Z „Prób“

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Michel de Montaigne
Tytuł Z „Prób“
Pochodzenie Antologja literatury francuskiej / Montaigne
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tekst
Całość jako: Pobierz cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Z „PRÓB“.[1]
O zwyczaju, i o tem aby nie łatwo odmieniać istniejące prawo.
(I, 22).

Bardzo dobrze, mojem zdaniem, ocenił siłę zwyczaju ten, który pierwszy ukuł tę powiastkę: jako pewna wieśniaczka, wzwyczaiwszy się, od chwili jego urodzenia, pieścić i nosić w ramionach cielaczka, i czyniąc to nieustannie, doszła siłą zwyczaju do tego, iż, mimo że cielę urosło w dużego wołu, ciągle go nosiła. Zaprawdę bowiem, przemożną i zdradziecką mistrzynią jest nam przyzwyczajenie! Powoli, ukradkiem, umacnia w nas swoją władczą stopę: ale, po tym łagodnym i nieśmiałym początku, skoro, z pomocą czasu, utrwali się i zasiedzi, odsłania nagle swoje groźne i tyrańskie oblicze, przeciw któremu nie mamy już mocy ani okiem mrugnąć. Widzimy jak, na każdym kroku, gwałci prawidła natury; ono to pozwala uwierzyć w ową otchłań Platona; pozwala zrozumieć lekarzy, którzy tak często, wobec jego powagi, niechają racyj swojej sztuki; i tego króla, który, za jego pomocą, wdrożył swój żołądek, iż żywił się samemi truciznami.
Te dalekie przykłady nie zdadzą się tak osobliwe, skoro zważymy (o czem przekonywamy się codzień), jak bardzo przyzwyczajenie przytępia nasze zmysły. Nie trzeba nam iść szukać tego, co powiadają o mieszkańcach okolic sąsiednich kataraktom Nilu; ani też tego, co filozofowie mniemają o muzyce niebieskiej. Twierdzą, iż powierzchnie kręgów niebios, lite i gładkie, pocierając się wzajem w swym obrocie, muszą wśród tego wydawać cudowną melodję, wedle której rytmów i miary układają się obroty i koleje gwiazd; ale zwyczajnie słuch ziemskich istot, uśpiony, jak u owych Egipcjan, nieustannem trwaniem tego dźwięku, nie przejmuje go zgoła, mimo że jest tak bardzo donośny. Tak samo kowale, młynarze, płatnerze nie mogliby wytrwać w hałasie który ich otacza, gdyby ich raził równie silnie jak nas.
Platon połajał chłopca, który grał w orzechy. Chłopiec odciął się: „Zaiste, łajesz mnie o byle co. — Przyzwyczajenie — odparł Platon — nie jest wcale byle czem“. Uważam, że największe przywary czepiają się nas w dzieciństwie i że główne wychowanie spoczywa w rękach piastunek. Matki śmieją się patrząc jak dziecko skręca szyję kurczakowi, lub, dla igraszki, znęca się nad psem i kotem: niejeden ojciec jest tak głupi, że uważa za objaw rycerskiego serca, kiedy syn jego łaje zelżywie chłopa albo pachołka nie mogącego się bronić; a za bystrość dowcipu, kiedy widzi jak wystrychnie na dudka kolegę przez jakowąś chytrość i oszukaństwo. A wszakże to są szczere nasiona i korzenie okrucieństwa, tyranii, zdrady: kiełkują tam i wyrastają później dzielnie, i wzmagają się w siłę pod dłonią przyzwyczajenia. Zły to bardzo sposób wychowania, usprawiedliwiać te szpetne skłonności młodym wiekiem i błahością przedmiotu. Po pierwsze, przemawia tu natura, której głos jest wówczas czystszy i szczerszy, ile że jeszcze jest młoda i świeża: powtóre, szpetność oszustwa nie zasadza się na różnicy dukatów od szpilek, ale polega na jego istocie. Uważam za wiele sprawiedliwsze uczynić taką konkluzyę: „Czemuż nie miałby oszukać na dukaty, skoro oszukuje na szpilki?“ niż tak jak oni: „To tylko szpilki; przy dukatach nie uczyniłby tego“. Trzeba pilnie nauczyć dzieci aby nienawidziły zła dla jego własnej ohydy, i pokazać im naturalną jego szpetotę, iżby go unikały nie tylko w uczynku ale zwłaszcza w sercu; aby sama myśl o występku była im już wstrętna, bez względu na to jaką maskę przybierze.
Ale lepiej jeszcze ocenia się działanie przyzwyczajenia po osobliwych odciskach jakie zostawia w naszej duszy, gdzie nie spotyka takiego oporu. Czegóż nie może ono uczynić z naszym sądem i wierzeniami! Czy istnieje mniemanie tak niedorzeczne (nie mówię tu o grubszych mamidłach religij, któremi tyle wielkich narodów i tylu niepospolitych ludzi dało się oszołomić; w tych bowiem rzeczach jako leżących poza granicami ludzkiego rozumu, bardziej zrozumiałem jest, iż ktoś może się zgubić, o ile nie jest oświecony osobliwą łaską bożą), ale z innych mniemań żali było tak dziwaczne, któreby się nie mogło usadowić i utrwalić, całą mocą prawa, w jakiejś okolicy świata?
