Joachim Lelewel (Siemieński, 1865)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Siemieński
Tytuł Joachim Lelewel
Pochodzenie Portrety literackie
Data wydania 1865
Wydawnictwo Księgarnia Jana Konstantego Żupańskiego
Druk N. Kamieński i Spółka
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


JOACHIM LELEWEL.
(1786—1861).

Z grona tych, co przewodniczyli nam myślą, marzeniem, walką — którzy cierpieli i pasowali się z nicością i losów przemocą, jak letargik z wiekiem trumny — z grona tych wybranych, należących do epoki najświetniejszego ocknienia, jakże już wielu ubyło! W ciągu pięciu lat ostatnich z promiennego zastępu ubył Mickiewicz, Krasiński, Józef Gołuchowski, Działyński. Dziś umiera Lelewel.
Poezya, filozofia, historya, obywatelstwo tracą najdzielniejszych reprezentantów — a my zapytujemy: Kto ich zastąpi? Kto spuściznę po nich obejmie? Tak samo niewątpliwie zapyta i następne pokolenie po stracie tych, co weszli lub wejdą w ich ślady. Raz obudzona idea, raz podjęta duchowa praca przelewa się z ojców na syny, z inicjatorów na inicyowanych, dopóki niestanie się rzeczywistością. —
Żal po tych stratach narodowych aczkolwiek dotkliwy, nie pozbawia nadziei; śmierć staje się zapłodnicielką. Sam żywot znakomitego, górującego człowieka jest przez się najpraktyczniejszą nauką, bo doświadczenie geniuszu przelewa na własność ogółu; cóż dopiéro kiedy taki człowiek należy do żyjących! natenczas obok nauki płynącéj z jego żywota, obudzą się dlań gorętsze zajęcie potęgujące się stokroć w chwili gdy umiera, a to skutkiem poetycznego uroku pożyczonego od téj promienistéj korony jaką śmierć wkłada na jego czoło.
Z uderzeniem ostatniéj godziny ziemskiego zawodu łatwiéj téż patrzeć w takie oblicze i całość ogarniać. Ostatnia minuta — to ostatnie pędzla dotknięcie robiące wizerunek skończonym. —
Indywidualność Lelewela najodrębniejsza, najwyrazistsza z tegoczesnych znakomitości, miała to do siebie, że niemożna było mierzyć jéj stopą zimnéj obojętności; w jednych bowiem wzbudzała entuzjazm tryumfu, w drugich gniewy; we wszystkich poszanowanie dla ogromnéj nauki i niezłomnego stoicyzmu. Silnie musiał on wstrząsać umysłami, kiedy tak sprzeczne wywoływał uczucia; aczkolwiek działo się to więcéj przez spokojny przykład ciągłéj nieugiętości w przeciwnościach, czujności patryotycznéj, heroizmu ubóstwa, niż wpływem potężnego słowa lub politycznego czynu, wtenczas, kiedy słowo i czyn mogły były ważyć na szali wypadków. —
Zawsze wyjątkowa to postać, jakiéj pozazdrościłby każdy naród, nawet na szczycie pomyślności i bytu. Było w niéj coś z owych starożytnych filozofów Grecyi, lub rzymskich stoików; coś z średniowiecznego ascety i uczonego benedyktyna; a w ogniu oka, w przekonaniu słowa przeglądał niekiedy trybun republikancki. —
Dzisiaj, przedzieleni odeń grobowym kamieniem na którym składają się zwykłe uprzedzenia i namiętności, możemy spokojniéj obejrzeć ten długi zawód historyka badacza, co przez lat sześćdziesiąt rozpatrywał: chronologią, genealogią, geografią, politykę, prawodawstwo, urzędy, dzieje świata, dzieje swego narodu, kultury i piśmiennictwa, bibliotek, druku, historyków i geografów; tudzież bałwochwalstwo, monumenta, monety, grobowce, budowy, herby, pieczęcie, dyplomata, pismo, ubiory, obyczaje i zabytki starożytne Polski, Litwy i Rusi, i po za tym prac rozgałęzionych ogromem, należał do wszystkich działań porywających naród w sferę politycznego życia. —
Można rzec o nim, że jedném okiem wartował stare księgi i dokumenta dziejowe, drugie miał w świat wlepione. Co myśl i pamięć wyssała z nauki wieków, to chciał obrócić na zdrowie ojczyzny; erudycyą nie zabiła w nim serca. Tak pojął go i Mickiewicz w wierszu doń napisanym na objęcie katedry w Wilnie w r. 1822, gdy unosząc się nad jego wykładem, powiada, że tylko taki potrafi sobie zaskarbić serca ziomków:

...kto i wyższością sławy innych zaćmi
I sercem spółrodaka żyje między braćmi....

