Żywot Jezusa/Rozdział IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ IV.
Idee środowiska, z którego wyszedł Jezus.

Równie jak w zakrzepłej ziemi trudno odnaleść ślady pierwotnych zjawisk stworzenia, gdyż zagasły ognie, które ją przenikały, tak samo trudno dziś zbadać dokładnie ową epokę przewrotu, która rozstrzygnęła losy ludzkości, wszelkie zaś wnioski i objaśnienia historyków będą zawsze posiadały jakieś braki. Jezus żył w czasach, kiedy na arenę dziejową występowało się otwarcie a na szalę losu rzucało się wszystko. Każdy wielki charakter pieczętował swą działalność śmiercią. Dla takich czynów potrzeba wolności; a wolności tej nie było, porywy tłumiono za pomocą krwawych represalii. Dziś człowiek mało waży i mało zdobywa. Ale w epoce bohaterskiej ważył wszystko i zdobywał wszystko. Źli i dobrzy — a przynajmniej ci, którzy się za takich uważali — stawali naprzeciwko siebie jak dwie zbrojne armie. Do apoteozy szło się przez szafot. Charaktery bohaterów ryją się w pamięć wieków jako wieczyste wzory. Prócz wielkiej rewolucyi francuskiej żadna epoka dziejów ludzkich nie wytworzyła takiego środowiska, jak epoka Jezusa, które byłoby zdolne dobyć z piersi człowieczej tyle siły utajonej; taka siła występuje tylko w dniach wielkich gorączkowych dążeń i wielkich niebezpieczeństw.

Gdyby rządzenie światem było zagadnieniem spekulacyi filozoficznej a największy filozof istotą właściwą do powiedzenia ludziom, w co wierzyć mają, to owe etyczne i dogmatyczne kanony, które zwiemy religią, byłyby tylko owocem rozmyślań w ciszy i spokoju. Ale niestety tak nie jest. Z wyjątkiem wielkiego Sakya-Muni wszyscy twórcy religii metafizykami nie byli. Nawet ów buddyzm, narodzony z czystej myśli, zawojował połowę Azyi tylko za pomocą czynników politycznych i moralnych. W religiach semickich pierwiastek filozoficzny zajmuje bardzo mało miejsca. Mojżesz i Mahomet nie byli filozofami, ale ludźmi czynu. Panują nad ludzkością, ponieważ zdołali swych ziomków zagrzać do czynu. I Jezus również nie był ani teologiem, ani filozofem o mniej lub więcej doskonałym systemacie. Kto chciał zostać jego uczniem, ten nie potrzebował podpisać się pod jakąś formułką, lub uczynić jakieś wyznanie wiary: wystarczało, że szedł śladem mistrza i kochał go. Jezus nigdy nie prowadził dysput o Bogu, gdyż czuł go bezpośrednio w sobie. To nie Jezus stworzył ową podwodną rafę metafizycznego mędrkowania, o którą uderzyła nawa chrześciaństwa na początku III wieku. Nie dogmat, nie systemat filozoficzny był potęgą Jezusa, ale jego indywidualność o tak silnej woli, że złamała inne i do dnia dzisiejszego włada sumieniami ludzkiemi.

Od niewoli babilońskiej aż do średnich wieków naród żydowski znajdował się ciągle w sytuacyi naprężonej. Dlatego wszyscy rzecznicy myśli tego narodu śród owego długiego okresu piszą ciągle w stanie jakiegoś gorączkowego podniecenia, wznoszą się albo nad rozum ludzki, albo spadają niżej, nigdy jednak nie stąpając po jego poziomie. I nigdy może człowiek z większą, niemal rozpaczliwą odwagą, nie rzucał się do rozwiązywania zagadki swej przyszłości, swego przeznaczenia. Myśliciele żydowscy uważali dobro swego narodu za swoje własne; oni byli pierwsi z pomiędzy tych, którzy, budując teorye społeczne, mieli na oku całą ludzkość. Grecya, zatopiona w sobie, zajęta wyłącznie swemi wewnętrznemi sprawami, które jedno miasto uzbrajały przeciw drugiemu, doczekała się znakomitych dziejopisów; ale ci przed epoką rzymską nie zdobyli się na zasadę historyozoficzną, obejmującą całą ludzkość. Natomiast Żyd wskutek daru jakiegoś proroctwa, sięgającego w przyszłość i odgadującego jej znamienne rysy, historyę zlał w jedno z religią. Może dar ten zawdzięczał on po części wpływom perskim? Persya bowiem mniemała od niepamiętnych czasów, że dzieje wszechświatowe to szereg ewolucyjnych uwarstwień, szereg epok, że każdą taką epokę rozpoczyna jakiś prorok, będący jej twórcą. Każdy prorok miał swój »hazar«, t. j. okres tysiącletniego panowania (chiliazm) a każdy taki okres obejmował wszystkie zdarzenia, które miały przygotować ludzkość do nastania państwa Ormuzda; okresy te przypominają także owe miliony wieków, na czele których miał stać każdy oddzielny Budda indyjski. A gdy się czasy wypełnią po ostatniem tysiącoleciu, nastanie zupełny raj na ziemi. Ludzie osiągną najwyższe szczęście, ziemia będzie im padołem doskonałości, wszystkie ludy będą mówiły jednym językiem, nastanie dla wszystkich jedno prawo, jedno państwo. Ale taki stan rzeczy poprzedzą okropne nieszczęścia. Dahak, szatan perski, zerwie swe pęta i rzuci się na ziemię. Wtedy zjawi się dwóch proroków, którzy ludzkość pocieszą i przygotują do przyszłych zdarzeń[1]. Takie idee obiegały świat, dotarły nawet do Rzymu, gdzie wywołały szereg poematów proroczych, szerzących wiarę w podział historyi świata na epoki, w zupełne odrodzenie ludzkości i powrót złotego wieku[2]. Księga Daniela, Henocha, oraz niektóre księgi sybillińskie[3], są wyrazem żydowskiego poglądu na te marzenia. Wątpić należy, aby tak myślał ogół. Z początku tylko imaginacye wyjątkowe zapalały się do tych idei, oraz umysły, ulegające łatwo wpływom obcych doktryn. Ograniczony i suchy umysł autora ksiąg Estery nigdy nie mówi o świecie inaczej, tylko z najwyższą pogardą i nieżyczliwością[4]. Rozczarowany epikurejczyk, twórca księgi Kaznodzieja Salomonowy, do tego stopnia nie zajmuje się przyszłością, że nawet nie dba o los własnych dzieci; według tego celibataryusza-egoisty szczytem mądrości żyć z pełnego[5]. Wszelako w każdym narodzie rzeczy wielkich dokonywa mniejszość. Mimo całego szeregu cech ujemnych, jak bezwzględność, egoizm, szyderstwo, okrucieństwo, małoduszność, mędrkowanie i sofistyka — naród żydowski był twórcą dążeń najpiękniejszych i najbardziej bezinteresownych, jakie dzieje kiedykolwiek widziały i zapamiętały. Opozycya staje się zawsze chwałą swego narodu. W pewnych okolicznościach największymi śród danego narodu są ci, których ów naród skazuje na śmierć. Sokrates opromienił nieśmiertelną sławą Ateny, które mniemały, że właśnie on czyha na ich zgubę. Spinoza był największym Żydem czasów nowożytnych i właśnie synagoga wyklęła go. Jezus stał się chlubą swego ludu i właśnie lud ten go ukrzyżował.