Jestem przekonany, że nie jest zdolna imainacja ludzka wymyślić tak dziwacznej chimery, któraby nie istniała w rzeczywistości jako jakiś powszechny obyczaj i którejby tem samem nasz rozum nie uznał i nie utrwalił. Istnieją narody, u których ten kto się kłania odwraca się plecami i nigdy nie patrzy w twarz temu kogo chce uczcić. Indziej, kiedy król ma splunąć, najbardziej ulubiona z dam jego dworu podstawia rękę; w innym narodzie osoby co najznamienitsze stojące dokoła monarchy, schylają się do ziemi, aby w płóciennych chustkach sprzątać jego wydzieliny. Uszczknijmy tu sobie kawałek miejsca na opowiastkę:
Pewien szlachcic francuski obcierał zawsze nos ręką: rzecz cale przeciwna naszym obyczajom. Owóż, broniąc raz swojej sprawy (a był sławny z trefnego jęzka), spytał mnie, jakiego przywileju zażywa ten szpetny exkrement, abyśmy mieli w pogotowiu na jego przyjęcie sztuczkę pięknej i cienkiej bielizny, a potem, co więcej, abyśmy zawijali go i przechowywali troskliwie przy sobie: że to powinno bardziej być nam ohydne, niż patrzeć jak się go miota bądź gdzie, precz od siebie, jako czynimy z innemi nieczystościami. Uważałem, iż prawi wcale nie od rzeczy: jeno iż zwyczaj odjął mi świadomość tego dziwactwa, które wszelako zda się nam tak wstrętne, skoro ktoś o niem mówi jakgdyby miało miejsce w innym kraju. Cuda leżą w naszej nieświadomości spraw natury, a nie w samej tejże natury istocie. Oswojenie usypia jasność sądu. Barbarzyńcy nie są w niczem osobliwsi dla nas niż my dla nich, ani też nie z większą słusznością. Każdyby to przyznał, kto, rozejrzawszy się dobrze po przykładach obcych zwyczajów, zastanowiłby się nad własnymi i rozważył je zdrowo. Rozsądek ludzki to barwiczka, domięszana mniejwięcej w jednakiej wadze do wszystkich naszych mniemań i obyczajów, jakiejbądź byłyby postaci; a są one nieskończone w materji, nieskończone w rozmaitości. Wracam do rzeczy.
Są ludy, gdzie, z wyjątkiem żony i dzieci, nikt nie mówi do króla inaczej jak przez tubę. U innego narodu dziewice pokazują części wstydliwe obnażone, zasię niewiasty zamężne zasłaniają je i kryją pilnie. Z tym obyczajem ma podobieństwo inszy, gdzieindziej znów przestrzegany: czystość jest tam w poszanowaniu jedynie w stanie małżeńskim; zasię dziewczyny mogą oddawać się każdemu dowoli.
Są kraje, w których niewiasty wychodzą na wojnę tak jak ich mężowie i mają rangę nietylko w szeregu, ale i w komendzie. Inne, gdzie nietylko noszą pierścienie w nozdrzach, wargach, na policzkach i kciukach, ale i pręty złote bardzo ciężkie przez wymiona i pośladki. Inne, gdzie jedząc wycierają palce o uda, moszna i pięty. Inne, gdzie dziedziczą nie dzieci, jeno bracia i siostrzeńcy, u innych zaś tylko siostrzeńcy, z wyjątkiem dziedzictwa tronu. Inne, gdzie, dla uregulowania wspólności dóbr (której tam przestrzegają), najwyżsi urzędnicy mają powszechną pieczę o uprawę ziemi i rozdział płodów, wedle potrzeby każdego. Inne, gdzie opłakują śmierć dzieci, radośnie atoli obchodzą śmierć starców; gdzie sypia w jednem łożu po dziesięciu lub dwunastu, wraz z żonami; gdzie niewiasty które stradały mężów gwałtowną śmiercią, mogą wchodzić w powtórne związki, inne zasię nie; gdzie tak nizko szacują stan białogłowski, iż zabijają noworodki płci żeńskiej, a w potrzebie kupują samice u sąsiadów; gdzie mąż może odtrącić żonę bez podania powodu, żona zaś męża nie, dla żadnej przyczyny; gdzie mężowie, wedle prawa, mogą je sprzedawać jeśli są bezpłodne; gdzie dają gotować ciało nieboszczyka a potem ubijają aż się zeń utworzy jakoby polewka, którą mięszają do wina i piją. Inne, gdzie najbardziej upragnionym grobowcem jest być pożartym przez psy; gdzieindziej przez ptaki. Inny naród, gdzie wierzą, iż dusze zbawione żyją we wszelkiej swobodzie w rozkosznych polach, zaopatrzone we wszystkie wygody i że one czynią to echo które słyszymy. Inny, gdzie mieszkańcy walczą w wodzie i strzelają celnie z łuku płynąc wpław; gdzie, jako znak poddania się, trzeba podnieść ramiona i opuścić głowę; indziej znowuż zzuć trzewiki kiedy się wchodzi do mieszkania króla; indziej rzezańcom pełniącym straż przy kapłankach obcina się również nosy i wargi, iżby nie mogli budzić w nich miłości; indziej kapłani wykałają sobie oczy, aby się mogli komunikować z duchami i słyszeć ich wyrocznie; indziej każdy czyni sobie boga z czego mu się podoba: strzelec ze lwa albo lisa; rybak z ryby; obrazy zaś bóstwa z każdego uczynku albo namiętności ludzkiej. Indziej słońce, księżyc i ziemia są głównymi bogami; indziej forma zaklęcia to dotknąć ziemi patrząc w słońce; indziej jada się mięso i rybę na surowo; indziej największa przysięga, to przysiądz na imię zmarłego człowieka który zażywał w kraju dobrej reputacji i dotknąć ręką jego grobu; indziej zwyczajnym podarkiem, jaki król posyła co roku swoim wasalom, jest ogień; ten gdy przyniosą, wszelki dawny ogień się gasi, i każdy z ludu podległego owemu władcy przychodzi wziąć sobie cząstkę nowego ognia, pod grozą obrazy majestatu. U innych ludów, kiedy król złoży berło aby ze wszystkiem oddać się dewocji, jego pierwszy następca obowiązany jest zrobić toż samo i przekazuje prawo do władzy trzeciemu następcy. Indziej żołnierz, który w rozmaitych potyczkach zdoła przedstawić królowi siedm głów nieprzyjaciół, zostaje szlachcicem; indziej żyją ludzie w mniemaniu równie osobliwem jak nieprzystojnem iż dusza jest śmiertelna; indziej