwiegend den Lukas, in zweiten überwiegend den Matthaeus zu Grund. Das ist nicht nur eine mechanische Geschäftigkeit itd. (95). Przeciwnie niż Renan utrzymuje autor: an der Abfassung des Evangeliums durch Markus ist nicht fastzuhalten (p. 99), gdyż Marek był pomocnikiem Pawłowym.
  54. Die Geschichte der Heiligen Schriften N. T. Braunschweig 1874. I Abthlg. p. 186-188, p. 197: Zu beachten ist immerhin, dass Papias unsern Matthaeus noch nicht kannte. O ś. Janie zob. tamże p. 229-235.
  55. Historich-kritishe Einleitung in das N. T. Leipzig 1875, p. 466-496, p. 479: Der Evangelist hat offenbar gleich nach der Zerstörlung Jerusalems geschrieben. O ewanielii ś. Jana p. 695-739. Zob. 738: Es ergiebt sich aus äussern und innern Gründen als Zeit der Ahfassung das vierte Jahrzehnt des Zweiten Jahrhunderts.
  56. Jesus Nazarenus und die erste christliche Zeit. Zürich 1882, p. 18, p. 353.
  57. Adversus haereses III, c. 11, 7.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Pawlicki.