Michał i Karól Balińscy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Siemieński
Tytuł Michał i Karól Balińscy
Pochodzenie Portrety literackie
Data wydania 1865
Wydawnictwo Księgarnia Jana Konstantego Żupańskiego
Druk N. Kamieński i Spółka
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


MICHAŁ I KARÓL BALIŃSCY.
(1794. 1817—1864).

Z początkiem 1864 roku, w ciągu stycznia, Polska straciła dwóch ludzi, dobrze sobie zasłużoiiych. Na dniu 3 stycznia umarł w Wilnie znany historyk Michał Baliński w 69tym roku życia. Na dniu 10 t. m. zgasł we Lwowie Karol Baliński — poeta — wygnaniec syberyjski — w samym niemal, jak mówi Dante: mezzo del cammin di nostra vita.
Zmarli, oprócz że byli krwi związkiem ze sobą złączeni, to i w pracy życia łączyło ich powinowactwo celów.
Pierwszy z gruzów przeszłości odgrzebywał wielkość, sławę, naukę, cnoty przodków, wlewając w te postacie ogień własnego czucia; przymioty ich charakteru lub talentu, stawiąc w świetle téj krytyki umiejętnéj, co nie same ujemne dostrzega strony. Słowem, dawał on życie przeszłości — a dając życie, liczył się tém samem do téj wielkiéj rodziny poetów, która w dzisiejszém pojęciu literatury wciągnęła w swój zakres wszystkich tych, co pod ożywczem natchnieniem, choćby nie w formie rytmu i rymu, odtwarzać i tworzyć umieli.
Drugi — poeta w ścisłem znaczeniu tego wyrazu, patrzał w przyszłość i snuł ją z bólów i zawodów, pragnień i wierzeń swego żywota, podobien w tém do niektórych liści, co zmięte i starte wydają woń, jakiejby bez tego zniszczenia może nie wydały.... Niedola bywa niekiedy dziesiątą muzą, tém cudowniejszą, jeżeli natrafi na strunę od urodzenia nawiązaną na sercu, i targając nią bez litości, wydobędzie najgłębsze tony, jakichby nie wydobyło zadowolenie z płytkiéj pomyślności dni podobnych do siebie...
Wewnętrzne usposobienie pierwszego i drugiego odbiło się w wyborze dróg, którémi poszli w życiu.
Kreśląc pokrótce zawód Michała i Karola, tem samem scharakteryzuję i owoce ich pracy i życie zasługi pełne.
Michał Baliński urodził się 14 sierpnia 1794 roku, z ojca Ignacego cześnika inflanckiego i Anny z Korsaków w majętności dziedzicznéj Terespolu, na Litwie, gdzie jego rodzina zdawna osiadła. Przeszedłszy gimnazyalne nauki, uczęszczał przez sześć lat (od 1812—1818) na dwa wydziały uniwersytetu wileńskiego, słuchając wykładu wybornych profesorów, jak: Grodek, Daniłowicz, Słowacki Euzebiusz, Lelewel, i kolegował z uczniami, których imiona stały się ozdobą literatury. Zan, Chodźkowie, Mickiewicz, Karol Sienkiewicz, Odyniec i wielu innych — wszystko to należało do kółka naukowego i patriotycznego, z którego tyle ciepła i życia rozlało się po kraju.
Michał, uczęszczając do uniwersytetu, aczkolwiek był już magistrem, założył z Lelewelem w r. 1816 Tygodnik Wileński, pismo, gdzie młode pióra występowały nietylko z płodami wyobraźni, lecz i z ścisłemi pracami. Szczególniéj rozprawy historyczne Lelewela podniosły wartość Tygodnika. Prąd młodzieńczych umysłów, gnany ku coraz nowym zdobyczom światła, nie zatrzymał się na tém. Literaci wileńscy widząc, że publiczność dość obojętnie przyjmuje poważne badania ich i widoki ze sfery literackiéj i naukowéj — postanowili z zardzewiałéj apatyi umysłowéj leczyć ją biczem satyry. Tym sposobem powstały: Wiadomości brukowe Wileńskie, humorystyczno-jowialne pismo, śmiejące się z zastarzałych wad, z próżniactwa, zaściankowéj niewiadomości, dzikich uprzedzeń lub przesądów, ale nie tym śmiechem, o którym Katullus powiedział: Risu inepto res ineptior nulla est — przeciwnie, dowcipy ich trafiały we właściwe niedostatki; nie gorszono się niemi, bo wylatywały z tym serdecznym śmiechem, który jadem nie pryska ani zgrzyta nienawiścią. Od wczesnych lub niewczesnych żartów prawie zawsze zawisła wartość humorystycznego pisma, ztąd jedne dowcipy nazwano trafnemi, drugie nietrafnemi czyli chybiającémi celu. Michał z natury obdarzony szczęśliwym humorem niepoślednie zajmował miejsce w hierarchii tak zwanych Szubrawców, których organem były: Wiadomości brukowe. Humor ten, jak powiadają, objawiający się u niego w konwersacji ożywionéj i łatwo przeskakującéj z przedmiotu na przedmiot, zyskał mu, gdy późniéj bawił w Warszawie, francuzki przydomek: papillon boreal.