niewiasty rodzą bez skargi i bez lęku; indziej białe głowy noszą na obu nogach mosiężne obręcze; zasię jeśli wesz je ukąsi, obowiązane są z obowiązku wielkoduszności ukąsić ją wzajem; i nie wolno im pojąć męża aby wprzódy nie ofiarowały swego panieństwa książęciu, jeśli sobie życzy. Indziej, na znak pozdrowienia, przykładają palec do ziemi, a następnie wznoszą ku niebu; indziej posyłają krew na znak przyjaźni, i okadzają, jakoby bogów, ludzi których chcą uczcić. Indziej pokrewieństwo, nietylko do czwartego pokolenia, ale w jakimkolwiek stopniu, stanowi przeszkodę do małżeństwa. Indziej dzieci do czwartego roku ssą pierś, a często do dwunastego; w tymże kraju uważa się za śmiertelne dać ssać dziecku przez cały pierwszy dzień; indziej ojcowie mają obowiązek karcić synów, a oddzielnie matka córkę; zasię kara polega na tem aby opornych wędzić uwieszonych za nogi. Indziej wszystko bywa otwarte: domy, by najwspanialsze, bez drzwi, okien, szkatuł i zamków: zasię złodzieje w dwójnasób są karani; indziej zabijają wszy zębami niby magoty i mają za okrucieństwo rozgniatać je paznokciem; indziej nie strzygą całe życie włosów ani paznokci; indziej obcinają paznokcie tylko u prawej ręki, zasię u lewej puszczają je wolno ku większej ozdobie; indziej hodują pełne uwłosienie, ile tylko zdoła uróść, po prawej stronie, zasię strzygą krótko po lewej. Indziej żywią się mięsem ludzkiem; indziej obowiązkiem synowskim jest zabić ojca, skoro dojdzie do pewnego wieku; indziej ojcowie postanawiają o dzieciach będących jeszcze w żywocie matki, które z nich życzą sobie aby żywiono i hodowano, a które mają być zabite i opuszczone. Czyż obyczaj nie utworzył republiki samych kobiet? czyż nie włożył im oręża w dłonie? czyż nie tworzyły wojsk i nie staczały bitew? I czyż prosty jego rozkaz nie wszczepia w najgrubsze pospólstwo tego, czego cała filozofia nie jest zdolna ugruntować w najmędrszych głowach? Toć wiemy o całych narodach, które śmierć nietylko lekceważyły, ale zgoła obchodziły radośnie; gdzie siedmioletnie dzieci dawały się zaćwiczyć na śmierć nie zmieniając twarzy; gdzie bogactwo było w takiej pogardzie, że najlichszy z obywateli nie raczyłby się schylić po sakiewkę pełną dukatów.
Słowem, wedle mego rozumienia, niema rzeczy, którejby przyzwyczajenie nie zdziałało, albo którejby nie mogło zdziałać; słusznie nazywa je Pinduras (jak słyszałem) królową i cesarzową świata. Ktoś, kogo widziano jak bił ojca, odpowiedział, iż to jest obyczaj rodzinny; że ojciec tak samo bił dziadka, dziadek pradziadka; i, pokazując syna, dodał: „Ten oto będzie bił mnie, skoro dojdzie do obecnego wieku“.
Prawa sumienia, o których powiadamy iż pochodzą z natury, rodzą się ze zwyczaju. Człowiek, mając w wewnętrznem poważaniu uświęcone i przyjęte dookoła wierzenia i obyczaje, nie może się wyłamać z nich bez zgryzoty sumienia ani też spełniać ich bez wewnętrznego poklasku. Kiedy, w starożytności, mieszkańcy Krety chcieli kogoś przekląć, prosili bogów aby go wtrącili w jakowyś zły nałóg. Ale główne działanie potęgi zwyczaju jest w tem, iż chwyta nas ona i niewoli w taki sposób, że nieomal nie zostawia żadnej możności wydobycia się z jego szponów i wejścia w siebie dla zastanowienia się i wyrozumowania jego nakazów. W istocie, ponieważ wyssaliśmy go z mlekiem od urodzenia, i ponieważ oblicze świata przedstawia się w tej postaci naszemu pierwszemu spojrzeniu, zdaje się nam żeśmy się zrodzili po to, aby się poruszać w tej kolei. Pospolite mniemania, które zażywają powagi dookoła, wszczepione w duszę naszą z nasieniem ojców, wydają się nam powszechne i wrodzone: z czego wynika, iż co znajduje się poza granicami zwyczaju, zdaje się nam poza granicami rozumu; Bóg wie jak często nie do rzeczy!
Gdyby każdy (jako my, wglądający w siebie, nauczyliśmy się czynić), skoro usłyszy jakąś trafną sentencyę, rozważył natychmiast w jaki sposób działa ona na niego, znalazłby wnet, iż jest mu ona nie tyle dobrem słowem, ile dobrem śmignięciem bata dla zwyczajnego lenistwa i tępoty jego sądu. Alić przestrogi prawdy i jej zalecenia przyjmuje się jako przeznaczone dla pospólstwa, a nigdy dla siebie: zamiast przechować je w obyczajach, każdy przechowuje je w pamięci; bardzo głupio i bezpożytecznie! Wróćmyż do władzy zwyczaju.
Ludy wychowane w wolności i przywykłe stanowić o sobie, uważają wszelką inną postać rządów za poczwarną i przeciwną naturze: te, które podległe są władzy monarszej, toż samo; i choćby nawet losy dawały im w rękę najlepszą sposobność odmiany, kiedy nawet, po wielkich mozołach, zbędą się jarzma tyrana, spieszą czemprędzej, z tymże samym trudem, nałożyć sobie innego, nie mogąc się oswoić z tem, by miały nienawidzić tyranii. Dzięki przyzwyczajeniu, każdy zadowolony jest z miejsca gdzie go natura umieściła; dzikie plemiona Szkocji nie lubują sobie w Turenii, ani Scytowie w Tessalii. Darjusz zapytał Greków, za jaką cenę zgodziliby się przyjąć obyczaj Indjan, aby zjadać swych pomarłych ojców (tak bowiem właśnie czynią owi, w rozumieniu iż nie mogą dać im bardziej zaszczytnego grobowca niż w samych sobie); odpowiedzieli, iż za nic w świecie. Kiedy znów tamci próbowali nakłonić Indjan, aby poniechali swego zwyczaju, a przybrali grecki, który polegał na paleniu ciał, wzbudzili w nich jeszcze większą grozę. Tak dzieje się ze wszystkiem, ile że przyzwyczajenie przesłania nam prawdziwy obraz rzeczy.