Uczoność i patryotyzm Lelewela, to dwa wielkie jego tytuły do zaskarbienia pamięci narodowéj. —
Tak pełny i zajęty żywot, jak męża, o którym mowa, czeka na obszerne studium, dzieło niemal osobne, coby roztrząsając doniosłość odkryć i systematów wprowadzonych przezeń w naukę historyi, krom tego oceniło czynności w zakresie wielkiéj i małéj polityki. Co do naukowego zawodu sam on ułatwił wiele kreśląc swoje Przygody w poszukiwaniach i badaniach rzeczy polskich; co do politycznego, tacytowski rylec Mochnackiego rzucił kilka wskazówek do najważniejszych momentów. W niniejszym rysie, mając wzgląd na oba kierunki, opowiemy, jakiemi zasługami zarobił sobie Lelewel na tę cześć u ziomków jaka wszędzie objawiła się, gdzie tylko doszła wiadomość o jego zgonie przypadłym na dniu 29 maja w Paryżu. —
Joachim Lelewel urodził się 1786 r, dnia 22go marca z ojca cześnika liwskiego urzędującego w Komissyi edukacyjnéj i matki Ewy z Szelutów. Dziecię przyszło na świat mdłe i chorowite, i to zapewne było przyczyną, że niesposobne do pustot i do młodocianych ćwiczeń ciała, od których trudno się młodemu powstrzymać, skłaniało się od pierwszych latek ku umysłowym zabawom. Malec stroniący od zwykłych igraszek, nawyknął wcześnie do wewnętrznego skupienia myśli i uczuć, zkąd poszło, że prędko wyrobił sobie własny swój rozum i odrębny sąd o rzeczach. Szczegół ten tłumaczy dostatecznie drogę, którą późniéj poszedł w swoich badaniach, gdy niepolegając na żadnych powagach, usiłował docierać do źródła o ile może być najbliższego, a jeżeli i to chybiło, przybywała w pomoc krytyka czystego rozumu. Podobnież przed czasem pokazała się w nim skłonność do naukowego autorstwa. Miał lat dziesięć, kiedy do jakiejś małéj encyklopedyi, którą osądził za niedostateczną, zaczął dorabiać wyciągi tabliczkowe ułatwiające objęcie przedmiotu. Odtąd instynktownie sposobiąc się do autorskiego zawodu, z wszystkiego co czytał robił notaty, i systematyzował w tabelach i skorowidzach. W cztérnastym roku, inwencyą własną skreślił plan oblężenia Pskowa za Batorego. —
Z edukacyi domowéj, gdzie jak się zdaje, sam dla siebie był nauczycielem, wszedł do konwiktu Pijarów w r. 1801. W dwa lata już pisał historyą XIII. wieku i do chronologii Blaira dorabiał tablice zdarzeń z dziejów Polski. — W 1804 zawiózł go ojciec na uniwersytet wileński, w którym gromadziło się wielu znakomitych profesorów; najulubieńsza jednak jego nauka, historya, niemiała nikogo coby ją godnie wykładał. Łaknącemu wiedzy uczniowi szło o metodę, propedeutykę prawidła kunsztu historycznego, a tu ani sposób dowiedzieć się czegoś, coby mu wskazało kierunek. Jak zawsze tak i teraz, sam w sobie zaczął szukać — i znalazł, z czego wylęgła się Historyka, późniéj w wiele lat wydana. —
Edda, Rzut oka na Herule były to pierwsze jego dziełka z któremi dał się poznać w r. 1807 i 1808 — co zwróciło nań uwagę Czackiego, tak że w 1809 wezwał go na nauczyciela do Krzemieńca; jednak, że kurs historyi był przez kogo innego zajęty, podjął się wykładać jeografią starożytną. — Snać niewsmak mu była ta posada, gdy się kwapił na ofiarowany sobie urząd administracyjny w Warszawie, co nieprzeszkadzało zaczepić o Poryck i tam rozpatrywać się w bogactwach biblioteki. Zwlekł się jednak wyjazd do Warszawy