Od wieków olbrzymie marzenie ożywiało naród żydowski i odmładzało wciąż schnący jego pień. Grecy, stworzywszy teoryę o nieśmiertelności duszy, wierzyli w nagrodę osobistą; Żydzi, nic o tem nie wiedząc, całe uczucie swoje i wszystkie nadzieje złożyli na ołtarzu przyszłości narodowej. Wierzyli, że Bóg obiecał im przyszłość nieograniczoną; a ponieważ począwszy od IX wieku przed naszą erą gwałt coraz bardziej rządził światem i coraz bardziej ograniczał dążenia Żydów, przeto wpadali na najdziwaczniejsze pomysły, aby te rażące sprzeczności ze sobą pogodzić. Gdy przed niewolą babilońską cała doczesna przyszłość narodu została zagrożona przez odłączenie się pokoleń północnych, Żydzi marzą o odrodzeniu potęgi domu Dawidowego, marzą o pojednaniu ze zwaśnionemi pokoleniami, wreszcie o pokonaniu bałwochwalstwa przez teokracyę i kult Jehowy. A w epoce niewoli występuje wieszcz, pełen niesłychanego uroku, widzi chwałę jakiegoś przyszłego Jeruzalem, panującego nad licznymi ludami i nad odległemi wyspami, i przedstawia to panowanie w barwach tak łagodnych, iż możnaby mniemać, że przez dal sześciu wieków Jezus użyczył mu blasku swej duszy i swej dobroci[6]. Zdawało się przez jakiś czas, że zwycięstwo Cyrusa spełniło wszystkie wymarzone nadzieje ludu. Surowi uczniowie Awesty i wyznawcy Jehowy uważali się za braci. Persya, pozbywszy się wielorakich »Dewasów«, którzy się zamienili w demonów (Diwów), doprowadziła starą wyobraźnię aryjską, pogrążoną przeważnie w naturalizmie, do pewnego rodzaju monoteizmu. Proroczy ton nauk krainy irańskiej przypomina pod niejednym względem pisma Ozeasza i Izajasza. Izrael odetchnął pod Achemenidami[7] a pod Kserksesem (Aswerus) zatrwożył nawet Irańczyków. Ale tryumfalne wtargnięcie do Azyi cywilizacyi greckiej i rzymskiej strąciło Izraela znowu w otchłań marzeń. Coraz donośniej wzywa on Mesyasza, aby się zjawił dla sądu i pomsty nad ludami. Oczekuje teraz zupełnego przeobrażenia świata, rewolucyi, mającej wstrząsnąć podwalinami ziemi i ugasić palące pragnienie zemsty, wynikłe z poczucia swej wyższości a widoku swego poniżenia[8].

Gdyby Żydzi wierzyli w spirytualizm, według którego człowiek posiada duszę i ciało, więc dusza, rzecz prosta, żyje dalej, choć ciało w proch się obróci, wybuch owej wściekłości i owego protestu nie miałby podstawy. Ale spirytualizm był wynikiem filozofii greckiej i nie tkwił bynajmniej w tradycyach żydowskich. Starożytne pisma hebrajskie nie wspominają nic o przyszłych nagrodach lub karach. Dopóki pokolenia poszczególne żyły z sobą w zgodzie, nie zajmowano się myślą o sprawiedliwym podziale nagród według zasługi. Gdy przeto nastały wieki bezbożności, człowiek sprawiedliwy znalazł się w bardzo niekorzystnem położeniu; musiał cierpieć za winy niepopełnione, dźwigać brzemię nieszczęścia, które spadło na niego za nieprawość ogółu. Tego rodzaju poglądy, które Żydzi odziedziczyli jeszcze po patryarchach, prowadziły do coraz większych sprzeczności. Już za czasów Hioba poglądy te były silnie zachwiane; starcy Temanu, którzy je szerzyli, nie stali na wysokości swego wieku, a młodzieńczy Elihu, który się pojawia, aby je zwalczyć, zaraz na wstępie poczyna sobie dość rewolucyjnie, wołając: mądrość przestała być udziałem starców[9]. Z chwilą, gdy wskutek wystąpienia Aleksandra wytworzyły się nowe zawikłania, stare zasady temańskie i mozaistyczne stały się jeszcze nieznośniejszemi[10]. Izrael był nieskończenie wierny Zakonowi a przecież uległ prześladowaniu Antyocha. Jeden tylko mówca, powtarzający bezmyślnie stare frazesy, odważył się głosić, że całe nieszczęście ludu pochodzi stąd, iż przestał być wiernym Zakonowi[11]. Jakto? Cały szereg poległych w obronie wiary, owi bohaterscy Machabeusze, ta matka poświęcająca siedmiu synów, tych miał Jehowa zapomnieć na wieki i oddać wytępieniu i mogile?[12]. Saduceusz, niedowiarek i światowiec, mógł może nie ustraszyć się podobnych wywodów; jakiś tak doskonały mędrzec, jak Antigones z Soko[13] mógł był głosić, że cnoty nie uprawia się dla nagrody, inaczej byłoby się niewolnikiem, który wyciąga rękę po zapłatę, że właśnie należy być cnotliwym bez oglądania się na to, czy się otrzyma nagrodę, czy nie. Ale ogółu, ale tłumu, nie mogła podobna filozofia zadowolnić. Zwolennicy teoryi filozoficznej o nieśmiertelności duszy wyobrażali sobie, że sprawiedliwy żyje dalej w pamięci Boga i w pełnem chwały wspomnieniu ludzkiem, sądząc bezbożnych, którzy go prześladowali[14]. »Żyją w obliczu Boga... Bóg zna ich«[15] — oto cała nagroda. Inni natomiast, zwłaszcza Faryzeusze, przyjęli dogmat o zmartwychwstaniu[16]. Sprawiedliwi ożyją, aby wziąć udział w królestwie Mesyaszowem. Zmartwychwstaną ich ciała, posiędą świat, w którym będą królami i sędziami: oglądać będą tryumf swych zasad a poniżenie swych wrogów.

