Przejdź do zawartości

Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Trzynasta/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Trzynasta
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wyd. 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

KSIĘGA TRZYNASTA.


ROZDZIAŁ I.
Bóg uprzedza nas dobrodziejstwy swemi.

Wzywam cię mój Boże, o Stwórco i miłosierdzie moje, tyś mnie chował w pamięci, chociażem o tobie zapomniał. Wzywam cię do méj duszy; ty gotujesz ją natchnioną żywém pragnieniem, by cię godnie przyjęła i posiadała. Teraz wesprzyj mnie wzywającego, któregoś przed wzywaniem cię wyprzedzał, kiedyś bardzo często silnym natchnienia głosem wołał z naleganiem, bym w tak dalekiém od ciebie zboczeniu uszu nastawił, powrócił się i wzywał cię wołającego mnie do siebie. Ty Panie przemazałeś w księdze sprawiedliwości wszystkie nieprawe uczynki moje, abyś nie miał powodu ukarania dzieł rąk moich, przez które stałem się niewiernym, a wyprzedziłeś łaską twoją zasługujące uczynki moje, abyś nagrodził dobre uczynki, które twoje ręce we mnie zdziałały, i których jestem utworem, bo ty byłeś piérwéj nim ja byłem, i byłem zgoła niczém, abyś miał powód dać mi istnienie; owo jestem, bo nieskończona dobroć twoja która mnie z nicości wywiodła, poprzedziła wszystko to, dla czegoś mi dał istnienie, i z czegoś mnie udziałał. Nie potrzebowałeś mnie wcale, i nie jestem najdrobniejszém nawet dobrem, któregobyś użył ku swéj pomocy Panie Boże mój: ani usługi mojéj potrzebujesz, jakobyś sobie ulżyć chciał w działaniu, albo iżby władza twoja ponosiła jaki uszczerbek, gdybym ci odmówił posłuszeństwa mojego, ani tego wymagasz ode mnie, abym ci tak oddawał cześć, jak ziemia wymaga uprawy; jakobyś nie odbierał cześci, jeźlibym ci jéj nie oddawał, wdaśnie jak ziemia stałaby się niepłodną bez uprawy, ale ty żądasz ode mnie usługi na mój zarobek, abym nalazł w tobie szczęśliwość moję, bom od ciebie odebrał taką istotę, jaka zdolną jest zażywać prawdziwego dobra.




ROZDZIAŁ II.
Wszelkie stwożenie wzięło swój byt ze saméj dobroci  Boskiéj.

Z pełności to twéj dobroci wszystkie stworzenia twoje istnieją; tyś chciał aby dobro, które się tobie zgoła nie przyda, i w niczém tobie nierówne, lubo nie jest z ciebie, ale że od ciebie pochodzić mogło, by przeto wzięło istnienie. Czémże sobie na to zasłużyły niebo i ziemia, żeś je na początku udziałał? Niech mi się godzi o tę samę zasługę zapytać duchownych i cielesnych istot, które uczyniłeś w twéj mądrości, czyliś im dłużen był to istnienie nawet niedoskonałe i nieukształcone, każdéj w rodzaju swoim duchownéj lub cielesnéj; te istoty, które dla swéj niedoskonałości dążą do nieładu i niezmiernego oddalenia się od Boskiego podobieństwa twojego? Istota duchowna chociaż nieukształconą, wyborniejsza jest od istoty cielesnéj ukształconéj, niemniéj cielesna acz nieukształconą, wyborniejsza jest od zupełnéj nicości. Te więc istoty byłyby zostały w pierwotnym niekształcie, jako zaród od słowna twojego zależny, gdyby to samo słowo nie było przywiązało ich do twéj jedności, dając im w niéj kształt i tę dobroć nieocenioną, którą od najwyższéj dobroci twojéj posiadają. Czyliż dłużen im byłeś tę nawet kształtność, któréj mieć nie mogły jedynie od ciebie?
Czemże zasłużyć mogła u ciebie materyja cielesna, aby przynajmniéj była niewidomą i niekształtną? bo aniby taką była, gdybyś ją nie był udziałał, a skoro jéj nie było, jakże sobie mogła u ciebie zasłużyć na swoje istnienie? Z jakimże zarobkiem popisze się przed tobą ów piérwszy zawiązek duchownego stworzenia, żeby przynajmniéj jak ciemna istota, pływało po przepaści do niéj podobne, lecz do ciebie niepodobne; czemżeby zapewne jeszcze dotąd było, gdyby go Słowo twoje nie było obróciło do swojego początku, i od niego objaśnione, by światłem się stało, nierówném wprawdzie, ale podobném do kształtu, który się z twoją światłością równa? Jak bowiem dla ciała nie jest jedno i to samo być, co jest być piękném, boby każde ciało musiało być piękne; tak niemniéj dla ducha utworzonego, nie jedno jest żyć, co żyć mądrze; inaczéjby nieodmienny był w swéj mądrości. „Ale jemu dobrze jest zawsze trwać przy tobie[1],“ aby tego światła, które nawróceniem uzyskał, odwróceniem się od ciebie nie utracił i nie zanurzył się do życia ciemnéj przepaści podobnego. Bo i my duchowne stworzenia podług naszéj duszy: od ciebie światła naszego odwróceni, „byliśmy niekiedy ciemnościami w tém życiu[2]“ i dotąd jeszcze prowadzimy walkę z ostatkiem téj ciemnéj nocy, póki nie zajaśnieje dzień, w którym „staniemy się sprawiedliwością twoją w jedynym Synu twoim jako góry boże, bo już byliśmy i sądem twoim, który jest jako przepaść wielka[3].“




ROZDZIAŁ III.
Z łaski Bozéj wszystko pochodzi.

Jak rozumieć należy te słowa, któreś w piérwszym momencie stworzenia wyrzekł: „niech się stanie światło, i stało się światło;“ bardzo właściwie uważam je powiedziane o duchowném stworzeniu, ponieważ ono już wtedy było jakiémśkolwiek życiem, zdolném przyjąć twoje boskie światło. Lecz jak sobie wcale nie zasłużyło u ciebie być życiem zdolném przyjąć twoje światło, tak niemniéj, kiedy już istniało, zarobić sobie nie mogło u ciebie daru światła, którémeś je ozdobił? Albowiem niekształtność jego nie podobałaby się tobie, jeźliby światłością stać się nie mogła, nie ze swéj natury, ale przez zapatrywanie się na światło oświecające, i przez ścisłe przypojenie się do niego, aby niemniéj to pierwotne życie, jakiekolwiek było, jako i to życie z wieczną szczęśliwością połączone, jedynie twéj łasce dłużne było, która go szczęśliwą przemianą obróciła ku temu, co ani na lepsze ani na gorsze zmienić się nie może, ku tobie mój Boże, bo ty sam jeden jesteś niezłożony, dla którego żyć jest to samo co żyć szczęśliwie, bo ty sam jesteś twoją szczęśliwością.




ROZDZIAŁ IV.
Bóg, nie z potrzeby, lecz jedynie ze swéj dobroci dał stworzeniom istnienie.

Czegóżby ci nie dostawało do zupełnéj szczęśliwości twojéj, którą ty sam z siebie jesteś, chociażby wszystkie te stworzenia były albo dotąd w nicości, albo w pierwotnym niekształcie zostały? któreś udziałał nie będąc powodowany żadną potrzebą, lecz jedynie z nieprzebranéj pełności twéj dobroci, pływającą ich niekształtność wstrzymując, odziałeś je kształtem nie dla tego wcale, jakobyś twego szczęścia ich jestestwem dokonać potrzebował: ile że tobie najdoskonalszemu, niedoskonałość ich nie podoba się, i udoskonalasz je aby ci się podobały, lecz nie przeto iżby ich doskonałością jakaś twoja niedoskonałość udoskonalić się miała. Twój bowiem „Duch Ś. unosił się nad wodami,“ ale nie był niemi unoszony, jakoby na nich spoczywał; bo on w sobie dozwala odpoczywać tym, o których się mówi: „że na nich spoczywa;“ lecz nieskazitelna i nieprzemienna wola twoja, która sama z siebie dla siebie wystarcza, unosiła się nad życiem, któreś udziałał, dla którego nie jest jedną rzeczą żyć, co żyć szczęśliwie, bo nie przestaje żyć jeszcze miotane burzliwością po swojéj ziemskiéj ciemności, któremu pozostaje obrócić się ku Stwórcy swojemu, i coraz więcéj czerpać życia w źródle żywota, a w jego światłości widzieć światło i nabywać udoskonalenia, światła i szczęśliwości.




ROZDZIAŁ V.
O Trójcy Świętéj.

Otóż pokazuje mi się jakby w zacienionym obrazie Trójca, którą jesteś mój Boże, bo ty Ojcze w Początku, będącym twoją mądrością z ciebie zrodzoną, tobie równą i współwieczną, to jest: w Synu twoim, udziałałeś niebo i ziemię. I wiele już mówiłem o niebie nad niebiosami, o niewidoméj i nieukształconéj ziemi, jako téż o ciemnéj przepaści, która byłaby w duchownéj niekształtności jako błądząca burza zostawała, gdyby jestestwo jéj nie było się obróciło ku temu, i nie ustaliło przed jego obliczem, który ją jakożkolwiek ożywił, i którego światło rozlało na to jéj życie swój kształt i piękność, i gdyby nie stała się niebem wyższém nad temi niebiosami, któreś potém pomiędzy wodą a wodą utworzył. Pod imieniem tedy Boga, pojąłem Ojca, który to wszystko udziałał; Syna zaś pod imieniem początku, w którym to udziałał, a według mocnéj mojéj wiary, że Bóg mój jest Trójcą, szukałem w jego św. Piśmie objaśnienia siebie o trzeciéj Osobie. „A oto Duch twój unosił się nad wodami;“ Owóż jest mój Boże, Trójca: Ojciec, Syn i Duch Święty, jeden Bóg Stwórca wszystkiego stworzenia.




ROZDZIAŁ VI.
Dla czego napisano, że się Duch Boży unaszał nad wodami.

Ale o jedyne światło, nauczające prawdy, dozwól sercu mojemu, objaśnionemu tobą zbliżyć się ku sobie, aby nie nauczało próżnych marzeń; rozmieć jego ciemności, a powiédz mi, błagam cię o to na miłość twoję a matkę naszę, proszę cię, dla czego to po wymienieniu nieba i ziemi niewidoméj i bez kształtu, i po ciemnościach nad przepaścią, Pismo twoje mówi dopiéro o Duchu Świętym? Czyliż potrzeba było wystawić go naszemu pojęciu, mówiąc: „unosił się;“ aby koniecznie do zrozumienia wyrazić i wprzód o tém namienić, nad czém unaszał się Duch Św.? ile że ani nad Ojcem ani nad Synem nie unaszał się; bo niebyłoby można właściwie mówić, że unosił się, jeźliby się nad niczem był unosił. Wypadało więc przody wskazać to, nad czém się unosił, a potém dopiéro tego, o którymby trudno było inaczéj mówić, jedynie powiedzieć „unosił się.“ Ale dla czego nie innym sposobem potrzeba było w tych wyrazach podać to naszemu pojęciu?




ROZDZIAŁ VII.
O skutkach Ducha świętego.

Teraz, kto może niech pojmie, i naśladuje swoim umysłem Apostoła w tych jego wzniosłych słowach: „iż miłość twoja rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Ś., który nam jest dany[4];“ czyli to gdy nas naucza o rzeczach duchownych i wskazuje przewyższającą drogę miłości, czyli też gdy zgina przed tobą swoje kolana, żebrząc o łaskę dla nas „abyśmy poznali przewyższającą umiejętność miłości Chrystusówéj[5].“ Dla tego to Duch twój od początku przewyższający unosił się nad wodami.
Ale do kogóż mówić? jak mówić o ciężarze naszéj pożądliwości, który nas w bezdenną przepaść ciągnie; i o podnoszeniu nas mocą miłości Ducha twojego „który unosił się nad wodami.“ Któż mnie posłucha? jakaż będzie moja mowa? Pogrążamy się i wypływamy, ale tu nie ma ani głębokości, ani rzéki, w których się zanurzamy. Jestże co podobniejszego, a zarazem niepodobniejszego nad to zastósowanie? nasze to są żądze, nasze to lubości oraz nieczystości ducha naszego, które przywiązują nas do rzeczy znikomych, a te ciężarem swoim w przepaść nas wtrącają, ale świętość Ducha twojego podnosi nas ku niebu wiecznego pokoju, aby serca nasze zawsze ku tobie się wznosiły gdzie Duch twój przebywa i nad wodami się unosi, i aby dusza nasza po przepaściach burzliwéj wody naszego żywota, do spoczynku wszystko przewyższającego dopłynęła.




ROZDZIAŁ VIII.
Połączenie się istot rozumnych z Bogiem jest jedyną ich szczęśliwością.

Spadł duch anioła, upadła dusza człowieka, a upadkiem swoim wskazały przepaść ciemnéj głębokości, w któréjby pogrążone było wszelkie duchowne stworzenie, gdybyś ty nie był na początku powiedział: „Niech się stanie światło, i stało się światło;“ i gdyby nie były połączyły się z tobą, swojém posłuszeństwem wszelkie duchy, owo mieszkanie niebieskiego miasta twojego, i nieubespieczyły swego pokoju na łonie Ducha twojego, który się unosi i trwa nieprzemiennie nade wszystkiém, co zmianie ulega. Inaczéj bowiem, samo nawet niebo nad niebiosy byłoby w sobie ciemną przepaścią; „a teraz jest światłem w Panu[6].“ Zaiste, burzliwość ta duchów spadających od światła twojego, które było świetną ich szatą, a wskazanych do łachmaniny ich ciemności, głośnym i jasnym jest dowodem nieporównanéj z niczém zacności, do któréj wywyższyłeś to rozumne stworzenie, dla którego nic zdolném być nie może do jego uszczęśliwienia i odpoczynku, cokolwiek niższém jest od ciebie, ani nawet ono samo sobie nie wystarcza. „Ale ty mój Boże oświecisz ciemności nasze[7],“ ty odziewasz nas szatą chwały, przeto ciemności nasze jak dzień wśród południa rozjaśnieją[8].“
Daj mi siebie mój Boże, oddaj mi się zupełnie. Ja cię kocham, ale miłość moja jeszcze jest bardzo słaba, spraw bym cię silniéj miłował. Nie mogę tego zmierzyć, ile mi jeszcze niedostaje do mojéj miłości, jak wysokiego dosiągnąć ma stopnia, aby życie moje rzuciło się z zapałem miłości w twoje objęcie, i nie oderwało się od niego póki nie ukryje się zupełnie w najskrytszéj jasności oblicza twojego. To jedynie wiem, że mi wszędzie jest źle bez ciebie, tak we mnie jak zewnątrz mnie napotykam uciski: a wszelkie bogactwo, które nie jest moim Bogiem, jest niedostatkiem moim.




ROZDZIAŁ IX.
Dla czego jedynie o Duchu Ś. powiedziano, że się unosił nad wodami?

Ale czyliż Ojciec, albo i Syn, nie unosił się nad wodami? Jeżeli sobie wyobrażamy to, co się unosiło, jak ciało objęte miejscem: wyrazy te nie przystoją nawet ani Duchowi Świętemu. Jeżeli zaś uważamy w tém nieprzemienną wyższość Bóstwa nad wszystkiém co zmianie ulega, więc i Ojciec i Syn i Duch Ś. razem unosili się nad wodami. Dla czego jedynie o Duchu twoim mówi Pismo? dla czego mówi o nim tylko samym, jakby tam miejsce było gdzie nie masz miejsca? Kiedy o nim samym indziéj powiedziano, że jest darem twoim? W darze twoim odpoczywamy, tam zażywamy ciebie samego o prawdziwy odpoczynku dusz naszych, jedyne duchów miejsce! Tam nas miłość wznosi, a twój Duch dobry uprowadza pokorę naszę z bramy śmierci: „od dobréj naszéj woli nasz pokój zależy[9].“ Siła ciała dąży ciężarem swoim do miejsca własnego, każdy ciężar nie tylko dąży na spód, ale i do miejsca sobie zakreślonego. Ogień dąży w górę i ulata, kamień na dół spada; jedno i drugie popędem swojego ciężaru zmuszone, dąży do właściwego centrum. Oléj wlany pod wodę wznosi się nad wodę; woda na oléj wylana, pod oléj się zanurza, jedno i drugie siłą swojego ciężaru zmuszone, szuka swojego centrum. Nieładem wszystko się mięsza i niepokoi, porządek wszystko uspokaja. Moim ciężarem jest miłość moja, gdziekolwiek dążę, ona mnie tam unosi. Dar twéj miłości zapala nas i serce nasze ku tobie unosi, „z zapałem postępujemy i wznosimy się po, wschodach w sercu[10],“ i pieśń stopni śpiewamy. Ogień twój miłości, ogień twój Boży zapala nas, trawi i unosi nas do zakreślonego pokoju, na łono niebieskiego Jeruzalem; bom zakosztował prawdziwéj radości w téj szczęśliwéj obietnicy: „pójdziemy do domu pańskiego[11].“ Tam dobra wola nasza, sprawująca, że już niczego więcéj nie pragniemy, jedynie tam przebywać na wieki, miejsce nam przygotowała.




ROZDZIAŁ X.
O szczęśliwości czystych duchów.

Prawdziwie szczęśliwe stworzenie, które innego nie zaznało stanu, tylko tę szczęśliwość, do któréj samo z siebie nigdyby nie było się wzniosło, gdyby zaraz bez przewłoki czasu po swojém stworzeniu, darem Ducha twojego, unoszącego się nad wszelką rzeczą zmienną, nie było wywyższone w tém wezwaniu, kiedyś powiedział: „niech się stanie światło, i stało się światło.“ W nas bowiem jest różnica czasu: „czas, kiedyśmy byli ciemnościami, i czas, kiedy się stajemy światłem.“ Lecz Pismo ś. mówiąc o tych szczęśliwych duchach namienia, czémżeby były bez oświecenia ich światłem bożém; mówi o tém stworzeniu, jakoby z początku było wahające się i ciemnościami odziane, aby potém wykazało przyczynę jego chwały „nadprzyrodzonéj“ to jest: że przez świetne jego połączenie się ze światłem nieustającém i bez zaćmienia, stało się światłem. Niech to pojmuje kto może, a kto nie może, niech błaga ciebie o objaśnienie. Pocóż mi się uprzykrzać ma, jak gdybym był światłem oświecającém wszelkiego człowieka na świat przychodzącego.




ROZDZIAŁ XI.
Że obraz Trójcy jest w człowieku.

Któryż człowiek pojmuje wszechmocną Trójcę? kto nie mówi o niéj? jeźli tak powiedzieć się godzi, że o niéj mówi? Rzadka nader dusza, która mówiąc o niéj, wié co mówi. Sprzeczają się jednak i dysputują, ale to jest tajemnica zasłoniona dla dusz, u których pokój nie mieszka. Radbym temu, aby ludzie zwrócili uwagę na trojakie w nich samych będące zjawisko; podobieństwo wprawdzie nieskończenie różne od świętéj Trójcy, ale przywodzę go pod ich rozwagę, abym dał im uczuć i poznać tę niezmierną jego odległość. Oto jest to potrójne zjawisko: być, wiedzieć i chcieć. Albowiem jestem, i wiem, i chcę. Ten sam jestem, który wiem i chcę; wiem niemniéj że jestem i chcę, i zarazem chcę być i wiedzieć.
Niech pojmie, kto zdoła jak dusza nasza jest nierozdzielna w tych trzech zjawiskach, które składają jedno tylko życie, jednę istotę, jak są nierozdzielnie różne. To wszystko jest w obecności człowieka, niech to w sobie rozważy, obaczy i niech mi odpowié.
Jeżeli w téj tajemnicy swéj istoty cokolwiek zdoła pojąć o sobie, niech jednak nie mniema, że przez to głębiéj pojął tajemnicę nieodmiennie wyższą nad to wszystko, nieodmienną w swéj istocie; nieodmienną w swéj wiedzy; nieodmienną w swéj woli. Czyli z uwagi tych trzech własności w człowieku Bóg jest Trójcą; i czyli ta troistość mieści się w każdéj Boskiéj osobie tak, iżby każda była trojaką jednością; i czyli w tym niepojętym i nieskończonym okresie wielorakiéj nierozdzielności jest płodna swoją wielkością jedność, która sobie początkiem, poznaniem i końcem siebie saméj nieodmiennie wystarcza? któryż to umysł jasno i z łatwością rozwiąże? któraż to mowa, która myśl od nieobacznéj śmiałości będzie wolna?




ROZDZIAŁ XII.
Bóg podobnym postępuje sposobem w ustanowieniu kościoła jak w stworzeniu świata.

Nie ustawaj w twojém wyznaniu, o wiaro moja; powiédz Panu Bogu twojemu: Święty, Święty, Święty Panie Boże mój, w imie twoje ochrzczeni jesteśmy Ojcze, Synu i Duchu Święty! w imie twoje chrzcimy Ojcze i Synu i Duchu Święty! Gdyż i w nas udziałał Bóg przez Chrystusa swojego, nowe niebo, i nową ziemię: to jest, członki duchowne i cielesne kościoła swojego; a ziemia nasza przody nim ją nauka święta kształtem swoim obdarzyła była niemniéj niewidoma i niekształtna, i ciemnościami niewiadomości okryta „boś chłostał nieprawość w człowieku podług niezgruntowanéj przepaści sądów twoich[12].“
Ale że Duch twój unaszał się nad wodami, a miłosierdzie twoje nie opuściło nędzy naszéj; i powiedziałeś: „Niech się stanie światło;“ czyńcie pokutę; albowiem przybliżyło się królestwo niebieskie[13];“ czyńcie pokutę, abyście stali się światłem: „A, że zatrwożyła się w nas dusza nasza, wspomnieliśmy o tobie Panie u brzegów Jordanu[14]“ i u stopy góry dźwignionéj do twojéj wysokości, która się dla zbawienia naszego uniżyła; obrzydziliśmy sobie ciemności nasze, do ciebieśmy się nawrócili, i stała się światłość. „Otóż byliśmy niekiedy ciemnościami, ale teraz jesteśmy światłem w Panu.[15]




ROZDZIAŁ XIII.
Odnowienie nasze nie możne być doskonałe w tém życiu.

Jesteśmy wprawdzie światłością dopiéro przez wiarę, ale jeszcze nie przez jasne widzenie Boga. „Albowiem nasze zbawienie jest w nadziei; bo nadzieja, która doświadcza, nie jest nadzieją[16].“ Oto jeszcze „przepaść przyzywa przepaści, ale na głos upustów twoich[17].“ Jest jeszcze przepaścią ten, który mówi: „Nie mogłem wam mówić jako ludziom duchownym, ale jako cielesnym[18],“ ale i on uznaje, że jeszcze nie doszedł do kresu: „zapominając wszystkiego co nazad jest, do tego spieszy co przed nim[19];“ wzdycha pod brzemieniem ucisków, a dusza jego pragnie Boga żywego, jako jeleń wód źródlanych „i odzywa się: kiedyż dojdę[20]?“ Pragnę odziać się szatą przybytku, który jest w niebiesiech, i przyzywa niższéj otchłani ludzkiego rodzaju, i mówi do niéj: „Nie bądźcie, podobnemi temu światu: ale się odmieńcie z odnowieniem umysłu waszego[21]. Nie bądźcie jako dzieci bez wyrozumienia, ale jako maleńkie pacholęta bez złości, abyście przyśli do ducha doskonałości[22].“
„O bezrozumni Gallatowie! zawołał, któż was omamił[23]?“ Ale ten głos już nie jest jego, twój to głos rozlega się o Boże „któryś posłał ducha twojego z wysokości niebios[24]“ przez tego, który wstąpił do niebios i otworzył upusty darów swoich; „ażeby bystry pęd rzéki zalał radością święte miasto twoje[25].“ Do niego to wzdycha wierny przyjaciel oblubieńca, „który już tam przy nim ma pierwiastki ducha swojego;“ ale jeszcze wzdycha w sobie, oczekując przybrania go na dziedzica niebios, i odkupienia swojego ciała; wzdycha do przyszłéj ojczyzny. Jest on członkiem towarzystwa oblubienicy Chrystusa, i jest jéj zawistny, bo przyjacielem jest oblubieńca, przeto gorliwy jest o jego dobro, lecz nie o swoje; i nie swoim głosem, ale głosem spadku rzék twoich przywołuje do niéj drugą otchłań, a świętą gorliwością o nię ujęty, lęka się, „aby, jako wąż swoim chytrym podstępem uwiódł Ewę, tak i w nas nie skaził téj czystości duchownéj, którą winniśmy oblubieńcowi naszemu, jedynemu Synowi twojemu. O! jakaż będzie jasność jego oblicza, gdy widzieć je będziem tak jak jest w istocie, wtedy osuszone zostaną wszystkie łzy moje, które stały mi się chlebem wednie i w nocy, gdy mi mówią codzień: gdzież jest ów Bóg twój[26]?“




ROZDZIAŁ XIV.
Wiarą i nadzieją dusza się umacnia.

