Psychologia tłumu/Księga druga/Rozdział trzeci

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gustaw Le Bon
Tytuł Psychologia tłumu
Data wydania 1899
Wydawnictwo Księgarnia H. Altenberga
Druk Drukarnia „Dziennika Polskiego“
Miejsce wyd. Lwów — Warszawa
Tłumacz Zygmunt Poznański
Tytuł orygin. Psychologie des foules
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cała księga druga
Pobierz jako: Pobierz Cała księga druga jako ePub Pobierz Cała księga druga jako PDF Pobierz Cała księga druga jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ TRZECI.
Przywódcy tłumów i ich sposoby przekonywania.

Poznaliśmy już ustrój umysłowy tłumów, znamy również pobudki, zdolne oddziaływać na ich duszę. Pozostaje nam teraz zbadać, w jaki sposób pobudki te należy stosować i kto jest w stanie używać ich skutecznie.



§. 1. Przywódcy tłumów.

Z chwilą, gdy pewna liczba istot żyjących łączy się w grupę, czy to będzie stado zwierząt czy tłum ludzi, instynkt wiedzie je pod władzę jakiegoś naczelnika.
W tłumie ludzkim naczelnikiem bywa często tylko demagog, ale, jako taki, wielką odgrywa on rolę. Jego wola jest jądrem, dokoła którego formują się i ujednostajniają poglądy. On stanowi pierwszy pierwiastek organizacyi tłumów różnorodnych i przygotowywa organizacyę sekt. Zanim to nastąpi, jest on ich kierownikiem. Tłum bowiem to stado niewolnicze, nie mogące nigdy obejść się bez pana.
Przywódca z początku zazwyczaj bywa cząstką takiego służalczego tłumu, zahypnotyzowaną przez ideę, której następnie stał się apostołem. Idea ta opanowywa go do tego stopnia, że poza nią nic nie widzi, a każdy pogląd przeciwny wydaje mu się błędem i zabobonem. Takim był, naprzykład, Robespierre, zahypnotyzowany przez idee filozoficzne Rousseau’a i stosujący przy ich propagandzie środki św. Inkwizycyi.
Przywódcami bywają najczęściej nie myśliciele, a ludzie czynu. Są oni mało przenikliwi i muszą być takimi, gdyż przenikliwość prowadzi zwykle do sceptycyzmu i bezczynności, a głównego ich kontyngensu dostarczają owi nerwowcy i ci na wpół obłąkani, których stan umysłu graniczy z kompletnym obłędem. Jakkolwiek niedorzecznym byłby cel, do którego dążą, albo śmieszną idea, której bronią, wszelkie rozumowanie bezsilnem jest wobec ich przekonania. Pogarda i prześladowanie bynajmniej na nich nie działają, a, przeciwnie, podniecają ich energię. Na ołtarzu swych przekonań składają oni swe interesa osobiste i rodzinne, a nawet instynkt samozachowawczy zdaje się u nich zanikać, gdyż często jedyna nagroda, której pożądają — to palma męczeńska. Żarliwa wiara tych apostołów nadaje ich słowom wielką potęgę suggestywną, a masy zawsze gotowe są słuchać człowieka, obdarzonego silną wolą i umiejącego narzucać ją innym. Osobniki bowiem, połączone w tłum, tracą wolę własną i instynktowo poddają się temu, kto ją posiada.
Na przywódcach nigdy narodom nie zbywało, ale tylko ci z nich, którzy mają silne przekonania, mogą stać się apostołami. Wśród przywódców spotyka się często subtelnych retorów, którzy mają tylko osobiste interesa na oku i starają się wpływać na tłum, schlebiając jego niskim instynktom. Wpływ, wywierany przez nich, może być wielki, ale będzie zawsze przelotny tylko. Wielcy fanatycy, którzy porywali duszę tłumów, tacy, jak: Piotr pustelnik, Luter, Savanarola, mężowie epoki Rewolucyi, zanim stali się panami mas, sami uledz musieli urokowi pewnej idei i dopiero w ten sposób mogli zaszczepić w duszach tę groźną potęgę, zwaną wiarą, która czyni człowieka zupełnym niewolnikiem jego marzenia.
Rola wielkich przywódców polega głównie na wzbudzaniu wiary, czy to religijnej czy politycznej lub społecznej, czy też w reszcie wiary w jakieś dzieło, w człowieka, w ideę i dlatego też właśnie wpływy ich bywa zawsze bardzo wielkim. Z wszystkich potęg, któremi ludzkość rozporządza, wiara była zawsze jedną z największych i dlatego ewangielia słusznie przypisuje jej moc przenoszenia gór. Dać człowiekowi wiarę, to pomnożyć dziesięciokrotnie jego siły, a wielkich czynów w historyi dokonali właśnie wierzący prostaczkowie, nie mający za sobą nic, prócz wiary. Wielkie religie, które rządziły światem, obszerne państwa, rozciągające się na obie półkule, nie były dziełem ani uczonych lub filozofów, ani tem bardziej sceptyków.
W powyższych jednak przykładach mowa jest tylko o wielkich przywódcach, a pojawiają się oni tak rzadko, że historya z łatwością może ich policzyć. Są to najwyższe postacie w owym nieprzerwanym szeregu, rozpoczynającym się od potężnych władców dusz ludzkich a kończącym na robotniku, który w przepełnionym dymem szynku zwolna hypnotyzuje swych towarzyszy zapomocą bezustannego przeżuwania kilku formułek, dla niego samego niezrozumiałych, mających jednak zdaniem jego z pewnością urzeczywistnić wszystkie marzenia i nadzieje.
