Kaszubi na tle etnografji Polski/Rozdział III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Fischer
Tytuł Kaszubi na tle etnografji Polski
Wydawca Instytut Bałtycki
Data wydania 1934
Drukarz Zakł. Graf. „Bibljoteka Polska“ w Bydgoszczy
Miejsce wyd. Toruń
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ III


Kultura duchowa

I. WIARA W DUCHY


dusza
i duchy
Lud kaszubski wierzy w rozmaite duchy. Przedewszystkiem sądzą, że dusza po śmierci idzie na sąd, poczem wraca do ciała zpowrotem i pozostaje tam tak długo, dokąd ksiądz nie wrzuci garści ziemi na grób [Gulgowski 47 223]. Czasem dusza musi pozostać na ziemi i pokutować w postaci ludzkiej lub zwierzęcej, zwłaszcza ptaka, a gdy się taką duszę spotka, trzeba znać odpowiednią formułę odprawiającają [Lorentz 56 109]. Rybacy kaszubscy sądzą, że wybawione za ich przyczyną z czyśćca duszyczki wyproszą im osobne błogosławieństwo dla ich rybaczego rzemiosła i obfitszy im zapewnią połów [74 1889, 383]. Wiara w dusze błądzące i pokutujące jest wogóle u ludu polskiego bardzo rozpowszechniona [Fischer 38 324—328]. Czasem jednak nietylko dusze, ale wogóle zmarły wstaje z grobu, błądzi po świecie i wyrządza rozmaite szkody. Kaszubi takiego błądzącego ducha nazywają wieszczym, podobnie jak Słowińcy, u których jest on dwojakiego rodzaju: vjeszcza, vjeszczi [Lorentz 57 1303]. Wieszczy wstaje nocą z grobu i wysysa we śnie krewnym swym krew, aby ich pozbawić życia. Dlatego takim wieszczym ucinano głowę po śmierci, aby nie mogli już szkodzić pozostałym przy życiu krewnym. W związku z tem przekonaniem lud kaszubski nazywa wieszczbą czepiec z błony płodowej, pozostały na głowie dziecka, a oznaczający, że dziecko będzie strziżem, czyli wieszczym [68 III 633]. Aby dziecko przed tem uchronić, trzeba wieszczbę spalić na popiół i dać dziecku z wodą wypić, gdy zacznie siódmy rok życia [68 III 668]. Nadto Kaszubi opowiadają, że gdy taki wieszczy wstanie z grobu i uderzy w dzwony, ludzie mrą gromadami na takim obszarze ziemi, na jakim słychać ten dzwon [Nadmorski 65 64—65]. Na uwagę też zasługuje powiedzenie kaszubskie, że po polsku jest upiór, po kaszubsku wieszczi, a po niemiecku wampir [68 III 692]. Tymczasem na Kaszubach istnieje też nazwa wupji na określenie upiora, a w południowej Kaszubszczyźnie nazywa się on także njełop [Lorentz 56 110]. Nazwą jednak najbardziej ogólną jest wieszczy. Ani nazwa ani wierzenie nie jest specjalnie kaszubskie. W Dobrzyńskiem rodzina, mająca wśród siebie wieszczego, to jest osobnika z dwoma rzędami zębów, prędko wymiera, gdyż ów wieszczy dzwoni w dzwony, których głosu nikt inny nie słyszy prócz członków rodziny i nawołuje wszystkich swoich do grobu. Chcąc uniknąć tego nieszczęścia, należy w nocy odkopać jego mogiłę, odciąć łopatą głowę i włożyć ją między nogi, a serce przebić osikowym palem [92 II 129]. Także w Poznańskiem upiór nazywa się wieszczym, który również wstaje po śmierci i dzwoni, a jak daleko głos dzwonów ludzie słyszą, tak daleko wszyscy wymrą [Kolberg 53 XV 34]. Na uwagę zasługuje też, że dziecko, rodzące się w czepcu, zowie się strziżem [68 III 633], w Małopolsce zaś nazywa się upiora zwykle strzygoniem [Karłowicz 51 V 252—253]. Upiór, właściwy dla Polski wschodniej, a rozpowszechniony na drodze książkowej, ma również swój odpowiednik w nazwie wupji.


