Wesoła wigilja

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Elwira Korotyńska
Tytuł Wesoła wigilja
Podtytuł Komedyjka w 1-ym akcie
Pochodzenie Księgozbiorek Dziecięcy Nr 17
Wydawca „Nowe Wydawnictwo”
Data wydania 1929
Druk Zakłady Graficzne „Zjednoczeni Drukarze“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

KSIĘGOZBIOREK DZIECIĘCY.
E. KOROTYŃSKA.

Wesoła
wigilja.
Komedyjka w 1-ym akcie
Wesoła wigilja ornament.jpg
NAKŁADEM „NOWEGO WYDAWNICTWA“
WARSZAWA, ul. SIENNA Nr. 3.
Zakłady Grafyczne „Zjednoczeni Drukarze“
Warszawa, Elektoralna 15.




OSOBY.

Matka — dziewczynka lat 14 do 16.
Święty Mikołaj — jeden ze starszych chłopców.

Mania
Hela
Lunia
Wicio
Zbyszek
Stach
Marysia
lat 12.
lat 8.
lat 10.
lat 13.
lat 14.
lat 6.
— dziewczynka lat kilkunastu.




Rzecz dzieje się w mieście. Pokój dziecinny, w nim stół, krzesła, książki i kajety na stole. Pokój sypialny, w nim parę łóżek dziecięcych. Pokój bawialny, może być urządzony z dziecinnego. Choinka, w braku naturalnej, może być z doniczki dużej z wysoką rośliną, chociaż, w czasie świątecznym, gdy komedyjka ta jest grana, prawie wszędzie jest choinka, zastępować więc niczem sztucznem nie trzeba.



SCENA I.
Mania i Wicio, potem Zbyszek.
Mania.

Czegoś tak smutny, braciszku drogi? Wszakże to wkrótce dzień taki błogi, dzień tak przecudny i tak uroczy, że mało serce z piersi nie skoczy?..

Wicio.

Smutno mi bardzo, siostrzyczko droga, że gdy się zbliża ta Gwiazdka błoga, nie będzie z nami tatuś kochany, tatuś kochany, dawno widziany... Cóż mi po Gwiazdce, choince w złocie, gdy tatuś kędyś w ciężkiej tęsknocie...

Mania.

A czy ty myślisz, że twoja Mania, dlatego, że wciąż po łąkach gania barwne motylki, pachnące kwiatki, nie tęskni także do swego tatki? Ileż to razy zapłacze w ciszy, gdy nikt nie widzi i nikt nie słyszy... bo gdyby matuś me łzy widziała, zarazby sama gorzko płakała... I ty się nie smuć, gdy patrzy mama... dość łez wylewa ona tu sama...

Wicio.

O, tak, siostrzyczko, zaraz się skryję, gdy wejdzie matuś, łzy wnet omyję, spotkam ją zawsze z wesołą miną, ona mnie nazwie swoją dzieciną, w objęciach swoich mocno utuli... o jak te dobrze przy swej matuli!..

(Wbiega Zbyszek).
Zbyszek

Dlaczego miny tak smutne macie? sami wciąż zmartwień sobie szukacie... Ile się razy wejdzie do domu, zawsze łykacie łzy pokryjomu... Co komu zawsze łzy tu pomogą?.. ot mieć będziemy tę Gwiazdkę drogą, dużo nam szczęścia, darów przyniesie... widziałem dzisiaj choinkę w lesie... Świerk tak wysmukły, jak młodzian hoży... gdy się nań cukrów, kul złotych włoży, aż zajaśnieje nasz pokój cały... i wasze oczy będą się śmiały... a wtedy płakać już nie będziecie, już zapomnicie o całym świecie!.

Mania.

Ach! bez choinki cóżto za Święta? Ona jak cudna jakaś zaklęta, królewna z bajki... stoi w swych strojach, niby w pałacu króla pokojach... A gdy od świeczek rozbłyśnie cała, to jakby słońce na sobie miała, jakby lśnił na niej księżyc srebrzysty gwiazd szereg świecił dziwnie przeczysty...

