Żywot Jezusa/Rozdział III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ III.
Wychowanie Jezusa.

Właściwie Jezusa wychowała jego własna natura, promienna, potężna. Nauczył się czytać i pisać[1] prawdopodobnie według metody, rozpowszechnionej na całym wschodzie, która polega na tem, że się chłopcom daje książkę do ręki, a oni powtarzają tekst rytmicznie, chóralnie, dopóki go nie zapamiętają[2]. Natomiast jest wątpliwe, czy czytał teksty w oryginale hebrajskim. Według wszystkich życioryśników Jezus przytaczał miejsca z Pisma zawsze w przekładzie aramejskim[3]; egzegeza jego, tak przynajmniej wnosimy z egzegezy jego uczniów, tchnęła duchem Targumu i Midraszim[4].

Nauczycielem w szkółkach miasteczek żydowskich był hazzan czyli lektor synagogi[5]. Do szkoły wyższej, szkoły pisarzy czyli Soferim (w Nazarecie nie było nawet takiej szkoły) Jezus nie chodził długo; nie posiadał też żadnego tytułu, któryby oficyalnie świadczył o jego wykształceniu[6]. Ale popełnilibyśmy błąd, przypisując mu tak zwaną ignorancyę. U nas wykształcenie szkolne wynosi niezmiernie człowieka nad innych ludzi. Inaczej było jednak na Wschodzie i wogóle za dawnych dobrych starożytnych czasów. Kto u nas nie chodzi do szkoły, ten jest nieuspołeczniony; ale na Wschodzie kultura moralna krzewiła się przez obcowanie człowieka z człowiekiem, przez życie towarzyskie. Arab, który nie miał żadnego nauczyciela, bywał nieraz głęboko ukształconym człowiekiem; albowiem namiot jego był czemś w rodzaju akademii dla wszystkich zawsze otwartej, gdzie wrzało życie umysłowe a nieraz i literackie. Wykwintne obejście i subtelność myślowa nie ma na Wschodzie nic wspólnego z tak zwanem wychowaniem. Właśnie szkolarzom zarzucano tam pedanteryę i brak dobrego wychowania. W takiem stadyum rozwoju społecznego brak erudycyi, stanowiący u nas nieprzepartą przeszkodę, jest podstawowym warunkiem oryginalności myśli i czynów.

Jezus prawdopodobnie nie umiał po grecku. W Judei język ten był w użyciu tylko śród sfer rządzących, lub, jak w Cezarei, śród pogan[7]. Językiem Jezusa był dyalekt syryjski, zaprawiony hebraizmami; tym językiem mówiła wówczas cała Palestyna[8]. Kultury greckiej prawdopodobnie nie znał zupełnie. Uczeni palestyńscy rzucili na nią anatemę; przeklętym był zarówno ten, »który jadł wieprzowinę, jak i ten, który uczył syna umiejętności greckich«[9]. W każdym razie kultura ta nie mogła dotrzeć do tak małych miasteczek, jak Nazaret. Wiadomo jednak, że mimo przekleństw kapłanów niektórzy żydzi przyswoili sobie cywilizacyę helleńską. Nie mówiąc już o szkole żydowskiej w Aleksandryi, gdzie od dwóch stuleci zajmowano się zlaniem judaizmu i helenizmu w jedną całość, przypomnimy, że żyd, Mikołaj z Damaszku, uchodził właśnie wtedy za jednego z najznakomitszych i najbardziej poważanych uczonych swego wieku. Wkrótce Józef Flawiusz stworzy typ prawdziwie zhelenizowanego żyda. Co się tyczy Mikołaja, to w nim tylko krew była żydowska; Józef Flaviusz powiada o sobie, iż stanowił wyjątek śród żydów[10], cała zaś odszczepieńcza szkoła żydowska Egiptu tak się różniła od Jerozolimy, że Talmud nawet o niej nie wspomina, a tradycye żydowskie zachowują o niej zupełne milczenie. Nie ulega żadnej wątpliwości, że w Jerozolimie zajmowano się greczyzną bardzo mało; uważano to za rzecz niebezpieczną, poniżającą; mogły się były tem zajmować najwyżej próżne kobiety[11]. Zajęciem godnem poważnego męża było tylko badanie Zakonu[12]. Pewien uczony rabin, zapytany, kiedy jest pora właściwa dla uczenia dziatwy mądrości greckiej, odpowiedział: »Wtedy, kiedy nie będzie ani dnia ani nocy; albowiem jest powiedziane: będziesz uczył się pisma dzień i noc!«[13]

