Trzy doby w Historij postępów umysłu ludzkiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Trzy doby w historij postępów umysłu ludzkiego
Pochodzenie Nowe studja literackie. Tom II
Wydawca S. Orgelbrand
Data wydania 1843
Druk Drukarnia S. Strąbskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tom II
Pobierz jako: Pobierz Cały tom II jako ePub Pobierz Cały tom II jako PDF Pobierz Cały tom II jako MOBI
Indeks stron
IV.
TRZY DOBY
w Historij postępów umysłu ludzkiego.

Droga postępów umysłu ludzkiego jedna jest zawsze i niezmienna, prowadzi ona jednemi środki, do jednostajnych wypadków. Ludzkość w postępie swym zawsze jest sobą, zawsze tąż samą, nigdy się swej natury piérwiastkowéj wyprzeć nie zdoła.
Nie możemy się tu zastanawiać i nie naszą jest wcale rzeczą rozwiązywać, jak które pojęcia otrzymuje człowiek; które z sobą przynosi, które w sobie wyrabia; z całych jednak dziejów pojedyńczego człowieka (mikrokozmu) i całéj ludzkości (megakozmu) okazuje się jawnie, że umysł ludzki, zaczyna od pojęć ogólnych, wielkich, a z nich przechodzi do składanych, szczegółowych.
Prawo te jest tak konieczném, że niéma dziejów do których by się zastosować, w których by się okazać nie dało. W filozofij, poezij, sztukach, tym zawsze jednym i niezmiennym trybem idzie człowiek, od ogółu do szczegółów, od wielkiego do małego, od syntezy do analizy, od ducha do materij, od myśli do formy, od pojęć prostych do składanych.
W historij więc filozofij, poezij — sztuk, trzy są główne epoki, epoki naturalne, na które się rozpadać muszą dzieje najwłaściwiéj. — Piérwszéj epoki cechą jest siła i prostota, w niéj utwory rodzące się, znamionują najwybitniéj pojęcie ogółu, zaniedbanie szczegółów formy, która instynktowie się natrafia. W epoce drugiej, epoce któréj charakterem jest wdzięk, szczegół służy do podniesienia, do uzupełnienia ogółu; wywija się pojęcie formy, ale posłusznéj duchowi i dla niego narzędziem tylko będącéj. W epoce trzeciéj, któréj cechą jest bogactwo, forma podstawia się na miejsce myśli, szczegół no miejsce ogółu, całe staranie o drobnostki, o wyrobienie, exekucją; zupełne zaniedbanie całości dla części. To co zowiemy najczęściéj szczytem doskonałości w sztuce, w literaturze, w filozofij, jest tylko przerodzeniem się myśli w formę, zapatrzeniem na drobnostki; — twory błyskotliwe, ubrane, a bez myśli, bez całości ukazują się w téj trzeciéj epoce, co by powinna z porządku naturalnego być najwyższym szczeblem postępu.
W piérwszéj dobie wszystko jest wielkiém; przyświeca jéj wiara, zapał, natchnienie świéże jeszcze i silne. Utwory téj epoki, często niegładkiego, srogiego, chropawego oblicza, odznaczają się wielkiém pojęciem całości, siłą i prostotą swoją.
Do téj epoki należy w literaturze Illiada Homera, w architekturze mury Cyklopów; a z innego cyklu, budowy romańskie; w malarstwie pełne powagi i energij typy Chrystusa, bizantyjskich monet i obrazów, w rzeźbiarstwie marmury eginetyczne, etruski, rzeźby egipskie; — do téj epoki należą pieśni ludu i większa część utworów archaicznych każdéj literatury. W epoce téj, jakeśmy rzekli, panuje wiara, twory jéj zdradzając walkę myśli z formą, któréj do objawienia się użyć musi, noszą cechy wielkiéj siły. Ludzkość tworzy jak jeden człowiek, zapiera się pojedynczy twórca, swego indywidualnego charakteru, i idealizuje się. Dla tego twory téj epoki, równie egińskie marmury jak Homerowe pieśni, któż wié przez kogo utworzone zostały, przez jednego, czy kilku??