krośnięta
Natomiast charakter raczej przychylny mają rozmaite małe i drobne duchy domowe o różnych nazwach. Słowińcy nazywają je malcami (maulzi), albo drobnymi (drömne), a nawet już z niemiecka undererczkami, czyli jakby podziomkami [Lorentz 57 204, 620, 1252]. Poza tem nazywa się je kraśniętami. Na uwagę zasługuje, że już w kronice Stryjkowskiego jest następująca wzmianka o takich małych duchach na Pomorzy: „W Pruskiej też ziemi górnej, około Chojnic, Kamieia, Sempelborka, za Toruniem i indzie o tym drzewie bzowem, po dzisiejsze czasy, bardzo świętobliwie tameczni obywatele trzymają wierząc, iż pod drzewem bzowem, ziemni mieszkają jacyś dziwni duchowie, których oni krasnymi ludzmi zowią i widzieć się często w nocy, kiedy miesiąc świeci, zwłaszcza ludziom chorym, dawają; o ich urodzie powiadają, iż więcej na łokieć nie są wyższy wzrostem“ (Stryjkowski, Kronika. I 147). Wedle wierzeń kaszubskich kraśnięta wyprawiają rozmaite psoty, np. splatają koniom grzywy, a w nocy tańczą po izbie. Lud w Jastarni wierzy, że w wilję Bożego Narodzenia chodzą nocą krasnoludki. Każdy z nich ma dwie czapki na głowie: czerwoną i zieloną. Przy spotkaniu się z krasnoludkiem należy zerwać mu z głowy zieloną czapeczkę, wtenczas krasnoludek będzie zmuszony złotem obdarzyć spotkanego człowieka [Stelmachowska 84 44]. A że te małe duszki pozostają w pewnem związku z duchami zmarłych świadczy zwyczaj, iż dawniej na Pomorzu kukiełki wypiekane w Zaduszki dawano nietylko duchom zmarłych, ale i krasnoludkom w celu przysporzenia sobie szczęścia [Biegeleisen 9 166]. Podobne zwyczaje znane są także na Śląsku. Wogóle podobne wyobrażenia małych karzełków spotykamy na Kujawach i na Mazowszu, gdzie nazywa się je także krasnalkami, oraz w Polsce zachodniej, gdzie mają nazwy krześlaków, skrzatów, kobołdów itd. [Karłowicz 51 II 470—471]. Na dalszą ale ciekawą analogję zwrócił uwagę J. St. Bystroń [22 14], że kraśnięta w okolicy Kartuz śpiewają: „Kiedy idziesz przez wodę, nie myj nogi o nogę“, zupełnie tak samo jak ukraińskie rusałki: „Ne myj niżku ob niżku, bo smich, bo smich“. Przeciwieństwem kraśniąt są stolemy, czyli olbrzymy [Lorentz 57 1101, 1115; 68 III 630]. Nadto istnieją tak u Kaszubów jak u Słowińców, duchy o charakterze nieokreślonym, zwane straszedłami lub strasznikami [Lorentz 57 1102—1103], odpowiadające różnym polskim straszydłom.


demony
zbożowe
Nietylko w domu, ale także w zbożu przemieszkują demony o różnych nazwach. Kaszubi mówią o żytniej matce, koło Pucka spotyka się nazwę Rżana-matka [Bystroń 22 5]. Ale są znane także inne jej nazwy, jak żetno mac, żetno baba, baba. Ta żytnia baba jest postrachem dzieci, które zjada. Wygląd ma odrażający, olbrzymki o żabiej głowiea długich piersiach, z których wycieka gorąca smoła [Lorentz 56 106]. Zupełnie podobne są wyobrażenia polskiego ludu, który nazywa ją zytnią babą zarówno w Wielkopolsce, na Śląsku i w Małopolsce [Bystroń 22 5]. Zarówno koło Bochni, jak koło Krakowa wyobraża ją sobie lud jako kobietę z żabią głową, a czasem o płonących piersiach, która, siedząc w zbożu, wykłuwa dzieciom oczy (Płochoczyn koło Grudziądza) albo nawet je zjada i dlatego zowie się także zjadarką [Bystroń 22 6—7].

