Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku/IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku
Rozdział IX.
Wydawca T. Glücksberg
Data wydania 1845
Drukarz T. Glücksberg
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
IX.
6. Lipca. Step Szarajewa — Kujalnicka Bałka — Słobody, budowy, ludność — Baranowa — Fizjonomja kraju — Historyczne i podróżopisarskie wspomnienia Odessy.
6. Lipca.

Za Ananiewem znowu wdarłszy się na wzgórze, jedzie się zupełną już równiną, z dwóch stron otoczoną niewysokiemi wzgórzami; nagim stepem. Dwa jeszcze czy trzy razy ukazują się maleńkie i nizkie laski brzostowe, na boku step żyzny, Słobodki nowe z nizkich domowstw, rzadko rozsypanych złożone, bez drzew jeszcze, karczemki liche. Tam i ówdzie po bokach wyglądają z pod gór ziemlanki, jak białe punkciki. — Trwa to jednostajnie, aż do przedostatniéj Słobody, pod Szarajewą, osadzonéj dosyć ładnie wierzbami i topolami; aż do saméj Szarajewéj. Tu w polu, kilka, zapewne tatarskich, mogił się ukazuje: ciągną się długie sznury Czumaków powolnie, lecą w tumanach pyłu, tabuny koni, trzody bydła — ogromne bodjaki powiewają po stepie szeleszcząc — Nago, cicho, niebo nad głową, pod nogami goła ziemia spiekła, popadana, wyżłobiona kołami.
Szaraszejewska Słoboda, czy miasteczko, także osadzona drzewy, z ogromnym placem pustym, zostawionym gwoli tutejszym dwutygodniowym jarmarkom, z mizernemi domkami, ukazuje się, w rynku stoją tylko raz na zawsze wybudowane z tarcic i kijów szaragi, na których przyjeżdżające kupczyki, wywieszają swoje kramki. Jedną stronę tego obszérnego placu, zajmuje dwór w drzewach; drugą Cerkiew zwykłą formą z zielonym dachem, przed którą stoi kamienny, kształtny na skarbonę i obraz pomniczek — Obok niego ocembrowana kamieniem, ale sucha studzienka wązka i głęboka, z płytą obok leżącą do nakrycia jéj, obyczajem starodawnym — Z trzeciéj strony placu, nędzna karczma, a dokoła, rzadko rozsypane białe domki Słobody. Widok dalszy na łyse góry, otaczające ze wszystkich stron, w jedném tylko miejscu, otwiérające się i przepuszczające wzrok w głąb.
Nie powiém, żeby widok téj Słobody w stepie miał być piękny, ale niepospolity, to pewna. Widać z niego zaraz, że to kraj tylko co się jeszcze zaludniający, którego nowi mieszkańcy, nie znają wszystkich korzyści. Te liche domki obwarowane murami z kiziaku, ostawione płotami z oczeretu, te ziemlanki ledwie jak grzyby wytykające głowy nad ziemię, a obok wysokie Cerkwie, porządne domy, zwiastują i usiłowania i walkę z trudnościami piérwszego zamieszkania. Z czasem jednak będzie to kraj piękny i żyzny, a puścizna po koczowiskach tatarskich. Te bałki, gdzie się wyciągały długie zimowniki Nogajców, z okrągłych z pilści bitych namiotów złożone — wyjdą przy powiększającéj się ludności, na jedną z najobfitszych prowincji.
