Karolina z hr. Potockich Nakwaska

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Karolina z hr. Potockich Nakwaska
Wydawca Dziennik Poznański
Data wydania 1876
Drukarz Drukarnia J. I. Kraszewskiego
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Józef Ignacy Kraszewski - Karolina z hr. Potockich Nakwaska p04.jpg

KAROLINA
z hr. Potockich
NAKWASKA.

Odbitka z Dziennika Poznańskiego.



Poznań
druk J. I. Kraszewskiego (Dr. W. Łebiński)
1876.





Nie raz powtórzoném to zostało w ciężkich chwilach próby, jakie naród nasz przechodzi, iż niewiast i matek zadanie stanowi niemal o życiu i przyszłości naszéj. W ich sercach i na ich dłoniach losy polskiego ducha, drogiéj mowy rodzinnéj, podań naszych i tradycyi jasnych. Od tego pierwszego słowa, które z ust macierzyńskich uczy się dziecię, które się piętnuje na młodym umyśle na wieki, zależy charakter jego, losy, czyny...
Z największém téż poszanowaniem patrzym dziś na te matki polskie, które kapłaństwo swe narodowe pojęły, ukochały i spełniły. Do takich matron należała, na czele ich stała ś. p. Karolina z Potockich Nakwaska. Dziwnie szczęśliwym składem okoliczności daném nam było w tym roku ostatnim życia osobiście poznać w Tours autorkę „Dworu wiejskiego i Wspomnienia o Adamie Potockim.“ Czujemy się więc w obowiązku poświęcić pamięci jéj choć kilka słów, opierając się na szczegółach zaczerpniętych od rodziny.
Pomimo wieku i słabego już zdrowia, cóż to za żywość umysłu i uczucia zachowała nieboszczka, jakie zajęcie gorące wszystkiém, co Polski, kraju i jéj życia dotykało! jaką pamięć przeszłości!
Dziwném się to wydawać może nie jednemu, lecz przyznać musi każdy, kto dłużéj patrzał na świat, że są rodziny, które szczególnemi siły obdarzyła natura, w których z krwią i duchem przechowuje się jakiś ogień, rzeźwość, moc, jakaś potęga woli, na któréj drugim zbywa. Dość jest, nie sięgając daléj, przypatrzeć się działalności rodziny Potockich za czasów Stanisława Augusta. W żadnéj innéj nie znajdujemy współcześnie tyle żywotności, zarówno się objawiającéj na różnych drogach i w opiniach najprzeciwniejszych; żadna inna nie przedstawia takiéj galeryi postaci aż do ekscentryczności dochodzących. Wspomnijmy tylko typ polskiego magnata w Franciszku Salezym, wojewodzie kijowskim; dziwactwo starosty kaniowskiego, jenialne rzucanie się w szukaniu prawdy Jana Potockiego, rolę polityczną i wspaniałą Ignacego i Stanisława, szaleństwo polityczne Szczęsnego, rzutkość Prota, dowcip Kossakowskiéj, wybryki starosty szczerzeckiego, że innych pominę. Potoccy są wszędzie i wszędzie niepospolitą, znaczącą odgrywają rolę; spotykamy się z nimi co krok, z nieznużoną ich gorączkową działalnością na wszystkich drogach.
Za czasów Księstwa Warszawskiego pani Nakwaska w pamiętniku swym o ojcu wylicza także cały szereg członków rodziny, odznaczających się w publiczném i prywatném życiu. Wszystkim im szczególnych darów umysłu i serca odmówić niepodobna, a przeważnie silnéj woli i niezmiernéj żywotności.
Do téj to tak szczęśliwie obdarzonéj rodziny należała zmarła śp. Karolina. — Ojciec jéj Adam, urodzony r. 1776, był synem Teodora, naówczas starosty olsztyńskiego, z tak zwanéj linii prymasowskiéj. W dwunastym roku życia odesłanym był wraz z trzema innymi Potockimi do Francyi. W r. 1794 ośmnastoletni bił się już pod Kościuszką.[1]
W nadzwyczaj zajmujących wspomnieniach swych o ojcu[2] pani Nakwaska maluje wybornie człowieka pełnego życia, zajętego pracą nad sobą i dla kraju — szukającego do niéj treści we wszystkiém, co go otacza. Na wsi gospodarz, literat, myśliwiec, wynajdywał sobie hr. Adam rozliczne zajęcia, których natura jego czynna wymagała. Wśród téj wiejskiéj zaciszy i szczęścia domowego wypadki r. 1809 rozbudziły żądzę, poczucie obowiązku wzięcia czynnego udziału w patryotycznych usiłowaniach oswobodzenia. Zajęcie Galicyi przez ks. Józefa Poniatowskiego było hasłem dla hr. Adama.