W południe pojawia się na polu także brzydka połujica, otoczona psami i wilkami, która porywa dzieci [Lorentz 56 106]. Taka przezpołdnicaprzypołudnica jest na Kaszubach postrachem głównie dla dorosłych [66a III 389]. Południca w podobnej postaci pojawia się w Małopolsce [Bystroń 22 7—8]. W wierzeniach kaszubskich jest też typ południcy pięknej, w białej szacie i w złotym pasie, która zadaje schwytanym przez się ludziom zagadki; w razie odgadnięcia ich daje cenne rady, w przeciwnym zaś razie zabija [Lorentz 56 106]. Także i ten typ południcy ma swój odpowiednik w wierzeniach poznańskich [Bystroń 22 8—9], a zarazem znów się zaznacza analogja do ukraińskich rusałek, które także zadają zagadki napotkanym w lesie i zabijają tych, co nie zgadną [Bystroń 22 15].
Również charakter demona zbożowego posiada wilk, przebywający w zbożu i straszący dzieci [Lorentz 56 106], znany także koło Krakowa, nad Gopłem, w powiecie konińskim, w okolicy Brodnicy itd. [Bystroń 22 3]. O ile południca oraz rozmaite inne boginki występują w roli demona, mieniającego dzieci, na Kaszubach tę rolę mieniania dzieci wykonują bliżej nieokreślone kobołty, zbliżone do kraśniąt [Lorentz 56 106]. Natomiast demonem porywającym dzieci jest kanja. W Strzelnie opowiadają, że kania w postaci dziewczęcej spada z obłoków i uprowadza dusze małych dzieci [Lorentz 56 108]. W Poznańskiej kanja jest dziewicą bardzo piękną, która przybywa otoczona obłokiem pod wieczór; samotne spotykane dzieci stara się do siebie zwabić, poczem je chwyta i ulatuje z niemi w gęstym obłoku na dzikie lasy, skąd porwane dzieci nigdy nie wracają [Kolberg 53 XV 29]. W Małopolsce widmo to w postaci obłoku schodzi na ziemię i porywa drobne dzieci, bawiące się na wsi bez dozoru, unosząc je w niebiosa [Biegeleisen 11 261]. W związku z temi wierzeniami pozostaje rymowana przestroga: „Uciekajcie dzieci, bo na was kania leci“!

błędne
ogniki
Rzecz ciekawa, że niema właściwie kaszubskich wierzeń o topielcach, tak powszechnych w Polsce, jakkolwiek wyraz sam jest znany tak u Słowińców [Lorentz 57 1221], jak u Kaszubów, ale tylko w odniesieniu do bagna [Karłowicz 51 V 410]. Natomiast istnieją opowieści o topielcach, kuszących do wodnej głębiny [Fischer 34 33]. Również znają Słowińcy [Lorentz 57 590] i Kaszubi błędne ogniki, które powstają szczególnie tam, gdzie są ukryte skarby i gdzie się pieniądze przesuszają raz w roku za sprawą djabelską [Gulgowski 47 193]. O błędnych ognikach na Pomorzu mamy bardzo dawną wzmiankę, bo już kronika Galla wspomina o tem, jak rycerze Władysława Hermana nad bagnistą Notecią byli przerażeni wskutek delusiones i napróżno uderzali mieczami w próżnię [Sobieski 83 19]. Pewnym rodzajem błędnego ognika jest także alf, który wedle Słowińców w postaci ognistego smoka przynosi skarby swemu panu [Lorentz 57 8]. Niektóre z wierzeń, dotyczących alfa, opowiada się w powiecie kościerskim o latalcu [Lorentz 56 105]. Również wedle włościan z Pilicy latawiec ma postać ptaka lub gada, w Masiach zaś powiada lud, że latawiec jest to zły w postaci słupa ognistego, co sunie w powietrzu poniżej księżyca, sypiąc iskry. Gospodarzowi znosi pieniądze, ale za zły poczęstunek mści się [Biegelseisen 9 548].