Od Ananiewa począwszy do Baranowéj, jedzie się ciągle dziewięćdziesiąt pięć wiorst, wąwozem szerokim, czyli jak tu po tatarsku zowią Bałką[1], dawniéj zamieszkałą przez Tatarów, którzy obierali w podobnych szyjach stepowych, miejsca na zimowiska; teraz zaludnioną kolonjami. Bałka ta, wąwoz a raczéj szeroka dolina między dwóma gór pasmami, nad rzeczką Kujalnikiem się ciągnąca, z prawéj strony, zdaje się wyższemi ogradzać ścianami, z lewéj niższemi; może též jadąc ciągle prawym bokiem, tak mi się tylko zdawało. Nie jednemu podróżnemu na myśl już przyjść musiało, że te szerokie Bałki, których środkiem teraz, wązkie tylko strumyki płyną; w bardzo oddalonych czasach, musiały być łożyskami ogromnych rzek, olbrzymich wodocieczy. Tego jest zdania autor rozprawy — Examen géologique d’une partie du gouvernement de Kherson[2], ale zbyt przybliżając ku nam tę epokę i nadto zuchwale przypuszczając wpływ kolonji greckich na zaszłe tu w klimacie i naturze kraju zmiany, rzecz swoją popsuł.
Od nazwania rzeki płynącéj środkiem Bałki, wąwoz ten zowie się kujalnickim. Cała ludność stepów, tu zdaje się zbiegła, bo przestrzeń ta bardzo zaludniona, ludniejsza nawet na oko, od wielu z dawna zamieszkałych stron dawnéj Polski i Rossji tak; że nazwisko stepu, zawsze na myśl pusty kraj przywodzące, zdaje się już tu niestosowne. Co wiorsta, co pół wiorsty, napotykamy Słobody, które po kilka razem stykają się i łączą z sobą. Stoją one, bielejąc ścianami kamiennemi, zieleniąc się akacjami i topolami, z górującémi nad niémi czarnémi wiatrakami, niekiedy z mogilnikien, kamieniami zarzuconym, z ogrodami, murem opasanemi; — to na lewo, to przeciw nas się ukazując, po obu stronach rzeczki i doliny, do gór przyparte, osłonione niémi, to do strumienia zbliżone, — tak właśnie, jak wedle opisu Barona de Tott, stały tu przed kilkudziesiąt laty jeszcze wzdłuż Bałki, auły zimowe Nogajców i ich przewoźne domy. Droga pocztowa wiedzie nas, wykręcając się po nad prawym wzgórzy bokiem. Łyse ściany Bałki zasłaniają nam dalszy widok; — gdzie niegdzie podarte głęboko, wodami wiosennych potoków, rzadko uprawne i zasiane, czasem pootwiérane dla łamania kamienia, w rozmaitym stanie i kształcie dobywanego tu i służącego do wszelkiego rodzaju budowy, na tysiączne użytki. Gdzie niegdzie do stop ścian tych przyparte, przytulone do zielonéj darni okrywającéj jéj boki, bieleją sieroty ziemlanki, z zielonym, porosłym zielskiem dachem i czarnym kominkiem z kukuruzowym koszem, nakształt wieżyczki wzniesionym, budką, kamiennym płotem, i kilką słabemi, ledwie dojrzanémi drzewkami. Te ziemlanki zgubione w stepie, patrzące na nas swém małém oczkiem-okienkiem, z czubem-kominem i otwartemi usty-drzwiami, wydają się dziwacznie, na przestworzu, łysem tych dzikich gór. Od Szarajewéj, już ani jednego lasku brzostowego i innych drzew nad sadzone nie widać, najwięcéj wierzb i topoli. Te ostatnie wcale się tu dobrze udają. Owocowe drzewa mizerne. Zdawało mi się, żem między Bajanową a Popławskiem widział piérwszą na górze winnicę.
Nie podobna opisać rozmaitości kształtów budowli na Słobodach tutejszych, począwszy od najporządniejszych, do naprędce kleconych ziemlanek; tyle tu razem i porządku i śmieszności i dziwactwa. Materjałem wszystkich zabudowań, zaraz za Ananiew wyjechawszy, a od Szarajewy mianowicie poczynając, jest kamień dobywany z gór, z których gdzie niegdzie stérczy, sam się na wiérzch dobywając. Kamień to białawo żółtawy, gęstszy lub rzadszy, muszlowiec porowaty, miękki, ale wkrótce po wydobyciu twardniejący na powietrzu i znowu po niejakim czasie mięknący i kruszący się od przystępu i działania atmosfery.