Dnia 22 maja pierwsze placówki polskie pokazały się pode Lwowem. „Cała ludność, pisze autorka, wybiegła przeciwko nim i wprowadziła do miasta. Nie było ich więcéj jak czterech strzelców z piątego pułku Turny pod dowództwem kapitana Jerzego Starzeńskiego, co wkroczyli do miasta. Opisać zapał, radość, szał, jakie opanowały mieszkańców na ich widok, jest niepodobném. Panie pierwsze z imienia i majątku słały tureckie dyfdyki pod nogi ich koni; mnóstwo im nadawano pieniędzy papierowych — bo takie tylko znajdowały się w kraju — a oni niemi zapalali swe lulki... Niejeden świetny bohater rzymski nie miał owacyi huczniejszéj od tych prostych wojaków.“
Hr. Adam Potocki wśród tych wypadków prawie się rozchorował z niecierpliwéj żądzy działania. Natychmiast myśl stworzenia pułku powziętą została i równie szybko wykonywać się zaczęła. Wojewoda bełzki, ojciec hr. Adama, na sztandar pułku dał sto tysięcy, syn — włożył, co tylko miał... Z zapałem niezrównanym zapisywać się zaczęto... Ojcowie rodzin, obywatele osiedli spieszyli na obronę kraju, rzucając wszystko. Pułk zaledwie się formujący ustąpić jednak musiał przed naciągajacymi Rosyanami. Hr. Adam jechał przy nim z całą swą rodziną, z żoną i dziećmi.
W pamiętniku, o którym wspomnieliśmy, znajdzie czytelnik szczegóły żywo zajmujące... o dziejach tego pułku i jego dowódzcy, który cały się oddał postawieniu go na najświetniejszéj stopie... Szedł nowo sformowany regiment na Żółkiew, Chełm, Zamość do Lublina, późniéj do Piotrkowa.... Żona z dziećmi hr. Adama musiała wreszcie pozostać w Warszawie...
Pułk 11, wcielony późniéj do dywizyi jenerała Latour-Maubourg, poszedł walczyć dla Napoleona, który kazał Polsce drogo opłacać zawsze zawiedzione nadzieje, nigdy dość nie znajdując ofiar z naszéj strony i nigdy nie czując się względem nas obowiązanym do niczego. Walczył on pod Mirem, pod Mozajskiem, a znalazł się aż w Moskwie. Trudy téj straszliwéj kampanii, jéj gorycze, doznane cierpienia, przedwcześnie, bo w 35 roku życia dobiły hr. Adama i osierociły rodzinę. Po zgonie jego pozostała wdowa z Warszawy udała się z dziećmi do Galicyi, na Podole, aby odzyskać majętności, które sekwestrami obłożone zostały. Piękny, rozległy majątek hr. Adama Horodenka na Pokuciu z kilką wsiami zniszczony został w czasie wojny 1809 r. a późniéj zasekwestrowany przez rząd austryacki. Oddano go wprawdzie potem rodzinie, ale na nim ciężyły długi na pułku formacyą zaciągnięte — musiano go więc sprzedać z publicznego targu. (Nabyty przez p. Romaszkana za bardzo nizką cenę.)
Na Podolu rosyjskiém majątek zasekwestrował także rząd rosyjski. Z kilku miast i kilkudziesięciu wsi, które były własnością dziada wojewody bełzkiego, zaledwie okruchy wnuczce pozostały...
Wśród takich to wypadków i wrażeń upłynęła młodość hr. Karoliny... Pierwsze jéj wspomnienia najżywsze zawsze, sięgały téj chwili rozbudzenia życia narodowego, ofiarności ojcowskiéj, błysków nadziei i nieszczęść, jakiemi one opłacono... Nie były bez wpływu na córkę ojcowskie zajęcia, atmosfera naukowa i artystyczna owych czasów, która ją otaczała.
W r. 1815 młodziuchną wyszła we Lwowie za mąż, za Aleksandra Starzeńskiego. W r. 1826 owdowiała, zaślubiła w Krakowie p. Henryka Nakwaskiego. Z Galicyi przeniosła się para młoda do rodzinnego Nakwasina w ziemi wyszogrodzkiéj. W téj to epoce szczęśliwéj rozwinęły się w nieboszce, w zetknięciu z życiem wiejskiém, z włościanami, z obowiązkami gospodyni domu i pani — szczególne dary jéj duchowe.... których owocem była ta, zarazem najpraktyczniejsza i najidealniejszemi tradycyami polskiego dworu przejęta książka, któréj Nakwaska dała téż tytuł — Dworu Wiejskiego. Powiemy o niéj daléj, przywodząc charakterystyczne rysy.
Dwie córki, późniéj syn Stanisław, był owocem szczęśliwego małżeństwa. Trzymali go do chrztu rodzice pana Nakwaskiego i dziesięć par sołtysów z dziesięciu folwarków ich dziedzicznych. — Zajęcie dziećmi, włościanami, szpitalem i szkółką wiejską przygotowywało praktycznie autorkę „Dworu“ do napisania téj encyklopedyi gospodyń, w któréj szczegóły najdrobniejsze stoją obok najważniejszych przepisów życia dla polskiéj niewiasty...
Dzień 29 listopada 1830 r. jak grom padł wśród tego życia szczęścia i spokoju. P. Henryk Nakwaski niebawem jako radzca wojewodzki powołany został do Płocka, gdzie go zebrani obywatele do zarządu województwem wśród tych trudnych kraju okoliczności powołali. Następnie oboje pp. Nakwascy udać się musieli do Warszawy, gdzie mąż miał zasiadać jako członek Rady Towarzystwa kredytowego.