W swoim czasie, mając zaprowadzić posłuch dla pewnego obyczaju, przestrzeganego z wielką czcią szeroko dokoła nas, i nie chcąc, jak to bywa, gruntować go jedynie siłą prawa i przykładu, znalazłem podstawę jego tak mizerną, iż omal sam nie odstrychnąłem się od niego, ja który miałem go umacniać w drugich. Platon zamierzał wytrzebić wyrodne i opaczne namiętności grasujące w owym czasie, zapomocą tego środka który uważał za wszechmocny i najskuteczniejszy: mianowicie aby mniemanie publiczne je potępiło, aby poeci i kto żyw wogóle zohydzali je w szpetnych przypowieściach. Dzięki temu środkowi najurodziwsze dziewczęta nie ściągają na się miłości ojców; ani też bracia, by najwyborniejsi w piękności, pożądania sióstr; ile że opowieści o Tyestesie, Edypie, Makareuszu, wpoiły, wraz z melodją wiersza, to użyteczne mniemanie w tkliwe mózgownice dzieci. Zaiste, wstydliwość jestto piękna cnota i pożyteczność jej powszechnie jest uznana; ale uzasadniać ją i gruntować na prawach natury jest równie trudno, jak łatwo jest gruntować ją na obyczaju, prawach i przepisach. Pierwsze i powszechne racje trudne są do przepatrzenia; jakoż nauczyciele nasi prześlizgują się koło nich nieznacznie, albo też, nie śmiejąc ich nawet dotknąć, chronią się z miejsca pod skrzydła obyczaju; tam dopiero puszą się i tryumfują tanim kosztem.
Kto chce się wyzwolić z tych przemożnych uprzedzeń, natknie się na wiele rzeczy przyjętych w sposób nie znoszący wątpliwości, a które nie mają innego oparcia, jak tylko siwą brodę i zmarszczki praktyki która im towarzyszy: ale skoro zedrzemy tę maskę, sprowadzając rzeczy do ich prawdy i słuszności, uczujemy, iż sąd nasz wywrócił się jakoby na łeb, mimo iż w rzeczy znalazł się w mocniejszej o wiele postawie. Zapytam naprzykład, czy może być coś osobliwszego, niż widzieć cały lud obowiązany do posłuszeństwa prawom, których nigdy nie słyszał ani nie zrozumiał; związany we wszystkich sprawach domowych, małżeństwach, donacjach, testamentach, kupnach i sprzedażach regułami których nie może znać, ile że nie spisano ich ani ogłoszono w jego języku, których przeto, z konieczności, musi kupować wytłómaczenie i praktykę? Zgoła nie jest to wedle mądrego mniemania Isokratesa, który radzi królowi, aby uczynił handel i negocjacje między poddanymi wolne, swobodne i dające zyski, kłótnie zasię i zwady mają być uciążliwe i obłożone dotkliwym podatkiem. Osobliwy zaiste pomysł, aby samą słuszność uczynić przedmiotem frymarki, i dać prawom cenę towaru!
Czy jest co dzikszego, niż widzieć naród, w którym, wedle uświęconego prawem obyczaju, urząd sędziego się sprzedaje, a wyroki płaci gotowizną? Gdzie prawnie odmawia się sprawiedliwości temu, kto nie ma jej z czego opłacić? I ma ten towar tak wielki obieg, iż utworzył się w państwie czwarty stan ludzi, trudniących się prowadzeniem procesów, dołączony do trzech dawniejszych: kościoła, szlachty i ludu! Stan ten, mając pieczę nad prawami i najwyższą zwierzchność nad mieniem i życiem, stanowi ciało oddzielne od ciała szlacheckiego: z czego zdarza się, iż są podwójne prawa, prawa honoru i prawa sprawiedliwości, w niektórych rzeczach cale sprzeczne. Tak samo surowo jedne potępiają naprzykład, gdy ktoś zostawi zadanie łgarstwa bez pomsty, jak drugie karzą pomstę której sobie poszuka. Wedle praw rycerskiego honoru, ten, kto ścierpi zniewagę, ma być wyzuty z czci i szlachectwa; wedle praw cywilnych zasię, ten, kto pomści się za nią, ma być karany gardłem. Kto szuka opieki prawa za zniewagę, której doznał na honorze, okrywa się hańbą; kto jej nie szuka, jest ścigany i karany przez te prawa.
Weźmy znów coś z rzeczy obojętnych, jak ubranie: sprobujmy je sprowadzić do prawdziwego celu, to znaczy pożytku i ochrony ciała, z czego wywodzi się ich naturalna ozdoba i przystojność. Ileż tu dziwactw i osobliwości! Wedle mego smaku, darowałbym wam, między innymi, te nasze czworogranne czapki, ten długi ogon z fałdzistego aksamitu który niewiasty wieszają sobie u głowy obok innych cudacznych stroików. Te względy nie powinny wszelako odwrócić rozumnego człowieka od postępowania wedle przyjętego zwyczaju; jakoż, naodwrót, zda mi się, że wszystkie obyczaje odrębne i opaczne wynikają raczej z błazeństwa i z mózgowczego zarozumienia niż z prawdziwego rozumu. Niechaj mędrzec na wewnątrz zwolni duszę od ucisku i dzierży ją wolną i zdatną do swobodnego sądu; winien we wszystkiem przestrzegać przyjętych form i zwyczajów. Społeczeństwu nic po naszych myślach; całą resztę wszelako, jako to nasze uczynki, pracę, mienie i życie należy oddać i poświęcić jego służbom i zastosować do wierzeń ogółu. Tak ów wielki i zacny Sokrates nie zgodził się na ocalenie swego życia za cenę nieposłuszeństwa władzy, mimo że bardzo niesprawiedliwej i niegodnej; jestto bowiem reguła nad wszystkie reguły i prawo nad wszelkie prawa, aby się każdy poddał ustawom, które obowiązują w danem miejscu.