Łupią go tu nieforemnie, kawałkami, lub piłują i obrabiają gładko i kształtnie w prostokątne bryły, z których murowane mosty i staranniejsze budowle, z gzémsami ozdobnemi, wazonikami, rzeźbami nawet, bardzo przystojnie wyglądają. — Ten sam kamień wypalony, dostarcza wapna, które jednak, otrzymuje się kosztownie dla braku opału, i dla tego zapewne budowle tutejsze na glinie i małéj ilości wapna stawiane, tak są nietrwałe — Z kamienia tego, stawią tu domy wielkie, układają płoty (na glinę kładnąc, zamiast wapna, lub na sucho bez żadnego cementu) cembrują nim studnie, sklepią arkady mostów, żłobią koryta wodopojów i t. d. — Chaty nawet budują się z tego kamienia, często ze schodkowanemi froncikami, ze zbyt małemi okienkami i płotkami dokoła zabudowań, ogrodów, podworków. Na smętarzach krzyże i nagrobki z tegoż miękkiego wyżłobiają kamienia, słowem: mają tu z niego wszystko i łatwo, od kletek i ziemlanek począwszy, do ogromnych Cerkwi. Przy takiéj łatwości o kamień, doskonałe wapno dający, możnaby chroniąc budowy od przystępu powietrza, szkodliwie na nie działającego, tynkować je, ale trudność zapewne w wypalaniu wapna, (bo kiziak i bodjaki, skrzętnie się tu chowają, na pilniejsze potrzeby), czyni rzadszem jego użycie, w istocie kiziak w stepie, jest drogocenną rzeczą i mimo przykrego swego smrodu, który wszędzie w blizkości Słobód, powietrze przesyca i napełnia, obejśćby się tu bez niego nie można.
Słobody z różnemi fizjonomjami, zależącemi od rodzaju i pochodzenia mieszkańców osadników, zalegają Bałkę; to sciśnięte, to rozsypane z rzadka, to wyższemi domki, to drobnemi ziemlanki wysadzając drogę. Niektórych ledwie dopatrzyć się można tak nizko siedzą, z zielonemi porosłemi jak góra daszkami; dymek tylko wywijający się z komina, którego nie widać, i gniazdo bocianie, zwiastują mieszkanie człowieka. Dworki pańskie osadzone są topolami, otoczone murkami, a nad każdym gdzieś w górze miele jeden lub dwa wiatraki, przed każdym kamienna studeńka i wodopój, i wał z darna lub gliny, osadzony wirginją. Kilka Słobod mają pozór prawie pięknych naszych folwarczków; otynkowane, obielone, osadzone drzewkami, gdyby nie pustość i rzadkość chatek otaczających je, przypominałyby ludniejsze i cywilizowańsze kraje niemieckie. Kształty dworków wcale nie dowodzą smaku i znajomości budownictwa, ale w niektórych znać przynajmniéj staranie o trwałość. Kamień używany na budowy i nietynkowany, swą żółtą, różnocieniowaną taflowatą powierzchnią, daje im czasem pozor malowniczy.
W szerokich tych stepach literalnie zasianych Słobodami i Słobodkami; bo oczy zwrócić się nie mogą w Bałce, aby na raz kilka ich nie spotkały i nie zatrzymały się na wianku topoli i wiatrakach, mało bardzo i coraz mniéj uprawnych z téj strony wzgórzy, postrzega się gruntów. Stért zupełnie nie widać, za to pełno pasących się ogromnych tabunów koni hasających swobodnie, za któremi zwykle pędzi jeden tylko człowiek, oklep na koniu, pałką tylko lub biczykiem zbrojny. Równie prawie wielkie stada siwych wołów i młodzieży, któréj step takie mnóstwo hoduje. Owiec dotąd nie spotykaliśmy prawie.