Więc ani wprost ani pośrednio nie dobiegł żaden promień hellenizmu do Jezusa. Znał on tylko judaizm; umysł jego zachował tę pierwotność, którą zazwyczaj różnorodne wpływy cywilizacyjne osłabiają. Nawet pokrewne dążenia judaistyczne były mu obce. Z jednej strony uniknął askezy Esejczyków, czyli Terapeutów[14], z drugiej strony wpływu niepospolitego umysłu swego rówieśnika Filona, który w Aleksandryi kładł właśnie podwaliny pod piękną nową szkołę religijno-filozoficzną. Znaczne podobieństwa, jakie zachodzą pomiędzy nim a Filonem, jak np. zdania o miłości Boga, o miłosierdziu, o spoczynku w Bogu[15], które brzmią w ewangieliach jak dalekie echo pism sławnego myśliciela aleksandryjskiego, dadzą się wytłómaczyć duchem czasu, dążeniem ogólnem umysłów oświeconych etc.

Na swoje szczęście nie poznał Jezus owej zawiłej a czczej scholastyki, wykładanej w Jerozolimie, a z której miał niebawem wyłonić się Talmud. Jeżeli nawet niektórzy z pomiędzy faryzeuszów szerzyli ją po Galilei, to Jezus nie wchodził z nimi w stosunki; a gdy się później zetknął z tą kazuistyką, obudziła w nim tylko wstręt. Natomiast znał prawdopodobnie zasady Hillela, który na pięćdziesiąt lat przed jego wystąpieniem wygłaszał bardzo podobne myśli. Ubogi, pokorny, łagodnego charakteru, przeciwnik obłudników i kapłanów, Hillel mógłby uchodzić za właściwego mistrza Jezusa[16], jeżeli tak oryginalne natury miewają wogóle mistrzów.

Księgi Starego Zakonu wywarły na nim wrażenie głębokie. Składały się one z ksiąg dwojakich: z Zakonu, t. j. pentateuchu czyli pięciu ksiąg Mojżeszowych, oraz z ksiąg proroków, które do dnia dzisiejszego zachowały ówczesną formę. Do wszystkich tych ksiąg stosowano metodę alegorycznego wykładu, szukając w nich tego, czego być nie mogło, ale co odpowiadało ówczesnym aspiracyom. Ten Zakon, pochodzący z naiwnych czasów królewskich, był przestarzały i stał w sprzeczności z prawem żywem, któremu lud podlegał, był więc utopią, nabożną iluzyą, niewyczerpanem źródłem najdziwaczniejszych pomysłów egzegetycznych, odkąd naród przestał się rządzić sam. Wszystkie miejsca ciemne i tajemnicze w księgach proroków i w psalmach wskazywały wedle powszechnych mniemań przyjście Mesyasza, który miał spełnić nadzieje ludu: więc rozbierano je skwapliwie i szukano w nich rysów znamiennych tego, który miał przyjść. Jezus także podlegał temu ogólnemu prądowi alegorycznego wykładu pisma. Ale geniusz jego odczuł zarazem nieśmiertelną poezyę biblii, która zupełnie nie działała na małodusznych wykładaczów jerozolimskich. Zakonem nie bardzo się zachwycił; wierzył, iż mógł stworzyć lepszy. Wszelako religijna poezya Psalmów w przedziwny sposób przypadała do jego lirycznej duszy; ona przez całe życie była mu karmą duchową i podporą. Gdy tedy chodziło o wzory, czerpał je z ksiąg proroków, zwłaszcza z Izajasza i jego kontynuatora z czasów niewoli — owe wspaniałe sny przyszłości, ognista wymowa, fantastyczne obrazy przerywane gromieniem — to działało na niego potężnie. Czytywał prawdopodobnie także różne pisma apokryficzne, tj. pisma nowszych autorów, którzy dla nadania sobie powagi podszywali się pod nazwiska proroków i patryarchów, gdyż znaczenie i wpływ posiadały tylko pisma bardzo stare. Szczególniej jedna z tych ksiąg pociągała go; było to Proroctwo Daniela. Księga ta, napisana przez entuzyastę żydowskiego za czasów Antyocha Epifanesa a rozgłoszona umyślnie jako dzieło jednego ze starożytnych mędrców[17], była najlepszym wyrazem ducha czasów ostatnich. Autor tej księgi, prawdziwy twórca historyozofii, pierwszy odważył się wygłosić, że wszystkie wypadki dziejowe, oraz wszystkie państwa kolejno po sobie następujące, dźwigające się i upadające, są zależne od przeznaczeń żydowskiego narodu. Temi podniosłemi nadziejami Jezus przejął się do głębi i to od najwcześniejszych lat młodości. Może czytał także księgę Henocha, którą wtedy ceniono na równi z księgami świętemi[18]; może prócz tego czytywał i inne podobne księgi, które rozpalały imaginacyę ludu. Przyjście Mesyasza w blasku chwały, budzącym strach, pogrom kolejny ludów, zapadnięcie się nieba i ziemi, tem była przejęta jego wyobraźnia; a ponieważ powszechnie oczekiwano tych przewrotów i wielu nawet starało się obliczyć czas, kiedy to nastąpi, przeto taki porządek rzeczy wydał mu się prostym i naturalnym.