Wicio.

A ten śnieg sztuczny, jaki srebrzysty, jakby prawdziwy, tak biały, czysty...

Zbyszek.

A te z cukierni śliczne łakotki: koszyczki, wiśnie, pieski i kotki...

Mania.

Te wstęgi piękne, niby prawdziwe, te ich kolory, jak gdyby żywe...


Wicio.

A jaki piękny anioł u góry, zda się za chwilę wzlecieć nad chmury...

Zbyszek.

A te podarki: książki, żołnierze... już na nie dzisiaj ochota bierze!..

Mania.

Święty Mikołaj dary przyniesie, wraz z tą choinką, co rośnie w lesie...

Wicio.

Kto w Mikołaja postaci stanie? — oto ciekawe dla mnie pytanie...

Zbyszek.

Przed dwoma jeszcze ot tutaj laty, tatuś się stroił w świętego szaty i wnosił dzieciom swe hojne dary w wigilji wieczór grudniowy, szary...

Mania.

Może w tym roku nasz dziaduś stary przyniesie dzieciom świąteczne dary...

Wicio.

A może wujek?.. któż wiedzieć może, kto nas darami swemi wspomoże...

Zbyszek.

Sen dziwny miałem z samego rana... śniłem, że jakaś postać przebrana, przy łóżku mojem złożyła dary... i naraz patrzę... to nie do wiary!.. To tatuś w szaty świętego strojny, składał przy łóżku dar jakiś hojny... Wskoczyłem z łóżka, patrzę zdziwiony... Ach, to był tylko tatuś wyśniony!..


Mania.

Czegóżby jeszcze brakło do tego, gdybyśmy mieli tatusia swego?..

(Wbiega Lunia, Hela i Stach).


SCENA II.
Lunia, Hela, Stach, Mania, Wicio i Zbyszek, potem Marysia.
Lunia.

Aha! to bez nas jakieś narady?.. pomysły jakieś na te parady, na uświetnienie dzionka świętego, dzionka wielkiego, wigilijnego...

Hela.

Mieliśmy razem stanowić radę, jaką urządzić mamie paradę i jakie dary złożyć dla mamy... poradźcie drodzy, co my jej damy...


Stach.

Ja dam konika, co nóżką grzebie...

Zbyszek.

Konik zabawia li tylko ciebie...

Mania.

Cóżby mamusia z koniem robiła?..

Wicio.

Przecieżby matuś się nie bawiła!..

Stach.

Jeśli nie konia, to dam ułana... To się ucieszy matuś kochana!..

Hela.

Et! dzieciak z ciebie, braciszku miły!.. Któreżto matki by się bawiły!

Wicio.

Więc rozpocznijmy nasze narady.. Tylko, najmilsi... bez żadnej swady!..


Mania.

Więc cóż matusi damy w ofierze?

Zbyszek.

To, czego pragnie oddawna szczerze... Portret tatusia wprawimy w ramy...

Wicio

Będzie wiedziała, jak go kochamy!..

Hela.

To będzie świetnie! będzie wspaniale!..

Lunia.

I nie domyśli się tego wcale!

Zbyszek.

Więc się zgadzacie, najdrożsi moi?

Stach.

Ja dam wojaka w żelaznej zbroi!..


Wicio.

A to się matuś śmiać z niego będzie... gdy tę zabawkę w wilję posiędzie!..

Zbyszek.

A dawaj sobie, Stachu kochany, koniki, pieski, swoje ułany!.. Za wszystko matuś ci podziękuje i w buźkę szczerze cię ucałuje!

Mania.

Więc uradzono! kupimy ramy, dla swej najdroższej, najmilszej mamy!..

(Wbiega Marysia).
Marysia.

Proszę do stołu! Na obiad proszę! Już zupę z wazą zaraz przynoszę!.. (Wybiega).

(Dzieci wychodzą).


SCENA III.
Sypialnia dzieci Co chwila któreś z dzieci podnosi głowę i patrzy na zegar, która godzina.
Mania (cicho).