Nie pozostała tu bezczynna p. Nakwaska. — Gdy pod Grochowem grzmiały działa a na pomieszczenie przywożonych co chwila rannych nigdzie już miejsca nie było, ona wraz z czcigodną jenerałową Małachowską i innemi paniami zajęła się założeniem szpitala dla rannych chorych w salach redutowych teatru warszawskiego, w czém ochoczo naówczas dopomagały jéj artystki teatru. Przez trzy dni nieustannie przybywali ranni. — Tymczasem p. Nakwaski téż czynnym był, przybyli z Podola obywatele wybrali go jako właściciela majątku w Bracławskiém posłem na sejm z Bracławskiego. Po szturmie Warszawy d. 8 września p. Nakwaska zostać musiała w stolicy, gdyż jenerał Chrzanowski w skutek rozkazów jenerała Krukowieckiego stanowczo odmówił wypuszczenia z miasta rodzin członków sejmu (?). P. Nakwaski napróżno starał się jenerałowi Chrzanowskiemu przedstawić, jak krok ten był nieusprawiedliwionym, nic to jednak nie pomogło, musiał więc sam tylko wraz z wojskiem udać się na Pragę, zkąd przez Zakroczym puścił się za granicę, ś. p. Nakwaska pozostać zmuszona pielęgnowała złożonego chorobą starego ojca męża swego. Jéj tylko zabiegom i staraniom przypisać trzeba, że rozkaz w. ks. Michała, skazujący senatora-wojewodę Nakwaskiego na wygnanie do Rosyi, wykonanym nie został. Senator kasztelan Lewiński, skazany także na wywiezienie z Warszawy, już z Brześcia powrócił, po ogłoszeniu téj pierwszéj amnestyi.
Na wiosnę dopiero 1832 r., po załatwieniu smutnych spraw z następstw 1831 wynikłych, mogła pani Nakwaska połączyć się z mężem w Dreźnie. Nie dozwolono im tu długo pozostać. Saksonia zawsze nadto się starała o zachowanie u mocarstw, by ich żądaniom nie dogadzała, wychodzcom polskim więc i panu Nakwaskiemu téż nieustannie przypominano, że nie może tu pozostać, i do wyjazdu naglono. Choroba synka, nieodłączonego jeszcze wstrzymywała wyjazd. Nie pomogła ona wszakże długo, bo policya saska coraz natarczywiéj domagała się od wychodzców naszych ustąpienia. Pan Nakwaski, wyczerpawszy wszelkie sposoby zmiękczenia jéj, musiał nareszcie opuścić Drezno wraz z wielu innymi rodakami, w których liczbie i Mickiewicz się znajdował. W kilka dni potém synek zakończył życie. Stroskaną i znękaną naówczas stratą dziecka, wygnaniem i błąkającą się z córeczkami około Zwingru spotkała pani Hofmanowa i była dla niéj aż do wyjazdu jedyną towarzyszką i pociechą. Z Drezna wreszcie udała się za mężem pani Nakwaska do Karlsruhe, ale i tu po kilkomiesięcznym spokojnym pobycie dłużéj im pozostać nie dozwolono. Wyprawy emisaryuszów do kraju, zaburzenia we Frankfurcie, które poruszenie umysłów w całych Niemczech wywołały, były przyczyną, że się Polakom nigdzie stale osiedlić nie dozwolono. Szczególnym i nieszczęśliwym trafem w podróży pp. Nakwascy znaleźli się dnia 4 sierpnia 1833 r. w pośrodku bitwy pomiędzy Bazyleą a wiejską ludnością kantonu, w któréj Polacy téż na instruktorów powołani udział mieli. Trwogę tę i niebezpieczeństwo szczęśliwie przebywszy udali się do Vevey, gdzie choć kilka miesięcy spokojnych przebyli. Ale dla ratowania resztek majątku w Galicyi wkrótce pani Nakwaska musiała się udać do kraju. Austryacki rząd zaledwie dozwoliwszy jéj dojechać do Łańcutu, zmusił powracać do Szwajcaryi. Na téj gościnniejszéj ziemi, któréj obywatelstwo otrzymali pp. Nakwascy, dane im było lat kilka odetchnąć, jeśli czynne życie, wśród tylu obowiązków prywatnych i publicznych odetchnieniem się nazywać mogło. Mnóstwu nieszczęśliwych naszych współbraci, rozbitków bezdomnych i bezchlebnych, trzeba było przytułek dawać i obmyślać środki do życia. Na Podolu resztki mienia zasekwestrowane zostały. Cudem prawie w roku 1834 udało się pani Nakwaskiéj uzyskać od rady administracyjnéj Królestwa paszport emigracyjny[5], który dozwalał jéj udać się do kraju i zniszczony majątek ratować, prosząc o zdjęcie sekwestru. Dopiéro w roku 1840 zamiar ten mogła przyprowadzić do skutku, udając się naprzód do rodziców męża a potém za ich staraniem uzyskawszy paszport do cesarstwa na