Ją zaś często mówię: gdzież jesteś mój Boże, gdzież jesteś? Oddycham w tobie nieco więcéj wtedy „kiedy wylewam na się duszę moję z głosem wesela i wyznawania głosu godującego[27].“ Ale jeszcze smutna jest, bo znowu upada i otchłanią się staje, albo raczéj czuje to, że jeszcze jest otchłanią. Wiara moja, któréj światłem objaśniłeś w nocy drogę przed nogami mojemi, mówi jéj: „Czemużeś smutna duszo moja, i czemu mnie trwożysz? miéj nadzieję w Panu[28].“ Słowo jego jest pochodnią oświecającą drogę nogom twoim. Ufaj a trwaj statecznie dopóki nie przeminie noc „matka bezbożnych“ póki nie ukoi się gniéw pański, którego byliśmy synami, kiedyśmy ciemnościami byli; a których szczęty jeszcze wleczemy w zamarłam przez grzéch ciele naszém, oczekujący świtu dnia, który ostatek pomroku rozpędzi.
Miéj nadzieję w Panu; „Rano stać będę przed tobą i ujrzę“ nieprzestannie ogłaszać będę jasność jego. W poranku wieczności stanę i widzieć będę oblicze mojego zbawienia, Boga mojego[29]“ który ożywi śmiertelne ciała nasze, dla ducha swojego, który w nas mieszka[30]“ bo ten Gość nasz wewnętrzny unosił się miłosiernie nad ciemną i niestałą przepaścią dusz naszych, od którego odebraliśmy zastaw w téj pielgrzymce życia naszego, abyśmy już i teraz byli światłem, gdy jeszcze, przez nadzieję dopiéro zbawieni staliśmy się, i jesteśmy synami światłości i synami dnia; lecz nie nocy ani ciemności, któremi byliśmy niegdyś[31].“ W pośród téj wahającéj się niepewności ludzkiego rozpoznania, ty sam jeden Panie możesz niepomylnie rozsądzić pomiędzy niemi i nami, który doświadczasz serc naszych, i światło dniem, a ciemności nocą nazywasz. Któż inny jeźli nie ty między nami ściśléj tę różnicę uczynić może[32]?“ cóż mamy, czegobyśmy nie wzięli od ciebie? „Nie jestżeśmy tą samą bryłą gliny, z któréj udziałane są naczynia jedne ku uczczeniu, i z téj saméj inne ku zelżywości[33]?“




ROZDZIAŁ XV.
Pismo ś przyrównane jest do fundamentu nieba, aniołowie zaś do wód, które są nad firmamentem.

Ale któż inny, jeźli nie ty Panie rozciągnąłeś nad nami firmament powagi św. Pisma twojego? „Niebo zwinione będzie jako księga[34],“ a teraz jako skóra rozciąga się nad nami[35].“ Wyższą daleko bowiem powagę przywdziało twoje Pismo ś., gdy już owi śmiertelni mężowie, przez których podałeś je rodzajowi ludzkiemu, żywota swego śmiercią dokonali. I ty wiész Panie, jakoś „odział skórami piérwszych ludzi“ gdy przez grzéch stali się śmiertelnemi, stąd więc rozciągnąłeś jak skórę firmament świętych ksiąg twoich, to jest: dziwnie zgodne mowy twoje, któreś umieścił nad nami przez usługę śmiertelnych ludzi. Albowiem śmiercią tych mężów, silniéj ugruntowana powaga słów twoich, które ogłaszali, wzniośléj daleko rozszerza się nad wszelką znikomość, która po ziemi pełza: wyżéj nierównie aniżeli za ich życia. Jeszcześ wtedy nie rozciągnął nieba jak skórę; jeszcześ wtedy nie rozgłosił po całéj ziemi sławy o ich śmierci za prawdę poniesionéj.
Dozwól nam o Panie widzieć te niebiosa, dzieła rąk twoich; rozmieć przed oczyma naszemi tę chmurę, którąś je zasłonił. „W nich przebywa wierne świadectwo prawa twojego, które wlewa mądrość w malutkich[36]; wywiedź i rozszerz mój Boże chwałę twoję z ust niemowlątek ssących[37].“ Nie zaiste, nie znam ja innych ksiąg zdolniejszych poniżyć i zdeptać pychę nadętych ludzi, oraz pokonać i zetrzeć twego nieprzyjaciela, który usprawiedliwiając grzéchy swoje, nie chce pogodzić się z tobą. Nie znam Panie, nie znam innéj mowy tak czystéj, któraby mnie tak silnie przekonała o potrzebie pokory, i łagodniéj nachylała mego karku do jarzma twojego, i powołała serce moje aby ci jedynie z miłości ku tobie cześć oddawało; naucz mnie nieskończenie dobry Ojcze, abym to pismo gruntownie rozumiał, udziel mi ukorzonemu twéj łaski, boś tylko nad pokornemi duszami utrwalił pismo twoje.
Są jeszcze inne wody nad tym firmamentem, mniemam że to są nieśmiertelne duchy, od ziemskiego skażenia odosobnione. Niech te wody wysławiają imie twoje, niech nad niebiosy wznosi się chwała twoja od tych chórów anielskich, które nie potrzebują ani rozważać ani czytać tego firmamentu pisma, aby poznały Słowo twoje! Widzą oni twoje oblicze nieustannie, i bez przeciągu zgłosek czytają wyroki wiecznéj woli twojéj. Czytanie ich od razu jest obiorem i miłością twéj woli; czytanie ich jest trwałe i bez upływu; czytają obiorem i miłością nieodmienną stałość twéj rady; księga ich zawsze jest otwarta i nigdy nie będzie zwiniona; ponieważ ty sam jesteś ich księgą; i na wieki nią jesteś. Boś ty umieścił aniołów wyżéj nad firmamentem, który utworzyłeś nad ziemską słabością ludzkiego rodzaju, aby wznosił ku niebu swoje oczy i czytał w księdze miłosierdzia twojego, wykazującego cię w czasie Twórcą czasów. „Bo miłosierdzie twoje Panie jest w niebiesiech a prawda twoja wznosi się aż do obłoków[38].“ A jako przechodzą chmury, ale niebo pozostaje; tak niemniéj opowiadacze słowa twojego przechodzą z tego świata do innego życia, ale pismo twoje przetrwa nad wszystkiemi ludami aż do skończenia wieków.
„Niebo i ziemia przeminie ale słowa twoje nie przeminą[39], zaczem i skóra zwinioną będzie, i trawa nad którą była rozciągniona zwiędnie z całą ozdobą swych kwiatów[40],“ ale Słowo twoje, które widzimy pod zasłoną obłoków i jakoby w zwierciadle nieba, trwać będzie na wieki; nie pokazuje się nam jakiém jest w istocie, bo i my nawet, aczkolwiek Syn twój ukochał nas, jeszcze wiedzieć nie możemy, czém po zgonie będziemy. Patrzał on na nas przez zasłonę swego ciała, pociągnął nas ku sobie duchem łagodnym, zapalił miłością serce nasze, i pobiegliśmy za przyjemnością jego zapachu. „Lecz gdy się okaże, podobni mu będziemy: iż go ujrzymy jako jest[41].“ Udziel nam téj łaski o Panie widzieć go jakim jest; bo jakim jest teraz, jeszcze nam go widzieć nie dano.




ROZDZIAŁ XVI.
Nikt nie zna Boga tak, jak sam siebie Bóg poznaje.

Jak bowiem jesteś sam istotą konieczną, istotą nieodmienną, tak niemniéj sam jesteś wiadomością nieodmienną, i wolą nieodmienną. Zaczém twoja istota wié i chce nieodmiennie; twoja wiadomość jest i chce nieodmiennie; wola twoja jest i wié nieodmiennie. I nigdy to nie będzie sprawiedliwą rzeczą przed tobą: że, jak światło nieodmienne poznaje siebie samo zupełnie, by tak poznane było od światła oświeconego i zmianie uległego. Podobnie „moja dusza jest jako ziemia bez wody przed obliczem twojém[42];“ bo jako sama z siebie nie ma czém objaśnić się, tak równie sama sobą nasycić się nie może. „Albowiem u ciebie jest zdrój żywota, a w światłości twojéj widzieć będziem światłość[43].“




ROZDZIAŁ XVII.
Jak rozumieć należy utworzenie morza i ziemi.

Czyjaż to ręka zgromadziła w jedno ciało te wody gorzkie, owych ludzi światowych? Wszyscy dążą do jednego i tego samego celu doczesnéj i ziemskiéj szczęśliwości, dla któréj wszystko działają, chociaż niezliczona rozmaitość trosk i zabiegów miota niemi po morzu świata. Któż inny zgromadził je jeźli nie ty Panie, któryś powiedział: „aby się zebrały wody na jedno miejsce, i aby pokazała się sucha[44],“ twéj łaski pragnąca? Panie „twojém jest morze, tyś je udziałał, a suchą ziemię twoje ręce ukształciły[45].“ Albowiem nie gorycz woli, ale połączenie się owych wód imie morza wzięło; bo ty poskramiasz przewrotne pożądliwości dusz, i kładziesz granice, za które przechodzić im nie wolno; i aby w tym silnym okresie, ich fale same o siebie się roztrącały; a tym sposobem formujesz morze świata, rządzisz niém podług niezawisłego panowania twojego nad wszystkiemi rzeczami. Ale te dusze, które ciebie pragną i obliczu twojemu się pokazują od towarzystwa burzliwego morza do innego celu odłączone: są ziemią, którą skrapiasz wodą wytryskującą z tajemniczego i słodkiego źródła twéj dobroci, „aby swój owoc wydała.“ Ta więc urodzajna ziemia, i pojmująca przykazania Pana Boga swojego, dusza nasza: wydaje dzieła miłosierne „według swojego rodzaju“ miłuje i wspiera bliźniego doczesnemi potrzebami ściśnionego; ile że nosi na sobie wizerunek podobny jego istocie; ponieważ z uczucia naszéj nędzy pochodzi nasze politowanie nad potrzebą bliźniego i zachęca nas do wspomożenia go, podobnie jak my sami sobie tego życzymy w nacisku naszego niedostatku; co rozumieć należy nie tylko o lekkiéj pomocy, jak o drobnych krzewinkach nasiennych, ale i o wzrosłych i mocnych drzewach owocowych, o mężnéj obronie z miłości pochodzącéj, która rozszerza swe gałęzie owocowe, aby wyrwała z pod ramienia przemocy słabą i nięszczęśliwą ofiarę, zasłaniając ją silną sprawiedliwości obroną.




ROZDZIAŁ XVIII.
Sprawiedliwych można do gwiazd przyrównać.

Proszę cię przeto Panie, jako rozlewasz na dusze ożywny sok radości i mocy: tak niemniéj „niech prawda z ziemi wyrasta, a sprawiedliwość niech z nieba pojrzy na ziemię[46]“ i niech nowe gwiazdy zajaśnieją na firmamencie! „podzielmy się z łaknącemi ułomkiem chleba naszego, a pod nasz dach sprowadźmy biédaka niemającego własnéj strzechy; okryjmy sromotę nagiego, i nie pomiatajmy współobywatelami[47],“ którzy z tego nasienia ziemi razem z nami pochodzą.
A gdy ziemia nasza wyda te owoce, spojrzyj na nie i powiedz: że to jest dobre, niech w czasie właściwym rozjaśnieje światłość nasza, a ten piérwszy i ziemski owoc dobrych uczynków niech nas wzniesie do téj wysokości, byśmy się stali godnemi z roskoszą oglądać twoje oblicze, i osiągnąć słowo żywota, abyśmy ukazali się na świecie pomiędzy ludem jako gwiazdy jaśniejące przywiązane do firmamentu pisma twojego.
W niém z nami rozprawiając, uczysz nas czynić różnicę pomiędzy rzeczami duchownemi a zmysłowemi, jako tę która zachodzi między dniem i nocą, albo między duszami rzeczom duchownym, a duszami zmysłowości oddanemi, abyś już nie ty sam jeden w skrytości rozrządzenia twojego, jako przed utworzeniem firmamentu, zatrudniał się odłączeniem światła od ciemności; lecz niemniéj duchowni słudzy twoi na tym firmamencie posadzeni, i każdy w swoim urzędzie, łaską twoją całemu światu okazaną, świécili nad ziemią, rozdzielali dzień od nocy, oznajmiali czasu odmianę; „gdyż stare rzeczy przeminęły a nowe się stały[48], a zbawienie nasze jest bliżéj nas, aniżeli gdyśmy uwierzyli; noc przeminęła, a dzień nadchodzi[49]; bo ty Panie błogosławisz okręgowi roku[50] wysłaniem robotników na żniwa twoje, które cudze ręce zasiały[51];“ i w tym samym czasie wysyłasz robotników do nowego zasiewu, którego żniwo dopiéro przy końcu wieków będzie. Tak więc spełniasz śluby żądającego i ubłogosławiasz lata sprawiedliwego; ale ty zawsze ten sam jesteś i zgromadzasz do gumna nieustających lat twoich upływające lata nasze, bo według wiecznéj rady twojéj hojna ręka twoja sypie w czasie właściwym dobrodziejstwa niebieskie na ziemię. Jeden bowiem odbiera przez Ducha mowę mądrości, jakby większą gwiazdę, która podoba się przyjaciołom jasnéj prawdy, jak ranna zorza wschodzącego słońca; innego obdarzasz przez tegoż Ducha mową umiejętności, jako gwiazdą mniejszą; innemu dajesz wiarę; innemu moc uzdrawiania, owemu czynienie cudów; innemu proroctwo; innemu rozeznanie duchów, innemu dar języków. Wszystkie te łaski są jako gwiazdy; dziełem jednego i tego samego Ducha, który każdemu udziela swych darów podług swéj woli, i rozstawia na właściwych miejscach te gwiazdy dla zbawiennego ludzi oświecenia.
Mowa umiejętności obejmująca w sobie wszystkie święte tajemnice, właśnie jak znaki niebieskie, które zmieniają się według czasów jak łuna księżyca; niemniéj inne dary duchowne, które potém przyrównałem do gwiazd, jak daleko różnią się od światła mądrości, którém z radością jaśnieje dzień wyżéj namieniony, tak jedynie są uważane jako piérwsze gwiazdy nocy. Są jednak te słabsze światła potrzebne tym, których ciała jeszcze nie są duchem owionione, i do których roztropny twój sługa nie mógł mówić językiem mądrości, jakim mówi z doskonałemi[52].
By przeto człowiek wierzący, właśnie jak niemowlę w Chrystusie, mlékiem jeszcze karmiony, dopóki nie będzie zdolny używać stałego pokarmu, i póki nie wzmocni się wźrok jego oczu, by mógł śmiało patrzeć na słońce: nie mniemał że wśród ciemnéj nocy jest opuszczonym, ale tym czasem zaspakajał się światłem gwiazd i księżyca. Tak rozprawiasz z nami w twéj księdze, firmamencie pisma twojego, nieskończona Mądrości nasz Boże! i podnosisz poziomy nasz umysł, byśmy przez głęboką i dziwną rozwagę rozróżniać umieli wszystkie rzeczy, lubo jeszcze zostajemy w okresie postaci, czasów, dni i lat.




ROZDZIAŁ XIX.
Droga do doskonałości.

Ale piérwéj „omyjcie się i czystemi bądźcie, odejmijcie złość myśli waszych od oczu moich[53],“ aby okazała się sucha ziemia. „Uczcie się dobrze czynić, wymierzajcie sprawiedliwość sierocie, brońcie prawa wdowy,“ aby ta ziemia okrywała się żyzną paszą, wydawała drzewa owocowe; przychodźcie a nauczę was, mówi Pan, aby z was stały się światła na firmamencie niebios i jaśniały nad ziemią. Pytał się bogacz Mistrza dobrego, co ma czynić aby trafił do żywota wiecznego: mówi mu Mistrz dobry, którego tylko człowiekiem i niczem więcéj nie uważał; ale że dobrym jest, bo jest Bogiem; mówi do niego: Jeźli chcesz trafić do żywota, chowaj przykazania; odłącz od ziemi serca twojego owe gorzkie wody złośliwości i skażenia, strzeż się rozboju, cudzołoztwa, kradzieży, chroń się, byś nie namotał językiem fałszywego świadectwa, aby ta ziemia pokazała się osuszona, rodziła uszanowanie ku ojcu i matce, i miłość ku bliźniemu; „pełniłem to wszystko odpowiada bogacz[54].“
Skądże wzięło się tak wiele ciernia, jeżeli ziemia jest urodzajna? Idź, i z korzeniem wytargaj te dzikie chrościny łakomstwa: przedaj co posiadasz i rozdaj między ubogich, a jałmużna twoja napełni cię owocami, i będziesz miał skarb nieoceniony w niebiesiech, naśladuj Pana jeźli chcesz być doskonałym i pobracić się z tymi, do których on mówi językiem mądrości, i umieć się nauczyć byś wiedział, co jest dniem a co nocą, żeby i dla ciebie były gwiazdy na firmamencie nieba, co jest niepodobną rzeczą, jeźli tam nie umieścisz skarbu dobrych dzieł twoich; jak to słyszałeś od Mistrza dobrego. Lecz niestety! zasmuciła się niepłodna ziemia a ciernie przytłumiły słowo zbawienne.
Wy zaś rodzaju wybrany, słabiuchni tego świata, którzy, aby naśladować Pana opuściliście wszystko, idźcie za nim i zawstydźcie potężne światła. Idźcie za jego śladem piękne nogi[55], rozjaśnijcie na firmamencie, aby niebiosa opowiadały chwałę jego, i rozdzielajcie światło doskonałych: ale jeszcze nierównych aniołom: od ciemności maluczkich; ale już uwolnionych od téj pogardy. Przyświecajcie całemu okręgowi „by dzień światłem słońca rozjaśniony opowiadał dniowi Słowo mądrości, a noc światłem księżyca rozjaśniona okaże nocy Słowa znajomość[56].“
Księżyc i gwiazdy świecą nocy, ale noc nie ćmi ich światła, gdyż one udzielają jéj swego światła, ile go przyjąć może. Oto właśnie jakby Bóg mówił przy zawiązku swego kościoła. „Niech się staną światła na firmamencie nieba; i stał się nagle szum z nieba jakoby gwałtowny wicher, wionął i ukazały się języki rozdzielone jakoby w promykach ognia, który zatrzymał się nad głową każdego Apostoła[57]“ i tak uczynione zostały na firmamencie nieba gwiazdy posiadające Słowo żywota. Rozbiegnijcie się wszędzie święte płomienie, ognie cudowne! Wy bowiem jesteście światłem świata, aniście pod korcem ukryte. Wywyższony jest do chwały ten, do któregoście się przywiązali, i on was wywyższył. Rozbieżcie się i objawcie się wszystkim narodom.




ROZDZIAŁ XX.
Sens mistyczny tych słów: »Niech wody wydadzą płaz i ptaki.«

Niechaj i morze ludzkiego rodzaju pocznie i porodzi wasze dzieła, a wody niech wydają płazy dusz żyjących. Przez rozłączanie bowiem rzeczy drogiéj od podłéj staliście się ustami Boga[58] któremi powiedział: „Niech wywiodą wody, nie duszę żywiącą, którą ziemia wydaje, ale płazy dusz żywiących, i ptastwo nad ziemią latające[59].“ Te płazy są twoje Sakramenta mój Boże, które przez dzieła świętych sług twoich przeczołgały się środkiem burzy pokus i przeciwności świata dla odrodzenia ludów przez chrzest imieniowi twojemu.
Pomiędzy temi przeto ludami czynione były wielkie dziwy, pod podobieństwem wielorybów ogromnych, a głosy posłanników twoich krążyły nad ziemią pod firmamentem ochronnéj powagi Pisma twojego, który wszędzie rozciąga się, gdziekolwiek swój lot zamierzą. Słowa ich nie są próżnym i głuchym dźwiękiem „lecz owszem po wszystkiéj ziemi rozszedł się głos ich, i na kończyny okręgu ziemi słowna ich[60];“ bo twoje błogosławieństwo Panie rozmnożyło ich słowa.
Ale czyliż się zawodzę, lub mieszam jasne pojęcia tych rzeczy, które są na firmamencie umieszczone, razem z dziełami cielesnemi, które odbywają się pod firmamentem na burzliwém łonie morza tego świata? Nie zaiste, ponieważ te same rzeczy, których znajomości są gruntowne, stałe i ograniczone, i nie rozmnażają się rodzeniem, jako to: światła mądrości i nauki, te niemniéj wykonywają we właściwym porządku liczne i rozmaite swoje działania, których skutki rozmnaża błogosławieństwo twoje. O Boże, ty bowiem cieszysz nas w znużeniu skazitelnych zmysłów naszych, i dozwalasz, że prawda, któréj nasz umysł ma tylko proste pojęcie, może być wielorako przez poruszenia ciała wyobrażoną i opowiedzianą.
Oto są owoce, które wydały wody, ale dzięki słowu twojemu, przez które, dla duchownych potrzeb ludów odwróconych od wiecznéj prawdy twojéj, wydały te płody, ale przez opowiadanie ewangelii je wydały; z łona wód wyrosły te owoce właśnie jak zbawienny środek, którym słowo twoje osłabiającą ich gorycz osłodziło, przez co swój wzrost brały.
Piękne są wszystkie twoje dzieła, bo z twéj ręki pochodzą; ale ty bez porównania piękniejszy jesteś Stwórco całego przyrodzenia! O! gdyby Adam nie był odłączył się upadkiem od ciebie, łono jego nie byłoby się stało skażoném źródłem gorzkiego oceanu, owego to rodzaju ludzkiego, który zbyt ciekawy, nieustannie burzy się pychą, i ciągle się wątpliwościami kołysze. A wtedy opowiadacze twéj prawdy nie byliby mieli potrzeby na łonie wód morskich działać tyle znaków cielesnych i zmysłowych, tak wiele tajemniczych nauk i czynów.
Oto są podług mojego mniemania te płazy i ptaki, które weszły pomiędzy rodzaj ludzki jako piérwsze zasady wiary, w których ludzie oświeceni i do przyjęcia widomych znaków sakramentalnych przywiedzeni zostali. Aleby nie byli zdolni postąpić daléj w swojém powołaniu, gdyby Duch twój nie był podniósł ich duszy na wyższy stopień życia, i gdyby serce ich od piérwszego szczebla nauki wiary, nie było wzdychało ku wzniesieniu się do szczytu owéj niebotycznéj drabiny.




ROZDZIAŁ XXI.
Alegoryczne tłumaczenie ziemskich zwierząt.

Zaczém nie głębokość morza, ale ziemia wszechmocném Słowem twojém od wód gorzkich odłączona, wydała, nie płazy dusz żywiących i ptastwo, ale żywą duszę. Nie potrzebuje ona wprawdzie chrztu tak, jak potrzebowała go wtedy, gdy wodami była okryta, i którego poganie potrzebują jako jedynéj drogi prowadzącéj do królestwa niebieskiego, od owego czasu, kiedyś rzekł, że przez ten tylko środek do niego trafimy; i nie żąda cudów ta dusza, aby wiarę w niéj zrodziły. Nie dla tego wierzy, jakoby znaki i cuda widziała, bo ta wierna ziemia odłączona już jest od morskiéj nawały gorzkiéj niewierności; już jéj nie zależy „na darze języków, który dowodem jest nie dla wiernych, ale dla niewiernych[61]; “ ani też ten rodzaj ptastwa, Słowem twojém z wód wywiedziony nie jest wcale potrzebny téjże ziemi, którą potęga twoja nad wodami ugruntowała. Więc ześlij na nię Słowo twoje, które posłannicy twoi opowiadali. My tylko dzieła ich opowiadać możem, ale ty w nich działasz to, by żywą duszę wydawali. Ziemia wydaje tę duszę, bo ta mistyczna ziemia jest dla sług twoich przyczyną, że na niéj działają te cudowne skutki, właśnie jak morze (tojest: skażony ród ludzki), było przyczyną, że płazy działały dusze żyjące, a ptastwo latające pod firmamentem nieba; lubo tych płazów i ptastwa ziemia już wcale nie potrzebuje, chociaż pożywa mistyczną rybę z głębi wyciągnioną, którąś przygotował dla niéj na owéj uczcie w obecności wiernych twoich[62]. Z głębi wyciągnioną przeto, aby żywiła ziemię; ptaki wprawdzie rodzaj morski, gnieżdżą się jednak na ziemi i rozmnażają. A chociaż niewierność ludzi była przyczyną piérwszych opowiadań zbawiennéj nauki, wszakże posłannicy téj nauki niemniéj upominają wiernych i rozmaitemi błogosławieństwy codziennie ich obdarzają. Ale żywa dusza z téj oczyszczonéj ziemi bierze swoje pochodzenie, bo to jedynie prawowiernym pożyteczne, wyzuć się z miłości świata, aby dusza ich, która zamarła żyjąc w roskoszach moralnym zamorem zaprawionych, dla ciebie samego żyła; o Boże, tyś ożywna roskosz czystego serca! Niechże słudzy twoi pracują na téj ziemi, nie tak, jak na niewiernych wodach, gdy im nauczać przyszło ludzi za pomocą cudów, tajemnic i słów mistycznych, aby niewiadomość ludu, owa matka podziwu, wprowadziła go w zadumienie przez bojaźń tajemniczych znaków. Taki jest wprawdzie wchód do świątyni wiary dla potomków Adama, którzy wypuścili z pamięci Pana, kiedy się kryją przed jego obliczem, aby się stali niezgruntowaną błędów przepaścią! Ale niech raczéj słudzy twoi usilnie pracują jako na nowéj ziemi, odłączonéj od wirów morskiéj przepaści, niech kształcą wiernych wzorem nieskażonych życia obyczajów i zachęcają do naśladowania prawdziwéj cnotliwości.
Za taką przewodnią wierni słuchają tych nauk, nie przeto aby ich tylko słuchali, lecz by je w skutku wykonywali. „Szukajcie Pana aby żyła dusza wasza[63], a ziemia wydała duszę żyjącą. Nie bądźcie podobnemi temu światu[64],“ powściągajcie się od niego, a dusza wasza żyć będzie unikaniem znikomych jego przedmiotów, która żądzą ich zatruta umiera. Pohamujcie w sobie srogą dzikość pychy, nikczemną i gnuśną roskosz zbytków, nie osłaniajcie się kłamliwém imieniem nauki, żeby dzikie zwierzęta ugłaskane zostały, bydlęta uskromione, węże bez jadu zaraźliwego. W sensie allegorycznym poruszenia i namiętności naszéj duszy wrażają te zwierzęta. Nadęta wyniosłość, roskosz ciała, jadowita ciekawość, są zaiste poruszeniem duszy zamarłéj, lecz nie tak zupełnie, iżby wszelki ruch wcale utraciła; zamiera ona wprawdzie oddalając się od źródła żywota, ale bierze na siebie kształt świata, przeto upłynny jego strumień unosi ją za sobą.
Słowo zaś twoje o Boże, jest źródłem wiecznego żywota i nigdy nie przemija; a to Słowo przestrzega nas, abyśmy nie oddalali się od życia wiecznego, mówiąc nam: „Nie bądźcie podobni temu światu;“ aby wasza ziemia odwilżona w źródle żywota, zrodziła duszę żyjącą zmocnioną Słowem przez Ewangelistów twoich opowiadaném; duszę czystą i powściągliwą, wierną naślednicę naśladowców Chrystusa twojego. Ten jest właściwy sens owych słów „według rodzaju swojego“ ile że człowiek najwierniéj naśladować lubi kogo szczerze miłuje. „Bądźcie jak ja jestem, upomina Apostoł, gdyżem i ja jako wy[65].“
Tak więc ta żywa dusza pełna będzie oswojonych i dobrych zwierząt, których działanie będzie łagodne i ciche; boś ty podał to przykazanie mówiąc: „Synu! rzeczy twe odprawiaj w cichości, a będziesz miłowan nad chwałę ludzką[66]. Jako bydlęta oswojone, chociaż jeść będą nic im nie przybywa, ani téż choć jeść nic będą nic im nie ubywa[67];“ i węże będą nieszkodzące i bez jadu szkodliwego, ale roztropne chroniąc się ukąsić, i tyle tylko rozważają naturę doczesną, ile potrzeba aby przez zrozumienie rzeczy stworzonych wznieść się wzrokiem duszy ku wiecznym rzeczom. Te zwierzęta, które są obrazem poruszeń duszy naszéj stają się sługami rozumu, kiedy wstrzymujemy je wędzidłem umiarkowania od śmiertelnego ich zapędu, wtedy żyją i bardzo są dobre.




