Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Dziesiąta/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Dziesiąta
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

KSIĘGA DZIESIĄTA.


ROZDZIAŁ I.
Unosi się sercem ku Bogu.

Niech cię poznam wewnętrzny znawco człowieka! „niech cię tak poznam, jakom od ciebie poznany jest[1].“ Siło méj duszy, przeniknij i przekształć ją, aby twoją była, i byś ją bez skazy i marszczki posiadał. Ta jest cała moja nadzieja, i méj mowy przedmiot; i tą cieszę się nadzieją kiedy się roztropnie weselę. Reszta zaś zdarzeń tego życia, o tyle mniéj godne są łez, o ile więcéj się o nie płacze, a im są opłakańsze, tym mniéj w nich płakać się zwykło. „Ale ty Panie umiłowałeś prawdę[2] a kto czyni prawdę przychodzi do światłości[3]. O jakże pragnę mieć ją w mojém sercu przed tobą wyznającém, i w piśmie mojém, które mnie przed wszystkiemi prawie wyznaje.




ROZDZIAŁ II.
Z głębi serca czyni, swoje wyznanie.

A chociażbym zawarł moje serce, cóż utaić zdołam przed tobą, którego oczom odsłoniona jest aż do gruntu przepaść ludzkiego sumienia? Ciebiebym zapewne ukrył przed sobą, ale nie siebie przed tobą. Teraz zaś gdy westchnienia moje nieprzepartemi są świadkami, że sobie już więcéj nie smakuję w samym sobie, ale ty Panie jaśniejesz mi, i nitem twéj miłości przypoiłeś do siebie moje serce i pragnienia, bym się wstydził siebie i porzucił, a ciebie obrał, i ani sobie ani tobie inaczéj lecz jedynie przez łaskę twoję ku chwale twéj się podobał.
Ty więc poznajesz mnie Panie i przenikasz czémkolwiek jestem; i tom już powiedział, jaki przynosi mi pożytek moje wyznanie, które czynię nie usty ani głosem, ale wyrazami duszy i myśli wołaniem, którego słucha ucho twoje. I zaiste, jeżeli złym jestem, tobie wyznawać, nic nie jest innego jedynie bym nie podobał się sobie; a jeżelim dobry, tobie wyznawać jest nie przyznawać sobie dobrych westchnień duszy mojéj; bo ty Panie chociaż „błogosławisz sprawiedliwemu, aleś go wprzód jako grzesznika usprawiedliwił[4].
Czynię przeto mój Boże, wyznanie moje przed oblicznością twoją tajemnie i jawnie; milczą wprawdzie moje wargi, ale głos miłości woła. Nic bowiem ludziom dobrego nie mówię, czegobyś ty wprzód z głębi serca mojego nie usłyszał; i nic takiego nie słyszysz ode mnie, czegobyś mi przody nie powiedział.




ROZDZIAŁ III.
Przywodzi przyczynę, dla któréj to wyznaje, co łaska w nim zdziałała.

Ale cóż to należy do ludzi, aby słyszeli moje wyznania, właśnie jakby uleczyć mieli wszystkie moje słabości? Ludzkie plemie bardzo jest ciekawe znać cudze życie, a nader niedbałe w sprostowaniu swojego! Pocóż dowiadują się ode mnie czém jestem, kiedy nie chcą dowiedzieć się od ciebie czém oni są istotnie? I skądże wiedzą, gdy o mnie ode mnie słyszą, że prawdę mówię? ponieważ „nikt z ludzi nie wié co jest w człowieku, jedno duch człowieczy który w nim jest[5].“ Lecz jeźli usłyszą Ciebie mówiącego o sobie samym, nie poważą się powiedzieć: „Pan skłamał.“ Cóż bowiem jest od ciebie słyszeć o sobie, jeżeli nie to, aby poznać siebie samego. A kto zaprzecza to, co tak jasno w sobie poznaje, czyliż nie kłamie sobie samemu? Ale „jak miłość wszystkiemu wierzy[6]“ pomiędzy temi, których bratnim węzłem połączyła; tak niemniéj tym, w twéj obecności Panie, czynię moje wyznania, by mnie słyszeli z tą wiernością, którym okazać nie mogę prawdy w nich wyznanéj, ci więc, którym miłość uszy dla mnie otwiera, wierzą słowu mojemu. Ty jednak wewnętrzny mój lekarzu okaż mi pożytek z tego wyznania, które czynię! Bo wyznania przeszłych błędów i win moich, któreś mi przebaczył i twojém zmiłowaniem osłonił, abyś mnie w sobie ubłogosławił przez odrodzenie méj duszy wiarą i sakramentem twoim: kiedy są czytane albo słyszane, zachęcić mogą serce rozpaczą odrętwiałe, by nie mówiło: „nie mogę!“ i obudzić je z ufnością do miłości miłosierdzia twego, i do słodyczy twéj łaski, któréj dzielnością każdy słaby siły nabiera, i przez którą swoję słabość uznaje. Jakaż to niewypowiedziana pociecha dla sprawiedliwych, słyszeć o przeszłych grzechach owych ludzi, którzy są od nich uwolnieni, nie dla tego, że to są grzechy, ale że były, a już ich nie ma.
Ale z jakimże pożytkiem mój Boże, któremu codziennie wyznaje sumienie moje daleko bespieczniejsze w nadziei twego miłosierdzia, aniżeli w swojéj niewinności; z jakimże to będzie pożytkiem pytam się, że niemniéj ludziom przed twoją oblicznością tém pismem wyznaję to, czém dziś jestem, nie to czém byłem? Bo z wyznań przeszłego żywota mojego jużem uznał pożytek, i o nim namienił. Lecz teraz bardzo wielu, którzy mnie znają i nie znają, którzy ode mnie, albo nieco o mnie od innych słyszeli, wiedzieć pragną w obecnym moich wyznań czasie czém jestem, ale oni ucha swego nie mają u serca mojego, w głębi którego tém jestem, czémkolwiek jestem. Chcą pewnie słyszeć mnie wyznającego, czém rzetelnie wewnątrz siebie samego jestem, dokąd ani okiem, ani uchem zagłębić się, ani myślą dosięgnąć nie mogą. Są oni zdolni wierzyć mi, ale nie poznać mnie; bo miłość która ich poświęca, mówi im: że nie kłamię w mojém wyznaniu, i ona mi u nich wiarę jedna.




ROZDZIAŁ IV.
Jakiego spodziewa się pożytku z wyznań swoich.

Ale z jakimże pożytkiem pragną dowiedzieć się o tém jakim jestem? Czyliż chcą cieszyć się ze mną, skoro się dowiedzą, ile mnie twéj łaski pobudka przybliżyła do ciebie, a dowiedziawszy się, jak bardzo jeszcze opóźniam się własnym moim ciężarem w dążeniu, zechcąli modlić się za mną? Takowym braciom moim okażę się rzetelnie. Nie mały to zapewne pożytek mój Boże, by od wielu dzięki były tobie składane za ten dar, który w nas jest; i aby cię wielu za nas błagało[7]. Niech serce mych braci kocha we mnie to, co według twéj nauki jest kochania godném, a nad tém niech boleje, nad czém ubolewać im nakazujesz. Ale tych uczuciów żądam jedynie od serca mych braci, nie od obcego serca; nie od synów cudzych „których usta mówiły nikczemność, a prawica ich, prawica nieprawością zmazana[8].“ Ale bratnie serce niech wznieci to uczucie, które jeśli mnie chwali, cieszy się ze mną, jeśli mnie gani, za mnie się smuci, bo równie w pochwale jak w naganie kocha mnie.
Odsłonię się braciom moim: niech odetchną z radością na widok dobrych spraw moich, a niech westchną na moje złe uczynki. Moje dobre sprawy są darów twoich dziełem; złe uczynki moje są mojemi występkami, a sprawiedliwym sądem twoim. Na owe niech odetchną, na te niech westchną. A hymny i łzy z bratnich serc, niech się wznoszą przed oblicze twoje, jako kadzidła z twoich żywych kadzielnic. Ty więc o Panie, zapachem ś. kościoła twojego pobudzony zmiłuj się nade mną według wielkości miłosierdzia twego[9] i dla chwały imienia twojego; prowadź poczęte dzieło twoje, a zniwecz moje niedoskonałości. Ten jest prawdziwy pożytek niniejszych wyznań: nie to, czém byłem, ale to, czém jestem; bym to wyjawił nie tylko przed obliczem twojém w tajemnéj radości z bojaźnią, i w smutku z ufnością, ale głośno wobec wiernych synów ludzkich, stowarzyszonych ze mną ucześników wiary i uciechy, wspólników śmiertelności, moich współobywateli i podróżujących ze mną poprzednich i następnych méj pielgrzymki towarzyszów.
Ci są twojemi sługami, braćmi mojemi, których za synów sobie przybrałeś, uczyniłeś ich panami mojemi, i rozkazałeś mi służyć im, jeśli chcę żyć z ciebie i z tobą. I wieczne Słowo twoje nie byłoby miało na mnie tego wpływu, mówiąc tylko jak nauczyciel, lecz że razem czynami przodkowało jak przewodnik; idę więc mową i czynami za jego śladem; wypełniam jego naukę pod zasłoną skrzydeł twoich z wielkiém wszakże niebespieczeństwem, ale że pod opiekuńczą zasłoną twych skrzydeł dusza moja jest tobie podległa, a słabość moja tobie znana.
Małe jestem pacholę, lecz ojciec mój zawsze żyje, i potężnego mam opiekuna. Ten sam obdarzył mnie życiem, który mnie pod swoję przygarnia opiekę, i ty nim jesteś o najwyższe dobro moje. Ty wszechmocny, który ze mną pierwéj jesteś nim ja byłem z tobą. Wyjawię tym, którym służyć nakazujesz mi, nie to, czém byłem, ale czém dziś jestem. „Ale ja sam siebie nie sądzę;“ niech mnie słuchają w duchu, w jakim mówię.




ROZDZIAŁ V.
Człowiek nie poznaje zupełnie siebie samego.

Ty bowiem Panie jesteś moim sędzią; „a chociaż nikt z ludzi nie wié co jest człowieczego, tylko duch człowieczy, który w nim jest[10], jest atoli człowieczego coś, czego nie wié ani duch człowieczy, który w nim istnieje. Ale ty Panie, któryś go stworzył, znasz wszystkie skrytości jego. Ja zaś aczkolwiek pogardzam sobą przed oczyma twojemi, ziemią i prochem się uznając, wiem jednak o tobie coś, czego nie wiem o samym sobie. Zapewne teraz „widzimy, przez zwierciadło i pod zasłoną, jeszcze nie twarz w twarz[11];“ z tąd więc, jak długo na tém wygnaniu od ciebie oddalony błąkać się będę, sobie jestem obecniejszy; poznaniem siebie; niźli tobie; wiem wszelako, iż ty Panie niczém być nie możesz naruszony, ale tego nie wiem, którym pokusom oprzéć się zdołam, a które mnie pokonają.
Ale wzmocniony jestem nadzieją: że „ty wiernym jesteś i nie dopuścisz kusić nas nad siłę naszę, ale z pokuszeniem uczynisz téż i wyjście, abyśmy znosić mogli[12].“ Niechaj więc wyznam o sobie wszystko o czém wiem, i co mi nie jest wiadome. Ponieważ co wiem o sobie, ty mnie w tém oświécasz, a czego o sobie nie wiem, dopóty nie pojmuję, dopóki oblicze twoje nie rozjaśni ciemności moich, jak dzień wśród pełnego południa.




ROZDZIAŁ VI.
To wié z pewnością, że kocha Boga.

Z całą pewnością sumienia mojego, wiem Panie, że cię kocham. I czyliż niebo i ziemia, i wszystko co w sobie obejmują, nie wołają zewsząd na mnie, bym cię koniecznie kochał i mówić nie przestają wszystkim ludziom tak: „iż nie mogą być wymówieni[13].“ Lecz daleko silniéj głos miłosierdzia twego odzywa się wewnątrz w tym, „komuś jest miłościw, a miłosierdzie uczynisz, nad kim się zlitujesz[14].“ Inaczéj; niebo i ziemia głuchym opowiadają twoję chwałę.
Cóż tedy kocham, ciebie kochając? Nie kocham żadnego kształtu ciała według jego rozciągłości, ani sławy według czasu, ani jasności światła, owego przyjaciela oczu naszych, ni słodkiéj melodyi śpiewów, ni przyjemnego zapachu kwiatów i wonnych olejków, ni manny, ni miodu, ani żadnych członków miłych dla roskoszy ciała.
Nie to kocham, kochając Boga mojego. Kocham jednak pewną światłość, jakąś melodyę, jakiś zapach, pewny pokarm, jakowąś niepojętą roskosz kiedy kocham Boga mojego; światłość, śpiéw, zapach, smak, lubość, według mnie wewnętrznego człowieka; gdzie jaśnieje dla méj duszy, co miejscem nie objęte, gdzie brzmi co z czasem nie ulata; pachnie czego wiatr nie rozprasza; smakuje to, czego obżarstwo nie zmniejsza, gdzie powab przywiązuje się do roskoszy, od któréj go sytość nie odłącza.
To jest, co kocham, gdy kocham Boga mojego. Ale cóż to jest rzeczywiście? Zapytałem o to ziemi, i odpowiedziała: „tém nie jestem;“ i wszystkie twory, które w swém łonie piastuje, to samo zeznały. Zapytałem się morza i przepaści, i pełzających istót żywotnych, odpowiedziały: „nie jesteśmy twoim Bogiem, szukaj go nad nami.“ Zapytałem się wiatrów, ale całe powietrze z swojemi mieszkańcami odpowiada: myli się Anaxymenes, nie jestem Bogiem. Zapytane niebo, słońce, księżyc i gwiazdy mówią: ani my nie jesteśmy Bogiem, o którego się dowiadujesz. Mówiłem nakoniec do wszystkich przedmiotów, otaczających drzwi zmysłów moich: mówcie mi o Bogu moim; ponieważ nie jesteście nim, więc mi nieco powiédzcie o nim! Wtedy silnym zawołały głosem: „On udziałał nas.“
Usilne rozważanie moje całego przyrodzenia było głosem zapytującym się, a piękność stworzeń była ich odpowiedzią. Obróciłem się do siebie i mówiłem sobie: ty kto jesteś? Odpowiedziałem: jestem człowiekiem. Owóż ciało i dusza dwie istoty we mnie są mi obecnie posłuszne, jedna zewnątrz, druga wewnątrz. W któréjże z nich raczéj przystało mi szukać Boga mojego, którego na próżno szukałem przez zasłonę ciała mojego we wszystkich istotach od ziemi aż do nieba, jak daleko dosięgnąć zdołały w poselstwie oczu moich promienie.
Lepiéj zapewne poradzić się istoty wewnętrznéj. Bo wszyscy ciał posłańce przychodzili przed trybunał tego skrytego sędziego, który rozważał odpowiedzi nieba i ziemi, i wszystkich stworzeń wołających: „nie jesteśmy Bogiem, ale dziełami jego.“ Człowiek wewnętrzny używa zmysłu zewnętrznego, jako narzędzia do poznania tych rzeczy; ja człowiek wewnętrzny, ja duch przez zmysły ciała posiadam to poznanie.
Zapytałem się całego przyrodzenia o Boga mojego, i odpowiedziało mi: „nie jestem Bogiem, ale dziełem jego.“ I czyliż ten ogół prawdy, nie stawia przed oczy każdego, ktokolwiek całości swoich zmysłów używa, tego samego wizerunku istót? Dla czego do wszystkich nie mówią jedno i to samo? Widzą je źwiérzęta wielkie i małe, ale pytać się nie mogą dla braku rozumu, który jako sędzia panuje zmysłom donoszącym. Ludzie zdolni są zapytać się: „by niewidzialne rzeczy Boga, przez te rzeczy uczynione zrozumiane, były poznane[15].“ Lecz ujęci miłością stworzeń, stają się ich niewolnikami, przeto, jako niewolnicy nie mogą być ich sędziami.
Nie odpowiadają one samym tylko zapytującym ich, jeżeli zarazem rozwagą swoją nie sądzą o nich; ani téż głosu swojego, czyli przyrodzonéj postaci swojéj nie odmieniają, jeżeli jeden tylko widzi je, drugi zaś widząc zarazem pyta ich: jakoby inaczéj jednemu, a inaczéj się drugiemu wystawiały; ale jednakim sposobem się okazując: owemu milczą, temu zaś mówią. Lecz owszem, do wszystkich one zarówno przemawiają tym samym językiem; ale ci tylko je rozumieją, którzy ich głos zewnątrz słyszany porównywają z wewnętrzném prawdy świadectwem. Prawda bowiem mówi mi: Bogiem twoim nie jest niebo, ani ziemia, ani żadne ciało. Natura ich wyraźnie mówi do oczu widzącemu je; że każda wielkość ciała w swéj części mniejsza jest, od swéj całości. Ale ty lepsza i wyższa jesteś nad to wszystko, do ciebie to mówię o duszo moja, bo ty życiem krzepisz twoje ciało, czego żadne ciało drugiemu ciału nie daje. „Twój atoli Bóg sam jeden życia twojego jest życiem[16].“




ROZDZIAŁ VII.
Za pomocą zmysłów poznać Boga nie można.