Chociaż karczmy stojące na trakcie, są po większéj części bardzo liche, wiele jednak porządniejszych, muruje się dopiéro, gęsto, przy każdéj niemal stojąc Słobodzie, przy każdym wodopoju i stepie na wypasy i noclegi dla czumackich wołów przeznaczonym, gdzie stojące karawany, płacą po kilka groszy od sztuki bydła i roztasowują się obozem. Żydzi wszędzie tu jeszcze na arendach siedzący, wiodą handel bydłem i zbożem, a arendy z wypasami w stepie idą, jak w Baranowéj i Popławskiém, po 10,000 złotych, lub więcéj nawet.
Gdyby nie łyse ściany Bałki, otaczające wąwoz kujalnicki, możnaby się mniemać w najożywieńszym kraju w świecie wesołym i pełnym ruchu; parów ten, którym nieustannie ciągną czumackie wałki, bryki kupieckie, powozy, gonią stada, nie wystawia wcale obrazu stepu od kilkudziesiąt dopiéro lat porządnie zaludnionego, tak wiele w nim jest życia, tak ono nieustannie się tu objawia.
Nie wyjrzałem, więc nie wiém co się tam dzieje za wąwozem na górach, za górami, gdzie niechybnie daleko puściéj, może nawet całkiem pusto, gdyż tu mieszkania ludzkie i Słobody cisną się w jary, osłaniające od wiatrów, zakrywające od chłodu; — w przestrzeni zaś objętéj Bałką ludność jest bardzo wielka. Stepy wszakże ciągnące się w prawo i lewo za góry, muszą rozległą bardzo przestrzenią, do Słobód tutejszych należeć. Ku Baranowéj dojeżdżając, wąwoz kujalnicki coraz się rozszérza, góry płaszczeją, schodzą i maleją, prawie nareszcie znikają. Żadnych starodawnych śladów tatarskich tu zasiedleń nie widać; wszystko nowe i świéże, mogił nawet nie postrzegłem nigdzie.
Lud tutejszy, zbieranina Kolonistów z różnych stron świata zbiegłych, nié ma właściwego sobie charakteru i oznak narodowości. Kraj to osobliwszy, w którym gospodarza nié ma, gdzie każdy gościem, i ile ludów, tyle obyczajów, strojów, języków różnych. Ruś i Mołdawianie składają zdaje się większą część osadników. Kraj ten, powtarzamy, z czasem będzie jedną z najżyźniejszych i z powodu położenia swego blizko morza najhandlowniejszych prowincji. Dotad, ile mogłem miarkować, rolnictwo ustępuje tu miejsca, chowom bydła, koni, pszczół i zasiewy ile można miarkować, w proporcją obszaru ziemi, małe; ale ziemia żyzna, do któréj, uprawy łąk tylko braknie, zawsze jednak tak odłogować i za wypas tylko służyć, nie może. Tym czasem wielka łatwość utrzymania stad, które tu i lekkie zimy przepędzają pod gołém niebem u stértowisk siana, zachęca do tego sposobu pożytkowania z ziemi, gdy właśnie rolnictwo właściwe, tuby się bardzo wypłacać mogło. Łanów i stért prawie nie widać, słomiane tylko torpy gdzie niegdzie w różnych kształtach stoją u każdego zabudowania. Jest to opał razem i podścioł. Zdaje mi się, że wypalając tyle słomy ile jéj tu do roku spłonie, wybornieby można z popiołów na potaże korzystać. Oprócz topoli, wierzb licznych, i mizernych drzew owocowych, coraz już tu gęściejsze akacje białe (Rolinia pseudo acacia) i niekiedy spotykają się tamarysy, z pięknym do wrzosu naszego podobnym liściem i kwiatem lila, w kłosy ułożonym jak wrzosowy. Znać że jesteśmy już w blizkości wielkiego miasta, ruch kupiecki powiększa się, suną się jedne za drugiemi bryki ładowne żydami, ciągną wałki czumackie wiozące sól, wracające do Odessy z pszenicą. Nie udało mi się przypatrzeć tutejszéj ludności Słobod, bo od Ananiewa prawie, nie spotykamy po drodze mieszkańców i widzimy ich tylko z daleka; Żydzi za to co krok; wszędzie oni, gdzie tylko cierpliwa bezczelność, może zarobić na kawałek chleba — Biédny lud! — I dla niego mamy nadzieję postępu, tak widocznego w tym kraju — wszystko to poprawia się i doskonali. Izraelici ulegną zapewne powszechnenu prawu.