Człowiek goni w téj epoce za wielkim ideałem, od którego w filozofij zarówno, w literaturze, w sztuce, nie odwodzi go jeszcze ani naśladowanie ani obserwacja natury. Ón, naturę pojmuje sercem, instynktem, ón ją kocha, ale jéj nie bada, rozumié, choć tajemnic tłumaczyć nie usiłuje.
Cale inaczéj dzieje się w drugiéj epoce, drugim perjodzie kształcenia się umysłu ludzkiego, perjodzie przejścia. Tu człowiek zwraca się już do natury, i co żył cały syntezą, pojmować zaczyna analizę, czyniąc ją jeszcze sługą syntezy. W sztuce exekucja łączy się w równéj mierze z pomysłem, któren podnosi, i idzie posłuszna mu zawsze; w literaturze forma i jéj pojęcie rozwija się, ale całkiem jeszcze na korzyść głównéj myśli. Całość zdobi się szczegółami, które jéj nie zakrywają.
Do téj drugiéj epoki należy najwięcéj utworów filozoficznych, poetycznych, artystycznych, epoka to daleko już płodniejsza od piérwszéj, choć jeszcze nie tak płodna jak ostatnia, w któréj cześć formy, materij i szczegółu, czyniąc łatwém tworzenie, po tysiącznych wzorach, wyprowadza myrjady karłowatych drobniutkich, nic nieznaczących utworów.
Jak piérwszej epoki siła i prostota, tak drugiéj wdzięk jest cechą. — Charakter jéj łączy w sobie trochę energij z pierwszéj doby, z poszukiwaniem gracij, uśmiéchu, słodyczy. Do téj epoki należy architektura bizantyjska, na danych już przez dawniejszą planach, wykwitająca w ozdoby jeszcze nie psujące jéj całości; do téj epoki należy wdzięczny Leonardo Vinci, którego postacie z swym uśmiéchem pełnym słodyczy, w Świętym Janie przypominają Antinousa Adrjanowego. Trudno jest jednak téj doby przejścia, granice ściśle oznaczyć; z jednéj strony dotyka ona piérwszéj epoki, z drugiéj wléwa się już w trzecią.
W trzeciéj, pojęcie szczegółu zastępuje pojęcie ogółu wielkiego, drobnostki zwracają całą uwagę artysty, sztuczne effekta całą usilność poety, wykończenie, wyszczegółowanie ukazuje się w literaturze i sztuce, w filozofij pojedyńcze, subtelne traktują się kwestje. Jak piérwszéj epoki cechą była idealność, tak téj ostatniéj, tak zwany naturalizm i prawda, często przez swe przywiązywanie się do materij, na fałsz przechodząca. Epoka to reformy, wątpliwości, pismactwa nieskończonego, niestety — epoka to Augustów i Ludwików XIV; epokę tę zwą odrodzeniem.
Ideał zasklepia się w niepojętéj jakiéjś konwencjonalnéj postaci — forma zajmuje wszystkich, naśladowanie natury, niepokoi artystę i myśl w nim zabija — rodzą się Caravage, Veronese, Rubens, Poussia, wielcy mistrze, którzy bogactwem szczegółów, zaślepiają; rodzą się Mignard, Mieris, van der Verf i Gerard Douw, co sztukę zasadzają na drobnostkach. Daleko już jesteśmy od pełnéj prostoty, energij piérwszéj doby, kompozycje pełne są szumu, zgiełku, barw, dźwięków, form, nagromadzonych łatwo, a ciężarem swoim zawalających myśl główną.
W każdéj z tych trzech epok znajdziecie jeszcze trzy podrzędne doby, stanowiące pojedyńczy Cykl mniejszy. Tak w piérwszéj odbiją się stopniowo wszystkie trzy, tak w ostatniéj także, ale w każdéj z nich oddzielnym i właściwym sobie sposobem.
