Oda na śmierć Aloizego Felińskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Konstanty Piotrowski
Tytuł Oda na śmierć Aloizego Felińskiego
Pochodzenie Poezye Konstantego Piotrowskiego
Data wydania 1836
Druk Drukarnia XX. Karmelitów
Miejsce wyd. Berdyczów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
separator poziomy
ODA
NA ŚMIERĆ
ALOIZEGO FELIŃSKIEGO
w dniu 12 Lutego 1820 roku zmarłego.
I.

O Ty! w świetnym dni twych biegu
Porwany z żyjących brzegu,
Czy w lazurowe sklepienia wzniesiony,
Między gwiazdy policzony,
Światłami z niebios błyskasz przyjaznemi
Dla rodzinnej ziemi;

Czy nagrodzony Krajem wieczystego Słońca,
Nieznającym zmian, ni końca,
Wśród Anielskich chórów stoisz,
Obliczem Boga zdumiały,
Śpiewasz wielkość Jego chwały,
I nim wzrok twój poisz;
Czy wśród światów potoczony,
Dążysz jeszcze do tej schrony,
Gdzie w ogrodach mirtowych okrytych wawrzyném
Przy szmérze czystych strumieni,
Żyje Wirgili z Rasynem,
Gdzieśkolwiek jest.. wstrzymaj się w nieścignionym locie,
I posłuchaj pieni,
Które poświęcam twej sławie i cnocie.

II.

Gdy pierwszy śpiéwak świata, na śnieżystej skale
Świetne, skończył życie,
Hebr jego zwłoki w błędném unosząc korycie,
Głuche toczył fale;
Lew, którego żal przeniknął,
W ponurych pieczarach ryknął,
Trakowie z wzniesionemi ku niebu oczyma,
Wylewając bolu głosy,
Oskarzali losy;
A pola, drzewa i skały
Jednym jękiem powtarzały
Już go nie ma! już go nie ma!

III.

Stało się! Polski Orfeusz nie żyje!
Rzeźbiarze! wznoście pomnik nieprzetrwany laty;
Niechaj go Cyprys swym cieniem pokryje.
Tam lawr porośnie liściami bogaty.
Ty! sprzyjające Bóstwo duszom dzielnym,
Chwało! zaświeć mu blaskiem nieśmiertelnym.
Wy bracia lutni! jęczącemi tony,
Głoście żal nieutulony:
Ow człowiek Boski, który czarującym śpiewem,
Cnote wielbił godnie,
A potępiał zbrodnie,
Okrutnej śmierci zdmuchniony powiewem,
Nie żyje, nie żyje!
Ah! czemuż przed tą straszną chwilą śmiertelnika,

Gdy s posady ziemskiej znika,
Krwawych na niebie znamion nie wyryje,
Albo gromów nie spuszcza, ten co życiem włada!
Lecz tak cicho nadchodzi sławnych ludzi strata,
Jak cicho ustępuje wielka scena świata,
Gdy słońce zapada.

IV.

Szczęśliwy wieszcz, którego Bóg natchnieniom sprzyja!
On mocą harmonii człowieka podbija,
Wśród szczęku broni, wśród srogości boju,
Opiewa szczęście pokoju

· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · ·

On w rymach których sam czas nie pokona,
Wnukóm cnot Ojców, rozrzuca nasiona.
A jeśli komu niebo tak jak mnie przeznaczy,
Aby w swém sercu nosił z najtkliwszemi rany,
Lubego przyjaciela obraz ukochany,
Przyjaciela! którego więcej nie obaczy;
Taki wśród łez swych ijęku,
Znajdzie udział pociechy, w Poezyi wdzięku.

V.
· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · · · · ·

Feliński cnotliwych głosił,
I nad wielkiemi Boga działy się unosił,
Malował blask natury w słowach gorejących
I obrazach tchnących;
Polskim Córóm pamięci przydał Wdzięki nowe,
Pod nim wzniosła Tragiedya swą szanowną głowę;
Patrzcie.... na głos jego liry,
Powstają z grobów Połskie Bohatyry;
Jakiż widok oczóm stawia!
Ach! oto August, drogi nasz August się zjawia;
Jak w rymach nasze czucia budzi i ucisza;
To spada jak grom Jowisza,

To, jako w roskosznym Maju,
Wśród cienistego Filomela gaju,
Wylewa czarowne tony,
Przy bladém świetle xiężyca,
A jej głos pieszczony,
Dziwi i zachwyca.

VI.

O Kraju! żalów twoich zwiększa się przyczyna,
Oto wiernego utraciłeś Syna!
Ale przestańmy łzy ronić,
Przestańmy chwiać się pod tym wielkim ciosem,
Czas cnocie, Xięgę, nagrody odsłonić;
Czas cieszyć chwały odgłosem.
Kiedy węzły życia pękły,
Duch Felińskiego niezlękły,

Przy bramach śmierci czekał przeznaczenia w ciszy,
Jaka cnocie towarzyszy.
Zadrzały piekieł otchłanie,
Runęło ich panowanie,
Dopełnione są nadzieje.
Dają się słyszeć arf Anielskich głosy,
Gładzące skonania ciosy,
Pierzchają chmury, niebo lazurem jaśnieje;
Wśród światła potoków,
Anioł Szczęścia ze złotych spuszcza się obłoków,
Spuszcza się, i pod skrzydłami lekkiemi
Już unosi wieszcza z ziemi;
Ach! coraz wyżej, ułata, ulata,
Już za granicą śmiertelnego świata,
Otwartych niebios już sięga;
Nakoniec przed samego Boga tronem staje,

Jemu tę duszę bez zmazy oddaje.
Taka jest cnoty potęga.

VII.

Słuchajcie jak wieszcz Polski, z lirą w ręku,
Przed tronem wieczności Pana,
Padłszy na kolana,
W ojców naszych rzecze dzwięku:
„Boże przy Twojej potędze bez końca,
„Nieba i ziemi narody,
„Są jak jedna kropla wody,
„Przed wielkiem obliczem słońca,
„Ty! co na kwiaty wylewasz farb żywość,
„I wdziękiem krasisz wstydliwość,
„Coś jednem twém tchnieniem,
„Nadał byt naturze;

„Ty! przed którego imieniem
„Nikną jak proch, tysiące niepławych orszaków
„Milkną pioruny i konają burze,
„Zrób szczęśliwymi Rodaków.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Konstanty Piotrowski.