U Izraela wieków najdawniejszych odnajdujemy bardzo niewyraźne ślady tego podstawowego dogmatu. Saduceusz, który go nie uznawał, uchodził za zupełnie prawowiernego; faryzeuszów, wyznawców nauki o zmartwychwstaniu, uważano za nowatorów. Ale w dziedzinie religii wszelka nowość wypływa z gorliwości; stronnictwo fanatyków stawia tezę i wyciąga z niej wszystkie konsekwencye. Nauka o zmartwychwstaniu, tak różniąca się od nauki o nieśmiertelności duszy była całkiem naturalnym wynikiem nauk poprzednich i położenia ogólnego, w jakiem się lud znalazł. Może zresztą i tu ujawnił się wpływ Persyi[17]. W każdym razie tworzy ona łącznie z wiarą w przyjście Mesyasza i wiarą w odrodzenie świata owe teorye apokaliptyczne, które, nie wytworzywszy właściwie żadnego artykułu wiary (zdaje się, że ortodeksyjny Synhedrion Jerozolimy nie przyjął ich), trafiały do każdego umysłu i ogarnęły cały świat żydowski. Owóż ten zupełny brak granic, jakie zakreśla dogmat, sprawił, że zmieszały się ze sobą pojęcia zasadniczo sprzeczne. Niebawem sprawiedliwy pocznie oczekiwać zmartwychwstania[18], będzie wierzył, iż zaraz po śmierci dostanie się na łono Abrahama[19]. Raz jest mowa o zmartwychwstaniu wszystkich[20], to znowu tylko o zmartwychwstaniu sprawiedliwych[21]. Jedni głoszą, że ziemia się odrodzi i nastanie nowe Jeruzalem; natomiast inni, że przedtem świat cały zostanie zniszczony.

Taki stan umysłów panował w Palestynie, kiedy Jezus wystąpił na widownię publiczną. Nie było szkoły, któraby krzewiła te idee; unosiły się one w powietrzu, napływając do duszy Jezusa od lat najwcześniejszych. Naszych wątpliwości i wahań nie znał on zupełnie. Na szczycie góry Nazaret, gdzie człowiek współczesny nie może się oprzeć niespokojnym dumaniom o swym losie zawodnym, spoczywał on z pewnością kilkadziesiąt razy, wolny od wszelkich zwątpień. Źródłem naszego smutku jest egoizm, który każe nam dociekać z goryczą, jaką korzyść odniesiemy z cnót naszych po za grobem; Jezus tego nie znał, on był oddany tylko swemu dziełu, swemu ludowi, ludzkości... Owe góry, to morze niebieskie, te przeczyste błękity, to płaskowzgórze gubiące się za widnokręgiem, wszystko to nie było dla niego wizyą duszy, nękanej przez melancholię a pytającej natury o swoje przeznaczenie, ale określonym symbolem, ale przejrzystym cieniem świata niewidzialnego, nowego nieba.

Do zdarzeń politycznych swego czasu nie przywiązywał wagi i prawdopodobnie też niewiele o nich wiedział. Dynastya Herodów żyła dla niego w świecie tak odrębnym, że niezawodnie znał ją tylko z nazwiska. Herod Wielki schodzi ze świata niemal w roku jego narodzin, pozostawiając po sobie niezatarte ślady działalności, pomniki, zmuszając najbardziej uprzedzonych do porównania jego panowania z panowaniem Salomona, choć dzieła te nie były wykończone i nikt ich wykończyć nie mógł. Ambitny światowiec, błąkający się wciąż w labiryncie zatargów religijnych, posiadał ów chytry Idumejczyk tę przewagę, jaką nad zapalonymi fanatykami daje zimna krew, pozbawiona uprzedzeń moralnych. Jego idea państwa żydowskiego, jak podobne projekty Salomona, choćby nawet nie była na owe czasy politycznym anachronizmem, byłaby się i tak rozbiła o sam charakter narodu żydowskiego. Jego trzej synowie zostali tylko rzymskimi namiestnikami o stanowiskach mniej więcej radżów indyjskich pod panowaniem Anglików. Antipater lub Antipas, tetrarcha Galilei i Perei, do którego poddanych Jezus zaliczał się przez całe życie, człowiek leniwy, książę bez władzy[22], był ulubieńcem i pochlebcą Tyberyusza[23]; a Herodiada[24], druga jego żona, wywierała na niego wpływ nieraz bardzo ujemny. Filip, tetrarcha ziemi Gaulonickiej i Batanejskiej, kędy Jezus nieraz podróżował, był władcą o wiele lepszym[25]. Archelausa, etnarchy Jerozolimskiego, Jezus znać nie mógł. Miał bowiem najwyżej lat dziesięć, kiedy ten człowiek bez charakteru, słaby a nieraz gwałtowny, został przez Oktawiana Augusta pozbawiony władzy[26]. Tym sposobem Judea, złączona z Samaryą i Idumeą, stała się właściwie cząstką prowincyi syryjskiej, którą rządził legat cezara, wpływowy konsul, senator Publius Sulpicius Quirinus[27]. Wszyscy namiestnicy jerozolimscy jak Componius, Marcus Ambivius, Annius Rufus, Valerius Gratus i wreszcie około r. 26 naszej ery Pontius Pilatus, musieli we wszelkich ważniejszych sprawach zwracać się do legata, władającego Syryą; pod ich stopami wciąż budził się wulkan, który chcieli ugasić[28].