O, jak się długo ta noc dziś wlecze!..

Hela (cicho).

Nie bój się, nie bój, dzień nie uciecze!..

Lunia (cicho).

Dopiero piąta! Wstawać nie pora! Zegar posunąć było ci wczora!..

(Wchodzi matka, dzieci uciekają i zamykają oczy. Matka nachyla się nad każdem).
Matka.

Śpią mocno jeszcze... cóżby to było?.. szmer był jakowyś... czyżby się śniło?!.. (wychodzi).


Mania (cichutko).

Matuś słyszała, żeśmy mówiły...

Lunia (cicho).

Myślała pewnie, żeśmy coś śniły!..

Hela (cicho).

Zaśnijmy jeszcze... tak jeszcze rano!.. Ach! gdyby prędzej wstać nam kazano!

(Godzina 8 rano — wchodzi Marysia).
Marysia.

Pani kazała zbudzić panienki...

Mania.

Podaj, Marysiu, nasze sukienki!

(Marysia podaje i wychodzi).
Lunia (zagląda do okna).

Śliczny dzień dzisiaj... jaka pogoda!..


Mania.

Braknie dziś tatki... jak aż to szkoda!..

Hela.

Pójdziemy zaraz kupować ramy...

Lunia.

Dla naszej drogiej, kochanej mamy!..

(Ubierają się szybko — wbiega Wicio i Zbyszek, potem Stach).
Wicio.

Chodźcież czem prędzej już na śniadanie, bo nam dziś czasu na to nie stanie, co zrobić mamy przy wielkim święcie... wszak to niedługo już rozpoczęcie!..

Zbyszek.

Marysia niosła choinkę skrycie... taka prześliczna, jak wy lubicie! Wyniosły świerczek, gęsty, zielony i rozłożysty na wszystkie strony... Na strych zaniosła... mama kazała i skrycie będzie ją ubierała...

Mania.

Ale kto będzie tym, co obdarza... kto dzieciom tyle szczęścia przysparza?.. Ciekawam bardzo... bo wuj Antoni będzie napewno przy małej Zoni...

Lunia.

A może dziaduś, nasz dziaduś siwy, jako ów święty taki sędziwy, stanie przy drzewku i rozda dary... a może, może... nasz stryjek stary!..

Wicio.

Et! wszystko jedno, kto da nam dary... mały, czy młody, siwy czy stary!.. Chodźmy kupować te nasze ramy, już parę godzin zaledwie mamy!..

(Dzieci wychodzą — wchodzi Marysia ze szczotką do zamiatania).
Marysia (zamiatając).

Oj, to się cieszyć będą panięta!.. a to wesołe będą te święta!.. To się ucieszy Wicio i Mania! a to ci będzie dużo skakania, a to ci dużo będzie radości, z tych niespodzianych, kochanych gości!.. Lecz cicho, cicho, niech nikt nie słyszy, mam siedzieć cicho, jak w norze myszy... Ani mru, mru mru! ani słóweczka, ani do Heli, ni do Witeczka... Niech się dowiedzą w stosownej chwili... tem więcej się będą wszyscy cieszyli!.. (Kończy zamiatanie i wychodzi).



SCENA IV.
Pokój bawialny. W środku choinka obwieszona zabawkami i łakociami. Matka kończy ubierać. Marysia sprząta.
Matka.

Kończ prędzej sprzątać... godzina zleci... później zadzwonim na drogie dzieci... A czy kolacja już jest gotowa?

Marysia.

Ryba już tylko nawpół surowa... reszta zupełnie ugotowana, może być zaraz na stół podana!..

(Pukanie do drzwi).
Matka.

A kto tam puka?

Stach (pod drzwiami).

To mały synek mamusi szuka...

Marysia.

Niech panicz przyjdzie tu za godzinę...

Matka.

Choć ucałuję tę odrobinę... (wychodzi).


Marysia
(sama, skacząc koło choinki).

