Matka dziewczynka— dziewczynka lat 14 do 16. Święty Mikołaj — jeden ze starszych chłopców.
Mania Hela Lunia Wicio Zbyszek Stach Marysia
lat 12. lat 8. lat 10. lat 13. lat 14. lat 6. — dziewczynka lat kilkunastu.
Rzecz dzieje się w mieście. Pokój dziecinny, w nim stół, krzesła, książki i kajety na stole. Pokój sypialny, w nim parę łóżek dziecięcych. Pokój bawialny, może być urządzony z dziecinnego. Choinka, w braku naturalnej, może być z doniczki dużej z wysoką rośliną, chociaż, w jest grana, prawie wszędzie jest choinka, czasie świątecznym, gdy komedyjka taczasie świątecznym, gdy komedyjka ta jest grana, prawie wszędzie jest choinka, zastępować więc niczem sztucznem nie trzeba.
Czegoś tak smutny, braciszku drogi? Wszakże to wkrótce dzień taki błogi, dzień tak przecudny i tak uroczy, że mało serce z piersi nie skoczy?..
Wicio.
Smutno mi bardzo, siostrzyczko droga, że gdy się zbliża ta Gwiazdka błoga, nie będzie z nami tatuś [7]kochany, tatuś kochany, dawno widziany... Cóż mi po Gwiazdce, choince w złocie, gdy tatuś kędyś w ciężkiej tęsknocie...
Mania.
A czy ty myślisz, że twoja Mania, dlatego, że wciąż po łąkach gania barwne motylki, pachnące kwiatki, nie tęskni także do swego tatki? Ileż to razy zapłacze w ciszy, gdy nikt nie widzi i nikt nie słyszy... bo gdyby matuś me łzy widziała, zarazby sama gorzko płakała... I ty się nie smuć, gdy patrzy mama... dość łez wylewa ona tu sama...
Wicio.
O, tak, siostrzyczko, zaraz się skryję, gdy wejdzie matuś, łzy wnet omyję, spotkam ją zawsze z wesołą miną, ona mnie nazwie swoją dzieciną, [8]w objęciach swoich mocno utuli... o jak te dobrze przy swej matuli!..
(Wbiega Zbyszek).
Zbyszek
Dlaczego miny tak smutne macie? sami wciąż zmartwień sobie szukacie... Ile się razy wejdzie do domu, zawsze łykacie łzy pokryjomu... Co komu zawsze łzy tu pomogą?.. ot mieć będziemy tę Gwiazdkę drogą, dużo nam szczęścia, darów przyniesie... widziałem dzisiaj choinkę w lesie... Świerk tak wysmukły, jak młodzian hoży... gdy się nań cukrów, kul złotych włoży, aż zajaśnieje nasz pokój cały... i wasze oczy będą się śmiały... a wtedy płakać już nie będziecie, już zapomnicie o całym świecie!.
Mania.
Ach! bez choinki cóżto za Święta? [9]Ona jak cudna jakaś zaklęta, królewna z bajki... stoi w swych strojach, niby w pałacu króla pokojach... A gdy od świeczek rozbłyśnie cała, to jakby słońce na sobie miała, jakby lśnił na niej księżyc srebrzysty gwiazd szereg świecił dziwnie przeczysty...
Wicio.
A ten śnieg sztuczny, jaki srebrzysty, jakby prawdziwy, tak biały, czysty...
Zbyszek.
A te z cukierni śliczne łakotki: koszyczki, wiśnie, pieski i kotki...
Mania.
Te wstęgi piękne, niby prawdziwe, te ich kolory, jak gdyby żywe...
A jaki piękny anioł u góry, zda się za chwilę wzlecieć nad chmury...
Zbyszek.
A te podarki: książki, żołnierze... już na nie dzisiaj ochota bierze!..
Mania.
Święty Mikołaj dary przyniesie, wraz z tą choinką, co rośnie w lesie...
Wicio.
Kto w Mikołaja postaci stanie? — oto ciekawe dla mnie pytanie...
Zbyszek.
Przed dwoma jeszcze ot tutaj laty, tatuś się stroił w świętego szaty i [11]wnosił dzieciom swe hojne dary w wigilji wieczór grudniowy, szary...
Mania.
Może w tym roku nasz dziaduś stary przyniesie dzieciom świąteczne dary...
Wicio.
A może wujek?.. któż wiedzieć może, kto nas darami swemi wspomoże...
Zbyszek.
Sen dziwny miałem z samego rana... śniłem, że jakaś postać przebrana, przy łóżku mojem złożyła dary... i naraz patrzę... to nie do wiary!.. To tatuś w szaty świętego strojny, składał przy łóżku dar jakiś hojny... Wskoczyłem z łóżka, patrzę zdziwiony... Ach, to był tylko tatuś wyśniony!..
(Ubierają się szybko — wbiega Wicio i Zbyszek, potem Stach).
Wicio.
Chodźcież czem prędzej już na śniadanie, bo nam dziś czasu na to nie stanie, co zrobić mamy przy wielkim święcie... wszak to niedługo już rozpoczęcie!..
Zbyszek.
