SCENA I. Taras przed zamkiem. FRANCISKO na warcie, BERNARDO zbliża się ku niemu.
Bernardo. Kto tu? Francisko.Nie, pierwej ty sam mi odpowiedz: Stój, wymień hasło! Bernardo.Niech Bóg chroni króla. Francisko. Bernardo? Bernardo.On sam. Francisko.Bardzo akuratnie Stawiacie się na czas, panie Bernardo.
5
Bernardo. Tylko co biła dwunasta. Idź, spocznij, Francisko.
Francisko. Wdzięczen wam za zluzowanie, Bom zziąbł i głupio mi na sercu. Bernardo.Miałżeś Spokojną wartę? Francisko.Ani mysz nie przeszła.
Bernardo. Dobranoc. Jeśli napotkasz Marcella
10
I Horacego, z którymi tej nocy Straż mam odbywać, powiedz, niech się śpieszą.
(Horacy i Marcellus wchodzą).
Francisko. Zda mi się, że ich słyszę. Stój! kto idzie? Marcellus. Lennicy[1] Danii. Horacy.Przyjaciele kraju. Francisko. A zatem dobrej nocy. Marcellus.Bądź zdrów, stary. Kto cię zluzował?
Bernardo.Ho! czy to Horacy Z tobą, Marcellu? Horacy.Niby on. Bernardo.Witajcie. Horacy. I cóż? Czy owa postać i tej nocy Dała się widzieć? Bernardo.Ja nic nie widziałem.
20
Marcellus. Horacy mówi, że to przywidzenie, I nie chce wierzyć wieści o tem strasznem, Dwa razy przez nas widzianem zjawisku; Uprosiłem go przeto, aby z nami Przepędził część tej nocy dla sprawdzenia
25
Świadectwa naszych oczu i zbadania Tego widziadła, jeżeli znów przyjdzie.
Horacy. Nic z tego; ręczę, że nie przyjdzie.
Bernardo.Usiądź, I ścierp, że jeszcze raz zaszturmujemy Do twego ucha, które tak jest mocno
30
Obwarowane przeciw opisowi Tego, czegośmy przez dwie noce byli Świadkami.
Horacy. Dobrze, usiądźmy; Bernardo, Opowiedz, jak to było.
Bernardo.Przeszłej nocy, Gdy owa jasna gwiazda na zachodzie
35
Tę samą stronę oświecała, Gdzie teraz błyszczy, i zamkowy zegar Bił pierwszą, Marcel i ja ujrzeliśmy —
Marcellus. Horacy, przemów do niego, boś uczony.[2]
Bernardo. Możeż być większe podobieństwo? powiedz. Horacy. Prawda: — słupieję z trwogi i zdumienia. Bernardo. Zdawałoby się, że chce, aby który Z nas go zagadnął. Marcellus.Przemów-no, Horacy.
45
Horacy. Ktoś ty, co nocnej pory nadużywasz I śmiesz przywłaszczać sobie tę wspaniałą Wojenną postać, którą pogrzebiony [27]Duński monarcha za życia przybierał? Zaklinam cię na Boga: odpowiadaj.
Marcellus. To mu się nie podoba.
50
Bernardo.Patrz, odchodzi.
Horacy. Stój! mów; zaklinam cię: mów.
(Duch znika).
Marcellus.Już go niema. Bernardo. I cóż, Horacy? Pobladłeś, drżysz cały. Powiesz-że jeszcze, że to urojenie? Cóż myślisz o tem?
Horacy.Bóg świadkiem, że nigdy
55
Nie byłbym temu wierzył, gdyby nie to Tak jawne, dotykalne poświadczenie Własnych mych oczu.
Marcellus.Nie jestże to widmo Podobnem, powiedz, do zmarłego króla?
Horacy. Jak ty do siebie. Taką właśnie zbroję
60
Miał wtedy, kiedy Norwegczyka pobił: Tak samo, pomnę, marszczył czoło wtedy, Kiedy po bitwie zaciętej na lodach, Rozbił tabory Polaków. Rzecz dziwna! Marcellus. Takto, dwa razy, punkt o tejże samej
65
Godzinie przeszło marsowymi kroki[3] To widmo mimo naszych posterunków. Horacy. Coby to w gruncie mogło znaczyć, nie wiem; Atoli wedle kalibru i skali Mojego sądu, jest to prognostykiem
70
Jakichś szczególnych wstrząśnień w naszym kraju. Marcellus. Siądźcie, i niech mi powie, kto świadomy, Na co te ciągłe i tak ścisłe warty Poddanych kraju noc w noc niepokoją? Na co to lanie dział i skupywanie,
75
Po obcych targach, narzędzi wojennych? Ten ruch w warsztatach okrętowych, kędy Trud robotnika nie zna odróżnienia Między niedzielą a resztą tygodnia? Co powoduje ten gwałtowny pośpiech,
80
Dający dniowi noc za towarzyszkę? Objaśniż mi to kto? Horacy.Ja ci objaśnię. Przynajmniej wieści chodzą w taki sposób: [28]Ostatni duński monarcha, którego Obraz dopiero-co nam się ukazał,
85
Był, jak wiadomo, zmuszony do boju Przez norweskiego króla, Fortynbrasa, Zazdroszczącego mu jego potęgi. Mężny nasz Hamlet (jako taki bowiem Słynie w tej stronie znajomego świata)
90
Położył trupem tego Fortynbrasa, Który na mocy aktu, pieczęciami Zatwierdzonego i uświęconego Wojennem prawem, był obowiązany Części swych krajów ustąpić zwycięzcy,
95
Tak jak nawzajem nasz król, na zasadzie Klauzuli[4] tegoż samego układu, Byłby był musiał odpowiednią porcyę Swych dzierżaw oddać na wieczne dziedzictwo Fortynbrasowi, gdyby ten był przemógł.
100
Owóż syn tego, panie, Fortynbrasa, Awanturniczym pobudzony szałem, Zgromadził teraz zebraną po różnych Kątach Norwegii, za strawę i jurgielt, Tłuszczę bezziemnych ochotników, w celu,
105
Który bynajmniej nie trąci tchórzostwem, A który, jak to nasz rząd odgaduje, Nie na czem innem się zasadza, jedno Na odebraniu nam siłą oręża, W drodze przemocy, wyż rzeczonych krain,
110
Które utracił był jego poprzednik: I to, jak mi się zdaje, jest przyczyną Owych uzbrojeń, powodem czat naszych I źródłem tego wrzenia w całym kraju. Bernardo. I ja tak samo sądzę: tem ci bardziej,
115
Że to zjawisko w wojennym rynsztunku Odwiedza nasze czaty i przybiera Na siebie postać nieboszczyka króla, Który tych wojen był i jest sprężyną. Horacy. Znak to dla oczu ducha płodny w groźbę.
120
Gdy Rzym na szczycie stał swojej potęgi, Krótko przed śmiercią wielkiego Juliusza, Otworzyły się groby i umarli Błądzili jęcząc po ulicach Rzymu; [29]Widziane były różne dziwowiska:
125
Jako to gwiazdy z ogonem, deszcz krwawy, Plamy na słońcu i owa wilgotna Gwiazda, rządząca państwami Neptuna[5], Zmierzchła, jak gdyby na sąd ostateczny. I otóż takie same poprzedniki
130
Smutnych wypadków, które jako gońce, Biegną przed losem, albo są prologiem Wróżb przyjść mających, nieba i podziemia Zsyłają teraz i naszemu państwu.
