Strona:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.II.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
172

Smutny to widok — ale pociesza myśl, że myśmy tylko nawozem, na którego pokładzie, piękny i bujny kwiat wystrzeli. Kto zgadnie jego barwy, jego woń, jego kształty??
Powiedzieliśmy już wyżéj, że są ludzie, których charakter odpowiada charakterowi jednéj z wyżéj oznaczonych epok, choć nie zawsze w niéj żyją. Ludzie ci, powiększéj części niepoznani, przechodzą przez epokę, w któréj żyją, nie należąc do niéj, a wyniesieni zostają i ukoronowani w następnéj dobie, która z niémi sympatyzując, zamiłowuje ich i ocenia. Moglibyśmy mnóstwo zacytować podobnych przykładów, i sympatja naszéj epoki dla wielkich pierwobytnych jenjuszów, wcale nas nie odwodzi od przekonania, że należym do trzeciéj doby.
Rozważmy bowiem jakie to jest współczucie nasze i myśli prawdziwe?? Alexander Wielki w złotéj skrzyni chował pieśni Homera, ale je zapewne czytał, słuchał ich z upodobaniem, nasycał się niémi, myśmy je także zamknęli w złotéj skrzyni uwielbienia, w któréj się pyłem pokrywają, nie tknięte, a wielbione. Taka jest nasza sympatja dla wszystkich wielkich utworów piérwszych epok, wielbim je, ale w nich nie smakujemy, przeszły do nas z tra-