Marysia niosła choinkę skrycie... taka prześliczna, jak wy lubicie! Wyniosły świerczek, gęsty, zielony i rozłożysty na wszystkie strony... Na strych [19]zaniosła... mama kazała i skrycie będzie ją ubierała...
Mania.
Ale kto będzie tym, co obdarza... kto dzieciom tyle szczęścia przysparza?.. Ciekawam bardzo... bo wuj Antoni będzie napewno przy małej Zoni...
Lunia.
A może dziaduś, nasz dziaduś siwy, jako ów święty taki sędziwy, stanie przy drzewku i rozda dary... a może, może... nasz stryjek stary!..
Wicio.
Et! wszystko jedno, kto da nam dary... mały, czy młody, siwy czy stary!.. Chodźmy kupować te nasze ramy, już parę godzin zaledwie mamy!..
(Dzieci wychodzą — wchodzi Marysia ze szczotką do zamiatania).
Oj, to się cieszyć będą panięta!.. a to wesołe będą te święt!a..święta!.. To się ucieszy Wicio i Mania! a to ci będzie dużo skakania, a to ci dużo będzie radości, z tych niespodzianych, kochanych gości!.. Lecz cicho, cicho, niech nikt nie słyszy, mam siedzieć cicho, jak w norze myszy... Ani mru, mru mru! ani słóweczka, ani do Heli, ni do Witeczka... Niech się dowiedzą w stosownej chwili... tem więcej się będą wszyscy cieszyli!.. (Kończy zamiatanie i wychodzi).
SCENA IV.
Pokój bawialny. W środku choinka obwieszona zabawkami i łakociami. Matka kończy ubierać. Marysia sprząta.
Matka.
Kończ prędzej sprzątać... godzina [21]zleci... później zadzwonim na drogie dzieci... A czy kolacja już jest gotowa?
Marysia.
Ryba już tylko nawpół surowa... reszta zupełnie ugotowana, może być zaraz na stół podana!..
Ach, co to będą tutaj za święta! A to się cieszyć będą dziewczęta! Coprawda, ja też mocno raduję, o, bo ja miłość dla Państwa czuję... I państwo dobrzy i dobre dzieci... i rok za rokiem tak szybko leci, że nawet nie wiem jak się to stało, że lat już tyle tu przeleciało!..
(Wybiega, wpada do pokoju dzieci. Dzieci siedzą, oczekując niecierpliwie na wezwanie ich do bawialnego pokoju).
Zbyszek.
Czego tak wbiegasz? już może pora? — lecz nie... godzina jest do wieczora!..
W wigiliją Marysię biją! Masz! masz! sprzątaczu nasz... (Marysia ucieka).
(Słychać dzwonek na dzieci).
Dzieci (wybiegają z pokoju).
SCENA V.
Matka, dzieci, Marysia, potem Św. Mikołaj. Choinka pięknie ustrojona stoi pośrodku pokoju.
Matka.
Chociaż ten zwyczaj jest dziś przyjęty, że po wigilji Mikołaj święty, przynosi dzieciom świąteczne dary, lecz my przyjmiemy obyczaj stary... Niechaj ów Święty do nas wnet wchodzi... czekają jego starsi i młodzi...
(Wchodzi święty Mikołaj, starzec z siwą, długą brodą, cały okryty płaszczem, twarz zasłoniona. W ręku niesie kosz podarków. Dzieci przyglądają mu się bacznie).
A, witajcie, witajcie mi drodzy! wyście pono w podarki ubodzy... Więc przyniosłem wam tutaj te dary, ach! przyjmijcie te z serca ofiary... Oto konik dla Stacha małego, a tu książka dla Zbyszka starszego, tutaj pałasz stalowy dla Wicia, umywalka dla Heli do mycia.!.mycia!.. tę laleczkę niech bierze Helenka, a tę Lunia — kochana panienka... a dla miłej, serdecznej tej Mani, neseserkę tę niosę jej w dani!.. (Dzieci, bardzo zadowolone z darów, dziękują za wszystko). Dla cię, matko, przynoszę dar żywy, dar radosny i wielce szczęśliwy... A tymczasem niech dzieci cię darzą... Patrz! już Wicio z radosną mknie twarzą...
Wicio (występuje na przód sceny).
Wiesz, Mamusiu, jak ciebie kochamy, jak z tęsknotą tatusia czekamy... Płaczesz po nim, kochana ty mamo, [25]i my cierpim i płaczem tak samo... Oto w ręce twe dzisiaj składamy, do portretu tatusia te ramy... byśmy patrzeć wciąż mogli na niego, na tatusia naszego biednego...
Święty Mikołaj (drży cały)
Ach! (wybucha płaczem).
Matka.
Boże! co się stało?.. (podchodzi) Nie płacz!..
Dzieci (zdumione).
Kto to? Czemu płacze? Czy i on także ma życie tułacze, jak nasz ojczulek drogi, kochany?..
Wicio.
Ach rozszarpałem mu jakieś rany!
Mania.
O przebacz panie! o, nie płacz panie! To takie ciężkie, straszne szlochanie!..