Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/476

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zazwyczaj o uszy chłopięcia, co ledwo chodzić umie, odbijają się opowiadania ojca i domowników — a ci brali udział lub byli świadkami bądź powstania Kościuszki, bądź legionów, bądź wojen napoleońskich, lub wojny r. 1831. Miłość własna budzi się w sercu młodocianem, a z nią pewien rodzaj odważnéj dumy, która mu szepcze: my późniejsi więc mądrzejsi; czego starzy niepotrafili, my potrafimy! Jestto tradycya przechodząca z pokolenia do pokolenia, niedająca się niczem zerwać ani odwrócić, chociaż tysiącznémi sposoby próbowano leczyć z niéj niepoprawną dziatwę. Szkoły publiczne — to pierwszy występ nowego szermierza. W gronie koleżeńskiem myśl jeszcze niewyraźna wyniesiona z domu, potęguje się, i niebawem wcieliwszy się w słabiuchne ciało, bywa najczęściéj rozpędzona chłostą i wyświeceniem z zakładów publicznych... Otóż w ten sposób sami mistrze dresury ducha młodzieży, dostarczają towarzyszów pod zaciąg téj chorągwi zatkniętéj na grobie ojczyzny... Odtąd wyzwolony i pasowany na rycerza młodzian wchodzi w inne stosunki i ociera się o praktyczniejsze cele.... a robota jego zwykle kończy się celą więzienną, Sybirem, lub tułaczką po szerokim świecie...