Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pienia. Owo, ja chcę być panem siebie, w każdem mniemaniu: rozsądek ma swoje ekscesy, nie mniej potrzebuje umiarkowania niż szaleństwo. Dlatego, z obawy abym nie wysechł, nie wyjałowiał i nie ociężał z nadmiaru roztropności, w pauzach, jakich dozwalają mi moje cierpienia, uchylam się cale łagodnie i umykam wzrok od tego burzliwego i zachmurzonego nieba które mam przed sobą, a które, chwała Bogu, oglądam bez grozy, wszelako nie bez skupienia i rozwagi; i zapuszczam się, gwoli zabawie, we wspomnienia minionej młodości. Niechaj dziecięctwo pogląda przed siebie; sędziwość, za siebie: czyliż nie to miało oznaczać owo podwójne oblicze Janusa? Niechaj lata wloką mnie, jeśli chcą, ale raczkiem! Jak długo oczy potrafią rozeznać ową piękną minioną porę, tak długo będę je, raz po razu, obracał ku niej. Jeśli ona sama umyka się ze krwi i żył moich, nie chcę bodaj wyrywać jej obrazu z pamięci!
...Znaczyłem niegdyś dnie ciężkie i mgliste jako niezwyczajne: obecnie stały mi się zwyczajne: nadzwyczajnemi są owe piękne i pogodne. Przywykłem już cieszyć się, jakoby osobliwą łaską, kiedy nic mi nie dolega. By nawet zapomocą łaskotek, nie mogę już wydrzeć ani lichego uśmieszku z tego opornego ciała; weselę się jeno w urojeniu i we śnie, aby, jakoby podstępem, odwrócić żałobę starości: ale, wierę, innego tu trzeba lekarstwa niż snu!
...Trzeba by dać chłostę młodemu człowiekowi, któryby się zabawiał dobieraniem smaku win i sosów: nie było rzeczy bardziej mi obcej i nieznanej za młodu; obecnie, uczę się tego; wstyd mi, ale cóż poradzę? bardziej jeszcze wstyd mi i żal przyczyn, które mnie ku temu popychają. Nam to przystało szaleć i baraszkować, zasię młodości dbać o reputacyę i statek: ona idzie ku światu, ku znaczeniu, my stamtąd wracamy...