Podole. Owczesny gubernator podolski przyjął panią Nakwaską uprzejmie dosyć, można się było nawet spodziewać, iż sekwestr zdjęty zostanie, ale na to potrzeba było rozkazu jenerała-gubernatora Bibikowa. Pomimo przykréj pory zimowéj udała się tam pani Nakwaska napróżno. Przyjęta bardzo na pozór grzecznie przez hr. R...., który naówczas pewną rolę odgrywał na dworze Bibikowa, gdy jenerał gubernator spytał go o informacyą, winną mu była to, że skutkiem danych przez hrabiego objaśnień sprawa cała upadła. Ten rodzaj wiernopoddańczéj zdrady późniéj się dopiéro wyjaśnił. Bibikow swoim zwyczajem przyjął panią Nakwaską z winnym dla kobiety szacunkiem, ale jéj odpowiedział:
— Pani obowiązkiem jest mężowi starać się dopomódz, a moim nie dopuścić, aby się to stało...[6] — Tym przygotowanym frazesem zbył prośbę... Nie tylko więc sekwestr zniesionym nie został, ale Bibikow nalegał na wydalenie p. Nakwaskiéj, uważając jéj pobyt w tych prowincyach za niebezpieczny. Posądzano ją o katolicką propagandę... W Kamieńcu oczekiwała na rozstrzygnienie sprawy, mając nadzieję, że majątek zostanie oddany córkom starszym, urodzonym przed r. 1830, gdy kuryer z Petersburga przywiózł rozkaz, aby natychmiast opuściła Kamieniec. Chociaż chora i z dziecięciem przy piersi, musiała uledz barbarzyńskiemu nakazowi policyi, która odebrała jéj paszport dany w Warszawie i zamieniła go na jakieś świadectwo... odprawując w trzaskający mróz powozem na sanie włożonym do granicy austryackiéj.
Na komorze rosyjskiéj, w lichéj izdebce, z dwojgiem dzieci i służbą musiała noc spędzić, pod strażą żołnierza stojącego u drzwi pod bronią. Wszystkie rzeczy naturalnie raz jeszcze najstaranniéj, szukając papierów przetrząsiono. Austryacy byli cokolwiek grzeczniejsi... i dozwolili udać się do majątku własnego Bilcza... gdzie po trudach téj wyprawy spocząć mogła. (Bilcze, sprzedane także za bezcen, dostało się ks. Leonowi Sapiesze, do którego i dziś należy. Jest to jedna z najpiękniejszych majętności w tych stronach.) Odpoczynek ten jednak połączonym był z trudnościami, bo zarządzający majątkiem nie znał przybyłéj i przyjąć jéj nawet zrazu się wzdragał, a rząd austryacki zaczął robić trudności co do pobytu, gdy nareszcie paszport szwajcarski nadszedł i p. Nakwaska mogła się połączyć z mężem, oczekującym na nią we Wrocławiu. P. Nakwaskiemu bowiem ówczesny rząd pruski dozwolił czasowego pobytu w W. Ks. Poznańskiém.
Przejeżdżając przez Lwów, próbowała uprosić u ówczesnego namiestnika arcyksięcia Ferdynanda d’Este (sławnego z r. 1809) pozwolenie przyjazdu dla męża w celu uregulowania interesów majątkowych. Arcyksiążę grzeczniéj niż Bibikow ale tak jak on odmówił.
Zdawało się pp. Nakwaskim, że w Poznańskiém i Prusach zachodnich, po odbytéj wycieczce do Soboty i Gdańska, przez czas jakiś wypocząć będą mogli — ale rachuba na wyrozumiałość i ludzkość pruskich władz zawiodła także. Przyczyna do tego była następująca:
W czasie pobytu w Paryżu w r. 1841, gdzie się członkowie dawni sejmu zjechali w myśli nowego ukonstytuowania jako reprezentacya narodowa, co na niczém spełzło, pan Nakwaski wraz z kilku innymi towarzyszami wygnania zawiązali stowarzyszenie Ojców Rodzin [7], które, jak wiadomo, podało myśl stworzenia szkoły na Batignolles. — Rada stowarzyszenia tego poleciła mu zbieranie na ten cel składek w Księstwie, ztąd podejrzenie gromadzenia jakichś funduszów na cele rewolucyjne. Pp. Nakwascy znajdowali się na wsi, w domu przyjaciół pp. Józefowstwa Taczanowskich, gdy miejscowy landrat odebrał polecenie ścigania ich żandarmami i natychmiastowego odprawienia z nimi do Poznania. Szczęściem ostrzeżeni w czas, mogli uniknąć téj nowéj przykrości, udając się tam dobrowolnie inną drogą. Naczelny prezes Arnim i ówczesny dyrektor policyi p. Minutoli, do których się udał p. Nakwaski, okazali się ludźmi przynajmniéj wyrozumialszymi. Rzecz składek wyjaśniła się i pp. Nakwascy mogli rok jeszcze prawie w Księstwie pozostać. Pani Nakwaska tylko obawę i niepokój ciężko przechorowała.
