Nadzieje nieśmiertelności

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor William Wordsworth
Tytuł Nadzieje nieśmiertelności
Podtytuł z wspomnień dziecinnych. Wordswortsa (z Angielskiego)
Pochodzenie Poezye Konstantego Piotrowskiego
Data wydania 1836
Druk Drukarnia XX. Karmelitów
Miejsce wyd. Berdyczów
Tłumacz Konstanty Piotrowski
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
NADZIEJE NIEŚMIERTELNOŚCI
z wspomnień dziecinnych. Wordswortsa
(z Angielskiego)[1]

Była ta chwila przed laty,
Kiedy wody, lasy, skały,
Oczóm się moim zdawały,
W niebiosów ubrane szaty;
Mające chwałę, kolory, i cienia,
Najpięknieyszego marzenia.

Wdzięki ich trwają w niezachwianej mocy,
Lecz kiedy je dostrzedz żądam,
Natężam wzrok w dzień, i w nocy,
Już je nie widzę, choć na nie poglądam.

—  ☼☼☼  —

Tęcza zaświeci i zgaśnie,
Roża jak wprzód kwitnie kraśnie,
Srebrzysty Xiężyc wspaniale,
Przebiega w nocy ciche nieba kraje,
Odbijają się gwiazdy w wód krysztale,
Jaśnieje Słońce promieńmi złotemi,
Lecz gdzie się ruszę, stale mi się zdaje,
Iż jakiś wdzięk ubył ziemi.

Gdy ptak napełnia pieśnią szczęścia gaje,
Gdy jagnie skacze — wesoła natura,
Ach! dla czegoż mysl ponura,
Do mnie jednego wracać nie przestaje?
Na czas ona ustępuje,
I wnet mocniejszym się czuję.
Ziemio! nie schmurzy cię mój smutek blady —
Zagrzmiały z gór wodospady,
Wesołe Echo wśród skał się odzywa,
Zefiry z łożysk do nmie przyleciały,
Cała natura szczęśliwa!
I wtéj porze,
Ląd i morze,
Wesołości się oddały;
Każde zwierze z sercem maju,
Święci dzień piękny jak raju.

Wy! nadobne skotopasy
Zaśpiewajcie mi wesołość i wczasy.

—  ☼☼☼  —

Błogosławione twory! usłyszałem,
Jak się wzywacie z zapałem.
Niebo waszemu weselu wtoruje;
Stroję kwiatem siwą głowę,
Bo czuję waszę szczęślieość! ach! czuję.
Złym byłbym gdybym przyniosł smutki nowe,
Kiedy ziemia ustrojona,
W wonnym majowym poranku,
Kiedy dzieci do jej wianku,
Wśród obszernego jej łona,
Na górach i łące,
Zbierają kwiaty pachnące.

Upiersi matki niemowle się wiesza,
A słońce swoje złoto z wszystkiem miesza.
Wszędzie wesołość, wszędzie szczęście dysze;
Ach! słyszę je, słyszę.
Lecz na samotném polu, pozostałe
Drzewo, spuszczając gałęzie niecałe,
Stale się wije przed memi oczyma,
Oba mi mówią iż czegoś już nie ma.
Gdzieżeście chwało! kolory, i cienia,
Najpiękniejszego marzenia?

—  ☼☼☼  —

Snem jest zmięszanym rodzenie się człeka,
Dusza przybyła z nami — życia siła
Jak gwiazda gdzieś zachodziła,
I przyszła zdaleka.

Nie zupełnie oświecona,
Ale bez ciemnoty sromu,
Przyniosła chwały znamiona,
Wzięte od Boga jak ze swego domu.
W dzieciństwie naszem, niebo w nas ukryte,
Lecz nad rosnącą dzieciną,
Cienie więzienia kupią się niezbyte,
Widzi jeszcze światła żywe,
Wie skąd one płyną,
Cieszy się niemi szczęśliwe!
Idąc dalej już młodzianem,
Błogiej natury kapłanem,
W wesołej drodze tę światłość spotyka;
Ona przed okiem Człeka cała znika.

—  ☼☼☼  —

Ziemia przynosi pod połą odzienia,
Błyskotki (godne niektóre wspomnienia)
I jak piastunka często cacki nowi,
Wychowańcu — człowiekowi,
Aby zapomniał o pierwotnej chwale,
I o tym domie gdzie mieszkał wspaniale,

—  ☼☼☼  —

Patrz na sześcioletnie dziecie,
Jak zachęcone matki uściśnieniem,
I tkliwém Ojca spojrzeniem,
W rozrywkach człeka wyobraża życie,
Wystawia wiernie wszystkie świata stany,
Kupca, rzemieslnika, Xiędza,
I Rycerze i Ziemiany;
Wnet swe Aktory jak s teatru spędza,

W okazalszej zycia scenie;
Umie nowe wynajdować,
Jakby jego przeznaczenie,
Było tylko naśladować.

—  ☼☼☼  —

Ty! przywalone twej duszy ogromem,
Mądre światłością wieczystego stoku,
Ty nierozdzielne jeszcze s pierwszym domem,
Wieszczku! ty wielki Proroku!
Prawdy najświętsze ludziom nieodbite,
W Tobie już ukryte.
O! dziecie małe nieśmiertelnej duszy,
Dla czegoż z własnem szczęściem związki zrywasz?
Niebaczne! wzdychasz do twoich katuszy!
Dla czegoż starszych lat wzywasz?

Przybiegną; z niemi słabości, nałogi,
Czczone jako Bogi.

—  ☼☼☼  —

O Radości! w mej ruinie,
Tli jeszcze ogień żywotny,
Gdyż pamięć we mnie nie ginie,
Przeszłości mojej niewrotnej.
Zawsze, oną błogosławię,
Nie za te chwile oddane zabawie,
Lecz za te ogromne chucie,
Nienasycone morzem, powietrzem, i lądem,
Za te nieśmiertelności potężne przeczucie,
Przed którem drzy me ciało, jak zbrodzień przed sądem.
Za te skłonności najpierwej powzięte,
Przyświecające jasno w życiu całem,

Za przyniesione z sobą prawdy święte,
Których wśród ludzi stracić nie zdołałem.
Dusza ma w pogodnej porze,
(Chociaż z jej oczu znikły statek, wiosło,)
Widzi nieśmiertelne morze,
Które ją tutaj przyniosło.
Postrzega dzieci szczęśliwe na brzegu,
Słyszy buczenie fal w szybkim ich biegu.

—  ☼☼☼  —

Napełńcie ptaki pieśnią szczęścia, lasy,
Jagnie! zacznij skoki rącze,
Grajcie wesołe tony skotopasy,
Ja z wami wesołość złączę.

Choć dla mnie znikły kolory i cienia,
Najpiękniejszego marzenia;
Znajdę jeszcze nowe siły,
W dumaniach które cierpienia zrodziły
W Wierze patrzącej po za śmierci bramy,
W Latach s których mądrość mamy.

separator poziomy

Przypisy

  1. Dla zrozumienia tej pięknej lecz nieco zawiłej Ody życzę przeczytać dzieło sławne Angielskie, Diugald Stewarta pod tytułem Filozofya sił moralnych człowieka. Jest ono i w Francuskim języku.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Wordsworth i tłumacza: Konstanty Piotrowski.