Że nie miał najmniejszego pojęcia o sprawach tego świata, dowodzą wszystkie znamienne ustępy jego najbardziej autentycznych przemówień. Wyobraża sobie, że ziemia rozpadła się na królestwa, toczące ze sobą ustawiczne wojny; zdaje się, że nic nie słyszał o »rzymskim pokoju« i o nowszem ukształtowaniu się społecznych stosunków. Nie zdawał sobie jasno sprawy z potęgi rzymskiej; jedynie wyraz »cezar« obił mu się o uszy. W oczach jego powstały takie miasta jak Tyberiada, Juliada, Diocezarea, Cezarea, wspaniałe dzieła Herodów, pragnących z jednej strony okazać swą cześć dla cywilizacyi rzymskiej a z drugiej strony swą wierność dla członków rodziny Augusta; miejscowości te, zmienione, dziś nie do poznania, stały się, skutkiem dziwnej ironii losu, nędznemi siedzibami Beduinów. Widział prawdopodobnie także Sebaste, dziw architektoniczny Heroda Wielkiego; kto dziś ogląda te ruiny, gotów uwierzyć, że złożono to jak maszynę, t. j. że wszystkie części całkiem gotowe przywieziono na miejsce i ustawiono. Ten przepych budowli, te seciny kolumn jednakowych rozmiarów, przywiezionych na okrętach do Judei dla przyozdobienia głównych ulic prostaczych miast, oto co Jezus nazywał »królestwem świata tego i całym jego przepychem«. Napełniał go też obrzydzeniem ów przepych urzędowy, ta sztuka krzewiona drogą administracyjną. Lgnął tedy całą duszą do wsi galilejskich, otoczonych oliwkami i figami, do wykutych w skale grobowców i studzien. Odczuwał przyrodę i chciał żyć śród niej. Dwór królewski wydał mu się miejscem zbytku, gdzie ludziom tylko o to chodzi, aby przywdziewać kosztowne szaty[19]. W jego przepięknych przypowieściach, pełnych poetycznych nieprawdopodobieństw, przebija zupełna nieznajomość świata arystokratycznego; na królów i możnych patrzy oczami naiwnego wieśniaka[20].

A bez porównania mniej przystępne były dla niego nowe idee filozofii greckiej, tak dziś cenione przez każdą szkołę filozoficzną, których główną zasługą było obalenie odwiecznego mniemania, że w rękach bogów spoczywa rząd świata. Na sto lat przed nim Lukrecyusz wykazał w zdumiewający sposób niezmienność ogólnego porządku w przyrodzie. Wszystkie wyższe szkoły, opierające się na filozofii greckiej, obalały wiarę w cudowność, uczyły, że wszelkiemi zjawiskami świata kierują odwieczne prawa i że żadna istota boska nie miesza się do tego. Prawdopodobnie idee te przyjęły się także w Babilonii i Persyi. O tych postępach myśli ludzkiej Jezus nie wiedział poprostu nic. Choć się urodził w wieku nauki pozytywnej, tonął całą duszą w cudowności. A tej cudowności Żydzi łaknęli wtedy tak, jak nigdy. Nawet Filon Aleksandryjski, który żył przecież w samem środowisku ówczesnego ruchu umysłowego, posiada wiedzę lichą i czczą.