Przez cały ten okres Jerozolima jest widownią ciągłych rozruchów, wzniecanych przez fanatyków religijnych[29]. Przywódca tych rozruchów szedł zawsze na śmierć; ale szedł z całym zapałem, ilekroć był rzecznikiem nienaruszalności Zakonu. Dla zagorzałych fanatyków, nie dbających o życie, powód do wzniecenia zamieszek zawsze się znalazł; więc zrywano orły rzymskie, burzono gmachy i pomniki, stawiane przez Heroda, w szczególności te, które obrażały uczucia wiernych, domagano się usunięcia tablic pamiątkowych, fundowanych przez prokuratorów a posiadających napisy treści bałwochwalczej[30]. Silne stronnictwo przewrotu stworzyli dwaj uwielbiani przez lud uczeni w piśmie, Juda, syn Saryfeusza, oraz Mateusz, Syn Margalota; nawet śmierć obu przywódców nie zdołała stronnictwa tego wytępić[31]. Podobny ruch ogarnął Samarytanów[32].

Zakon prawdopodobnie nie miał nigdy żarliwszych obrońców jak w chwili, gdy już żył ten, który potęgą swego geniuszu i swej wielkiej duszy miał go znieść. Pojawiają się »Zeloci« (Kenaim) czyli »Sykariowie«, religijni mordercy, którzy uważają sobie za obowiązek zabić każdego, kto w ich oczach naruszy Zakon[33]. Rzecznicy innej myśli, Taumaturgowie, uważani niemal za istoty boskie, zyskują wiarę u ludu, którego dusza rwie się w zaświatowość, nadprzyrodzoność i boskość[34].

Większy wpływ wywarł na Jezusa ruch, wywołany przez Judasza Gaulonitę, zwanego także Galilejskim. Ludom podbitym przez Rzymian najbardziej dolegał census[35]. Środek ten, który zawsze zadziwia ludy, nieprzywykłe do płacenia podatków na rzecz centralnej władzy administracyjnej, oburzał Żydów. Już za czasów Daniela szacunek podatkowy wywołał gwałtowne protesty i skargi proroków[36]. Census był podstawą opodatkowania; tymczasem samo płacenie podatków graniczyło wedle pojęć teokratycznych niemal z bezbożnością. Jedynym panem człowieka jest Bóg; dziesięcina, składana na rzecz jakiegoś ziemskiego władcy, równało tego władcę z Bogiem. I na tym właśnie punkcie teokracya żydowska, dla której pojęcia państwowe były zupełnie nieprzystępne, doszła do swych ostatecznych konsekwencyj, do negacyi wszelkich urządzeń społecznych i wszelkiej władzy. Pieniądz, spoczywający w skarbcu publicznym, uchodzi za pieniądz skradziony[37]. Zarządzany przez Quirinusa w 6 r. naszej ery spis ludności, wywołał wielkie wrzenie w umysłach. W prowincyach północnych wybuchły zamieszki. Niejaki Judas z miasteczka Gamala, położonego na wschodnim brzegu jeziora Tyberyadzkiego, oraz Faryzeusz imieniem Sadok, wystąpiwszy razem przeciw płaceniu podatków, stworzyli stronnictwo, które niebawem podniosło otwarty bunt[38]. Stronnictwo to głosiło, że nikomu niewolno nazywać się »Panem«, gdyż tytuł ten przysługuje wyłącznie Bogu, że wolność powinna być droższa człowiekowi niż życie. Nie ulega wątpliwości, że ów Judasz miał jeszcze szereg innych tez w zanadrzu, które jednak Józef Flaviusz osłania milczeniem, aby nie obnażyć zanadto swych współwyznawców i nie przedstawić ich w świetle mniej korzystnem; nie można bowiem zrozumieć, czemu dla takich ogólników zalicza go do rzędu filozofów narodowych i za twórcę niemal czwartej sekty, równej sektom Faryzeuszów, Saduceuszów i Esejczyków. Judasz mógł rzeczywiście stać na czele jakiejś sekty galilejskiej przejętej ideą mesyanistyczną, która następnie rzuciła się w wir działań politycznych. Prokurator Coponius stłumił wprawdzie powstanie Gaulonity; ale stronnictwo jego nie wyginęło, miało nawet i potem jeszcze przywódców. Syn Judasza, Menahem, oraz Eleazar, krewniak, prowadzą dzieło dalej, a podczas ostatnich walk Żydów z Rzymianami[39] są nawet bardzo czynni. Może Jezus znał owego Judasza, pojmującego żydowską rewolucyę tak odmiennie od niego? Ludzi tego obozu znał na pewno, znał także ich zasady; może więc umyślnie dla przeciwdziałania zasadzie państwowej wygłosił zdanie: oddaj Bogu, co Boga a Cesarzowi, co Cesarza[40]. Jezus, obdarzony prawdziwą mądrością, skorzystał z błędu swego przeciwnika, marzył bowiem o innem królestwie i o innem zbawieniu.

Tym sposobem Galilea stała się olbrzymim tyglem, w którym się stapiały najróżnorodniejsze żywioły[41]. Skutkiem tych agitacyj wyrodziła się niesłychana pogarda życia a raczej wprost pragnienie śmierci[42]. Tam, gdzie fanatyzm dźwiga masy do wielkiego ruchu, głos doświadczenia nie ma posłuchu. W czasie pierwszego zaboru Algeryi przez Francuzów rok rocznie pojawiali się prorocy, którzy głosili, że Bóg zesłał ich na ziemię, aby wytępili niewiernych; głosili również, że ciało ich nie może być zranione; już następnej wiosny lud zapominał o ich śmierci i obdarzał tą samą wiarą ich następców. Władza rzymska, skądinąd bardzo bezwzględna, z jednej strony uciskała wprawdzie lud, ale z drugiej strony dawała mu też dużo swobody. Gdy szło o ujarzmienie jakiegoś narodu, owa brutalna potęga nie cofała się przed żadnym środkiem; ale swoją drogą nie posiadała tej okropnej podejrzliwości, jaka cechuje ludzi, stojących na straży dogmatu. Władza rzymska pozwalała na wszystko aż do chwili, w której mniemała, iż należy jej wystąpić z inicyatywą. W tułaczem życiu Jezusa nigdy nie zachodzi mu drogi żadna policya. Galilea tem stała wyżej od Jerozolimy, że kwitła w niej istotnie wolność; była tem szczęśliwszą od stolicy palestyńskiej, że Faryzeusze jeszcze się bardzo po niej nie krzątali. Rewolucya, albo powiedzmy lepiej Mesyanizm, zaprzątał wszystkie głowy. Zdawało się ludziom, iż stoją w przededniu wielkich zmian; pismo, wykładane w najdziwaczniejszy sposób, podsycało najszaleńsze nadzieje. W każdym wersecie prostych słów tekstu dopatrywano się potwierdzenia, albo wprost programu przyszłego królestwa, mającego dać pokój ludziom dobrej woli i ufundować na wieki wieków dzieło boże na ziemi.