Cóż więc kocham gdy kocham Boga mojego? Któż to jest, co nad głową méj duszy panuje? Dusza moja posłuży mi za szczebel, po którym wzniosę się ku niemu. Przejdę tę żywotną siłę, która mnie łączy z mojém ciałem, a swoim ożywnym sokiem członki napełnia. Za jéj przewodnią nie najdę Boga mojego: bo niemniéj nalazłby go „koń i muł, którzy rozumu nie mają[17],“ a téj saméj siły żyją pierwiastkiem.
Inna jest siła, która nie tylko ożywia, ale i czuciem obdarza ciało moje, które udziałał mi Pan, zakazując oku, aby nie słyszało, a uchu aby nie widziało, lecz abym owém widział, a tém słyszał; tak zarówno wszystkim zmysłom, każdemu z osobna w jego siedzibie i usłudze wskazane są właściwe działania, i usługą tych zmysłów, jednym moim umysłem rozmaite działam rzeczy. Ale przejdę i tę jeszcze siłę, którą wspólnie ma ze mną koń i muł; równie czuciem ciała obdarzeni.




ROZDZIAŁ VIII.
Rozprawia o pamięci.

Przejdę i tę istoty méj potęgę, wznosząc się po stopniach aż do tego, który mnie udziałał; i oto przychodzę na rozległe pola i do obszernych pałaców méj pamięci, gdzie zachowane są skarby nieprzeliczonych obrazów tychże przedmiotów, drzwiami zmysłów wprowadzonych. Tam zamieszkują wszystkie myśli nasze, przez które powiększamy, zmniejszamy, albo zmieniamy zasoby zmysłami naszemi uzbierane, i wszelki nakoniec powierzony skład, którego jeszcze odmęt zapomnienia nie pochłonął i w sobie nie zagrzebał.
Gdy tam myślą jestem, żądam aby wyszło przede mnie to, czego chcę; niektóre przedmioty niebawnie występują, inne dłuższego wymagają ich szukania, i potrzeba je jakby z skrytszego i głębszego ustronia wyciągać, niektóre wysuwają się gromadami, a gdy jednego z nich tylko żądano, wszystkie naraz przybiegają, i zdają się mówić: czyli to nie my jesteśmy potrzebne? I ręka mojego umysłu oddala je z przed oblicza przypomnienia mego, dopóki przedmiot żądany nie wynurzy się z ciemności niepamięci, i z kryjówek nie wyjdzie. Inne zaś z łatwością w szykownym porządku nasuwają się, jak je wywołuję, poprzednie ustępują miejsca następnym i na swoje stanowisko wracają, by znowu na skinienie méj woli wystąpiły. To wszystko dzieje się w ten sposób, gdy rzecz jaką z pamięci opowiadam.
Tam oddzielnie, i każdy z osobna, zachowane są wszystkie gatunki przedmiotów, które wnijściem każdemu właściwém były wprowadzone, jako to: światło i wszystkie kolory, tudzież postacie wprowadzone przez oczy; wszystkie głosy i brzmienia przez uszy; wszystkie zapachy otworami nosa, każdy smak wnijściem ust i podniebienia; a przez ogólny zmysł całego ciała każdy przedmiot: twardy albo miękki, ciepły lub zimny, gładki lub chropawy, ciężki albo lekki, który zewnątrz lub wewnątrz działa na ciało.
Te wszystkie gatunki przedmiotów, pamięć przyjmuje do obszernego swego siedliska, które w potrzebie przypominam sobie i przeglądam. Niewypowiedziana tajemnica i kręty labirynt pamięci, że wszystko wchodzi do niéj właściwymi drzwiami i szykuje się w porządku. Nie przedmioty wprawdzie, wchodzą do niéj, lecz tylko obrazy uczutych przedmiotów są obecne, które na każde myśli zawołanie wychodzą.
Ale któż opowié, jakim sposobem formują się te obrazy, chociaż wiadomo, któremi zmysłami są zebrane, i do zachowania przesyłane? Kiedy w ciemności jestem i w milczeniu, pamięć moja według méj woli stawia przede mną kolory, i rozróżniam biały od czarnego, i inne równie według méj chęci; brzmienia jednak i głosy nie wpadają na te obrazy przypominane, a mojemi oczyma zebrane, ani ich mieszają, lubo i te brzmienia są tam obecne, ale jakby na ustronie zdawają się być uchylone i zatrzymane. Przyzywam je także kiedy chcę i niezwłocznie przychodzą. Niekiedy śpiewam spoczywającym językiem, i milczącém gardłem jak mi się podoba, obrazy atoli kolorów, które tam niemniéj są umieszczone, nie poruszają mnie, ani mi przerywają gdy przeglądam inny skarb, który mojém uchem wpłynął. Tak więc według mojego upodobania, odwiedzam w méj pamięci ten wielki skarb zmysłów rękoma nagromadzony i wniesiony; i bez powonienia rozpoznaję zapach lilij od fiołków, i miód przekładam nad wino słodkie, gładkie nad chropawe, niczego nie kosztując ani się dotykając, jedynie przez przypomnienie smaku i czucia; a to wszystko dzieje się we mnie, w niezmiernym przestworze méj pamięci.
Tam obecnie stawiają mi się: niebo, ziemia, morze, ze wszystkiemi wrażeniami, które z nich zebrać zdołałem, prócz uronionych już z méj pamięci. Tam i siebie napotykam, i odświéżam sobie czas, miejsce i okoliczności dzieła, i uczucie, jakiém w czasie działania byłem nabawiony. Tam na składzie są wszelkie odkrycia, które z własnego doświadczenia, lub téż z obcego świadectwa, w pamięci chowam; i z tego wątku przeszłości działam tkankę porównania z obrazów rzeczy doświadczonych lub świadectw o nich przeze mnie codziennie zbieranych, a z tego wnoszę przyszłe przygody i nadzieje, to wszystko wystawiam sobie jakby obecne co rozważam. Na niezmierném łonie ducha mojego, napełnioném obrazami tylu rzeczy, mówię do siebie: uczynię to, lub owo, a z tąd to, lub owo, nastąpi. O gdyby ta rzecz nastąpiła, lub owa! Daj to Boże! Nie daj tego Boże! Tak sobie mówię; a mówiąc, obrazy przedmiotów mnie dotyczących, wychodzą ze skarbu méj pamięci, i nie mógłbym tak mówić o nich, gdyby nie były obecne.
Jakże wielka jest ta potęga pamięci, bardzo wielka mój Boże! jest to wspaniała i nieokréślona świątynia, któż jéj gruntu dojdzie? Jest ona potęgą mojego umysłu i méj natury własnością, ani ja sam nie pojmuję wszystkiego, czém jestem. Umysł więc szczupłym jest, aby się samym sobą ogarnął; i gdzież to podziewa czego sobą objąć nie może? Będziéże to zewnątrz niego, czyliż raczéj nie w nim samym? Skądże pochodzi ten brak przestrzeni? Tu czuję się być w wielkiém zadumieniu, i podziwem ujęty. Oto idą ludzie dziwić się szczytom gór wysokich, piętrzącym się wałom morskim, szérokim biegom rzék wielkich, niezmiernemu okręgowi oceanu, i gwiazd krążeniom, a siebie samych opuszczają, ani się nad sobą nie zdumiewają. Rzecz godna zastanowienia, że w téj chwili, gdym mówił o tém nie widziałem tego oczyma, a mówićbym nie mógł, gdyby te góry, wały, rzéki i gwiazdy, którém widział, i ocean którego opisaniu wierzę, nie wystawiały wewnątrz méj pamięci tych niezmiernych rozciągłości, jakbym zewnątrz na nie patrzał. A kiedy mój wźrok unosił się nad temi widowiskami, nie pochłonął ich jednak widzeniem; ani się téż mieszczą we mnie te przedmioty, lecz tylko ich obrazy, i wiem przez który zmysł, które wyrażenie weszło do umysłu mojego.




ROZDZIAŁ IX.
Że nie postacie, ale rzeczywistość nauk zachowuje się w pamięci.

Ale nie tylko tych rzeczy wiadomość mieści w sobie niezmierny przestwór méj pamięci. Nosi ona obok nich w łonie swojém wszystkie korzyści z wyzwolonych nauk odniesione a jeszcze nie uronione w zapomnienie. Takowe nauk nabytki noszę i chowam w wewnętrzném ustroniu pamięci, nie jako miejsca, ani jako ich postacie, ale te same przedmioty. Bo cokolwiek umiem z literatury, z dyalektyki, z arytmetyki i retoryki, to do mojéj pamięci weszło, nie jak obraz, który swoję rzeczywistość u drzwi zmysłu zostawia; albo jako dźwięk skoro zabrzmi zaraz przemija, bo głos, który na słuchu ślad wyraża, jeszcze go uderza i może być przypomniany gdy już nawet brzmieć przestał; albo jak zapach który w swoim ulocie rozprasza się w powietrzu i znika, i nabawi zmysł węchu, zostawując w pamięci swój obraz, który sprawia pragnienie przypominania go sobie; albo jak pokarm połkniony, już nie w żołądku, ale tylko w pamięci smakuje; albo nakoniec jakikolwiek przedmiot, którego się ręka dotknęła, jednak odłączenie go od niéj, nie niszczy w pamięci jego wyrażenia. Tego bowiem rodzaju rzeczy nie są w pamięci obecne, lecz same tylko ich postacie, które zdumiewającą szybkością pojmowane, do dziwnych jakichś komórek są składane, z których je ręka przypomnienia z równym podziwem w potrzebie wywodzi.




ROZDZIAŁ X.
Nauki nie wchodzą do pamięci przez zmysły.

Lecz gdy słyszę, że chcąc zbadać naturę jakiego przedmiotu, zachodzą trzy zapytania, mianowicie: czyli jest? czém jest? i jakim jest? zatrzymuje w pamięci same tylko wyobrażenia głosów, z których te słowa się składają, i wiem że te głosy przez powietrze z brzmieniem przeleciały i zniknęły. Żadnym nawet zmysłem ciała nie dotknąłem przedmiotów temi głosami oznaczonych, i nie mam ich indziéj, jedynie w moim umyśle, nie obrazy ich, ale same przedmioty zachowałem w pamięci. Którędy do mnie weszły? niech to wyjawią owe przedmioty jeżeli mogą. Przebiegam atoli przez wszystkie drzwi mojego ciała, ale nie najduję ani jednych, któreby im wnijścia dozwoliły.
Oczy bowiem mówią: jeżeli te przedmioty są kolorowe, myśmy je oznajmiły; odzywają się uszy: jeżeli zabrzmiały, myśmy je wprowadziły; jeśli są pachnące, mówią nozdrza, więc przez nas przeszły; zmysł smaku rzecze: jeżeli to nie jest smakiem, nie pytaj mnie oń daremnie. Domawia nakoniec zmysł dotykania: jeżeli co nie jest ciałem, tegom się nie dotknął, a czegom się nie dotknął, o tém nic mówić nie mogłem. Skąd i którędy wemknęły się do mojéj pamięci? jakim sposobem, nie pojmuję; bo kiedym ich się nauczył, wierzyłem im, nie dla świadectwa cudzego rozumu, lecz w moim własnym umyśle uznawałem ich prawdziwość, i jemu powierzyłem je, jako depozyt, aby mi oddał go na moje żądanie. Już one były we mnie przed tém, nimem ich się nauczył, aczkolwiek ich jeszcze w pamięci nie było. Ale gdzież były? albo dla czego uznałem ich prawdziwość, kiedy mi o nich mówiono, i rzekłem: tak jest, to jest prawda; jeśli nie dla tego, że już były w méj pamięci? Były w niéj, ale tak daleko odsunięte, i jakby w ukrytych dołkach głęboko zagrzebane, że bez pokazania ich cudzą ręką, nigdyby może pamięć moja nie była ich odkopała.




ROZDZIAŁ XI.
Nabywać nauki zmysłem niepojmowane, jest to zgromadzać wiadomości po umyśle rozproszone.

Stąd przeto wybadałem, że nabywać wiadomości takich rzeczy, których nie obrazy, ale same ich rzeczywistości zmysłom naszym udzielają się, i które przez jasne prawdy, uznanie, w nas odbieramy, nic nie jest innego, tylko jakby zbierać to w umyśle, co tu i owdzie nieuszykowane pamięć obejmuje; i polecić myśli, by te rozrzucone i zaniedbane ułomki połączyła, i jakby pod ręką na pogotowiu w pamięci bacznie dla łatwego ich nawinięcia się urządziła.
Ileż to pamięć moja, w obszérném swém łonie, nosi tego rodzaju wiadomości już wynalezionych i właśnie jakby pod ręką uszykowanych; których nauczyć się i umieć je: tak zowiemy? jeżelibym je po niejakim upływie czasu odświéżać zaniedbał, tak się znowu zanurzają i głęboko do odległych wpadają kryjówek, iż umysł na nowo wyszukiwać je musi, i na to samo miejsce (bo nie zmieniają swego pobytu) aby je umieć, znowu o nich myśleć, i jakby z rozproszenia je zbierać; stąd pochodzi wyraz cogitare myśleć: ile że cogo zbieram, i cogito myślę, w takim są stosunku jak ago działam, agito poruszam; facio czynię i facito często czynię. Umysł jednak przywłaszczył sobie to słowo, i wyłącznie go używa do wyrażenia wewnętrznych zbierań, któremi myśl swoją ukształca.




ROZDZIAŁ XII.
Że i matematyczne liczby, i wymiarów prawidła, zmysłami niepojmowane, pamięć w sobie obejmuje.