Pod tym względem Jezus niczem się nie różnił od swych rodaków. Wierzył w dyabła, którego sobie wyobrażał jako ducha złego[21]; mniemał wraz z całym ówczesnym światem, że choroby nerwowe pochodzą od opętania przez demony. Zjawiska nadprzyrodzone nie były dla niego czemś nadzwyczajnem, czemś wyjątkowem, ale przeciwnie, czemś całkiem zwykłem, prostem i naturalnem. Skoro człowiek zapozna się z naukami doświadczalnemi, przestaje wierzyć w zjawiska nadprzyrodzone; ale nie znając fizyki i nie operując podobnemi pojęciami, musi wierzyć, że wskutek jego modłów pada deszcz lub nastaje pogoda, że można chorych cudownie uzdrawiać a nawet wskrzeszać umarłych; cud nie jest właściwie dla niego cudem, mniema bowiem, że każde zjawisko świata tego jest niedostrzegalnym aktem wolnej woli Boga. Z tego stanowiska Jezus nie schodził nigdy. Wszelako wyobrażenia te przybierały w jego duszy całkiem inny charakter, niż w duszach prostactwa. Tłum dzięki takim wyobrażeniom stał się naiwnie łatwowiernym, słuchał głosu pierwszego lepszego szarlatana. Jezus poprzestał na tem, iż wierzył w obcowanie z Bogiem i w nadzwyczajną potęgę człowieka obdarzonego silną wiarą; ten piękny błąd stał się rzeczywiście źródłem jego własnej siły; bo aczkolwiek dzisiejszy profesor chemii lub fizyki nazwie go umysłem naiwnym, to jednak zaprzeczyć się nie da, że nikt przed nim ani po nim nie wywarł takiego wpływu na ludzi, jak on.

Rozwinął się w nim bardzo wcześnie charakter oryginalny. Legenda głosi, że już jako dziecko oparł się powadze ojca i z drogi utartej podążył za głosem swego powołania[22]. Nie ulega wątpliwości, że mało dbał o węzły rodzinne. Do swoich bliskich wielkiego przywiązania nie czuł[23], nieraz był nawet dla nich szorstki[24]. Wzorem wszystkich ludzi, pochłoniętych przez jasną ideę, nie cenił związków krwi. Za »bliskich« uważał tylko ludzi jednej z nim myśli. »Oto matka moja, oto bracia moi« rzekł razu pewnego, wskazując na swych uczniów; »albowiem ktoby uczynił wolę ojca mojego, który jest w niebiesiech, ten jest bratem moim, i siostrą, i matką!« Prości ludzie nie rozumieli tego; pewnego dnia jakaś niewiasta zawołała, ujrzawszy go: »Błogosławiony żywot, który ciebie wydał i pierś, która cię wykarmiła!« Na to odpowiedział jej Jezus[25]: »Raczej błogosławieni są, którzy słuchają słowa bożego i strzegą go!« Niebawem obaczymy, że zbuntuje się jeszcze bardziej przeciw naturze, że podepce wszystko, co człowiek zwykł cenić, pokrewieństwo, miłość, ojczyznę a całą duszę swoją i całe serce swoje zwróci wyłącznie ku idei, która według niego była objawem bezwzględnej prawdy i bezwzględnego dobra.