dokąd dostał się dopiéro w 1811 r. i znalazł urząd już przez kogo innego zajęty. Ale cóż go urząd obchodził! Pan wszechwładny na niezmierzonych obszarach dziejów świata i ojczystych, coraz to nowe odsłaniał widoki; szczególniéjszy pociąg, właśnie dlatego, że Czacki uważał je za nieznane i niezdobyte. Zaraz téż ogłosił w Warszawie: Uwagi nad Mateuszem herbu Cholewa. Wyprawa Napoleona na Moskwę i odwrot, olbrzymi czyn i olbrzymia klęska, zostawiły go, jak mówi, oziębłym widzem. Republikanin w duchu chciałby wielkość tego geniuszu mierzyć na inną skale, lecz mimowolnie się zdradza, udając obojętność. Obojętny byłby pisał i badał; a on przez całą tę zimę zabawiał się rysunkiem i ręczną robotą.... Dopiéro w następnym roku zabrał się do pisania historyi polskiéj — i w ciągu kilku miesięcy dwoma rzutami napisał dwa lub trzy tomy do zgonu Batorego,[1] — i te choć w druk nie poszły, przydały mu się jako przygotowawcze studia do wykładu w Wilnie, dokąd go wezwał był Jan Śniadecki, ofiarując posadę zastępcy profesora historyi w uniwersytecie.
— Do Wilna udał się w 1815 roku i tam pojawiła się w Tygodniku wydawanym przez Michała Balińskiego jedna z najważniejszych jego rozpraw: Oświecenie i nauki w Polsce; a oprócz tego wiele artykułów krytycznych tak w Pamiętniku warszawskim jak Tygodniku wileńskim. To jednak pewna, że z trudem tylko znachodził przystęp do pism czasowych, a to dla twardego i zawikłanego sposobu pisania, który przywykłym do jasnego i pięknego wykładu Śniadeckich wydawał się być pogwałceniem języka i jego prawideł. Zżymał się na to Jan Śniadecki wymawiając mu pretensyę do reformatorstwa, i radząc aby wprzód wiele pracował nad myślami, zanim je wyleje na papier; bo co niedotrawione i pospieszne musi być ciemne. Światły nawet Onacewicz oceniając raz prace Lelewela, mocno żałował, że nie są jeszcze przetłumaczone — na polskie. Lelewel koniecznie chciał robić inaczéj jak drudzy, aby zdobyć oryginalność — lecz ta niezdobywa się usilną wolą, tylko wrodzonym darem geniuszu; dlatego przestrogi jakie mu daje Jan Śniadecki w liście doń pisanym z Wilna r. 1814 były trafne i uzasadnione pod względem pisarskim — lecz obok tego niedość oceniano to, w czém rzeczywistą położył zasługę — to jest w badaniach i krytyce historycznéj. —
Jak szlachetny rycerz przebrany w łachmany nie wszędzie bywa przyjęty, bo go sądzą z powierzchowności — tak i względem Lelewela dla jego niepoczesnego stylu i na słabych fundamentach opartéj ortografii, nieprzystępnymi okazywały się towarzystwa, redakcye, księgarnie. Towarzystwo przyjaciół nauk nieprzyjęło go pierwszy raz na członka, mszcząc się za ortografią. Dostojni opiekunowie nauk wzruszali ramionami na jego zapędy w ciemne wieki początków narodu, i radzili nowszych jąć się czasów; redaktorowie pism niechętnie umieszczali jego rozprawy, a nakładcy nigdy prawie nie płacili innego za nie honoraryum, tylko exemplarzami i to długo targując się, czy je wydawać lub nie; uczone zaś ciała uniwersyteckie jeźli go powoływały na katedrę, to więcéj w skutek parcia przychylnéj mu opinii prawdziwych znawców, niż z odpowiedniego uznania jego wartości. Jest to los wszystkich umysłów, co nieidąc ubitym gościńcem, przynoszą nowe zdobycze wiedzy, na które spółeczność nieznalazła jeszcze komórki, aby je tam pomieścić. —