Oprócz tego pamięć obejmuje niezliczone rachunków i rozmiarów stosunki i prawidła, z których jednak żadnego zmysł do niéj nie przesłał, i na niéj nie wyraził: bo nie są kolorowe, ani brzmią, pachną i smaku nie mają, ani téż są dotykalne. Słyszałem głosy wyrazów, któremi je oznaczono gdy o nich rozprawiano, ale co innego jest głos, a co innego przedmiot; głos wyrazu inaczéj brzmi w greckim, inaczéj w łacińskim języku, te zaś przedmioty ani greckim ani łacińskim, ani żadnym prawie nie są językiem.
Widziałem rękodzielników linije, tak subtelnie ciągnione, jak włókno pajęcze, ale inny jest kształt linij, które sobie mój umysł formuje, nie są one postaciami tych, które oko ciała do umysłu mego wprowadziło. Zna je każdy; ktokolwiek nie zatrudnia swéj myśli cielesnemi przedmiotami, zdoła wyobrazić je sobie w umyśle. Zmysły moje prócz tego wyraziły na moim umyśle liczby, które liczymy; ale te liczby któremi w umyśle naszym liczymy, są inne zupełnie od tamtych, ani są ich postaciami, a jednak są w umyśle konieczną rzeczywistością. Niech mnie wyśmiewa, kto tego pojąć nie może, ale ja lituję się nad wyśmiewcą moim.




ROZDZIAŁ XIII.
Pamięć obejmuje w sobie działania umysłu.

Wszystkie te wiadomości chowam w méj pamięci, i przypominam sobie jakim je nabyłem sposobem. Tulą się niemniéj na jéj łonie wszystkie fałszywe rozumowania, które przeciwko nim słyszałem; aczkolwiek są fałszywe, moje jednak przypomnienie ich sobie jest prawdziwe; i to rozróżnienie prawdy od fałszu, które w owych sporach czyniłem, obecne jest w méj pamięci.
Widzę prócz tego potrzebę uczynienia przedziału pomiędzy rzeczywistém teraźniejszém ich rozróżnieniem, a przypomnieniem sobie tego samego rozróżnienia w częstych nad niemi moich rozwagach często przedtém powtarzanego. Przywodzę sobie tedy często na pamięć, żem te spory gruntownie rozumiał; a co w obecnym czasie rozróżniam i pojmuję, ściśle chowałem w pamięci: abym to w przyszłości w niéj odświéżyć sobie zdołał, co teraz pojmuję. Więc przypominam sobie, żem pamiętał; i to jeszcze jest silne méj pamięci ramie, które dosięgnie przyszłego nawet wspomnienia o teraźniejszém mojém przypomnieniu ich sobie.
Pamięć zachowuje niemniéj namiętności mojéj duszy nie takim atoli sposobem, jakim są w niéj, gdy jest niemi nabawiona, ale je zachowuje jako w naturze swéj siły. Bo sobie odświéżam w pamięci przeszłą moję wesołość, acz nie jestem wesół; smutek sobie przypominam, chociaż się nie smucę; moję niegdyś bojaźń rozważam już teraz w stanie bespiecznym; ta sama pamięć napomyka mi dawną moję pożądliwość, od któréj swobodny jestem; a niekiedy przeciwnie; mój przeszły smutek wesoło sobie przypominam, a przeszłe radości moje w bolesnym smutku odświéżam.




ROZDZIAŁ XIV.
Pamięć o skłonności duszy.

To podziwiać nie powinno, co się wydarza względem skłonności zmysłowych: inną istotą jest umysł, a inną ciało. Jeżeli sobie przeto z radością odświéżam w pamięci boleść, któréj moje ciało już nie ponosi, nie wiele mnie to dziwi; ale że taki wypadek wypływa z moralnéj skłonności, temu się dziwię, ile że umysł nie jest czém inném tylko pamięcią. Gdy bowiem rzecz jaką polecamy człowiekowi do spamiętania, zwykliśmy mówić: uważaj abyś to w umyśle twoim dobrze zachował... A kiedy czego zapominamy: nie było tego w moim umyśle, upuściłem to z mojego umysłu, zaczém nadajemy umysłowi imie pamięci.
Co jeżeli tak się rozumieć powinno, skądże to pochodzi, że gdy sobie mój przeszły smutek, gdy wesół jestem, na pamięć przywodzę, wtenczas w moim umyśle jest radość, a smutek w pamięci: umysł jest wesoły, że posiada radość; pamięć zaś dla tego azali nie smuci się, że smutek w sobie chowa? Czyliż pamięć niezależną jest od umysłu? któż to odważy się powiedzieć. Zaczém pamięć tak uważaną być ma, jako żołądek umysłu, a radość i smutek, jako słodkie i gorzkie pokarmy, które pamięci polecone, jakby do niego wchodziły, w nim się zachowują, ale smaku są pozbawione. Śmiesznością byłoby pewnie przyznawać im to podobieństwo, które przecież nie jest wcale niepodobne.
Ale kiedy mówię, że cztery namiętności mieszają duszę: żądza, radość, bojaźń i smutek, z pamięci to przywodzę i z niéj biorę wszystkie roztrząsania moje tych namiętności, a nawet wszystkie moje podziały i okresy, według ich rodzaju i oddzielnych gatunków; takowych atoli skłonności przypomnienie żadnym nie nabawia mnie namiętnym niepokojem; i nie mógłbym przypomnieć ich sobie, gdyby nie były obecne w tém źródle pamięci, w którém je czerpa moje przypomnienie.
Zapewne tedy, jako pokarmy z żołądka zwiérząt do przeżucia, tak podobnie te namiętności duszy z pamięci przypomnieniem się wydobywają. Dla czego to przypomnienie owéj radości albo smutku na podniebieniu myśli w mówiącym nie sprawia ani słodyczy ani goryczy? Będzieże to zastósowanie w tym tylko przykładzie niepodobném dla tego, że nie we wszystkiém jest podobne? I któżby z ochotą odważył się mówić słowa smutku i bojaźni, jeżeliby zmuszony został tyle razy smucić się, albo lękać, ile razy je wyrzecze? Nie moglibyśmy jednak mówić o tém, gdybyśmy w pamięci naszéj nie znajdowali nie tylko obrazów, głosem tych słów przez zmysły odrysowanych, ale prócz tego, tych samych rzeczy znaczeń żadnemi drzwiami zmysłu nie wprowadzonych, lecz je sama dusza, z doświadczenia poprzednich swych skłonności, pamięci powierzyła, albo je téż sama pamięć bez powierzania ich sobie nawet, z inąd zatrzymuje.




ROZDZIAŁXV.
Jakim sposobem wystawiają się w pamięci nieobecne rzeczywistości.

Ale czyli się to dzieje przez obrazy lub nie? Któż to łatwo wiedzieć może? Wymieniam naprzykład: kamień, wymieniam słońce, aczkolwiek te przedmioty nie są obecne moim zmysłom, ale obecne są obrazy ich w méj pamięci. Wymieniam boleść mojego ciała, lubo żadnego nie doświadczam bólu; gdyby jednak mój obraz nie był obecny w méj pamięci, nie wiedziałbym nawet o czém mówię; anibym jéj od roskoszy odróżnić nie umiał. Wymieniam zdrowie ciała, gdy moje ciało jest zdrowe; samę tedy rzeczywistość w sobie czuję, lecz gdyby i obraz jego nie istniał w méj pamięci, sam głos tego wyrazu nie nadałby żadnego znaczenia przypomnieniu mojemu. Niemniéj imie zdrowia byłoby dla chorych wymawianiem nieznajomego nazwiska, gdyby siła ich pamięci nie chowała obrazu rzeczywistości ciału nieobecnéj. Wymieniam liczby, któremi rachujemy, i nie obrazy ich, ale one same są w méj pamięci. Wymieniam obraz słońca on więc jest w méj pamięci, albowiem nie postać obrazu sobie wystawiam, ale sam obraz, snadny stawić się codzień na moje przywołanie. Wymieniam pamięć i jasno poznaję co nazywam. I gdzieżbym to mógł poznać, jeżeli nie w téjże saméj pamięci? Czyliż i ona w swoim obrazie tylko jest sobie obecną: a nie w saméj swojéj rzeczywistości?




ROZDZIAŁ XVI.
Że i zapomnienie chowamy w pamięci, pojąć jednak trudno jakim sposobem.

Ale cóż, gdy wymieniam zapomnienie; poznaję to dobrze co wymieniam; jakżebym to poznawał, jeźlibym tego nie odświéżył w pamięci? nie mówię tu o samym tylko głosie tego imienia, ale o rzeczy któréj jest znaczeniem, a jeźlibym wypuścił ją z pamięci, poznaćbym zapewne nie mógł, coby ów głos oznaczał. Kiedy mi się więc pamięć przypomina, wtedy pamięć sama przez się, sobie się przedstawia; a kiedy zapomnienie na pamięć sobie przywodzę, w ówczas zapomnienie i pamięć razem są mi obecne; pamięć która mi przypomina, zapomnienie zaś, które sobie przypominam.
Ale czémże inném jest zapomnienie, tylko nieobecnością pamięci? Jakże ono jest w niéj obecne, iżbym je sobie przypomnieć zdołał, skoro sama obecność jego zabrania mi przy pomnieć je sobie? Lecz jeźli tak jest, aby sobie co przypomnieć, w pamięci to zatrzymać należy, jeźlibyśmy zaś zabaczenia sobie nie przypominali, poznaćbyśmy nie mogli rzeczy nacechowanéj tém imieniem, które ją oznacza, aczbyśmy brzmienie jego słyszeli; stąd wynika, że pamięć zatrzymuje w sobie zapomnienie. Jest ono pamięci obecne, by nie zapomnieć, a kiedy w niéj jest nieobecnie, wtedy niepamiętamy. Czyliż stąd wnosić nie należy, że nie przez samo siebie zapomnienie, ale przez swój obraz jest w pamięci, gdy je sobie w niéj odświeżamy? Bo gdyby samo przez się było obecne, sprawiałoby niezawodnie, żebyśmy sobie nie tylko nie przypominali, ale raczéj zupełnie zapominali.
Ale któż zbada tę trudność, kto pojmie te dziwy pamięci? Oto Panie! ja pracuję nachylony pod ciężarem tego badania, i własna moja robota nachyla mnie. Stałem się dla ciebie niewdzięczną ziemią, która trudy moje wyśmiewa, i odwilża się mojemi potami. Ani teraz badam przestrzeni niebios, ani odległości gwiazd nie przemierzam, ni równowagi ziemi dochodzę, nie zapewne; ale to w mojéj pamięci, którą ja jestem, ale to w moim własnym umyśle się zagubiam. Jakiż dziw, że to wszystko, czém ja nie jestem, daleko jest od mojego pojęcia; ale cóż bardziéj jest mnie bliższego, jeźli nie ja sam siebie? A owo siły méj pamięci pojąć nie mogę, bez któréjbym nawet siebie nazwać nie mógł.
Ale jakże to opowiem z pewnością, że chowam w pamięci moje zapomnienie? Czyliż mam powiedzieć, że moja pamięć nie mieści w sobie tego, co sobie przypominam? Albo, mamże powiedzieć, że dla tego zabaczenie przebywa w méj pamięci, abym nie zapomniał? Jedno i drugie przypuszczenie jest niedorzeczne. Czyliż jeszcze poważę się utrzymywać, że moja pamięć zachowuje tylko obraz zapomnienia ale nie samo zapomnienie, skoro go sobie przypominam? Jakimże tego dowiodę sposobem, kiedy to niezawodna, że wyrażenie obrazu w pamięci jakiego bądź przedmiotu, poprzedzić musi obecność tego przedmiotu, z którego się wizerunek na umyśle wyraża. Tak niemniéj odświeżam sobie w pamięci Kartaginę, tak inne miejsca, przez które przechodziłem lub na nich zamieszkałem, tak podobnie oblicza ludzi, którem widział, i wszelkie wyrażenia przez inne zmysły przesłane, tak równie boleść jako i zdrowie ciała. Te przedmioty były mi obecne, kiedy moja pamięć z nich sobie postacie zebrała, i patrzyłem na ich obecność, bym je sobie, przypominaniem ich w moim umyśle, nieobecne wystawiał.
Jeżeli nie samo zabaczenie, lecz tylko obraz jego w méj pamięci istnieje, niewątpliwie ono samo w niéj być musiało pierwéj obecne, aby z niego obraz był wzięty? A jeźli było obecne, jakże wyrysować mogło postać swoję w pamięci, kiedy obecność jego zagładza wszelkie rysy, które w niéj zastaje? Jakimkolwiek to dzieje się sposobem acz niepojętym i nierozwikłanym, pewien jednak jestem, że sobie przypominam zabaczenie, owego to mordercę naszéj pamięci o potrzebnych rzeczach.




ROZDZIAŁ XVII.
Mija i potęgę pamięci, aby się rychléj zbliżył ku Bogu.

Wielka wprawdzie jest potęga pamięci; jakiś strach przeraża mnie mój Boże, kiedy tę głęboką i nieograniczoną wielorakość przechodzę! a tém jest dusza moja, tém ja sam jestem. Czémże tedy jestem o Boże? Jakąż jestem naturą? Oto żyjącą rozmaitością potężną niezmiernością. Owóż przebiegam szerokie pola méj pamięci, zwiedzam te niepoliczone groty i jaskinie, napełnione nieskończenie mnogich rzeczy gatunkami, które tam zamieszkują, albo w obrazach, jako to: wszystkie ciała; albo przez siebie obecne, jako umiejętności; albo przez niewiem jakie wyobrażenia i znamiona, jako moralne skłonności duszy, a chociaż już nie uciskają duszy, zostają jednak niewolnikami pamięci. Przebiegam więc i latam tu i owdzie, przenikam wszędzie ile zdołam, a nigdzie nie widzę granicy: tak szeroka i rozległa jest méj pamięci kraina, taka jest siła życia śmiertelnie żyjącego człowieka.
I cóż mam czynić, o ty prawdziwe życie moje, Boże mój? pominę przeto i tę władzę méj istoty, która się pamięcią zowie; ominę ją, bym do Ciebie pospieszył słodka światłości! Cóż mi odpowiadasz? Owoż wznosząc się po mojéj duszy aż do ciebie, który nademną przebywasz, zostawiam tu na dole tę władzę, która się pamięcią zowie, pragnąc dotknąć się ciebie, gdzie dotkniętym być możesz, i przywiązać się do ciebie gdzie się do ciebie przypoić można. Nierozumne zwiérzęta i ptaki powietrzne są niemniéj obdarzone pamięcią, aby swoje łożyska, jamy i gniazda przez przywyknienie znajdowały; bez pamięci do żadnéj rzeczy przywyknąćby nie mogły.
Pomijam tedy i pamięć moję abym doszedł i dosięgnął tego, który odłączył mnie od zwierząt, i od ptastwa powietrznego mędrszym uczynił. Mijam przeto i pamięć. Ale gdzież cię najdę prawdziwie dobra i bespieczna roskoszy? Gdzież cię najdę?




ROZDZIAŁ XVIII.
Że tylko według zachowanego w pamięci obrazu, stracony jego przedmiot znaleźć można.

Jeżeli najduję cię mimo méj pamięci, tedym utracił pamięć o tobie. A jakże cię najdę, kiedym cię wypuścił z pamięci? Niewiasta, która uroniła swoję drachmę i szukała jéj z pochodnią; aby ją znaleźć, przypominała ją sobie; czyliżby znalezioną poznać inaczéj mogła? Przypominam sobie, żem wiele rzeczy zgubionych szukał i znalazł. Lecz jakże wiem o tém? bo gdym się pytał o moję zgubę i mówiono mi: może to jest? lub owo? dopótym odpowiadał nie; dopóki nie pokazano mi szukanego przedmiotu, a jeżelibym go był z pamięci wypuścił, napróżnoby go pokazywano moim oczom, nie byłbym go znalazł, ponieważbym go nie był poznał. I tak zawsze dzieje się, ile razy co zgubionego szukamy i najdujemy.
Jeżeli zaś jaki przedmiot widzialny ginie z przed oczu, ale nie z pamięci, która w sobie obraz jego zatrzymuje, tedy go szukam, i według wewnątrz zachowanego obrazu znaleziony poznaję; albowiem znaleźć nie możemy zgubionego przedmiotu jedynie poznaniem go, a nie poznajemy go jeżeli sobie nie przypominamy; zaczém pamięć chowa przedmiot z przed oczu zgubiony.