Tu bawiąc w Choryni u pp. Taczanowskich (w tém samém pamiętném mieszkaniu, gdzie Mickiewicz wprzód przebywał), p. Nakwaska powzięła myśl napisania swojego Dworu wiejskiego po przejechaniu (jak pisze) i poznaniu całego obszaru dawnéj Polski od Dniepru do Bałtyku. — Pierwsze wydanie téj serdecznie pojętéj encyklopedyi gospodyń i pań polskich wyszło w Poznaniu u Poplińskiego, chociaż ukończyła je dopiéro w Heidelbergu.
Któż nie zna tego Dworu wiejskiego, którego dwa wydania zupełnie wyczerpane zostały?? Dla nas praktyczna jego strona jest podrzędną, widzimy w nim na każdéj niemal karcie tego ducha, co całą pracę natchnął i dyktował. Pojmując zadanie niewiasty polskiéj, obszar jego rozległy, ważność i wpływ na społeczeństwo, autorka wśród przepisów powszedniego użytku umiała pomieścić najważniejsze nauki życia. Tom trzeci szczególniéj ma pod tym względem wartość największą. W sposobie przemawiania autorki naszéj jest coś tak sympatycznego, ożywionego, ciepłego, dobitnego, polskiego, iż to, co z pod pióra jéj wychodzi, mówi do serc, chwyta za nie i przekonywa. Nigdzie serdeczniéj nie odzywa się jak w Dworze wiejskim.
W czasie pobytu w Heidelbergu napisała także powieści dla dzieci w trzech częściach, które wielkie miały powodzenie. Po stracie córki Maryi i wypadkach 1846 r. w Galicyi pobyt w Niemczech stał się przykrym pp. Nakwaskim, którzy się przenieśli do Szwajcaryi, zamieszkując w pięknéj wiosce Laney pod Genewą, gdzie kilkunastu ziomków znaleźli schronionych. Tu przygotowała autorka „Dworu wiejskiego,“ nowe powiększone jego wydanie, które pod okiem swém i córki Anny w Genewie drukować kazała.
Nad brzegami jeziora geneweńskiego przebywszy czas stósunkowo długi, w roku 1862 przenieśli się do Tours pp. Nakwascy. Klimat nad piękném jeziorem Lemanu zwłaszcza w okolicach Genewy nie dla wszystkich jest znośnym. W Swajcaryi spotkała wygnańców wiadomość o śmierci rodziców męża; w Tours ta tragedya wnuka Aleksandra Starzeńskiego, która poprzedziła r. 1863 i obawy, jakie on zrodził dla rodziców dwóch synów w kraju zamieszkałych.
Historya tragiczna młodego Aleksandra Starzeńskiego i wnuka pani Nakwaskiéj z pierwszego małżeństwa godną jest przypomnienia. Opowiemy ją według najwiarogodniejszego źródła [8]. Młody Aleksander Starzeński, wychowaniec wiedeńskiego Teresianum, późniéj szkoły agronomicznéj warszawskiéj, padł ofiarą uczuć swych patryotycznych. Dnia 5 maja 1862 roku do Moroczyna, majątku rodziców Starzeńskiego w Hrubieszowskiém, o godzinie czwartéj z rana przybyli żandarmi dla odbycia rewizyi u p. Bongard, dawnego nauczyciela młodego Aleksandra. Byli to niejacy pp. Masłowski pułkownik, kapitan Cywiński i Bosakiewicz, znany ze swych donosów i prześladowań. Za przybyciem oświadczyli, że chcą dopełnić rewizyi u Bongarda. Wykonano ją i nie znaleziono nic, ale jego aresztowano. — Młody Aleksander przebudzony nagle, rozdrażniony na donosiciela, porwał rewolwer i łeb mu rozstrzaskał, ranił kapitana, strzelił do pułkownika a na ostatek sam sobie odebrał życie. Była to natura gorąca, niepowściągniona, poetyczna. Pozostał po nim jeden piękny wiersz, natchniony tém uczuciem, które śmierci jego stało się przyczyną.
Takiemi to wrażeniami karmić się była zmuszoną na wygnaniu nieszczęśliwa matrona, niezmierną tylko siłą ducha oddziaływając przeciw spadającym na nią ciosom.
Nadszedł rok 1870, wojna niemiecko-francuzka, od któréj uchodząc, musieli pp. Nakwascy przenieść się znowu z Tours do Bordeaux. Zdrowie na tém ucierpiało nareszcie, siły wyczerpać się musiały. Pomimo słabości jednak nie przestawała pracować, zajmować się domem, w ciągłym serdecznym z krajem będąc związku duchowym i śledząc każdy puls jego żywota.
W chwili, gdy to pracowite życie skończyć się miało, jeszcze pracowała p. Nakwaska przy pomocy córki swéj Jadwigi, nieodstępnéj towarzyszki aż do zgonu, nad trzeciém wydaniem, pomnożoném swojego „Dworu wiejskiego.“
Zgasła, można powiedzieć, z piórem w ręku i wśród gorliwego spełniania obowiązków jak lampa, w któréj ostatnia kropla się wypaliła.
Na kilka miesięcy przed zgonem widzieliśmy ją już złamaną chorobą, zgiętą, poruszającą się z trudnością a jeszcze tak czynną, przytomną, pamiętającą o wszystkiém, tak chwilami ożywioną, jak gdyby wielki zapas życia i sił miała w sobie.