We wszystkich warstwach społecznych człowiek z chwilą, gdy przestaje żyć w odosobnieniu, podpada zaraz pod władzę jakiegoś naczelnika. Większość bowiem ludzi, zwłaszcza wśród mas ludowych, nie posiada poza swą specyalnością zawodową żadnych jasnych i wyrozumowanych poglądów na jakiekolwiek sprawy, a na tem bezdrożu przywódca służy za kierownika. W najgorszym razie, choć w małym tylko stopniu, mogą go zastąpić wydawnictwa peryodyczne, fabrykujące dla swych czytelników gotowe poglądy i dostarczające im frazesów, uwalniających od potrzeby rozumowania.
Władza przywódców bywa nader despotyczną i nawet tylko dzięki swemu despotyzmowi może się ugruntować. Często można zauważyć, z jaką łatwością umieją oni nakazać posłuszeństwo całym wielce niesfornym armiom robotniczym, nie posiadając zgoła żadnej siły realnej, któraby poparła ich nakazy. Oznaczają oni godziny pracy, wysokość zarobku, urządzają strejki, rozpoczynając i kończąc te ostatnie o godzinie z góry określonej.
W czasach obecnych przywódcy coraz to częściej zastępują władzę publiczną w miarę jak ostatnia wchodzi z nimi w pertraktacye i okazuje pewną słabość. Wskutek despotyzmu tych nowych panów masy okazują im takie posłuszeństwo, jakiego nie potrafi nakazać żaden rząd. Jeżeli zbiegiem jakichkolwiek okoliczności przywódca znika i nie zostaje zastąpiony przez kogo innego, tłum staje się znowu luźnem zbiorowiskiem niezdolnem do oporu. Gdy podczas ostatniego strejku służby tramwajowej w Paryżu, dwóch naczelnych przywódców aresztowano, bezrobocie natychmiast ustało. Duszą bowiem tłumu rządzi nie potrzeba wolności, lecz żądza niewoli. Dla tłumu jest ona tak niezbędną, że instynktowo słucha on każdego, kto chce być jego panem.
Klasę przywódców można podzielić na typy dość wyraźne. Do jednego zaliczymy ludzi energicznych, z wolą silną, lecz krótkotrwałą; inni, o wiele mniej liczni od poprzednich, to ludzie, posiadający wolę silną i wytrwałą. Pierwsi są gwałtowni. odważni i przedsiębiorczy. Są oni użyteczni zwłaszcza wówczas, gdy trzeba pokierować jakimś napadem, pociągnąć masy w niebezpieczne przedsięwzięcie lub poprowadzić rekrutów do bohaterskiej walki. W epoce pierwszego cesarstwa takimi byli Ney i Murat. Takim był za naszych czasów Garibaldi, człowiek żądny przygód, miernych zdolności, lecz energiczny, który potrafił z garścią ludzi opanować królestwo Neapolitańskie, posiadające przecież dla obrony regularną armię.
Ale energia tych przywódców, jakkolwiek potężna, jest przelotną tylko i gaśnie wraz z pobudką, która ją wywołała. Powróciwszy do zwykłego trybu życia, ci niegdyś pełni energii bohaterowie, dają często dowody, jak naprzykład wyżej wspomniane osobistości, wielce zdumiewającej słabości. Zdają się oni być niezdolni pojąć najzwyklejszej w życiu sytuacyi i nie potrafią do niej się zastosować, podczas gdy tak dobrze umieli sobie dawać radę w okolicznościach bardziej zawikłanych. Są to przywódcy, którzy umieją spełniać swe funkcye tylko pod warunkiem, że im ktoś przewodzi i dodaje bodźca, tylko wówczas, gdy mają nad sobą człowieka lub ideę oraz wyraźnie wytkniętą drogę postępowania.
Druga kategorya przywódców, mianowicie ludzie o woli wytrwałej, wywiera, pomimo pozorów mniej świetnych, wpływ znacznie głębszy. Do niej zaliczają się rzeczywiści założyciele religii oraz twórcy wielkich dzieł: Mahomet, Krzysztof Kolumb, Lesseps. Do takich ludzi, niezależnie od poziomu ich inteligencyi, należy świat cały, Wytrwała bowiem wola, którą posiadają, jest przymiotem niezmiernie rzadkim, nadzwyczajnie potężnym i nieznającym przeszkody. Niezawsze zdajemy sobie w dostatecznej mierze sprawę z tego, czego może dokonać taka wola potężna i wytrwała, której nic nie jest w stanie się oprzeć, ani przyroda, ani bogowie ni ludzie.
Najświeższy jednak przykład tego, czego dokonać może woja silna i wytrwała, dał nam ów mąż znakomity, który rozdzielił dwa lądy i urzeczywistnił zadanie, zaprzątające umysły największych monarchów w ciągu trzech tysięcy lat. Później, w przedsięwzięciu identycznem spotkał go zawód, przyszła bowiem starość i zniweczyła wszystko, nawet wolę.