ROZDZIAŁ XIX.
Jakim sposobem pamięć przypomina sobie rzecz zapomnianą.

Ale cóż, gdy sama pamięć utraca jaki przedmiot, jak n. p. kiedyśmy go zapomnieli, staramy się, byśmy go sobie na pamięć przywiedli, gdzież indziéj jeżeli nie w téj saméj pamięci go szukamy? A jeżeli nam inny jaki zań podsuwa, odmiatamy go, póki nam szukanego nie przywiedzie; skoro nam go obecnie wystawi, wtedy mówimy: otóż ten jest; przeto poznać go należy; aby go poznać, potrzeba go sobie przypomnieć, zaczém zapomnieliśmy go. Nie był on zupełnie utracony: pozostały jego szczątek jest nam pomocą do szukania części uronionéj; bo pamięć czuła się ogołoconą z przywykłego ładunku, i właśnie jakby jéj brakowało jednego członka, chromając żądała czego jéj niedostawało.
Tak właśnie jakby przed oczyma naszemi, albo w myśli naszéj stawiał się nam człowiek znajomy, którego imie wyszło z naszéj pamięci, chcąc go sobie przypomnieć, wszelkie więc imie, które nie wiąże się z wyobrażeniem téj osoby, odrzucamy, poki to samo nie będzie przytoczone, które się naturalnie do znajomego obrazu stosuje. Skądże więc przychodzi to imie jeźli nie z pamięci? Bo jeżeli poznajemy go za cudzém przypomnieniem, z niéj ono jednak wychodzi. Nie jest wprawdzie to imie jako wcale nieznajome, któremu wiarę naszę dajemy, ale jako mieszkaniec powracający do swéj siedziby, którego tożsamości dowodzimy. Jeżeliby zupełnie było zapomniane, któreż przypomnienie zdołałoby obudzić go w umyśle? Téj rzeczy jeszcze nie zapomnieliśmy zupełnie przeto, że jéj zapomnienie odświeżamy sobie w pamięci; anibyśmy szukać mogli zgubionego przedmiotu jeźliby żadne przypomnienie o nim w nas nie pozostało.




ROZDZIAŁ XX.
Szukać Boga jest jedno, co szukać życia szczęśliwego.

Ale czyliż Cię szukam Panie? ponieważ szukać ciebie Boga mojego, jest to szukać życia szczęśliwego. O! niechże cię szukam aby żyła moja dusza. Jest ona życiem ciała mojego, a ty Boże jesteś jéj życiem. Dla czegóż dotąd szukam życia szczęśliwego? bo dopóty nie znajduję go, póki nie powiem: już dosyć, oto jest prawdziwe! Ale jakże go szukam? czyliż przypomnieniem? właśnie, jakbym je z pamięci wypuścił, i to z wiedzą mojego zabaczenia? albo pragnieniem bym poznał jeszcze mi nieznajome? bądź to, żem go nigdy nie znał, bądź, żem je tak zupełnie zapomniał, iż ani tego zapomnienia nie pamiętam. Nie jestże to życie szczęśliwe, do którego wszyscy wzdychają, a wcale nikt niém nie pogardza? Gdzież je poznali, że go tak gorąco pragną? gdzież je widzieli, że je miłują? Pewnie ono towarzyszy nam, lecz nie pojmuję jakim sposobem. A każdy z nas gdy je, acz w różnym posiada udziale, wtedy jest szczęśliwy. Którzy je posiadają w nadziei mniéj są szczęśliwi od posiadających je w rzeczywistości, szczęśliwsi jednak od owych, którzy i z rzeczywistości i nadziei życia szczęśliwego są wydziedziczeni. Ale i ci w pewnym stopniu je posiadają, bo niemniéj szczęśliwemi być pragną, a to ich pragnienie jest niewątpliwe.
Nie pojmuję, jakim sposobem człowiek poznał to życie szczęśliwe? Czyli jego znajomość w pamięci przebywa? zagadnienie to zajmuje moję uwagę: co jeżeli tak jest, wnieść niezawodnie należy, żeśmy kiedyś byli szczęśliwemi. Czyli to pojedynczo, czyli razem w owym pierwszym człowieku i pierwszym grzészniku, w którym zamarliśmy wszyscy, a który wszelkiéj nędzy naszéj jest ojcem?
Nie tego w niniejszym czasie dochodzę, wiedzieć jedynie pragnę, czyli w pamięci życie szczęśliwe przebywa? Nie kochalibyśmy go gdyby nam zupełnie było nieznajome. Słysząc jego imie, każdy wynurza pragnienie osiągnienia saméj rzeczywistości. Nie samym tylko głosem tego wyrazu cieszymy się. Jakąż bowiem radość wzniecić zdoła ten wyraz łaciński w Greku, który nie rozumié jego znaczenia? skoro więc w greckim zabrzmi języku, pewnie nań obojętnym nie będzie, równie jak my gdy w łacińskim jest słyszany; ponieważ sama rzeczywistość, którą Grecy i łacinnicy i wszystkich języków narody szczérze osiągnąć pragną, ani jest grecka ani łacińska. Znane ono jest wszystkim ludziom, którzy gdyby jednym zrozumianym głosem zagadnieni być mogli, czyli chcą być szczęśliwemi: bez wszelkiego wahania się odpowiedzieliby pewnie, że tego pragną. Czemu wierzyćby nie można, gdyby to imie nie wyrażało saméj rzeczywistości w ich pamięci.




ROZDZIAŁ XXI.
Jakim sposobem wyobrażenie wiecznéj szczęśliwości istnieć może w pamięci.

Ale czyliż ono takim przypomnienia sposobem mieści się w pamięci, jakim sposobem Kartaginę na pamięć sobie przywodzi, kto ją widział? Nie zaiste; bo życie szczęśliwe nie jest ciałem, więc oczom widzieć się nie dozwala. Czyliż przypominamy je sobie jak liczby? Nie: kto ich znajomość posiada, osiągnienia ich już nie pragnie; Znajomość zaś szczęśliwego życia, roznieca w nas zapał miłości, oraz pragnienie byśmy je rzeczywiście posiadali. Czyliż tak tkwi w naszéj pamięci jak sztuka wymowy, ale nawet i tak nie: chociaż i to imie zasłyszane obudzą we wielu jéj miłośnikach przypomnienie téj sztuki i pragnienie, którzy jeszcze nie posiadają daru wymowy, i to jasno dowodzi, że jéj znajomość istnieje w ich umyśle, któréj jednak nabyli przez zmysły ciała, słysząc innych wymowę do smaku im przypadającą, i takiemi stać się pragną; smak ten był skutkiem ich przyjemności, a przyjemność ta, pochodziła z zewnętrznéj znajomości; aniby żądali nabyć wymowy, gdyby nie mieli w niéj upodobania; ale żaden zmysł naszego ciała wyjawić nam nie może szczęśliwości życia innych ludzi.
Czyliż tak nakoniec, jak sobie wesołość moję w pamięci odświeżam? Tak zapewne. Jeżeli sobie wesołość przypominam w smutku, niemniéj przypomnieć sobie mogę życie szczęśliwe w pośród nieszczęścia mojego. A téj wesołości nigdy nie uczułem przez zmysł ciała: ani wzrokiem, ani słuchem, ani powonieniem, ni kosztowaniem, ni dotykaniem, ale tylko samem duszy uczuciem, którego wyrażenie w pamięci zachowane, obudzą we mnie żal albo wzgardę, według różności przedmiotów wesołość przypominających. Był czas niestety! kiedym się cieszył bezwstydnie, takową uciechę z pogardą i obmierzłością, przypomina sobie moje serce; kosztowałem niekiedy roskoszy dobrych i przystojnych rzeczy, ich pamięć wznieca ku nim pragnienie; że nie są obecne, dla tego ze smutkiem przeszłą wesołość sobie przypominam. Ale kiedyż i gdzie doświadczyłem życia szczęśliwego, iżbym je sobie przypomniał, kochał i pragnął? Nie tylko ja sam, albo mały poczet ludzi, ale jestże choć jeden człowiek, któryby nie chciał być szczęśliwym? Gdybyśmy nie mieli pewnego o niém wyobrażenia, nie życzylibyśmy go sobie z tak pewną woli skłonnością.
Jeżeli zapytamy się dwóch ludzi, czyli sobie życzą wnijść do służby wojskowéj: może jeden powié, że sobie życzy być żołnierzem, drugi odpowié że unika tego zawodu. Jeżeli będą zapytani czyli chcą być szczęśliwymi, bez namysłu obaj od razu odpowiedzą, że to jest szczérém ich życzeniem; że nie w innym zamiarze piérwszy z nich być chce wojakiem, drugi sobie tego nie życzy, jedynie, by szczęśliwymi byli. Lubo jeden w tym, drugi w innym zawodzie swoję roskosz znajduje, razem jednak obaj zgadzają się w swém życzeniu, aby szczęśliwymi byli, jakby niemniéj zgodzili się w odpowiedzi na zagadnienie jeśli chcą prawdziwą cieszyć się roskoszą? Tę więc roskosz zowią życiem szczęśliwém, jedynym kresem, za osiągnieniem którego wszyscy rozmaitemi gonią drogami. Ponieważ roskosz jest rzeczą, któréj uczucia każdy człowiek niekiedy doznawał, zaczém słyszane imie życia szczęśliwego, odświéża jéj znaczenie zachowane w pamięci.




ROZDZIAŁ XXII.
Bóg jest prawdziwą dla serca ludzkiego roskoszą.

Nie daj tego Panie, niech to dalekiém będzie od serca sługi twojego korzącego się przed tobą, aby we wszelkiéj roskoszy znajdował szczęśliwość swoję! Jest wprawdzie roskosz, któréj nie kosztują bezbożni, ale tylko wierni słudzy twoi, którzy cię czczą z miłości, a ty sam prawdziwą ich jesteś roskoszą. I to jest życie szczęśliwie, cieszyć się przyjściem do ciebie, radować się z ciebie i dla ciebie; to jest samo jedno, i nie ma innego. Kto zaś mniema że inne jest życie, za inną tedy, nie za prawdziwą biega roskoszą, wola jednak jego odwracająca się od prawdziwéj roskoszy, przywiązuje się do jakiegoś fałszywego jéj obrazu.




ROZDZIAŁ XXIII.
Ludzie naturalną miłością kochają prawdę, i wtedy jéj tylko nienawidzą, kiedy się przeciwi nagannym ich skłonnościom.

Nie jest to pewna, że wszyscy ludzie chcą być szczęśliwemi, ponieważ jest bardzo wielu, którzy nie chcą cieszyć się w tobie jedyném życiu szczęśliwém; zaczém nie pragną życia szczęśliwego. Czyli raczéj, chcą wszyscy, ale tę przyczynę przypisać im należy, że mimo szczerego ich pragnienia, ustawiczna owa walka, w któréj „ciało pożąda przeciwko duchowi, a duch przeciwko ciału, aby nie czynili co chcą[18]“ skłaniają — swoję wolę do przyjemnych rzeczy zgadzających się z ich słabością, i na nich przestają w niedostatku takiéj woli, jakaby im udzielała siły w ich słabości do osiągnienia wyższego dobra.
Niech mi wolno będzie zapytać się wszystkich, czyli sobie życzą cieszyć się raczéj prawdą niżeli fałszem? i tu dłużéj namyślać się nie będą jak w odpowiedzi: na zagadnienie: czyli chcą być szczęśliwemi? Bo życie szczęśliwe jest uciechą z prawdy pochodzącą. Ta jest rzetelna roskosz cieszyć się w tobie, który szczerą prawdą jesteś o „Boże! oświecenie moje, oblicza mego zbawienie, mój Boże[19].“ Tego to życia szczęśliwego wszyscy chcemy, tego życia które samo jedno tylko jest szczęśliwe, wszyscy pragniemy, wszyscy chcemy pociechy z prawdy.
Widziałem bardzo wielu, którzy oszukać chcieli, alem nie widział nikogo, któryby chciał być oszukanym. Gdzież tedy poznali tę szczęśliwość życia, jeżeli nie tam gdzie niemniéj prawdę poznali? ponieważ miłują prawdę nie chcą przeto być oszukanemi. Nie mogą kochać życia szczęśliwego, które niczém nie jest inném, tylko pociechą z prawdy, jeżeli nie kochają zarazem i prawdy. Aniby ją kochali, gdyby pamięć ich żadnego wyobrażenia o niéj nie chowała.
Dla czegóż więc nie szukają swojéj uciechy wprawdzie, by w niéj swoję rzetelną szczęśliwość znaleźli? Dla tego pewnie, że silniéj zajmują się próżnościami, które więcéj zrządzają im nieszczęśliwości, niźli ich szczęściem, o którém słabo sobie przypominają. „Jeszcze przez mały czas jest światłość między ludźmi, niech więc chodzą, póki im przyświeca, żeby ich ciemności nie ogarnęły[20].“ Ale czémże się dzieje, że „prawda rodzi nienawiść?“ Skąd pochodzi, że ludzie uważają jak nieprzyjaciela swego, tego człowieka, który w imieniu twojém prawdę im zapowiada, skoro kochają życie szczęśliwe, które nie jest czém inném tylko pociechy z prawdy? jeśli nie stąd, że ją tak kochają, iż miłośnicy innych rzeczy chcą, aby przedmiot ich miłości był prawdą, a ponieważ być nie chcą oszukanemi, nie dozwalają się przekonać, że w błędzie zostają. Z miłości przeto ku téj rzeczy, którą za prawdę kochają, nienawidzą rzeczywistéj prawdy. Kochają jéj światło, ale nie lubią jasnych jéj promieni, któremi ich błąd wyświéca. Nie chcąc być oszukanemi ale chcąc oszukać: kochają prawdę, kiedy się sama objawia, ale jéj nienawidzą gdy wykazuje ich błędy; ale to sprawiedliwie nagradza ich, mimo woli odsłania ich, ona zaś przed niemi zasłonioną zostaje.
Tak jest niezawodnie, że umysł człowieczy tą grubą olśniony ślepotą, słaby, bezwstydny i niedołężny, chce się ukrywać, aby jednak przed nim wszystko było odkryte; lecz opak mu idzie, że on przed prawdą ukryć się nie może, prawda zaś przed nim się ukrywa; a chociaż w takiém swéj nędzy położeniu istnieje, woli przecież cieszyć się raczéj prawdą niżeli fałszem. Będzie on pewnie szczęśliwy, jeżeli bez przeszkody wszelkiego niespokoju, z téj tylko prawdy, przez którą wszystko jest prawdziwe, cieszyć się będzie.
.




ROZDZIAŁ XIV.
Bóg znajduje się w pamięci, bo w niéj prawdę najdujemy.

Otóż przebiegłem całą niemal owę rozległość méj pamięci, po któréj chodząc szukałem cię Panie? a zewnątrz niéj nie znalazłem cię! Nic więcéj nie znalazłem w niéj o tobie, czegobym nie pamiętał od owego piérwszego momentu, w którym nauczono mnie o tobie; bo od tego czasu, w którym oświecono mnie o tobie, nie wypuściłem cię z pamięci.
Gdziem zwalazł prawdę, tam niemniéj znalazłem Boga mojego samę prawdę, którą w ówczas poznawszy, nie zabaczyłem jéj. I od czasu poznania ciebie przebywasz nieustannie w méj pamięci, i tyle razy znajduję cię w niéj, ile razy przypomnienie ciebie wzywa mnie do twéj roskoszy. Oto jest prawda i święta roskosz moja, ów nieoceniony dar miłosierdzia twego, które spojrzało litościwie na ubóstwo moje!