Trudno jest nakreślić rys tego charakteru, w którym wielka siła woli niezłomnéj, niezamącony nigdy rozsądek z najgorętszemi uczuciami się zlewały.... Opatrzność wystawiła ją na próby, na jakie tylko wybranych swoich naraża. Od dzieciństwa wśród walk, burzy, ciosów i klęsk, prześladowań losu i ludzi, z pogodą i spokojem dotrwać do końca — to zaiste przykład wielki i zasługa ogromna! — Wykształcenie — zdobyte pracą własną — było wielostronne i encyklopedyczne... umiejętność języków kilku, wszystkiego, co z powołaniem kobiety, matki, żony, gospodyni, pani domu, jest w związku, a przytém smak dla sztuki i literatury wyrobiony — znajomość świata — wszystkie przymioty, tworzące wyjątkowe prawdziwie u nas zjawisko.... „Gdy się zbliżała chwila, która miała być ostatnią, śp. Nakwaska, pisze naoczny świadek, zwróciła przedewszystkiém myśl do Boga i z nim pojednać się pragnęła. Przywołano kapłana, z całą skruchą oskarzyła się przed sługą Bożym, żegnając się nieustannie i błogosławiąc obecne i nieobecne dzieci i wnuczki i wszystkich otaczających, którzy „z sercem zakrwawioném spoglądali z konającéj to na zrozpaczoną, czułą córkę, to na tłumiącego łzy swoje męża. Odebrawszy ostatnie pomazanie, zgasła ta sędziwa i zacna staruszka nieznacznie, nie wydawszy nawet jęku....“
Dowodami powszechnego żalu były mnogie listy, pełne współczucia od rodaków i cudzoziemców nadesłane rodzinie; miejscowy dziennik w wyrazach najdobitniejszych żal całego społeczeństwa — zaświadczył.[9]
„Wspomnienia o ojcu,“ dziś wyczerpane, w których mnóstwo jest rysów do historyi naszéj przeszłości, „Powieści dla dzieci,“ ale nadewszystko „Dwór wiejski,“ składają cenną po zmarłéj spuściznę. W tym „Dworze“ złożyła autorka całą myśl — całą piękną duszę swoją, całą wielostronną umiejętność życia.
Dla tych, co dzieła tego nie znają, trudno jest określić, co zawiera... wszystko, cokolwiek życia wiejskiego we dworze polskim się tyczy. Jest to encyklopedya, przed któréj zadaniem nie cofnęła się autorka, choć ono było nieraz może odstręczającém.
Nauka moralna musiała się tu połączyć z przepisami kuchennemi, recepty domowe stanąć obok rad o życiu i obyczaju — bo inaczéj książka nie byłaby spełniła swego posłannictwa. Liczne ustępy, szczególniéj trzeciego tomu, mają głębokie znaczenie a prostota i świeżość, z jakiemi są pisane, czyni wrażenie większém jeszcze. Cel autorki cały się mieści w tych wyrazach przemowy pierwszéj, które powtórzyła w drugiém wydaniu:
„Zawód kobiety nie jest tak błahy ani tak poziomy, jak to niektórzy myślą i mówią: w waszych bowiem rękach szczęście mężów, pomyślność dzieci, od was idzie przykład podwładnym, wy się uważać powinnyście jako mające opiekę duchową nad tylu istotami waszéj pieczy przez Opatrzność powierzonemi.“
„Doszły mnie pochlebne głosy, mówi daléj autorka, że niejedna zagroda na wzór dworu wiejskiego została urządzoną, że niejeden barszcz podług Nakwaskiéj się przysposabia, ale czy me zasady w czyn i życie wprowadzono, o tém przekonać się naocznie nie byłam w stanie.“
„Dwór wiejski“ nie pozostał pewnie bez wpływu na społeczeństwo nasze, rozszedł się po kraju i poniósł z sobą zdrowe zasady a głównie tę wielką prawdę, że i najmniejsze czynności powszednie mają w życiu ogromne znaczenie, że heroizmem być może cierpliwość, skrzętność, wytrwała praca i praktyka cnót niedostrzeżonych dla oka a w gospodarstwie społeczném nabierających wagi nadzwyczajnéj.
Plan „Dworu wiejskiego“ jest bardzo prosty. — Tom pierwszy zawiera urządzenie domu aż do najdrobniejszych jego szczegółów, od salonu począwszy do kuchni i apteczki; tom drugi kuchnią wiejską, trzeci najciekawszą encyklopedyą, w któréj się mieszczą obok przepisów uwagi i nauki tyczące się najważniejszych życia zagadnień. Wymienim tu tylko artykuły, jak „Podług stawu grobla,“ „Śluby,“ „Oszczędność,“ „Małżeństwa,“ „Listy,“ „Nauczycielki,“ „Odwiedziny“ itp.