(Duch powraca).
Patrzcie! znów idzie. — Zastąpię mu drogę,
135
Choćbym miał zdrowiem przypłacić. — Stój, maro! Możeszli wydać głos albo przynajmniej Dźwięk jakikolwiek przystępny dla ucha: To mów! Jestli czyn jaki do spełnienia, zdolny Dopomódz tobie a mnie przynieść zaszczyt: To mów!
140
Maszli świadomość losów tego kraju, Które wprzód znając, możnaby odwrócić: O, mów! Alboli może za życia pogrzebłeś W nieprawy sposób zgromadzone skarby, Za co wy duchy, bywacie, jak mówią,
145
Skazane nieraz tułać się po śmierci.
(Kur pieje).
Mów! Stój! mów! — Zabież mu drogę, Marcellu. Marcellus. Mamże nań natrzeć halabardą? Horacy.Natrzyj, Jeśli nie stanie. Bernardo.Tu jest. Horacy.Tu jest.
(Duch znika).
Marcellus.Zniknął. Krzywdzim tę postać tak majestatyczną,
150
Chcąc ją przemocą zatrzymać; powietrze Tylko chwytamy i czcza nasza groźba Złośliwym tylko jest urągowiskiem. Bernardo. Chciał coś podobno mówić, gdy kur zapiał. [30]Horacy. Wtem nagle wzdrygnął się jak winowajca
155
Na głos strasznego apelu. Słyszałem, Że kur, ten trębacz zwiastujący ranek, Swoim donośnym przeraźliwym głosem Przebudza bóstwo dnia i na to hasło Wszelki duch, czy to błądzący na ziemi,
160
Czy w wodzie, w ogniu, czy w powietrzu, śpiesznie Wraca, skąd wyszedł: a że to jest prawdą, Dowodem właśnie to, cośmy widzieli. Marcellus. Zadrżał i rozwiał się, skoro kur zapiał. Mówią, że ranny ten ptak, w owej porze,
165
Kiedy święcimy Narodzenie Pana, Po całych nocach zwykł śpiewać i wtedy Żaden duch nie śmie wyjść z swego siedliska: Noce są zdrowe, gwiazdy nie szkodliwe, Złe śpi, ustają czarodziejskie wpływy,
170
Tak święty jest ten czas i dobroczynny. Horacy. Słyszałem i ja o tem i po części Sam daję temu wiarę. — Ale patrzcie, Już dzień w różanym płaszczu strząsa rosę Na owym wzgórku wschodnim. Zejdźmy z warty.
175
Moja zaś rada, abyśmy niezwłocznie O tem, czegośmy tu świadkami byli, Uwiadomili młodego Hamleta; Bo prawie pewny jestem, że to widmo, Milczące dla nas, przemówi do niego.
180
Czy się zgadzacie na to, co nam zrobić Zarówno serce jak powinność każe?
Marcellus. Jak najzupełniej, i wiem nawet, gdzie go Na osobności zdybiemy dziś zrana.
(Wychodzą).
SCENA II. Sala audyencyonalna w zamku. KRÓL, KRÓLOWA, HAMLET, POLONIUSZ, LAERTES, WOLTYMAND, KORNELIUSZ, Panowie i Orszak.
Król. Jakkolwiek świeżo tkwi w naszej pamięci Zgon kochanego, drogiego naszego Brata Hamleta; jakkolwiekby przeto Sercu naszemu godziło się w ciężkim [31]
5
Żalu pogrążyć, a całemu państwu Zawrzeć się w jeden fałd kiru: o tyle Jednak rozwaga czyni gwałt naturze, Że pomnąc o nim, nie zapominamy O sobie samych. Dlatego, — zatrutą,
10
Że tak powiemy, od smutku radością, Z pogodą w jednem a łzą w drugiem oku, Z bukietem w ręku a jękiem na ustach, Na równi ważąc wesele i boleść, — Połączyliśmy się małżeńskim węzłem
15
Z tą niegdyś siostrą naszą a następnie Dziedziczką tego wojennego państwa. Co wszakże czyniąc, nie postąpiliśmy Wbrew światlejszemu waszemu uznaniu, Które swobodnie objawione dało
20
Temu krokowi sankcyę. Dzięki za to.
A teraz wiedzcie, że młody Fortynbras, Czyli to naszą lekceważąc wartość, Czyli to sądząc, że śmiercią drogiego Brata naszego w królestwie tem znajdzie
25
Nieład i bezrząd, na tem jedynie Budując płonną nadzieję korzyści, Nie zaniedbuje naglić nas przez posłów O zwrot tych krain, które prawomocnie, Za sprawą świętej pamięci Hamleta,
30
Brata naszego, z rąk jego rodzica Przeszły na własność Danii. Tyle o nim.
Terazże o nas i o celu, w jakim Tu się zeszliśmy. Wzywamy tem pismem Stryja młodego Fortynbrasa, dzisiaj
35
Króla Norwegii, — który z sił opadły, Obłożnie chory, może i nie słyszał O tych zabiegach swojego synowca, — Aby powstrzymał go od popierania Tych roszczeń; aby mu wzbronił zbierania
40
Wojsk i czynienia wszelkich nieprzyjaznych Nam demonstracyj. — Wam zaś, Korneliuszu I Woltymandzie, poruczamy zanieść To pismo, łącznie z pozdrowieniem naszem [32]Władcy Norwegii, nie upoważniając
45
Was do wchodzenia z nim w nic więcej nad to, Co treść powyższych słów naszych zakreśla. Bywajcie nam więc zdrowi i niech pośpiech Chwali gorliwość waszą.
Korneliusz i Woltymand. Jak we wszystkiem, Tak i w tem starać się będziem jej dowieść.
50
Król. Nie wątpię o tem. Bywajcież nam zdrowi.
(Korneliusz i Woltymand wychodzą).
Miałeś nas o coś prosić, Laertesie? Jakiż jest przedmiot tej prośby? Mów śmiało. Nie traci próżno słów, kto się udaje Z słusznem żądaniem do monarchy Danii.
55
Czegożbyś pragnął, czegobym nie gotów Spełnić wprzód jeszcze, niżeliś zapragnął? Głowa nie bliżej jest pokrewną sercu, Ręka nie skorszą ku przysłudze ustom, Jak tron nasz ojcu twemu, Laertesie. Czegoż więc żądasz?
60
Laertes.Pozwolenia Waszej Królewskiej Mości na powrót do Francyi, Skąd chętnie wprawdzie tu przybyłem, aby Złożyć powinny hołd przy koronacyi Waszej Królewskiej Mości; ale teraz,
65
Gdym już dopełnił tego obowiązku, Życzenia moje i myśli, wyznaję, Ciągną mię znowu do Francyi; ku czemu O przychylenie się i przebaczenie Kornie śmiem Waszą Królewską Mość błagać.
70
Król. Cóż na to ojciec waszmości? Przystajeż Na to Poloniusz? Poloniusz.Usilną wciąż prośbą Póty kołatał do mojego serca, Ażem do życzeń jego mimochętnie Przyłożył pieczęć zezwolenia. Racz mu
75
Wasza Królewska Mość nie bronić jechać.
