Strona:Gustaw Le Bon-Psychologia tłumu.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


swej nieugiętej woli, ale również i urokowi, który wywierał na spółczesnych. Dość mu było się pokazać, ażeby zwalczyć jednomyślną opozycyę, gdy ją napotykał. Dość mu było chwilę jedną mówić, a wobec czaru, który roztaczał, przeciwnicy stawali się jego przyjaciółmi. Zwłaszcza Anglicy zwalczali projekt zawzięcie. Ale wystarczyło, by zjawił się w Anglii, aby uzyskać powszechne uznanie i gdy później przejeżdżał przez Southampton, witano go biciem we dzwony, a dziś Anglia stawia mu pomnik. „Zwyciężywszy wszystko, ludzi i rzeczy, bagna i skały i piaski“, nie wierzył już w żadne przeszkody i zapragnął powtórzyć Suez w Panamie. Zaczął w ten sam sposób, ale przyszła starość, a zresztą wiara, która podnosi góry, podnosi je wówczas tylko, gdy nie są zbyt wysokie. Góry stawiły opór, a katastrofa, która nastąpiła później, rozwiała olśniewającą aureolę sławy, otaczającą bohatera. Życie jego poucza nas, w jaki sposób urok rośnie i w jaki znika. Stanąwszy na równi z największymi bohaterami ludzkości, został on później wyrokiem sędziów swego kraju postawiony w rzędzie najpodlejszych zbrodniarzy, a gdy umarł, pogrzeb jego odbył się w ciszy wśród powszechnej obojętności. Tylko obcy monarchowie oddali hołd jego pamięci, czcząc w Lessepsie jednego z największych ludzi znanych w historyi.[1]

  1. W jednym z niemieckich dzienników, mianowicie