ROZDZIAŁ XXV.
W którém ustroniu naszéj pamięci Bóg przebywa.

Ale gdzież przebywasz w méj pamięci, ty Panie? Gdzież w niéj zamieszkujesz? Jakąż udziałałeś sobie w niéj komnatę? Jakążeś sobie wybudował w niéj świątynię? Żeś ty zaszczycił pamięć moję twéj obecności godnością, wiem o tém, ale w którém jéj ustroniu założyłeś twój przybytek, tego uważnie szukam. Kiedym sobie odświéżał ciebie w méj pamięci, przeszedłem wszystkie jéj władze, które spólne są człowiekowi z bestyami, ponieważ nie znalazłem ciebie pomiędzy obrazami zmysłowych przedmiotów; szukałem cię w mieszkaniu, w którém na składzie mam wszystkie méj duszy skłonności i żądze; lecz i to napróżno, wszedłem nakoniec do saméj stolicy ducha jako gospodarza pamięci, ale i tam cię nie było, bo nie jesteś ani zmysłowym obrazem, ani skłonnością żywotnego w nas pierwiastku, jakiemi są: radość, smutek, pragnienie, bojaźń, przypomnienie, zapomnienie i t. p.; ani umysłem nawet, aleś jest Panem i Bogiem umysłu.
Wszystko to ulega zmianie, tyś atoli nieprzemienny i wieczny, jesteś nad wszystkiém; tyś zamieszkać raczył w méj pamięci od owéj chwili, w któréj cię poznałem. I jeszcze pytam się, gdzie w niéj mieszkasz, jakoby jaką rozciągłość miejsca w sobie obejmowała? Mieszkasz w niéj niezawodnie, ponieważ ciebie pamiętam od tego czasu w którym powziąłem wiadomość o tobie, i w niéj cię znajduję, ile razy wspomnienie o tobie wznieca się w méj duszy.




ROZDZIAŁ XXVI.
Bóg jest prawdą, któréj radzą się ludzie.

Gdzież tedy znalazłem cię, żem nabrał o tobie wiadomości? Nie było cię przody w mojéj pamięci nim cię poznałem. Gdzież indziéj znalazłem ciebie, żem cię pojął, jeżeli nie w tobie samym nade mną? Pomiędzy tobą a nami niema żadnéj przestrzeni, a jednak przybliżamy się do ciebie i oddalamy bez odległości miejsca; niemylna Prawdo, wyrocznio powszechna, wszędzie ty siedząc na stolicy twéj prawdy odpowiadasz radzącym się ciebie; odpowiedzi twoje wystarczają razem po wszystkich miejscach, dla wszystkich i różnie radzących się ciebie! Ty wszystkim jasno odpowiadasz, lecz nie wszyscy szczérze słuchają. Wszyscy swoje żądania do woli swojéj stosują, lecz ty nie zawsze według ich woli odpowiadasz. Ten zaiste gorliwym jest sługą twoim, który nie z takiem upragnieniem oczekuje od ciebie usłyszeć to, czego on chce, jak raczéj gdy chce wypełniać to, co od ciebie usłyszał.




ROZDZIAŁ XXVII.
Rozczula swoje serce przed Bogiem.

Bardzo późno ukochałem cię piękności tak dawna i tak nowa, zapóźno ukochałem cię niestety! tyś był wewnątrz mnie, ja zaś zewnątrz byłem, zaczém zewnątrz siebie szukałem cię, a szpetność moję zanurzałem w piękności twoich stworzeń; tyś był ze mną lecz ja nie byłem z tobą; daleko od ciebie zatrzymany istotami, które gdyby w tobie nie istniały, nicościąby tylko były. Wzywałeś mnie i wołałeś, a głos twój potężny przerwał moich uszu głuchotę. Tyś zabłysnął i rozjaśniał, a silne promienie światła twojego rozproszyły grubą moję ślepotę; zapachnąłeś, jam odetchnął i do ciebie wzdycham; skosztowałem, owo łaknę i pragnę ciebie bezprzestannie; dotknąłeś mnie, i od razu zawrzałem żądzą spokoju twojego.




ROZDZIAŁ XXVIII.
Nędza ludzkiego życia.

Gdy się z tobą połączę całą istotą moją, nie doznam już odtąd nigdy żadnéj boleści ani pracy; a życie moje pełne ciebie, żyjące będzie. Teraz zaś, kogo łaską twoją napełniasz, podnosisz go; ponieważ jeszcze nie jestem tobą napełniony, przeto mnie własny mój ciężar przygniata. Opłakane moje pociechy walczą z moim zbawiennym smutkiem, lecz nie wiem przy któréj stronie zwycięstwo? Biada mi Panie, zlituj się nade mną. Nieprawe żałości moje wiodą spór z pobożną radością, a która strona zwycięża jeszcze mi nie wiadomo. Niestety! Panie, zlituj się nade mną! ach zlituj się Panie! Oto wewnętrznych ran moich nie ukrywam przed tobą. O lekarzu! chory jestem! o miłosierny! ty widzisz moję nędzę! Ach! „czyliż żywot człowieczy na ziemi nie jest ciągłém bojowaniem[21]?“
Któż sobie życzy utrapień i twardéj próby przykrych doświadczeń? znosić je nakazujesz ale nie kochać. Nikt nie kocha tego co ponosi, aczkolwiek lubi ponosić uciski. Chociaż się cieszy że cierpi, radby jednak nie doznawać powodu swojéj uciechy. W przeciwnościach pragnę szczęśliwości; w powodzeniu lękam się nieszczęścia. Pomiędzy temi dwiema przeciwności skałami, jestże jakie przed pokusą dla życia ludzkiego schronienie? Biada, i powtóre biada śliskiemu szczęściu świata, otoczonemu przeciwności bojaźnią i zawodną uciechą! Biada, i po trzykroć biada przeciwnościom świata, które dręczą człowieka szczęścia pragnieniem! ponieważ i przeciwność jest trudna do zniesienia i dla cierpliwości niebespieczna. Nie jestże nieustanną pokusą życie człowiecze na ziemi?




ROZDZIAŁ XXIX.
Łaska Boża jest podporą naszéy słabości.

Cała nadzieja moja jest jedynie w wielkiém miłosierdziu twojém. Daj Panie co nakazujesz, a rozkaż czego chcesz. Nakazujesz nam powściągliwość, ale mówi mędrzec: „Zrozumiałem żem inaczéj nie mógł być powściągliwy, ażby Bóg dał, i to samo było mądrości, wiedzieć czyj to jest dar[22].“ Przez powściągliwość zgromadzamy ducha naszego i przyprowadzamy do jedności, z któréj rozdzielaliśmy go na wiele przedmiotów. Mało cię kocha, kto miłuje jakąkolwiek rzecz razem z tobą, któréj nie kocha dla ciebie. O miłości prawdziwa, która zawsze gorejesz a nigdy nie gaśniesz! Miłością jesteś mój Boże, zapal mnie i ogarnij! Nakazujesz powściągliwość, daj co nakazujesz a rozkaż czego chcesz.




ROZDZIAŁ XXX.
O trojakiéj pokusie: roskoszy ciała, ciekawości oczu i dumie świata.

Wyraźnie nakazujesz mi, abym się powściągał od żądzy ciała, pożądliwości oczu, i od dumy świata. Zabroniłeś nieprawéj miłości, a nad samo małżeństwo chociaż go dozwalasz, coś jednak lepszego doradzasz. Udzieliłeś mi téj łaski, abym poszedł za twoją radą, dopełniłem jéj pierwéj jeszcze, nimem został na szafarza twych Sakramentów powołany. Ale jeszcze w méj pamięci (o któréj już tak wiele mówiłem), żyją podobnych rzeczy obrazy, które przewrotny mój nałóg na niéj wyraził; nagabają mnie wprawdzie na jawie, ale bardzo słabe i bez władzy nade mną, oczekują jednak mojego snu, aby nie tylko roskosz we mnie wpoiły, ale ukradkiem do zezwolenia i podobnego uczynku nakłoniły. Próżne te mary dość silnie działają na duszę i ciało moje, aby otrzymały ode mnie śpiącego to, czego rzeczywiste wymódz ode mnie czuwającego nie mogą. Czyliż wtedy innym jestem nie sobą samym mój Boże? A jednak wielka zachodzi moralna różnica pomiędzy mną a mną w tym momencie, w którym przechodzę z czuwania do snu, i z niego powracam do czuwania. Gdzież jest wtedy czuwający mój rozum, który się sprzeciwia tym wewnętrznym poduszczeniom? Skoro na jawie wyższy jest nad same rzeczywiste przedmioty, czyliż zamyka się razem z powiekami oczu? Czyliż razem ze zmysłami ciała zasypia? Czém się dzieje, że często i we śnie sprzeciwiamy się tym podnietom, i dobre nasze przedsięwzięcia wiernie w pamięci chowamy? że w ten czas, żadna roskoszy pokusa nie nakłania ku sobie od czystéj wytrwałości naszego zezwolenia? A chociaż we śnie trafi się przeciwnie, będąc wtedy nieprzytomni sobie, obudziwszy się, czujemy zupełną spokojność sumienia, a ten przeciąg czasu upewnia nas, żeśmy tego nie popełnili, co że jednak w nas się stało, lubo przeciwko woli jakimkolwiek sposobem, tego żałujemy. I czyliż ręka twoja wszechmocny Boże, nie jest dość potężna, uleczyć wszystkie słabości méj duszy, i twéj łaski hojnością zniszczyć wszystkie nieczyste doznawane we śnie poruszenia ciała mojego?
Obsypuj mię Panie coraz hojniéj twojemi dary, aby dusza moja oswobodzona z lepu pożądliwości, szła za mną kwapiącym się do ciebie, aby nie buntowała się sama przeciwko sobie, i nie tylko nie podpadała we snach nieczystym skazom, przez wyobrażenia zwierzęce aż do uwiedzenia ciała, ale nawet najsłabszém zezwoleniem do nich nie lgnęła! Oddal ode mnie wszelką nieczystą żądzę, i spraw to ażebym najmniejszego nie miał w niéj upodobania, któreby najlżejsze skinienie woli pohamować mogło, a nawet i w czystém, z inąd miéwanem we mnie śpiącym, poruszeniu; nie wiele cię kosztuje, że mi udzielisz téj łaski w tém życiu, i niniejszym wieku moim, o ty miłosierny i potężny Boże, który nad prośby i zamiary nasze wysłuchać nas możesz!
Teraz właśnie powiedziałem Panu mojemu to, czém jeszcze jestem, ile jeszcze ulegam złemu tego rodzaju; z drżącą radością cieszę się tém, czém mnie już obdarzyłeś, i trapię się tém, co jeszcze nie zostało we mnie dokonane; ale spodziewam się z ufnością, że dokonasz we mnie dzieła zmiłowania twojego aż do stałego pokoju, który mieć będą z tobą wewnętrzne moje i zewnętrzne władze: „gdy śmierć pożarta będzie w zwycięztwie[23].“




ROZDZIAŁ XXXI.
O roskoszy w potrawach, którch jako lekarstwa zażywać powinniśmy.