Z powtarzających się nieustannie i powracających zawsze trzech tych perjodów, składa się cała historja filozofij, literatury i sztuk; w pojedyńczego nawet człowieka postępach umysłowych, znajdziecie zawsze też same prawo. Zaczyna się od utworów w których wiele siły, a mało formy; kończy na wykończonych bezmyślnych drobnostkach, równie literatura jak literat. — Chciejmy jednak uważać, że piérwsza doba, właściwie nie jest najpiérwszą, poprzedza ją często, jakieś wahające się poszukiwanie objawienia, próby; duch plącze się szukając jak się okazać, aż trafi instynktowo na formę, na język swój właściwy. Bełkotanie początkowe jest piérwszą dobą piérwszej epoki, jeżeli za nią w tyle nie pozostaje. Trzy wskazane tu epoki, nie równe są, co do przeciągu czasu, jaki u różnych narodów, w różnych gałęziach dziejów zajmują. Piérwsza jednak zwykle najkrótsza, ostatnia najdłuższa, piérwsza w niewielu zawiera się pomnikach, ostatnia zasypuje niémi. Odpowiada to doskonale charakterowi epok; bo epoka formy, płodniejszą być musi od perjodu myśli, rozdrobnostkowanie rzeczy, czyni ją na pozór większą i więcéj miejsca zajmuje.
Nie wszyscy jednak żyjący w pewnéj epoce, koniecznie są charakterowi jéj posłuszni, umieszczenie ich w tym lub owym perjodzie, nie zaręcza za cechy utworów. Są co żyjąc w pierwszéj, należą właściwie do trzeciéj, lub w trzeciéj odcechowują się siłą i energją swych pomysłów i pojęciem ogółu, całości. Ogólną jednak barwę, ton, nadaje zawsze im, epoka w jakiej żyją.
Piérwszą epokę, pospolicie, dla niezręczności form, w jakich się objawia, dla małéj ilości jéj pomników, co więcéj do myśli niż do oczów przemawiają, za mało umiano poznać i ocenić — trzecią natomiast uważano za szczyt doskonałości, bo oślepiała formami, drobnostkami, za któremi ogółu dojrzéć nie było można. W piérwszéj epoce ideałów i wielkich utworów, epoce siły i energij, wyśmiéwano brak naturalności, w trzeciéj nadto wyniesiono często zupełnie bezmyślne naśladowanie natury, przechodzące w literaturze, w nikczemny indywidualizm.
W jakiéj dziś epoce żyjemy? Jest li to piérwsza epoka nowego cyklu, czy ostatnia starego? Rozważmy. Powiedzieliśmy już, że cechą piérwszej epoki, zawsze jest siła i prostota, pojęcie całości, idealizowanie wszystkiego, podnoszenie do wysokiéj potęgi. — Cechą trzeciéj bogactwo, drobnostkowość szczegółów, indywidualizacja, niewolnicze przywiązywanie się do natury i studjowanie jéj we wszystkiém. Czém jest reforma w literaturze dzisiejszéj, jeśli nie wprowadzeniem w nią naturalizmu i indywidualizmu? Utwory naszych czasów nie wielkim zapewne ogółem, nie pojęciem całości, nie prostotą się odznaczają, wszystkie one wycechowują się wybitnie od indywidualności autorów, którzy nie szukając ideałów, zwracają tylko oczy na naturę, a przedewszystkiem na siebie. Nasza więc epoka nie jest pewnie piérwszym perjodem nowego cyklu, ale ostatnią dobą, ostatniéj epoki, starego.
Nasza wysławiona reforma, któréj i potrzebę i konieczność widziémy równie z innemi, właściwie jest tylko ostatnim stopniem naszego umysłowego ukształcenia, w danym nam czasie. Po niéj dopiéro przyjdzie może nowy cyklus, nowa pierwsza doba, co przewyższy siłą i prostotą swych utworów, wszystkie co ją poprzedziły.
Na pozór zdawać się może, iż teorja ta, prowadzi do zaparcia się postępów ludzkości, wykazując w trzeciéj najwyższéj ukształcenia epoce, karłowatość i wyraźne przerodzenie (degeneratio). Tak jednak nie jest, każdy wielki cykl składający się ze trzech epok, prowadzi za sobą nowy, którego pierwszy perjod podnosi się wyżéj od poprzedzających. W historij kulTtury Grecij, Rzymu, średnich wieków, znajdziecie trzy przez nas oznaczone doby, po których przejściu jeśli nie w tym samym narodzie i miejscu, to gdzieindziéj, nastąpiło dalsze na wyższym już stopniu rozwijanie się ludzkości.