Stanęliśmy na nocleg w porządnym zajezdnym domu Baranowéj, w dość wesołém miejscu, w blizkości ogródka i porządnéj Słobody. Piérwsza to od Ananiewa tak czysta i wygodna stacja dla podróżnych; aleśmy już tak blizko Odessy, że niedługo korzystając z wygodnego noclegu, co najprędzéj chcieli byśmy go opuścić.
Nim ujrzym to dziwne miasto, przed pięciądziesiąt laty powstałe, a tak olbrzymio wzrosłe i poczniemy dziwić się mu oko w oko, przygotujmy się do miłéj z nim znajomości, przypomnieniem jego historji. Poźniéj będziemy mieli zręczność bliżéj wejrzeć w dzieje téj części kraju i samego miasta, tu tylko głównemi rysy nakreślim niektóre wspomnienia.
W starożytności port odeski, zwał się wedle peryplu Arriana Istrion Limon; Ptolomeusz i Strabo, mieszczą tu Kolonję grecką, zowiącą się Fisca. Tak więc omyłką pospiechu nazwane Odessos, powinnoby się właściwie zwać piérwszém swém imieniem Fisca. Dotąd wykopywane monety i rozmaite zabytki starożytności, dowodzą bytu téj osady.
Poźniéj, znacznie poźniéj, brzeg ten morza czarnego, zwany oczakowskim stepem u polskich pisarzy, w części do Litwy, w części do Polski należał, a samo miejsce, gdzie dziś Odessa, nazwane przez Tatarów Chadżibey, a od naszych pisarzy na Kaczubej i Kaczybej przekręcane; nadane zostało familji Jazłowieckich. W r. 1442 mamy ślad procedury Jazłowieckich z Koroną, o przysypisku nad morzem, który cytuje Czacki.
Z tego portu odprawiano na Wschód pszenicę polską za Kazimiérza Jagiellończyka.
Nieco poźniéj Tatarzy opanowują step, między Dnieprem a Dniestrem, który jeszcze za Zygmunta I, liczy się, jako własność Polski z Oczakowém razem, a następnie za Zygmunta III owładany zupełnie przez Nogajców, staje się ich Koczowisk siedzibą. — Nędzna wiosczyna turecka Chadżibéj, mieści się u starego Istrion Limon. W r. 1765 zakładają tu Turcy warownię malenką, któréj dają imię Jeni-Dana, Nowy świat.
J. B. Chevalier, podróżujący w końcu XVIII wieku, wspominając o przystani, którą zowie Kodża-bej[3] powiada, że u wejścia była latarnia; mały Zameczek z załogą około dwudziestu pięciu ludzi, i dwie wielkie wsi tatarskie, jedna dawniejsza, druga założona tu przez Tatarów zbiegłych ze stepów ustąpionych Rossji.
W czerwcu 1789, Xiąże Potemkin, wysłał Generał Majora de Ribas do Oczakowa, dla objęcia dowodztwa nad flotyllą zaporożską. De Ribas użył Kozaków do wydobycia małych zatopionych statków (lançons), w czasie oblężenia. Przybywszy sam w Lipcu do Oczakowa Potemkin, zadziwił się działalności de Ribasa, i powierzył mu dowodztwo nad przednią strażą wojsk zostających pod wodzą Generała Gudowicza.
W Sierpniu de Ribas, polecił Kapitanowi Arkudyńskiemu, pójść ze stem Kozaków rozpoznać, nie alarmując Turków, — miejsce zwane Chadżi-Béj.