Oprócz „Dworu,“ „Powieści dla Dzieci,“ „ Pamiętnika o ojcu Adamie“ i prac w rękopismach pozostałych — w r. 1833, w czasie pobytu swojego w Karlsruhe ułożyła p. Nakwaska, wiedząc, jak sprawy polskie i przeszłość nasza mało były znane Anglikom — w języku angielskim „Krótką historyą polską.“ Rękopism ten za pośrednictwem Lacha z Szyrmy przesłany damom, patronesom Towarzystwa Polskiego w Londynie — wywołał uprzejme podziękowanie, lecz czy był drukowanym, nie wiadomo. W sprawie wychowania kobiet macierzyńskiego list w nrze 135 Czasu z roku 1860 umieszczony poprzedził obszerny plan zakładu dla panien majętniejszych, przesłany w roku 1861 Towarzystwu rólniczemu warszawskiemu. Wypadki wkrótce następujące nie dozwoliły dalszego myśli téj rozwinięcia, którą przed zgonem jeszcze chciała pani Nakwaska przesłać Towarzystwu pomocy naukowéj dla dziewcząt w Poznaniu i Toruniu.[10]
Rozszerzyliśmy się nad życiem czcigodnéj autorki „Dworu wiejskiego“ nie bez przyczyny. Jakiż to obraz losu naszych niewiast polskich, ich cierpień, poświęceń i pracy; jaki przebieg tego całego życia od kolebki senatorskiego domu do grobu na obcéj ziemi: z miłością kraju w sercu, w ciszy, rezygnacyi i spokoju. Zaprawdę, są męczeństwa w dziejach głośniejsze i świetniejsze, ale większych nad te w oczach Boga i ludzi po Bożemu świat pojmujących — nie ma!

Drezno, w listopadzie 1875.

J. I. Kraszewski.

Józef Ignacy Kraszewski - Karolina z hr. Potockich Nakwaska p24.jpg

Przypisy

  1. Wysłany kuryerem do Krakowa po bitwie pod Szczekocinami, w liście do matki, który tu dajemy, ciekawe daje szczegóły tego pamiętnego spotkania.
    (Ortografia wedle rękopismu.)
    LIST
    Adama Potockiego, pisany do Matki Pani Sołtykowéj.
    d. 12 Juni 1794 Roku
    z Krakowa.

    W tym momencie przybiegam z obozu naszego Kuryierem do Krakowa. Pewny będąc, że same bayki tylko dochodzą Mamuni Dobrodziki, a przeto martwić ią nie mało muszą: donoszę Mamie Dobr. cały ciąg batali pod Szczekocinami i dni następuiących.
    Piątego toiest we czwartek goniąc Moskali znaleźliśmy ich Obóz pod wyżéj wspomnionem miastem, całą linią naszą attakowaliśmy ich o 4tey po obiedzie, ale oni nie tylko przeciwko nam zaraz nie wystąpili, ale nawet gdy my pod sam ich obóz podstąpiliśmy i tam aż do nocy czekali, nie pokazali się: Naczelnik widząc to kazał nam się nazad do Obozu Naszego wrócić, tam spokoynąeśmy bardzo noc przepędzili i niespodziewali tak prędko nieprzyjaciela, kiedy o 10 z rana ujrzeliśmy linią Moskiewską i Pruską wyciągaiącą się. Natychmiast do broni wzięliśmy się i spokoynie czekaliśmy przyiścia Nieprzyiaciela. Ten podstąpiwszy około 11tey zaczął do nas palić z harmat, my natychmiast odpowiedzieliśmy i tu zaczęła się tak straszna kanonada iakiej ieszcze nigdy ziemia polska nie była świadkiem. Tę przez całe 4ry godziny woysko nasze iak naymężniey bez żadnego zmieszania się wytrzymało. O godzinie 3iey regiment Wodzickiego i Brodowskiego nie mogąc dłużey wytrzymać, attakował na bagnety chcąc złość swoią na nieprzyiacielu wywrzeć. Regimenta Pruskie, które naprzeciw tym dwom regimentom stały wten moment pierszchnęły. Wodzićcy 3 zabrali im armaty. Już Regim: Grenadierów Krakowskich szedł im na sukurs, ale ze wsi na czele nieprzyjaciół będącey kartaczami przywitany, zwroconym został, nie prędzey atoli reyterował się ten zwawy lubo z samych chłopów złożony regim: aż puki większą część oficerów swoich nie stracił.