ROZDZIAŁ XXII.
Odnowione życie duszy.

Owóż, Panie Boże nasz, ty Stwórco mój wszechmocny, skoro żądze nasze powściągnione zostaną od miłości świata i od życia nieprawego, które nam śmierć przynosi: skoro dusza nasza żyć pocznie życiem prawdziwém, i wypełniane będą słowa twoje, któreś przez usta Apostoła wyrzekł: „Nie bądźcie podobnemi temu światu;“ wówczas spełni się drugi rozkaz, któryś zaraz do piérwszego przywiązał: „ale się przemieńcie z odnowieniem umysłu waszego.[68]“ Nie ma tu mowy o tém, aby prowadzić się według „swego rodzaju,“ jakoby iść za śladem poprzedników swoich; ale urządzić swe życie według powagi doskonałego człowieka. Nie zapewne: boś nie powiedział: niech się stanie człowiek według swojego rodzaju, ale: „Uczyńmy człowieka na wyobrażenie i podobieństw o nasze; “ abyśmy niemniéj doświadczali: która jest wola twoja. Dla tego to ten wielki Szafarz twoich tajemnic, ojciec tylu synów przez Ewangeliję zrodzonych, nie chcąc mieć zawsze dzieci swoich u piersi, któreby na ręku swoich jako karmicielka nosząc, mlékiem nakarmiał, zawołał: „przemieńcie się z odnowieniem umysłu waszego, abyście doświadczali, która jest wola Boża dobra, i przyjemna i doskonała[69].“ Zaczem nie mówisz: „Niech się stanie człowiek,“ ale: „uczyńmy człowieka;“ ani tego nie mówisz: „Według swego rodzaju“ ale: „na wyobrażenie i podobieństwo nasze.“ Człowiek przeto odnowiony duchownie, widząc oczyma rozumu prawdę twoję, nie potrzebuje mistrza do naśladowania swego rodzaju, ale ty Panie jesteś jego skazowką, w tobie on poznaje wolę twoję, co jest dobrém, co się tobie podoba, co doskonałe, i czynisz go zdolnym widzieć Trójcę twéj jedności, a jedność twéj Trójcy. Tak więc przód w mnogiéj liczbie powiedziałeś: „Uczyńmy człowieka;“ potemeś rzekł: „i uczynił Bóg człowieka,“ powiedziałeś: „na wyobrażenie nasze,“ potém rzekłeś: „na wyobrażenie Boże.“ Tak „odnawia się człowiek w znajomości Boga, podług wyobrażenia tego, który go stworzył; a stawszy się duchownym, rozsądza wszystko cokolwiek sądzić powinien, on zaś od nikogo nie bywa sądzony[70].“




ROZDZIAŁ XXIII.
O jakich rzeczach sądzić przystoi duchownemu, człowiekowi.

Ale że duchowny człowiek sądzi o wszystkiém; to jest: o czém Pismo ś. namienia: że „dana mu jest władza nad rybami morskiemi, nad ptastwem powietrzném, nad zwiérzętami wodnemi i dzikiemi, nad całą ziemią i nad wszelkim płazem co po jéj powierzchni pełza. “ Tę potęgę wykonywa on siłą swego umysłu, który czyni go zdolnym pojąć „te rzeczy, które są Ducha Bożego[71].“ Lecz przeciwnie: „człowiek gdy we czci był; nie rozumiał, porównany jest bydlętom bezrozumnym i stał się im podobny[72].“ My zaś w kościele twoim mój Boże, według twéj łaski jemu udzielonéj, dziećmi i dziełem twojém jesteśmy „stworzeni ku uczynkom dobrym“ sędziami duchownemi jesteśmy: czyli to my, co powagą duchowną przodkujemy, czyli téż ci, co od téjże powagi zależą. Utworzyłeś bowiem człowieka mężczyznę i niewiastę; i postanowiłeś, aby jedno było posłuszne drugiemu według twéj łaski duchownéj, ale według płci w kościele nie ma różnicy pomiędzy mężczyzną i niewiastą: bo nie ma ani Żyda ani Greczyna, ani niewolnika ani wolnego. Duchowni ludzie, czyli którzy przywodzą, czyli którzy ulegają, duchownemi są sędziami, ich jednak sądy nie rozciągają się do nieodmiennych prawd duchownych, które jaśnieją na firmamencie Pisma twojego. Nie godzi im się sądzić o tak wysokiéj powadze, ani nawet o świętéj księdze twojéj, chociażby jakie cienie osłaniały jéj jasność, ponieważ rozum nasz winien ulegać jéj powadze i przyznawać wszelką w niéj rzetelność i prawdę z nieporuszoną pewnością, aczkolwiek zamknięta jest przed oczyma naszemi. Przeto człowiek, chociaż duchowny i odnowiony w znajomości Boga „według wyobrażenia Stwórcy swojego[73],“ ma być wykonawcą prawa, ale nie sędzią onego.
Nie przystoi mu sądzić o różnieniu się ludzi duchownych od ludzi cielesnych, jeźli z żadnych jeszcze uczynków poznać nam się nie dali, jak „drzewo z owocu:“ bo tylko twoje oczy nasz Boże, widzą ich jasno; ty Panie znasz ich, jużeś ich ty odłączył i powołał w tajemnicy twéj rady, wprzód jeszcze, nimeś ten firmament rozciągnął.
Nie należy do niego, jako do duchownego człowieka sądzić o burzliwości ludów tego świata. Pocóż sądzić ma o tych, którzy są za jego obrębem, skoro nie wié, którzy z nich należą do liczby wybrańców twoich, i wezwani są w przyszłości kosztować słodyczy twéj łaski; a którzy w goryczy swéj bezbożności na wieki zostać mają.
Człowiekowi przeto, któregoś utworzył według wyobrażenia twojego, nie dałeś władzy nad gwiazdami, ani nad ukrytém przed nami niebem, ani nad dniem ni nocą, któreś tak przed utworzeniem nieba nazwał, ani nad zbiorem wód, które morzem się zowią; ale odebrał władzę jedynie nad rybami morskiemi, nad ptastwem powietrzném, nad wszystkiemi zwiérzęty, nad całą ziemią i wszelkim płazem, pełzającym się po jéj powierzchni.
Sądzi on i pochwala co jest dobre, gani i potępia co złém znajduje, czyli to w uroczystém udzielaniu Sakramentów tym, których na poświęcenie do służby twéj miłosierdzie twoje łowi w głębiach wód łaski niewodem; czyli to na téj uczcie świętéj, na któréj owa ryba tajemnicza z głębi morza służy za pokarm duchowny ukorzonéj ziemi; czyli nakoniec w rozmowach i słowach ogłaszanych pod powagą Pisma ś. które, jakby ptastwo pod firmamentem, latają owe tłumaczenia, wykłady, roztrząsania, kontrowersyje, błogosławieństwa i modlitwy do ciebie przesyłane, które w znakach brzmiących wargi wyrażają, aby lud wierny odpowiedział przy końcu: amen. Ciemna bowiem otchłań świata i ślepota naszego ciała, nie mająca oczu do przeniknienia myśli wewnętrznéj, jest przyczyną, aby te głosy zewnątrz wydawane w uszach brzmiały. Owóż takim sposobem ptaki, lubo gnieżdżą się na ziemi i rozmnażają, jednak z wód burzliwego świata swoje pochodzenie wywodzą.
Człowiek duchowny jeszcze sądzi i pochwala co jest dobre, potępia co uważa złém w uczynkach i obyczajach wiernego ludu; sądzi o jałmużnach, jako o płodach żyznéj ziemi, i o duszy żyjącéj, która miłością, postami i rozmyślaniem pobożném umié ugłaskać i uskramiać swe namiętności; sądzi o wszystkiém co zmysłem ciała pojmujemy. W tych rzeczach przyznaje się jemu teraz prawo sądzenia, które poprawić i sprostować ma władzę.




ROZDZIAŁ XXIV.
Dla czego Bóg pobłogosławił człowiekowi, rybom, i ptastwu.

Ale cóżem to czytał? jakaż to tajemnica? Oto Panie błogosławisz ludziom: „aby rośli, rozradzali się i napełniali ziemię.“ Czyliż nam nic więcéj z tych wyrazów dorozumieć się nie dozwalasz? czemuż nie błogosławiłeś podobnie światła, któreś dniem nazwał, firmamentu nieba, świateł na firmamencie, gwiazd, ziemi i morza? powiedziałbym o Boże! któryś stworzył człowieka na wyobrażenie twoje; powiedziałbym żeś osobliwie chciał człowieka ubogacić darem błogosławieństwa, gdybyś nie był równie błogosławił i rybom i potworom, żeby rosły i rozmnażały się i napełniały wody morskie, gdybyś nie był błogosławił i ptastwu, żeby się na ziemi gnieździło i rozmnażało.
Powiedziałbym niemniéj, że twoje błogosławieństwo spoczywa na wszystkich istotach, które utrwalają swój rodzaj odradzaniem się same z siebie, gdybym widział że hojna ręka twoja wylała je i na rośliny, krzewy i ziemskie zwierzęta. Lecz nie powiedziano ziołom, krzewom, ani bestyjom ni gadom: „Rośnijcie i rozmnażajcie się“ chociaż rozmnażają się odradzaniem i w swoim rodzaju zachowują się, jak ryby, ptastwo i rodzaj ludzki. Czyliż odważę się powiedzieć o Prawdo! jedyne oświecenie moje, że to są tylko próżne słowa, wyrzeczone bez celu? Nie zaiste, niech daleko będzie, Ojcze pełen miłosierdzia! od sługi Słowa twojego podobna nierozwaga! A jeźlim nie mógł zrozumieć sensu tego słowa, niech go gruntowniéj pojmią pojętniejsi ode mnie bracia moi, wyższém światłem i przenikliwszym dowcipem od ciebie mój Boże obdarzeni! Ale nie odmiataj z przed oczu twoich pokornego wyznania mojego Panie, bo mocno wierzę żeś tak nie napróżno mówił, i nie zamilczę téj myśli, jaką nasuwa mi twoje słowo. Uważam ją prawdziwą i żadnéj nie widzę zawady, któraby mi przeszkadzała rozumieć pod taką postacią te wyrażenia w księgach twoich. Wiem o tém, że przez zewnętrzne znamiona ciała, wielorako wykłada się rzecz ta, którą umysł jednym tylko sposobem pojmuje; i odwrotnie: umysł wywodzi wieloraki sens z téj rzeczy, któréj zmysł jedno tylko daje znaczenie. Miłość Boga i bliźniego jest jasne i proste znaczenie, jakże wielorakiemi formami przysięgi, rozmaitemi językami, a w każdym języku rozlicznemi mowy sposobami bywa zmysłowo wyrażona? tym sposobem rosną i rozmnażają się żyjące płody we wodach. Zastanów się i tu, ktokolwiek czytasz te wyznania: Oto Pismo ś. jednym wyraża się sposobem i chce, aby jeden głos tylko uważać: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię.“ Cóż namnożyło tyle tłumaczeń? nie błąd, ani omyłka, ale rozmaite sposoby prawdziwych rozumowań; takim niemniéj sposobem rośnie i pomnaża się ludzkie plemie. Jeżeli zważymy samę naturę rzeczy, nie w allegorycznym, ale we właściwym sensie, zaczem te słowa: „Rośnijcie i mnóżcie się;“ służą wszystkiemu, cokolwiek się z nasienia odradza. Jeżeli zaś rozumieć je będziemy w sensie przenośnym, według tłumaczenia jak mniemam, skierowanego ku myśli Pisma, które zapewne nie napróżno udziela tego błogosławieństw a samym płodom ryb i ludzkiemu rodzajowi: postrzegamy wprawdzie rozmnożenie w świecie duchownym i cielesnym, właśnie jak, w niebie i na ziemi; i w duszach sprawiedliwych i bezbożnych, jakby w świetle i ciemnościach; niemniéj w świętych Pisarzach, przez których prawo twoje rozkrzewione zostało; czyli, jak na firmamencie utwierdzonym pomiędzy wyższemi i niższemi wodami; tudzież w towarzystwie ludzkiém zanurzoném w goryczy skażenia, jak w morzu; w duszach ogniem miłości oczyszczonych, jak na ziemi z wody osuszonéj; i w dziełach miłosierdzia wykonywanych w tém życiu, jak w nasiennych roślinach i drzewach owocowych; i w darach duchownych, które ku zbawieniu innych jaśnieją, jak w światłach na sklepieniu nieba zawieszonych; niemniéj w żądzach uległych prawidłu obyczajów, jako w żywéj duszy; w całym tym zbiorze stworzenia, napotykamy rozmnożenie, obfitość i przyrastanie. Takie zaś przyrastanie i rozmnażanie się, że jedna rzecz wielorakim sposobem opowiedzianą być może, a jedno wyrażenie rozciąga się do wielu sensów prawdziwych: znajdujemy jedynie w znakach przez zmysły wydawanych, i w rzeczach, przez rozum pojmowanych. Znaki zmysłowe są jako płody morza, rozmnożone w przepaści niedostatku naszego ciała; rzeczy umysłowe są płody ludzkiego rodzaju, które jako obfitość naszego rozumu uważamy. To jest właśnie, jak mniemam, dla czegoś Panie powiedział tylko do rodzaju wód i ludzi: „rośnijcie i rozmnażajcie się.“ Widzę przeto: żeś tém błogosławieństwem udzielił nam władzy wyrażenia rozmaicie jednego prostego rzeczy pojęcia; dozwoliłeś oraz więcéj sensów przywiązać do jednego rzeczy wyrażenia prostego, ale ciemnego. Tak więc napełniają się owe allegoryczne wody morskie, których pędami kierują rozmaite znaczenia dane Pismu świętemu; tak równie plemieniem rodu ludzkiego napełnia się ziemia „owa dusza sprawiedliwa,“ która przez miłość od wód osuszona, poddaje się panowaniu wiarą oświeconego rozumu.




ROZDZIAŁ XXV.
Ziemskie owoce wyobrażają w sensie przenośnym pobożne uczynki.

Chcę mój Boże wyjawić niemniéj te myśli, jakie wzniecają we mnie następujące słowa Pisma twojego; opowiem je bez obawy. Powiem prawdę, którąś mnie natchnął, bym wedle twéj woli te słowa rozumiał. Ani temu wierzyć nie mogę, abym z innego jakiego, jedynie z twojego natchnienia prawdę mówił, ile że ty jesteś jasną prawdą „każdy zaś człowiek jest kłamcą[74]; ten, którego słowa są kłamstwem, z własnéj majętności mówi. Ale ja chcę mówić prawdę jedynie z twego natchnienia.
Dałeś nam na pokarm wszelkie ziele, które wydaje nasienie po całéj ziemi rozsiewane; i wszystkie drzewa, którrych owoce mieszczą w sobie swoje nasiona zasiewne, i nie tylko dałeś je nam samym do używania, ale i ptakom powietrznym, ziemskim zwierzętom i wężom; rybom jednak nie dałeś ich, ani wielorybom morskim.
Namieniłem już wyżéj, że te owoce ziemi, które wyrastają z żyznéj ziemi, owéj to duszy uczynnéj, przynoszące ulgę biedakom i zaspokojenie potrzeb ich życia, są allegorycznym obrazem dzieł miłosierdzia. Takąto ziemią dobroczynną był pobożny Onezyfor, i tyś uczynił miłosierdzie całemu jego domowi, „iż on często nawiedzał i zasilał Pawła sługę twojego, i nie sromał się jego łańcucha[75];“ takiemi niemniéj byli inni bracia, którzy podobnemi okryli się owocami, dostarczając z Macedonii, czego mu w jego ucisku niedostawało. Z taką zaś boleścią serca żali się na te drzewa nieurodzajne, nieprzynoszące mu żadnego zgoła dłużnego owocu, mówiąc: „W piérwszéj obronie mojéj żaden przy mnie nie stanął, ale wszyscy mnie opuścili, niechaj im to nie będzie poczytano[76].“ Takowe zasiłki słusznie należą się nauczycielom prawdy duchownéj, którzy oświecają nasz rozum aby zdołał pojąć i zrozumieć święte tajemnice; a te zasiłki są owocem, który ziemia dłużna wydawać człowiekowi. Należą im się, jako żywéj duszy, którzy swoim przykładem innym przodkują do naśladowania we wszelkiéj powściągliwości; należą się im niemniéj jako ptastwu powietrznemu, którego głos rozszerzył się po całéj ziemi, aby twoje błogosławieństwa na niéj rozmnożone zostały.




ROZDZIAŁ XXVI.
Pożytek dzieł miłosierdzia od dobréj woli zależy.

Temi zaś pokarmami dzieł miłosierdzia sycą się, którzy najdują w nich zbawienną pociechę, ale téj pociechy nie są ucześnikami niewolnicy; „którzy służą brzuchowi swemu miasto Bogu[77].“ Ani bowiem w tych, którzy rozdawają, jałmużna jest owocem, ale cel w jakim ją rozdawają. Pojmuję przeto zupełnie w jakiem źródle czerpał pociechę wielki ów Apostoł, który Bogu służył a nie brzuchowi swojemu; pojmuję jéj przyczynę, i z nim społem cieszę się z tego. Odebrał on dary od Filipensów przez Epafrodyta przesłane, i czyliż się cieszył temi darami? Nie zapewne, ale widzę inną przyczynę jego uciechy; a ta przyczyna jest owocem, którym „się karmi: bo sam prawdę wyznaje: „Uweseliłem się wielce w Panu iżeście wzdy kiedy znowu zakwitnęli starać się o mnie, jakóż i staraliście się, aleście zabawieni byli[78].“ Od długiego zmartwienia zwiędli Filipensowie, a jakby niepłodne drzewo, nie przynosili mu już dobroczynnych owoców; ucieszył się Paweł widząc ich, że znowu rozkwitają, lecz nie stąd rozweselony że go wsparli w potrzebie, bo tak daléj mówi: „Nie żebym mówił dla niedostatku; albowiem nauczyłem się ja przestawać na tém, co mam.“ Umiem i uniżać się, umiem i obfitować wszędy i we wszystkiém jestem wyćwiczony, i nasyconym być, i łaknąć, i obfitować i niedostatek cierpieć. Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia. Jakaż twéj radości przyczyna o wielki Pawle? Powiédz; powiédz czemuś tak rad? Jaki jest ten owoc, którego smaku kosztujesz: „Człowieku odnowiony w znajomości Boga podług wyobrażenia Twórcy twojego[79],“ duszo taką powściągliwością żyjąca! języku po świecie latający, który tajemnice Boże rozgłaszasz pomiędzy narodami! Takowym to robotnikom, jakim ty jesteś, ten pokarm miłości właściwie się należy. Jakimże owocem nasycasz się? Radością? Słuchajmy co daléj następuje: „Wszakże mówi, dobrzeście uczynili użyczywszy uciskowi mojemu[80].“ Ta jest rzetelna jego radość, ten jego zasilny pokarm. Dobrze mu uczynili nie przeto, że doznał niejakiego ulżenia w swoim ucisku, który tak mówi do ciebie z Dawidem: „W uciśnieniu ulżyłeś mi[81],“ ponieważ umié on obfitować i znosić niedostatek w tobie jedynéj sile jego. „A wiécie i wy Filipensowie, iż na początku Ewangelii, gdym wyszedł z Macedonii, żaden mi kościół nie spółkował, ze mną w rachunku datku i wziątku, jedno wy sami: ponieważ i do Tessaloniki raz i dwa posyłaliście mi na potrzeby[82].“
A teraz cieszy się z ich powrotu do pobożnych uczynków, i cieszy się że na nowo rozkwitają jako zieleniąca się płodami rola duchowna. Ale czyż się cieszy jedynie z uwagi własnego swego pożytku; że powiedział: „posyłaliście na moje potrzeby?“ Byłoż to tylko jego radości powodem? Nie zaiste, skądże to wiemy? on sam objaśnił nas: „Nie iżbym szukał datku, ale szukam owocu[83]. “Nauczyłem się od ciebie mój Boże różnicy między datkiem a owocem; datkiem jest rzecz, którą daje wspierający potrzebę bliźniego, jako to: piéniądze, żywność, napój, odzież, przytułek w domu, i wszelka dobroczynna pomoc; pożytkiem zaś jest prawa i szczera wola dającego. Bo dobry Nauczyciel nie tylko mówi: „kto przyjmie proroka, ale dodaje: w imie proroka.“ Niemniéj mówi: „kto przyjmie sprawiedliwego; ale przydaje: w imie sprawiedliwego.“ „Poczem, ten odbierze nagrodę proroka, ów zaś sprawiedliwego[84].“ I nie tylko mówił: „ktokolwiekby dał się napić jednemu z tych małych kubek zimnéj wody“ ale dodał odrazu: „tylko w imie ucznia, zaprawdę powiadam wam nie straci zapłaty swojéj.“
Przyjąć proroka, przyjąć sprawiedliwego, podać kubek zinméj wody uczniowi, jest to datkiem; owocem zaś: czynić to w imieniu proroka, w imieniu sprawiedliwego, w imieniu ucznia. Tento był owoc wdowy, która żywiła Eliasza, i wiedziała że to był człowiek boży, którego w tém znaczeniu żywiła[85]. Takim to darem przez kruka posyłanym żywił się  na puszczy; a ten dar nie był pokarmem wewnętrznym, ale zewnętrznym Eliasza, który mógł upaść na siłach z niedostatku tego pokarmu.




ROZDZIAŁ XXVII.
Co znaczą ryby i wieloryby?

Wyłożę przed oblicznością twoją Panie wszelką prawdę. Kiedy ludzie nieoświeceni i niewierni, których nie można inaczéj pozyskać i do służby twojéj przyprowadzić, tylko przez potrzebną naukę o Sakramentach i obrzędach religii, jako i przez wielkość cudów, które pod postacią ryb i wielorybów wyrażone uważam: gdy przyjmują wiernych twoich, udzielając im cielesnego pożywienia, albo w jakiéj życia niniejszego potrzebie ich wspierając; skoro nie wiedzą jaką mieć powinny pobudkę i wysoki cel jałmużny i gościnności; zaczem ani owi niewierni nie karmią, ani słudzy twoi takowego nie odbierają w tym celu pokarmu; bo pierwsi nie działają tego prawą i świętą wolą, drudzy, widząc ten dar zupełnie bez owocu, nie czują z niego w sobie żadnéj pociechy. Dusza bowiem, karmi się jedynie pociechy swéj przedmiotem. Przeto, owe ryby i wieloryby żywią się pokarmami temi tylko, które wydaje ziemia już od wód morskich odłączona, i z gorzkości ich oczyszczona.




ROZDZIAŁ XXVIII.
Dla czego Bóg mówi, ze dzieła które stworzył są bardzo dobre?