Ach, co to będą tutaj za święta! A to się cieszyć będą dziewczęta! Coprawda, ja też mocno raduję, o, bo ja miłość dla Państwa czuję... I państwo dobrzy i dobre dzieci... i rok za rokiem tak szybko leci, że nawet nie wiem jak się to stało, że lat już tyle tu przeleciało!..

(Wybiega, wpada do pokoju dzieci. Dzieci siedzą, oczekując niecierpliwie na wezwanie ich do bawialnego pokoju).
Zbyszek.

Czego tak wbiegasz? już może pora? — lecz nie... godzina jest do wieczora!..

Marysia
(podskakując wesoło, śpiewa:)

W wigiliją dzieci biją! W wigiliją dzieci biją!..


Wicio
(biegnąc do niej i lekko uderzając)

W wigiliją Marysię biją! Masz! masz! sprzątaczu nasz... (Marysia ucieka).

(Słychać dzwonek na dzieci).
Dzieci (wybiegają z pokoju).



SCENA V.
Matka, dzieci, Marysia, potem Św. Mikołaj. Choinka pięknie ustrojona stoi pośrodku pokoju.
Matka.

Chociaż ten zwyczaj jest dziś przyjęty, że po wigilji Mikołaj święty, przynosi dzieciom świąteczne dary, lecz my przyjmiemy obyczaj stary... Niechaj ów Święty do nas wnet wchodzi... czekają jego starsi i młodzi...

(Wchodzi święty Mikołaj, starzec z siwą, długą brodą, cały okryty płaszczem, twarz zasłoniona. W ręku niesie kosz podarków. Dzieci przyglądają mu się bacznie).
Św. Mikołaj (zmienionym głosem).

A, witajcie, witajcie mi drodzy! wyście pono w podarki ubodzy... Więc przyniosłem wam tutaj te dary, ach! przyjmijcie te z serca ofiary... Oto konik dla Stacha małego, a tu książka dla Zbyszka starszego, tutaj pałasz stalowy dla Wicia, umywalka dla Heli do mycia!.. tę laleczkę niech bierze Helenka, a tę Lunia — kochana panienka... a dla miłej, serdecznej tej Mani, neseserkę tę niosę jej w dani!.. (Dzieci, bardzo zadowolone z darów, dziękują za wszystko). Dla cię, matko, przynoszę dar żywy, dar radosny i wielce szczęśliwy... A tymczasem niech dzieci cię darzą... Patrz! już Wicio z radosną mknie twarzą...

Wicio (występuje na przód sceny).

Wiesz, Mamusiu, jak ciebie kochamy, jak z tęsknotą tatusia czekamy... Płaczesz po nim, kochana ty mamo, i my cierpim i płaczem tak samo... Oto w ręce twe dzisiaj składamy, do portretu tatusia te ramy... byśmy patrzeć wciąż mogli na niego, na tatusia naszego biednego...

Święty Mikołaj (drży cały)

Ach! (wybucha płaczem).

Matka.

Boże! co się stało?.. (podchodzi) Nie płacz!..

Dzieci (zdumione).

Kto to? Czemu płacze? Czy i on także ma życie tułacze, jak nasz ojczulek drogi, kochany?..

Wicio.

Ach rozszarpałem mu jakieś rany!

Mania.

O przebacz panie! o, nie płacz panie! To takie ciężkie, straszne szlochanie!..


Święty Mikołaj
(zrzuca z siebie płaszcz, perukę, odkrywa twarz)

O, żono moja! dzieci kochane! takeście do mnie wciąż przywiązane!

Dzieci (całując ojca).

To tatuś miły, to tatuś drogi! Ach, więc przeniknął los wszystkich srogi, mamunia płakać więcej nie będzie, już zawsze razem będziemy wszędzie!

Marysia (wnosi kolację).

Aha! ja pierwsza o tem wiedziałam, ale, jak kamień, ciągle milczałam!..

Matka.

Chodźmy do stołu! Tak szczęsnej chwili jużeśmy dawno nie obchodzili!

(Zapalają świeczki na choince i zaczynają jeść).
Zasłona spada.
KONIEC.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Elwira Korotyńska.