Wykład jego w Wilnie ściągał mu wielu uczniów, bo nauczyciel, jak sam powiada z nimi się uczył; odtąd datuje zbliżenie się jego do młodzieży umiejącéj oceniać chęć przelania w nich wszystkiego, co zdobył, i połączonémi siłami zdobywania pod jego kierunkiem tego, co jemu samemu niedostawało. Była to obopolna solidarność, kłująca potém w oczy władzę uniwersytecką pedantycznie i z oficyalnéj strony pojmującą stosunek nauczyciela do ucznia. —
Przez trzyletni prawie pobyt w Wilnie wygotował do druku: Badania starożytności we względzie jeografii i Dzieje starożytne, które Zawadzki wydał w r. 1818. Tymczasem tworzący się w Warszawie uniwersytet zapotrzebował Lelewela na profesora bibliografii i bibliotekarza; propozycya wyszła od X. Hołowczyca; a więc znowu od jednéj osoby umiejącéj się poznać na nim, a nie od Ciała akademickiego. Rzecz pewna, iż wszystkie niemal zbiorowe Ciała naukowe, lękają się takich ludzi, którzyby mogli w proch rozbić ich mdłe roboty, lub wyrzucić z rutyny, dogodnéj im jak długo noszone obuwie. Lelewela sarkazmy, a szczególniéj ta jego pokorna minka chudego literata, pod którą niejeden przeczuwał skarby prawdziwéj nauki, terroryzowała nadętych urzędowych nieuków. Przybyłego do Warszawy spotkał nowy zawód. Biblioteka uniwersytecka przemieniła się na publiczną; dyrektorstwo jéj wziął Linde; Lelewelowi dano urząd bibliotekarza pod nim, z obowiązaniem miewania odczytów o bibliografii. Prędko pogodził się z swojem położeniem, gdy się ujrzał śród bogactw biblioteki tworzącéj się nabytkami z klasztorów całéj Polski; a chociaż obce były mu bibliotekarskie wiadomości, wtajemniczył się w nie, wiele odgadł, i wciągniony w tę nową dla siebie naukę, nagromadził takie rezultaty poszukiwań i postrzeżeń, że mu to w kilka lat późniéj posłużyło do wydania Ksiąg Bibliograficznych, (Wilno 1823) dzieła, którém można, powiedzieć, przyczynił się najwięcéj i do rozświecenia stanu dawnego piśmiennictwa, i do poszanowania i cenienia zabytków książkowych, dość lekceważonych. —
Uczona Warszawa nieumiała jeszcze wtedy poznać się na Lelewelu, choć go miała śród siebie, i choć już czytywała w pismach czasowych przystępniejsze jego utwory, jak: Panowanie Stanisława Augusta skreślone w części podług opowiadań starych osób, lub jak rozbiory Pielgrzyma w Dobromilu, Opisu Polski Swięckiego i t. p. — gdy bowiem w Towarzystwie przyjaciół nauk wprowadzono — na stół projekt dokończenia historyi Naruszewicza w ten sposób, że ten i ów podejmywał się wypracować panowanie jakiego króla, — Lelewel nie był nawet wezwany do rady i nie spytany choćby przez grzeczność, co myśli o téj arlekinadzie historycznéj. Co zaś sobie myślał ten „Lew nauki“ nielubiący razem chodzić „z kupą jędyków“ wynurzył się z tém przed Bentkowskim: Gotów jestem z góry, nim co będzie, napisać recenzyą przyszłych ich płodów, i wskazać jakimi są historykami, bo choćby chcieli, niczém inném nie będą. — Odgadł też przyszłość téj roboty, z któréj niemogło być chleba; a jeżeli kto upiekł jaką bułeczkę, to nie wiele z niéj siły przybyło literaturze historycznéj. —