Aby wykazać potęgę samej tylko woli, wystarczy przejść szczegółowo historyę trudności, które trzeba było przezwyciężyć przy budowie kanału Suezkiego. Doktor Cazalis, który był ich naocznym świadkiem, streścił w krótkim, lecz przejmującym ustępie całokształt tego wielkiego dzieła, według opowieści jego nieśmiertelnego twórcy. „Opowiadał on, pisze Cazalis, dzień po dniu, epizodycznie, dzieje kanału. Opowiadał o wszystkiem, co musiał przezwyciężyć, o wszystkich niemożliwościach, które uczynił możliwemi, o wszystkich przeciwieństwach oraz intrygach, które przeciw niemu knowano, o goryczy, której zaznał, o swych niepowodzeniach. Wszystko to jednak nie mogło go pozbawić odwagi ani zniechęcić. Przypominał sobie, jaką walkę musiał toczyć z Anglią, nie dającą mu ani chwili spokoju. Przypominał ciągłe wahanie się Egiptu i Francyi, ów wielki opór, jakiego doznawał ze strony konsula francuskiego, przeszkody, które mu stawiano na każdym kroku, gdy np, zniechęcano robotników, odmawiając im słodkiej wody. Przypominał sobie, jak ministeryum marynarki i inżynierowie, ludzie poważni, pełni wiedzy i doświadczenia, byli, naturalnie, wszyscy, przeciwnikami projektu, i na podstawie naukowej pewni jego niepowodzenia, obliczali i przepowiadali je na dany dzień i godzinę, niby zaćmienie słońca.“
Zbiór życiorysów wszystkich tych wielkich przodowników ludzkości zawierałby nazwisk niewiele, lecz nazwiska te związane są ściśle z najdonioślejszymi wypadkami w rozwoju cywilizacyi i historyi.




§. 2. Środki działania przywódców: Twierdzenie, powtarzanie, zaraza.

Pragnąc porwać tłum na chwilę i skłonić go do tego, aby spełnił jakiś czyn: zrabował pałac, dał się wymordować w obronie barykady lub warowni, należy działać nań za pomocą suggestyi żywych, a najlepiej skutkuje w takich razach przykład. Ale w takim wypadku potrzeba, aby tłum był już przygotowany przez niektóre okoliczności, a zwłaszcza aby ten, kto pragnie go porwać, posiadał pewne własności, które zbadam niżej pod nazwą uroku.
Lecz gdy mamy zamiar zaszczepić w duszy mas pewne idee i wierzenia, naprzykład współczesne teorye społeczne, trzeba użyć odmiennego sposobu postępowania. Przywódcy tłumów działają wtedy w trojaki przeważnie sposób, uciekając się do: twierdzenia, powtarzania i zarazy. Działanie tych czynników jest dość powolne, ale skutek raz wywarty posiada wielką trwałość.
Samo tylko proste twierdzenie, pozbawione wszelkiego rozumowania i dowodów, jest jednym z najpewniejszych sposobów wprowadzenia danej idei do duszy tłumów. Im twierdzenie jest zwięźlejsze, im bardziej pozbawione wszelkiego nawet pozoru dowodów i argumentów, tem większą posiada władzę. oKsięgi religijne i kodeksy wszystkich wieków zawsze postępowały tą drogą prostego twierdzenia. Mężowie stanu, powołani do obrony pewnej sprawy politycznej, przemysłowcy, reklamujący swe wyroby za pomocą ogłoszeń, znają dobrze wartość twierdzenia.
Twierdzenie jednak może mieć wpływ realny tylko pod tym warunkiem, jeżeli będzie nieustannie powtarzane i o ile można z użyciem tych samych wyrazów. Jestto, jeśli się nie mylę, zdanie Napoleona, że jedyną istotną figurą retoryki jest powtarzanie. Za jego to pośrednictwem każde twierdzenie tak przenika do umysłów, że w końcu zostają uznane za dowiedzioną prawdę.
Łatwo zrozumieć wpływ powtarzania na tłum, gdy się zważy, jak potężnie ono oddziaływa na umysły bardzo nawet światłe. Potęga ta płynie stąd, że drogą bezustannego powtarzania dany pogląd w końcu wrasta niejako w ową najgłębszą dziedzinę nieświadomości, w której wytwarzają się motywy naszych czynów. Po upływie pewnego czasu, nie wiedząc już, kto jest autorem powtarzanego twierdzenia, zaczynamy w nie wierzyć, Na tem opiera się zdumiewająca potęga anonsów. Gdy przeczytamy sto, tysiąc razy, że najlepszą czekoladą jest czekolada N., wydaje nam się, jakobyśmy o te, słyszeli z wielu stron i zostajemy o tem przekonani. Gdy przeczytamy tysiąc razy, że mączka Z. wyleczyła wiele znakomitych osobistości z najuporczywszych chorób, to w końcu, gdy zostajemy dotknięci podobną chorobą, sami próbujemy tego specyfiku. Czytając bezustannie w pewnym dzienniku, że A. jest skończonym łotrem, B. zaś człowiekiem wysoce uczciwym, dajemy się temu przekonać, o ile, rozumie się, nie czytamy często innego dziennika przeciwnego kierunku, który wspomniane osobistości charakteryzuje w sposób odwrotny. Tylko bowiem twierdzenie i powtarzanie są dość potężne, aby się nawzajem zwalczać.
