Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Karolina z hr. Potockich Nakwaska.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W nadzwyczaj zajmujących wspomnieniach swych

    noszę Mamie Dobr. cały ciąg batali pod Szczekocinami i dni następuiących.
    Piątego toiest we czwartek goniąc Moskali znaleźliśmy ich Obóz pod wyżéj wspomnionem miastem, całą linią naszą attakowaliśmy ich o 4tey po obiedzie, ale oni nie tylko przeciwko nam zaraz nie wystąpili, ale nawet gdy my pod sam ich obóz podstąpiliśmy i tam aż do nocy czekali, nie pokazali się: Naczelnik widząc to kazał nam się nazad do Obozu Naszego wrócić, tam spokoynąeśmy bardzo noc przepędzili i niespodziewali tak prędko nieprzyjaciela, kiedy o 10 z rana ujrzeliśmy linią Moskiewską i Pruską wyciągaiącą się. Natychmiast do broni wzięliśmy się i spokoynie czekaliśmy przyiścia Nieprzyiaciela. Ten podstąpiwszy około 11tey zaczął do nas palić z harmat, my natychmiast odpowiedzieliśmy i tu zaczęła się tak straszna kanonada iakiej ieszcze nigdy ziemia polska nie była świadkiem. Tę przez całe 4ry godziny woysko nasze iak naymężniey bez żadnego zmieszania się wytrzymało. O godzinie 3iey regiment Wodzickiego i Brodowskiego nie mogąc dłużey wytrzymać, attakował na bagnety chcąc złość swoią na nieprzyiacielu wywrzeć. Regimenta Pruskie, które naprzeciw tym dwom regimentom stały wten moment pierszchnęły. Wodzićcy 3 zabrali im armaty. Już Regim: Grenadierów Krakowskich szedł im na sukurs, ale ze wsi na czele nieprzyjaciół będącey kartaczami przywitany, zwroconym został, nie prędzey atoli reyterował się ten zwawy lubo z samych chłopów złożony regim: aż puki większą część oficerów swoich nie stracił.
    W ten czas Wodziccy i Brodoscy do których kartaczami walić nie przestawano, widząc, że im nikt na pomoc nie przychodzy zagwoździwszy trzy zabrane armaty, reytyrowali się. Pod ten czas pod Naczelnikiem zabito konia, ktoś pomiędzy kawaleryią rozgłosił, że sam Naczelnik zginął, część oney prysnęła a chłopi w drugiey linii stoiący widząc że kawaleryia ucieka a że się pierwsza linia cofa, sami pierszchać zaczęli. Szczęściem nieporządek ten nie trwał więcej iak 3 kwadranse po czem linia nasza znowy się porządnie wyciągnęła i na nowo do nieprzyjaciela palić zaczęła któren ani kroku z dawnego swoiego placu ruszyć nie śmiał: w tey pozycyi staliśmy aż do zachodu słońca, a gdy nieprzyiaciel strzelać przestał i daley nie postępywał iak nayregularniey odmaszerowaliśmy ku Małagoszczowi aby ludziom dać odetchnięcie i aby zbliżyć się ku brygadzie Łaźnińskiego, która od Sendomirza marszeruie. Od piątku wcaleśmy się z nieprzyjaciołmi nie widzieli. Ja lubo podczas batalii kilka razy w wilekim byłem niebeśpieczeństwie szczęśliwie atoli wyszedłem. A gdybym był ieszcze w storazy gorszym niebeśpieczeństwie; pochwała Pana Naczelnika w obec wszystkich oficerów, i świadectwo iakom 3 armaty zabłąkane zwrócił i na plac batalii przyprowadził, byłaby mi to aż nadto nadgrodziła. W batalii podczas zamieszania straciliśmy 5 armat