Dotąd niemając z uniwersytetem stosunku, wezwano go nareszcie do wykładu historyi polskiéj, i zaczął odczyty o XVI. i XVII. wieku, wszakże uczniowie nie uczęszczali, bo kurs niebył obowiązkowym; dopiéro słuchacze zaczęli się ściągać, gdy profesor wdał się w wywody o teoryach konstytucyjnych. Sam wyraz, „konstytucya“ używał wtenczas takiéj wziętości, że kto go często wymawiał lub do swego pisma wtrącał, stawał się tém samém popularnym człowiekiem. Lelewelowi z toku rzeczy wypadło mówić o teoryach konstytucyjnych i zaraz go otoczyli liczni słuchacze. —
Sława wykładu rozeszła się po kraju, a w Wilnie żal i zazdrość wzbudziła; aż wreszcie naciskany przez opinią Śniadecki, ogłosił konkursa na niezajęte katedry historyi i filozofii. Lelewel pochwycił nadarzającą się sposobność i przed laty wygotowaną rozprawę o Sposobie dawania historyi posłał na konkurs, pierwszeństwo otrzymał, a przez Jerzego Samuela Bandtkiego wystarawszy się o doktorat krakowski, pojechał do Wilna na objęcie katedry w r. 1821. Podobną drogą otrzymał Józef Gołuchowski katedrę filozofii, i obaj ci profesorowie z prawdziwym tryumfem przyjęci byli przez młódź uniwersytecką. Była to opozycya przeciw Śniadeckiemu, który dawno hamując parcie ku politycznym celom, kryjącym się pod nowémi kierunkami nauki, niesprzyjał wszystkiemu, co było po zagranicą materyalnych matematycznych wiadomości, co czaruje rozum i imaginacyą, niedopuszczał stosownego obsadzenia katedr historyi i filozofii, w czém może przewidywał niebezpieczeństwa, jakie na kraj spłynąć miały. Ustawy społeczne, polityka, prawodawstwo, dawna Polska, niekwadrowały z jego planem. Zjawienie się tak znakomitych nauczycieli, na których prelekcyę przychodziło po tysiąc uczniów, spotęgowało tego ducha, jaki tajemnie od kilku lat wyrabiał się w młodzieży pod przewodnictwem nieporównanej czystości i szlachetności Zana. Odtąd w uniwersytecie wileńskim, który jako władza i szkoła kierował oświeceniem jedynasto-milionowéj prowincyi, zaszła stanowcza rewolucja na korzyść ducha z uszczerbkiem materyi, jak się trafnie wyraża Mochnacki. — Gotowało się w sercach i głowach, nie już na pewnym punkcie, ale w całem Imperyum. Nowosielcow dobrze wprzód zwietrzywszy co w umysłach się dzieje, czychał by jaki wątek, bodaj pozór pochwycić. Nastręczył mu go dziesięcioletni studencik Flater, gdy kredą na tablicy wypisał: Wiwat konstytucya 3go maja! — na to hasło władza odpowiedziała: Spisek! Szukajmy spisku! — i rozpoczęło się srogie prześladowanie opisane w książeczce Lelewela: Nowosielcow w Wilnie i unieśmiertelnione pieśnią Dziadów. — Ukaz z 14go sierpnia 1824 złożył z urzędu najpopularniejszych profesorów: Lelewela, Gołuchowskiego, X. Bobrowskiego i Daniłowicza — nielicząc co młodzieży wywieziono w głąb Rosyi i na Sybir. I tak znowu nasz dymisyonowany profesor spakowawszy księgi i papiery żegna Wilno, gdzie biło dlań tyle serc życzliwych, zkąd najrozlegléj rozbrzmiała jego sława i żydkiem budką furmańską zmierza do rodzinnéj Warszawy, marząc po drodze o téj przemowie do ksiąg bibliograficznych, w któréj wysypał tyle poezyi i humoru... boć pewna, że i on był poetą i nieraz wśród najzmudniejszych poszukiwań co do dat, osób, grafiki, bibliografii, monet, gdy mu zastąpiła drogę która z wielkich figur dziejowych, zapalał się, miewał wieszcze widzenie najodleglejszych przedmiotów, i na piaskach suchéj erudycyi rozrzucał bukiety zieloności.....