Ów rozłam na dwa stronnictwa przeciwne sobie duchem i wszystkimi interesami był zawsze dla ludu żydowskiego płodny w skutki. Każdy naród, który mniema, iż jest powołany do wielkich przeznaczeń, musi tworzyć zamknięty w sobie świat o dwóch biegunach. W Grecyi widzimy Ateny i Spartę, dwa miasta rozdzielone niewielką przestrzenią; dla powierzchownego badacza są to antypody, ale w rzeczywistości były to tylko dwie siostry-rywalki, z których jedna nie mogła się obejść bez drugiej. To samo działo się w Judei. Północ nie posiadała tej świetności, jaka była udziałem Jerozolimy, ale była zato bardziej ruchliwa; stamtąd wychodził zawsze żywy czyn ludu. W Jerozolimie brakło poczucia natury, osiadła na duszach ludzkich posępność; cokolwiek tam powstało, miało mimo wielkości charakter ponury, odstręczający. Jerozolima nie byłaby nigdy podbiła świata za pomocą swych pyszałkowatych uczonych, niesmacznych teologów, ponurych i obłudnych dewotów. Północ obdarzyła ludzkość naiwną Sulamitką, pokorną niewiastą z Kany galilejskiej, namiętną Magdaleną, dobrodusznym Józefem wychowawcą i dziewiczą Maryą. Północ zrodziła Chrześciaństwo; Jerozolima była prawdziwą ojczyzną skostniałego judaizmu, sformułowanego przez Faryzeuszów, utwierdzonego przez Talmud, który przeżył wieki średnie i żyje jeszcze dziś.

Urocza przyroda wytworzyła tam ducha mniej surowego, albo, jeżeli można tak powiedzieć, ducha monoteistycznego, który wszystkie marzenia Galilei owiał nastrojem cudnej idylli. Okolice Jerozolimy są może najsmutniejszym zakątkiem świata. Galilea natomiast była krainą zieleni, cieniów, uśmiechniętych pól, była prawdziwą ojczyzną Pieśni nad Pieśniami i Hymnów Umiłowanego[43]. W ciągu marca i kwietnia kraina ta zamienia się w przepyszny kobierzec kwiatów o niezrównanym blasku i różnorodności barw. Zwierzęta nie są rosłe, ale zarazem dziwnie niepłochliwe. Śliczne, wartkie gołębie, niebieskie kosy, tak lekkie, że pod ich ciężarem nie ugina się źdźbło trawy, czubate skowronki, które siadają niemal u nóg pielgrzyma, rzeczne żółwie o żywych, łagodnych oczach, poważne bociany, nie lękają się człowieka, garną się niemal do niego. W żadnym kraju góry nie przedstawiają linij tak harmonijnych i nie budzą myśli równie podniosłych. Zdaje się, że Jezus szczególnie był do nich przywiązany. Najwznioślejsze zdarzenia jego boskiego zaiste życia miały miejsce na szczytach gór; tu bywał najbardziej uniesiony duchem[44]; tu porozumiewał się tajemniczo ze starymi prorokami; tu przemieniał się na oczach swoich uczniów[45].

Ten piękny kraj, doprowadzony do ruiny przez Islam, który życie ludzkie pogrążył w okropnej nędzy, ten uroczy kraj, dziś napełniający pielgrzyma lękiem, zachował jednak to, czego żadna ręka zniszczyć nie może, zachował melancholię, wdzięk, który za dni Jezusa przejmował duszę wiosną i weselem. Galilejczycy uchodzili za ludzi energicznych, dzielnych i pracowitych[46].

Z wyjątkiem Tyberyady, zbudowanej przez Antypasa około r. 15 na cześć Tyberyusza i to w stylu rzymskim[47], Galilea nie posiadała miast większych. Kraj był jednak dość gęsto zaludniony, posiadał liczne miasteczka i rozległe osady; każdy szmat ziemi był starannie uprawiony[48]. Z dzisiejszej ruiny tego kraju bije jeszcze życie owego pilnego ludu rolników, nie zamiłowanego w sztukach pięknych, nie dbającego o przepych, obojętnego na piękno formy, owego ludu czystych idealistów. Były to przepyszne okolice, zroszone wodami, bogate w owoce; osady ginęły w cieniu winogradu i drzew figowych, ogrody były pełne cytryn, granatów i pomarańcz[49]. Wino, wnioskując z gatunków, które dziś Żydzi wytłaczają w Sofet, było znakomite a pito go wiele[50]. To życie pełne zadowolenia, którego potrzeby można było tak łatwo zaspokoić, nie zrodziło grubego materyalizmu naszego chłopa, ani brutalnej rubaszności żyznej Normandii, lub ociężałej wesołości Flamandczyka. Życie uduchowniło się tutaj, zapełniło eterycznemi marzeniami, zostało owiane poetycznym mistycyzmem, zbliżając ziemię z niebem. Niechaj surowy Jan Chrzciciel pędzi żywot w pustynnej Judei, niech tam wzywa do pokuty, niechaj wciąż gromi, otoczony szarańczą i szakalami! Dlaczegóż mieliby towarzysze Oblubieńca zachowywać posty, póki ów Oblubieniec był pośród nich? Niechaj radość będzie udziałem królestwa bożego. Nie jest że ona siostrzycą prostoty serca i dobrej a nakłonnej woli?

Zaranie Chrześciaństwa — to najpiękniejsza idylla. Radosna postać Mesyasza, którego na uroczystość zaprasza weselnica i dobroduszny Zacheusz, chrześciaństwo jako orszak ślubny — oto na co zdobyła się Galilea, jaką stworzyła zasadę, jaki nastrój. Grecya dała prześliczny obraz życia za pomocą rzeźby i poezyi, ale obraz ten nie posiada głębszej perspektywy. W Galilei niema marmurów, niema kunsztmistrzów, niema sztuki pozującej. Wzamian zato Galilea dała wyobraźni ludzkiej wzniosły ideał; idylla zamieni się niebawem w widownię, na której będą się rozgrywały losy całej ludzkości, a nad tą widownią będzie się unosiła, niby słońce sprowadzone na ziemię, myśl o królestwie bożem.