A teraz znów z innej beczki. Bardzo to wątpliwe, czy można osiągnąć tak oczywisty zysk na odmianie przyjętego prawa, jakiebądź by ono było, ile sprawić szkody potrząsaniem go. Rząd kraju, to jakoby budynek z rozmaitych sztuk, spojonych razem takimi więzy, iż niepodobna wzruszyć jednego, aby cała budowla tego nie odczuła. Prawodawca Thuryjczyków nakazał, aby każdy, ktoby chciał albo znieść któreś z istniejących praw, albo ustanowić nowe, przedstawił się ludowi z postronkiem na szyi; w razie gdyby nowość nie spotkała się z powszechnem przyjęciem, miał być natychmiast uduszony. Inny, z Lakonii, życie całe strawił nad tem, aby wydobyć ze współobywateli solenną obietnicę, iż nie naruszą żadnego z jego rozporządzeń. Efor, który tak nieubłaganie zerwał dwie nowe struny dodane przez Phrynisa do instrumentu, nie troszczył się, czy, dzięki tej nowości, dźwięk jest piękniejszy, albo czy akordy brzmią pełniej; dla potępienia wystarczyło mu, iż to jest naruszenie starego obyczaju. To właśnie miał wyrażać ów zardzewiały miecz sprawiedliwości w Marsylii.
Mierzi mnie wszelka nowość, jakiekolwiek miałaby oblicze; i mam racje potemu, widziałem bowiem skutki jej bardzo dotkliwe. Ta, która gnębi nas od tylu lat[2] nie dokonała sama wszystkiego; ale można powiedzieć, z podobieństwem do prawdy, iż, jakowymś trafunkiem, wszystko zrodziła i sprowadziła wszystkie klęski i nieszczęścia, które dzieją się od tego czasu, bodaj bez niej i przeciwko niej.
Ci, którzy starają się zachwiać rządem państwa, najczęściej pierwsi padają, przywaleni jego ruiną; owoc zamieszek rzadko dostaje się temu kto je wywołał; zazwyczaj mącą i poruszają wodę dla innych rybaków. Skoro raz się rozluźni i ochwieje zwartość i budowę monarchii, tego wielkiego budynku, zwłaszcza na jego stare lata, zostaje dość szczelin i otworów, któremi mogą się wcisnąć podobne i dalsze zamachy. Trudniej ściągnąć majestat monarszy od wierzchołka do połowy, niż od połowy na samo dno. Ale, jeśli dający przykład są bardziej szkodliwi, naśladowcy ich bardziej są występni, iż rzucają się w przykłady, których ohydę i szkodliwość sami czuli i karali. Jeśli są jakieś stopnie czci, nawet w złem, ci drudzy ustąpić muszą pierwszym chwały poczęcia i śmiałości tak zuchwałego zamachu. W tem pierwotnem i obfitem źródle wszelkie rodzaje nowej swywoli czerpią z łatwością przykłady i wzory zamętu: w samych prawach naszych nawet, ustanowionych jako lekarstwo przeciw temu pierwszemu złu, można wyczytać naukę i usprawiedliwienie wszelakiego rodzaju zbrodniczych przedsięwięć. Przypomina się to, co Tucydydes mówił o wojnach domowych swego czasu, że, chcąc stworzyć ochronę i jakoby wymówkę dla publicznych zbrodni, chrzczono je nowemi, bardziej łagodnemi nazwami, przekształcając i miękcząc ich prawdziwe miano. Wszakci to dla zreformowania naszego sumienia i wiary! Ale najlepszy nawet pozór nowatorski jest bardzo niebezpieczny; i, mówiąc szczerze, zda mi się wielkiem zarozumieniem o sobie i pychą, szacować swoje mniemania aż do tego stopnia, aby, dla narzucenia ich, ważyć się obalać spokój publiczny, wprowadzać tyle nieuniknionych nieszczęść, i owo tak straszliwe skażenie obyczajów, jakie przynoszą wojny domowe i odmiana porządku w rzeczach tak wielkiej wagi: wprowadzać to wszystko do własnego kraju! Czyż to nie jest zła gospodarka, wnosić tyle pewnych i wiadomych nieszczęść, poto aby zwalczać wątpliwe i niedowiedzione błędy? czy może być gorszy rodzaj zła, niż to które obraża własne sumienie i naturalne poczucie?
Bóg to wie, w tym naszym obecnym sporze, gdzie chodzi o usunięcie i zastąpienie setek artykułów, artykułów ważnych i głębokich, Bóg to wie, powiadam, ilu jest takich, którzyby się mogli chlubić, iż dokładnie poznali racje i fundamenty jednej i drugiej strony: ta gromadka (jeśli ich jest gromadka!) z pewnością nie starczyłaby aby nas wpędzić w zamieszki. Ale owa cała reszta, owa ciżba, dokąd dąży? pod jakim sztandarem wyrusza w pole? Trafia się z ich lekarstwem, jako bywa z innemi lekarstwami zbyt słabo i nieumiejętnie zarządzonemi: humory, które miało z nas wypędzić, poruszyło tylko, zmąciło i podrażniło swą obecnością: nie zdołało nas przeczyścić dla swej niemocy, a mimo to osłabiło nas; tak, iż samego nawet lekarstwa nie umiemy pozbyć się z ciała i odczuwamy z jego działania jeno długie i wnętrzne boleści.
Prawda, iż los, który zawżdy dzierży swą powagę ponad nasze rozumy, stawia nas niekiedy wobec konieczności tak naglącej, iż trzeba aby prawa ustąpiły jej nieco miejsca. Bądź co bądź, kiedy się opieramy naporowi nowatorstwa które gwałtem stara się narzucić, trzeba się we wszystkiem i przedewszystkiem mieć na baczności przeciw tym którzy nic nie mają do stracenia, którym wszystko jest dobre co może wesprzeć ich zamiar, którzy nie znają innego prawa ni porządku jeno gonić za własną korzyścią: zaiste ciężkie zadanie i nierówna walka!