Kapitan Arkudyński, nocami podkradł się do miejsca i rozpoznał przez perspektywę, że Turcy byli w sile, mieli trzydzieści dziewięć statków, z których dwa wielkie Szebeki, a trzydzieści trzy Lansonów — Dwa Szebeki odpływały.
Przedsięwzięto atakować od lądu i morza, dla wzięcia chadżi-bejskiéj forteczki, Admirał de Ribas, przeszedł z wojskiem w dolinę kujalnicką o pięć wiorst od miasta i oznajmił dowodzcy, że czternastego rano, atak przypuści.
Czternastego wojsko rossyjskie, przybyło o wiorstę od warowni tureckiéj, niepostrzeżone. Gdy Turcy strzelać poczęli, już oni byli na wałach, a Officer Zugin, piérwszy wdarł się na mur. Załogę wycięto, jeden Turek schronił się do prochowni i tam się ocalił. Wzięto trochę ammunicji i kilka dział żelaznych.
Flotylla turecka, postrzegłszy opanowanie warowni, gdy już nic działać nie mogła, dawała nieustannie ognia, ale kule ich przenosiły Zamek. Gudowicz posłyszawszy strzelanie, wysłał de Ribasowi posiłki i działa. Temi Major od artylerji Merkel, zdemontował kilka statków tureckich, trzy się poddały, reszta na morze wypłynęła.
Oddział Generała Gudowicza, rozłożył się obozem pod Chadżi-Bej, i w dni kilka ukazała się flotta turecka ze dwudziestu sześciu okrętów linjowych i fregat złożona, wielka i groźna, gdyby nią kto inny, nie niezręczny Turek dowodził. Zaczęto strzelać, zwijać się po morzu i flotylla odeszła nic nie uczyniwszy stanowczego.
W Chadżi-Bej, znaleziono naówczas kilka kletek i pięć czy sześć domków, oraz mizerny budynek, zowiący się pałacem Paszy. Przy Zamku nie było foss, mury tylko wysokie, krenelowane, go broniły. Dokoła dzika pustynia, nad samym tylko brzegiem morza, trochę sadzonych drzew; kilka ziemlanek w dolinie, gdzie dziś najpiękniejsze Chutory.
Z portu chadżi-bejskiego, wyprawiano zawsze zboże do Konstantynopola — jęczmień z okolic tutejszych, przeznaczony był dla koni Jego Wysokości, Sułtana.
Cesarzowa Katarzyna, chciała tu sprowadzić Kolonistów z Archypelagu — Dano im naczelnika, rozpoczęto budowy i nazwano to miejsce Odessą.
Admirał de Ribas proponował port handlowy, a w przypadku potrzeby, wojenny, rozpoczęto prace, wyszafowano naprzód kilka miljonów, na nie wiele znaczącą fortecę i kilka publicznych budowli. Wszystko to pospiesznie budowano i tak nie starannie, że się wkrótce poobalało. Zarysowano miasto szeroko — Koszary wystawiono u brzegu morza, tak, że zasłaniały port. W porcie roboty szły dość opieszale — Ruscy przybyli tu, budowali się naprędce i niedbale — Admirał postawił dla siebie, dom wielki i wygodny[4].
Taki był stan początkowéj Odessy, weźmy teraz opisy podróżnych, co ją w różnym czasie zwiedzali, abyśmy mogli mieć wyobrażenie, o nagłym i olbrzymim postępie miasta.