Przypisy

  1. Jan VIII, 6: »A Jezus schyliwszy się na dół pisał palcem po ziemi.«
  2. Test. dwunastu patryarchów, Lewi 6.
  3. Mat. XXVII, 46: »A około godziny dziewiątej zawołał Jezus głosem wielkim: Eli, Eli, Lama Sabachtani.« Marek XV, 34: »A o godzinie dziewiątej zawołał Jezus głosem wielkim mówiąc: Eloi, Eloi! Lamma sabachtani.«
  4. Przekłady i komentarze żydowskie z epoki talmudycznej.
  5. Miszna, Szabbat I, 3.
  6. Mat. XIII, 54 i nast. Jan VII, 15: »I dziwowali się żydowie mówiąc: jakoż ten umie pismo, gdyż się nie uczył?«
  7. Miszna Szekalm III, 2; Talmud Jerozolimski Megilla XI; Sota VII, 1; Talmud babiloński Baba Kama 83 a; Megilla 8 b i nast.
  8. Mat. XXVII, 45; Marek III, 17: »I Jakuba, syna Zebedeuszowego i Jana, brata Jakubowego, którym dał imię Boanerges, to jest synowie gromu«; V, 41: »A ująwszy za rękę onę dzieweczkę, rzekł do niej: Talita kumi! co się wykłada: dzieweczko (tobie mówię) wstań«; VII, 34: »A wejrzawszy w niebo westchnął i rzekł do niego: Efata! to jest: otwórz się«; XIV, 36: »I rzekł: Abba ojcze!«; XV, 34: »Eloi, Eloi, Lamma Sabachtani!« Wyrażenie ή πάτριος φωνή napotykane u ówczesnych pisarzy, oznacza zawsze dyalekt semicki, którym mówiono wtedy w Palestynie (Dzieje Apost. XXI, 37: »A gdy miał być Paweł prowadzony do obozu rzekł Hetmanowi: A godzi mi się co mówić do ciebie? A on rzekł: umiesz po grecku?« 40: »Paweł... uczynił do nich rzecz Żydowskim językiem, mówiąc;» XXII, 2: A gdy usłyszeli, iż do nich rzecz czynił Żydowskim językiem«; XXVI, 14: »A gdyśmy wszyscy upadli na ziemię, usłyszałem głos do siebie a mówiący Żydowskim językiem: Saulu, Saulu! przeczże mię prześladujesz?« Józ. Flav. Ant. XVIII, VI, 10; XX, XI, 2: »nullo enim in honore sunt apud nostrates qui multarum gentium linguis loqui didicerunt« etc.; Bellum Jud. proaem. 1; V, VI, 3; V, IX, 2; VI, II, 1; II, Mach. VII, 21; 27; XII, 37; Contra Apion. I, 9; De Macch. 12, 16). Wykażemy potem, że niektóre teksty, służące za podstawę ewangieliom synoptycznym, były pisane owym dyalektem semickim. Tyczy to także niektórych apokryfów (IV ks. Mach., XVI. ad calcem, etc.) Pierwsi chrześcianie w Galilei (Nazarejczycy, Ebionici etc.), którzy przez długi czas w Balanei i Horanie, mówili dyalektem semickim (Euzebiusz De situ et nomin. loc. hebr. od słowem Χωδά; Epiph. Adv. Haer. XXIX, 7, 9; XXX, 3; Św. Hieronim, In Matth. XII, 13; Dial. adv. Pelag. III, 2).
  9. Miszna Sanhedryn XI, 1; Talmud Babiloński Baba Kama 82 b i 83 a; Sota 49, a i b; Menachoth 64 b; Por. II Mach. IV, 10 i nast.
  10. Józ. Flav. Ant. XX, XI, 2: »Confidenter autem dico, opere, quod institui, jam ad finem perducto, quod nemo alius, etiamsi voluerit, neque Judaeus, neqne alienigena, potuerit comissa huic operi accurate adeo Graecis hominibus enunciare« etc.
  11. Talmud jerozolimski Peah I, 1.
  12. Józ. Flav: Ant. cyt wyż.; Orig. Contra Celsum, II. 34.
  13. Talmud Jerozolimski Peah I, 1; Talmud Babil. Menachoth 99 b.
  14. Terapeuci Filana są odmianą Esejczyków. Nazwa ich jest właściwie greckim przekładem wyrazu Esejczyk (Εσσαίοι, asaja, »lekarze«). Por. Philo: De vita contemplativa.
  15. Filon: traktaty Quis rerum divinarum haeres sit i De Philantropia.