Gdy pewne twierdzenie zostało już dostateczną ilość razy powtórzone, a zwłaszcza, gdy owo powtarzanie odbywa się jednomyślnie, jak to miało miejsce przy reklamowaniu pewnych przedsiębiorstw finansowych, posiadających dość funduszów dla kupna wszystkich głosów niechętnych, wówczas tworzy się t. zw. opinia publiczna i rozpoczyna potężne działanie zarazy. W masach idee, uczucia, wzruszenia, wierzenia i t. p. posiadają zaraźliwość również wielką, jak mikroby. Jestto zresztą fakt zupełnie naturalny, gdyż można go zauważyć nawet u zwierząt, połączonych w stado lub mniejszą grupę. Gdy jeden koń w stajni zaczyna gryźć nerwowo żłób, wszystkie inne wkrótce go naśladują, a w stadzie owiec niepokój, ogarnąwszy kilka sztuk, udziela się reszcie. U ludzi w tłumie wszystkie wzruszenia nadzwyczaj szybko stają się zaraźliwemi i to nam tłumaczy nagłe wybuchy paniki. Zaburzenia mózgowe, których następstwem jest obłęd, są również zaraźliwe. Wiadomo, jak często dostają pomieszania zmysłów lekarze chorób umysłowych. Niedawno skonstatowano nawet, że niektóre choroby umysłowe, n. p. agorafobia przenosi się z człowieka na zwierzęta.
Dla działania zarazy nie potrzeba koniecznie, aby osobniki znajdowały się razem w jednem i tem samem miejscu. Może ona działać na odległość, a ma to miejsce wówczas, gdy umysły pod wpływem pewnych wypadków zaczynają pracować w jednym i tym samym kierunku i nabierają specyalnych cech tłumu, zwłaszcza zaś, gdy są przygotowane po temu przez czynniki pośrednie, które zbadaliśmy wyżej. Za przykład może tu posłużyć wybuch rewolucyjny w roku 1848-ym, który, rozpocząwszy się w Paryżu, gwałtownie rozszerzył się w znacznej części Europy i zachwiał niejedną monarchią.
Naśladownictwo, któremu przypisywano tyle znaczenia w zjawiskach społecznych, jest w rzeczywistości tylko prostem następstwem zarazy. Wykazawszy jego wpływ gdzieindziej, ograniczę się na powtórzeniu moich poglądów z przed lat ośmnastu, poglądów, które później zostały rozwinięte przez innych pisarzy:
„Podobnie jak zwierzęta, człowiek z natury ma popęd naśladowczy. Naśladownictwo jest dla niego potrzebą, pod tym wszakże warunkiem, że naśladowanie będzie zupełnie łatwem. Potrzebie tej właśnie zawdzięcza swój wpływ potężny t. zw. moda. Czyż wielu jest ludzi, którzy potrafiliby wyłamać się z pod jej władzy w dziedzinie, dajmy na to, idei, poglądów literackich albo stroju. Tłum daje się prowadzić nie przez argumenta, a za pomocą wzorów. W każdej epoce znajdziemy małą liczbę indywidualności, które wyciskają na niej swe piętno i służą nieświadomej masie za wzór do naśladowania. Nie wolno im jednak zanadto zbaczać od poglądów powszechnie przyjętych, gdyż wówczas byłoby ich trudno naśladować a wpływ ich równałby się zeru. Dlatego to ludzie, zanadto przerastający swe otoczenie, nie mają zazwyczaj żadnego wpływu, przedział bowiem między nimi a masą jest zbyt wielki. I dla tej to samej przyczyny Europejczycy, niebacząc na wyższość cywilizacyi, mają wpływ tak nieznaczny na ludy wschodnie, zbyt bowiem od nich się różnią.
„Równoczesne działanie tradycyi i wzajemnego naśladownictwa czyni w końcu ludzi jednego kraju i jednej epoki do tego stopnia podobnymi, że nawet u tych, którzy powinni naj mniej tym wpływom ulegać, u myślicieli, uczonych i literatów, sposób myślenia i styl przybierają jakąś rodzimą cechę, pozwalającą natychmiast odgadnąć epokę, do której należą. Już po krótkiej rozmowie można poznać, co dany osobnik czyta, czem się trudni i w jakiem żyje otoczeniu.“[1]
Zaraza jest czynnikiem tak potężnym, że narzuca ludziom nie tylko pewne poglądy, ale i kieruje ich uczuciami. Jej to działaniu przypisać należy pogardę, w jakiej był w swoim czasie np. Tannhaüser, w kilkanaście lat później, dzięki działaniu tego samego czynnika, tak uwielbiany przez tych samych, którzy go najbardziej krytykowali.
Poglądy i wierzenia tłumu szerzą się głównie drogą zarazy, nie zaś rozumowania. W szynku to, przez twierdzenie, powtarzanie i zarazę, urabiają się w naszych czasach poglądy robotników, a wierzenia tłumów, po wszystkie wieki powstawały tą samą drogą.
Należy zauważyć, że zaraza, rozszerzając się najpierw w warstwach ludowych, ogarnia następnie wyższe warstwy społeczeństwa, Przekonywamy się o tem w czasach obecnych na doktrynach socyalistycznych, znajdujących uznanie u tych, którzy przecież w pierwszym szeregu padną ich ofiarą. Potęga zarazy jest tak wielką, że wobec jej działania milknie nawet interes osobisty.
To nam wyjaśnia, dla czego każda idea popularna w końcu narzuca się z wielką siłą najwyższym warstwom społecznym, chociażby niedorzeczność tej zwycięskiej idei była widoczną. To oddziaływanie niższych warstw społecznych na warstwy wyższe jest tem ciekawsze, że wierzenia tłumu mają zawsze w pewnej mierze swe źródło w jakiejś wznioślejszej idei, pozostającej często bez wpływu na otoczenie, które dało jej życie. Przywódcy tłumów, podbici przez taką ideę, biorą ją na własność, przekształcają i tworzą sektę. Ta z kolei przeistacza ideę na swój sposób, następnie rozszerza ją w łonie tłumów, które przeinaczają ją coraz bardziej. Zostawszy popularnym pewnikiem, idea owa wraca niejako do swego źródła i wówczas oddziaływa na wyższe warstwy narodu. W rezultacie zatem inteligencya rządzi światem, ale rządzi nim zaiste bardzo z daleka. Myśliciele — twórcy idei już dawno stali się prochem, kiedy myśl ich, za pomocą powyżej opisanego procesu, zaczyna wreszcie tryumfować nad światem.