zmora
Kaszubi i Słowińcy wierzą także w istnienie mory, którą wyobrażają sobie w postaci kobiecej, albo też jako istotę kobiecą, skazaną na te czynności upiorne z powodu zaklęcia [Lorentz 57 673]. Morą może stać się dziewczyna z powodu przeoczeń przy chrzcie, lub wtedy, gdy rodzice mają siedem córek, a nie mają żadnego syna, wtedy najstarsza lub najmłodsza staje się zmorą. Zmora pojawia się w rozmaitej postaci: kota, psa, białej myszy, jabłka, gruszki, źdźbła słomy itd. [Lorentz 56 93]. Kaszubi opowiadają następującą baśń: Rodzice mieli trzy córki, a wszystkie urodzone pod nieszczęsnym znakiem, były zmorami, o czem rodzice nie wiedzieli. Raz spał w tym domu żebrak i słyszał jak owe dziewczęta, rozmawiając ze sobą, żaliły się, że pierwsza musi dusić konie, druga musi męczyć wodę, trzecia zaś ciernie. Wtedy żebrak powiedział o tem ojcu i polecił je przechrzcić. Podobne opowiadania znane także na Mazowszu, w okolicy Siewierza i in. [Biegeleisen 10 281]. O wierzeniu ludu polskiego w zmorę wspomina już Syreński w „Zielniku“ (1613 r.). Podobnie jak u Kaszubów, tak też i nad Rabą i w Krakowskiem wierzą, że gdy w rodzinie jest siedem córek, jedna z nich staje się zmorą [Biegeleisen 10 275]. W Polsce pojawia się zmora w postaci zwierzęcej, np. kota białej myszy, słomki, a także gruszki lub jabłka. Zwłaszcza w związku z tą ostatnią postacią charakterystyczne są opowieści ludowe kaszubskie. We Wdzydzach zmora okazuje się jako jabłko. Jeden parobek po duszeniu przez zmorę zauważył jabłko. Było ono tak piękne, że ugryzł je, nie mógł jednak go zjeść, bo było bardzo twarde. Rano nie zobaczył tego jabłka koło siebie, a córka sąsiada miała ukąszoną wargę i chodziła z owiniętą twarzą [Gulgowski 47 188—9]. W innej opowieści kaszubskiej pojawia się zmora w postaci gruszki, którą chłopak dręczony przez zmorę zjadł, a wyrzucił tylko pestki na podłogę, na drugi zaś dzień zauważył koło swego łóżka ogryzione kości kobiece [Gulgowski 47 189]. Zupełnie podobna jest opowieść ze Ździechowej pod Gnieznem, jak pewien człowiek pochwycił morę, która go dusiła w postaci jabłka, jabłko to zjadł, odrzucając tylko ogryzek z pestkami, a nazajutrz zobaczył przy swem łóżku szkielet ludzki [90 IX 16].


wilkołaki
U Słowińców są ślady wiary w wilkołaka, to jest człowieka, który przez odwrócenie rzemyka może zmienić się w wilka [Lorentz 56 95]. Bynajmniej niema potrzeby przypuszczać, że to wierzenie powstało pod wpływem niemieckim, ponieważ wiara w wilkołaki jest bardzo rozpowszechniona w Polsce. Szczególnie bliską formę ma to wierzenie z Pałuk. Dziewczyna z zemsty zawiązuje kochankowi chusteczkę na szyi, który z tego powodu zmienia się w wilka, a owa chusteczka staje się jego obrożą. Dopiero gdy pewnego razu jeden z wilków zerwał mu ową chusteczkę, wilkołak odzyskał dawną postać [Biegeleisen 9 448—449].