Inne złe przeciw mnie dzień podnieca, i bogdajby ono samo tylko dla niego wystarczyć mogło! „Zasilamy codziennie jedzeniem i piciem osłabione siły ciała naszego pierwéj nim ty pokarmów i żołądka nie zniszczysz[24]“ nim dziwném napełnieniem nasycisz mój niedostatek, i to, ciało „skazitelne przyobleczesz wieczną nieskazitelnością[25].“ Teraz zaś przyjemna mi jest ta potrzeba, ale nieustannie walczę przeciw téj przyjemności, abym od niéj nie został ujęty, i prowadzę z nią codzienną wojnę postem i życia ostrością, podając w niewolę ciało moje; lecz niebawnie roskosz odpędza boleści potrzeby: bo głód i pragnienie są niejako boleści, które jak febra rozpalają i zabijają, jeżeliby się im lekarstwem pokarmów i napoju nie zapobiegło. Ale że środki życia przygotowała nam hojna dobroć twoja, która dla zaspokojenia potrzeb słabości naszéj urządziła ziemię, wodę i niebo, zaczém potrzeby i uciski nasze na roskosze przemieniamy. Tyś mnie tego nauczył, bym używał pokarmów jako lekarstwa. Ale kiedy z ucisku łaknienia przechodzę do stanu sytością zaspokojonego, w tym przechodzie pożądliwość sidła na mnie zastawia. Ten bowiem przechód jest roskoszą, i nie ma innéj drogi do przejścia, jedynie ta którą przechodzić zmusza mię potrzeba. Samo tylko utrzymanie życia i zdrowia jest jedynym powodem jedzenia i picia, ale do niego przyłącza się w towarzystwie jakby służalec, niebespieczna przyjemność, i bardzo często wyprzedzić mnie usiłuje, oraz natrętnie domaga się tego dla siebie, na cobym jedynie dla koniecznéj potrzeby zdrowia zezwolił. Nie wystarcza więc jedna i ta sama miara dla obudwóch, ponieważ co jest dosyć dla potrzeby, to dla przyjemności nie wiele. I trudno przychodzi poznać niekiedy: czyli potrzeba jeszcze wymaga posiłku dla ciała, albo téż omylna żądza chce, aby roskoszy dogodzić. Do téj niepewności uśmiecha się nieszczęśliwa dusza ucieszona, że skoro niewiadoma jest konieczna ilość dla zasiłku ciała, znajdzie w niéj obronną wymówkę pod pozorem zdrowia, osłonienia nieprawego swéj roskoszy dogadzania.
Każdego dnia sprzeciwiam się usilnie tym pokusom, wzywając twéj zbawiennéj prawicy ku méj pomocy, i w téj niepewności do ciebie się uciekam; bo widzę, że moje w téj mierze zachowanie się nie jest jeszcze stałe. Ale słyszę głos rozkazującego Boga mojego: „miéjcie się na baczeniu, aby kiedy nie były obciążone serca wasze obżarstwem i opilstwem[26].“ Opilstwo wprawdzie dalekiém jest ode mnie, a nieskończone miłosierdzie twoje nie dozwoli mu zbliżyć się ku mnie. Lecz obżarstwo trafia się niekiedy słudze twojemu; ale ty litościwie oddalisz je ode mnie. „Nikt bowiem nie może być powściągliwy, ażby Bóg dał[27].“ Wiele darów nam proszącym ciebie udzielasz; a cokolwiek dobrego jeszcze przed modlitwą odebraliśmy, tyś nas tém obdarzył; i abyśmy uznali odebrane twoje dobrodziejstwa, i to jeszcze od ciebie mamy. Nigdym nie był skłonny do pijaństwa; lecz znałem pijaków, którzy przy twéj pomocy wstrzemięźliwymi zostali. Ty przeto czynisz, że jedni nie będą tém, czém nigdy nie byli; drudzy zaś aby nie zawsze byli tém, czém piérwéj byli, aby niemniéj piérwsi jak drudzy wiedzieli, przez kogo się to stało, i komu za tę łaskę dziękować mają. Słyszałem prócz tego inny głos: „Nie chodź za pożądliwościami twojemi a odwracaj się od swéj woli[28].“ Łaska twoja inne jeszcze podyktowała mi słowa, które bardzo polubiłem: „Bo choćbyśmy jedli, nic nam nie przybywa: a choćbyśmy nie jedli nic nam nie ubywa[29].“ Przez to rozumieć się ma: że ani piérwsze uczyni mnie bogatym, ani drugie biednym. Ale i te słowa zachowałem w méj pamięci: „Wszędy i we wszystkiém jestem wyćwiczony, umiem i nasyconym być i łaknąć, i obfitować i niedostatek cierpieć; wszystko mogę, w tym który mnie umacnia[30].“ Oto mówi żołniérz z niebieskich obozów; jestże to język śmiertelnego prochu, jakim my jesteśmy? Ale pomnij o Panie: „że prochem jesteśmy[31],“ żeś człowieka z prochu udziałał; „zginął i znowu znaleziony jest[32].“ Ale ani twój Posłannik nie miał z siebie samego téj siły duszy, bo i on równie jak my był garstką prochu, którego słowa z twego natchnienia mówione, roznieciły w mojém sercu miłość ku niemu: „Wszystko mogę w tym, mówi on, który mnie umacnia[33].“ Umocnij mnie o Boże, abym zdołał pełnić przykazania twoje! daj co nakazujesz, a rozkaż czego chcesz. Wyznaje on, „że to wziął, a że się chlubi, w Panu się chlubi[34].“ Słyszałem innego, który udawał się do ciebie z prośbą aby odebrał, mówiąc: „oddal ode mnie pożądliwość brzucha[35].“ Czyliż to nie są jasne dowody o święty Boże! że nam wszystko dajesz, a nawet i posłuszeństwo pełnienia twoich rozkazów.
Nauczyłeś mnie i tego o dobry ojcze: „że wszystko czyste czystym[36], ale źle jest człowiekowi, który jé z obrażeniem[37], że wszelkie Boże stworzenie dobre jest, a nic nie ma być odrzucone, co z dziękowaniem przyjmowane bywa[38]; i że pokarm nas nie zaleca Bogu[39]; niechaj nas nikt nie sądzi w pokarmie i w piciu[40], że ten który jé, niech lekce nie waży tego który nie jé, a który nie jé niechaj tego nie posądza który jé[41].“ Dzięki tobie mój Mistrzu za wszystkie nauki, którém od ciebie odebrał; chwała tobie Bogu mojemu, żeś do uszu moich zakołatał, abyś w sercu mojém prawdę twoję rozjaśnił. Oswobodź mnie od wszelkiéj pokusy.
Nie boję się nieczystości potrawy, ale nieczystości żądzy się obawiam. Wiem o tém, że Noemu pozwolono używać „za pokarm wszelkiego gatunku mięsa[42]; że Eliasz zasilał się mięsnym pokarmem[43]; że Jan nie skaził swéj podziwiającéj wstrzemięźliwości, którą szczególniéj był obdarzony, używaniem szarańczy[44]; ale i to mi wiadome, że chciwość soczewicy oszukała Ezaua[45]; że się Dawid sam oskarżał i naganiał swoje pragnienie trochy wody[46]; nasz Król i Zbawca nie mięsem, ale chlebem był kuszony[47]. Tak niemniéj ów lud na puszczy Arabii, nie dla tego na naganę zasłużył, że mięsa żądał, ale że ta żądza pokarmu skłaniała go do szemrania przeciw Panu[48].“
Temi pokusami zewsząd otoczony, codziennie się pasuję z pożądliwością jedzenia i picia. Bo to nie jest rzecz łatwa, którąbym od razu odciąć i na zawsze już od siebie tak odłączyć zdołał, jakem się wyzuł z żądzy niewiasty. Ale w czasie używania pokarmów wędzidło w ustach krótko trzymać należy, i tylko z umiarkowaniem rozwalniać je, albo ścieśniać według potrzeby wypada. I któż jest o Panie, iżby niekiedy nie wzniósł się wstrzemięźliwością nad zakres saméj nawet potrzeby? ktokolwiek jest taki, wielkim jest; niech wysławia Imie twoje za tę doskonałość. Ja atoli nie jestem takim, bo jestem grzésznym człowiekiem. Lecz i ja wysławiam Imie twoje, i wierzę temu, że ten który świat zwyciężył „stawia się przed tobą za grzéchy moje,“ że mię policzył pomiędzy słabe członki ciała swojego; „bo i niedoskonałość moję widziały oczy twoje, i w księgach twoich wszystkie będą napisane[49].“




ROZDZIAŁ XXXII.
O powabie zapachów.

Nie bardzo ubiegałem się za powabem zapachów. Ani ich wyszukuję, ani pogardzam niemi kiedy je mam, gotów jestem obejść się bez nich. Tak mi się zdaje; może się i mylę. Nie jestże opłakania godna i ta gruba ciemność méj niewiadomości? która ukrywa we mnie moję władzę pojęcia, tak dalece, że mój duch własnym siłom moim nie ufając, gdy się ich radzi, nie łatwo wierzyć im może; ponieważ nie wié, co najczęściéj w sobie ukrywa, jeżeli mu doświadczenie ukrytéj skłonności nie wyjawi. I nikt z pewnością tuszyć sobie nie powinien w tém życiu, które prawie całe pokuszeniem się zowie, że kto ze złego mógł stać się lepszym, nic nie zapewnia, aby z lepszego nie został gorszym. Jedna tylko jest nadzieja, jedna ufność, jedna i pewna obietnica: nieskończone miłosierdzie twoje.




ROZDZIAŁ XXXIII.
O roskoszy uszu, i o śpiéwach kościelnych.

Roskosze uszu silniéj mnie ujęły i uwięziły; aleś ty potargał te więzy, i z niewoli mnie wybawił. Wyznaję to, że i teraz rad słucham pieśni słowem twojém ożywionych, przyjemnym i ukształconym głosem śpiewanych, jednak przyjemność tego śpiewu nie jest zdolna zatrzymać mnie, skoro ją chcę opuścić. Te jednak melodyjne brzmienia tak niekiedy zajmują mój umysł, że nawet owych myśli pobożnych, które są duszą tych wyrazów, a któreby z szacunkiem w sercu chować przystało, zaledwo słucham z przyzwoitém uszanowaniem. Albowiem zdaje mi się, że niekiedy więcéj poważam je niżeli przystoi, gdy czuję, że w takiéj tylko harmonii te święte słowa żywszym pobożności zapałem przenikają moję duszę, niźli gdyby tylko odmawiane były, i widzę że wszystkie poruszenia naszego ducha mają swoję miarę w odmianie głosu i śpiéwu; i nie wiem, jakaś skryta zgodność je pobudza. Lecz roskosz zmysłów, któréj nie należy dozwalać nigdy sposobności osłabiania umysłu, zwodzi mnie często, wtedy zwłaszcza, kiedy zmysł nie chce iść za światłem rozumu; ale że mu pozwolono iść tylko za śladem rozumu, usiłuje więc uprzedzić go, i chce być jego przewodnikiem. I to jest powodem, że niekiedy grzészę nie postrzegając tego, ale potém to czuję.
Nieumiarkowana niekiedy przezorność względem tego zwodzącego mnie powabu, przywodzi mnie do grzéchu dla zbytecznéj surowości tak dalece, żebym oddalić chciał od uszu moich a nawet i z kościoła wyłączyć tę ujmującą melodyję śpiewów, która zwykle towarzyszy psalmom Dawida. I widzę to bespieczniejszém, com słyszał mówiących o Athanazym alexandryjskim biskupie, który kazał lektorowi z tak małém skłanianiem głosu śpiewać psalmy, że bardziéj do czytania, niźli do śpiewania był podobny.
Lecz, ile razy odświéżę sobie w pamięci owe łzy, którém wylewał z mych oczu, rozrzewniony śpiewami kościoła twojego w piérwszych dniach odzyskanéj znowu méj wiary, dziś jeszcze czuję się żywo poruszonym, nie tak śpiewem, jak raczéj śpiewanemi wyrazami, gdy jasnym i czystym głosem, i z właściwą harmoniją są śpiewane; z tego ustanowienia wielki znowu użytek wywodzę. Tak więc waham się pomiędzy niebespieczeństwem przyjemności, a doświadczeniem użytku; i bardziéj skłaniam się, acz nie zupełnie ze stanowném zdaniem, do potwierdzenia obyczaju śpiewania w kościele; by roskoszą uszu, słabsze twych prostaczków umysły, żywszém uczuciem do pobożności pobudzone zostały. Gdy mi się jednak trafi, że mnie śpiew żywiéj rozczula niżeli sama treść rzeczy śpiewanéj, wyznaję, że to jest grzéch, który na karę zasługuje, i wolałbym wtedy nie słyszeć śpiewów.
Owóż gdzie jestem. Płaczecie ze mną ale płaczecie i za mnie wy zwłaszcza, którzy w gruncie serca waszego upatrujecie żywe źródło dobrych uczynków, z którego one pochodzą. Albowiem, którzy tam nie szukacie go wcale, nie poruszają was te rozrzewnienia. Ale ty Panie Boże mój przed którego oczyma stałem się trudném dla siebie zagadnieniem, a tém jest własna słabość moja; wysłuchaj, obacz i rzuć na mnie okiem litości, a racz mnie uzdrowić.




ROZDZIAŁ XXXIV.
O roskoszy oczu.

Zostaje roskosz oczu ciała mojego, o któréj ogłaszam moje wyznania, których niech słuchają uszy kościoła twojego, uszy bratniéj pobożności; abym dokonał mowy o wszystkich pokusach ciała, które jeszcze kołatają do mnie wzdychającego i żądającego „być przyobleczonym mieszkaniem, które jest z nieba[50].“
Rozmaite a piękne postacie, jasne i przyjemne kolory podobają się oczom. Niech dusza moja nie przywiązuje się do tych przedmiotów, niech ją zupełnie zajmuje Bóg ich Twórca „którego wszystkie dzieła bardzo są dobre“ ale on jest najwyższém dobrem mojém, lecz nie stworzenie jego. Nagabują mnie czuwającego po całych dniach, i nie mam od nich ani takiéj chwili odpoczynku, jaką mam od śpiewów, w częstém milczeniu. Bo sama królowa kolorów, owa światłość, która wszystko oblewa co widzimy, wszędzie wmyka się gdziekolwiek wednie jestem i rozmaitém sprzyja wpadaniem, wtedy nawet, kiedy insza czynność myśl moję zajmuje. Wnurza się ona tak dzielnie, iż jeśli nagle zniknie, z upragnieniem jéj szukamy, a długa jéj niebytność zasmuca dusze nasze.
O światłości prawdziwa, którą widział stary Tobiasz, gdy dotknięty ślepotą nauczał syna swojego drogi żywota, i przodkował mu niepoślizłą nogą miłości po niemylnéj drodze[51]! Albo którą widział Izaak starością obciężonemi, i pomroką jéj osłonionemi oczyma, gdy synów swoich niepoznając błogosławił, ale błogosławiąc ich poznawać umiał[52]. Tę samę światłość widział Jakób, któremu niemniéj wiek sędziwy zagasił wźrok jego; którego serce jéj promieniami rozjaśnione, w synach jego przeznaczone wszystkie pokolenia przyszłego ludu wyświéciło; kiedy ręce swoje tajemniczo na krzyż złożone, na swoje wnuki a syny Józefa, nie tym porządkiem, jakim ich ojciec zewnątrz postawił, ale według wewnętrznéj swéj pomiędzy nimi różnicy, na nich położył[53]. Ta jest prawdziwa światłość, jest ona tylko jedna i w jedno ogniwo łączy wszystkich, którzy ją widzą i kochają. Ale cielesna światłość, o któréj mówiłem, znikomością olśnionym miłośnikom, powabną lecz zdradliwą słodyczą zaprawia życie. Tym jednak, którzy umieją oddawać za nię dzięki i cześć tobie Boże Stwórco wszech rzeczy, służy za hymn ku twéj chwale, ale nie dają się nią owładnąć w ich snach głębokich. Takim być pragnę.
Sprzeciwiam się zwodzeniom oczu moich, aby nie zostały uwikłane moje nogi, któremi wchodzę na drogę twoję, i moje niewidzialne „oczy podnoszę ku tobie, abyś wyrwał ze sideł nogi moje[54].“ Często je z nich wyrywasz, bo często się w nie zadzierzgają. Nie przestajesz mnie wyrywać, ja zaś często wikłam się w sidła wszędzie pozastawiane: „bo nie zdrzymiesz się ani zaśniesz, który strzeżesz Izraela[55].“
Ileż to jest niezliczonych złudzeń, przez rozmaite rękodzielnie i kunszta, w sukniach, obuwiach, naczyniach i tym podobnych wyrobach; w obrazach, różnych posągach; nadużycia te skromnéj potrzeby, a nawet i samego pobożnego zamysłu, dodają jeszcze niektórzy ludzie do pożądliwości oczu, ubiegając się zewnątrz za dziełem swojém i przywiązując się do niego, a zabaczając wewnątrz tego, który ich udziałał, niszczą w sobie tém samém dzieło Bożego wizerunku.
Ale i za to, mój Boże, sławo moja, uwielbiam imie twoje i składam ofiarę chwały tobie poświęcicielowi mojemu! ponieważ te piękności, które przez duszę do rąk sztukmistrza przesyłasz pochodzą od piękności, która jest wyższą nad wszystkie dusze, do któréj dusza moja wzdycha wednie i w nocy. Sztukmistrze i miłośnicy zewnętrznych piękności, chwalą też piękności z podziwieniem, jako swoje wyroby, ale nie biorą od nich prawidła nauki, któreby im wskazało dobre tych piękności użycie. Jest ono w nich ale go nie widzą, i napróżno upomina ich, aby daléj nie zbaczali, ale siłę swoję dla ciebie chowali, zamiast ją trwonić na osłabiające roskosze, Ja atoli, który tak mówię o tém, i gruntownie rozumuję, wikłam jeszcze niekiedy moje kroki w siatkę tych piękności, ale ty wyrywasz mnie Panie, ty mnie wybawiasz: albowiem „miłosierdzie twoje jest zawsze przed memi oczyma[56]“ chwytać się nieszczęśliwie dozwalam, ale ty miłosiernie wyrywasz mnie niekiedy bez boleści, gdy nieobacznie wpadam, niekiedy z boleścią, gdy moje upodobanie więzy mi ścieśniło.




ROZDZIAŁ XXXV.
O ciekawości.