Król. Jedź więc, rozrządzaj według woli czasem I łaską naszą. Do ciebie się teraz Zwracam, kochany synowcze Hamlecie, Synu mój. [33]Hamlet (na stronie). Trochę więcej niż synowcze, A mniej niż synu.
80
Król.Jakiż tego powód, Że czarne chmury wciąż cię otaczają?
Hamlet. I owszem, Panie, jestem wystawiony Bardzo na słońce.[6]
Królowa.Kochany Hamlecie, Zrzuć tę ponurą barwę i przyjaźnie
85
Wypogodzonem okiem spojrz na Danię; Przestań powieki ustawicznie spuszczać W ziemię, o drogim ojcu rozmyślając. Co żyje, musi umrzeć; dziś tu gości, A jutro w progi przechodzi wieczności: To pospolita rzecz.
90
Hamlet.W istocie, Pani, Zbyt pospolita.
Królowa. Gdy wszystkim jest wspólną, Czemuż się tobie zdaje tak szczególną?
Hamlet. Zdaje się, Pani? bynajmniej, jest raczej; U mnie nic żadne zdaje się nie znaczy,
95
Niczem sam przez się ten oczom widzialny Czarnej żałoby strój konwencyonalny; Wietrzne, z trudnością wydawane tchnienie, Obficie z oczu ciekące strumienie, Żałość na widok stawiana obliczem,
100
Miną, gestami; to wszystko jest niczem; To tylko zdaje się, bo potajemnie Można być obcym temu; ale we mnie Jest coś, co w ramę oznak się nie mieści, W tę larwę żalu, liberyę boleści.
105
Król. Zaletę-ć czyni, Hamlecie, ten smutek, Którym oddajesz cześć pamięci ojca; Lecz wiedz, że ojciec twój miał także ojca I że go także utracił tak samo, Jak tamten swego. Dobry syn powinien
110
Jakiś czas boleć po śmierci rodzica; Lecz uporczywie trwać w utyskiwaniach Jest to dowodzić bezbożnej czułości, Sprzeciwiającej się wyrokom niebios; Jest to niemęskie okazywać serce, [34]
115
Niesforny umysł i płochą rozwagę. Bo skoro wiemy, że coś jest zwyczajnem, Jak każda inna rzecz najpowszedniejsza, Na cóż, stawiając opór konieczności, Brać to do serca? Wstydź się, jest to grzechem
120
Przeciw naturze, przeciw niebu, przeciw Zmarłemu nawet; jest to naostatek Wbrew rozumowi, który od skonania Pierwszego z ludzi aż do śmierci tego, Którego świeżą opłakujem stratę,
125
Ciągle i ciągle woła: tak być musi! Rzuć więc, prosimy cię, te płonne żale, I pomnij, że masz w nas drugiego ojca. Niechaj się dowie świat, żeś ty najbliższym Naszego tronu i naszego serca.
130
Co się zaś tyczy twojego zamiaru Wrócenia nazad do szkół wittemberskich, Jest on życzeniom naszym wręcz przeciwny: Przetoż wzywamy cię, abyś się zgodził Na pozostanie tu pod czułą pieczą
135
Naszego oka, jako nasz najmilszy Dworzanin, krewny i syn.
Królowa.O, Hamlecie, Nie daj się matce prosić nadaremnie; Pozostań z nami, porzuć myśl jechania Do Wittembergi. Hamlet.Ze wszystkich sił moich Będę-ć posłusznym, Pani.
140
Król.To mi piękna, Co się nazywa, synowska odpowiedź! Pójdź, ukochana żono, ta uprzejma, Nieprzymuszona powolność Hamleta Rozpromieniła mi serce; dlatego
145
Każdy wzniesiony dziś na zamku toast Moździerze wzbiją w obłoki, i niebo, Wtórząc radosnym królewskim wiwatom, Odpowie ziemi równym grzmotem. Idźmy.
(Król, Królowa i wszyscy, prócz Hamleta, wychodzą).
Hamlet. Bogdaj to trwałe, zbyt wytrwałe ciało
150
Stopniało, w lotną parę się rozwiało! Lub bogdaj sam Przedwieczny nie był karą [35]Zagroził samobójcy! Boże! Boże! Jak nudnym, nędznym, lichym i jałowym Zda mi się cały obrót tego świata!
155
To niepielony ogród, samym tylko Bujnie krzewiącym się chwastem porosły.[7] O, wstydzie! że też mogło przyjść do tego! Parę miesięcy dopiero, jak umarł! — Nie, nie, i tego niema: — taki dobry,
160
Taki anielski król, naprzeciw tego Istny Hiperyon[8] naprzeciw Satyra! A tak do matki mojej przywiązany, Że nie mógł ścierpieć nawet, aby lada Przyostry powiew dotknął się jej twarzy.
165
Ona zaś — trzebaż, abym to pamiętał! — Wieszała mu się u szyi tak chciwie, Jakby w niej rosła żądza pieszczot w miarę Zaspokajania jej. I w miesiąc potem, — O, precz z tą myślą! — Słabości! nazwisko
170
Twoje: kobieta. — W jeden marny miesiąc, Nim jeszcze zdarła te trzewiki, w których Szła za biednego mego ojca ciałem, Zalana łzami jako Niobe[9], — patrzcie! — Boże mój! zwierzę, bezrozumne zwierzę
175
Dłużejby czuło żal, — zostaje żoną Mojego stryja, brata mego ojca, Lecz który tak jest do brata podobny, Jak ja do Herkulesa. W jeden miesiąc, — Nim jeszcze słony osad łez nieszczerych
180
Z zaczerwienionych powiek jej ustąpił, — Została żoną innego! Tak prędko, Tak lekko skoczyć w kazirodne łoże! Nie jest to dobrem, ani wyjść nie może Na dobre. Ale pękaj, serce moje,
185
Bo usta milczeć muszą.
(Horacy, Bernardo i Marcellus wchodzą).
Horacy. Przyjm pozdrowienie nasze, drogi Książę. Hamlet. Miło mi widzieć panów w dobrem zdrowiu. — Wszak to Horacy! albo zapomniałem, Jak się sam zowię. Horacy.Ten sam i jak zawsze
190
Królewiczowskiej Mości biedny sługa. [36]Hamlet. Dobry przyjaciel raczej; weź to miano, A mnie daj tamto. Cóż cię z Wittembergi Sprowadza? — Wszak to Marcellus?
Marcellus.Tak, Panie.
195
Hamlet. Bardzom rad widzieć Pana. Dobry wieczór. Ale na seryo, powiedz mi, Horacy, Co cię przywiodło z Wittembergi?
Horacy.Skłonność Do próżniackiego życia, Mości Książę.
Hamlet. Tego-by nie śmiał mi powiedzieć nawet Twój nieprzyjaciel, i sam też źle czynisz,
200
Chcąc ucho moje przymusić do wiary W własne zeznanie twoje przeciw tobie. Wiem, żeś nie próżniak; jakiż więc być może Cel przebywania twego w Elsynorze? Nauczysz się tu pić tęgo. Horacy.Przybyłem
205
Na pogrzeb ojca twego, Mości Książę.
Hamlet. Nie żartuj ze mnie, szkolny towarzyszu; Przybyłeś raczej na ślub matki mojej. Horacy. Wistocie, prędko nastąpił po tamtym.