Za przybyciem do Warszawy, niezwiązany żadnym urzędem, mógł całkiem oddać się ulubionéj pracy. Zaszły téż pewne zmiany w jego planach wydawniczych; szczególniéj co do traktowania dziejów ojczystych w przystępniejszy sposób. Czuł on, że trzeba, bliżéj zetknąć się z ogółem. W tym celu też oprócz erudycyjnych i badawczych rzeczy, jak o starych pieniążkach w Trzebuniu wykopanych, jak historyczny zbiór Statutów wiślickich, puszcza w świat: Tablicę dziesięciu upłynionych wieków, i owe: Dzieje potocznie opowiadane, które miały się stać książką elementarną. —
U siebie w ciasnéj izdebce, otoczony stosami ksiąg i manuskryptów, a najczęściéj w bibliotece publicznéj dla niepoznaki, stykał się wtedy Lelewel z młodymi przewodnikami blizkiego wybuchu, i spragnionym rady, miotanym niepewnością, rzucał właściwe sobie ucinane tajemnicze słowa i zdania, które acz ukrzepiały na duchu, dawały się różnie tłumaczyć. — Był to bowiem mąż z ducha nie z czynu, osobliwie w tém znaczeniu czynu do jakiego się przysposabiano. —
W końcu listopada 1830 r. utracił ojca. Jednocześnie prawie nastąpił wybuch powstańczy. — Wziętość jakiéj używał pośród młodzieży, sztandar jaki gwałtem przyczepiono do drzewa rylca, którym pisał dzieje — wszystko to zrobiło zeń naczelnika potężnego stronnictwa. — Obwołany prezesem klubu, w pierwszéj mowie mianéj w nader stanowczéj chwili, zamiast porwać ruch rewolucyjny i rzucić go wprost do celu — on radził umiarkowanie. Mochnacki — który go najlepiéj poznał z téj strony, tak go charakteryzuje: „Nie jest to jak sobie wystawiano figura gminu, demagog w chwilach zamieszania — nie jest to, jak się biblia wyraża, człowiek możny w uczynku. Przeciwnie, w miarę rosnących okoliczności maleje, i nic prawie nie widzi w natłoku; burza go nierozpala; niebierze z niéj żadnego natchnienia. W spisku, w bibliotece, szczególniéj na katedrze nieporównany; za tym obrębem zbyt delikatny, cichy i przezorny, niczego się więcéj nieobawia jak odpowiedzialności w inicyatywie śmiałych i niebezpiecznych kroków.“
Jakim był w klubie, takim i posłem członkiem rządu pięciu. Mąż nieskażonéj cnoty, pełen światła, doświadczonego patryotyzmu, na stanowisku gdzie go postawiła popularność, nieprzerósł tych ludzi, którzy mocą zaklęć gorącego ducha wywołują wypadki, ale pośród nich, jak ów czarnoksięzki uczeń Goethego, znaleźć się nie umieją. Gdyby budzący się naród umiał odróżniać zasługę szlachetnych aspiracyi od praktyki politycznego rozumu, winę możnaby zwalić więcéj na powołujących, jak na powołanych. — Absolucya nieszczęścia, łza ogólnéj niedoli, dawno obmyła winy jednych i drugich. Lelewel wszakże szczęśliwszym był od wielu innych: życiem pracy, pokuty i heroicznéj abnegacyi, wykupił się nietylko od krzywdzącego nieraz sądu opinii współczesnéj, lecz i od surowego sądu historyi. Naród zapomniał już o członku rządu, czci w nim tylko wzór nauki, wytrwałości i mocy charakteru w zapasach z niedolą.....