    W ten czas Wodziccy i Brodoscy do których kartaczami walić nie przestawano, widząc, że im nikt na pomoc nie przychodzy zagwoździwszy trzy zabrane armaty, reytyrowali się. Pod ten czas pod Naczelnikiem zabito konia, ktoś pomiędzy kawaleryią rozgłosił, że sam Naczelnik zginął, część oney prysnęła a chłopi w drugiey linii stoiący widząc że kawaleryia ucieka a że się pierwsza linia cofa, sami pierszchać zaczęli. Szczęściem nieporządek ten nie trwał więcej iak 3 kwadranse po czem linia nasza znowy się porządnie wyciągnęła i na nowo do nieprzyjaciela palić zaczęła któren ani kroku z dawnego swoiego placu ruszyć nie śmiał: w tey pozycyi staliśmy aż do zachodu słońca, a gdy nieprzyiaciel strzelać przestał i daley nie postępywał iak nayregularniey odmaszerowaliśmy ku Małagoszczowi aby ludziom dać odetchnięcie i aby zbliżyć się ku brygadzie Łaźnińskiego, która od Sendomirza marszeruie. Od piątku wcaleśmy się z nieprzyjaciołmi nie widzieli. Ja lubo podczas batalii kilka razy w wilekim byłem niebeśpieczeństwie szczęśliwie atoli wyszedłem. A gdybym był ieszcze w storazy gorszym niebeśpieczeństwie; pochwała Pana Naczelnika w obec wszystkich oficerów, i świadectwo iakom 3 armaty zabłąkane zwrócił i na plac batalii przyprowadził, byłaby mi to aż nadto nadgrodziła. W batalii podczas zamieszania straciliśmy 5 armat częścią demontowanych, częścią u których koni i ludzi kartacze pozabiiali. Strata w ludziach zabitych i rannych będzie przeszło tysiąc kilkaset. Ale też i Nieprzyiaciołmi mocno zasłane było pole. Pruski ieden zginął Generał którego po ubiorze i po mowie za xię: Wirtemberskiego poznano. Król sam dowodził, niektórzy mówią, że ranny, ale to potrzebuie konfirmacyi. Co mocno przychyliło się do zrobienia nieporządku u nas, była strata Generałów: Grochowskiego i Wodzickiego, którzy zaraz na początku batalii zginęli. Generał Poniński około 2giey godziny został ranny, nogi ma kartaczem przestrzelone, ale iednak kości nie połamał wystrzał. Pułk Karwickiego, któren iuż pod Dubieńką dał męstwa swego dowody w batalii 6tego iak naypiękniej się popisał, sam zapęd dwóch regimentów Pruskich i jednego Moskiewskiego wstrzymał i do cofnienia się przymusił.
    Regiment Huzarów pruskich, którzy stali w Karolinie był na batalii i wiele bardzo stracił ludzi. Toiest wszystko, co miałem donieść ściągaiącego się do batalii naszey czemu dać wiarę zupełnie Mama Dobr. może, gdyż będąc zawsze przy panu Naczelniku i rozwożąc iego rozkazy, lepiey iak ktoinny sądzić i wiedzieć wszystkie okoliczności mogę.
    Dopełniwszy zamiaru mego kończę przy ucałowaniu stokrotnym nóżek Mamuni Dobrodziki. Braciszka serdecznie ściskam i całuię.[3] J. W. Podstolego [4] iuż w Krakowie nie zastałem, wczorajszego dnia w wieczór wyiechał, z Lekczyńskim, Kwileckim i innemi.

    A. Potocki.

    W momencie wyiazdu mego z obozu przybiegł Kuryer z Litwy z wiadomością, że tam Moskali na głowę zbito, 3 armaty odebrano. Nie długo potém przybiegł drugi z Chełmskiego od Generała Wedelszteta z doniesieniem, że w tych stronach 5 armat nieprzyiaciele stracili.

  2. Pamiętnik o Adamie hr. Potockim, pułkowniku 11 pułku jazdy Księstwa Warszawskiego, skreślony przez jego córkę Karolinę z Potockich Nakwaską (z portretem). Kraków. J. Wild. 1872, str. 68. Pamiętnik był napisany w r. 1860, ogłoszenie go przeciągnęło się do 1862 r.
  3. Romana Sołtyka.
  4. Stanisława Sołtyka, ojczyma Adama Potockiego.
    Przypiski p. Nakwaskiego.
  5. Paszport ten podpisał Paszkiewicz Jean de Varsovie.“ — Późniéj ta monarchiczna formuła zakazaną mu została.
  6. Il est de vôtre devoir, madame, d’aider vôtre mari, et il est du nôtre de Vous en empêcher.
  7. Zob. pismo: Teraźniejszość i Przyszłość. Tom I. Zeszyt 3.
  8. Les Natonalités. Journal quotidien. Turin, 12 Novembre 1862 (Une arrestation en Pologne).
  9. Nie możemy, pisząc o pracach i zasługach nieboszczki, pominąć i czcigodnego jéj męża p. Henryka Nakwaskiego, posła sejmowego z r. 1831, który w ciągu wygnania wydał wiele zajmujących rozpraw i studyów w kwestyach społeczno-ekonomicznych. W r. 1860 wyszło w Genewie: Question de l’Emancipation des paysans de la Pologne. W tymże roku: Etudes sur les divers Systemes Pénitentiaires et projet d’ un Congrés international en Suisse.
    W r. 1848: Geneva-Cracovie.
    Carte de l’ Europe selon les nationalités (avec Notice.)
    Cinq millions de Polonais, (Paris 1845.)
    Le Grand Duc Constantin á Varsovie, pendant le congres de Vienne, 1847 Paris.
    O nadaniu własności włościanom polskim. Paryż 1835.
    Sprawa włościańska na sejmie 1831. Paryż 1859 i wiele innych.
  10. Z pomniejszych pism wymienim jeszcze pozostałe w rękopiśmie wiersze (z czasu pobytu w Galicyi); Ruth, poświęcone matce mężowskiéj w „Przyjacielu Ludu“ nr. 17 paźdz. 1842 roku. Z powieści dla dzieci jedna („Osobliwsze zdarzenie“) przełożoną została na język francuzki i drukowaną. P. Nakwaska władała wybornie oprócz macierzystego językami francuzkim i angielskim.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.