Pożądany w towarzystwach dla niewyczerpanej werwy konwersacyi, umiał w zaciszu swego gabinetu myśleć i pracować poważnie, a w urzędowaniach publicznych spełniać obowiązek obywatelski. Wróciwszy z podróży zagranicznéj, w którą udał się, skończywszy nauki uniwersyteckie, pracował w komisyi edukacyjnéj wileńskiéj, i był sekretarzem towarzystwa typograficznego oraz biblijnego w Wilnie. Następnie na trzy lat obrany na honorowy urząd, znalazł się na posadzie komisarza księgarń i drukarń w Królestwie Polskiem; a po zwinięciu téj posady urzędował w byłym okręgu naukowym warszawskim. Z usunięciem się od rządowych posad wrócił do ukochanego Wilna, wszedł do składu zawiązanéj tam komisyi archeologicznéj, i mianowany jéj wiceprezesem, przewodniczył często posiedzeniom naukowym; oprócz tego przez ciąg sześciu lat sprawował urząd honorowego kuratora gimnazyów wileńskich.
Wyliczywszy ważniejsze jego urzędowania publiczne, noszące w ogóle cechę naukową — powiem nieco o pracach piśmiennych.
Michał Baliński należy do téj nowszéj generacyi naszych pisarzy historycznych, co nie znalazłszy przysposobionego dla siebie materyału, aby objąć mogli ogół lub całe epoki dziejów ojczystych, zmuszeni byli ograniczyć się do szczególnych miejsc, momentów lub osób, aby wypracowując z całą sumiennością i zamiłowaniem cząstki, przygotowali tym sposobem cegły do wielkiego gmachu przeszłości. Nie zostawił téż ś. p. Michał utworów, któreby wyższością swoją mogły kusić się o miejsce między starożytnymi dziejopisami, co umieli umysł i duszę podnosić a nieobciążać pamięci stekiem drobiazgowych faktów — dążność jego była skromniejsza, a co więcéj, niepodejrzanéj użyteczności, bo dając sobie szczupłe ramy, umiał je odpowiednio do przedmiotu, tém, co najbardziéj interesować może czytelnika, zapełniać. — Bartoszewicz, w którejś ze swoich krytyk, przygania mu że niewypracował jednego historycznego dzieła obejmującego pewną epokę, lub postać dziejową; że jest pisarzem przygodnym, co ma znaczyć: że, znalazłszy listy Zygmunta Augusta do Barbary, pisał o Barbarze; że wydając dzieła Jana i Jędrzeja Śniadeckich, pisał żywot jednego i drugiego.... Zaiste trudno to mieć pretensyą do kogoś o wybór przedmiotu, jeżeli przedmiot nie jest podły lub czczy i pusty — czém nie są ani Śniadeccy, ani miłość Augusta do Barbary — i jeżeli autor sumiennie i z talentem wywiązał się ze swego zadania. Przygodność prac historycznych Balińskiego posiada rzadki dar zainteresowania czytelników dla historyi, długi czas bardzo obojętnie u nas przyjmowanéj — z powodu odstręczającéj suchości — co właśnie dowodzi jak obecna rzeczywistość potrzebuje działać na oddaloną przeszłość, aby ta mogła się rozgrzać i ożyć.
Kto czytał jego Pamiętniki o królowéj Barbarze, musi mu oddać sprawiedliwość, że po mistrzowsku skreślone tam stosunki dworu, intrygi partyi przeciwnéj skłonności królewskiéj, a nadewszystko z psychologiczną znajomością kobiéty wycieniowane owe delikatne uczucia przeciągnięte jak złota nić w tkaninie krzyżujących się spraw rzeczypospolitéj. —
Autor trzymając wyobraźnią swoję na wodzy, umiał zdanego materyału pobieżnéj, często zagadkowéj korrespondencyi, wysnuć skończony i wcale nie małoznaczny ustęp z naszych dziejów, dający się czytać jak romans Walter-Skotta. Ta jedna praca jużby mu zapewniła niepoślednie miejsce między pisarzami; a cóż dopiéro powiedzieć o monografiach Jana i Jędrzeja Śniadeckich, Jana Potockiego, Wolana i innych odznaczających się trafnem stopieniem materyału w pewną skończoną i ożywioną całość? Przedewszystkiem Żywot Jana Śniadeckiego, wydany już po jego śmierci, zajął odrazu pierwsze miejsce w literaturze żywotów. Jestto kopalnia rysów z ówczesnego życia, i wiadomości po pierwszy raz ogłoszonych, a wiążących się z ludźmi i wypadkami będącymi na scenie historyi.