Jak ów mędrzec grecki, co wszystko unosił ze sobą, unosząc głowę — tak i Lelewel opuszczając kapitulującą Warszawę, uniósł tylko siebie. — Nadzieje pędziły na zachód, który nic więcéj niedał prócz gościnnego przytuliska. Na paryskich komitetowych protestach, rozżaleniach i rozpamiętywaniach tak smutnie skończonej katastrofy często figurujące imię Lelewela, zaniepokoiło świeży rząd Ludwika Filipa, pragnący w dobrem postawić się świetle w obec tych rządów, których potrzebował uznania. Jakoż kazano mu zaraz w r. 1832 opuścić Paryż, a niebawem i Francyą. Ustępując z niéj „rzemiennym dyszlem“ ku wyrozumialszéj Belgii, przybył we wrześniu tegoż roku do Brukseli i tam osiadłszy, przepędził ostatnich dwadzieścia dziewięć lat życia. —
Jeżeli długi ten peryod jego żywota niebył tak świetnym i wprost porywającym umysły, jak paroletnie tryumfy kursu historyi w Wilnie, to nierównie więcéj robił wrażenia żywy przykład, jaki ze siebie dawał na tułactwie. Ktokolwiek jadący za granicę zawadził o Brukselę i pierwszego lepszego przechodnia w bluzie zapytał o Lelewela, odpowiadał, że go zna i prowadził w ciasną uliczkę dolnego miasta, gdzie w lichéj kamieniczce pod szyldem Estaminet de Varsovie, raz zamieszkawszy pokoik na pierwszém piętrze, mieszkał do końca życia.
Wchodzisz — izba smutna, w zimie chłodna, ubogie sprzęty, na nich stosy ksiąg i papierów okryte kurzem; bliżéj okna stół wielki papierami zasłany i w starym płaszczu sieraczkowym zawinięty i zgarbiony nad jakąś robotą blady i siwizną okryty starzec. Już jesteś o parę kroków od niego — on cię nie widzi, czy niechce widzieć; nakoniec zerknąwszy z pod oka, jeżeli znajomy, milczy i robi daléj; jeżeli mu nieznany, świeżo przybyły z kraju — wita cię uściskiem ręki i zaczyna rozmowę, ożywiającą się w miarę jak pozna, co z sobą z dalekiéj ojczyzny przynosisz... Wieści z Polski, sprawy tułactwa, to najgłówniejsza treść; gdy ta się wyczerpie, wszczyna się rozmowa o jego pracach naukowych lub o rytownictwie; najczęściéj bowiem mogłeś go zastać rytującego na blasze jedne z tych map jenialnéj pracowitości, co tworzą atlas do jego Jeografii wieków średnich. Jeżeli niepisał, to rytował — taki był tryb jego życia. W licznych towarzystwach, lub spacerującego nigdyś niespotkał, chyba gdy małym kłusem w bluzie i kaszkieciku biegł do kawiarni dla przeczytania dzienników i na partyą szachów....
Uboga powierzchowność jego jednała mu ogromną wziętość w klasie wyrobników, którzy wiedząc jakie w ojczyźnie urzędy piastował, jakie w świecie uczonym zajmuje miejsce — uwielbiali tę abnegacyę zbliżającą go do nich.