Widziałeś Boże wszystkie twoje dzieła, i nazwałeś je bardzo dobremi. My także widzimy je, i mówimy że są bardzo dobre, w każdym oddzielnie rodzaju dzieł twoich, skoroś wyrzekł aby się stało, i zaraz się stało; widziałeś to i owo, i uznałeś że było dobrém. Naliczyłem siedm razy w księdze Rodzaju napisane, żeś widział iż dobre jest to dzieło, które z ręku twych wyszło; a ośm razy, żeś widział wszystkie twoje dzieła, nazwałeś je nie tylko dobremi ale bardzo dobremi, ile razem zebrane. Każde z nich oddzielnie wzięte, tylko dobre było, ale wszystkie razem połączone są bardzo dobre. Téj prawdy dowodzi Pismu twojemu piękność każdego ciała: bo ciało w zgodnéj piękności ze wszystkich członków swoich złożone, daleko jest piękniejsze, niżeli każdy członek oddzielnie, którego piękność lubo pojedyncza, wchodzi jednak do piękności zbiorowéj.




ROZDZIAŁ XIX.
W jakiem, rozumieniu, widział Bóg ośm razy że dzieła jego są dobre?

Baczniem uważał, czyliś to prawdziwie siedm lub ośm razy widział, że dzieła twoje były dobre, i że się tobie podobały; ale w Boskiém widzeniu twojém nie mogłem dostrzedz żadnego czasu, któryby mnie objaśnił, jakim sposobem tyle powtarzanych razy widziałeś twoje dzieła; i zawołałem: O Panie, czyliż Pismo twoje nie jest prawdziwém, skoroś go sam podyktował, wszakżeś ty prawdziwym i szczerą prawdą? Czemuż więc mówisz mi, że nie ma czasu w twojém widzeniu? oto Pismo twoje dowodzi mi tego, żeś po jednym dniu naznaczył dziełom rąk twoich, i każdego dnia widziałeś je że były dobre; a gdym chciał wiedzieć, ile razy, znalazłem ich liczbę. Ale odpowiadasz mi na to, boś ty Bogiem moim, mówisz przeto głosem potężnym, do wewnętrznego ucha sługi twojego, przerywając moję głuchotę wołasz: „O człowieku! co moje Pismo mówi, to ja mówię,“ lecz ono w czasie mówi, czas atoli nie dotyka Słowa mojego, które w równéj wieczności ze mną przebywa. A co wy przez Ducha mojego widzicie, to ja widzę; tak niemniéj, co mówicie przez Ducha mojego; ale wy to widzicie w czasie, ja zaś nie w czasie widzę; podobnie co wy w czasie mówicie, tego ja nie mówię docześnie.




ROZDZIAŁ XXX.
Mówi jeszcze nieco o bredniach Manichejskich.

Usłyszałem twój głos mój Boże, bom skosztował z twéj prawdy kropelkę słodyczy; pojąłem tedy, że są ludzie, którym nie podobają się dzieła twoje, przeto mówią: że ręka twoja powodowana potrzebą utworzyła wiele dzieł: jako owę mechanikę niebios i gwiazd rozkład, których jestestwo nie pochodzi z twórczéj potęgi twojéj, ale z materyi już poprzedniéj, która indziéj była stworzona; które tyś zgromadził, spoił i powiązał, że po odniesioném zwycięztwie nad nieprzyjaciółmi, wybudowałeś z nich szańce świata, któreby cię zasłaniały od ponowionego rokoszu zwyciężonych nieprzyjaciół. Utrzymują daléj: że są niemniéj inne jeszcze istoty, które nie mają od ciebie ani swego istnienia, aniś ich nie połączył w jednę całość, jakiemi są: wszelkie ciała, najdrobniejsze robaczki, owady, i wszystko cokolwiek swoje korzenie w ziemi rozpuszcza; ale je uważają dziełem jakiéjś nieprzyjaznéj potęgi, jakiegoś ducha; jakiéjś złośliwéj natury niestworzonéj od ciebie, a tobie zawsze przeciwnéj, która te wszystkie istoty rodzi i ukształca w najniższych świata ustroniach. Nierozumni! gadają te brednie, przeto, że dzieła twoje widzą nie przez Ducha twojego, ani ciebie w nich nie poznają.




ROZDZIAŁ XXXI.
Prawdziwy mędrzec chwali to, co jest Bogu miłe.

Ale, którzy widzą te dzieła przez Ducha twojego, ty raczéj w nich widzisz je Panie. Jeżeli widzą je dobre, więc ty widzisz, że są dobre; którekolwiek nam się podobają ze względu na ciebie, ty nam się w nich podobasz; a które podobają się nam przez Ducha twojego, tobie się w nas podobają. „Któż bowiem z ludzi wié co jest człowieczego, jedynie duch człowieczy który w nim jest[86]. My zaś, mówi daléj Apostoł, nie wzięliśmy ducha tego świata, ale ducha, który jest z Boga, abyśmy widzieli co nam od Boga jest darowano[87].“ A ta nauka ośmiela mnie powiedzieć: Nikt zaiste nie wié, co jest Bożego, tylko Duch Boży. Ale jakże my sami wiemy, co nam Bóg darował? Gotową na to słyszę odpowiedź: Skoro to jedynie wiemy przez Ducha jego, więc nikt inny nie wié tego, tylko Duch Boży. A jako słusznie powiedziano tym, którzy z natchnienia Ducha Bożego mówią: „Albowiem nie wy jesteście, którzy mówicie[88],“ tak zarówno słusznie powiedzieć można tym, którzy przez Ducha Bożego wiedzą: „nie wy jesteście, którzy wiécie.“ Niemniéj słusznie powiedzieć można tym, którzy przez Ducha Bożego widzą: „Nie wy jesteście, którzy widzicie.“ Zaczem cokolwiek przez Ducha Bożego widzimy że jest dobre, nie my, ale Bóg widzi to dobrem.
Inną tedy jest rzeczą, gdy kto utrzymuje to za złe, co rzeczywiście jest dobre, według wyżéj przywiedzionéj nauki Manicheuszów, którzy opak sądzą o rzeczach; a inną zupełnie, kiedy człowiek uznaje dobroć rzeczy prawdziwie dobréj; jak jest bardzo wielu, którym podoba się twoje stworzenie, że jest dobre, a jednak nie ciebie podziwiają w stworzeniu, którego posiadanie raczéj nad ciebie przekładają. Inną wcale rzeczą: gdy człowiek bezstronnie uznaje jakie dzieło, że jest dobre, tedy sam Bóg przez niego widzi je, że jest dobre; wówczas kocha Boga w jego dziele, a miłość tę roznieca w nas dar Ducha Bożego: „bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Ś., który nam jest dany[89],“ przez tego to Ducha widzimy, że każda istota, którakolwiek i jakimkolwiek sposobem istnieje jest dobra; gdyż od tego bierze swoje istnienie, który nie tylko jest jakąkolwiek istotą, ale że on sam jest istnieniem.




ROZDZIAŁ XXXII.
Mówi w krótkości o dziełach całego stworzenia.

Dzięki tobie Panie! Widzimy niebo i ziemię, czyli wyższą i niższą część świata, czyli stworzenie duchowne i cielesne: oraz dla ozdoby tych części, które składają czy to cały ten świat widomy, czy to cały zbiór istot: widzimy stworzone światło i od ciemności oddzielone. Widzimy firmament nieba, czyli owo piérwotne ciało świata, wzniesione pomiędzy wyższemi wodami duchownemi, i niższemi materyjalnemi wodami; czyli tę przestrzeń rozciągłego powietrza także niebem nazwanego, po którém ptastwo lata pomiędzy wodami, których wilgotne wyziewy unoszą się nad ptastwem, a w postaci rosy w pogodnych nocach spadają; i pomiędzy wodami ciężkiemi płynącemi po ziemi.
Widzimy na niezmiernych płaszczyznach morza piękność wód w ogromnéj masie zgromadzonych; widzimy i suchą ziemię w przód obnażoną, potém przybierającą na siebie kształt i widzialny porządek, obdarzoną niemniéj siłą roślinną. Widzimy światła jaśniejące na sklepieniach nieba: słońce samo wystarcza dniowi swojém światłem, księżyc i gwiazdy rozjaśniają ciemności nocy, wszystkie te błyszczące gwiazdy oznaczają zarazem czasów przemiany. Widzimy to niezmierne przyrodzenie wilgotne, napełnione rybami, ogromnemi potworami, i ptastwem rozmaitém; bo wyziewy wody dodają sprężystości powietrzu, unoszącemu lot ptastwa. Widzimy powierzchnią ziemi ozdobioną rozmaitemi źwiérząt rodzajami, i człowieka stworzonego na wyobrażenie i podobieństwo twoje, odzianego powagą wyższości nad nierozumnemi istotami, to jest: że przez to twoje podobieństwo, siłą rozumu i pojęcia nad niemi panuje. A jako w jego duszy jest jedna władza, która doradzaniem panuje, a druga która z posłuszeństwa ulega, tak niemniéj w naturze ciała naszego, niewiasta jest dla mężczyzny stworzona; a chociaż do daru jego rozumu zarówno w naturze przypuszczona, płcią jednak swojego ciała jest mężowi poddaną; jak ulega duchowi żądza hyża i namiętna, biorąc od umysłu urządzenie swoich działań. Oto jest co widzimy: że pojedynczo każde dzieło jest dobre, a wszystkie razem zebrane są bardzo dobre.




ROZDZIAŁ XXXIII.
Bóg stworzył świat z materyi, którą w tym samym czasie udziałał.

Niech cię chwalą dzieła twoje Panie, abyśmy cię kochali, a kochajmy aby cię chwaliły twoje dzieła, które w czasie mają swój początek i koniec, swój wschód i zachód, postęp i schyłek, swoję piękność i onéj utratę. Mają one swoję regularną zmianę poranku i wieczora więcéj lub mniéj widoczną; twoim one są utworem, boś je wyprowadził z nicości, ale nie z ciebie; nie z innéj jakiéj materyi cudzéj, któraby już przedtém była, ale z materyi razem przez ciebie w tym samym czasie stworzonéj, którąś bez żadnéj przewłoki czasu z niekształtności wyprowadził do kształtu. Jakakolwiek różnica zachodzi między materyją nieba i ziemi, a kształtem nieba i ziemi: materyję utworzyłeś z nicości, z téj zaś niekształtnéj materyi udziałałeś kształt świata, jednak utworzenie kształtu nastąpiło razem z utworzeniem materyi bez wszelkiego podziału czasu.




ROZDZIAŁ XXXIV.
Mówi pod allegoryją o rzeczach stworzonych.

Rozważałem pilnie sens tych rzeczy, któreś chciał wyobrazić albo porządkiem stwarzania dzieł twoich, albo téż porządkiem, którym opisał je natchniony twój sługa; widziałem więc, że każde dzieło z osobna uważane jest dobre, a wszystkie razem są bardzo dobre; w Słowie twojém, w jedynym Synu twoim widzę niebo i ziemię, to jest: głowę i ciało kościoła, przeznaczone przede wszystkiemi czasy, przed zawiązkiem poranku i wieczora. Skoroś począł w czasie wypełniać odwieczne twoje zamiary rzeczy przejrzanych, abyś usunął zasłony z twoich tajemnic, urządził nieład nieprawości, które ciążyły na nas niezmiernie, i odwiodły nas od ciebie do ciemnéj otchłani, nad którą unaszał się twój Duch Ś., aby nas wyratował z niéj w czasie oznaczonym: usprawiedliwiłeś niezbożnych i odłączyłeś ich od grzeszników; utwierdziłeś powagę Pisma twojego, jako firmament pomiędzy wyższemi, którzy ciebie słuchają, tudzież niższemi, którzy powadze wyższych posłuszni być winni; zgromadziłeś towarzystwo niewiernych w jednozgodność ich woli, aby się okazały gorliwe usiłowania wiernych, i w imieniu twojém rodziły owoce miłosierdzia, rozdzielając pomiędzy ubogich ziemskie dobra na zarobek dla siebie dóbr niebieskich.
Zapaliłeś na firmamencie niektóre gwiazdy rozumne, owych to powierników Słowa wiecznego żywota, świętych twoich, którzy darami duchownemi obsypani, jaśnieją wysoką w kościele powagą; potém zaś z cielesnéj materyi, dla nawrócenia niewiernych narodów wyprowadziłeś Sakramenta, cuda widome, ogłaszania słów ś., jako znaki niebieskie utwierdzone na firmamencie Pisma twojego, rozlewające i na wiernych nawet błogosławieństwo twoje, potémeś ukształcił żywą duszę, wiernych twoich, powodować się mającą czystą żądzą, według ścisłego powściągliwości prawidła.
Potém, rozumną tę duszę, tobie samemu poddaną i niepotrzebującą iść za przewodnią żadnéj ludzkiéj powagi, odnowiłeś na wyobrażenie i podobieństwo twoje; tudzież celującéj sile rozumu poddałeś czynność z rozumem zgodną, właśnie jak niewiastę mężowi; gdy słudzy twoi w tém życiu potrzebni są zawsze prawowiernym aby im wskazywali drogę do doskonałości, chciałeś przeto: iżby wierni, datkiem dobroczynnym opatrzali ich doczesne potrzeby, i te uczynki wiernych są zapisane do dziennika wiecznego żywota. Widzimy te wszystkie dzieła, i widzimy, że są bardzo dobre; albo raczéj, ty widzisz je w nas; bo łaska twoja wylała na nas dar Ducha twojego, za którego pomocą widzimy je i ciebie w nich kochamy.




ROZDZIAŁ XXXV.
Żąda pokoju.

Panie Boże, ty nieprzeczerpany zdroju wszelkiego dobra naszego, obdarz nas pokojem! pokojem odpoczynku, pokojem twego Sabatu, pokojem bez zmroku i wieczora! Zaiste, cały ten podziwem zachwycający porządek, i ta piękna harmonia tak wybornych stworzeń przeminie, skoro się zakończy ich czas zakreślony; będą miały swój wieczór jak mają poranek, o czém Pismo namienia.




ROZDZIAŁ XXXVI.
Siódmy dzień, nie miał wieczora.

Ale dzień siódmy, nie ma wieczora, ani zachodu, boś go poświęcił by trwał wiecznie, a jako ty po ukończeniu bardzo dobrych dzieł twoich, aczkolwiek działałeś je w spoczynku, siódmego dnia odpocząłeś: tak równie i my, według przepowiedni Pisma twojego, po dokonaniu dzieł naszych, które łaska twoja czyni dobremi, odpoczniemy na łonie twojém w Sabat wiecznego żywota!




ROZDZIAŁ XXXVII.
Jak w nas Bóg spoczywa.

Wtedy bowiem tak odpoczniesz w nas jako teraz działasz w nas, a nasz odpoczynek takim sposobem będzie odpoczynkiem twoim, jakim teraz dzieła nasze są twojemi dziełami: bo ty Panie jesteś razem i działaniem i wiecznym spoczynkiem. Ty widzisz, działasz i spoczywasz, lecz nie w okresie czasu; a jednak czynisz to, że w czasie widzimy, działasz czas, a po upływie czasu spoczynek.




ROZDZIAŁ XXXVIII.
Różnica, pomiędzy poznawaniem Boskiém a ludzkiém.

Widzimy tedy wszystkie stworzenia twoje, bo są; i dla tego są, ponieważ ty widzisz je. Zewnątrz widzimy że są, a wewnętrznie że są dobre. Ty zaś, już widziałeś je zdziałane tam, gdzieś widział je że mają być uczynione. My podobnie po niejakim czasie zostaliśmy pobudzeni do czynienia dobrze, gdy do tego Duch Ś. zawiązał początek w sercu naszém. Przedtém złe uczynki nasze daleko odwlokły nas od ciebie! Ale ty wielki Boże, jedyna i najwyższa dobroci, nigdyś nie przestał dobrze czynić. Dobre zaś uczynki nasze, które działa w nas łaska twoja, nie są wieczne; obudzają jednak w nas mocną nadzieję, że wiecznie odpoczniemy w chwale twéj świętości. Ty zaś Panie prawdziwe dobro, nie potrzebujesz innego dobra, nigdy nie wychodzisz ze swego spoczynku, bo ty sam jesteś twoim spoczynkiem.
Któryż człowiek udzielić może światła drugiemu człowiekowi, by pojął tę wielką tajemnicę chwały? Azalisz który aniół aniołowi, albo téż aniół człowiekowi? Nie zapewne; ciebie o to prosić, u ciebie szukać, do ciebie kołatać przystoi, bo tym jedynie sposobem weźmiemy, tym najdziemy, takim sposobem otworzą nam do wiecznéj chwały. Amen.

koniec.


ROCZNIKI
CZYLI
ŻYCIE Ś. AUGUSTYNA
porządkiem lat zebrane.