W tem podniosłem otoczeniu żył i rozwijał się Jezus. Za dni swego dzieciństwa pielgrzymował rokrocznie na święta do Jerozolimy[51]. Pielgrzymki te były dla Żydów prowincyonalnych okresem miłych nad wyraz uroczystości. Przy śpiewie psalmów, wielbiących szczęśliwość duchową, ciągnęły całe rodziny[52] wiosną przez dni wiele wzgórzami i dolinami, marząc o świetności Jerozolimy, odczuwając już dreszcz, który przejmuje na widok świętych miejsc, gdzie wszystkich połączy jeden uścisk braterskiej miłości[53]. Jezusowi, jak i dzisiejszym pątnikom, wypadała zazwyczaj droga przez Gineę i Sychem[54]. Od tej miejscowości do Jerozolimy wędrówka jest bardzo uciążliwa. Ale znużonego ducha podtrzymuje widok na Silo i Betel, dwie miejscowości czczone od wieków, które pielgrzym mija w pochodzie. Ostatni etap to Ain-el-Haramieh[55], miejsce pełne uroku i melancholii, a kto tu zostaje na nocleg, doznaje takich wrażeń, jakich mu inne okolice nie dadzą. Oto wąska i posępna dolina, otoczona skałami, w których wykute są grobowce; z tych skał bije czarna woda. To prawdopodobnie owa słynna »Dolina Łez«, zwana także doliną »Ciekących Wód«, którą opiewa wspaniały psalm LXXXIV[56]. Następnego dnia rankiem dochodzi się już do Jerozolimy; więc ostatni nocleg ożywia pielgrzymią karawanę nadzieją pięknego jutra, skraca wieczór rozmową a potem zsyła na powieki sen miły a lekki.

Te pielgrzymki, śród których między ludem następowała wymiana myśli, śród których rozbłyskały różne szczytne idee, zbliżały Jezusa do tłumów, i one to niezawodnie napełniły go odrazą do oficyalnych przedstawicieli narodu żydowskiego. Mniemają niektórzy, że mistrzynią jego była pustynia, na której miał przebywać dość długo[57]. Ale Bóg, którego tam napotkał, nie był jego Bogiem. To był najwyżej Bóg Hioba, surowy i groźny nie dający posłuchu nikomu. Na tej pustyni miał go nawiedzać szatan, aby go kusił. Wracając do ukochanej Galilei, odnajdywał znowu swego niebieskiego Ojca, tam, śród zieleniejących wzgórzy, śród kryształowych źródeł, śród roju dziatwy i zastępu niewiast, które z radością w duszy i anielską pieśnią na ustach oczekiwały wybawienia ludu Izraelskiego.