Resztki przysmaków z pogrzebowej stypy Dały traktament na ucztę weselną. O, mój Horacy, wolałbym był ujrzeć Najzawziętszego mego wroga w niebie, Niż dożyć tego dnia. Mój biedny ojciec, — Zda mi się, że go widzę.
Horacy.Gdzie?!
215
Hamlet.Przed duszy Mojej oczyma.
Horacy.Widziałem go niegdyś: Był to król jakich mało.
Hamlet.Człowiek, powiedz. Chociażby wszystko w tym fałszywym świecie Było tem, czem się napozór wydaje,
220
Jeszczeby drugi taki się nie znalazł.
Horacy. Zda mi się, że go widziałem tej nocy. Hamlet. Widziałeś? kogo? Horacy.Króla, ojca Waszej Książęcej Mości. [37]Hamlet.Króla? mego ojca?!
Horacy. Zawieś na chwilę zdumienie, o Panie,
225
I bacznem uchem racz wysłuchać tego Nadzwyczajnego doniesienia, które, Zgodnie z świadectwem tych dwóch zacnych ludzi, Mam ci uczynić.
Hamlet.Mów, na miłość boską!
Horacy. Przez dwie już noce po sobie idące,
230
Wśród głuchej ciszy północnej, ciż sami Oficerowie, Marcel i Bernardo, Straż odbywając przy zamku, miewają Następujące widzenie: — Postać podobna do świętej pamięci
235
Ojca twojego, Panie, uzbrojona Jak najkompletniej od stóp aż do głowy, Staje przed nimi, uroczystym krokiem Przechodzi mimo zwolna i poważnie; Trzykroć przeciąga przed ich zdumiałemi
240
I struchlałemi oczyma, tak blizko, Że ich nieledwie laską swą dotyka: Oni zaś stoją jak wryci i jakby Zgalareceni przerażeniem, nie śmią Przemówić do niej ani słowa. Mając
245
Wieść o tem sobie przez nich udzieloną Jak najtajemniej, udałem się z nimi Następnej nocy samotrzeć na wartę; I rzeczywiście o tym samym czasie, W taki sam sposób, co do joty zgodnie
250
Z przywiedzionymi szczegółami, przyszło Widziadło. Znałem ojca twego, Panie: Te ręce mniej są do siebie podobne,
Hamlet. Gdzie się to działo? Horacy.Na tarasie, Panie. Hamlet. Nie przemówiłeś do tego zjawiska?
255
Horacy. I owszem, ale żadnej odpowiedzi Nie otrzymałem. Raz tylko podniosło Głowę i zdało się chcieć coś powiedzieć; Ale w tej chwili zapiał kur poranny, Na głos którego zerwało się nagle I znikło nam z przed oczu.
260
Hamlet.Osobliwsza! [38]Horacy. Jak żyw tu stoję, Mości Książę, jest to Rzetelną prawdą, i mieliśmy sobie Za obowiązek donieść o tem Waszej Książęcej Mości. Hamlet.Zaprawdę, to widmo
265
Niespokojności mię nabawia. Macież Tej nocy wartę?
Wszyscy trzej. Mamy, Mości Książę. Hamlet. Było więc uzbrojone? Wszyscy trzej.Tak jest, Panie. Hamlet. Od stóp do głowy? Wszyscy trzej.Od czaszki do kostek. Hamlet. Nie widzieliście więc jego oblicza?
270
Horacy. I owszem: miało przyłbicę wzniesioną.
Hamlet. Groźnież na twarzy wyglądało? Horacy.Smutno Bardziej niż gniewnie. Hamlet.Blado czy rumiano? Horacy. O, bardzo blado. Hamlet.I wzrok w was wlepiało? Horacy. Nieporuszenie. Hamlet.Szkoda, żem tam nie był. Horacy. Pewniebyś, Panie, osłupiał.
275
Hamlet.Być może, Być może. Długoż bawiło?
Horacy.Tak długo, Jak długoby ktoś przy średnim pośpiechu Sto musiał liczyć. Marcellus i Bernardo. O dłużej. Horacy.Nie wtedy, Kiedy ja byłem. Hamlet.Siwąż miało brodę?
280
Horacy. Zupełnie taką, jaką u zmarłego Króla widziałem: czarną, posrebrzoną.
Hamlet. Będę dziś z wami na warcie: być może, Iż przyjdzie znowu. Horacy.Przyjdzie niezawodnie.
Hamlet. Skoro przybiera postać mego ojca,
285
Muszę z niem mówić, choćby całe piekło Rozwarłszy paszczę, milczeć mi kazało. Co do was, moi panowie, jeśliście [39]Tę okoliczność dotąd zataili, Trzymajcież ją i nadal pod zamknięciem,
290
I cobądź zdarzy się tej nocy, bierzcie Wszystko na rozum, ale nie na język: Zawdzięczę wam tę dobroć. Bądźcie zdrowi. Pomiędzy jedenastą a dwunastą Zejdziem się na tarasie.
Wszyscy trzej.Słudzy Waszej Książęcej Mości.
295
Hamlet.Bądźcie przyjaciołmi, Tak jak ja jestem waszym. Do widzenia.
(Horacy, Marcellus, Bernardo wychodzą)
Duch mego ojca! uzbrojony! Coś tu Złego się święci, coś tu krzywo idzie. Oby już była noc! Tymczasem jednak
300
Milcz, serce moje. Zbrodnie i z pod ziemi Wychodzą, aby stać się widomemi.
(Wychodzi).
SCENA III. Pokój w domu Poloniusza. LAERTES i OFELIA.
Laertes. Już rzeczy moje zniesione na pokład; Bądź zdrowa, siostro; a gdy wiatr przyjaźnie Zadmie od brzegu i który z okrętów Zdejmie kotwicę, nie zasypiaj wtedy, Lecz donoś mi o sobie.
5
Ofelia.Wątpisz o tem? Laertes. Co się zaś tyczy Hamleta i pustych Jego zalotów, uważaj je jako Mamiący pozór, wynikłość krwi wrzącej; Jako fijołek młodocianej wiosny,
10
Wczesny, lecz wątły, luby, lecz nie trwały; Woń, kilka tylko chwil upajającą; Nic więcej.
Ofelia.Więcej nic?
Laertes.Nie myśl inaczej. Natura ludzka, kiedy się rozwija, Nietylko rośnie co do form zewnętrznych;
15
Jako w wznoszącej się świątyni, służba [40]Duszy i ducha zwiększa się w niej także. Być może, iż on ciebie teraz kocha, Że czystość jego chęci jest bez plamy; Ale zważywszy jego stopień, pomnij,
20
Że jego wola nie jest jego własną. On sam jest rodu swego niewolnikiem; Nie może, jako podrzędni, wybierać Dla siebie tylko; od jego wyboru Zależy bowiem bezpieczeństwo, dobro
25
Całego państwa; przeto też i jego Wybór koniecznie musi być zależny Od życzeń i od przyzwolenia tego Wielkiego ciała, którego jest głową. Jeżeli zatem mówi, że cię kocha,
30
Rozwadze twojej przystoi mu wierzyć O tyle tylko, o ile on zgodnie Ze stanowiskiem, przez się zajmowanem, Będzie mógł słowa swojego dotrzymać: To jest, o ile powszechny głos Danii
35
Przystanie na to. Uważ, jaki zakał Grozi twej sławie, jeśli łatwowiernie Poszeptom jego podasz ucho, serce Sobie uwięzisz i skarb niewinności Otworzysz jego bezwodznym zapędom.