Roku 354, po narodzeniu Chrystusa d. 13 Listopada urodził się Augustyn z matki Moniki pobożnéj chrześcianki, z ojca Patrycyusza wtedy jeszcze poganina, w miasteczku Tagaście niedaleko położoném od miast Madauru i Hippony, w Numidyi prowincyi Afrykańskiéj, która w ów czas do Państwa Rzymskiego należała[90]. Świątobliwa matka, niedługo po urodzeniu Augustyna, przede wszystkiém starała się zapisać jego imie w poczet katechumenów, czoło jego nacechować znamieniem Krzyża ś. i solą mądrości Bożéj usta jego rychło zaprawić. Nie brakowało mu w domu ojczystym na prawdziwie chrześciańskiém wychowaniu, albowiem ś. Monika rzucała po trosze nasiona wiary i bojaźni Bożéj na młodziutkie i przylepne serce Augustyna, i u kolebki jeszcze uczyła go wymawiać słodkie imie Zbawiciela[91], owym to prawowiernych matek, dziś już niestety bardzo rzadkim obyczajem! Rosło tedy pacholę pod czujném pobożnéj matki okiem, która małe dziecięcego wieku jego zboczenia prostowała.
361 roku, kiedy już Augustynowi było siedm lat, oddany został do szkoły początkowéj w Tagaście, w któréj uczył się czytać, pisać i liczyć; zaniedbywał on czasem uczyć się, nie przeto, jakoby te piérwsze nauki trudno mu przychodziły, bo odebrał od Boga rzadki dar mocnéj pamięci i bystrego pojęcia, ale jak się to zwykle trafia, że dzieci przenoszą raczéj nieużyteczne i szkodliwe rzeczy nad pożyteczne: tak zabawki i gry były mu w ówczas przeszkodą do uczenia się, o co niekiedy był w szkole karany. Gdy się użalał przed rodzicami na chłostę, w szkole według niego niesłusznie odebraną, domownicy, a nawet i sami rodzice jego, miasto przynieść mu ulgę w tak wielkiém jego wtedy utrapieniu, cieszyli się z tego, i bardzo chwalili takowe uczyciela z dziećmi postępowanie; była to wielka dla niego sromota, a widząc matkę swoję bardzo często modlącą się, i on jéj przykładem modlił się i prosił Boga, acz mały, ale z wielkim serca zapałem, o uniknienie szkolnéj chłosty[92].
364 roku, wysłano go do pobliskiego miasta Madauru na uczenie się grammatyki, (takową szkołę w czasie niniejszym zowiemy licealną); w téj szkole z wrzącym pochopem jął się nauk, i wielki postęp uczynił w języku łacińskim i poezyi; czytaniem poetów, osobliwie Enejdy Wirgiliusza, które prawie cały umysł jego zajmowało, nabrał rzadkiego daru gładkiéj i treściwéj wymowy, rozwinęła się téż w jego umyśle twórcza władza wynalezienia i żywéj wyobraźni; jedynie w greckim języku sobie nie smakował i mało co w nim postąpił. Nie tylko, że bardzo rad czytał dzieła poetów, i bajecznemi ich powieściami lubił nasycać swój umysł, ale téż iskrząca się coraz więcéj w oczach jego ciekawość: wywodziła go niekiedy na publiczne widowiska i gry teatralne. Użala on się w swoich wyznaniach na to wielkie skażenie ludzkiego zwyczaju, którym dawano nieobacznéj młodzieży czytać wszeteczne i gorszące dzieło Terencyusza, z którego uczyć się miała wybornych słów i płynnéj wymowy; nie oskarża on wprawdzie słów, jako kosztownych naczyń, ale obwinia podawany w nich napój zepsucia, który w młodych sercach ogień lubieżności rozzarzał. Im daléj postępował w naukach, tym więcéj nadymał się niemi; odmętem pychy unoszony odchodził coraz daléj od Boga, wystrzegając się usilniéj barbaryzmu, niźli zazdroszczenia współuczniom, którzy go nie popełnili.
369 roku, po ukończeniu chwalebnie szkół licealnych, powrócił Augustyn z Madauru do Tagasty, znacznie naukami zbogacony, mając już wtedy lat piętnaście; wielki geniusz jego zwiastował wielkich nadziei młodzieńca. Ojciec jego niebogaty wprawdzie obywatel Tagasty, ale wielkomyślny, nie tak zamożnością, jak raczej odwagą ośmielony, przedsięwziął wyprawić go do Kartaginy na wyższe nauki; zajmowano się więc w tym czasie przygotowaniem potrzebnych dlań rzeczy do tak odległego miasta. Z tego powodu przepędził Augustyn cały prawie rok szesnasty swojego wieku w domu rodziców; a wolny od szkolnych zatrudnień, oddany zupełnie próżnowaniu: wszedłszy już w kipiący wiek młodzieńczy, rozgorzał płomieniem haniebnéj lubieżności: lekko sobie ważąc zbawienne upomnienia świątobliwéj matki swojéj, wciągniony do przewrotnego towarzystwa rówienników swoich, splamił szatę pierwotnéj czystości, w którą go niewinność w łonie matki jego ustroiła. To nieprawe towarzystwo wmotało nieobacznego Augustyna do innego jeszcze spólnictwa psotników, z którymi wyrządził szkodę otrzęsieniem owocu w sąsiednim ogrodzie; a gdy kogo innego posądzono o uczynienie téj szkody, śmiali się istni sprawcy, że na nich nie składano tego występku.
370 roku, wyprawiono szesnastoletniego Augustyna do Kartaginy na słuchanie retoryki, która pod ówczas obejmowała w sobie filozofiją, wymowę, nauki przyrodzone i prawnictwo. Skoro przyjechał na miejsce, wnet za przewodnią żywéj pamięci i bystrego, geniuszu swojego, celować zaczął w naukach pomiędzy współzawodnikami swemi pod mistrzem Demokratem; pochwały, któremi zewsząd był obsypany, rozdymały jego umysł pychą i próżnością, że więcéj od drugich uczniów umiejętnościami się zbogacał. Pogardzał on wprawdzie mniemanemi mędrkami, udawcami tylko umiejętności, którzy pożyczaną jéj szatą dumnie potrząsali, podobnymi tym, którzy to i za naszych czasów zakładają mądrość swoję na uwłaczaniu drugim. Prócz tego zajmowały go teatralne widowiska rozdmuchujące w jego umyśle zarzewie lubieżności, która jeszcze w domu jego rodziców ucedziła już swego jadu do jego serca, a ten w Kartaginie coraz więcéj skutkował; za co téż srodze był chłostany jakby żelazną rózgą zazdrości, podejrzeń, gniewu i swaru[93].
371 roku, ojciec jego Patrycyjusz wpisany niedawno w poczet katechumenów, przyjąwszy przed samą śmiercią Sakrament chrztu świętego, szczęśliwie na łonie kościoła dokonał swego żywota. Cnotliwa jednak matka jego, usilnie pragnąc, by daléj postępował w naukach, przedsięwzięła sposobem jakim będzie mogła, utrzymywać syna w Kartaginie; widząc ten piękny zamiar Moniki, jako i smutném sieroctwem dotkniętego z rzadkim talentem młodzieńca zamożny Romanian tagasteński, u którego mieszkał Augustyn w Kartaginie, przykładał się do jego utrzymania: przychylnością, radą, majątkiem, i cieszyć go nie przestawał.
372 roku, ograniczył się Augustyn w namiętnéj burżliwości młodzieńczego wieku swojego, wnijściem w prywatne związki spólnego życia z jedną dziewicą, i chował dla niéj wierność taką, jaka się chować zwykła w zakresie małżeńskim; ta niewiasta powiła mu w tymże roku syna imieniem Adeodata. Przechodził on z podziwiającą łatwością i z wielkim dla siebie pożytkiem wszystkie nauki nadobne, osobliwiéj zaś w wymowie przed wszystkiemi zawdy chciał przodkować.
373 roku, kiedy już liczył lat dziewiętnaście życia swego, według przepisanego wtedy porządku uczenia się, doszedł do dzieła zwanego: Hortenzyusz Cycerona; księga ta obejmowała w sobie zachęcenie do nabywania mądrości. Skoro przeczytał to dzieło: odrazu jego serce zawrzało żywém pragnieniem do nabywania wiecznéj mądrości; już wtedy począł odmiatać od siebie wszelką nadzieję, obiecującą mu znikome szczęście w świecie; zaczął potrosze poprawiać swoje życie i podnosić się przez modlitwę ku Bogu; to mu tylko sprawiło niesmak wczytaniu téj księgi, że nie była pokraszona słodkiém Imieniem Zbawiciela, które świątobliwa Monika jeszcze u kolebki w niewinne serce jego głęboko wpajała[94]. Jestto niezawodna i tylu już przykładami dowiedziona prawda, że zasady ś. Religii wszczepione w młode a jeszcze nieskażone serce dziecięcia za wpływem gorliwych i pobożnych matek, zapuszczają wniém głęboko korzenie wiary, a skoro się raz ustalą, długo potém młodzieniec toczyć musi walkę ze skrytemi ich pobudkami, nim się odda występkowi; wtedy nawet: gdy się błędami przytłumiane być zdają, żyją one w skrytości jego serca i wydają niekiedy wniém jęki, a bardzo często przywodzą go na drogę cnoty. Zaczął potém Augustyn czytać pismo boże, chcąc przekonać się o jego zacności, ale majestatyczna ksiąg świętych prostota, nieprzystępna wzniosłym a dumnym umysłom, niesmak mu w czytaniu sprawiła. W przeciągu tego czasu czytał wszystkie dzieła sztuk wyzwolonych, ich umiejętnością ubogacał swój umysł; uczył się nauki gwiazdowieszczéj (astrologii), tudzież astronomii, i wszystko czytał i badał cokolwiek filozofowie o téj nauce pisali; ale wszystkie te uzbierane zasoby nauk przyrodzonych, jak on sam z pokorą wyznaje, nie ku pożytkowi, lecz do jego zaguby mu posłużyły.
374 roku, weszło mu do rąk dzieło, owe to dziesięć kategoryj Arystotelesa, które tak trudne wydawały się drugim, że je za wykładem przez najbieglejszych mistrzów zaledwo zrozumieć zdołali; on sam jeden czytał je, bez cudzéj przewodni i pomocy tak łatwo zgłębił i zrozumiał, że im tego przez owych mistrzów udzielanego wykładu nie zazdrościł. Z czytania owych kategoryj nasiąkł błędném zdaniem materyjalném o istotach duchownych, które nie umysłem ani rozumem, ale zmysłami poznać usiłował, a nie mogąc wyobrazić sobie istoty duchownéj, wystawiał sobie przeto Boga, jako istotę rozciągłą i materyjalną. Biédził on się niemniéj dochodzeniem źródła, z którego wypływa złe przez nas popełniane; myśl jego spracowana głęboką rozwagą i badaniem tak zawikłanéj trudności, łatwo naprowadziła go na ten błąd: że wieczny i prawdziwy początek złego, który jest przeciwny Bogu jako samego tylko dobra początkowi, z Manicheuszami uznawać zaczął; i to było powodem, że się w tymże roku wmotał do ich kacerstwa, w którém blisko dziewięć lat strawił. Obiecywali mu ci heretycy na wszystko z dowodami na rozumie opartemi odpowiedzieć, wszystkie trudności jego dostojnie wyjaśnić, twierdząc, że to wszystko istna prawda, czego nauczali; acz jéj nigdy ani w ich sercu ani w uściech nie było. Użala on się na tych zwodzicieli w dziele do Honorata, którego namową swoją do tego zamętu błędów był pociągnął: „Wiadomo ci, pisze do niego, na jakiéj zasadzie uczepiliśmy się tych ludzi. . . .  Przez dziewięć lat prawie stroniłem od religii prawdziwéj dla fałszywego zarzutu, którym nas prawowiernych spotwarzali mówiąc: iż zamroczeni przesądami, wzgardziwszy światłem rozumu chwytamy się czegoś takiego, co nazywamy wiarą; kiedy u nich nie trzeba było wierzyć tylko rzeczom, które zgłębiono, i prawdom których miano pewne i jasne dowody. Jakże nie miały mnie uwieśdź i omamić takie obietnice, mnie zwłaszcza młodego, który z zapałem pragnąłem poznać prawdę, i którego powszechna wziętość w szkołach pychą nadymała[95]?“ W tym także roku a dwudziestym swego życia ukończywszy z chlubą cały zawód naukowy, powrócił z Kartaginy do swéj ojczyzny, i wnet po swoim powrocie uczyć zaczął grammatyki w Tagaście. Ale bogobojna matka jego, skoro się dowiedziała, że jéj syn, który ją tyle starania i nakładu kosztował, opojony został zaraźliwą trucizną haniebnego manicheizmu, używała wszelkiego sposobu, aby go uleczyć od tego wiecznéj śmierci zamoru; a kiedy nic nie pomagało, z boleścią serca wprawdzie dla czułéj matki, przekładając atoli sprawę zbawienia i wiarę św. wyżéj nad własnego syna, z wielkiego przeto wstrętu ku bluźnierstwom jego błędów, odłączać go poczęła od wspólnego stołu, i z domu ojczystego wydalić go zamierzyła. Ta święta niewiasta gorąco i nieustannie ze łzami prosiła Boga o jego nawrócenie, i została o swojéj prośbie we śnie zapewniona[96], co się téż po upływie dwunastu lat ziściło.
375 roku, gdy uczyć począł grammatyki w Tagaście połączył się ścisłą przyjaźnią z pewnym młodzieńcem, który z nim razem wzrastał, zabawiał się i do szkoły uczęszczał. Po swoim powrocie z Kartaginy wprowadził on tego młodzieńca do herezyi Manichejskiéj; lecz po upływie zaledwo jednego roku szczéréj zażyłości, ów serdeczny przyjaciel ujęty niebespieczną chorobą, bliski śmierci nawrócił się i przyjął chrzest święty. Skoro się jego zdrowie nieco polepszyło, Augustyn odwiédził go i zaczął urągać się temu przyjęciu Chrztu ś. w téj myśli, że i chory, jak dawniéj, sprzyjać będzie jego szydzeniu z wiary ś.; lecz przeciwnie łaska Sakramentu ś. już działać zaczęła w sercu chorego, wzdrygnął się na tę mowę, i odpowiedział mu odrazu z powagą, że jeźli pragnie być dłużéj jego przyjacielem, aby takiéj mowy poprzestał; odpowiedź ta zadziwiła wielce Augustyna. Po nie wielu dniach, w prawdziwém uczuciu żywéj wiary i pobożności chory dokonał życia swojego. Nieodwetowana utrata przyjaciela pogrążyła w srogą żałość Augustyna, tak dalece, że na co tylko spojrzał wszystko wyobrażało mu postać śmierci; sprawiedliwie przeto w swoich wyznaniach nad sobą boleje, że z nieumiarkowaną żałością ponosił tę stratę; że nie ma prawdziwéj miłości, jedynie ta, którą Bóg przez Ducha Ś. w sercach przyjaciół zawiąże[97].
376 roku, nie mogąc naleść w Tagaście żadnej zgoła pociechy, któraby utuliła ciężkim smutkiem rozbolałą duszę jego, ponieważ go tam wszędzie upatrywał: z tego powodu przeniósł się do Kartaginy, gdzie inne co chwila przedmioty snując się przed jego oczyma, przywodziły mu na pamięć dawniejsze jego roskosze i zabawy, odtąd zaczął potrosze ustępować smutek z serca, a czas doleczył resztę jego boleści. W Kartaginie zajął się nauczaniem retoryki, sława jego talentu rychło rozeszła się po całém mieście; zaczęła się zbiegać na jego lekcyje większa coraz liczba młodzieńców; od wszystkich prawie obsypany pochwałami, podnosił się w dumę, która z przewrotnością manicheizmu połączona, sercem jego naprzemian kołysała. W przeciągu tych lat, w których dawał lekcyje retoryki w Kartaginie, zagłębiał się z zapałem w nauce astronomii, a napotkawszy w niéj wiele bardzo zawiłych trudności względem ruchu słońca, księżyca i innych gwiazd; (bo ich nie mało ta nauka w sobie obejmowała, nim nasz Kopernik, iż tak powiem, poruszył ziemię[98], wskazał jéj bieg dzienny i roczny); w swoich tedy wątpliwościach radził się Augustyn ksiąg manichejskich, ile że i one mieściły w sobie bardzo wiele bajek o niebie, słońcu, księżycu, i o zaćmieniach, lecz samą tylko wyczytał w nich sprzeczność z dowodami, które wyczerpnął z dzieł innych filozofów[99]. Zwolennicy manicheizmu obiecywali mu, że zawołany ich biskup Faust, za najuczeńszego u nich uchodzący; skoro przyjedzie do Kartaginy wszystkie trudności jego, a nawet daleko zawilsze łatwo i zrozumiale wyjaśni. Po długiém oczekiwaniu przybył Faust, Augustyn wszedł z nim w rozmowę, aliści z pokorą wyznał, że on takowych nauk nie posiada; wątpić o tém więc począł ten namiętny miłośnik prawdy, któréj wszędzie szukał: że ją w kacerstwie Manichejskiém najdzie; od tego czasu zmniejszył się jego zapał, i dalszego postępowania w tém kacerstwie zaniechał; zostawał jednak w niém jeszcze czas niejaki. Nieskończone miłosierdzie Boże prawie zawsze unosiło się nad nim, dziwnemi i skrytemi drogami prowadziło go do przeznaczonego celu: zrażony niesfornością szkolnéj młodzieży opuścił Kartaginę po siedmioletnim w niéj pobycie.
383 roku, nie długo bawiąc w Tagaście, mimo woli matki, która gwałtem zatrzymać go przy sobie chciała, odpłynął do Rzymu. Skoro tam przybył, zamieszkał u pewnego manicheusza z liczby słuchających; (bo sekta Manichejska dzieliła się na dwie klassy: słuchających, w któréj był Augustyn i wybranych); zaczął najprzód w jego domu dawać lekcyje retoryki, wkrótce gruchnęła jego sława po Rzymie, celniejsza młodzież schodziła się do niego, wszyscy zgoła podziwiali płynną jego wymowę i głęboką erudycyą. Lecz i tam nieprzyjemna doszła go wiadomość: że młodzież Rzymska, przy schyłku szkolnego roku, przeniewierza się swojemu mistrzowi, aby się uchylić od należącéj mu zapłaty, przechodzi do innego nauczyciela. Na jego szczęście, w porę przybyli posłowie z Medyolanu do Symmacha prefekta Rzymu z prośbą o zdatnego mistrza retoryki dla tego miasta; Augustyn ubiegał się u Rzymskiego prefekta o tę posadę w Medyolanie, i napisał mowę ubiegającym się wyznaczoną, która mu za popis posłużyła. Symmach, sam sławny mówca, zatwierdził go i wysłał z chlubną zaletą, kosztem rządowym na przeznaczoną posadę.
384 roku, przyjechał Augustyn do Medyolanu, i z prawdziwym szacunkiem dla swojego talentu został przyjęty; spełnił on wkrótce, a nawet przewyższył powziętą o sobie nadzieję. W Medyolanie był wtedy biskupem ś. Ambroży, którego sława o świątobliwym życiu jego i wymowie szeroko się rozchodziła; skoro tylko przyjechał udał się do niego Augustyn, aby mu oddał uszanowanie, i przyjęty został od niego uprzejmie, i z prawdziwém uczuciem ojcowskiéj miłości. Polubił go wielce Augustyn, lubo nie jako nauczyciela prawdy, ale jako przychylnego sobie dobroczyńcę, i uczęszczał prawie na każde jego kazanie więcéj z ciekawości: czyli jego wymowa odpowiada sławie o nim rozgłoszonéj? niżeli, aby usłyszał prawdę Bożą jego usty głoszoną; bo zwątpił już Augustyn, by ją usłyszał z ust mówcy ewangelicznego; ale że go z ciekawą i pilną słuchał uwagą, przeto ze słowami wmykała się po trosze prawda do jego serca. A gdy Ambroży ś. gruntownie rozwiązywał zarzuty od Manicheuszów przeciw Pismu ś. starego testamentu czynione, Augustyn ze wstydem uznawać zaczął tę prawdę, że wiara katolicka, przeciwko któréj i on z Manicheuszami powstawał, może być obroniona. Ponieważ czytał dzieła wielu filozofów, którzy jaśniéj i gruntowniéj dowodzili o naturze i ciałach przyrodzenia niźli Manicheuszowie, przeto porzucił ich sektę zupełnie, a nie upatrując jeszcze dotąd nic pewnego, obyczajem tedy filozofów akademików, którzy wszystko w wątpliwość podawali, wątpił i on o wszystkiém i wahał się, nie obierając żadnéj sekty; umyślił więc póty zostawać katechumenem w kościele katolickim, póki mu co pewnego nie zajaśnieje.
385 roku, przybyła do Medyolanu z Afryki Matka jego z Nawigiuszem drugim synem swoim; wiedział Augustyn, jaką radością powitać matkę swoję z tak dalekiéj i niebespiecznéj po morzu podróży, powiedział jéj na pociechę: że lubo jeszcze nie jest katolikiem, ale już przestał być Manicheuszem; nieskończenie temu rada była, bo z upragnieniem oczekiwała skutku rzewliwych próśb swoich, który się już w części objawiał. Odtąd i łaska Pana Boga coraz silniéj zaczęła kołatać do jego serca; postrzegł on, że czytanie ksiąg platońskich miasto upakarzać go, dumę w nim rozzarzało; jął się tedy żywo czytania listów ś. Pawła, w których sobie wielce podobał. Do tego czasu jeszcze nie ukołysał wahającego się wątpieniem umysłu i serca swojego.
386 roku, przyszło mu na myśl iść do Symplicyana, poważnego wiekiem i nauką Medyolańskiego kapłana, który był duchownym ojcem ś. Ambrożego przez udzielenie mu chrztu ś. Przyszedłszy do niego Augustyn odkrył mu całą burżliwość życia swojego, wystawił wszystkie manowce i kręte drogi, po których tyle lat błądził: a gdy mu namienił: że czytał księgi filozofów Platońskich, które niejaki Wiktoryn sławny rzymski rektor z greckiego na język łaciński przetłumaczył, i słyszał, że prawowiernym chrześcijaninem życie zakończył; powinszował mu tego czytania Symplicyan, dodał zarazem że znał Wiktoryna osobiście, i opowiedział mu całą historyję o jego nawróceniu[100]. Niedługo potém przyszedł do Augustyna Potycyan ziomek jego, urzędnik przy dworze cesarskim; ten pobożny Afrykanin ujrzał na stoliku książkę, a wziąwszy ją do rąk z radosném podziwieniem przekonał się, że to były listy ś. Pawła Apostoła; stąd wziął pochop do religjnéj rozmowy, zaczął opowiadać żywot ś. Antoniego egipskiego; gdy przytém inne budujące przykłady żywo i obszernie przytaczał, wtedy Augustyn Duchem Bożym owioniony, wywiódł z głębi swojego sumienia całą nieprawość przed swoje oczy, i surowo się strofował. Po odejściu Potycyana rzekł do Alipiusza: „o wstydzie niesłychany! oto nieuczeni niebo porywają, więc my z naukami naszemi dłużéj ociągać się i w roskoszach ciała zanurzać się będziem?“ Wyszedł niebawnie z Alipiuszem do ogrodu; już właśnie w téj chwili dobijała ostatnia godzina jego błędom; tam zgruchotał do szczętu ostatnie ogniwo owego łańcucha, którym go nałóg dotąd silnie krępował. Kiedy głęboka jego rozwaga wywiodła z gruntu serca jego całą nędzę i stawiła ją przed jego oblicze, ze łzami w oczach i ciężkiém łkaniem oddalił się od Alipiusza w zakącie ogrodu, i rzucił się pod figowém drzewem na ziemię, ciężko jęcząc i rzewnie płacząc, wołał: „Dopókiż Panie gniewać się będziesz! nie pamiętaj starych nieprawości naszych! o czemuż téj godziny nie położę końca zgrozie mojéj?“ W tym samym czasie rzewnego płaczu swojego, słyszał z sąsiedniego domu głos dziwnie zachwycający jakoby pacholęcia lub dziewczynki śpiewającéj, często powtarzany: weź, czytaj; weź, czytaj; odmieniło się zaraz jego oblicze, przyjął to za upomnienie od Boga dane, wstał i wrócił do Alipiusza, a wziąwszy do rąk listy ś. Pawła, za piérwszym rzutem oka trafił na text: „Nie przepędzajcie życia na ucztach i pijaństwach ani w rozpuście i nieczystości, i t. d...“ od razu zrzucił z siebie to brzemie powątpiewań, które go tak dotkliwie i długo gniotło, i nawrócił się do Boga zupełnie 33 roku życia swojego. Oddalił on ze swego serca wszelkie widoki i nadzieję światowego szczęścia, a natomiast naniecił w niém ognia miłości Bożéj, którym już potém do zgonu płonęło. Pamiątkę jego nawrócęnia dnia 5 Maja kościelném nabożeństwem święcą wszystkie zakony, które według przyjętéj jego reguły życie wiodą. Poślubił zarazem nie wchodzić w zakres małżeństwa, a idąc za śladem owego Wiktoryna, zaniechał nauczania retoryki; i gdy się zbliżył dzień rocznego popisu, do którego już tylko było około 25 dni, odbył go chlubnie z uczniami, i w piérwszych dnia Czerwca wydalił się z Medyolanu na wieś Kassyakus zwaną, w któréj dozwolił mu pobytu i wszelkich do życia potrzeb, szczery i zażyły jego przyjaciel Werekund jéj właściciel. Na tém błogiém ustroniu: mając przy swoim boku matkę, Nawigiusza brata, syna Adeodata, poufałego przyjaciela Alipiusza, Nebridyusza, dwóch krewnych swoich Lastydyana, i Rustyka, tudzież dwóch uczniów Trygecyusza i Licencyusza: ulubioném jego zatrudnieniem była bogomyślność, ścisłe zachowywanie postu; bo tyle tylko używał pokarmu, ile na uśmierzenie głodu wymagała potrzeba; częsta i gorąca modlitwa i rzewliwe opłakiwanie przeszłych zboczeń swoich. W czasie swojego na wsi pobytu napisał kilka dziełek, jako to: Przeciwko akademikom filozofom; o szczęśliwém życiu; o porządku, i samotne rozmyślania duszy z Bogiem. Ujęła go tam nieznośna boleść zębów, udał się w niéj z żywą ufnością do Boga. Monika uklękła z domownikami swojemi, modliła się, i Augustyn się modlił; co tylko modlić się zaczęli, wnet znikła boleść, a to rychłe okazanie dobroci Boskiéj, rzewne łzy wdzięczności z oczu jego wycisnęło.
387 roku, na początku czérdziestodniowego postu, powrócił Augustyn z przyjaciółmi swoimi do Medyolanu, wpisał swoje imie w poczet sposobiących się do przyjęcia Chrztu ś. i we wielką Sobotę tegoż roku z Alipiuszem i piętnastoletnim Adeodatem przyjął Sakrament Chrztu od ś. Ambrożego. Poczém zniknęła od razu owa zgryzota z jego sumienia, która pochodziła z przeszłego życia jego i dotkliwie go dręczyła; nie mógł w owych dniach odrodzenia się nakarmić serca swojego dziwną słodyczą i pociechą: gdy rozważał głęboką tajemnicę wyroków Bożych około zbawienia ludzkiego rodzaju. Rozczulał się aże do łez w pośród hymnów i śpiewów pobożnych, któremi grzmiał właśnie wtedy kościół Medyolański, gdy lud pobożny czuwał dniem i nocą w obronie swojego biskupa Ambrożego[101]. Umocniło niemniéj wiarę Augustyna w owym czasie jego bytności w Medyolanie, cudowne wykrycie ciał śś. Protazego i Gerwazego, które ś. Ambrożemu objawione były. Wspomnieni męczennicy cierpieli w Medyolanie za panowania cesarzów Marka Aureliusza i Lucyusza Werusa około roku 167, a wydobyte były z ziemi bez skazy r. 387, zaczém blisko 220 lat w ziemi całe leżały[102]. Nie długo potém Augustyn z matką swoją i z przyjaciółmi opuścił Medyolan, przeniósł się do Rzymu, a zabawiwszy w tém mieście do Września tegoż roku 387, przedsięwziął powrót do Afryki; przybył do nadmorskiego miasta Ostyi, i gdy tamże zażywał odpoczynku z odbytéj podróży, oczekując pory żeglugi: trafiło się pewnego dnia przy końcu Października, że Augustyn z matką swoją stanąwszy przy oknie, które wychodziło do ogrodu, w słodkiém uniesieniu myśli i serca rozmawiał z nią o szczęściu przyszłego żywota, aliści po pięciu dniach od owéj rozmowy, Monika gwałtowną febrą ujęta została, a dziewiątego dnia choroby dokonała dni życia swojego[103]. Uczynił Augustyn swéj matce tę ostatnią, lecz nader bolesną usługę: swojemi rękoma zamknął jéj zgasłe oczy! nieznośna żałość, ze straty najlepszéj matki, strumieniami łez w jego sercu wezbrana, przez oczy wylać się chciała, ale męski i chrześcijański umysł jego wstrzymał ją, bo tak w myśli sobie mówił: że Monika ani nędznie, ani wcale nie umarła, lecz tylko do lepszego przeniosła się żywota. Po śmierci swéj matki Augustyn nie odpłynął odrazu do Afryki, bądź to, że już pora żeglugi upłynęła; bądź téż, z bojaźni wojny; bo wtedy właśnie Maxymus z wojskiem swojém nachodził Afrykę; ale zatrzymał się we Włoszech, zabawił w Rzymie aże do Sierpnia przyszłego roku. W tymże czasie pisał: O obyczajach katolickiego kościoła; o obyczajach Manicheuszów; o własności duszy, i trzy księgi o użyciu wolnéj woli.
388 roku, we Wrześniu po zabiciu Maxyma, dopiéro Augustyn powrócił do Afryki, przypłynął najprzód do Kartaginy, i krótki czas zamieszkał u sławnego i pobożnego męża Innocentego, niegdy adwokata przy prefekturze. Bogobojny ten człowiek chorował na fistułę, która miała kilka łon ze sobą pomieszanych; lekarze pootwierali już prawie wszystkie łona i goili je. Chory cierpiał długie i nieznośne boleści w czasie i po operacyi. Jedno atoli łono pomiędzy wielą innemi, tak było ukryte, że go lekarze nie dostrzegli; przeto i operacyi na niém nie uczynili, gdy już wszystkie inne, które otworzone były, zagojone zostały, to jedno jeszcze zostało; i nie było żadnego innego środka uleczenia, jedynie otworzyć je narzędziem: skoro to chory usłyszał, wzdrygnął się i zbladł wielką bojaźnią zalękniony; takowa trwoga chorego, cały dom jego we łzach i wielkim smutku jakby po pogrzebinach pogrążyła; umyślili wszyscy obecni udać się z prośbą do Boga, aby mu na pomoc przybyć raczył. „Stąd, mówi Augustyn, udaliśmy się na modlitwę, a skorośmy według zwyczaju poklęknęli i nachylili się ku ziemi: biédny chory tak rzucił się na ziemię, jakby od kogo był do tego przymuszony, i zaczął się modlić; ale jak usilnie, z jakiém uczuciem, z jakiém poruszeniem duszy, z jak rzewnemi łzami, z jak żywém westchnieniem i łkaniami, które wszystkiemi członkami jego ciała ruszały; zdawało się że mu oddech zatrzymywały; słów nawet niestaje do wyrażenia jego stanu! Czyli się modlili inni, którzy temu byli obecni, alboli téż na to zwracali swoję uwagę, tego nie wiem; jam się wcale nie mógł modlić; tom jednak rzekł w mojém sercu: Panie któreż sług twoich prośby przyjmujesz, jeśli tych nie wysłuchasz? bo mi się zdawało, że na téj modlitwie ducha wyzionie. Wstaliśmy z modlitwy a po odebraném od biskupa błogosławieństwie odeszliśmy (byli temu obecni: Saturnin biskup z Uzalii, drugi Aureliusz, Gelazjusz kapłan, i wielu innych duchownych). Nazajutrz przyszli lekarze, przyniesiono straszliwe narzędzia żelazne,... ułożono chorego na łóżku do operacyi, odwiązano obwinięcia, odkryte zostało miejsce boleści, lekarz uzbrojony w lancet wpatruje się i z natężoną uwagą szuka owego łona fistuły; bada pilnie oczyma, dotyka się palcami, próbuje nareszcie wszelkiemi sposobami, aliści z wielkim podziwem najduje owo łono, z którego się przedtém krew sączyła, zupełnie zagojone i mocną a piękną blizną pokryte. Za co z nieopowiedzianą radością oddawano cześć i dziękczynienie Bogu wszechmocnemu[104].“
Nie długo zabawił Augustyn w Kartaginie, ale jeszcze w tym samym roku przybył do rodzinnego miasteczka Tagasty, i tam osiadł w domu i na gruntach ojczystych z przyjaciółmi swoimi i z niektórymi tego miasta obywatelami, którzy się do niego jako do ojca swojego przywiązali. Skoro zamieszkał w swoim domu, zaczął prowadzić życie bogomyślne, od trosk i zabiegów światowych swobodne, rozważając dniem i nocą w zakonie Pańskim, służył Bogu, pościł, modlił się i czynił dobrze bliźniemu. Lecz przy schyłku tego samego roku wcześną śmiercią utracił syna swojego Adeodata pięknych nadziei z bystrym geniuszem szesnastoletniego młodzieńca. Na tém ustroniu zawiązał Augustyn pomiędzy swoimi przyjaciółmi życie zakonne; pierwszą ich ustawą było używanie wszystkiego społeczne, nikt nic własnego nie miał: on sam jako przewódzca dał tego piérwszy przykład, sprzedał dom ojczysty i grunta, a piéniądze pomiędzy ubogich odrazu porozdawał, aby się zupełnie wywikłał ze sideł światowych i tém snadniéj Bogu służył. Tak żyjąc prawie trzy lata w tém pobożném zaciszu, poświęcał się gorliwie pisaniu dzieł, wykładał księgi święte, tudzież bronił pismem swojém naukę kościoła Bożego, resztę czasu obracał na czytanie dzieł kościelnych pisarzy. Ukrywał się przezornie z obawy, aby go do służby ołtarza z tego zacisza nie wyciągniono, czego się bardzo lękał, lecz i tego nie uszedł Augustyn.