§. 3. Urok.

Nadzwyczajną potęgę nadaje ostatecznie ideom, propagowanym za pomocą twierdzenia, powtarzania i zarazy, owa moc tajemnicza, zwana urokiem.
Wszystko, co panowało nad światem, zarówno idee jak ludzie, osiągało władzę głównie za pośrednictwem niezwyciężonej siły uroku. Znaczenie uroku rozumiemy wszyscy, ale stosowany on bywa w sposób zbyt rozmaity, ażeby łatwo dać było jego definicyę. Pojęcie uroku zawiera przedewszystkiem wyobrażenie pewnych uczuć, jak: uwielbienie lub strach. Niekiedy są one nawet podstawą uroku, ale może się on i bez nich obchodzić doskonale. Wszak najwięcej uroku posiadają osobistości dawno już zmarłe, n. p.: Alexander, Cezar, Mahomet, Buddha, którzy nie mogą w nikim budzić strachu. Z drugiej strony są istoty albo fikcye, których nie uwielbiamy, n. p. potworne bóstwa podziemnych świątyń w Indyach, posiadające wszakże, jak się zdaje, wielki urok.
W rzeczywistości urok jest pewnego rodzaju władzą, którą posiada nad naszym umysłem jakaś osoba, dzieło lub idea. Władza ta paraliżuje w nas zdolność krytyczną oraz napełnia duszę naszą czcią i podziwem. Uczucie wzbudzone przez nią, nie da się wytłumaczyć, jak każde zresztą uczucie, ale musi ono być tego samego rodzaju co fascynacya, której ulega człowiek magnetyzowany. Urok jest najpotężniejszą sprężyną wszelkiej władzy. Bogowie, królowie i kobiety nie mogliby nigdy panować bez niego.
Rozmaite odmiany uroku dają się sprowadzić do dwóch form głównych: do uroku nabytego i uroku osobistego. Urok nabyty pochodzi z nazwiska, z fortuny, ze sławy. Może on być niezależnym od uroku osobistego. Urok osobisty jest przeciwnie czemś indywidualnem, co może współistnieć z reputacyą, sławą i fortuną, a nawet być przez nie spotęgowanem, ale może również doskonale bez nich się obejść.
Z urokiem nabytym czyli sztucznym spotykamy się daleko częściej. Dany osobnik już przez to samo, że zajmuje pewne stanowisko, że ma fortunę lub gromki tytuł, posiada pewien urok, chociażby jego wartość osobista równała się zeru. Żołnierz w uniformie, prokurator w czerwonej szacie, są takiego uroku przykładem. Pascal z wielką trafnością podnosił potrzebę specyalnego stroju i peruki dla sędziów, bez tego bowiem tracą oni połowę swej powagi. Socyalista najbardziej zawzięty zawsze czuje pewne wzruszenie na widok księcia lub markiza, a dość jest nadać sobie tytuł podobny, aby wykpić u kupca wszystko co się chce[2].
Urok, o którym mowa, wywierany bywa przez ludzi. Obok niego postawić można urok pewnych poglądów, utworów literackich i artystycznych i t. d. Jestto po największej części skutek nagromadzonego powtarzania. Historya bowiem powszechna, a zwłaszcza historya literatury i sztuki jest tylko powtarzaniem jednych i tych samych poglądów, których nikt nie próbuje skontrolować, a gdy ostatecznie każdy powtarza to, czego się nauczył w szkole, pewne nazwiska i rzeczy stają się świętością nietykalną. W naszych czasach czytanie Homera jest niewątpliwie nudne, ale nikt przecież nie poważy się głośno tego powiedzieć. Partenon, w obecnym swym stanie, jest nędzną ruiną, pozbawioną wszelkiego interesu. Ale posiada on taki urok, że widzimy go nie takim, jakim on jest obecnie, ale w otoczeniu wszystkich wiążących się z nim wspomnień historycznych. Jestto bowiem właściwością uroku, iż nie pozwala on nam patrzeć na rzeczy trzeźwo i paraliżuje wszelki sąd samodzielny. Tłum potrzebuje bowiem zawsze, a osobnik pojedynczy po największej części, poglądów już zupełnie gotowych. Powodzenie, którem się te poglądy cieszą, nie zależy od zawartej w nich cząstki prawdy lub błędu; jest ono wyłącznie wynikiem ich uroku.
Przechodzę teraz do uroku osobistego. Jest on natury wielce odmiennej od uroku sztucznego czyli nabytego, którym zajmowaliśmy się dotychczas. Stanowi bowiem przymiot niezależny od wszelkiego tytułu i wszelkiej władzy. A posiada go nie wielka liczba osób, wywierających czar prawdziwie magnetyczny na całe swe otoczenie nawet wówczas, gdy pod względem społecznym stoi ono na równi z niemi i w niczem nie ulega ich władzy. Narzucają one swe idee i swe uczucia całemu swemu otoczeniu, okazującemu im takie posłuszeństwo, z jakiem dziki zwierz ulega pogromcy, którego mógłby przecież tak łatwo pożreć.