Przypisy

  1. Yaçna XIII, 24; Teopomp, u Plutarcha. De Iside et Osiride, § 47; Minokhired, ustęp drukowany w »Zeitschrift der deutschen morgenlaendischen Gesellschaft«, I p. 263.
  2. Virg. Ecl. IV; Servius o 4 w. tej bukoliki; Nigidius, cytowany przez Serviusa, o w. 10.
  3. Księga III, 97—817.
  4. VI, 13: »I powiedział Haman Zeresie, żonie swej, i wszystkim przyjaciołom swoim wszystko, co mu się przydało. I rzekli do niego mędrcy jego, i Zeres, żona jego: Ponieważ z narodu żydowskiego jest Mardocheusz, przed którego obliczem począłeś upadać, nie przemożesz go«. VII, 10: »I obwieszono Hamana na onej szubienicy, którą był zgotował Mardocheuszowi«; VIII, 7, 11—17; IX, 1—22; także w ustępach apokryficznych: IX, 10—11; XIV, 13 i nast.; XVI, 20, 24.
  5. Kaznodzieja Salom. I, 11: »Niemasz pamiątki pierwszych rzeczy; także też i potomnych, które będą, nie będzie pamiątki u tych, którzy potem nastaną. II, 16: »Albowiem nie na wieki będzie pamiątki mądrego i głupiego, iż za to, co teraz jest, we dni przyszłe wszystkiego zapomną, a jako umiera mądry, tak i głupi«. II, 18—24: »Nawet obmierzła mi wszystka praca moja... przeto iż zostawić ją muszę człowiekowi, który nastanie po mnie. A kto wie, będzie li mądrym, czyli głupim?... Bo cóż ma człowiek ze wszystkiej pracy swej, i z usiłowania serca swego?« III, 19—22: »Bo przypadek bydła i przypadek synów ludzkich jest jednaki. Jako umiera ono, tak umiera i ten, i ducha jednakiego wszyscy mają, a niema człowiek nic więcej nad bydlę; bo wszystko jest marność... Wszystko jest z prochu i w proch się obraca. A któż wie, że duch synów ludzkich wstępuje wzgórę? a duch bydlęcy że zstępuje pod ziemię? Przeto zobaczyłem, że człowiekowi nie masz nic lepszego, jedno weselić się z pracy swej, gdyż to jest dział jego; albowiem któż go do tego przywiedzie, aby miał poznać, co będzie po nim?« IV, 8, 15—16; V, 17—18; VI, 3. 6, VIII, 15; IX, 9, 10.
  6. Izajasz LX, etc. »Powstań, objaśnij mnie! ponieważ przyszła światłość twoja, a chwała pańska weszła nad tobą. Bo oto ciemności okryją ziemię a zaćmienie narody; ale nad tobą wznijdzie Pan, a chwała jego nad tobą widziana będzie! I będą chodzić narodowie w światłości twojej, a królowie w jasności, która wynijdzie nad tobą« etc.
  7. Cała księga Estery tchnie wielkiem przywiązaniem do tej dynastyi.
  8. List apokryficzny Barucha, u Fabriciusa, Cod. Pseud. V. T. II, p. 147 i nast.
  9. Job. XXXII, 9: »Zacni nie zawsze mądrzy, a starcy nie zawsze rozumieją sądu«.
  10. Tymczasem, rzecz szczególna, Jezus syn Syracha, trzyma się ich ściśle (XVII, 26—28); XXII, 10—11; XXX, 4 i nast.; XLI, 1—2; XLIV, 9). Autor Mądrości jest przejęty wręcz przeciwnemi uczuciami (IV, 1, tekst grecki).
  11. Est. XIV, 5—7 (apokr.); List apokr. Barucha (Fabricius, Codex apocr. V. T. II p. 147 i nast.).
  12. II, Machab. VII.
  13. Pirke Aboth, I, 3.
  14. Mądrość, roz. II—VI; De rationis imperio, rzecz przypisywana Józefowi 8, 13, 16, 18. Wypada zaznaczyć, że według autora tego traktatu motyw nagrody osobistej miał znaczenie podrzędne. Główną pobudką męczeństwa była cześć i przywiązanie do Zakonu, oraz przeświadczenie, że śmierć przyniesie ludowi korzyść, a męczennikom chwałę. Porów. Mądrość IV, 1 i nast.; Kaznodzieja XLIV i nast.; Józef Flaviusz B. J. II, VIII, 10; III, VIII, 5.
  15. Mądrość IV, 1; De rat. imp. 16, 18.
  16. II Machab. VII, 9, 14; XII, 43—44.
  17. Theopomp, u Diog. Laert., Proaem., 9. — Bundehesz, roz. XXXI. Ślady teoryi o zmartwychwstaniu w Aweście są bardzo niewyraźne.
  18. Jan XI, 24: »Rzekła mu Maria: Wiem, iż wstanie przy zmartwychwstaniu w on ostateczny dzień.«
  19. Łuk, XVI. 22: »I stało się, że umarł on żebrak, i odniesiony był od Aniołów na łono Abrahamowe.« Porów. De rationis imp. 13, 16, 18.
  20. Daniel XII, 2: »A wielu z tych, którzy śpią w prochu ziemi, ocucą się, jedni ku żywotowi wiecznemu, a drudzy na pohańbienie i na wzgardę wieczną.«
  21. II Machab. VII, 14.
  22. Józef Flav. Ant. XVIII, V, 1; VII, 1 i 2; Łukasz III, 19: »A Herod, Tetrarcha, będąc strofowany od niego (Jana) na Herodjady, żony Filipa, brata jego, i dla wszystkich spraw, które czynił Herod...«
  23. Józef Flav. Ant. XVIII, II, 3; IV, 5; V, 1.
  24. Tamże XVIII, VII, 2.
  25. Tamże XVIII, IV, 6.
  26. Tamże XVII, XII, 2 i B. J. II, VII, 3.
  27. Orelli, Inscr. lat. No 3693; Henzen Suppl. No 7041; Fasti praenestini, 6 marca i 28 kwietnia (p. Corpus inscr. lat. I, 314, 317); Borghesi, Fasti consul. r. 742; R. Bergmann, De inscr. lat. ad P.S. Quirinum, ut videtur, referenda (Berlin 1851). Porów. Tacyt, Ann. II, 30; III, 48, Strabo XII, VI, 5.
  28. Józ. Flav. Ant. I. XVIII.
  29. Józ. Flav. Ant. księgi XVII i XVIII; B. J. I i II.
  30. Józ. Flav. Ant. XV. X, 4. Porów z Księgą Henocha XCVII, 13—14.
  31. Philo, Leg. ad Caium § 38.
  32. Józ. Flav. Ant. XVII, VI, 2 i nast.; B. J. I, XXXIII, 3 i nast.
  33. Miszna, Sanhedryn, IX, 6; Józef Flav. B. J. ks. IV i nast. Jan XVI, 2: »Wyłączać was będą z bóżnic; owszem, przyjdzie godzina, że wszelki, który was zabije, będzie mniemał, że Bogu posługę czyni.«
  34. Dzieje apost. VIII, 9: »A niektóry mąż, imieniem Symon, był przedtem w onem mieście, bawiący się nauką czarnoksięską, i lud Samaryjski mamił, powiadając się być czemsi wielkim.« Z wersetu 11-go można wywnioskować, że Symon był już sławny za czasów Jezusa.
  35. Rozprawa Claude’a, Lyon, tab. II. Boissieu, Inscr. ant. de Lyon, str. 136.
  36. II Samuelowe, XXIV (Dawid lud liczyć każe, Bóg się nań o to gniewa i ze trzech plag jedną mu obierać rozkazuje. Powietrzem siedemdziesiąt tysięcy ludu pomarło. Pan się zlitował a za modlitwą i ofiarą Dawidową powietrze uśmierzył).
  37. Talmud Babiloński, Baba Kama, 113 a., Szabbat, 33 b.
  38. Józef Flav. Ant. XVIII, I. 1 i 6; B. J. II, VIII, 1; Dzieje apost. V, 37: »Po nim powstał Judas Galilejczyk za dni popisu i uwiódł wiele ludu za sobą; ale i on zginął, i wszyscy, którzy z nim przestawali, rozproszeni są.« Dzieje apost. wymieniają przed Judasem innego jeszcze agitatora, imieniem Teudas; ale to anachronizm: powstanie Teudasa miało miejsce w roku 44 naszej ery (Jozef Flaviusz Ant. XX, V, 1).
  39. Józ. Flav. B. J. II, XVII, 8 i nast.
