Strona:Gustaw Le Bon-Psychologia tłumu.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


porządza, wiara była zawsze jedną z największych i dlatego ewangielia słusznie przypisuje jej moc przenoszenia gór. Dać człowiekowi wiarę, to pomnożyć dziesięciokrotnie jego siły, a wielkich czynów w historyi dokonali właśnie wierzący prostaczkowie, nie mający za sobą nic, prócz wiary. Wielkie religie, które rządziły światem, obszerne państwa, rozciągające się na obie półkule, nie były dziełem ani uczonych lub filozofów, ani tem bardziej sceptyków.
W powyższych jednak przykładach mowa jest tylko o wielkich przywódcach, a pojawiają się oni tak rzadko, że historya z łatwością może ich policzyć. Są to najwyższe postacie w owym nieprzerwanym szeregu, rozpoczynającym się od potężnych władców dusz ludzkich a kończącym na robotniku, który w przepełnionym dymem szynku zwolna hypnotyzuje swych towarzyszy zapomocą bezustannego przeżuwania kilku formułek, dla niego samego niezrozumiałych, mających jednak zdaniem jego z pewnością urzeczywistnić wszystkie marzenia i nadzieje.
We wszystkich warstwach społecznych człowiek z chwilą, gdy przestaje żyć w odosobnieniu, podpada zaraz pod władzę jakiegoś naczelnika. Większość bowiem ludzi, zwłaszcza wśród mas ludowych, nie posiada poza swą specyalnością zawodową żadnych jasnych i wyrozumowanych poglądów na jakiekolwiek sprawy, a na tem bezdrożu przywódca służy za kierownika. W najgorszym razie, choć w małym