Wielcy przywódcy mas, jak: Buddha, Mahomet, Dziewica Orleańska, Napoleon obdarzeni byli tą formą uroku w wysokim stopniu i on to stanowił główne źródło ich potęgi. Bogowie, bohaterowie i dogmaty narzucają się, nie przekonywując; przeciwnie, z chwilą, gdy stają się przedmiotem dyskusyi, czar ich pryska. Wielkie osobistości, o których była mowa wyżej, posiadały tę fascynującą potęgę jeszcze zanim stały się głośnemi i tylko dzięki niej wywarły wpływ tak znaczny. Rzecz oczywista, że np. Napoleon, będąc u zenitu sławy, wywierał samą swą potęgą urok olbrzymi, którym jednak, rozumie się, był obdarzony jeszcze wónczas, gdy nie posiadał żadnej władzy i był zupełnie nieznany. Gdy młodemu jenerałowi Bonaparte oddano dowództwo nad armią włoską, dostał się on w grono nieokrzesanych towarzyszy, którzy już z góry postanowili sobie w należyty sposób przyjąć młodego intruza, narzuconego przez dyrektoryat. Ale zaraz w pierwszej chwili, bez frazesów, bez gestów i gróźb, jednem spojrzeniem przyszły wielki człowiek powstrzymał ich zapędy. Na podstawie spółczesnych pamiętników, Taine w następujący sposób opowiada to ciekawe spotkanie:
„Jenerałowie dywizyi, między innymi Augereau, żołdak bohaterski i zarazem nieokrzesany, dumny ze swej odwagi i postawy, przybywają do głównej kwatery bardzo źle usposobieni dla małego parweniusza, przysłanego z Paryża. Augereau, znając Bonapartego tylko z opowiadań, z góry już klnie na czem świat stoi i nie myśli słuchać tego faworyta Barrasa, tego jenerała Vendemiaire’a, jenerała z ulicy, tego niedźwiedzia, zawsze zamyślonego, małego wzrostu, z reputacyą matematyka i marzyciela. W głównej kwaterze Bonaparte każe na siebie czekać. Gdy nareszcie zjawia się przy szpadzie i w kapeluszu na głowie, tłumaczy swe dyspozycye, wydaje rozkazy i, nakoniec, pozwala jenerałom odejść. Augereau osłupiał i dopiero później, przyszedłszy do siebie, zaczął znowu kląć po swojemu, ale musiał się zgodzić z Masséną, ze ten mały jenerałek wbudził w nim respekt, przytłaczając go jakimś niepojętym urokiem zaraz przy pierwszem wejrzeniu“.
Gdy Napoleon stał się wielkim człowiekiem, jego urok rósł razem ze sławą i w końcu równy był conajmniej temu, który bóstwo posiada w oczach swych wyznawców. Jenerał Vandamme, żołdak rewolucyjny, jeszcze bardziej brutalny i energiczny niż Augereau, rzekł pewnego razu w roku 1815-ym do marszałka Ornano, wchodząc z nim do Tuileryów: „Ten dyabeł wywiera na mnie urok, z którego nie mogę sobie zdać sprawy. Zbliżając się doń, ja, który się nie boję ani Boga ani dyabła, drżę jak dziecko i na jego rozkaz przelazłbym przez licho igły, aby rzucić się w ogień“.
Taki sam urok miał Napoleon dla wszystkich, którzy się doń zbliżali.[3]
Davoust tak scharakteryzował swoje i Maret’a poświęcenie dla cesarza: „Gdyby cesarz rzekł do nas obydwóch: polityka moja wymaga, aby Paryż został zburzony i nikt nie uszedł zeń z życiem, jestem pewny, że Maret dochowałby tajemnicy, zdradzając sekret tylko przed swą rodziną, aby ją ocalić. Co zaś do mnie, to nie chcąc zwierzyć się nikomu, nie oszczędziłbym ani żony ani dzieci“.
Trzeba pamiętać o tej zdumiewającej potędze uroku, ażeby zrozumieć cudowny powrót Napoleona z Elby, ów raptowny podbój całej Francyi przez jednego człowieka, mającego przeciw sobie wszystkie zorganizowane siły kraju, który mógł być przecież znużonym jego tyranią. Ale dość mu było tylko spojrzeć na jenerałów, wysłanych przeciw niemu. Gdy ich wyprawiano, wszyscy solennie przyrzekali, że go pochwycą i wszyscy poddali mu się bez oporu.
„Napoleon, pisze jenerał angielski Wolseley, wylądował we Francyi prawie sam jeden i ten zbieg z małej wysepki Elby, na której obrał sobie pobyt, zdołał w ciągu kilku tygodni bez rozlewu krwi wywrócić we Francyi wszystkie władze, nadane jej przez króla prawowitego. Czy jest w historyi inny zdumiewający przykład podobnego uroku osobistego? W ciągu całej swej ostatniej kampanii Napoleon oddziaływał tym urokiem również i na swych przeciwników, zniewalając ich do trzymania się jego planów, a nie wiele brakło, aby ich i tym razem zwyciężył“.
Urok ów przeżył samego Napoleona i rósł z biegiem czasu. Jemu to zawdzięczał swe wyniesienie marny siostrzeniec wielkiego cesarza, a widząc, jak dziś odradza się legenda napoleońska, przekonywamy się, ile potężnego uroku tkwi jeszcze w tej wielkiej postaci. Temu bowiem, kto posiada urok dostatecznie wielki i dość zdolności, aby go utrzymać, wolno pomiatać ludźmi, wolno mordować ich milionami, wolno narażać kraj na ciągłe inwazye wrogów.