W naszéj literaturze, trzy te epoki wyraźnie się odznaczają, chociaż one odpowiadać nie będą, przyjętym już w historij podziałom jéj na oddzielnych charakterów perjody.
Cała piérwsza epoka, ukryta jest prawie, we mgle czasów, z których niémamy innych pomników, nad podania, pieśni gminne i wielki hymn do Bogarodzicy. Ostatni perjod piérwszéj téj epoki, przeciąga się aż w panowanie Zygmunta Augusta; chociaż tuż zaraz i druga epoka się poczyna. Rej należy jeszcze do piérwszéj, gdy Kochanowski do drugiéj.
Druga epoka trwa skaleczona, chorobliwie, wykrzywiona dziwacznie i przypadkowie, aż do zwanego odrodzenia za Stanisława Augusta, odrodzenia języka tylko. Do trzeciéj epoki należy cała literatura XVIII w. końca i początków XIX.
Wielka nowa reforma w literaturze, która się ogranicza, wprowadzeniem indywidualizmu na miejsce ideałów w literaturę, wprowadzeniem elementu narodowego, niczém inném niebędą, nad indywidualizm zbiorowy — należy jeszcze do epoki trzeciéj, choć ma pretensją nową zupełnie poczynać. Charakter utworów naszéj epoki dowodzi tego niezbicie. Pytam się gdzie u nas cechy pierwotnéj doby, siła i prostota! Nie odznaczamyż się raczéj rozmaitością, bogactwem, wykwintnością, ozdobnością, subtelnością utworów??
Myśmy tylko najwyższym szczeblem wiodącym na nową płaszczyznę, aleśmy jéj jeszcze nie doszli. Wiek nasz, nie wiek to wiary jeszcze, nie wiek zapału, choć już znamionuje nadejście lepszych czasów. Niémamy wiary w nic, nawet w siebie, nawet w to co czyniémy. Jakaś niepewność, wahanie się, objawiają się w każdéj naszéj czynności. Z łona ludzi co należą do swego czasu i przylgnęli sercem do niego, odzywa się przeciw sobie samym reakcya, zwątpienie — Między uczynkami, tworami, a człowiekiem i sumieniem, niéma doskonałego związku, żadnéj solidarności dzieł i autorów. Indywidualizm przechodząc do najwyższego stopnia swego objawienia, czyni z jednego często człowieka, co chwila innego w miarę okoliczności jakie go otaczają i nań wpływają.
Smutny to widok — ale pociesza myśl, że myśmy tylko nawozem, na którego pokładzie, piękny i bujny kwiat wystrzeli. Kto zgadnie jego barwy, jego woń, jego kształty??
Powiedzieliśmy już wyżéj, że są ludzie, których charakter odpowiada charakterowi jednéj z wyżéj oznaczonych epok, choć nie zawsze w niéj żyją. Ludzie ci, powiększéj części niepoznani, przechodzą przez epokę, w któréj żyją, nie należąc do niéj, a wyniesieni zostają i ukoronowani w następnéj dobie, która z niémi sympatyzując, zamiłowuje ich i ocenia. Moglibyśmy mnóstwo zacytować podobnych przykładów, i sympatja naszéj epoki dla wielkich pierwobytnych jenjuszów, wcale nas nie odwodzi od przekonania, że należym do trzeciéj doby.
Rozważmy bowiem jakie to jest współczucie nasze i czyli prawdziwe?? Alexander Wielki w złotéj skrzyni chował pieśni Homera, ale je zapewne czytał, słuchał ich z upodobaniem, nasycał się niémi, myśmy je także zamknęli w złotéj skrzyni uwielbienia, w któréj się pyłem pokrywają, nie tknięte, a wielbione. Taka jest nasza sympatja dla wszystkich wielkich utworów piérwszych epok, wielbim je, ale w nich nie smakujemy, przeszły do nas z tradycją uwielbienia, przyjęliśmy je, otoczyli nową czcią, czytamy wcale co innego, nasycamy się czém inném. Wszystko co tworzym, nie podobne wcale do tego co wielbim, prostota utworów dawnych, nie znajdzie się u nas nigdzie, a gdy chcemy dać dowód siły, dajemy tylko dowody wielkiego wysilenia.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.