40
Strzeż się, Ofelio, strzeż się, luba siostro; I stój w odwodzie twej skłonności, zdala Od niebezpieczeństw i napaści pokus. Wstydliwe dziewczę za wiele już waży, Gdy przed księżycem wdzięki swe odsłania.[10]
45
Na samą cnotę pada rdza obmowy: Robak zbyt często toczy dzieci wiosny, Nim jeszcze pączki zdążyły otworzyć; I kiedy rosa wilży młodość hożą, Wpływy złośliwych miazm najbardziej grożą.
50
Strzeż się więc; tarczą najlepszą w tej próbie Niedowierzanie, nawet samej sobie. Ofelia. Treść tej nauki postawię na straży Mojego serca. Nie idź jednak, bracie, Za śladem owych fałszywych doradców,
55
Którzy nam stromą i ciernistą ścieżkę Cnoty wskazują, a sami tymczasem Kroczą kwiecistym szlakiem błędów, własnych [41]Rad nie pamiętni.
Laertes.Bądź o mnie spokojną, I bądź mi zdrową. Lecz oto nasz ojciec.
(Poloniusz wchodzi).
60
Podwójne błogosławieństwo, podwójne Szczęście przynosi: szczęśliwe spotkanie, Które mi zdarza sposobność ku temu. Poloniusz. Laertes jeszcze tu? Dalej na okręt! Wiatr wzdyma żagle, czekają na ciebie.
65
Raz jeszcze daję ci błogosławieństwo Na drogę.
(Kładzie rękę na głowę synowi).
Weź je i wraź sobie w pamięć Tych kilka przestróg: Nie bądź skorym myśli Wprowadzać w słowa a zamiarów w czyny. Bądź popularnym, ale nigdy gminnym.
70
Przyjaciół, których doświadczysz, a których Wybór okaże się wręcz ciebie godnym, Przykuj do siebie żelaznemi klamry; Ale nie plugaw sobie rąk uściskiem Dłoni pierwszego lepszego kamrata.
75
Strzeż się zatargów, jeśli zaś w nie zajdziesz, Tak się w nich sprawuj, aby twój przeciwnik Nadal się ciebie strzedz musiał. Miej zawżdy Ucho otworem, ale rzadko kiedy Otwieraj usta. Chwytaj zdania drugich,
80
Ale sąd własny zatrzymuj przy sobie. Noś się kosztownie, o ile ci na to Mieszek pozwoli, ale bez przesady; Wytwornie, ale nie wybrednie; często Bowiem ubranie zdradza grunt człowieka.
85
I pod tym względem Francuzi szczególniej Są pełni taktu. Nie pożyczaj drugim, Ani od drugich; bo pożyczkę daną Tracim najczęściej razem z przyjacielem, A braną psujem rząd potrzebny w domu.
90
Słowem, — rzetelnym bądź sam względem siebie A jako po dniu noc z porządku idzie, Tak za tem pójdzie, że i względem innych Będziesz rzetelnym. Bądź zdrów; niech cię moje Błogosławieństwo utwierdzi w tej mierze. [42]
95
Laertes. Z pokorą żegnam cię, ojcze i panie.
Poloniusz. Idź już; czas nagli: wszystko w pogotowiu. Laertes. Bądź zdrowa, siostro, i pamiętaj o tem, Com ci powiedział. Ofelia.Zamknęłam to w sercu, A ty masz klucz do niego.
100
Laertes.Bądź mi zdrowa.
(Wychodzi).
Poloniusz. Cóż to on tobie powiedział, Ofelio? Ofelia. Coś, co tyczyło się księcia Hamleta.
Poloniusz. W porę mi o tem wspominasz. Słyszałem, Że on cię często nawiedzał w tych czasach,
105
I że znajdował z twojej strony przystęp Łatwy i chętny. Jeżeli tak było, (A udzielono mi o tem wiadomość, Jako przestrogę), muszę ci powiedzieć, Że się nie cenisz tak, jakby przystało
110
Dbałej o sławę córce Poloniusza. Jakież są wasze stosunki? Mów prawdę.
Ofelia. Oświadczał mi się, ojcze, z swą skłonnością.
Poloniusz. Z skłonnością? hm, hm! Mówisz jak dzierlatka Niedoświadczona w rzeczach niebezpiecznych.
115
Wierzyszli tym tak zwanym oświadczeniom?
Ofelia. Nie wiem, co myśleć mam, mój ojcze.
Poloniusz.Nie wiesz? To ja ci powiem: Masz myśleć, żeś dziecko, Gdy oświadczenia te bez poświadczenia Rozsądku bierzesz za dobrą monetę,
120
Nie radzę ci się z nim świadczyć, inaczej (Że tej igraszki słów jeszcze użyję), Doświadczysz następstw nie dobrych.
Ofelia.Wynurzał Mi swoją miłość bardzo obyczajnie.
125
Poloniusz. Tak, tak, bo czynić to jest obyczajem.
Ofelia. I słowa swoje stwierdził najświętszemi, Jakie być mogą, przysięgami.
Poloniusz.Plewy Na młode wróble! Wiem ja, gdy krew kipi, Jak wtedy dusza hojną jest w kładzeniu
130
Przysiąg na usta. Nie bierz tych wybuchów Za ogień, więcej z nich światła niż ciepła, [43]A i to światło gaśnie w oka mgnieniu. Bądź odtąd trochę skąpsza w przystępności I więcej sobie waż rozmowę swoją,
135
Niż wyzywanie drugich do rozmowy. Co się zaś księcia Hamleta dotyczy, Bacz na to, że on jeszcze młodzieniaszek, I że mu więcej jest wolno, niż tobie Może być wolno kiedykolwiek. Słowem,
140
Nie ufaj jego przysięgom, bo one Są, jak kuglarze, czem innem, niż szaty Ich pokazują: orędownicami Bezbożnych chuci, biorącemi pozór Świętości, aby tem łacniej usidlić
145
Naiwne serca. Krótko mówiąc, nie chcę, Abyś od dziś dnia czas swój marnowała Na zadawaniu się z księciem Hamletem. Pamiętaj, nie chcę tego. Możesz odejść.
Ofelia. Będę-ć posłuszną, Panie.
(Wychodzą).
SCENA IV. Taras zamkowy. Wchodzą: HAMLET, HORACY i MARCELLUS.
Hamlet. Ostry wiatr wieje; przejmujące zimno. Horacy. W istocie bardzo szczypiące powietrze. Hamlet. Która godzina? Horacy.Dwunasta dochodzi. Marcellus. Dwunasta biła już.
Horacy.Już? Nie słyszałem.
5
Zbliża się zatem czas, o którym widmo Zwykło się jawić.
(Odgłos trąb i wystrzałów za sceną).
Co to znaczy, Panie?
Hamlet. To znaczy, że król czuwa z czarą w ręku, Zgraję opilców dworskich przepijając; Każdy zaś taki sygnał trąb i kotłów
10
Jest tryumfalnem hasłem nowej miary Przezeń spełnionej.