Zwyczajny porządek państwa będącego w dobrem zdrowiu nie zapobiega tym nadzwyczajnym przypadłościom; przypuszcza on ciało które trzyma się krzepko w najważniejszych członkach i funkcjach oraz powszechną zgodę co do należnego prawom posłuszeństwa i posłuchu. Bieg rzeczy legalny jest chłodny, stateczny i umiarkowany, i nie zdoła dotrzymać kroku biegowi swywoli i szaleństwa. Wiadomo, dziś jeszcze zarzucają dwom wielkim osobistościom, Oktawiuszowi i Katonowi, iż, w czas wojen domowych (jeden Sylli, drugi Cezara), raczej dopuścili wszelakich utrapień na ojczyznę, niżby ją mieli ratować z podeptaniem praw i cośkolwiek z nich naruszyć. Poprawdzie bowiem, w takowej ostateczności gdzie niema się już czego chwycić, mądrzej byłoby w danym razie przymknąć oczy i poddać się trochę okolicznościom, niż, upierając się, wbrew możebności, nic nie ustąpić, zostawić gwałtowi otwarte pole do zdeptania wszystkiego nogami. Lepiej czasem skłonić prawa, aby to chciały co mogą, skoro nie mogą tego co chcą. Lacedemończycy nawet, tak pilni przestrzegacze ustaw swego kraju, będąc w rozterce pomiędzy prawem, które zabraniało wybierać po dwa razy admirałem jedną i tę samą osobę, a okolicznościami które domagały się gwałtownie aby Lyzander objął powtórnie to stanowisko, uczynili wprawdzie Arakusa admirałem, ale Lyzandra nadintendentem marynarki. Z tą samą subtelnością, jeden z posłów lakońskich, wyprawiony do Aten aby uzyskać zmianę jakiegoś postanowienia, gdy Perykles przytaczał mu iż zabroniono zdejmować tablicę na której znajduje się jakieś prawo, poradził odwrócić ją jeno, ile że to nie było wzbronione. Toż Plutarch chwali Filopemena za to, iż, będąc stworzony do rozkazywania, umiał nietylko rozkazywać wedle praw, ale i samym prawom nawet, kiedy bezpieczeństwo publiczne tego wymagało.


Z księgi III, rozdz. 5.

W miarę jak myśli człowieka stają się bardziej stateczne i ważkie, równocześnie stają się też bardziej przykre i uciążliwe: grzechy, śmierć, ubóstwo, choroby, to przedmioty zaiste ciężkie i pełne ucisku. Trzeba posiadać duszę włożoną w środki wytrzymywania i zwalczania złego, świadomą prawideł dobrego życia i dobrego wierzenia, oraz często rozgrzewać ją i ćwiczyć w tej pięknej umiejętności: ale, gdy chodzi o duszę pospolitej miary, trzeba aby się to odbywało z wytchnieniem i umiarkowaniem, inaczej popada w obłąd od zbyt ustawnego napięcia. Za czasu mej młodości trzeba mi było upominać się i przestrzegać, aby się trzymać w karbach; rzeźkość i zdrowie nie godzą się pono zbyt dobrze z owemi poważnemi i roztropnemi ćwiczeniami. Obecnie jestem w innej doli; kondycje starości aż nadto upominają mnie, aż nadto statkują i zalecają rozsądek. Z nadmiaru wesela popadłem w nadmiar powagi, bardziej dolegliwy; dlatego przyzwalam sobie obecnie z umysłu nieco swywoli, i kieruję niekiedy duszę ku płochym i młodym myślom, iżby w nich znalazła odpocznienie. Jestem dziś aż nadto roztropny, zbyt ciężki i dojrzały: wiek daje mi codzień lekcje chłodu i umiarkowania. Dzisiejsze ciało moje unika wybryków i obawia się ich: jemu z kolei przypadło prowadzić ducha ku poprawie; ono z kolei dziś włada, i to bardziej surowo i tyrańsko. Nie oszczędza mi, ani na godzinę, ani gdy śpię, ani gdy czuwam, nauk swych o śmierci, cierpliwości, pokucie. Bronię się przed wstrzemięźliwością, jak niegdyś broniłem się przed rozkoszą: nadto ciągnie mnie ona wstecz, aż do otępienia. Owo, ja chcę być panem siebie, w każdem mniemaniu: rozsądek ma swoje ekscesy, nie mniej potrzebuje umiarkowania niż szaleństwo. Dlatego, z obawy abym nie wysechł, nie wyjałowiał i nie ociężał z nadmiaru roztropności, w pauzach, jakich dozwalają mi moje cierpienia, uchylam się cale łagodnie i umykam wzrok od tego burzliwego i zachmurzonego nieba które mam przed sobą, a które, chwała Bogu, oglądam bez grozy, wszelako nie bez skupienia i rozwagi; i zapuszczam się, gwoli zabawie, we wspomnienia minionej młodości. Niechaj dziecięctwo pogląda przed siebie; sędziwość, za siebie: czyliż nie to miało oznaczać owo podwójne oblicze Janusa? Niechaj lata wloką mnie, jeśli chcą, ale raczkiem! Jak długo oczy potrafią rozeznać ową piękną minioną porę, tak długo będę je, raz po razu, obracał ku niej. Jeśli ona sama umyka się ze krwi i żył moich, nie chcę bodaj wyrywać jej obrazu z pamięci!
...Znaczyłem niegdyś dnie ciężkie i mgliste jako niezwyczajne: obecnie stały mi się zwyczajne: nadzwyczajnemi są owe piękne i pogodne. Przywykłem już cieszyć się, jakoby osobliwą łaską, kiedy nic mi nie dolega. By nawet zapomocą łaskotek, nie mogę już wydrzeć ani lichego uśmieszku z tego opornego ciała; weselę się jeno w urojeniu i we śnie, aby, jakoby podstępem, odwrócić żałobę starości: ale, wierę, innego tu trzeba lekarstwa niż snu!
...Trzeba by dać chłostę młodemu człowiekowi, któryby się zabawiał dobieraniem smaku win i sosów: nie było rzeczy bardziej mi obcej i nieznanej za młodu; obecnie, uczę się tego; wstyd mi, ale cóż poradzę? bardziej jeszcze wstyd mi i żal przyczyn, które mnie ku temu popychają. Nam to przystało szaleć i baraszkować, zasię młodości dbać o reputacyę i statek: ona idzie ku światu, ku znaczeniu, my stamtąd wracamy...



O doświadczeniu (III, 13).