390 roku, trafiło się wtedy, mówi ś. Posydyusz[105], że jeden z agentów spraw rządowych w Hipponie, człowiek bogobojny i prawy chrześcianin, słysząc o wysokiéj nauce Augustyna i dobréj sławie jego, która się wszędzie rozchodziła, życzył sobie i gorąco pragnął widzieć się z nim, w téj nawet myśli: że gdyby miał sposobność usłyszeć kiedy opowiadane słowa Boże z ust jego, gotów był i on wzgardzić wszelką żądzą i znikomością świata i jego powabami, a wnijść w powołanie zakonnego żywota. Skoro tę wieść rzetelnie doniesiono Augustynowi, pragnąc tę duszę od niebespieczeństw niniejszego życia i wiecznéj zaguby ocalić, przybył do Hippony, rozmawiał często z owym agentem i za natchnieniem Bożém zachęcał go aby tego dopełnił, co Bogu ślubował. Lecz on ode dnia do dnia odkładał wykonanie swojéj obietnicy, i nie uskutecznił wtedy swego przyrzeczenia. W owym atoli czasie gdy tam bawił Augustyn, kościół Hippoński potrzebował kapłana; prawowierni zgromadzili się do kościoła, wszedł i Augustyn i stanął pomiędzy ludem, nie mając najmniejszéj nawet wiadomości o celu tego zgromadzenia. Gdy świątobliwy biskup Waleryusz rozpoczął swoję mowę do ludu, i przekładał mu niezbędną potrzebę poświęcenia na kapłana jednego z prawowiernych, któryby go wspierał w pracach biskupich: owo lud nagle pochwycił Augustyna i stawił go przed biskupem do poświęcenia, wszyscy jednozgodnie z usilném pragnieniem i głośno prosili o to, aby tego dokonał. Lecz ten według Ducha Bożego na służbę ołtarza wybraniec, wzdrygał się przyjąć tak święty urząd kapłański; lękał się i niebespieczeństw, zewsząd ten stan otaczających, rzewnemi zalawszy się łzami, usilnie wypraszał się biskupowi od przyjęcia téj dostojności. Napróżno opierał się Augustyn, bo żądaniu ludu uledz musiał.
391 roku, w Styczniu poświęcony został na kapłana hippońskiego kościoła. Skoro przyjął święcenia kapłańskie, zajął się co żywo pobożném przygotowaniem do wykonania obowiązków stanu swojego, a gdy nadeszły święta Wielkanocne, piérwszy raz wystąpił na kościelną mównicę z kazaniem przeto, że świątobliwy biskup Waleryusz rodem greczyn z trudnością mówił językiem łacińskim, albo i punickim, Augustyn tedy wyręczał go w obowiązku kazywania do ludu. Jeszcze w Tagaście zasmakował sobie w pobożności życia zakonnego, więc i w stanie kapłańskim czém prędzéj zajął się założeniem klasztoru; zbieraniem do niego sług bożych, i urządzeniem życia dla nich według obyczaju i prawidła pierwszych chrześcian za czasów apostolskich zaprowadzonego. Osoby w tém zgromadzeniu, miały mieć wszystko społeczne nic własnego; sprzedawszy własne mienie, piéniądze zań od razu rozdawali pomiędzy ubogich. Biskup Waleryusz wielce ucieszony tak pobożnym zakładem, ustąpił na ten cel swoich ogrodów, które do kościoła przylegały. Nie poprzestał on na samym tylko klasztorze męskim, założył także klasztor zakonnic, w którym siostra jego pobożna wdowa, zgromadzonym do niego dziewicom do swéj śmierci przywodziła. Napisał do tychże zakonnic dwa listy: w pierwszym zachęca ich do pobożności, pokory, czystości, ubóstwa i posłuszeństwa; w drugim napisał dla nich prawidła życia zakonnego, i te ustawy zachowują osoby obojéj płci, które pod chorągwią Augustyna w kościele wojującym wojują[106]. W tymże 391 roku nie długo po jego wywyższeniu na kapłaństwo, mówi ś. Possydyusz[107] że przyszli do niego mieszkańcy Hippony katolicy, a nawet i Donatyści, owi zawzięci nieprzyjaciele katolików, z prośbą, aby w materyi wiary rozprawił się z Fortunatem uczonym biskupem Manicheuszów, który w tém mieście bardzo wielu zwodził swoją nauką. Augustyn najchętniéj przyjął na siebie ten obowiązek, a naznaczywszy czas i miejsce publicznéj rozprawie, która przez dwa dni trwała, dowodził: że początek złego, które popełniamy (bo to było przedmiotem rozprawy) pochodził od wolnéj woli człowieka, i tak silnie wobec wielu z obu stron świadków, tego kacerza zasadami jego sekty o stworzeniu rzeczy, i o stanie stworzonego człowieka, pokonał i zawstydził, że w końcu na zagadnienie Augustyna: „Dla czego Bóg, którego nikt zmusić nie może, podał duszę człowieka na nędzę tego żywota?“ westchnąwszy rzekł: „na to nie wiem co mam odpowiedzieć;“ wyszedł Fortunat z téj rozprawmy okryty hańbą, z wymówką, że się o tém ze swojemi naczelnikami namyśli, lecz nazajutrz wydalił się z Hippony i więcéj nie wrócił.
392 roku, Augustyn jął się pióra w obronie nauki kościoła przeciw kacerstwu Manicheuszów, których błędy pełne bluźnierstw sprzeciwiały się Ewangelii i zdrowemu rozumowi; historyję tego kacerstwa w krótkości przytoczyć tu nie zawadzi, aby wiedzieć w jakie to brednie wplątał się sam Augustyn za młodu.
Kacerstwo Manicheuszów wzięło swój początek 277 r. po Chrystusie, jak pisze Euzebiusz na tenże r. 277; jego rozkrzewcą był Manes, a pierwszym założycielem niejaki Scytyan Arab miłośnik astrologii, człowiek bogaty, prowadzący handel z Indyjami; wziął on swoje błędy z nauki Plutarcha o dwóch początkach[108] napisał cztery księgi i nazwał je: 1szą Ewangelije, 2gą Rozdziały, 3cią Tajemnice, 4tą Skarby. Chciał rozszerzyć swoję naukę w Palestynie, ale chorobą złożony, życie zakończył. Miał wprawdzie ucznia imieniem Terebinta, który po swoim mistrzu został dziedzicem piéniędzy, pism i nauki, a począwszy w Palestynie rozkrzewiać zasady swojego nauczyciela, wnet poznano się na jego błędach i ścigać go zaczęto, ubiegł więc do Persyi lecz i tam od kapłanów słońca w Mitrze o błędach swoich przekonany i prześladowany, schronił się do pewnéj wdowy w mieście Ktesiphon, i nazwał się Budas aby nie był poznany; mieszkając czas niejaki u niéj, gdy z galeryi domu sztuką czarodziejską wzywał czartów, spadł, kark złamał i duszę wyzionął. Wdowa została po nim właścicielką ksiąg i piéniędzy, a nie mając potomstwa, kupiła sobie pacholę imieniem Kubrik, przybrała go za syna, kazała go uczyć Perskich nauk i malarstwa, i uczyniła go dziedzicem swego majątku. Po jéj śmierci Kubrik zmienił niewolnicze imie swoje i nazwał się Manesem, co w Perskim języku znaczy rozprawiacza, i pocieszyciela; przyznawał sobie moc czynienia cudów, i zaczął z owych ksiąg rozsiewać swoje błędy. Zwodziciel ten czynił się autorem tych ksiąg, przypisując sobie dar proroctw omamił swoją nauką króla Perskiego Schahpura I, którego syn wtedy chorował. Manes obiecał, że go przez cudowne swoje modlitwy uzdrowi, zaczém oddalono lekarzy, którzy go uleczyć mogli, ale gdy niemowlę w jego ręku umarło, z rozkazu króla wtrącony za to został do więzienia, z którego jednak wymknął się, i uciekł do Mezopotamii. W tym kraju rozsiewał nasiona bezbożnéj swéj nauki, a dowiedziawszy się tam o niejakim Marcelim w Kaskarze, mężu bogatym i prawowiernym, tudzież szczodrotą jałmużn wsławionym, napisał do niego list swojemi błędami nasterczony, chcąc przeciągnąć go na swoję stronę. Właśnie w tym samym czasie był u Marcelego Archelaus biskup Kaskary, który przeczytawszy ten list, wezwał Manesa do publicznéj rozprawy; byli téż wezwani i pogańscy filozofowie na świadków téj rozprawy: Marsyp filozof, Klaudyusz lekarz, Egialaus grammatyk i Kleobul Sofista. Z téj dysputy wyszedł Manes od biskupa Archelausa pokonany z takim wstydem, że od razu z Kaskary uciec musiał; jak pisze ś. Hieronim[109]. Akta téj dysputy, którą Archelaus po Syryjsku spisał i odbył z Manesem, znajdują się w dziele uczonego Zachagniusza[110]. Tułał się potém Manes po Syryi, Palestynie i Persyi a przy sztuce malarskiéj, z któréj potrzeby życia zaspakajał, roznosił zarazem i błędy kacerstwa swojego; lecz mimo swojéj przezorności wpadł w ręce straży króla Perskiego, która odebrała rozkaz śledzenia go wszędzie i ujęcia. Król mszcząc się śmierci swego syna i owych dozorców więzienia; bo jego ucieczkę życiem przypłacili; za jego kłamstwa i rozsiewane błędy kazał go żywo ze skóry odrzeć, i skórę jego słomą wytkaną zawiesić na pośmiewisko na bramie miasta Dżondischor, i w całém państwie swojém uczniów jego wygubić. Uszło ich jednak wiele w okolice Azyi, do państwa Rzymskiego, i do Afryki, i po tych krajach roznieśli naukę mistrza swojego. Na wschodzie nazywano Manesa: Zendick, bezbożny; al Thanawy, apostoł dwóch początków; i al Nakasch, malarz. To kacerstwro dzieliło się na dwie klassy: na świętych, czyli wybranych, i na słuchaczów; do téj to drugiéj klassy należał ś. Augustyn.
Błędy kacerstwa Manicheuszów były następujące[111]: Utrzymywał Manes dwa początki współwieczne, jeden dobry, który nazwał Bogiem i światłością; drugi zły, a ten był ciemnością, albo téż materyją z przewrotnym swoim djabłem. Tym dwom początkom przyszło do bitwy, starły się wojska z obu stron, ta walka zdziałała między niemi pomieszanie, lecz dla dobrego początku nieszczęśliwe; bo się nie mógł zupełnie oswobodzić od złego początku, który wmieszaną do swéj istoty cząstkę dobrego początku porwał ze sobą i spadł z nią do wiecznego zatracenia[112]. Stąd uczniowie Manesa wysnuli następne swéj sekty zasady, najprzód: że dusze ludzkie są cząstkami téj saméj istoty co i Bóg; dusze tedy z natury swojéj są dobre, ale w owéj walce zmieszane z istotą złego początku, potrzebują przeto pomocy, która je od złego uwalnia. Powtóre: nie tylko dusze ludzkie, ale i bydląt, ptastwa, ryb; tudzież drzewa, ziemia, jako i ciała niebieskie: słońce, księżyc, gwiazdy: są cząstkami Boskiéj istoty. Po trzecie: utrzymywali, że są dwie dusze w człowieku, jedna dobra i rozumna, pochodząca od dobrego początku, a druga zła, to jest: żądza ciała, która od złego początku pochodziła; dowodzili że człowiek od dobréj duszy do działania dobrego, a od złéj do złego jest koniecznie skłaniany, przeto użycie wolnéj woli całkiem znieśli. Po czwarte: że dusze Manicheuszów słuchaczów po śmierci wchodzą do ciał wybranych Manicheuszów, czyli do ich pokarmów, które pożywają; żołądek tedy świętego Manicheusza najkrótszą miał być drogą do oczyszczenia i oswobodzenia duszy od złéj istoty; dusze zaś innych ludzi wchodzą do bydląt, do drzew i roślin; przeto co tylko zapuszczało korzenie w ziemię, miało życie i czucie, i wyrywać tego nie wolno było; dusze więc po wielu przejściach z jednych ciał do drugich, bywają uwolnione od owych ciemności, a znowu złączone ze światłem, za pomocą dwunastu planet; a osobliwie na dwóch okrętach słońca i księżyca, wracają do nieba i do Boga. Po piąte: że świat jest dziełem dobrego początku, ale zły początek wtargnął do niego w momencie stworzenia onego, gdy owa walka żywo była staczana. Że dobry początek nieustannie działa we wszystkich częściach całego przyrodzenia i ciągle pracuje nad odłączeniem części dobréj swéj istoty, która to część do niego należy, od złéj istoty, która należy do jego antagonisty. Ale tego wtedy jedynie dokazać może, gdy jeden ze świętych, czyli wybranych Manicheuszów z pokarmem ją pożyje, dopiéro przez jego oddychanie oswobodzona bywa z niewoli złéj istoty[113]. Po szóste: utrzymywali pięć żywiołów, jako rodzaj ciemności, a dzieło od złego początku pochodzące: dym, ciemność, ogień, wodę i wiatr. Z dymu urodziły się wszystkie zwierzęta dwunożne, z którego i rodzaj ludzki wywodzi swoje pochodzenie; z ciemności wylęgły się węże i gady; z ognia zwierzęta czworonożne; z wody ryby; z wiatru ptastwo. Po siódme: potępiali małżeństwo, ponieważ cel jego, odradzanie się ludzi, uważali jako ciągłą niewolę dusz i Boga w ludzkich ciałach; jednak skrycie dopuszczali się haniebnych nierządów. Adam i Ewa urodzeni byli z mocy, która z dymu wyszła. Po ósme: zaprzeczali Chrystusowi prawdziwego ciała, ale uważali go jako najczystszy wypływ z oświeconéj istoty, i przeznaczyli mu w słońcu mieszkanie; że na jego miejscu żydzi zabili syna złego początku. Po dziewiąte: że Bóg, który podał prawo Mojżeszowi, i który mówił przez proroków w starym testamencie, nie był prawdziwym Bogiem, ale jednym z książąt ciemności. Że stary testament Pisma ś. jest w sprzeczności z nowym testamentem, który prawdziwe prawo obejmuje; ale, że jednak dużo bardzo błędów wcisnęło się do Ewangelii i listów Pawła ś. i wiele miejsc jest skażonych, przeto nową Ewangelię zaprowadzić wypadało.
Manes udawał, że jest Duchem Ś. Pocieszycielem i ostatnim już objawicielem prawdy. Na wzór Chrystusa miał dwunastu głównych uczniów; jego sekta dzieliła się na dwunastu wybranych nazywających się mistrzami, pod powagą i przewodnictwem trzynastego, który był ich głową; tudzież na 72ch biskupów; według liczby 72ch uczniów Zbawiciela; których mistrzowie na tych biskupów poświęcali; nakoniec na prostych wybranych, czyli świętych, i na słuchaczów. Piérwsi dla zjednania sobie sławy u świata, prowadzili na pozór życie powierzchownie pobożne, modlili się do słońca i księżyca i ku téj stronie obracali się pod czas modlitwy, w któréj były te gwiazdy; pościli w niedzielę i w poniedziałek, nie jedli mięsa twierdząc, że po zabiciu bydlęcia, ulotnią się owa cząstka istoty Boskiéj z jego mięsa, pozostała zaś reszta niegodna wnijść do żołądka wybranego Manicheusza; wstrzymywali się także od jaj, mléka, wina i łaźni; nie posiadali bogactw, domów i gruntów; potępiali rolnictwo, w tém mniemaniu: że niém trudnić się nie można bez popełnienia niezliczonych zabójstw, owych to dusz i cząstek istoty Boskiéj. Swoim jednak słuchaczom, którzy byli w drugiéj klassie, pozwalali się trudnić rolnictwem, i wszystko było im wolne, oprócz tylko małżeństwa. Nauczali niemniéj, iż ciało ludzkie stworzone jest od złego początku, przeto odmawiali i zupełnie zaprzeczali wszelkiego wsparcia ubogim; twierdzili oni, że bułka chleba dana ubogiemu nie Manicheuszowi na zasiłek, jest jakby na śmierć wskazana i potępiona. Pomiędzy takiemi to i wielą jeszcze innemi bredniami błądził za młodu Augustyn, lecz skoro tylko odebrał święcenie kapłańskie, Duchem Bożym owioniony, użył całéj siły bystrego geniuszu swojego na zwalczenie błędów tego kacerstwa. Ale pójdźmy daléj za pasmem jego czynnego żywota; w Afryce Donatyści srodze prześladowali katolików, burzyli ich kościoły: znieważali rzeczy święte, a nawet i mordów się dopuszczali; taki był ich początek: W czasie prześladowania kościoła, pod panowaniem Alexandra około r. 310, przeniósł się z męczeńską koroną do wieczności Mensuryusz biskup Kartaginy; r. 311, gdy pod panowaniem Maxencyusza chrześcijanie zaczęli oddychać pokojem, przychodziło im tedy obrać nowego biskupa. Ubiegali się o tę stolicę Botrus i Celusius czyli Celeusiusz, i działali podstępnie, aby pobliscy tylko biskupi, reszty innych nie czekając, zebrali się na to obranie; gdyż tym środkiem spodziewali się snadniéj osiągnąć swoje cele. Lecz zawiodły ich nadzieje, bo się zebrała do Kartaginy z pobliskich miast znaczna liczba biskupów, ci połączyli swój głos z głosem całego ludu i obrali Cecyliana dyakona miejscowego kościoła, którego Felix biskup z Aptungu na biskupa poświęcił, Botrus i Celeusiusz tym obiorem obrażeni, użyli do swojego podstępu Lucylli bogatéj i przeważnéj niewiasty a wielkiéj intrygantki; według ich życzenia, Secundus Prymas Numidyi zebrał 70 biskupów z prowincyj do Kartaginy; pomiędzy którymi najwięcéj dowodził biskup Donatus, zwany a casis nigris, od czarnych chat. Biskupi urażeni, iż do piérwszego obioru nie byli wezwani, na tym przeto synodzie złożyli Cecyliana z biskupstwa, zarzucając mu, jakoby w czasie dopiéro co umilkłego prześladowania, wydawał księgi święte, i sprzęty kościelne w ręce pogan, i męczennikom będącym w więzieniach żywności donosić zabraniał; zaczém na jego miejsce obrany został Majoryn kleryk owéj Lucylli poufalec domowy. Stąd wzięli imie i początek Donatyści, którzy porozsyłali swoje listy do innych biskupów, aby się od spółeczeństwa Cecyliana i jego stronników zupełnie odłączyli; i tak bardzo się ich sekta po całéj prawie Afryce rozszerzyła, że ani powaga Konstantyna wielkiego ani dwa sobory: jeden w Rzymie 313 r., drugi w Arelacie 314 r., na których uniewinniono Cecyliana, ani nawet ciągłe katolickich biskupów czuwanie, i praw cesarskich surowość uskromić ich nie mogła, aż dopiéro Honoryusz cesarz w edykcie swoim wydanym 414 r. do Juliana prokonsula Afryki, dziesięcioma karami ich przydławił. Donatyści błędnie utrzymywali: że prawdziwy kościół zupełnie zaginął przeto, iż trzymał z Cecylianem i tylko ich kościół w Afryce pozostał prawdziwy. Że w ich kościele jest chrzest prawdziwy, zaczém katolików do ich sekty przychodzących na nowo chrzcili; katolickie ółtarze wywracali, a nawet i kościoły burzyli; najśw. Sakrament ółtarza jako rzecz prywatną znieważali i nogami deptali, jako o tém pisze Optatus z Milewu[114] Wszelkie poświęcenia i namaszczenia kapłanów i biskupów i innych rzeczy, przez katolików udzielane, mieli za nieważne i żadne; kielichy, księgi i inne święte sprzęty gwałtem wydarte łamali i niszczyli. Panien zakonnych wykonane śluby za nieważne mieli, i przymuszali je do wykonania powtórnych. Zakonników głównemi byli nieprzyjaciołmi; nakoniec twierdzili że tylko cnotliwi i dobrzy ludzie są w kościele, złych zaś z niego wyłączali. Donatyści podzielili się na tyle sekt, że nawet sami zliczyć ich nie mogli, a każda sekta oddzielnie uznawała się być prawdziwym kościołem, i w nim tylko można było trafić do zbawienia.
394 roku, ś. Augustyn pisał przeciw Donatystom i w kilku księgach, które dziewiąty tom jego dzieł składają gruntownie zbił ich błędy.
Kiedy Augustyn blisko pięć lat nieustannie prowadził życie w bogobojności i pracy około zbawienia dusz krwią Zbawiciela drogo odkupionych, świątobliwy biskup Hippony Waleryusz radował się nieskończenie z tego, i Bogu dziękował za to, że mu posłał takowego człowieka, który zdatny był dobrym przykładem, i zdrową nauką budować kościół Boży; ale się obawiał, aby mu go do innego kościoła na biskupa nie wzięto; bo już jednego razu ukryć go na ustroniu musiał przed posłańcami, którzy go na biskupstwo szukali, o czém namienia Possydyusz[115]. Oprócz tego nie chciał mieć Augustyna w niższym stanie od siebie, ale spółbiskupem, aby ciężar biskupstwa społem dźwigali, wyrobił sobie to przez list skrycie u Aureliusza arcybiskupa Kartaginy, aby dozwolił poświęcić Augustyna na biskupa, któryby nie jako jego następca, ale jeszcze za życia jako jego kolega i współbiskup był ustanowiony. Nie długo po odebraném pozwoleniu przybył do Hippony Megaliusz biskup Kalamy, a prymas biskupów Numidyi wizytować kościół Hippoński, przybyli za nim i niektórzy biskupi; właśnie téż jego obecność potrzebna była do konsekracyi biskupa. Miał przytém Waleryusz bardzo dobrą sposobność wyjawienia ukrytego dotąd przed wszystkiemi swojego zamiaru Megaliuszowi i innym biskupom, tudzież całemu duchowieństwu i ludowi: żeby rad wynieść Augustyna do urzędu i godności biskupiéj; takowy zamiar obecni biskupi i cały lud z wielką radością i powinszowaniem mu, przyjęli usilnie prosząc, aby go czém prędzéj do skutku doprowadzić. Opierał się mocno temu życzeniu Augustyn, i przywodził tę trudność, że to jeszcze niesłychany w kościele zwyczaj, aby za życia biskupa, drugi biskup w tym samym kościele miał być postanowiony; ale zapewniany o tém, że to nie jest żadna nowość, ani rzecz nadzwyczajna, trudno więc miał opierać się woli niebios.
395 roku, w miesiącu Grudniu namaszczony został na biskupa koadjutora Hippony. Obowiązki przywiązane do godności i urzędu biskupiego, a osobliwie uprzejma ludzkość z jaką przychodziło mu przyjmować gości: wywołały go z klasztornego zacisza, do biskupiego domu, w którym niebawnie zawiązał zakon z kapłanów, dyakonów i subdyakonów na usługę Hippońskiemu kościołowi poświęconych, i z tymi zakonnikami prowadził życie w według prawidła od śś. Apostołów dla piérwszych chrześcijan w Jerozolimie ustanowionego, którzy mieli wszystko spółeczne a nic własnością nazwać nie było im wolno. Jeżeli który z tych zakonników posiadał jaki majątek, więc albo do społeczności wnieść go, albo pomiędzy ubogich rozdać był winien, i nie chciał Augustyn żadnego kleryka poświęcić na kapłana, jedynie tego, który z nim pod tym warunkiem spólnie żyć będzie. Rozchodziła się wszędzie głośno po Afryce sława o świątobliwém życiu i wysokiéj nauce jego zakonników, mówi ś. Possydyusz[116], tak dalece, że inne kościoły z upragnieniem żądały z jego klasztoru kapłanów na biskupstwa, i dziesięciu pobożnych i uczonych mężów ze swojego zakonu dał Augustyn rozmaitym kościołom. Za jego przykładem poszli inni biskupi i przy swoich kościołach klasztory pozakładali; od niego to niezaprzeczenie kanonicy zakonni wywodzą swój początek. Augustyn zostawszy biskupem podwoił swoję gorliwość i pracę około zbawienia poruczonego sobie ludu, kazywał prawie codzień z zapałem godnym apostolskiego naślednika, wcałéj potędze słowa Bożego nauczał prawdy ś. wiary: wykorzeniał stare a szkodliwe pogańskie zwyczaje ludu, owo rzucanie na siebie nawzajem kamieniami, w którém się zabójstwa wydarzały. Życie swoje prowadził Augustyn średnią drogą, suknie, obuwie i pościel były wprawdzie skromne, ale chędogie i przyzwoite jego powołaniu; mówi on sam: „Takiéj sukni używać powinienem jaką przyzwoicie nosić może kapłan, dyakon, subdyakon i takową dla spółeczności w darowiźnie przyjmuję. A jeżeli kto droższą da, takową sprzedam, aby pieniądze za nię były spółeczne, skoro suknia nie może być spółeczną. Jeżeli komu podoba się darować mi suknię, niech mi da taką, jakiejbym się nie wstydził nosić, bo szczerze wyznaję, że wstydzę się chodzić w drogiéj sukni: bo to nie przystoi temu powołaniu, tym członkom i téj sędziwości[117].“ Stół jego bywał skromnemi bardzo pokarmami z jarzyn i legumin zastawiany, niekiedy dawano i mięsne potrawy, ale tylko dla gości i chorych osób, dawane bywało i wino do stołu dla wszystkich, lecz jeżeli który z zakonników niepotrzebnie przysięgał się, za to jednéj porcyi wina był pozbawiony. Łyżek używał srebrnych, inne zaś naczynia do potraw były gliniane, albo marmurowe, albo téż drewniane, nie z niedostatku, ale z dobrowolnego ubóstwa. U stołu czytano, albo rozmawiano, o ważnych rzeczach religijnych, aby przeszkodzić niepożytecznéj mowie i szarpaniu sławy bliźniego, bo ku temu miał wielki wstręt, a nawet od stołu odchodził w czasie obiadu słysząc obmowę, i na uleczenie téj złéj skłonności, były wiérsze nad stołem po łacinie napisane[118]. Żadna niewiasta nigdy w jego domu nie mieszkała, ani do niego nie wchodziła, a nawet i rodzona jego siostra pobożna wdowa i dwie siostrzenice chociaż w klasztorze bogobojne życie wiodły i żadnego o sobie nie dawały podejrzenia; ale że te osoby nie mogą obejść się bez innych niewiast, a do tych inne jeszcze przychodzić zwykły, coby mogło być obrazą i zgorszeniem dla ludu. Zarząd domu powierzał jednemu ze swoich kapłanów, który co rok zdawał mu rachunek z dochodów i wydatków, obierał także ludzi sumiennych i doświadczonych do nadzoru nad zakładami, które dźwignął i wystawił dla ubogich i chwały Bożéj. Daleki był Augustyn od chciwości, daremnie przeto nalegano na niego aby darowizny ze spadku przyjmował, skoro widział, żeby takowa chociaż dla kościoła zapisy, prawym dziedzicom uszczerbek i krzywdę sprawiły. Ile czasu zostało mu od prac biskupich, obracał go na odwiedzanie i pocieszanie uciśnionych wdów i ubogich sierót, i co oszczędził z dochodów kościelnych, wszystko obracał na wsparcie ubogich, a idąc za śladem wielu świętych biskupów, osobliwie zaś ś Ambrożego: niekiedy kazał stopić część sprzętów kościelnych na wykupienie niewolników. Chował i ten pobożny zwyczaj swojego kościoła, odziewania corocznie ubogich w każdéj parafii.
Augustyn natchniony tymże duchem miłości Bożéj co i Paweł Apostoł, który chciał wyklęcie nawet przyjąć z miłości ku braci[119], gorliwy o zbawienie swoich owieczek, mówił: „Nie pragnę być zbawiony bez was, jakieżbym do tego miał prawo? Bo dla czegóż jestem biskupem i poco na święcie? dla tego jedynie, aby żyć w Jezusie Chrystusie ale z wami, to moja namiętność, to zaszczyt, to chwała moja, to są prawdziwe bogactwa moje.“ Nie było zaiste czulszéj duszy od Augustyna nad nędzą i uciskiem ludu; tę czułość wzniecały w nim nadprzyrodzone pobudki, a napływ miłości Bożéj utrwalał ją ciągle.
396 roku, świątobliwy Waleryusz biskup Hippony, skołatany długą pracą około zbawienia owieczek w swéj owczarni, pochylony wiekiem szczęśliwie dokonał żywota; cały więc urząd biskupi i prace kościoła Hippońskiego zlały się na Augustyna zupełnie.
397 roku napisał Augustyn swoje wyznania, w dowód zupełnego nawrócenia się swojego do Boga. O wartości tego dzieła sam Augustyn swoje zdanie daje: „Żadna zaiste z ksiąg moich, mówi on, ani z powszechniejszém upodobaniem przyjętą, ani z większém zajęciem czytaną nie była, jak księgi moich Wyznań[120], które o dobrych i złych uczynkach moich napisane, chwalą sprawiedliwego i nieskończenie dobrego Boga, podnoszą ku niemu umysł człowieka i miłość w sercu jego rozniecają. Taki wpływ wywierały one na mnie, kiedym je pisał, a ilekroć je odczytuję dotąd go wywierają. Coby zaś drudzy o nich sądzić mieli, tego po przeczytaniu ich sami doznają; wszakże ile mi wiadomo, wielom z mych braci w Chrystusie bardzo się podobały i podobają[121].“ A do Daryusza hrabiego, posyłając mu te Wyznania, tak pisze: „Przyjmij więc mój synu, ty dobry mężu! nie z powierzchowną i zwinną grzecznością, ale w duchu chrześcijańskiéj miłości po chrześcijańsku, przyjmij księgi moich wyznań, którycheś ode mnie żądał; w nich to mnie się przypatrz, i nie wychwalaj mnie wyżéj niźlim godzien, wiérz raczéj mojemu w nich wyznaniu, niźli temu, co drudzy o mnie rozgłaszają; w tych księgach obaczysz i zważysz czém byłem w sobie i przez siebie samego; a jeżeli ci się spodoba co we mnie, chwal tedy w nich ze mną Boga, bo tego żywo pragnę, aby Onego chwalić ale nie mnie; ponieważ On uczynił nas, a nie my sami siebie; myśmy się zatracali, lecz kto nas utworzył, ten i zdrożności nasze sprostował[122].“
Tegoż roku Augustyn pisał przeciw kacerstwu Aryusza, który będąc kapłanem Alexandryjskiego kościoła ubiegał się o biskupstwo alexandryjskie, a zawiedziony w nadziei, bo Alexandra na biskupa wybrano, z tego więc powodu mszcząc się: w r. 321 czernić począł naukę tego biskupa, obwiniał go o błąd Sabelliusza przeciw Trójcy Ś. Lecz samże Aryusz w naukach swoich i kazaniach zaprzeczał bóstwa Chrystusowi, i zupełnie umieścił go w liczbie stworzeń, nauczając: że był czas, w którym Syna Bożego nie było. Augustyn napisał XV ksiąg o Trójcy Ś. i zbił zupełnie błędy Aryusza, którego kacerstwo długo i srodze kościół Boży trapiło.
Opuścić tu nie można listownéj rozprawy ś. Augustyna ze ś. Hieronimem, którą w tymże 397 roku ci dwaj ojcowie kościoła ś. pomiędzy sobą zawiązali. Dostał Augustyn do rąk swoich dzieła, które Hieronim wiekiem już wtedy podeszły, przez 30 lat około Pisma ś. pracując wydawał, a któremi po całym świecie chrześcijańskim zajaśniał. Augustyn jeszcze w roku 395 napisał do niego list, w którym odwodzi go od nowego tłumaczenia Pisma starego testamentu z języka hebrajskiego; potém zarzuca mu jakoby pobłażał kłamstwu przy wykładzie listu do Galatów w roz. II wierszu 12, gdzie ś. Paweł strofuje ś. Piotra o to: że za przybyciem do Antyochii z Jerozolimy żydów do wiary nawróconych, przestał jadać z nawróconemi poganami, aby nie dał żydom zgorszenia, czém obrazili się poganie; że utrzymywał Hieronim: jakoby w tém porozumieli się ci dwaj Apostołowie. Przy tym liście posłał mu dziełka swoje: Rozmowy z sobą samym, i wykłady niektórych Psalmów. Nim ten list doszedł Hieronima, Augustyn wyprawił 397 roku drugi, w którym jeszcze silniéj nalega na polemikę względem słów Pawła ś. i tak do niego pisze: „Nie przyznaję sobie tego abym twój geniusz darem Bożym złoty, mógł zbogacać mojemi szelążkami, nie ma bowiem zdatniejszego od ciebie do sprostowania tego przedmiotu. Proszę cię przeto, weź się ze szczerą surowością do poprawienia dzieła, i jak przysłowie niesie: zaśpiewaj Palinodyą[123], to jest odwołaj coś napisał. Bez porównania bowiem piękniejsza jest prawda chrześcian, niźli Helena Greków: bo nasi męczennicy mężniéj za nią walczyli, niźli bohaterowie pod Troją. Co nie mówię przeto, abyś oczy serca odzyskał, boś ich bynajmniéj nie utracił, ale abyś zwrócił uwagę, mając wźrok czujny i zdrowy, na wszystkie skutki, jakie wypływają z podobnéj zasady. “ Nie mogąc się Augustyn doczekać odpowiedzi na swoje zarzuty, wyprawił przeto trzeci list, w którym prosi o krytykę dzieł swoich, usprawiedliwiając się, że nigdy żadnéj księgi nie pisał przeciw Hieronimowi, i nie posyłał do Rzymu. Pomiędzy innymi ludźmi mogłaby się przez to wznieść burza zatargów, ale ci dwaj święci mężowie do jednego celu prawdy dążąc, łatwo się w otwartości pism swoich zrozumieli. Odpowiedział mu na to Hieronim: „Odebrałem twój list, w którym zachęcasz mnie bym śpiewał Palinodyą, i naśladował Stezihora w odzyskaniu wźroku. Ja po prostu wyznam, że chociaż styl i ręka zdawały mi się twoje, jednak nie chciałem wierzyć łatwo, abym odpowiadając nie obraził ciebie, jeźliby to pismo twoje było. Co jeżeli tak jest, to napisz otwarciéj, i przyślij lepszy exemplarz, abyśmy bez gniewu rozprawiali o Piśmie ś. i albo nasz błąd poprawili, albo okazali: że niesłusznie nas ganią... Zostaje mi tylko prosić, abyś kochał ciebie kochającego, a będąc młodzieńcem na polu Pisma ś. nie wyzywał starca... i żebyś nie sam zdawał się przywodzić poetów, więc przytoczę ci zdanie: „że wół zmordowany mocniéj stawia nogę...“ Nie zapominaj o mnie święty i czcigodny biskupie, patrz jak cię kocham, kiedy nawet wyzwany nie chciałem odpowiedzieć.“ Ale nim Augustyn odebrał ten list, mocno domagał się w innym liście odpowiedzi na swoje zarzuty, zaczém Hieronim jeszcze otwarciéj odkrył myśl swoję w drugim liście: „Liczne wyprawiasz do mnie listy, i często nalegasz na mnie o odpowiedź względem swoich zarzutów.“ Potém gdy mu wystawił tę nieprzyzwoitość, że piérwszy list jego krążył wprzód po wszystkich prawie rękach i krajach, (osoba przez którą był posłany, w drodze umarła, czemu Augustyn nie był winien), tak pisze: „Nieprzyzwoitą byłoby to rzeczą dla mnie żyjącego w klasztorze upierać się z biskupem jednego wyznania, i jeszcze z biskupem, którego piérwéj zacząłem kochać jak znać, który pocieszał mnie nadzieją, że po mnie zajaśnieje pracą na polu około Pisma ś. Nadto dodajesz żeś gotów przyjąć to po bratersku i uważać za łaskę, jeźlibym co chciał w twoich pismach poprawić;... jeźli przewrotni ludzie w saméj Ewangelii umieją naleźć coś do nagany, to cóż dziwnego, choćby w dziełach twoich, a osobliwie w kommentarzach na Pismo ś. nalazło się zdanie nie zupełnie zgodne... i różnica, nie z moim wykładem, bo jestem niczém, ale z objaśnieniami dawnych greckich ojców. Bądź zdrów najmilszy przyjacielu, wiekiem synu, godnością ojcze, i błagam cię o to, aby twoje listy piérwéj do mnie, jak do kogo innego dochodziły.“ Przed odebraniem tego pisma, Augustyn wyprawił Cypryana swego dyakona z nowym listem i trzema poprzedniemi w kopii, i nieustawał w swojém żądaniu. Odpowiada mu Hieronim: „Opuszczam wstępne grzeczności, któremi starą głowę chciałeś ukołysać, zamilczę o pochwałach, któremi nagany chciałeś osłodzić, lecz przystępuję do rzeczy;“ objaśnił potém swój wykład słów ś. Pawła do Gallatów, tak daléj mówi: „Proszę cię znowu, i znowu proszę, abyś przebaczył rozprawie mojéj, i jeżeli czém przeszedłem miarę, przypisz sam sobie, boś mnie do tego zmusił. Ani mnie sądź patronem kłamstwa, bo idę za Tym, który jest drogą, prawdą i życiem; nie może więc czciciel prawdy poddać szyi pod jarzmo fałszu.... Proszę cię w końcu listu, abyś spoczywającego starca i oddawna weterana, odgrodzonego na wsi zaciszem, nie zmuszał walczyć na nowo. Ty młody i na godności biskupiéj postawiony, nauczaj ludy, a mnie dość w ubogim kątku klasztornym szeptać z jednym słuchaczem.