Skończony w swoim rodzaju obraz przedstawił on w Dawnéj akademii Wileńskiéj od roku 1579 do 1803, unikając szczęśliwie utopienia się w szczegółach, a mimo tego nie opuszczając nic, co do rzeczy należy. Pielgrzymka na Jasną Górę — Historya miasta Wilna — Opisanie statystyczne tegoż miasta — liczą się do monografii miejsc. Najważniejszém atoli dziełem pod względem jeografii i statystyki dawnéj Polski, przysłużył się Baliński łącznie z Tymoteuszem Lipińskim. Jestto cztérotomowa Starożytna Polska, skarbiec jedyny w swoim rodzaju, gdzie z wielkim trudem nagromadzone znajdzie czytelnik daty statystyczne i historyczne, odnoszące się do opisu krajów rzeczypospolitéj. Zarzucają suchość téj książce, lecz w tém wina samego przedmiotu; opisy bowiem fizyczne i etnograficzne więcéj budzące ciekawość niż liczby lub daty, niezostały do niéj wcielone, jako wymagające innego rodzaju poszukiwań i studiów. Bądź jak bądź, niemamy dotąd nic lepszego, i zapewne nieprędko coś się lepszego ukaże. Baliński w dziele tém wypracował dawne Inflanty, Żmudź i Litwę — a zatem połowę całości. Pominąwszy mnóstwo artykułów jego rozrzuconych po pismach polskich wychodzących to w Wilnie, to w Warszawie, to Poznaniu, Kijowie i Petersburgu winniśmy oddać hołd téj niezmordowanéj czynności, co nie mogąc mówić o rzeczach obecnych, bo mówić o nich niedano, rzucała się w przeszłość, żeby jak z dna morskiego wydostać nie jednę perłę ku ozdobie i pocieszeniu tych, których nieubłagana rzeczywistość nakryła całunem śmierci....
Częstokroć forma myśli na pozór niby obca i obojętna celowi bliższą się onego i praktyczniejszą, i więcéj żywotną okaże, niż niejedna, co sięga po niego bezwzględnie.
Wytrwała praca bądź umysłowa, bądź fizyczna, a do tego darami serca i talentu uposażona, zdobywa najistotniejsze korzyści, i tego, co jéj życie poświęcił, czyni prawdziwie dobrze zasłużonym ojczyźnie.
Inną całkiem koleją potoczył się żywot Karola Balińskiego — poszedł on drogą krzyżową, drogą ofiary z ziemskich pomyślności, z domowego szczęścia — w tém przekonaniu, że przez pokutę i cierpienie zdobywa się zbawienie — wszystkich; pojęcie to i zadanie zakonów pokutniczych i kontemplacyjnych, poświęcających się dla wiecznego zbawienia duszy, przeniosło się między świeckich przyjmujących częstokroć na siebie brzemię zbawienia ducha ludzkości dla ducha ojczyzny...
Czystość życia, czynne poświęcenie się, apostolstwo myśli, walka ze złem wszędzie i na każdém miejscu, oto co się składa na treść człowieka obierającego ten zawód, u nas wcale nie rzadki, bo wynikający z położenia narodu, stojącego pośród cyrku, jak sądem pretoryańskim pozwany wyznawca Chrystusa. Stacye téj drogi krzyżowéj są u nas wytknięte; dlatego nietrudno odgadnąć przez jakie przygody przechodzi młodzieniec, obdarzony gorącém uczuciem, umysłem podniosłym i wolą niezłomną.
Mickiewicz duchem wieszczym wyśpiewał ten program synowi matki Polki...
Zazwyczaj o uszy chłopięcia, co ledwo chodzić umie, odbijają się opowiadania ojca i domowników — a ci brali udział lub byli świadkami bądź powstania Kościuszki, bądź legionów, bądź wojen napoleońskich, lub wojny r. 1831. Miłość własna budzi się w sercu młodocianem, a z nią pewien rodzaj odważnéj dumy, która mu szepcze: my późniejsi więc mądrzejsi; czego starzy niepotrafili, my potrafimy! Jestto tradycya przechodząca z pokolenia do pokolenia, niedająca się niczem zerwać ani odwrócić, chociaż tysiącznémi sposoby próbowano leczyć z niéj niepoprawną dziatwę. Szkoły publiczne — to pierwszy występ nowego szermierza. W gronie koleżeńskiem myśl jeszcze niewyraźna wyniesiona z domu, potęguje się, i niebawem wcieliwszy się w słabiuchne ciało, bywa najczęściéj rozpędzona chłostą i wyświeceniem z zakładów publicznych... Otóż w ten sposób sami mistrze dresury ducha młodzieży, dostarczają towarzyszów pod zaciąg téj chorągwi zatkniętéj na grobie ojczyzny... Odtąd wyzwolony i pasowany na rycerza młodzian wchodzi w inne stosunki i ociera się o praktyczniejsze cele.... a robota jego zwykle kończy się celą więzienną, Sybirem, lub tułaczką po szerokim świecie...
Na téj kanwie tkał się i żywot Karola. Urodzony w r. 1817 w Dzierzkowicach w Lubelskiem, w piątym roku osierociał straciwszy rodziców; późniéj w r. 1831, bezsilne chłopię patrzało na bój w obronie niepodległości toczony — ale prędko dojrzał śród prześladowczego i znęcającego się nad pokonanymi systematu cara Mikołaja. Przytaczam tu rys jego charakteru, prawdziwie rzymski, z którego można wziąść miarę o całym człowieku. W r. 1833 kiedy w Warszawie stracono Artiura Zawiszę, jeden z uczniów liceum napisał był na tablicy on znany wiersz:

Exoriare nostris ex ossibus ultor. —

Dowiedziała się o tém zwierzchność i żądała wydania sprawcy, ogłaszając że srogie kary spadną na całą szkołę, jeżeli winowajca niezostanie wydany. Szlachetny Baliński pojął tę konieczność i ocalając liceum, winę wziął na siebie, chociaż to był syn jego opiekuna, jedynak, nadzieja rodziców, który ten wiersz napisał. Później rzecz się wykryła i Baliński został uwolniony — ale nie na długo, bo w r. 1836 podejrzany o udział w robotach patryotycznych, dostał się do więzienia, a ztamtąd na Sybir, gdzie zostawał do r. 1844 amnestyowany z powodu przyjścia na świat dzisiejszego następcy tronu rosyjskiego. —
Było wielu, co będąc na Sybirze powrócili bez nadwerężenia zdrowia. — Karol niebył tyle szczęśliwym. Delikatnego składu ciała, niewytrzymały na trudy, doznał całéj srogości polarnego mrozu. Rysy jego twarzy regularne i gładkie pokryły się grubą skorupą gryzącéj materyi... Z taką maską ujrzeli go przyjaciele i towarzysze przywiezionego z Sybiru do Warszawy: i zapłakali nad jego dolą. Wprawdzie staraniem lekarzy maska spadła, lecz twarz na zawsze zeszpeconą została. Dla nieszczęśliwego był to cios podwójny: przed wygnaniem poznał był młodą osobę, dla któréj uczuł silniejsze serca bicie, z czego wywiązała się skłonność obopólna niebawem stwierdzona cichemi przysięgami na wieczną stateczność. Zdaje się że owa piękność, któréj poeta oddał pierwiosnki swych uczuć, ujrzawszy go zmienionym, wycofała przyrzeczenia i przysięgi przed laty mu dane...
Nic dziwnego, wszak jeszcze przed wieki ów w romansach szczęśliwy król Franciszek I. powiedział: souvent femme varie — ale maksyma ta, choć na starem doświadczeniu oparta, nie zagoi rany, ani rozdartéj duszy nie uleczy.
Łatwo wyobrazić sobie, co biédny Karol wycierpiał i jakiego wstrząśnienia doznał wewnętrznie, kiedy na raz runęły te szklanne pałace domowego szczęścia, a edeny życia spełzły i znikły, jakby zdmuchnięte... Okropna męczarnia — o jakiéj tylko ten mógł mieć pojęcie, co wszystko na raz utracił. On poeta — utracił przedmiot ukochanych marzeń, przedmiot, od którego można się w dalszym żywocie oderwać, ale który prawdziwe życie zaczyna, napełnia je, budzi, ozdabia, uwonnia.
Odtąd, istny zakonnik, zrezygnował ze zwykłych powabów indywidualnego szczęścia, a całkiem zaprzągł się w służbę téj prawdy, która ciągłych i nieustannych wymaga ofiar.