...Natura po macierzyńsku zatroszczyła się o to, aby czynności, które przepisała dla naszych potrzeb, były nam zarazem rozkoszne. Zaprasza ku nim nietylko rozumem, ale takoż i chucią: niesprawiedliwością jest łamać jej prawidła! Kiedy widzę i Cezara i Aleksandra, jak, wśród największego trudu swych ogromnych zadań, cieszą się tak pełno ludzkiemi i cielesnemi rozkoszami, nie powiadam iż to znaczy zmiękczyć duszę: raczej skrzepić ją, poddając wielkodusznie praktykom codziennego życia owe potężne zatrudnienia i pracowite myśli. Mądrzy byli, jeśli rozumieli, iż to jest ich zwyczajne zajęcie, tamto zasię nadzwyczajne. Okrutni z nas pomyleńcy! „Spędził życie bezczynnie“, powiadamy; „Nic nie zrobiłem dzisiaj“. Jakto? czy nie żyłeś? toć to jest nietylko twoje główne, ale najchlubniejsze zatrudnienie. „Gdybym miał w ręku władzę i wielkie sprawy, pokazałbym, do czegom jest zdolny“. Umiałeś-li obmyśleć i poprowadzić swoje życie? tedy dokonałeś największego dzieła. Natura nie potrzebuje wielkiego losu, aby się pokazać i wyżyć; ukazuje się jednako na wszystkich piętrach, i za kurtyną i bez niej. Kto umiał nakreślić bieg własnego życia, dokazał o wiele więcej, niż ten kto kreśli książki; kto umiał zdobyć sobie ład i spokój, lepiej żył, niż ten, który zdobył królestwa i miasta.
Wielkie i wspaniałe arcydzieło człowieka, to żyć dorzecznie. Wszelkie inne rzeczy: panować, gromadzić skarby, budować, są jeno przydatkami i conajwyżej ozdobą. Radość mi czyni widzieć generała armii, jak, u stóp wyłomu do którego ma szturmować, swobodnie i próżen trosk zabawia się przy stole z przyjaciółmi...
... Wielkość duszy nietyle polega na tem aby iść ku górze i naprzód, co aby umieć umiarkować się i ograniczyć. Wielkiem jest dla niej wszystko, co dostateczne; ukazuje swą wysokość w tem, iż bardziej lubi rzeczy pośrednie niż strzelające wysoko w górę. Niemasz nic równie pięknego i godnego, jak dobrze i należycie spełniać swą rolę człowieka: ani też niemasz wiedzy tak trudnej jak umieć dobrze i wedle natury przeżyć to życie. Najdziksza ze wszystkich chorób, to gardzić naszą własną istotą.
Kto chce odsunąć swą duszę od ciała, niech uczyni to śmiało, jeśli zdoła, wówczas gdy ciało będzie zdjęte chorobami, aby zbawić ją od tej zarazy. Pozatem, przeciwnie, niechaj mu ona towarzyszy i sprzyja; niech nie odmawia udziału w jego naturalnych przyjemnościach, lecz dzieli je jakoby z małżeńską przyjaźnią; wnosząc w nie, jeśli bardziej jest roztropna, umiarkowanie; i chroniąc, aby, przez nieopatrzność, nie pomięszały się z przykrością. Nieumiarkowanie jest zakałą rozkoszy; umiarkowanie zasię nie jest ujmą, jeno przyprawą.
Mam swój zupełnie osobny słownik: spędzam czas, kiedy jest przykry i dolegliwy; zasię gdy jest luby, nie chcę go wówczas spędzać, jeno ogarniam go i przytrzymuję. Trzeba biedz ze złem, a przysiadać z dobrem. Owe zwyczajne wyrażenia: zabijanie czasu i spędzanie czasu przedstawiają obyczaj tych roztropnych ludzi, którzy nie wyobrażają sobie lepszego użytku z życia, jak spychać je i umykać się mu, zabijać je, spędzać, i, o ile to w ich mocy, nie wiedzieć o niem i uciekać przed niem, jako przed rzeczą z natury omierzłą i godną wzgardy. Ale mnie widzi się życie w innej postaci; znajduję je i cennem i miłem, ba nawet w ostatnim jego schyłku, w który popadam. Natura dała nam je w ręce, przystrojone takiemi i tak pomyślnemi okolicznościami, iż możemy uskarżać się jeno na siebie, jeżeli nas ciśnie, i jeśli się nam wymyka bez pożytku. Gotuję się stracić je bez żalu; ale dlatego, iż przeznaczone jest ku stracie ze swej istoty, a nie iżby było przykre i dolegliwe. Tym jeno właśnie przystoi nie znajdować goryczy w śmierci, którzy znajdują słodycz w życiu. Jest pewna gospodarność w korzystaniu zeń: ja korzystam dwa razy tyle co inni, w użyciu bowiem miara zależy od mniejszej lub większej uwagi z jaką się doń przykładamy. Dziś zwłaszcza, gdy moje życie widzi mi się tak krótkie co do czasu, chcę je pomnożyć co do wagi. Chcę zatrzymać rychłość jego uciekania rychłością mego chwytu; wydatnością korzystania wyrównać pośpiech jego odpływu. W miarę jak posiadanie życia staje się krótsze, trzeba mi je uczynić tem głębszem i pełniejszem.
Inni odczuwają słodycz zadowolenia i pomyślności; ja czuję je równie jak oni, ale nie tak mimochodem. Trzeba je rozważać, smakować i przetrawiać, aby oddać słuszny dank temu, kto nam ich użycza. Zażywają innych rozkoszy, tak jak snu: bez świadomości. Iżby nawet spanie nie przemijało mi tak tępo, podobałem sobie dawniej w tem, aby mi je przerywano: niechbym miał jego świadomość. Każdą przyjemność rozważam i rozpamiętuję w sobie: nie zbieram jej po wierzchu, ale zapuszczam się w głąb; zmuszam swój rozum, który stał się zgryźliwy i zmierżony, aby ją przygarnął. Zdarzy mi się znaleźć w miłem, szczęśliwem usposobieniu? pobudzi mnie jakowaś rozkosz? nie daję baraszkować z nią samym jeno zmysłom; dopuszczam do udziału i duszę; nie aby ją omotać, ale aby rozerwać; nie aby się w tem zgubiła, ale aby się odnalazła. Skłaniam ją, aby i ona przejrzała się w źwierciedle w tym lubym stanie, aby rozważyła i oceniła moje szczęście, i pomnożyła je. W ten sposób może zmierzyć, ile winna jest Bogu, iż jest w spokoju ze swem sumieniem i z innemi wnętrznemi namiętnościami; iż ciało, w którem mieszka, znajduje się w pomyślnym stanie, cieszące się statecznie i należycie słodkiemi i miłemi funkcjami, przez które Bogu podoba się w jego łasce wyrównać boleści, któremi sprawiedliwość jego smaga nas znowuż z kolei. Jakież to szczęście dla niej znajdować się w takowem miejscu, iż, gdziekolwiek powiedzie wzrok, widzi spokojne niebo dokoła siebie: żadnego pragnienia, żadnej obawy lub wątpliwości któreby jej mąciły horyzont; żadnej trudności przeszłej, obecnej, przyszłej, nad którą wyobraźnia jej nie przemknęłaby bez obrazy! Te względy nabierają wielkiego blasku przez porównanie z odmiennemi stanami: dlatego, w tysiącach postaci przedstawiam sobie niedole, w które albo los albo własna nieopatrzność wpędza nas tak łatwo. Kiedy patrzę na ludzi, którzy tak miętko i niedbale przyjmują własne szczęście, myślę, że tacy istotnie spędzają jeno czas. Mijają i zaniedbują obecność i to co posiadają, goniąc za czczą nadzieją, ścigając cienie i zwodne obrazy, które wyobraźnia nasuwa im przed oczy...