Przytoczyłem tu przykład niewątpliwie wyjątkowy, o którym jednak należy pamiętać, chcąc zrozumieć genezę wielkich religii, wielkich doktryn i państw, Tylko potęga, którą urok posiada w oczach mas, może nam ją wytłumaczyć.
Ale urok nie płynie tylko wyłącznie z przewagi osobistej, ze sławy wojennej lub religijnej bojaźni; może on pochodzić ze źródeł skromniejszych, a przecież posiadać doniosłe znaczenie. Nasze stulecie dostarcza pod tym względem wielu przykładów, a jednym z najbardziej uderzających, pamiętnym po wszystkie wieki, jest historya znakomitego człowieka, który zmienił powierzchnię globu ziemskiego i stosunki handlowe narodów, rozdzielając dwa lądy. Powodzenie swego przedsięwzięcia zawdzięcza on swej nieugiętej woli, ale również i urokowi, który wywierał na spółczesnych. Dość mu było się pokazać, ażeby zwalczyć jednomyślną opozycyę, gdy ją napotykał. Dość mu było chwilę jedną mówić, a wobec czaru, który roztaczał, przeciwnicy stawali się jego przyjaciółmi. Zwłaszcza Anglicy zwalczali projekt zawzięcie. Ale wystarczyło, by zjawił się w Anglii, aby uzyskać powszechne uznanie i gdy później przejeżdżał przez Southampton, witano go biciem we dzwony, a dziś Anglia stawia mu pomnik. „Zwyciężywszy wszystko, ludzi i rzeczy, bagna i skały i piaski“, nie wierzył już w żadne przeszkody i zapragnął powtórzyć Suez w Panamie. Zaczął w ten sam sposób, ale przyszła starość, a zresztą wiara, która podnosi góry, podnosi je wówczas tylko, gdy nie są zbyt wysokie. Góry stawiły opór, a katastrofa, która nastąpiła później, rozwiała olśniewającą aureolę sławy, otaczającą bohatera. Życie jego poucza nas, w jaki sposób urok rośnie i w jaki znika. Stanąwszy na równi z największymi bohaterami ludzkości, został on później wyrokiem sędziów swego kraju postawiony w rzędzie najpodlejszych zbrodniarzy, a gdy umarł, pogrzeb jego odbył się w ciszy wśród powszechnej obojętności. Tylko obcy monarchowie oddali hołd jego pamięci, czcząc w Lessepsie jednego z największych ludzi znanych w historyi.[4]
Lecz rozmaite przykłady, które wyżej przytoczyliśmy, przedstawiają formy krańcowe. Ażeby zaś poznać psychologię uroku w szczegółach, należy przejść całą jej skalę, poczynając od założycieli państw aż do człowieka, który usiłuje olśnić znajomych nowem ubraniem lub orderem. Wśród tych krańcowych form dadzą się pomieścić wszelkie objawy uroku we wszystkich dziedzinach cywilizacyi: w nauce, sztuce, literaturze i t. d. i dojdziemy do wniosku, ze gdy chodzi o przekonywanie mas, urok jest jednym z najbardziej zasadniczych czynników. Każda istota, idea lub rzecz, posiadająca urok, natychmiast drogą zarazy znajduje naśladowców, świadomych lub nieświadomych i wyciska swe piętno na wyrazie uczuć i myśli całego pokolenia. Naśladownictwo zresztą bywa po największej części nieświadome i to właśnie czyni je doskonałem. Spółcześni malarze, odtwarzający wyblakłe barwy i wymuszone pozy niektórych dawniejszych szkół malarskich, bynajmniej nie domyślają się źródła swego natchnienia, wierząc, iż tworzą szczerze. A tymczasem, gdyby pewien sławny mistrz nie wskrzesił tej formy sztuki, widzianoby dotychczas w niej głównie strony naiwne i ujemne. Ci, którzy, idąc za przykładem innego znowu mistrza, zamazują swe płótna kolorem fioletowym, nie widzą w naturze więcej fioletu, niż go widziano przed laty pięćdziesięciu. Działają oni tylko pod suggestyą osobistego i specyalnego wrażenia pewnego malarza, który, pomimo tego dziwactwa, potrafił zdobyć sobie wielki urok. Moglibyśmy z łatwością przytoczyć wiele takich przykładów ze wszystkich dziedzin cywilizacyi.
Z powyższego widzimy, iż na urok składa się wiele czynników, a jednym z najważniejszych było zawsze powodzenie. Każdy człowiek, któremu się poszczęści, każda idea, która się narzuca, przestają podlegać krytyce. A najlepszym dowodem, iż powodzenie stanowi jedną z głównych podstaw uroku jest to, ze ostatni znika, gdy pierwsze zaczyna człowieka opuszczać. Bohater, dziś cieszący się powszechnem uznaniem, jutro, jeżeli mu się powinie noga, będzie oplwany, a im większy był urok, tem silniejszą będzie reakcya. Tłum ma wówczas upadłego bohatera za równego sobie i mści się na tym, przed którego wyższością bił czołem. Robespierre w chwili, gdy oddawał pod nóż gilotyny swych kolegów i wielu współobywateli, posiadał urok olbrzymi. Ale gdy stracił większość w Konwencyi, i, co za tem idzie, władzę, urok jego znikł natychmiast, a tłum prowadził go na gilotynę z temi samemi przekleństwy, których nie szczędził w przeddzień jego ofiarom. Zeloci religijni zawsze z wściekłością burzą posągi swych dawniejszych bóstw.