Skoro ś. Augustyn otrzymał pisma od Hieronima, i postrzegł że go mógł obrazić, rzucił się niebawnie z chrześcijańską pokorą do zachowania miłości, stąd między innemi tak mówi: „Dla czego usiłuję płynąć przeciw wodzie a raczéj nie proszę o przebaczenie? Zaklinam przeto ciebie na łagodność Chrystusa Pana, abyś mi darował, jeźlim cię obraził, a nawzajem nie chciał mi płacić obrazą Chociaż bowiem dostojnością, według zwyczaju zaprowadzonego w kościele, biskup jest starszym od kapłana, Augustyn jednak we wielu rzeczach jest mniejszy od Hieronima.“ Od tego czasu Augustyn zawdy był piérwszym wielbicielem Hieronima, umyślnie nawet wyprawił do niego z listami uczonego kapłana Orozyusza, i w podziwiającéj pokorze prosił go o rozwiązanie niektórych wątpliwości: „Prosiłem i proszę Boga naszego, który nas wezwał do swojego królestwa chwały, abyś mnie w tém co do ciebie piszę, święty bracie Hieronimie oświecił z moim pożytkiem... bo tak daleko jestem od ciebie, że na odpowiedź upływają nie dni, i miesiące: ale całe lata; kiedybym rad, gdyby to być mogło, zawsze mieć ciebie przy sobie i rozmawiać z tobą, o czémbym chciał. Posłał mu przy tym liście rozprawę o duszy i innych ważnych przedmiotach; na co Hieronim tak mu odpisuje: „Na twoje dwa dziełka, któreś mi przypisał, pełne najgłębszéj nauki, i jaśniejące całym blaskiem wymowy, nie mogłem w porę odpowiedzieć. Nie żebym co do nagany nalazł, ile że każdy wedle słów Apostoła w swojéj myśli obfituje. Rzeczywiście co tylko można było powiedzieć i wysokim geniuszem wyczerpnąć z Pisma ś., wszystko to wykonałeś. Lecz proszę o cierpliwość że śmiem chwalić twój geniusz.“ Hieronim aż do zgonu zachował najczulszą przyjaźń dla Augustyna, i kiedy ten wielki bojownik kościoła poraził na głowę kacerzy: Pelagiusza i Celestyusza, wtedy święty starzec jeszcze go więcéj ukochał; tak się wyraża w ostatnim liście przed swoją śmiercią do Augustyna: „Najmilsza mi jest każda sposobność, jeżeli przez nię pisać mogę do ciebie. Boga biorę za świadka, że gdyby to być mogło, pożyczyłbym skrzydeł od gołębicy, abym poleciał i uściskał ciebie. Tegom zawsze prawie żądał z przyczyny wielkich cnót twoich, ale teraz najbardziéj pragnę, boś twoją sprawą i staraniem udusił kacerstwo Celestyusza.
398 roku, Aureliusz arcybiskup zwołał synod do Kartaginy, już czwarty za swojego biskupstwa; zebrało się 204 biskupów pod przewodnictwem Aureliusza, zasiadał na nim i Augustyn; na tym synodzie ustanowiony był obrządek konsekracyi biskupów i innego duchowieństwa, uczyniono po raz pierwszy na nim wzmiankę o aparatach kościelnych.
Niejaki Faust biskup manichejski rodem z Milowy uważany za bożyszcze od swoich stronników, dla gładkiéj wymowy, i powierzchownie udawanéj skromności z ujmującą grzecznością: szarpnął się około roku 390 na wiarę katolicką w swéj księdze pełnéj bluźnierstw przeciwko prawu Mojżesza, prorokom i tajemnicy Wcielenia; ukrywał zręcznie błędy swéj sekty; stylem jasnym i pełnym dawał dowcipny obrot swojemu rozumowaniu.
400 roku, Augustyn w dziele swojém przeciwko niemu tego roku napisaném, z dwudziestu trzech ksiąg złożoném; potęgą prawdy i głęboką nauką swoją zwycięzko rozmiotał jego bluźnierstwa. Gdy Donatyści w Afryce tak się wzmogli, że nie było prawie miasta i miejsca, gdzieby nie mieli swego biskupa, których przeszło cztérysta liczyli, i nie przestawali wywierać swoich okrucieństw na katolików, dopuszczać się mordów i podniecać pożogi przymuszając ich takiemi środkami do przyjęcia swéj sekty i chrztu powtórnego:
403 roku katoliccy biskupi uradzili na synodzie odbytym w Kartaginie, aby każdy biskup katolicki w swojém mieście wezwał biskupa Donatystę do dysputy w obecności miejscowego urzędu, w wyznaczonym na to dniu i miejscu; chcąc tym sposobem umorzyć owo stare już między sobą nieporozumienie, i mnogim nadużyciom zapobiedz. Biskupi Donatystów uchylali się od téj dysputy, z tego powodu, że rozmawiać z katolikami nie mogą, jako z grzesznikami i nieczystemu. A nawet ze ś. Augustynem nie chcieli rozpocząć dysputy przeto, że biskup Hippony jest wymowny, że trudnaby ich sprawa z nim była. Gdy ś. Possydyusz biskup Kalamy, a uczeń ś. Augustyna, wezwał w témże mieście Kryspina biskupa Donatystów do rozprawy: Kryspian, jego kapłan i krewny, zasadził się na ś. Possydyusza w drodze, ludźmi zbrojnemi otoczył dom, w którym Possydyusz stanął, zapalił go ogniem, drzwi wyłamał, wywlókł Possydyusza z komnaty, srodze go zbił, konie i wszystko mu pozabierał. Prokonsul wskazał Kryspina za to na karę piéniężną 10 liwrów złota fran. mon. Ś. Augustyn natchniony miłością ku najzawziętszym nawet nieprzyjaciołom; któréj nas Zbawiciel nauczał, i ściśle wykonywać ją kazał; wyprosił u Prokunsula darowanie kary dla winowajcy, mówiąc: że on nie chce zemsty, bo ta nie zgadza się z powołaniem chrześcian, a tém mniéj z charakterem biskupów, ale miłością, dobrocią i modlitwą pokonać pragnie swoich nieprzyjaciół; i ten oręż podawał Augustyn do rąk prawowiernego ludu. Unikanie Donatystów od dysputy z katolickimi biskupami sprawiło to, że Augustyn nabrał więcéj jeszcze śmiałości i odwagi przemawiania do pospólstwa Donatystów, garnącego się gromadami na łono katolickiego kościoła. Biskupi Donatyści zębami grzytali na to nawracanie się ludu, i publicznie kazywali, że zabić Augustyna, byłoby dla ich religii wielkiém dobrem i zasługą przed Bogiem. Jakóż rzeczywiście Donatyści (Circumceliones) zasadzili się na jego życie gdy zwiedzał swoję dyecezyę i omało że go pewnego dnia nie zabili, ale z rozporządzenia Boskiego, przewodnik jego zbłądził przypadkiem z drogi, która mordercami na niego przygotowanemi była obsadzona, inną tedy drogą przybył na przeznaczone miejsce: skoro się o tém późniéj dowiedział, z duchowieństwem które miał ze sobą, podziękował Bogu wybawcy za swoje ocalenie.
405 roku, kiedy Donatyści pohamować nie chcieli swoich zawziętości, lecz przeciwnie srogie gwałty i spustoszenia rozszerzali w okolicach Hippony: Augustyn litując się ucisku prawowiernego ludu, zmuszony został udać się z prośbą do Cecyliana namiestnika cesarskiego w Numidyi, aby poskromił Donatystów okrucieństwa i zawichrzenia, przechodzące złośliwość Aryanów i innych kacerzy. To téż spowodowało Honoryusza cesarza, że w tym samym roku ogłosił przeciwko nim surowe prawa i rozmaite kary, ale Augustyn wstawiał się i prosił za nimi.
407 roku, znowu przyszło Augustynowi do sławnéj dysputy w religijnéj materyi z Felixem Manicheuszem z liczby wybranych. Przybył on w Sierpniu do Hippony odświeżyć swoję sektę, którą Augustyn już przydeptał i wymiótł z tego miasta. Felix zdawał się nauką i geniuszem przewyższać owego Fortunata, o którym już wyżéj mówiliśmy, lecz Augustyn swoją nauką i dowodami prawdy, w dwudniowéj rozprawie publicznie w kościele tak ze wszystkich stron zwarł Felixa, że na piśmie daném potępił Manesa i jego naukę i prawym został katolikiem.
Widząc biskupi katoliccy, że Donatyści nie chcą przyzwolić na pojedyncze z nimi w materyi religijnéj rozmowy, udali się w tym celu do cesarza Honoryusza; na ich tedy prośbę cesarz wydał r. 410 swój rozkaz Donatystom, aby publiczną rozprawę odprawili z katolikami, skoro się od dobrowolnéj uchylają; mianował zarazem Trybuna Marcelina cnotliwego i roztropnego męża, aby téj rozprawie przodkował. Zebrało się do Kartaginy biskupów Donatystów 270, katolickich 206. Trybun Marcelin rozkazał, aby katolicy i Donatyści wybrali z pomiędzy siebie po siedmiu biskupów do dysputy, i po drugie tyle biskupów do porady dysputującym; tudzież po cztérech notaryuszów, którzy będą spisywać to, co będzie mówione; i po cztérech biskupów dozorujących. Po ośmnastu przeto biskupów z każdéj strony miało składać posiedzenie. Ze strony katolików wyznaczeni byli do rozprawy: Aureliusz, Augustyn, Alipiusz, Wincenty, Fortunat, Fortunacyan i Possydyusz. Z Donatystów: Prymian, Petycyan, Emeryt, Protazy, Montan, Gaudencyusz i Adeodat.
411 roku, poczęła się ta wolna rozprawa d. 1 Czerwca, i ciągnęła się aż do ósmego dnia tegoż miesiąca. Donatyści usiłowali dowieść, że kościół jest cały piękny i bez skazy, zaczém żaden grzesznik nie może być w nim umieszczony; z powodu, że poza ich kościołem chrzest jest nieważny. Lecz Augustyn mając główny udział pomiędzy biskupami, przytaczał nieprzeparte świadectwa z Pisma ś., niemi więc pokonał Donatystów i dowiódł, że prawdziwy kościół jest powszechny. A gdy wszystkie przywodzone przez Donatystów dowody zwątlone i zupełnie wyczerpane zostały, i gdy już nic nie mogli przytoczyć na poparcie swéj sprawy; Marcelin Trybun ogłosił przeciwko nim wyrok, poodbierał im kościoły, i schadzek im zabronił. Od czasu téj rozmowy Donatyści do upadku zbliżać się poczęli.
412 roku, Pelagiusz rodem z wielkiéj Brytanii, mnich nie kapłan, z klasztoru Bangory w Gallii, odbywał podróż po Włoszech, bawił czas niejaki w Rzymie, z szacunkiem uważany był za pobożnego i cnotliwego człowieka. Lecz skoro tylko wszedł w zażyłość z Rufinem, owym to głównym ś. Hieronima nieprzyjacielem, nasiąkł przewrotną jego nauką, siać tedy począł błędy: 1ód zaprzeczał rozlania się grzéchu piérworodnego po całym ludzkim narodzie, i że niemowlęta bez chrztu ś. umierające nie ulegają wiecznemu potępieniu. 2re twierdził: że człowiek bez pomocy łaski Bożéj, ale naturalną siłą wolnéj woli może wszelkie dobre i pobożne dzieło wykonać; że Bóg daje nam łaskę za dobre nasze uczynki. 3cie nauczał: że człowiek za pomocą siły wolnéj woli może się wznieść do tego stanu, w którym może niegrzeszyć. Pelagiusz miał ucznia imieniem Celestyusza, który udał się do Afryki i nie z mniejszą od swego mistrza usilnością błędną tę naukę rozszerzał po Afryce; od obu tych kacerzy sekta ich imie wzięła. Skoro tylko pelagianizm wylęgać się począł, ś. Augustyn w tymże roku jął się pióra w obronie słowa Bożego i wiary świętéj; pismami więc swojemi, które są w dziesiątym tomie dzieł jego umieszczone, błędy tego kacerstwa o niewzruszoną opokę objawionéj prawdy roztrącił, i nieprzepartemi dowodami przekonał: że grzech pierworodny zlewa się na wszystkich potomków Adama, i że zwyciężająca łaska Boża, sama z siebie skuteczna i silna, do wypełnienia każdego pobożnego uczynku jest nam koniecznie potrzebna.
Kiedy Gotowie pod przewodnictwem Alaryka w r. 410 dobyli Rzymu, złupili go, ogniem i orężem zniszczyli: poganie miotali bluźnierstwa na chrześcian, i całą przyczynę tych ciężkich klęsk na nich składali, jakoby dla tego Rzym został od Gotów zniszczony, że cześć ich bogów zupełnie zniesioną, i z ich świątyń wymiecioną została, a natomiast religija chrześciańska jest zaprowadzona.
413 roku, Augustyn rozpoczął na odparcie téj potworzy nieoszacowane dzieło: o Mieście Bożém[124], które na dwadzieścia i dwie księgi podzielił. Piérwsze dziesięć ksiąg napisał przeciwko czcicielom fałszywych bogów, którzy o to spustoszenie Rzymu religiją chrześcijańską winili. W ostatnich dwunastu księgach skreślił historyją o początku, postępie i końcu Miasta Bożego i świata. To nieocenione Augustyna dzieło, jest bardzo przyjemnym i jasnym stylem napisane, a tak obszerną nauką o Bogu, i o rzeczach świeckich ubogacone, i z takową erudycyą geniuszu wypracowane, że we wszystkich swoich czytelnikach podziwienie sprawuje.
415 roku, Augustyn, jak już wyżéj mówiliśmy, wysłał Orozyusza zacnego kapłana do ś. Hieronima, który przy Żłóbku Jezusowym w Betlehem mieszkał. W tymto właśnie roku dnia trzeciego Grudnia, pokazał się we śnie Lucyanowi kapłanowi, mieszkającemu w miasteczku Kafargamalam o 20 mil od Jerozolimy odległém, sędziwy starzec z poważną twarzą, który się nazwał Gamalielem mistrzem ś. Pawła Apostoła, i upomniał Lucyana po raz pierwszy; a po kilku dniach, gdy kapłan rzecz odkładał, w mniemaniu że to był próżny sen, chroniąc się łatwowierności; po raz drugi i trzeci, wskazując mu nawet miejsce blisko Jerozolimy, gdzie jego ciało, tudzież ś. Szczepana pierwszego męczennika i Nikodema, który przyszedł w nocy do Chrystusa, ciała były pogrzebione: aby to oznajmił Janowi Jerozolimskiemu biskupowi w tych słowach: „żeby te ciała, przez które Bóg otworzy ludziom drzwi miłosierdzia swego, bez przyzwoitéj czci dłużéj nie leżały.“ Dnia przeto 26 Grudnia, w towarzystwie kilku biskupów, i w obecności całego prawie ludu, Jan biskup Jerozolimski na wskazaném miejscu wynalazł owe ciała. Skoro otworzony został grób ś. Szczepana, unosił się z niego najprzyjemniejszy zapach; wszyscy obecni cisnęli się do ucałowania ś. szczętów, i zaraz téż siedmdziesiąt osób rozmaitemi chorobami ujętych, zdrowie uzyskały. Gdy do Jerozolimy były niesione szczęty ś. Szczepana; panowała wtedy wielka posucha w Palestynie; wszyscy do nieba wzdychali o deszcz; w tym samym czasie spadł deszcz obfity[125]. Powracając Orozyusz na początku r. 416 z Palestyny z listami od ś. Hieronima, i pismami od biskupów Herosa i Łazarza, którzy zasiadali na synodzie w Liddzie, czyli Diospolu, zwołanym przeciw Pelagiuszowi; wziął ze sobą część relikwii ś. Szczepana. Gdziekolwiek Orozyusz przybył z temi świętemi szczętami, wszędzie je biskupi i lud wierny ze czcią i nabożeństwem przyjmował; wszędzie téż Bóg działał przy nich palcem swéj wszechmocności cuda, i łaski ludowi udzielał; jedni wźrok odzyskali, drudzy nagle od rozmaitych chorób uzdrowieni byli, a nawet jedno umarłe pacholę, na którém położono te relikwije, do życia wróciło. Przybywszy z niemi na wyspę Minorykę, zbiegali się chrześcianie, i żydzi z niemi się złączyli, a po krótkiéj rozprawie o religii, 440 żydów wiarę ś. przyjęło, pomiędzy niemi i Teodor, którego najwięcéj poważali, i odrazu swoję bóżnicę na kościół obrócili[126]. A gdy przybył z niemi do Hippony, umieścił je ś. Augustyn w swoim kościele w kaplicy, i na jéj sklepieniu napisać kazał cztéry wiérsze: że cuda za wstawieniem się ś. Szczepana przy nich zdziałane, samemu tylko Bogu przyznać należy. Na rozgłoszenie po Afryce tych łask i cudów, które Bóg okazywał przy tych ś. szczętach ludowi w kościele Hippońskim, Augustyn wprowadził ten zwyczaj wydawania na piśmie świadectwa: aby każdy, ktokolwiek odebrał jaką łaskę od Boga, publicznie ją całemu ludowi z tém świadectwem opowiadał. W przeciągu dwóch lat wydano takowych świadectw około siedmdziesiąt.
Niejaki Marek rodem z Egiptu z miasta Memfis usnował kacerstwo z błędów Manesa, Orygenesa i Gnostyków, i przyniósł je do Hiszpanii; naukę jego przyjęli: znakomita niewiasta Agape, i retor Helpidiusz, a od nich zaraził się temi błędami Pryscylian, szlachetnego rodu, i pięknym geniuszem ubogacony hiszpan; od którego to kacerstwo 379 r. imie wzięło. Szerzyła się po Hiszpanii ta religijna zaraza, któréj bogobojny wyżéj wspomniony kapłan Orozyusz zapobiegając, udał się w r. 415 do Afryki z prośbą do słynnego już w tedy z nauki po całym świecie chrześcijańskim Augustyna, aby mu doradził, jak ma obronić wiarę ziomków swoich.
420 roku napisał Augustyn dzieło przeciw pryscylianistom i orygenistom, zbija w niém błędy tych kacerzów, którzy utrzymywali: że są dwa początki, jeden dobry, a drugi zły; że dusza ludzka jest natury boskiéj; i że jest wtrącona w ciało za grzechy, których się przedtem dopuszczała, i dopóty wniém zamieszka, dopóki nie będzie oczyszczona na tym świecie; dowodzi Augustyn, że ją Bóg stworzył, i że męki czartów i potępionych są wiecznotrwałe. Odpiéra także i to ich nierozumne z pogany twierdzenie: jakoby każdy człowiek rodził się pod swoją gwiazdą, i od niéj jego dobre lub złe powodzenie pochodziło.
426 roku, Augustyn pochylony wiekiem, i tak mnogiemi pracami około zbawienia owieczek, pieczy jego poruczonych, skołatany: za zezwoleniem duchowieństwa i ludu, przybrał do swoich prac biskupich na koadjutora Herakliusza kapłana; był on wprawdzie najmłodszy pomiędzy jego duchownemi, ale rzadkiéj cnoty i dojrzałéj roztropności. Nie był Herakliusz przed Augustyna śmiercią na biskupa namaszczony, lecz od tego już roku lud udawał się do niego we wszelkich swoich potrzebach.
W tym także roku Augustyn ukończywszy dzieło o Mieście Bożém, rozpoczął ważną bardzo robotę, mając nieco wolniejszego od zatrudnień czasu, zaczął przeglądać wszystkie swoje dzieła i poprawiać w nich miejsca błędne, nie zdające mu się zgadzać z wytrawioną w późniejszym wieku jego nauką. Tych poprawiań[127] napisał dwie księgi, i skończył je 428 roku. W tym to jeszcze roku Augustyn napisał list o łasce, do Syxtusa kapłana, który w r. 432 na stolicę Piotra pod imieniem Syxtusa III nastąpił. Ten list przyniósł mnich Florus do klasztoru Adrumetskiego w Afryce, czytali go zakonnicy; ale jak to zwykle bywa, że ludzie, nieposiadający gruntownie nauki, krytykują to, czego nie rozumieją, a bardzo często zakładają mądrość swoję na uwłaczaniu ludziom prawdziwie uczonym; tak téż zakonnicy w tym klasztorze, niezrozumiawszy dokładnie myśli i textu w liście Augustyna, przyganiać mu poczęli, jakoby on broniąc łaski, nie zostawił w człowieku użycia wolnéj woli. Walenty opat klasztoru, doniósł o tém Augustynowi, prosząc aby w téj materyi pogodził mnichów. Napisał Augustyn księgę o łasce i użyciu wolnéj woli, i posłał ją do Adrumetskiego klasztoru. Niespokojność zrazu uśmierzyła się, lecz inni zakonnicy zarzucali, że niezostawionoby miejsca karaniu w przyszłości, jeżeli według nauki Augustyna, Bóg działa to w nas: abyśmy chcieli i czynili. Uwiadomiony o tém Augustyn, chcąc wszelkie ciemności mnichów rosproszyć, napisał 427 roku księgę o karaniu i łasce. W tym samym czasie Witalis w Katarginie okazał się otwarcie półpelagianem, i dowodził że początek wiary naszéj nie pochodzi z daru Bożego, ale od własnéj woli naszéj; w tym jeszcze roku niezwłocznie napisał Augustyn do niego list, i zbił błąd jego[128]. Złe prędko się rozchodzi: ten błąd zawędrował z Afryki do Francyi i znacznie się rozszerzył, dodano do niego drugi: „że wytrwałość w dobrem nie jest osobliwym darem Bożym, ale od zezwolenia woli naszéj zależy.“ Te błędy utrzymywali zakonnicy w Marsylii, Faust biskup, Wincenty z Lirrynu, Jan Kassian opat i Genadyusz z Massylii. Gdy to kacerstwo półpelagianów poczęło się rozszerzać we Francyi, napisali o tém do Augustyna w roku 428 dwaj świątobliwi mężowie Prosper i Hilary, acz świeckiego stanu, ale gorliwi łaski Bożéj obrońcy: w roku 429 odpowiedział Augustyn Prosperowi i Hilaremu, i posłał im z tego powodu napisane dwie księgi: jednę o przejrzeniu świętych (de praedestinatione), drugą o darze wytrwałości. Zbija Augustyn w tych dwóch księgach błędną naukę półpelagianów, z łagodnością jednak obchodzi się z niemi, ile że jeszcze bez uporu błądzili, i nauka ich nie była wyrokiem kościoła potępiona, co jednak na synodzie II Arauzykańskim r. 529 nastąpiło, i to potępienie półpelagianów Bonifacyusz II zatwierdził. Bardzo długi szereg dzieł przyszłoby wypisać, chcąc wyliczyć wszystkie prace i pisma Augustyna, które jedenaście wielkich tomów składają.
428 roku w Maju, Wandalowie wtargnęli z Hiszpanii do Afryki w liczbie 80,000 wojska pod dowództwem Genzeryka króla swojego; wprowadził ich do tego kraju Bonifacyusz hrabia dowódzca wojska cesarskiego w Afryce, który po śmierci piérwszéj swéj żony zamyślał nawet oddać się życiu zakonnemu w klasztorze ś. Augustyna. Lecz za rozkazem cesarskim przeniósł się do Hiszpanii i tam pojął żonę aryankę, krewną Gontaryza i Genzeryka królów Wandalskich. Aecyusz ubiegający się z nim o dostojeństwa u rządu Rzymskiego, wziął z tąd sposobność i wprawił go w podejrzenie o niewierność u Placydyi regentki państwa, podczas małoletniego syna Walentyniana lllgo. Bonifacyusz, acz niewinny, przewidział jednak nieuchronną zgubę swoję; wszedł przeto w przymierze z królami Wandalów w Hiszpanii, a potém wziąwszy się do boju, poraził trzech wodzów przeciwko niemu od cesarzowéj i Aecyusza wysłanych; po odniesioném zwycięstwie, wezwał Wandalów do zagarnienia prowincyj w Afryce, które do Państwa Rzymskiego należały dotąd pokojem i wszystkich rzeczy obfitością ubogacone, ale barbarzyńcy swojemi okrucieństwy odmienili w krotce postać tego kraju. Ś. Possydyusz biskup Kalamy, obecny świadek i ucześnik owych nieszczęśliwości, mówi: że którędy tylko przechodzili, wszędzie dopuszczali się na mieszkańcach niesłychanych mordów, okropnych katuszy, łupieży, nie przepuszczając ani płci, ani żadnemu wiekowi człowieka; burzyli miasta, wywracali świątynie i gruzami je zasiewali, wszędzie rozniecali niszczące pożogi, wsie, miasteczka z ziemią równali. Dziewice zakonne i świeckie, albo od miecza, albo od głodu w jaskiniach ukryte, życie kończyły. Biskupi i kapłani zagarnieni w niewolą, ogołoceni ze wszystkich potrzeb, schnęli w ostatniéj nędzy i ubóstwie; niektórzy z nich wśród pożaru spłonęli. Z wielkiéj liczby kościołów w Afryce, trzy tylko ocalały: w Kartaginie, Hipponie i Cyrcie; bo tych miast Wandalowie nie zrujnowali. Ś. Augustyn napominał hrabiego Bonifacyusza, aby darował urazy, których doznał, by wrócił do powinności i wziął się do szczeréj pokuty za swoje grzechy.
Placydya cesarzowa posłała tym czasem do Afryki hrabiego Daryusza do układu o pokój. Bonifacyusz okazał świadectwem swoję niewinność, oraz intrygę i zdradę przez Aecyusza przeciw sobie uknutą, z któréj tak wielkie wynurzyło się nieszczęście; przyjął powierzone sobie dowództwo wojska cesarskiego; starał on się potém i piéniądzmi i orężem oswobodzić Afrykę z rąk Wandalów, lecz barbarzyńcy już prawie cały kraj zajęli; i nie ma tam ratunku, gdzie sprawiedliwość Boska sprawiedliwie chce ukarać jaki naród, za dawne jego występki! Bonifacyusz wydał nieprzyjaciołom wojnę, lecz w bitwie pokonany, schronił się z wojskiem swojém do Hippony miasta najwarowniejszego w Afryce; schroniło się tam także kilku biskupów, a między nimi i Possydyusz.
430 roku, przy schyłku Maja, Wandalowie oblegli Hipponę lądem i morzem. Zabolał bardzo Augustyn na tę klęskę i ucisk swojéj ojczyzny, a gdy to miasto w którém był biskupem, nieprzyjaciel otoczył i zewsząd ścisnął, boleść ta sroższém jeszcze udręczeniem serce jego trapiła. W tym atoli nacisku strapienia, ani jego wiary, ani biskupiego męztwa jego nic zwątlić nie zdołało, zachęcał owszem swoje owieczki do cierpliwości, aby te nieszczęścia i uciski jako karę od Pana Boga za grzechy swoje przyjęli, upewniając ich zarazem o nieskończoném Jego miłosierdziu, że on może te klęski odwrócić, jeźli się szczérze przez pokutę do niego nawrócą. Ta jedynie pociecha ożywiała w owym czasie Augustyna, że z innymi biskupami miał przy sobie Possydyusza, ulubionego i światłego ucznia swojego, jakto sam Possydyusz pisze: „Częstośmy społem rozmawiali o tych nieszczęśliwościach, razemeśmy wzdychali i z rzewnym płaczem prosiliśmy ojca miłosierdzia, Boga wszelkiéj pociechy, aby w tym nacisku strapienia ulgę nam przynieść raczył.“ Prosił z nimi Augustyn Boga, aby albo miasto od otaczających go nieprzyjaciół oswobodzić raczył, albo téż sługi swoje uczynił mocnemi do zniesienia mężnie wyroku Jego woli, jeźli inaczéj być nie może, i aby powołał go do siebie z tego świata. Wysłuchał Pan jego prośbę w trzecim miesiącu 14sto miesięcznego oblężenia, Augustyn zachorował na febrę, a lubo w ciągu swojego życia, jego zdrowie częstym i dotkliwym podpadało słabościom, wiedział jednak, że ta słabość ostatnią jest jego chorobą; przygotowany on był na śmierć, bo się gotował na nię od owego czasu, kiedy porzucił świat, i znikomém jego szczęściem zupełnie pogardził. W téj ostatniéj chorobie kazał wypisać na ćwiartkach arkusza siedm pokutnych psalmów Dawida, i na ścianie je przyprawić; leżąc na łóżku czytał je często, i rzewliwie płakał; aby nikt nie przeszkadzał zbawiennemu jego rozważaniu, nie dozwalał na dziesięć dni prawie przed zgonem, nikomu wchodzić do jego komnaty, jedynie w tym czasie, w którym go lekarz odwiedzał, i kiedy brał posilenie. Ta choroba nie naruszyła żadnego członka jego ciała; nakoniec z przytomnym umysłem, zdrowym wźrokiem i słuchem: otoczony w około uczniami swoimi, razem z nimi się modląc, zasnął spokojnie w Bogu dnia 28 Sierpnia w siedmdziesiątym szóstym roku swojego żywota; testamentu żadnego nie zrobił, bo z czegóż go miał zrobić ubogi sługa Chrystusów, nie miał z czego! księgi i pisma swoje, i od innych sług Bożych pisane, kościołowi zostawił.
Ciało ś. Augustyna pochowane było w kościele zwanym z początku Świątynią Pokoju, a wówczas kościołem ś. Szczepana. Ś. Possydyusz pisarz jego żywota wylicza zarazem cuda, jakie Bóg działał przy jego grobie na okazanie: jak miłe były mu zasługi i życie Augustyna.
Gdy hrabia Bonifacyusz po cztérnastu miesiącach oblężenia Hippony, stoczywszy powtórny bój z nieprzyjaciółmi, do Włoch ustąpić musiał, barbarzyńcy prawie połowę miasta, od mieszkańców opuszczonego, w perzynę obrócili; ocalała jednak biblioteka w pośród płomieni i ciało ś. Augustyna, mówi ś. Possydyusz.
483 roku, Trasamundus król Wandalów Aryanin i srogi prześladowca wiary ś. rozkazał przenieść się wszystkim biskupom, i całemu duchowieństwu katolickiemu z Afryki na wyspę Sardynią, ś. Fulgencyusz i inni biskupi, nie chcieli zostawić w ręku barbarzyńców tak nieocenionego skarbu, wzięli przeto ze sobą ciało ś. Augustyna z pastorałem i mitrą. Skoro przybyli do Sardynii, Bóg cudowny w świętych swoich, działać raczył cuda przy grobie jego: pomiędzy wielą innemi, gdy jeden człowiek ślepy uklęknął nabożnie i dotknął się jego ciała, zaraz wźrok odebrał[129].
722 roku, Luitprand świątobliwy król Lombardów, wykupił ciało ś. Augustyna za znaczną summę złota ze Sardynii od Saracenów, którzy tę wyspę zawojowali, i kazał złożyć je do skrzyni cynowéj, a tę włożono do srebrnéj, srebrną zaś do marmurowéj, w mieście Tycynie w kościele ś. Piotra; na skrzyni marmurowéj wyryte było imie ś. Augustyna na kilku miejscach.
1095 roku, święte szczęty Augustyna odkryte były w niezmienionym stanie.
1728 roku, biskup Pawijski sprawdził te ś. relikwije, i na dowodach oparty uznał, że były niezaprzeczenie ciałem ś. Augustyna; to uznanie w tymże roku potwierdził Benedykt XIII papież. Kościół ś. Piotra w Pawii, nosi imie ś. Augustyna; kanonicy zakonu ś. Augustyna, i Augustyjanie pełnią służbę Bożą w tym kościele.
1844 roku ciało ś. Augustyna zostało przeniesione z Pawii do Algeru stojącego dziś na gruzach staréj Hippony, w któréj Augustyn był za życia biskupem. Francuzi zdobywszy w r. 1830 Alger na barbarzyńcach, wkrótce potém założyli stolicę arcybiskupią w tém mieście; pobożny tedy X. Dupuche Iszy arcybiskup Algeru, za zezwoleniem ś. stolicy Apostolskiéj, przeniósł te ś. szczęty z Włoch do Afryki, i z wielką uroczystością złożył je w katedralnym kościele, aby Bóg wszechmocny, za wstawieniem się Augustyna św. rozszerzyć znowu raczył po téj części świata wiarę i religią św. ku powiększeniu swéj chwały na ziemi. Amen.