Z pośród różnych filozoficznych mniemań chętniej chwytam się tych, które są najbardziej trwałe, to znaczy najbardziej ludzkie i nasze; rozumowanie moje jest, zgodnie z memi obyczajami, nizkie i skromne. W piętkę jeno goni, mojem zdaniem, pani filozofia, gdy dosiada wielkiego konia, aby nam kłaść w głowę, iż jestto potworne połączenie kojarzyć boskie z ziemskiem, rozumne z nierozumnem, surowe z pobłażliwem, poczciwe z niepoczciwem: iż rozkosz, jestto właściwość bydlęca, niegodna aby mędrzec jej kosztował. Nie tak powiada Sokrates, jego i nasz nauczyciel! Ceni on, tak jak należy, rozkosz umysłu, jako mającą więcej siły, stałości, łatwości, rozmaitości, godności. Owa nie kroczy wcale, wedle niego, sama (takim mózgowcem on nie jest!) jeno tylko na przodku, przed innemi. Umiarkowanie jest dlań regulatorem, a nie przeciwnikiem rozkoszy. Natura jest łaskawym przewodnikiem; ale nie bardziej łaskawym, niż roztropnym i sprawiedliwym. Szukam wszędy jej śladu; zmyliliśmy je ze śladami sztucznemi. Czyż to nie jest błąd, uważać niektóre czynności za mniej godne, dlatego iż są potrzebne? Nie wybijają mi tego z głowy, iż rozkosz i potrzeba stanowią bardzo grzeczne stadło, którem, powiada starożytny, bogowie wspomagają się zawsze. Po kiego licha rozczłonkowujemy w takich rozwodach budowlę, utworzoną z bliskiego i braterskiego porozumienia? Przeciwnie, utwierdźmy je wzajemnemi usługami; niechaj duch pobudza i ożywia ociężałość ciała; niech ciało wstrzymuje letkość ducha i ustala go. W darze, jaki Bóg nam uczynił, niemasz części niegodnej naszej pieczy: winni zeń jesteśmy rachunek aż do najmniejszego włoska. Nie jestto dowolne zadanie człowieka prowadzić samego siebie wedle swej natury: jest ono umyślne, naturalne i bardzo główne, i Stwórca powierzył je nam poważnie i surowo.
Ezop, ów wielki człowiek, ujrzał raz swego pana jak oddawał urynę przechadzając się: „A to co znów, powiedział, wnet tedy trzeba nam będzie bejać w kłusie?“ Oszczędzajmy czasu ile chcemy, zawsze zostanie dosyć chwil spędzonych bezczynnie lub źle użytych. Duch nie ma snadź dosyć innych godzin na dokonanie swych spraw, bez tego iżby się miał rozłączać z ciałem, w tym krótkim przeciągu który potrzebny jest dla jego konieczności! Chcą się wydobyć z samych siebie i wyzbyć się w sobie człowieka: to istne szaleństwo. Miast przemienić się w aniołów, przemieniają się w bydlęta, miast wzbić się w górę, uniżają się. Owe nadobłoczne humory przerażają mnie jako miejsca zbyt wyniosłe i niedostępne. Nic nie jest mi trudniej strawić w życiu Sokratesa, niż jego ekstazy i demony: zasię nic nie widzę bardziej ludzkiego w Platonie, jak to, dlaczego każą go nazywać boskim. Z umiejętności naszych, te zdają mi się najbardziej ziemskie i niskie, które są najwyżej wyśrubowane. Nie widzę nic równie małego w życiu Aleksandra, jak jego rojenia o własnej nieśmiertelności. Filotas przyciął mu bardzo uciesznie w tym względzie, winszując listownie wyroczni Jowisza Amońskiego, który pomieścił go w rzędzie bogów: „Dla ciebie samego bardzo się z tego cieszę; ale trzeba mi żałować ludzi, zmuszonych żyć wpodle ciebie i służyć człowiekowi, który nie zadawala się miarą człowieka i przekracza ją“.
Wdzięczny nadpis, jakim Ateńczycy czcili przybycie Pompejusza do ich miasta, zgodny jest z moim duchem:

Przez to najwięcej zbliżasz sie do bóstwa,
Iżeś ludzkiego nie wzgardził ubóstwa.

Najwyższa to dojrzałość i jakoby boska „umieć zażywać szczerze swego istnienia“. Szukamy innego stanu, dlatego że nie rozumiemy użytku naszego; wychodzimy poza siebie, ponieważ nie wiemy jak się zażyć. Próżno wszelako wspinać się na szczudła; i na szczudłach trzeba nam chodzić swojemi nogami; na najwyższym tronie świata i tak siedzimy jeno na własnym zadku. Najpiękniejsze życie jest, mojem zdaniem, to, które kształtuje się na wzór pospolity i ludzki, z porządkiem, ale bez cudu i bez przekraczania miary. Owoć starość potrzebuje, aby się z nią obchodzić nieco łagodniej. Polećmy ją dobremu bogu, opiekunowi zdrowia i mądrości, ale mądrości ludzkiej i wesołej.





Przypisy

  1. Montaigne, Pisma, Tomów 5, przełożył Boy, Gebethner i Wolff, 1916.
  2. Reformacja.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Michel de Montaigne i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.