Horacy.Czy to taki zwyczaj?
Hamlet. Zwyczaj zaiste; mojem jednak zdaniem, [44]Lubom tu zrodzon i z tem oswojony, — Chlubniej byłoby taki zwyczaj łamać
15
Niż zachowywać. Te biby na zabój W pośmiech i w wzgardę tylko nas podają U innych ludów: beczkami nas mienią, I trzodzie chlewnej właściwy przydomek Hańbi nazwisko nasze.[11] W rzeczy samej,
20
Choćbyśmy zresztą byli bez zarzutu, To jedno jużby starło z naszych czynów Zaszczytną cechę ich wnętrznej wartości. I pojedynczym ludziom się to zdarza: Niejeden skutkiem naturalnych przywar, —
25
Czyli to rodu (czemu nic nie winien, Bo któż obiera sobie pochodzenie), Czy to jakiegoś krwi usposobienia, Które częstokroć rwie tamy rozumu; Czy to nałogu, przeciwnego formom
30
Przyzwoitości, — niejeden, powiadam, Upośledzony w taki sposób jaką Szczególną wadą, bądź to organicznie, Bądź przypadkowo, — choćby jego cnoty Były skądinąd jako kryształ czyste
35
I mnogie, jako być mogą w człowieku, Tą jedną skazą zarażony będzie W opinii ludzi. Jedna szczypta złego Niweczy wszelkie szlachetne pierwiastki.
(Duch wchodzi).
Horacy. Widzisz go, Panie.
Hamlet.Aniołowie Pana
40
Zastępów, miejcie mię w swojej opiece! — Błogosławionyś ty, czy potępiony, Tchnieszli tchem niebios, czy wyziewem piekieł! Maszli zamiary zgubne, czy przyjazne, Przychodzisz w takiej postaci, że muszę
45
Wydobyć z ciebie głos. Hamlecie, królu, Ojcze mój, władco Danii, odpowiadaj, Nie pozostawiaj mię w nieświadomości; Powiedz, dlaczego święte kości twoje, Na wieki w trumnie złożone, przebiły
50
Śmiertelny całun; dlaczego grobowiec, W który widzielim[12] cię zstępującego, [45]Podniósł swe ciężkie marmurowe wieko, By cię wyrzucić znowu? Co to znaczy, Że ty, trup, znowu w kompletnym rynsztunku
55
Podksiężycowy ten padół odwiedzasz, Czyniąc noc straszną i nas, niedołężnych Synów tej ziemi, wstrząsając myślami, Przechodzącemi metę naszych pojęć? O, powiedz, co to jest? Co za cel tego? Czego chcesz od nas?
60
Horacy.Daje ci znak, Panie, Abyś z nim poszedł, jakby chciał sam na sam Pomówić z tobą.
Marcellus.Jak uprzejmym gestem Wzywa cię Panie, w ustronniejsze miejsce. Nie idź z nim jednak. Horacy.Nie chodź, Mości Książę. Hamlet. Chce ze mną mówić: pójdę.
65
Horacy.Nie czyń tego, Łaskawy Panie.
Hamlet.Czegożbym się lękał? Me życie szpilki złamanej nie warte, A dusza moja jak on nieśmiertelna. Patrz, znowu na mnie kiwa; — pójdę za nim.
70
Horacy. A gdyby on cię zaprowadził, Panie, Nad przepaść, na brzeg owej groźnej skały, Która się stromo spuszcza w morską otchłań, I tam przedzierzgnął się w inne postaci, Jeszcze straszniejsze, któreby ci mogły
75
Odjąć, o Panie, przytomność umysłu I w obłąkanie cię wprawić? Zważ tylko! Już samo tamto miejsce bez żadnego Innego wpływu budzi rozpaczliwe Usposobienie w każdym, kto postrzeże
80
Morze na tyle sążni tuż pod sobą, I słyszy jego huk.
Hamlet.Wciąż na mnie kiwa: — Idź już, idź; pójdę z tobą. Marcellus.Zostań, Panie. Hamlet. Puśćcie mnie! Horacy.Wstrzymaj się, Panie, pozostań!
Hamlet. Los mój mnie woła i najmniejszą żyłkę [46]
85
Mojego ciała czyni tak potężną, Jak najsilniejszy nerw lwa nemejskiego.[13]
(Duch nie przestaje kiwać)
Ciągle mnie wzywa! — Puśćcie mnie! —
(Wyrywając się).
Na Boga! W upiora zmienię tego, co mnie dłużej Wstrzymywać będzie. — Idź, spieszę za tobą.
(Duch i Hamlet wychodzą)
Horacy. Imaginacya w szał go wprawia.
90
Marcellus.Idźmy W trop za nim; tu nie w porę posłuszeństwo.
Horacy. Idźmy. Na czemże się to skończy? Marcellus.Widno, Jest coś butwiejącego w państwie duńskiem.[14] Horacy. Niebo zaradzi temu. Marcellus.Śpieszmy za nim.
(Wychodzą).
SCENA V. Oddalona część tarasu. Wchodzą: DUCH i HAMLET.
Hamlet. Gdzie mnie prowadzisz? Mów: nie pójdę dalej. Duch. Słuchaj mnie. Hamlet.Słucham. Duch.Zbliża się godzina, O której w srogie, siarczyste płomienie Muszę powrócić znowu. Hamlet.Biedny duchu!
5
Duch. Nie lituj się nademną, ale bacznem Uchem ogarnij to, co ci mam odkryć.
Hamlet. Mów, powinnością moją słuchać ciebie. Duch. Jak niemniej zemścić się, gdy mnie wysłuchasz. Hamlet. Zemścić się?
Duch.Jestem duchem twego ojca,
10
Skazanym tułać się nocą po świecie, A przez dzień jęczeć w ogniu, póki wszystek Kał popełnionych za żywota grzechów Nie wypali się we mnie. Gdybym miejsca Mojej pokuty sekret mógł wyjawić, [47]
15
Takiebym rzeczy ci opisał, których Najmniejszy szczegół rozdarłby ci duszę, Młodą krew twoją zmroził, oczy twoje Jak gwiazdy z posad wydobył, zwinięte Gładkie kędziory twoje wyprostował
20
Tak, że ich każdy włos stanąłby dęba, Jako na jeżu kolce; ale takich Podań nie znosi ludzkie ucho. Słuchaj, O, słuchaj, słuchaj, jeśli choć cokolwiek Kochałeś twego ojca.
Hamlet.Przebóg!
Duch.Pomścij
25
Śmierć jego, dzieło ohydnego mordu!
Hamlet. Mordu? Duch.Tak, mordu: wszelki mord ohydny, Lecz ten był nadzwyczajny, niesłychany.
Hamlet. Dla Boga, wymień go, wymień czemprędzej, Abym na skrzydłach chyżych jak modlitwa,
30
Lub myśl kochanka podążył ku zemście. Duch. Zdajesz się pełen dobrych chęci, byłbyś Też nikczemniejszy niż najlichsze zielsko Porastające nad brzegami Lety,[15] Gdybyś pozostał na to obojętnym.