  1. Ps. 72, 28.
  2. Efes. 5, 8.
  3. Ps. 35, 7.
  4. Rzym. 5, 5.
  5. Efes. 3, 14-19.
  6. Efes. 5, 8.
  7. Ps. 17, 29.
  8. Ps. 138, 12.
  9. Łukasz 2, 14.
  10. Ps. 83, 6.
  11. Ps. 121, 1.
  12. Ps. 35, 7.
  13. Mat. 3, 2.
  14. Ps. 41, 7.
  15. Efes. 5, 8.
  16. Rzym. 8, 24.
  17. Ps. 41, 8. 5
  18. I. Kor. 3, 1.
  19. Filip. 3, 13.
  20. Ps. 41, 3.
  21. Rzym. 12, 2.
  22. I. Kor. 14. 20.
  23. Gal. 3, 1.
  24. Dzieje Ap. 2, 3.
  25. Ps. 45, 5.
  26. Ps. 41, 4.
  27. Ps. 41, 5.
  28. 6.
  29. Ps. 41, 6.
  30. Rzym. 8, 11.
  31. I. Tessal. 5, 5.
  32. I. Kor. 4, 7.
  33. Rzym. 9, 21.
  34. Izai. 34, 4.
  35. Ps. 103, 2.
  36. Ps. 18, 8.
  37. Ps. 8, 3.
  38. Ps. 35, 6.
  39. Mat. 24, 35.
  40. Jak. 1, 11.
  41. I. Jan 3, 2.
  42. Ps. 142, 6.
  43. Ps. 35, 10.
  44. Księga Rodz. 1, 9.
  45. Ps. 94, 5.
  46. Ps. 84, 12.
  47. Izai. 58, 7.
  48. II. Kor. 5, 17.
  49. Rzym. 13, 11.
  50. Ps. 64, 12.
  51. Mat. 9, 38.
  52. I. Kor. 3, 1.
  53. Izai. 1, 16-17.
  54. Mat. 19, 16-17.
  55. Izai. 52, 7.
  56. Ps. 18, 3.
  57. Dzieje Ap. 2, 2.
  58. Jer. 15, 19.
  59. Ks. Rodz. 1.
  60. Ps. 18, 5.
  61. I. Kor. 14, 22.
  62. Ps. 22, 5.
  63. Ps. 68, 33.
  64. Rzym. 12, 2.
  65. Galat. 4, 12.
  66. Ekkles. 3, 19.
  67. Kor. 8, 8.
  68. Rzym. 12, 2.
  69. Kolos. 3, 10.
  70. I. Kor. 2, 15.
  71. I. Kor. 2, 14.
  72. Ps. 48, 13.
  73. Koll. 3, 10.
  74. Ps. 115, 2.
  75. II. Tym. 1, 16.
  76. II. Tym. 4, 16.
  77. Filip. 3, 19.
  78. Filip. 4, 10-11, 12, 13.
  79. Kollos. 3, 10.
  80. Filip. 4, 14.
  81. Ps. 4, 1.
  82. Filip. 4, 15.
  83. 17.
  84. Mat. 10, 41-42.
  85. III. Kor. 17, 5.
  86. I. Kor. 2, 11.
  87. I. Kor. 2, 12.
  88. Mat. 10, 20.
  89. Rzym. 5, 5.
  90. Żywot ś. Augustyna w ostatnim tomie jego dzieł ks. pierwsza, rozd. I.; z którego ten rysopis jest wyjęty.
  91. Ks. piérwsza Wyznań rozd. XI.
  92. Wyznania Księga pierwsza, Rozdz. IX.
  93. Wyznań ks. trzecia, rozd. I.; ks. czwarta, rozd. II.
  94. Księga trzecia, rozd. IV.
  95. W księdze do Honorata o pożytku wierzenia rozdz. I.
  96. Ks. trzecia, Wyzn. rozd. XI.
  97. Ks. czwarta, rozd. IV.
  98. Tu użyłem przenośni; Kopernik, bowiem odkrył bieg ziemi, a za nim poszedł Nefton i inni astronomowie.
  99. Wyz. ks. piąta, rozd. III.
  100. Wyzn. księga ósma, rozd. II.
  101. Wyzn. księga dziewiąta, rozd. VII.
  102. Boroniusza Roczniki: rok 163. Ś. Augustyna w ks. 22, rozd. 8, o Mieście Bożém.
  103. Wyzn. ks. dziewiąta, rozd. X.
  104. Księga XXII o Mieście Bożém, rozd. 8, §. 3.
  105. W życiu ś. Augustyna rozdz. 3
  106. Dziewięćdziesiąt sześć zakonów: 52 duchownych, a 44 rycerskich prowadziło życie według Reguły Ś. Augustyna.
  107. W życiu Ś. Augustyna roz. 6.
  108. Plutarchus de Jsi. et Orisi XXI.
  109. W księdze o Pisarzach Kos. r. 72.
  110. Tom I, Collect. Monum. veterum Eccles. Graecae ac Lat. Romae 1698.
  111. Przywiedzione tu błędy wyjęte są z księgi ś. Augustyna w Tom. VIII pod tytułem kacerstwa: pisanéj do Quodvultdeus.
  112. Wyzn. ś. Augustyna księga siódma rozdz. 2.
  113. Wyznań księga trzecia, rozdz. X.
  114. W księdze II na karcie 55.
  115. W żywocie ś. Augustyna rodz. 7.
  116. W życiu ś. Augustyna rozd. 11.
  117. Mowa 356, rozd. 13.
  118. Quisquis amat dictis absentum rodere vitam
    Hanc mensam vetitam noverit esse sibi.
  119. Do Rzymian XI, 5.
  120. O darze wytrwałości rozd. 20.
  121. W ks. II Poprawień rozd. 6.
  122. List 231 rozd. I.
  123. Była to alluzya do Stezichora, o którym bajka niesie, że śpiewając przeciwko Helenie, wźrok utracił, a odwołując to, co piérwéj śpiewał, znowu odzyskał władzę widzenia.
  124. Miasto w polskim języku znaczy nie tylko domy i mury, ale i mieszkańców, i społeczność miejską; bo tak się wyrażamy: poruszyło się całe miasto; wyszło całe prawie miasto.
  125. Marceli, chron, ad an. 415.
  126. Ś. Augus. o Mieście Bożém ks. XXII r. 8.
  127. Libri Retractationum.
  128. List 217 Aug.
  129. List Oldrada Arc. Medyol. do Karola W. w Boroniusza rok 736.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.