Jakoż w 1848, zagrożony nowem prześladowaniem, może podwójnie srogiem, uszedł za granicę a potem schronienie znalazł we Francyi, téj powszechnéj przystani rozbitków politycznych, i tam przez lat dziesiątek przebywał, poświęcając się pracom poetycznym i literackim, wypowiadającym tę ideę, co ma się stać urzeczywistnieniem ewanielicznego messyanizmu, dotąd gnębionego przez złe, przez pogańskie piekło, niedające mu owocować czynami. Wyznanie to skreślił on w Bratniem słowie do śpiewaka Mohorta, w tych słowach:

Wszystko co bolem ku niebu się wzniosło,
Co we łzach żyje i we łzach urosło;
Wszystkie świętości przez świat podeptane
I wszystkie związki boże rozerwane;
Zgwałcone prawa boskie i człowieka;
Wszystko co kocha, i cierpi, i czeka,
Wszystko co tęskni, pragnie i w pokorze
Modli codziennie o Królestwo Boże;
Wszystko co jęczy i pada śród trudów,
Nadzieje ludów i pragnienie ludów.
Z bólów ogromem i cierpień bezmiarem,
Wszystko to stoi pod naszym sztandarem,
Jeźli nie ciałem jeszcze, nie ramieniem,
To już modlitwą, sercem i westchnieniem:
Bo każda czysta dusza to uznawa,
Że nasza sprawa to narodów sprawa,
Że tak z ludzkością połączona w niebie
Iż, gdy ją zdradzi, zdradzi sama siebie....

W roku 1863, na wiosnę doszła go w Paryżu wiadomość o ciężko ranionym bracie leżącym w Krakowie... Pośpieszył doń natychmiast, czuwał przy chorym i doznał pociechy widzieć go uratowanym... Przed parę miesiącami wyjechał do Lwowa, gdzie znalazłszy pomoc do prac piśmiennych i otwarte dla siebie kolumny Roczników Biblioteki Ossolińskich, zajął się dalszémi ustępami poematu opiewającego życie i śmierć Zbawiciela, podług widzeń natchnionéj Katarzyny Emmerych. Zapewne w skutek silnych mrozów, panujących w czasie świąt Bożego Narodzenia, dostał zapalenia płuc i po kilkodniowéj chorobie, pomimo pieczołowitości otaczających go osób i lekarzy, życie zakończył na ręku ukochanego brata. —
Literatura ojczysta ponosi w nim dotkliwą stratę, równającą się stracie tych, co ścisłym węzłem braterstwa lub przyjaźni byli z nim złączeni.
Z ogłoszonych drukiem utworów Karola, znany jest tomik poezyi przed laty kilkunastu wydany, między którémi główne zajmuje miejsce liryczny poemacik Farys wieszcz, w swoim czasie bardzo wzięty i powszechnie powtarzany. Wyborny przekład tragedyi Kalderona: Los dos amantes del Cielo. (Kochankowie Nieba) zjednał mu miejsce w rzędzie najlepszych tłumaczów. Inne oryginalne utwory jak: Głos ludu, zbiór rozmaitych legend i powieści. Hasło polskie, Śpiewakowi Mohorta i ustępy: Droga krzyzowa, Zaprzaniec, umieszczone w Bibl. Ossolińskich, wysoko stoją, i wartością poetyczną i wyborną mechaniką wiersza i wdziękiem wysłowienia, przypominającego staranność klassycznych pisarzy. W rękopiśmie miał zostawić rys literatury polskiéj, a raczéj rozwijanie się ducha narodowego łącznie z utworami poetów i prozaików. Czy pracy téj dokończył? niewiem; tyle tylko mię doszło, że na grobie poety — tułacza ma być uwity wieniec z jego dzieł poetycznych — czyli wydanie wszystkiego, co pisał w ciągu tak trudnego żywota.
Najtrwalszy to pomnik, który sam sobie zbudował — i śmiało mógłby z Horacym powiedzieć:

Multaque pars mei
Vitabit Libitinam. —



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Siemieński.