J. Reuilly[5] w początku terazniejszego wieku, taką daje wiadomość o Odessie.
W porcie wysypanie grobli, było dopiéro projektowaném, okolica dokoła, step bezludny i bezdrzewny, brak wody i zły jej gatunek. Wspomina, że Czumacy przychodzący tu, wiele bydła dla braku wody tracili; a bywało ich niekiedy po 3,000 wozów. — Miasto miało około 800 domów, ulice szerokie, pełne pyłu lub błota, mieszkańców liczy od 4,000 do 5,000, Włochów, Greków i Żydów. Pięć domów handlowych, francuzki, angielski, włoski, dwa niemieckie, kilku courtier. Tenże pisze, że w r. 1804, liczba mieszkańców już się podniosła do 8,000 lub 9,000. Rozdawano place darmo, każdemu kto chciał, z warunkiem zabudowania ich we dwa lata. Mieszkańcy mogli wyprawiać swoje statki, pod flagą rossyjską. — Opisuje projekt wyporządzenia wybrzeża (quais), koszary, które zastawiały naówczas jeszcze widok morza i brzegów, lazaret mieszczący się w mizernych szałaszach, kwarantannę składającą się z murów kamiennych, magazynów o drewnianych oknach i nagiéj góry. Wspomina o usiłowaniach Xcia Richelieu, o dochodzie miasta wynoszącym 70,000 rubli. Forteca nad brzegiem morza w kształcie regularnego pięciokątu, z któréj nową robiono kwarantannę, za staraniem Xięcia. Pisze o wielkim wzroście Odessy, o któréj przed ośmią laty nikt jeszcze nie wiedział, czy exystuje; gdy w r. 1802 już do 300 okrętów zawinęło do portu, w r. 1803, 400 było, gdy autor odjeżdżał. Podole i Ukraina dostarczały tu wówczas na półtora miljona rubli zboża.
Reuilly opisuje nowe osady w stepach, które Rząd pilnie wspiérał, i daje tablice handlu Odessy, bardzo szczegółowe i dokładne.
Nieco poźniéj podróżujący (1805 roku), taką zdaje sprawę ze stanu miasta[6]. „Port, a raczéj przystań odesska terazniejsza, znajduje się w zatoce, nad którą panuje wzgórze zajęte miastem, pobudowaném w kształcie amfiteatru. Miasto ma ulice szerokie, długie i dobrze zarysowane, ale nie będąc brukowane, a codziennie przecinane mnóstwem wozów krzyżujących się; dokucza pyłem lub błotem. — Przystani broni cytadella. W porcie dla ochrony zimujących okrętów, zrobiono groblę (jetée) i t. d.
Tenże wspomina o Bursie i Sądzie handlowym, lazarecie i kwarantannie, na wzór marsylskiéj. Powiada, że poczta listowa uregulowana została w r. 1783 i do Marsylji idzie w dni 30. — Ludność liczy od 9,000 do 10,000 głów; brak robotnika; ważność handlu zbożowego — Wreszcie czyni uwagę, że domy murowane z kamienia, nie są w ogólności zdrowe, bo do ich budowy używają wody morskiéj.
Między opisem J. Reuilly a naszego anonyma, widzimy już znaczną różnicę, zobaczym jeszcze większe.
Sicard, który swe wyborne listy o Odessie, pisał około 1812 roku[7], nakreśla w pewien sposób krótką już historją Odessy. Położenie jéj jeograficzne, oznacza pod 46 stop. 35′ szerokości północnéj — 29. 2 min. długości wschodniéj, wedle południka paryzkiego — o 9 mil od ujścia Dniepru, a 12 (Est) od Dniestru. — Powiada, że w roku 1796 nadano jéj imię Odessy, że w r. 1803 rozpoczęły się tyle ważne rządy Xcia Richelieu i tegoż roku weszło nie jak pisze Reuilly 300, ale 900 okrętów.
Przed Richelieu, powiada Sicard, była w porcie jedna tylko zła grobla, mało domów w mieście, prawie żadnych magazynów, kwarantanna zła, okolice puste, brak warzyw, jarzyn, ogrodniny i wody studziennéj; wspomina, że osadzano kolonje Bulgarów, Węgrów, Słowaków i Niemców, którym dawano bydło i narzędzia rolnicze, z warunkiem poźniejszéj wypłaty posiłków.