35
Słuchaj więc, słuchaj, Hamlecie. Puszczono Rozgłos, że podczas mego snu w ogrodzie Wąż mię ukąsił; takim to skłamanym Powodem śmierci mej zwiedziono Danię: Dowiedz się bowiem, szlachetny młodzieńcze,
40
Że ów wąż, który zabił twego ojca, Nosi dziś jego koronę.
Hamlet.O, nieba! Stryj! Nie zawiodły mię przeczucia moje.
Duch. Ten to bezwstydny, cudzołożny potwór, Zdradnym dowcipem, czarami wymowy, —
45
(Przeklęty dowcip, przeklęta wymowa, Która tak może ułudzić!) — potrafił Skłonić k’sromocie wolę mojej niby Cnotliwej żony. O, Hamlecie! cóż to Był za upadek! Odemnie, którego
50
Miłość statecznie chodziła dłoń w dłoni, Z ślubną przysięgą w objęcia nędznika, [48]Którego dary przyrodzone były Naprzeciw moich tak liche! Lecz jako cnota pozostaje czystą,
55
Choćby ją sprosność w postaci niebianki Usiłowała skusić; tak żądza, Choćby ją łączył ślub z aniołem nawet, Prędko uprzykrzy sobie święte łoże I rzuci się na barłóg.
60
Ale dość tego! Już powietrze ranne Czuć mi się daje; muszę kończyć. Kiedym Raz po południu jak zwykle w ogrodzie Bezpiecznie zasnął, wkradł się stryj twój z flaszką, Zawierającą szalejowe krople,
65
I wlał mi w ucho ten zabójczy rozczyn, Którego siła tak jest nieprzyjazną Ludzkiej naturze, że jak żywe srebro Przebiega nagle wszystkie drogi, wszystkie Kanały ciała, i jako sok kwaśny
70
Wlany do mleka, ścina wnet i zgęszcza Wszystką krew zdrową. Tak było i z moją: I wraz plugawy trąd jak u Łazarza Wystąpił na mnie i brzydką skorupą Pokrył mi całe ciało.
75
Takto śpiąc, ręką brata pozbawiony Zostałem życia, berła i małżonki, Skoszony w samym kwiecie moich grzechów: Bez namaszczenia, bez przygotowania, Bez porachunku z sobą wyprawiony
80
Zdać porachunek z win jeszcze niezmytych. O, to okropnie! okropnie! okropnie! Maszli iskierkę czucia, nie ścierp tego: Nie pozwól, aby łoże władców Danii Było ohydnem gniazdem wszeteczeństwa.
85
Jakkolwiek jednak czyn ten pomścić zechcesz, Nie uwłócz swemu sercu, nie czyń przeciw Matce zamachów; pozostaw ją niebu I owym cierniom, które w głębi łona Występnych siedzą: zrobią one swoje.
90
Bądź zdrów; — świecący robaczek oznajmia, Że ranek już jest blizki; wątłe bowiem [49]Światełko jego znacznie już pobladło; Żegnam cię, żegnam cię: pamiętaj o mnie.
(Znika).
Hamlet. O, wy niebieskie potęgi! O, ziemio!
95
Cóż więcej? Mamże piekło jeszcze wezwać? Nie, o, nie! Krzep się, serce moje! Prężcie się, mięśnie! — Pamiętać o tobie? O, biedny duchu, stanie ci się zadość, Dopóki tylko na tym wietrznym globie?
100
Pamięć żyć będzie. Pamiętać o tobie? Wraz pamięć moja z tablic swych wykreśli Wszelkie powszednie tuzinkowe myśli; Książkową mądrość, obrazy, wrażenia, Płody młodości lub zastanowienia,
105
Wszystko, co związek ma z przyszłym mym bytem; To, coś mi zlecił, to tylko wyrytem W księdze mojego mózgu pozostanie: Tak mi dopomóż, wiekuisty Panie! —
O, wiarołomna niewiasto! O, łotrze,
110
Uśmiechający się, bezczelny łotrze! Muszę to sobie zapisać[16], że można Nosić na ustach uśmiech i być łotrem, — W Danii przynajmniej.
(Wyjmuje pugilares i zapisuje)
Tak; siedź tu, stryjaszku! Teraz że, duszo moja, pilnuj hasła:
115
Przysiągłem mu być wiernym,
Horacy.(za sceną).Królewiczu! Marcellus.(podobnież). Książę Hamlecie! Horacy.(podobnież).Chroń go Panie! Hamlet.Amen! Marcellus. Hop, hop, hop, Mości Książę! Hamlet.Hop, hop, chłopcze! Tu tu, mój ptaku!
Horacy.Jażbym Mógł to uczynić? Marcellus.O, ani ja pewnie! Hamlet. Cóż wy powiecie na to? któżby sądził? Ale będziecież milczeć? Horacy i Marcellus. Jak Bóg w niebie!
125
Hamlet. Niema na całą Danię nikczemnika...[17] Któryby nie był kompletnym ladaco.
Horacy. Do objawienia nam tego nie trzeba, Żeby aż duchy wychodziły z grobów.
Hamlet. Wistocie macie słuszność. Owóż tedy,
130
Nie pozostaje nam teraz nic więcej, Jedno bez żadnych dalszych korowodów Uścisnąć sobie dłonie i pójść z Bogiem. Wy idźcie, gdzie wam każe iść interes Lub skłonność, — każdy bowiem na tym świecie
135
Ma jakąś skłonność lub interes; — ja zaś W prostocie mojej pójdę się pomodlić.
Horacy. To są czcze tylko słowa, Mości Książę. Hamlet. Przykro mi, żeście obrażeni; z serca, W istocie, z serca przykro. Horacy.Mości Książę, Niema tu żadnej obrazy.
140
Hamlet.I owszem, Zaprawdę mówię wam, jest tu obraza, I wielka. Co się tyczy tego ducha, Jest to duch dobry: poprzestańcie na tem; Co zaś pomiędzy nim a mną tu zaszło,
145
Ciekawość swoją w tej mierze przytłumcie Całą możliwą siłą rezygnacyi. A teraz, moi mili przyjaciele, W imię przyjaźni, w imię koleżeństwa, Zróbcie mi jedną grzeczność.
Horacy.Jaką, Panie?
150
Hamlet. Nie mówcie, coście widzieli tej nocy.
Horacy i Marcellus. Nie powiem, Panie. Hamlet.Przysiążcie mi na to. Horacy. Na honor, nic nie powiem. [51]Marcellus.I ja także, Na honor. Hamlet. Na ten miecz raczej przysiążcie. Marcellus. Jużeśmy, Panie, przysięgli. Hamlet.Przysiążcie Na ten miecz, na ten miecz, mówię.
155
Duch.(z pod ziemi).Przysiążcie!
Hamlet. Ha! to ty! Stamtąd odzywasz się, człeku? Słyszycie tego kamrata w piwnicy? Przysiążcież! Horacy. Na cóż mamy przysiądz, Panie.
Hamlet. Że o tem, coście widzieli, nikomu
160
Nigdy a nigdy nie powiecie słowa. Przysiążcie na ten miecz!
Duch.(z pod ziemi).Przysiążcie!
Hamlet.Znowu? Hic et ubique[18]? Odmieńmy więc miejsce. Pójdźcie tu moi panowie, połóżcie Na moim mieczu palce i przysiążcie,
165
Że o tem, coście słyszeli, nikomu Nic nie powiecie.