Wielu rodaków, których serce bolało na widok tego opuszczenia i niedostatku w jakim się znajdował usiłowało nieść mu pomoc w sposób najmniéj obrażający — lecz nikt się nieznalazł tak szczęśliwy, żeby Lelewel co przyjął od niego i trzeba było użyć aż podstępu, żeby podczas bardzo ostréj zimy przeprowadzić rurę od pieca przez jego izbę, w któréj niepalił, i takową ogrzewając, ochronić starca od choroby... Przy swojem ubóstwie miał on jednak zawsze oszczędzonych kilka groszy, tych wszakże nieobracał na siebie — lecz jeśli biédny brat się zjawił nieodszedł bez pięciofrankówki.... Aczkolwiek podczas pobytu w Belgii wydawał wiele dzieł po francuzku, szczególniéj w przedmiocie numizmatyki i jeografii średniowiecznej, to niewiele na nich zarabiał, czasem nawet tracił... a zawsze z powodu swych wydań nabawiał się niesłychanych kłopotów, które tak zajmująco opisał w swoich Przygodach. Na schyłku dni, wtenczas, kiedy tak pracowite życie potrzebowało cokolwiek wytchnienia, Opatrzność zesłała mu wydawcę, co nienabawiając go kłopotów i zgryzot, dostarczał na opatrzenie skromnych potrzeb starca. Był nim P. Żupański, (w Poznaniu) który od 1850 r. zaczął wydawać jego: Polskę wieków średnich; a następnie w siedmiu tomach: Polskę dzieje i rzeczy jéj, nielicząc innych pomniejszych dzieł historycznych i rytowniczych.
Chociaż wzrok i siły go opuszczały — pracował do ostatka, zachowując pamięć czerstwą i umysł prawie młodzieńczéj żywości. Przyjaciele widząc jak gaśnie, wywieźli go z Brukseli do Paryża, aby tam otoczyć go wygodami — i dłużéj zachować.... W kilka dni już go nie było!... Stratę tę narodową, kraj uczcił modłami....
Niepodobna w krótkim rysie zamknąć tych zdobyczy jakie w badaniu polskich dziejów porobił — dość, że wieki, które Czacki omijał jako niedostępne, pierwszy dla nas rozwidnił i przystępnémi uczynił, szczególniéj pod względem prawodawstwa i wewnętrznego organizmu; — podobnież pierwszy położył, że tak powiem, fundamenta w rozmaitych umiejętnościach będących niejako gałęziami wielkiego drzewa historyi. Sam jeden o cały wiek posunął u nas naukę dziejów, jeżeli zważymy na jakim stopniu ją zastał; chociaż jak wszelki badacz, nie sadził się na wdzięczne słowo, na płynność gadatliwą — to z drugiéj strony umiał stapiać najrozmaitsze okruchy trudem poszukiwań zdobyte i otrzymując z nich materyał szlachetny, jak miedź koryncka, odlewać posągi. Jego to cudem Chrobry i Łokietek patrzą na nas ze szczytu swoich stuleci tak żywo, jakby nigdy niezmarli — Lelewel ich myśl przelał w żyjących i dlatego żyją. — Krytyka jego aczkolwiek idąca do gruntu, nie zawsze była obnażającą przeszłość z tych uroków, jakiemi naród bohatérów swoich ozłacał. Tak nędznie niepojmował on prawdy, bo wiedział, że jeżeli ojcowie nasi dość byli wielcy, aby mieć takie zmyślenia, to nam przystało mieć choć tyle wielkości aby w nie wierzyć. — Historyczne jego prace skierowały naród na drogę samopoznania być z prawdą i ze sobą w zgodzie pojmować się w całości — niemałe te zadania zaczęły coraz więcéj zatrudniać umysły, dzięki wpływowi pośredniemu i bezpośredniemu jego dzieł. Kto tyle zrobił co Lelewel; kto tyle dał a wszystkiego szczęścia, za jakiem ludzie gonią, wyrzekł się na świecie — ten spokojnie może czekać na sąd historyi. —



Przypisy

  1. Praca ta weszła do zbioru pism ś. p. Lelewela wyszłych w księgarni Żupańskiego pod ogólnym tytułem: Polska, dzieje, i rzeczy jéj, i stanowi tom XIII noszący tytuł: Dzieje Polski do Stefana Batorego. Poznań 1863. Przyp. zecera.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Siemieński.