  16. Pirke Aboth, roz. I i II; Talm. Jeroz. Pesachim VI, 1: Talm. Babil. Pesachim 65 a; Szabbat 30 b i 31 a; »Joma« 35 b.
  17. Legenda o Danielu powstała już w VII wieku przed Jezusem (Ezechiel, XIV, 14 i nast. »Choćby byli w pośrodku niej (ziemi) ci trzej mężowie, Noe, Daniel i Job, oni w sprawiedliwości swojej wybawiliby dusze swe, mówi panujący Pan« etc.; XXVIII, 3 »Otoś mędrszym nad Daniela, żadna tajemnica nie jest zakryta przed tobą«). Ze względu na ową legendę przypuszczano, że Daniel żył za czasów niewoli babilońskiej.
  18. List św. Judy Apost. 14 i nast.: »A prorokował też o nich siódmy od Adama Enoch« etc. II Piotra, II, 4, 11; Test. dwunastu patr. Symeon 5; Lewi 14, 16; Juda 18; Zab. 3; Dan. 5; Naftali 4. Prócz tego »księga Henocha« stanowi integralną część biblii etiopskiej. W tej formie, w jakiej my ją dziś znamy, t. j. w redakcyi etiopskiej, widzimy, iż składa się z kawałków, które powstały w różnych czasach a z pomiędzy których ustępy najstarsze sięgają 130 lub 150 lat przed Nar. J. Chr. Pewne miejsca bardzo przypominają przemowy Jezusa. Porów. roz. XCVI—XCIX z Łuk. VI, 24 i nast.
  19. Mat. XI, 8: »Ale coście wyszli widzieć? Izali człowieka w miękkie szaty obleczonego? Oto, którzy miękkie szaty noszą, w domach królewskich są.«
  20. Mat. XXII, 2 i nast. »I posłał (król) sługi swe, aby wezwali zaproszonych na wesele; ale nie chcieli przyjść. Znowu posłał insze sługi... Ale oni zaniedbawszy odeszli, jeden do roli swojej, drugi do kupiectwa swego... Tedy rzekł król sługom swoim... idźcie na rozstania dróg, a kogokolwiek znajdziecie, wzywajcie na wesele. Tedy wyszedłszy oni słudzy na drogi, zgromadzili wszystkie, którekolwiek znaleźli, złe czy dobre, i napełnione jest wesele gośćmi. A wszedłszy Król... obaczył człowieka nieodzianego szatą weselną... Tedy rzekł sługom: związawszy nogi i ręce jego... wrzućcie do ciemności zewnętrznych, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.«
  21. Mat. VI, 13: »I nie wwódź nas na pokuszenie, ale zbaw ode złego.«
  22. Łukasz II, 42 i nast. »Zostało dziecię Jezus w Jeruzalemie, a tego nie wiedział Józef i matka jego... I stało się po trzech dniach, że go znaleźli siedzącego w kościele w pośrodku doktorów.« Ewangielie apokryficzne zawierają wiele podobnych anegdot, nieraz nawet pełnych dziwactw i nieprawdopodobieństw.
  23. Mat. XIII, 57: »I gorszyli się z niego; ale Jezus rzekł im: Nie jest Prorok beze czci, tylko w ojczyźnie swojej i w domu swoim.« Marek VI, 4: »...chyba w ojczyźnie swojej, a między pokrewnymi i w domu swoim.« Jan VII, 3 i nast. »Tedy rzekli do niego bracia jego: odejdź stąd... jeżeli takie rzeczy czynisz, objaw się światu... I rzekł im Jezus: czas mój jeszcze nie przyszedł; ale czas wasz zawsze jest w pogotowiu.« Patrz dalej roz. IX.
  24. Mateusz XII, 48: »Któraż to matka moja? i którzy są bracia moi?« Marek III, 33: »Któż jest matka moja i bracia moi?« Łukasz VIII, 21: »Matka moja i bracia moi są ci, którzy słowa bożego słuchają i czynią je.« Jan II, 4 — »Rzekł jej (matce) Jezus: co ja mam z tobą, niewiasto?« Ewang. wedł. Hebr. u św. Hieronima, Dial. adv. Pelag. III, 2.
  25. Łukasz XI, 27 i nast.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.