Duch.(z pod ziemi). Przysiążcie! Hamlet.Ha, krecie! Tak prędko umiesz szybować pod ziemią? Wyborny z ciebie górnik! — No, panowie. Horacy. Na Boga, to są rzeczy niepojęte!
170
Hamlet. Chciałżebyś wszystko pojąć? O, Horacy, Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, Niż się ich śniło waszym filozofom.[19] Pójdźcie tu, i jak pierwej w imię Boga, Przysiążcie, że aczkolwiekbym się kiedy
175
Wydawał dzikim, dziwacznym w obejściu, — Być bowiem może, że mi się na przyszłość Wyda stosownem przybrać taką postać, — Że, mówię, widząc mnie takim, Żaden z was ani potrząsaniem głowy,
180
Ani wzruszaniem ramion, ani wreszcie Jakiemikolwiek wątpliwemi słowy, Jako to: hm, hm, wiem ja; — albo: mógłbym, Gdybym chciał; — albo: gdybym był gadułą; Albo: są tacy, coby mogli — zgoła, [52]
185
Niczem dwuznacznem nie da się domyślić, Że wie coś o mnie. — Przysiążcież na to, Jeśli pragniecie, aby się nad wami W nieszczęściu Pan Bóg zmiłował.
Duch.(z pod ziemi).Przysiążcie!
Hamlet. Ukój się, ukój, rozdrażniony duchu! —
190
Pomnijcież na wasz ślub, panowie, A przez co tylko taki biedny człowiek, Jak Hamlet, będzie wam zdolny okazać Swoją życzliwość, to was nie ominie. Teraz rozejdźmy się. — Świat wyszedł z formy:
↑lennicy — rycerze, uznający władzę jakiego pana (suzerena) za udzieloną im ziemię.
↑„Horacy, przemów do niego boś uczony“. — Ponieważ umiał po łacinie, a zaklęcia czyli egzorcyzmy, których, przemawiając do duchów, jedynie można było użyć skutecznie, ułożone były przez księży w tym języku.
↑„jestem wystawiony bardzo na słońce“ (I am too much i’ the sun), prawdopodobnie alluzya do blasku królewskiego, wśród którego Hamlet żyje, chociaż ponura jego dusza wolałaby więcej samotności.
↑Z temi pełnemi goryczy słowami Hamleta, które spotęgują się jeszcze w dalszym ciągu, warto zestawić przemowę księcia Wincencya w komedyi Szekspira: „Miarkę za miarkę“ (akt III, scena I, w przekładzie Jana Kasprowicza):
.... Z życiem tak rozumuj:
Jeśli cię stracę, stracę rzecz, do której
Tylko się głupiec przywiązuje. Jesteś
Tchnieniem, podległem wszelkim wpływom nieba,
Zagrażającem co chwila domowi,
Gdzieś zamieszkało; błaznem śmierci jesteś;
Wciąż się mozolisz, aby uciec przed nią,
A k’ niej wciąż lecisz. Nie jesteś szlachetnem,
Albowiem wszystka rozkosz, ktorą pijesz,
Z pospolitości pochodzi. I mężnem
Nie jesteś również, drżysz bowiem przed wiotkiem
Żądłem marnego robaka. Najlepszym
Spoczynkiem twoim — sen, którego często
Wzywasz, a strasznie śmierci się obawiasz,
Która jest tylko snem. Nie jesteś sobą,
Albowiem żyjesz dzięki ziarn tysiącom,
Powstałym z prochu. Nie jesteś szczęśliwem,
Bo czego nie masz, wciąż do tego dążysz,
A zapominasz o tem, co posiadasz.
Nie jesteś stałem, bo natura twoja
Zmienia się według księżyca. Ubogieś,
Choć masz bogactwa, bo jako ten osioł,
Co grzbiet ugina pod złotem, dzień tylko
Dźwigasz skarb ciężki, aż go śmierć ci zdejmie.
Nie masz przyjaciół; twe własne wnętrzności.
Które cię ojcem swym zowią, ten czysty
Wytwór twych lędźwi, złorzeczą wysypkom,
Reumatyzmom i gośćcom, że nie chcą
Prędkiego zadać ci końca. Młodości,
Ni podeszłego nie posiadasz wieku —
Popołudniowej jest to rodzaj drzemki,
Gdzie śnisz o jednem i drugiem; twa cała
Kwitnąca młodość, jak wiekowy nędzarz,
Żebrze jałmużny u zwiędłej starości;
A kiedyś stary i bogaty, wówczas
Brak ci już żądzy, ognia, członków, wdzięku,
Aby używać swych bogactw. I cóż w tem
Godne nazywać się życiem? W tem życiu
Smierci ukrywa się tysiąc, a jednak
Drżymy przed śmiercią, co w końcu te wszystkie
Godzi sprzeczności...
↑Hiperyon — jedna z nazw boga słońca u Greków; Satyr — bożek leśny, z krzywemi nogami, obrośniętemi włosem, symbol lubieżności starczej.
↑Niobe po zabiciu synów i córek przez Apollina i Dyanę, skamieniała z boleści, lecz łzy i wtedy jeszcze z oczu jej się sączyły.
↑„Gdy przed księżycem wdzięki swe odsłania“ — Odnosi się to do istniejącego w czasach Szekspira zwyczaju, który damom nakazywał zasłaniać twarz maską, kiedy wychodziły z domu.
↑„przydomek (swinish) hańbi nazwisko nasze“. Duńczycy wistocie sławni byli z opilstwa tak, że to weszło było nawet w przysłowie. Gdy jednego wracającego Francuza z Danii zapytano, co tam widział: Rien de singulier, sinon: qu’ouqu’on y chante tous le jours: le Roi boit. („Nic szczególnego, chyba to, że codzień tam śpiewają: Król pije!“)
↑lew nemejski słynny w mitologii greckiej z nadzwyczajnej siły; zabił go Herkules.
↑„jest coś butwiejącego w państwie duńskiem“. Wiersz ten, bardzo często powtarzany w wielu książkach i rozmowach, brzmi w oryginale: Something is rotten in the state of Denmark.
↑„muszę to sobie zapisać“. Zwyczajem było, za Szekspira, nosić przy sobie pugilares dla zapisywania bądź w kościele, bądź w teatrze odznaczających się lub bardziej się podobających ustępów. Już w tem miejscu okazuje się Hamlet raczej refleksyjnym niż pochopnym do czynu.
↑„niema na całą Danię nikczemnika“... prawdopodobnie miał Hamlet dopowiedzieć: „większego niż mój stryj“; ale się pomiarkował, że wyda tajemnicę, i zakończył ogólnikiem, powtarzającym tylko innemi słowy, co już w pierwszem zdaniu zaznaczył wyrazem: „nikczemnik“.
↑„więcej jest rzeczy“ itd. Ten dwuwiersz sławny brzmi w oryginale: There are more thing in heaven and earth, Horatio, Than are dreamt of in your philosophy.
↑„Świat wyszedł z formy“ itd. W oryginale: The time is out of joint: o cursed spite, That ever I was born to set it right, co znaczy dosłownie: „Czas (tj. świat współczesny) wyszedł ze stawu (tj. jest wykolejony, wywichnięty); o przeklęta złości losu (o przeklęta męczarnio), żem się właśnie urodził, aby go nastawiać (naprostować)“.