Urok, podkopany przez niepowodzenia, znika raptownie. Może go podkopać również krytyka, ale działanie jej jest powolne, chociaż skutek bardzo pewny. Z chwilą, gdy urok staje się przedmiotem dyskusyi, przestaje on istnieć. Bogowie i ludzie, którzy umieli najdłużej zachować swój urok, nigdy nie znosili dyskusyi. Chcąc nakazać tłumom uwielbienie, trzeba je zawsze trzymać w pewnem oddaleniu.




Przypisy

  1. Gustaw Le Bon: Gustave Le Bon, L’Homme et les sociétés, 1881. t. II. str. 116
  2. Wpływ tytułów, uniformów i orderów na tłumy daje się zauważyć w tych nawet krajach, gdzie uczucie niezależności osobistej jest wysoce rozwinięte. Pozwolę sobie przytoczyć w tem miejscu ciekawy ustęp z niedawno wydanego opisu podróży, dotyczący uroku, jaki wywierają pewne osobistości w Anglii:
    „W rozmaitych wypadkach udało mi się obserwować to szczególne upojenie, jakiego doznają najrozsądniejsi nawet Anglicy na widok lorda. Jeżeli tylko utrzymuje się on na wysokości swego tytułu, kochają go oni już z góry, a przestając z nim, znoszą wszelkie jego kaprysy i dziwactwa z zachwytem. Gdy zbliża się, rumienią się z zadowolenia; gdy do nich przemówi, powstrzymywana radość powiększa ten rumieniec i nadaje ich oczom blask niezwykły. We krwi ich — że się tak wyrażę — tkwi lord, jak u Hiszpana taniec, u Niemca muzyka, a u Francuza rewolucya. Nawet ich zamiłowanie do koni i Szekspira nie jest tak wielkiem, sprawia im mniejsze zadowolenie i mniej schlebia ich dumie. Księga Parów cieszy się tu wielką poczytnością i obok Biblii znaleść ją można w każdym domu angielskim“.
  3. Dobrze świadom tej swojej potęgi, Napoleon wiedział, że podnosi ją, obchodząc się z otaczającemi go wielkiemi osobistościami, wśród których był niejeden z owych słynnych a tak groźnych dla całej Europy członków Konwencyi, gorzej niż z masztalerzami. Spółczesne opowiadania pełne są tego rodzaju faktów. Pewnego dnia na posiedzeniu Rady stanu Napoleon po grubiańsku ofuknął Beugnot’a traktując go, jak niezręcznego lokaja. Gdy to zrobiło już należyty efekt, cesarz zbliżył się doń i rzekł: „I cóż, duży idyoto, czyś przyszedł do siebie?“ Na te słowa Beugnot, wysoki jak tambour-major, schylił się bardzo nisko, a mały kapral, podnosząc rękę, wziął go za ucho. „Znak to był wielkiej łaski, — pisze Beugnot — ulubiony gest pana, gdy się udobruchał“. Podobne przykłady dają dobre pojęcie o wielkiem służatstwie, jakie może wywoływać urok. Pozwalają one też zrozumieć olbrzymią pogardę, jaką żywił wielki despota dla otaczających go ludzi, których uważał poprostu za przydatnych tylko na pastwę dla dział.
  4. W jednym z niemieckich dzienników, mianowicie w wiedeńskiej „Neue Freie Presse“ znalazłem bardzo trafne uwagi, dotyczące losów Lessepsa i pozwolę sobie przytoczyć je tutaj:
    „Po skazaniu Ferdynanda Lessepsa nie mamy już prawa dziwić się smutnemu końcowi Krzysztofa Kolumba. Jeżeli Ferdynand Lesseps jest oszustem, wszelka szlachetna iluzya jest zbrodnią. W starożytności otoczonoby pamięć Lessepsa aureolą sławy, dając mu miejsce w Olimpie i czarę boskiego nektaru, zmienił on bowiem powierzchnię ziemi i udoskonalił dzieło stworzenia. Prezydent Sądu apelacyjnego, skazując Ferdynanda Lessepsa, unieśmiertelnił swe imię, gdyż ludzie po wszystkie czasy pytać będą o nazwisko człowieka, który nie bał się upokorzyć swego stulecia, odziewając w kurtkę aresztancką starca, będącego sławą spółczesnych.
    „Nie mówcie mi o nieugiętej sprawiedliwości tam, gdzie panuje nienawiść biurokratyczna ku wielkim i śmiałym przedsięwzięciom. Narody potrzebują owych ludzi zuchwałych, którzy mają wiarę w siebie i przezwyciężają wszelkie przeszkody, nie oglądając się na swą własną osobę. Geniusz nie może być roztropnym; przy roztropności bowiem niepodobna byłoby rozszerzyć sfery działalności ludzkiej.
    „..... Ferdynand Lesseps poznał szał tryumfu i gorycz zawodu: Suez i Panamę. Kiedy myślę o tem, serce oburza się na ową moralność powodzenia. Gdy Lessepsowi udało się połączyć dwa morza, składali mu hołdy monarchowie i narody, a dziś, kiedy pomysły jego rozbiły się o skały Kordylierów, jest on zwyczajnym oszustem.... To jeden z objawów walki klas i zgryźliwości biurokratów oraz urzędników, którzy mszczą się na każdym, kto pragnie wznieść się ponad swe otoczenie..... Ustawodawcy spółcześni stoją bezradni wobec tych wielkich idei geniuszów, ogół jeszcze mniej je pojmuje, a w takim stanie rzeczy łatwo jest pierwszemu lepszemu prokuratorowi dowieść, że Stanley jest mordercą a Lesseps oszustem“.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Gustave Le Bon i tłumacza: Zygmunt Poznański.