Sicard w 1812, od pięciu lat rachuje główne miasta postępy, wioski jego wzrost i odmiany na lepsze. Powiada o zdrowém powietrzu, ulicach szerokich, domach kamiennych dwupiętrowych, magazynach na 300,000 czetwerti zboża. Ludność podnosi do 24,000 lub 25,000 w okolicach zaś o 20 mil, rachuje 20, do 25,000 dusz osiadłych; urodzenia do liczby mieszkańców, jak 1, do 30. — Okolice dostarczają potrzeb do życia i niektórych artykułów handlowych, jak naprzykład, około 10,000 czetwerti zboża; arnauty, fasoli, grochu, kartofli. Wspomina o plantacjach drzew morwowych, o kwarantannie, porcie i kończącém się od lat trzech poczętém Gymnazjum — To co Sicard mówi o handlu, gdzie indziéj przywiedziemy.
Gamba w jedénaście lat potém podróżujący[8] mówi o Odessie, jako o mieście wielkiém i porządném, którego szerokie szosowane ulice, obszerne place, osadzone rzędami topoli, zadziwiają przybywającego. Chwali grunt żyzny, zdrowe powietrze, położenie na wzgórzu w amfiteatr; mówi o porcie, jako o niezbyt pewnym i bezpiecznym, o niedostatku drzewa i wody. Gamba określa postęp Odessy, biorąc ją w chwili, gdy ją objął Richelieu i w chwili, gdy ją opuszczał. W r. 1804, powiada, było 2,600 domów 35,000 ludności, 190,000 rubli dochodu z poczty, 280,000 z akcyzy; handel wynosił na summę 45 milionów rubli, tamożnia uczyniła dwa miliony, a bankowe obroty na 25 milionów.
Ludność w roku 1823, liczy Gamba do 40,000, którą zowie amalgamą wszystkich narodów Europy i Azji. W ogólności samo staranie, z jakiém opisuje Odessę, dowodzi na jakim już była stopniu.
Köhl, który podróżował w 1841 roku, najostatniejszy już nam daje[9] obraz kwitnącego stanu Odessy pod Hr. Worońcowem, terazniejszym jéj Rządzcą, ale pełna pretensji charakterystyka Köhla; mnóstwem zasiana jest omyłek; nie będziemy go tu już cytować, kilkakrotnie poźniéj zmuszeni będąc zwrócić się do niego.
Zważcie teraz z tych nie wielu rysów, czém jest cała tego miasta historja. Z ciemnéj starożytności, parę imion, z czasów posiadania polskiego, parę mało znaczących faktów; z czasów tatarsko-tureckich nazwisko wsi i warowni nas doszły. Właściwa historja, historja pełna życia i ciągłym będąca postępem, nieustannym wzrostem, poczyna się od de Ribasa, a raczéj od Xięcia Richelieu, prawdziwego twórcy Odessy, któremu ona wszystko winna.




Przypisy

  1. Bałka, savité, Pallas: Voyage, an. 1793 Ed. 1799 T. I, 54.
  2. Journal des Mines de Russie. 1837.
  3. Voyage de la Propontide T. II. p. 361.
  4. Castelnau. T. III.
  5. Voyage en Crimée et sur les bords de la Mer Noire pendant l’année 1803, suivi d’un mémoire sur le Commerce de cette mer, etc. par J. Reuilly Paris. 1806. 8. avec des vignettes par Duplessis Bertaux.
  6. Essai historique sur le Commerce et la Navigation de la Mer Noire. Voyage et entreprises pour établir des rapports commerciaux et maritimes entre les ports do la mer Noire et ceux de la Méditérannée. Paris. 1805. 8. 300 pp. Chap. XLI. p. 216. Notions diverses sur Odessa.
  7. Lettres sur Odessa par Sicard aîné, négociant établi dans cette ville S. Petersbourg. 1812. 12. 145. pp.
  8. Voyage dans la Russie méridionale et particulièrement dans les provinces situées au de là du Caucase, fait depuis 1820 jusqu’en 1824 par le Chev. Gamba, Consul du Roi à Tyflis. T. I. Paris. 1826. 8.
  9. Reisen in Südrussland von J. G. Köhl. Dresden und Leipzig 1841 8. I. II. Th.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.