Tu jeszcze dodać należy inny rodzaj pokusy, która nas zewsząd mnogiemi niebespieczeństwy otacza. Oprócz pożądliwości naszego ciała przymięszanéj do wszystkich uciech zmysłowych i roskoszy, któréj szalony zapał miłości trawi swych służalców, oddalających się od ciebie: wkrada się przez zmysły do duszy inna jeszcze żądza, która nie dla uciechy ciała, ale przez ciało doświadczenia żąda, owa próżna i ciekawa chciwość nabywania wiadomości, imieniem nauki osłoniona. Ponieważ ona zależy na żądzy poznawania, a wzrok piérwszém jest do poznawania rzeczy narzędziem, więc ją pismo Boże „pożądliwością oczu[57]“ nazywa.
Widzieć, właściwie do oczu należy; ale tego wyrazu i do innych zmysłów znaczenia używamy, kiedy je do poznania przedmiotów stosujemy. Ponieważ nie mówimy: słuchaj jak się lśni, albo wąchaj jak błyszczy, albo skosztuj jak jaśnieje, dotknij się jak się świeci; ale jeden i ten sam wyraz służy dla wszystkich: patrzaj. Nie tylko mówimy patrzaj jakie światło, co właściwie do oczu należy, lecz niemniéj: patrzaj, jaki głos, jaki zapach, patrzaj jaki smak, obacz jakie to twarde.
Ogólne przeto zmysłów doświadczenie, jak się wyżéj powiedziało, pożądliwością oczu się zowie; a chociaż widzenie jest piérwszą i właściwą funkcyą oczu, używają go zarówno inne zmysły, kiedy przez poznawanie dochodzą jakiéj prawdy. Stąd nie trudno poznać różnicę, czyli z pobudki roskoszy albo ciekawości zmysły działają. Roskosz ubiega się za przedmiotem pięknym, melodyjnym, przyjemnym, smacznym, pachnącym i gładkim; ciekawość zaś nawet przeciwnych jemu próbować chce rzeczy, nie dla tego, iżby przykre wrażenie ponosić lubiła, ale pragnie doświadczać i wiadomości nabrać. Jakąż nam roskosz sprawić może widzenie rozszarpanego trupa, na którego ze wstrętem patrzymy! a jednak zbiegają się do niego zewsząd, by z tego widzenia nabawili się smutku i bladości. Lękają się bowiem, aby im się nie przyśniło jego widzenie, ale któż ich przymusza widzieć go na jawie? albo jakaż pogłoska piękności zachęciła i pociągnęła ich do niego? Tak niemniéj i o innych zmysłach mówić można, rozbieranie których długoby się ciągło. Dla uleczenia choroby téj żądzy, pokazywane bywają na teatralnych widowiskach dziwy rozumu. Ona to usiłuje zgłębić najskrytsze tajniki natury zasłonione przed nami, których świadomość na niewiele się przyda, a ludzie nic tak nie pragną, jak zbadać je dla nasycenia swéj ciekawości. Z niéj to wylęgły się owe przewrotne badania przez sztuki czarodziejskie; ona wreszcie i w saméj religii aż do kuszenia Boga posuwa się, kiedy od niego znaków i cudów żąda, nie dla zbawienia, ale dla wymyślonych doświadczeń.
W tym niezmiernym lesie pokus, pełnym zasadzek i niebespieczeństw, ileż nie odciąłem już i daleko odrzuciłem zarośli od serca mojego? jak mi to łaska twoja do tego pomogła, o Boże zbawienia mojego! A jednak kiedyż poważę się powiedzieć: widząc codzienne życie nasze natłokiem wrażeń rzeczy nagabane, które jako rój pszczół nieustannie brzęczą około niego; kiedyż poważę się powiedzieć, że żadne z pomiędzy nich więcéj już wzroku mojego nie zajmuje, że zdolny jestem potargać i zdeptać wszelkie sidła próżnéj ciekawości? Prawda, że w czasie obecnym na widowiska teatralne jestem obojętny; nie wiele już dbam o wiadomość gwiazd przechodów, nigdy się dusza moja nie zapytywała cieniów zmarłych, i brzydzę się wszelką świętokradzką umową czarnoksiężników. Ale o Panie, o Boże mój, któremu w głębokiém upokorzeniu i prostocie serca, jako najlichszy poddany winienem służbę, jakże zdradliwém poduszczeniem podnieca mnie nieprzyjaciel, abym żądał od ciebie jakiego cudu? Zaczém, błagałem cię przez Króla naszego, przez świętą i czystą ojczyznę naszę Jeruzalem, że jako to występne zezwolenie na żądanie cudu do tego czasu dalekiém jest od mojéj duszy, aby zawsze i coraz bardziéj od niéj się oddalało.
Kiedy cię proszę o zdrowie dla którego z bliźnich naszych, inszy daleko jest cel méj prośby; ty czyniąc według swéj woli, udzielasz mi twéj łaski, nigdy mi jéj nie odmawiasz do zgadzania się z twoją wolą. A jednak jakże liczne fraszki i pogardy godne drobnostki zwodzą jeszcze codziennie ciekawość moję! któż wyliczyć zdoła te pokusy i częste w nie upadki moje? Ileż to razy słucham próżnych gadek, i cierpliwie je z początku przyjmuję nie chcąc obrazić słabości opowiadających, a potém rad im ucha nastawiam? Nie z taką ciekawością przypatruję się psu goniącemu zająca w okołach, lecz jeżeli mi przypadkiem przejeżdżającemu w polu podobne widowisko się zjawi, może mnie od jakiéj głębokiéj myśli oderwać, i całą moję uwagę zwrócić na siebie; nie zmusza mnie wprawdzie, bym cuglami konia skierował za niém, lecz zapęd mojego serca wstrzymuje. A gdybyś nie przestrzegł mnie o mojéj słabości, i zaraz nie natchnął, bym albo odwrócił mój wzrok od tego widowiska do myśli podnoszącéj mnie ku tobie, albo téż, bym pogardziwszy niém daléj pojechał, zostałbym tém próżném roztargnieniem zatrzymany. Ale cóż to mówię? oto gdy w domu siedzę, czyliż i świércz muchy łapiący, albo pająk wikłający je w siatkę wpadające, nie zajmuje mojéj uwagi? Czyliż dla tego, że te zwierzęta są tak małe, ta ich robota mniéj zajmuje moję ciekawość? Przechodzę stąd do wysławiania ciebie cudownego Twórcy i Władzcy całego przyrodzenia, ale nie z téj pobudki uważnym być poczynam. Inną to jest rzeczą rychło powstać, a inną nigdy nie upaść. Całe atoli moje życie pełne jest takowych pomyłek, a nieogarnione miłosierdzie twoje jedyną jest nadzieją moją. Gdy bowiem serce nasze jest miejscem, w którém zawiązują się podobne rzeczy, i nosi w swém łonie gromady nasion rozlicznych fraszek znikomych, wtedy zdarza się, że modlitwy nasze często są niemi przerywane i pomieszane, a gdy przed obliczem twojém głos serca naszego do uszu twoich podnieść usiłujemy, nie wiem skąd próżnych myśli napadem, tak ważna sprawa przerwaną zostaje.




ROZDZIAŁ XXXVI.
O pysze.

Czyliż i to policzyć mam w poczet nic prawie nieznaczących rzeczy, albo nadzieję naszę indziéj położyć mogę, jak tylko w dobrze znaném miłosierdziu twojém, żeś rozpoczął dzieło nawrócenia mojego? Ty Panie wiész jak wiele już odmieniłeś skłonności serca mojego, uzdrawiając mnie najprzód od popędu zemsty: „abyś miłościwie odpuścił wszystkie inne nieprawości moje, byś odkupił żywot mój od zatracenia, i abyś mnie ukoronował miłosierdziem i litościami, i dobrami żądzę moję napełnił[58]. Tyś uskromił bojaźnią twoją, pychę moję, i nachylił karku mojego do jarzma twojego; i teraz noszę je, a ciężar jego jest mi lekkim[59]“ boś to obiecał, i działasz według twéj obietnicy; takiém ono prawdziwie było, o czém nie wiedziałem, gdym się obawiał włożyć je na barki. Ale Panie, który sam jeden bez dumy panujesz, bo ty jesteś sam jeden prawdziwym Panem, i nie znasz nad sobą innego pana, czyliż wykorzenioną została ze mnie w ciągu mojego życia ta trzecia pokusa: chcieć, aby nas się ludzie lękali i kochali nie z innego powodu, jedynie dla roskoszy, która nie jest prawdziwą roskoszą? Takowa próżność jest nędzném życiem, chełpliwością haniebną. Ona to ogołaca nas z prawéj miłości ku tobie i czystéj bojaźni nas wyzuwa. Przeto „ty Panie poniżasz dumnych, a pokornym twéj łaski udzielasz[60]“ i grzmisz nad pychą światową, a w swych fundamentach góry się trzęsą.
Ponieważ dla dopełnienia niektórych obowiązków towarzystwa ludzkiego wymaga potrzeba, aby ludzie kochali nas i bali się, nalega przeto na nas nieprzyjaciel prawdziwéj szczęśliwości naszéj, i wszędzie w zastawionych sidłach na nas, rozsiewa te wyrazy: śmiało, śmiało; że, gdy z chciwością te pochwały odbieramy, byśmy nieobacznie zadziergali się w nie, by prawdziwa roskosz nasza, od twéj prawdy była odłączona, a w zawodném ludzkiém pochlebstwie umieszczona; chce on opoić nas tém upodobaniem, żeby ludzie kochali nas i lękali się, nie dla ciebie ale miasto ciebie. A tym sposobem przekształcając nas na podobnych sobie ów dawny nasz nieprzyjaciel chce przeciągnąć nas nie do połączenia ogniwem miłości, ale do swego ucześnictwa wiecznéj kary, „który założył stolicę swoję na stronach północnych[61],“ abyśmy cię przewrotną i krętą drogą naśladowali, a w ciemne i zimne więzienie jego wpadali.
My zaś Panie mała trzoda twoja, oto przed tobą jesteśmy, ty nas strzeż i posiadaj. Rozszérz skrzydła twoje nad nami, a schronimy się do ich cienia. Ty bądź chwałą naszą, niech nas jedynie dla ciebie ludzie kochają i słowa twojego w nas się boją. A ktokolwiek pragnie być od ludzi chwalony, kogo ty ganisz, nikt z ludzi nie będzie zdatny stanąć w jego obronie przed twoim trybunałem, ani uwolnić go od wyroku twojego. Gdy bowiem nie chwalą grzésznika, ani złych skłonności duszy jego, i nie błogosławią czyniącego nieprawość, ale chwalą człowieka dla pewnéj łaski, którą od ciebie odebrał; jeżeli więcéj cieszy się ludzką pochwałą niżeli darem Bożym, który jest powodem jego pochwały, tak pochwalonemu własną jego miłość naganiasz; i lepszym jest nierównie ten, który chwalił, aniżeli ów który pochwały odbierał; piérwszemu podobał się dar Boży w człowieku, drugi zaś dar człowieczy nad Boski przekładał.




ROZDZIAŁ XXXVII.
O skłonności jego serca ku nagannéj pochwale.
Te są powszechne pokusy, Panie, któremi prawie codziennie nagabani i bez odpoczynku kuszeni jesteśmy. Język ludzki bezprzestanku, jest właśnie jakby piecem codziennéj próby naszéj. I w tym nawet rodzaju ucisków, nakazujesz nam powściągliwość. Daj co nakazujesz a rozkaż czego chcesz. Tobie Panie znane są w téj mierze westchnienia serca mojego wznoszące się do ciebie, i strumienie łez z oczu moich płynące. Nie mogę bowiem łatwo poznać, ile mnie już łaska twoja od tego skażenia oczyściła, i bardzo zatrważają mnie skryte ułomności moje, których twój wzrok donika, ale ich moje oczy nie widzą. Inny rodzaj pokus zostawia zawsze jakąkolwiek sposobność rozważenia ich i doświadczenia siebie, te zaś prawie żadnéj nie dozwalają. Albowiem co do roskoszy ciała i próżnéj ciekawości poznawania rzeczy, widzę ile już nabrałem wyższości nad moję duszę, albo przez dobrowolne pozbawienie się tych wrażeń, albo kiedy nie są obecne. Wtedy się zapytuję siebie, o ile większą lub mniejszą jest dla mnie przykrością nieposiadanie tych rzeczy. Bogactwa zaś, za któremi się ludzie jedynie dla tego ubiegają, aby podnietą były jednéj z owych trzech pożądliwości, albo wszystkich razem; jeżeli nasz umysł zgadnąć nie może, czyli posiadając je, zdoła pogardzić niemi, opuścić je przeto może dla własnego przekonania się o władzy nad żądzą.

Ale, czyliż się godzi wyzuć się ze sławy, dla doświadczania w tém naszego męztwa, i dla tego prowadzić złe i zagubne życie, i dopuszczać się takich okrucieństw, aby każdy, ktoby nas znał, patrzał na nas jedynie ze zgrozą i wzgardą? możnaż o większém szaleństwie mówić, albo myśleć? A jeżeli sława jest i być powinna zwykłą i nieoddzielną towarzyszką dobrych uczynków i życia poczciwego, więc ani cnotliwości życia ani jego towarzyszki opuszczać nigdy się nie godzi. Wiedzieć atoli nie mogę dopóty, czyli spokojnym umysłem, czyli téż z przykrością obejdę się bez tego, czego mi niedostaje, póki mnie sam niedostatek rzeczy nie przekona.
Cóż innego przez opisanie téj pokusy wyznać pragnę przed tobą Panie? Jeżeli nie to! że mam upodobanie w pochwałach, ale jeszcze większe w prawdzie niźli w pochwałach. Bo jeżeliby dano mi do wyboru w nagrodę od ludzi pochwałę za szaleństwo, albo za błądzenie we wszystkiém, lub téż od nich naganę za moje niezachwiane i pewne do prawdy przywiązanie, nie wahałbym się w wyborze. Nie życzę sobie jednak, aby pomoc cudzych ust przykładała się do powiększenia téj pociechy, którą czuję w sobie aczkolwiek z bardzo drobniutkiego dobra mojego. Lecz wyznaję, że ją i dobre świadectwo powiększa, i nagana ją zmniejsza. A kiedy to udręczenie méj duszy miesza mię niespokojem, wmyka się wtedy w mój umysł wymówka; czyli ona sprawiedliwa, ty wiész mój Boże, mnie zaś w niepewności zostawia. Ponieważeś nam nakazał nie tylko wstrzemięźliwość, która naucza, od czego miłość powściągać mamy, ale i sprawiedliwość, która jéj zakres wskazuje, do czego zmierzać powinna: nakazujesz nam równie, abyśmy do twéj miłości i bliźniego przyłączyli. Zdaje mi się często, że się cieszę z postępowania albo z nadziei współbrata, kiedy sobie podobam w pochwale, którą oddaje gdy rzecz jaką gruntownie zrozumié, i znowu smucę się jego błędem, kiedy słyszę że gani to, czego albo nie zna, albo jest pochwały godne.
Zasmucają mnie niekiedy pochwały dawane mi pochlebnie, kiedy chwalą we mnie albo to, w czém sobie sam nie podobam, albo małe i liche dobrodziejstwa wyżéj nad wartość ich oceniają. Ale skądże to wiedzieć mogę, że takowa pochwała nabawia mnie przeciwném uczuciem, że nie zgadza się ze zdaniem, jakie mam o samym sobie? nie dla tego, jakobym wtedy pobudzony był pożytkiem mojéj pochwały, ale że to dobro, które kocham w sobie przyjemniejszém staje się jeszcze dla mnie, kiedy nie tylko ja sam, lecz i inni są jego miłośnikami. Nierzetelne jest zapewne takie chwalenie mnie, przeczyć mojemu własnemu o sobie zdaniu, kiedy to chwalą w czém sobie nie podobam, albo wyżéj wynoszą we mnie pospolite przymioty.
Czyliż w tym przypadku jestem dla siebie niezrozumianém zagadnieniem? Oto jasno widzę w tobie o prawdo! że sam tylko bliźniego pożytek powinien być méj pochwały pobudką. Czyli zaś takim rzeczywiście jestem? to mi nie wiadome! W tym stanie lepiéj poznaję ciebie aniżeli siebie. Błagam cię mój Boże, wyjaw mi mnie samego: abym mojéj braci modlić się za mnie mającéj, opisał tajemne rany méj duszy. Jeszcze raz zwrócę na siebie uwagę i do gruntu zbadam moje serce. Jeżeli mam na celu sam tylko pożytek bliźniego w oddawanych mi pochwałach, czém się dzieje, że niesprawiedliwa nagana kogo innego mniéj obchodzi mnie niźli ta, która mnie samego dotyka? Dla czego to boleśniéj rani mnie pocisk zelżywości, złośliwym językiem na mnie rzucony, niżeli ten, który w méj obecności ta sama nieprawość na bliźniego mojego ciska? Czyliż tego nie pojmuję? Mamże nareszcie zawodzić samego siebie, a przed tobą nie wyznać sercem i językiem rzetelnéj prawdy? Oddal Panie ode mnie to szaleństwo, aby moje własne słowa nie były „olejem grzésznika do utłuszczenia głowy mojéj[62].“ „Nędzny i ubogi jestem[63]“ a cokolwiek mam lepszego, jest to niepodobanie się sobie, czego dowodzi westchnienie dobywające się z głębi serca mojego, nie przestając póty szukać miłosierdzia twego, póki nie uleczysz moich słabości, i nie dokonasz moich przerodzin do zupełnego pokoju, którego nie zna oko pysznego.