  40. Uwaga tłómacza. Niepospolity ten wywód Renana jest wszelako niezgodny z całokształtem nauki Jezusowej, która to nauka, przechodząc potem przez filtry legend, została możliwie przystosowaną do idei państwowej. Jezus bynajmniej nie kazał płacić podatków. Ewangielista powiada wyraźnie: »Rzekł mu (Piotrowi) Jezus: Cóż ci się zda, Szymonie? Królowie ziemscy od kogóż biorą cło albo czynsz? od synów swoich czyli od obcych? Rzekł mu Piotr: Od obcych. I rzekł mu Jezus: Toć tedy synowie są wolni. Wszakże abyśmy ich nie zgorszyli, szedłszy do morza zarzucić wędkę, a tę rybę, która najpierwej uwięźnie, weźmij, a otworzywszy gębę jej, znajdziesz stater, który wziąwszy daj im za mię i za się.« (Mat. XVII, 25, 26, 27). Potwierdzają to ustępy u Mateusza roz. VI, 24—34, gdzie Jezus nie każe ni siać, ni orać; z czegóż tedy podatek płacić? U Mat. X, 8 wyraźnie powiedziane: »darmoście wzięli, darmo dawajcie«. Ustępy Mar. XII, 17 i Łuk. XX, 25 były fałszywie wykładane. Dla Jezusa nie istniała rzymska potęga, nie korzystał z jej dobrodziejstw, więc i nie cierpiał jej ucisku. Gdy go zapytano, czy płacić podatek, rzekł: czemu mnie kusicie? A potem kazał sobie pieniądz pokazać. Wizerunek cesarza na nim? Więc to własność cesarza? Oddajcie tę własność cesarzowi a zwróćcie się myślami tylko do Boga. Upaństwowienie Jezusa spaczyło tę myśl wielce znamienną.
  41. Łuk. XIII, 1: »A prawie natenczas byli przytomni niektórzy oznajmiając mu o Galilejczykach, których krew pomieszał Piłat z ofiarami ich.« Powstanie galilejskie Judasza, syna Ezechjasza, nie miało, jak się zdaje, charakteru religijnego; zresztą może umyślnie mówi tak Flaviusz (Ant. XVII, X, 5).
  42. Józ. Flav. Ant. XVI, VI, 2, 3; XVIII, I, 1.
  43. Józef Flaviusz B. J. III, III, 1. Przeraźliwy stan, w jakim ten kraj obecnie się znajduje, zwłaszcza w okolicy jeziora Tyberjadzkiego, nie powinien w błąd wprowadzać pielgrzyma. Dziś spalony, uchodził ongi za raj ziemski. Brzegi jeziora Tyberjadzkiego były dawniej perłą Galilei (Józef Flaviusz Ant. XVIII, II, 3). Józef Flaviusz rozpływa się nad prześlicznemi drzewami równiny Genezaret; tymczasem dziś równina ta jest zupełną pustynią, nie ocienioną ani jednem drzewem. Antonin Męczennik, żyjący około r. 600 naszej ery, więc na pięćdziesiąt lat przed wtargnięciem tam Muzułmanów, widzi jeszcze Galileę pokrytą wspaniałą roślinnością i płodność jej zestawia z żyznością Egiptu (Itin. § 5).
  44. Mat. V, 1: »A Jezus widząc lud, wstąpił na górę; a gdy usiadł przystąpili do niego uczniowie jego.« XIV, 23: »A rozpuściwszy lud wstąpił na górę z osobna, aby się modlił, a gdy był wieczór, sam tam był«. Łukasz VI, 12: »I stało się w oneż dni, odszedł na górę aby się modlił; I był tam przez noc na modlitwie bożej«.
  45. Mat. XVII, 1 i nast. »W on czas szedł Jezus w sabat przez zboża...«, Marek IX, 1 i nast. »...A po sześciu dniach wziął z sobą Jezus Piotra, Jakuba i Jana i wiódł je na górę wysoką same osobno, i przemienił się przed nimi. A szaty jego stały się lśniące i bardzo białe jako śnieg...« Łukasz IX, 28 i nast: »I stało się po tych mowach jakoby po ośmi dniach, że wziąwszy z sobą Piotra i Jana i Jakuba, wstąpił na górę, aby się modlił. A gdy się modlił, stał się inakszy kształt oblicza jego, i szaty jego stały się białe i świetne...«
  46. Józef Flav. Bellum Judaicum III, III, 2.
  47. Józef Flav. Ant. XVIII, II, 2; B. J. II, IX, 1; Vita 12, 13, 64.
  48. Józef Flav. B. J. III, III, 2.
  49. Możemy sądzić o tem z dzisiejszych ogródków dokoła Nazaretu. Patrz: Antonin Męczennik (cyt. wyż.). Wielkie majątki w południowych okolicach Tyru (ziemi dawnego pokolenia Aser) przedstawiają dla oka jeszcze przyjemniejszy widok. Na każdym kroku spotyka się ślady starożytnego rolnictwa palestyńskiego, narzędzia ciosane z kamienia, stępy, cebra, tłocznie i t. p.
  50. Mat. IX, 17: »Ani leją wina młodego w stare statki; bo inaczej pukają się statki, a wino wycieka, i statki się psują; ale młode wino leją w nowe statki, i oboje bywają zachowane«. XI, 19: »Przyszedł Syn człowieczy jedząc i pijąc, a mówią: Oto człowiek obżerca i pijanica wina, przyjaciel celników i grzeszników: i usprawiedliwiona jest mądrość od synów swoich«. Marek II, 22: »I żaden nie leje wina młodego...« Łukasz V, 37 (to samo); VII. 34: »Przyszedł Syn człowieczy jedząc i pijąc...« Jan II, 3 i nast. »A gdy nie stało wina (w Kanie Galilejskiej), rzekła matka Jezusowa do niego: wina nie mają... Każdy dawa pierwej wino dobre, a gdy sobie podpiją, tedy podlejsze«.
  51. Łukasz II, 41: »A rodzice jego chadzali na każdy rok do Jeruzalem na święta wielkanocne«.
  52. Łukasz II, 42—44: »A gdy już był we dwunaści leciech a oni wstępowali do Jeruzalem według zwyczaju onego święta, i gdy skończyli one dni, a już się wracali nazad, zostało dziecię Jezus w Jeruzalemie, a tego nie wiedział Józef i matka jego. Lecz mniemając, że jest w towarzystwie podróżnem, uszli dzień drogi, i szukali go między krewnymi i między znajomymi«.
  53. Patrz zwłaszcza psalmy LXXXIV, CXXII, CXXXIII, Wulg. LXXXIII, CXXI, CXXXII: (»O jako są miłe przybytki twoje, Panie Zastępów... Błogosławieni, którzy mieszkają w domu twoim... Błogosławiony człowiek, który ma siłę swoję w tobie... Którzy idąc przez dolinę morwów... I idą huf z hufem, a ukazują się przed Bogiem na Syonie«).
  54. Łukasz IX, 51—53: »...aby szedł do Jeruzalemu. Tedy posłał posły przed sobą, którzy idąc weszli do miasteczka Samarytańskiego, aby mu nagotowali gospodę. Lecz oni go nie przyjęli, przeto że oblicze jego było obrócone do Jeruzalemu». XVII, 11: »I stało się, gdy szedł do Jeruzalemu, że szedł pośrodkiem Samarji i Galilei«. Jan IV, 4: »A miał iść przez Samarją«. Józef Flav. Ant. XX, VI, 1; B. J. II, XII, 3; Vita 52. Niekiedy pielgrzymi kierowali się na Pereę, omijając Samarję a to dla uniknięcia niebezpieczeństw (Mat. XIX, 1; Marek X, 1).
  55. Według Józefa Flaviusza (Vita 52) droga trwała trzy dni. Ale z Sychem do Jerozolimy szło się zazwyczaj dwa dni.
  56. Vulgata LXXXIII w. 7.
  57. Łukasz IV, 42: »A gdy był dzień, wyszedł na miejsce puste«. V, 16: »Ale on odchadzał na pustynię i modlił się«.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.