ROZDZIAŁ XXXVIII.
Próżna chwała jest cnocie szkodliwa.

Mowa z ust naszych wychodząca, i nasze czyny, które przechodzą do ludzkiéj wiadomości, chowają w sobie nader niebespieczną pokusę, wynurzającą się z miłości sławy, która dla wyższości osobistych przymiotów zbiéra wyżebrane głosy pochwały; zwodzi mnie ta pokusa wtedy nawet, kiedy siebie samego o to strofuję, tém samém, że się strofuję. Człowiek bardzo często ze saméj próżną chwałą pogardy, nową próżność większą wywodzi, bo próżna chwała powraca i wchodzi do niego przez tę sarnę pogardę, z któréj się wewnątrz chlubi.




ROZDZIAŁ XXXIX
O upodobaniu w sobie samym.

Inny jeszcze zaród pokusy, téj saméj natury w nas się mieści, a tym nikczemnieją ci, którzy podobają się z siebie sami sobie, mniéj o to troskliwi, chociaż się bliźnim swoim nie podobają, albo im są obmierzłemi. Ale, ktokolwiek się sobie tylko samemu podoba, bardzo się nie podoba tobie Boże, czyli to, że uważa w sobie za dobre to, co nie jest rzetelném dobrem; albo, że twoje dobra sobie przywłaszcza; albo téż, że dobra, które darem twoim uznaje, ale swych zasług zarobkiem nazywa, albo nakoniec, że wyznaje udzielone sobie z twéj łaski, lecz używa ich samolubczą uciechą, która zazdrości swym bliźnim téj saméj łaski. W pośród tak licznych i podobnych im niebespieczeństw i trudów, ty Panie widzisz drżące i bojaźnią napełnione moje serce; ja zaś czuję rękę twoję, gotową raczéj leczyć moje rany, niźliby mi oszczędzić ich miała.




ROZDZIAŁ XL.
Krótki rys wszystkiego o czém w téj księdze mówił.

W téj tak długiéj wędrówce moich badań, gdzieżeś mi nie towarzyszyła o Prawdo! nauczająca mnie bezprzestannie czego unikać, a czego chwytać się należy, gdym cię prosił o radę wynurzając przed tobą wynalazki za pomocą wzroku méj myśli odkryte? Ilem zdołał, zwiedziłem świat zewnętrznym zmysłem, zwróciłem uwagę na życie mojego ciała, na działanie moich zmysłów; wszedłem potém w skryte ustronia méj pamięci, do rozmaitych i rozległych jéj przestworów, dziwnie napełnionych nieprzeliczoną mnogością obrazów; rozważałem je zatrwożony, i widziałem żem żadnego z nich bez ciebie ani rozróżnić ani pojąć nie zdołał; niemniéj zrozumiałem, że z tego wszystkiego nic nie było tobą, żeś ty zupełnie różnym od tego. Bardzo różny i ode mnie samego badacza, usiłującego w tém wewmętrzném dochodzeniu rzeczy ścisłą uczynić różnicę, i sprawiedliwie ocenić moje odkrycia: albo, kiedym te rzeczywistości przez zmysły przesyłane przyjmował i głęboko rozważał; albo, gdy z moją naturą czując je zmieszane, pytałem się ich w sobie; albo nakoniec gdym się zajął rozpoznaniem i rachubą samych nawet przesyłaczów; wszystkie te skarby w pamięci zamknięte, jedne uważnie roztrząsałem, drugie z niéj wydobywałem, a inne na zachowanie przekazałem.
Tak zaiste, że ani ja tak żywo zajmujący się tém badaniem, jaśniéj mówiąc: ani moja siła wewnętrzna, którą je czyniłem, nie była tobą, ani tą siłą nie jesteś, aleś jest wiecznotrwałém światłem, którego radziłem się: o jestestwie, przymiocie i ważności wszystkich rzeczy. Słuchałem i często słucham twéj nauki i przykazań: głos twój jest moją prawdziwą uciechą, a w krótkiém odetchnieniu, ile mi go od potrzebnéj pracy zostaje, biegnę do téj świętéj roskoszy. We wszystkich tych przedmiotach, które przebiegam przy świetle twéj rady, nie znajduję dla méj duszy bespiecznego miejsca, jedynie w tobie samym; w tobie tylko rozproszone władze méj istoty zgromadzić się powinny, aby zawsze w całéj zupełności zostawały. Wzniecasz niekiedy w mojém sercu bardzo nadzwyczajne uczucie i nieopowiedzianą słodycz, która jeżeliby we mnie udoskonaliła się zupełnie i utrwaliła, byłoby to nie wiem czém, aleby ziemskiém nie było życiem. Lecz upadam znowu pod moich kajdan ciężarem, a codzień zwyczajnych rzeczy potok wlecze mnie za sobą; silnie jestem związany i rzewnie płaczę, a łzy moje więzów moich nie rozwalniają. Brzemie nałogu przygniata mnie aż do gruntu! Gdzie być mogę, tam nie chcę, a gdzie chcę, tam być nie mogę; owóż tu i owdziem nieszczęśliwy.




ROZDZIAŁ XLI.
Co go od Boga oddalało.

Uznałem tedy w potrójnéj pożądliwości źródło grzéchowych chorób moich, zaczém wzywałem twéj prawicy by mnie uzdrowiła. Widziałem zranioném sercem jasność twéj chwały, a jéj blaskiem olśniony, rzekłem: któż dosiągnąć zdoła swym wźrokiem aż ku tobie? daleko odrzucony zostałem od jasności twojego oblicza. Ty jesteś wieczną prawdą, która wszystkim rzeczom przywodzi. Niesyte łakomstwo moje nie chciało cię utracić, ale chciało z tobą razem posiadać i kłamstwo, tak właśnie jako i kłamca nie chce tak zupełnie mówić fałszu, iżby sam nie wiedział, co to jest prawda. Przeto utraciłem cię bo nie chcesz być razem z kłamstwem posiadany.




ROZDZIAŁ XLII.
Błądzili dumni, którzy się udawali do odrzuconych aniołów, jako do pośredników pomiędzy Bogiem i ludźmi.

Ale kogóż znajdę tak zdolnego, coby pojednał mnie z tobą? Czyliż mi przystało udać się do aniołów? z jaką prośbą? z jakiemi ofiarami? Słyszałem, że bardzo wielu usiłowało powrócić do ciebie, a nie mogąc tego dokazać sami przez siebie, pokusili się iść za tą mylną drogą, lecz od razu wpadli w ciekawe pragnienie nadnaturalnych widzeń, przez co zasłużyli sobie na szyderstwo z siebie. Dumni, szukali cię z całą nadętością nauki, z pyszném a nieskruszoném sercem; na podobieństwo ich ducha, sprowadzili sobie do wspólnictwa swéj pychy „książęcia mającego zwierzchność na tém powietrzu[64]“ aby czarodziejskiém omamieniem zwodził ich szukających Pośrednika, i dusz swoich lekarza, którego tam nie znaleźli; bo to był „djabeł przemieniający się w anioła światłości[65].“
Bardzo tém zwodzone było ich pyszne ciało; że zwodziciel nie był ciałem odziany. Byli to ludzie śmiertelni i grzészni, ale ty Panie, z którym pojednania się dumnie szukali sposobu, jesteś nieśmiertelny i bez grzechu. Wypadało więc, Pośrednikowi pomiędzy Bogiem i pomiędzy ludźmi, mieć coś podobnego Bogu, i coś podobnego ludziom. Jeżeliby zupełnie był ludziom podobny, dalekim byłby od Boga, a jeżeliby zupełnie Bogu był podobny, dalekim byłby od ludzi, więcby nie był pośrednikiem. Ten tedy fałszywy i zawodny pośrednik, któremu tajemna sprawiedliwość twoja dozwala zwodzić ludzką pychę, ma pewną rzecz wspólną z człowiekiem, to jest: grzech; żąda on niemniéj mieć nieco wspólnego z Bogiem; że nie jest ciała śmiertelnością obciążony, za nieśmiertelnego się tedy udaje. Lecz „jako śmierć jest żołdem grzéchu;“ tak przeto przez grzéchu spółeczność z ludźmi, wchodzi zarazem do spółeczności śmierci.




ROZDZIAŁ XLIII.
Sam tylko Jezus Chrystus prawdziwym jest Pośrednikiem.

Prawdziwy Pośrednik, któregoś przez tajemne miłosierdzie twoje okazał pokornym, i któregoś posłał aby szli za jego przykładem, i téjże saméj uczyli się pokory; ten Pośrednik Boga i ludzi, człowiek Chrystus Jezus okazał się pomiędzy śmiertelnemi grzésznikami a nieśmiertelnym sprawiedliwym; śmiertelny z ludźmi, sprawiedliwy z Bogiem; a jako życie i pokój jest żołdem sprawiedliwości, tak niemniéj przez sprawiedliwość z Bogiem połączoną, zniszczyć przyszedł śmierć w usprawiedliwionych bezbożnych, którą spólnie z niemi chciał ponieść. Ten to jest zaiste, który z dala w starém przymierzu pokazany był świętym Przodkom, aby niemniéj oni przez wiarę przyszłéj męki i krwi jego, którą przelać miał, byli zbawieni, jako i my przez wiarę po dokonanéj już męce i śmierci jego, mamy zaręczone zbawienie. W naturze tylko człowieczéj jest Pośrednikiem, lecz jako Słowo nie jest już Pośrednikiem, „bo jest: równy Bogu, i Bóg u Boga, razem z Duchem świętym jeden Bóg[66].“
O jakąż miłością przygarnąłeś nas do siebie Ojcze nieskończenie dobry! „kiedyś własnemu synowi swojemu nie przebaczył, aleś go wydał za nas grzészników[67].“ Jakżeś nas ukochał? za których „On nie poczytał tego za drapieztwo, że tobie był równym a stał się posłusznym aż do śmierci krzyżowéj[68]; On sam jeden między umarłemi wolny[69], mając moc położyć duszę swoję, a mając zasię moc wziąść ją[70].“ Za nas u ciebie Zwycięzca i ofiara, a dla tego zwycięzca, że jest ofiarą. Za nas u ciebie kapłan i ofiara; a przeto kapłan, że jest ofiarą. On z niewolników na syny twoje nas przemienił; z ciebie zrodzony stał się sługą naszym. O! z jakąż ufnością mocną w nim nadzieję pokładam, że „uleczysz wszystkie moje słabości przez tego, który siedzi po prawicy twojéj i wstawia się za nami[71];“ inaczéj jużbym rozpaczał. Albowiem liczne są i wielkie słabości moje, liczne wprawdzie i wielkie! ale daleko większa jest dzielność i skutek lekarstwa twojego.
Moglibyśmy mniemać, że Słowo twoje bardzo dalekie jest od połączenia się z naturą człowieka, i rozpaczać o naszém zbawieniu, gdyby nie było Ciałem się stało, i zamieszkało pomiędzy nami. Przestraszony bojaźnią moich grzechów, i pod ciężarem mojéj nędzy nachylony, namyślałem się w mém sercu, i już prawie odważałem się uciec na pustynię, aleś mnie zatrzymał, i temi słowy zapewnił: „Chrystus dla tego za wszystkich umarł, aby i ci, którzy żyją już nie sami sobie żyli, ale temu który za nich umarł[72].“ Oto Panie rzucam na łono miłosierdzia twego wszystkie moje starania i troski[73],“ abym żył „i przypatrywał się dziwom zakonu twojego[74].“ Ty znasz nieumiejętność i słabość moję, naucz mię i uzdrów, ty jedyny dusz ludzkich Lekarzu! Syn twój jednorodzony „w którym skryte są wszystkie skarby mądrości i umiejętności[75]“ krwią swoją mnie okupił. Niech nie potwarzają mnie pyszni; ponieważ nieoceniony mój okup rozważam, pożywam go i piję, i rozdaję; a jeszcze ubogi, pragnę nasycić się nim z tymi razem, którzy go jedzą i nim się sycą: „i chwalą pana którzy go szukają[76].“

Wyznania świętego Augustyna ornament 3.jpg

Przypisy

  1. I. Kor. 13, 12.
  2. Efes. 5, 27.
  3. Ps. 50, 8.
  4. Ps. 5, 12.
  5. I. Kor. 2, 11.
  6. rozdz. 13, 7.
  7. II. Kor. 1, 11.
  8. Ps. 143, 8.
  9. Ps. 50, 1.
  10. I. Kor. 2, 11.
  11. roz. 13, 12.
  12. I. Kor. 10, 13.
  13. Rzym. 1, 20.
  14. r. 9, 15.
  15. Rzym. 1, 20.
  16. Jan 14, 6.
  17. Ps. 31, 9.
  18. Galat. 5, 7.
  19. Ps. 26, 1.
  20. Jan 12, 35.
  21. Job. 7, 1.
  22. Mądr. 8, 21.
  23. I. Kor. 15, 54.
  24. I. Kor. 6, 13.
  25. 15, 53.
  26. Łuk. 21, 34.
  27. Mądr. 8, 21.
  28. Ekkles. 18, 30.
  29. I. Kor. 8, 8.
  30. Filipen. 4, 12-13.
  31. Ks. Rodz. 3, 19.
  32. Łuk. 15, 32.
  33. Filip.4, 13.
  34. I.Kor. 1, 31.
  35. Ekkl. 23, 6.
  36. Tyt. 1, 15.
  37. Rzym. 14, 20.
  38. I. Tym. 4, 4.
  39. I. Kor. 8, 8.
  40. Kolos. 2, 16.
  41. Rzym. 14, 3.
  42. Ks. Rodz. 9, 3.
  43. III. Król. 17. 6.
  44. Mat. 3, 4.
  45. Ks. Rodz. 25, 34.
  46. II. Król. 23, 17.
  47. Mat. 4, 3.
  48. Num. 11, 10.
  49. Ps. 138, 16.
  50. II. Kor. 5, 2.
  51. Tob. 4, 2.
  52. Ks. Rodz. 27, 1.
  53. Ks. Rodz. 48, 10.
  54. Ps. 24, 15.
  55. Ps. 120, 4.
  56. Ps. 25, 3.
  57. I. Jan. 2, 16.
  58. Ps. 102, 3-5.
  59. Mat. 11, 30.
  60. Jakób 4, 6.
  61. Izai. 14, 13.
  62. Ps. 140, 5.
  63. Ps. 108, 22.
  64. Efez. 2, 2.
  65. II. Kor. 11, 14.
  66. Jan 1, 14.
  67. Rzym. 8, 32-34.
  68. Fil. 2, 6.
  69. Ps. 87, 6.
  70. Jan 10, 18.
  71. Rzym. 8, 34.
  72. II. Kor. 5, 15.
  73. Ps. 54, 23.
  74. Ps. 118, 18.
  75. Kolos. 2, 3.
  76. Ps. 21, 27.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.