djabeł
Ze wszystkich duchów najczęściej pojawia się djabeł, który posiada na Kaszubach bardzo liczne nazwy. Nazwy djabeł i czart są znane [Lorentz 57 135, 179], ale zwykle używa się innych, jak: leceper, zgrzydlok, zgrzecha, bies itd. [Nadmorski 65 120—121]. Nadto istnieją rozmaite odmiany djabłów, które mają specjalne nazwy. Zły duch, którego czarownice zadają ludziom w pokarmach i napojach, zwie się michałkiem, a nawet panem Michałem [68 III 421]. Nieraz nawet przestrzegają: „Nie jedz tego jabłka, w nim je michałk“ [Pobłocki 71 48]. Inny rodzaj djabła zwie się stusem. Taki stos lub stus jest to mały, pocieszny djabeł, rodzaj licha czy psotnika. W swej żeńskiej odmianie stośnica lub stusnica ma charakter czarownicy [68 III 630; Karłowicz 51 V 239]. Słowińcy nazywają djabła także fertąnk [Lorentz 57 245] lub kaduk [Lorentz 57 409]. Kadukiem nazywa się djabła i w Małopolsce [Karłowicz 51 II 289]. Kaszubi i Słowińcy nazywają djabła także purtokiem [Lorentz 57 911]. Dlatego nawet ludowy działacz kaszubski Antoni Abraham, gdy w roku 1919 stanął przed Wilsonem, uderzył pięścią w stół i zawołał po kaszubsku, że „Pomorza nam ani kusi purtok zabrać nie może“ [Sobieski 83 232]. Djabeł ten ze względu na właściwe znaczenie wyrazu purtok ma swój odpowiednik w złym duchu małopolskim, zwanym Srala [Karłowicz 51 V 213]. W Słowińskiem istnieje też na określenie djabła wyraz čarni boug, który ze swoją antytezą bjauli bog wywołał nawet mitologiczne interpretacje [Lorentz 57 36, 57].

Za najstarszego djabła uważa lud kaszubski smantka [68 III 623], a stąd pochodzi wyrażenie osamętać, to jest oczarować, złego ducha zadać, opętać [68 III 437]. Ów smętek ma właściwie mało cech kościelnego szata (Żeromski: „Wiatr od morza“); czasem nawet lud kaszubski to podkreśla: „To doch nie je djabeł, le to je smętk“. Nawet jednak ten typowo kaszubski smantek [76 XXII 237], istnieje także w Małopolsce i używa się go w formie zupełnie podobnej w przekleństwach. Na Kaszubach mówi się: „A niechże was smętk!“ [Nadmorski 65 120], zaś w Małopolsce zachodniej można usłyszeć powiedzenia: „Cy cie smentek nadał cy co, idź do smęntka“ [59 V 358] lub „niech go smętek weźmie“ [Karłowicz 51 178].


uosobienie
śmierci
i chorób
Charakter istot demonicznych ma także śmierć i rozmaite choroby. Śmierć, wedle dawnych wierzeń kaszubskich, jest to blada niewiasta w białem odzieniu, pukająca do domów, w których ma umrzeć ktoś do trzech dni. Zwierzęta a także i niektórzy ludzie odczuwają jej zbliżanie się [Lorentz 56 107]. Podobnie i w puszczy sandomierskiej wyobraża sobie lud śmierć w postaci kobiety, odzianej w białe płachty. W powiecie rzeszowskim występuje ona w odziewadle białem, około szyi zawitem. Wedle wieśniaków z Lubelskiego — to taka jasna pani bieleńka [Biegeleisen 13 1—2]. Lud nadrabski utrzymuje, iż w przeddzień zgonu człowieka puka ona trzykrotnie w okno dotyczącego domu, a również w Działdowie wierzą, że śmierć przychodzi przez trzy wieczory z rządu i puka do okna, by oznajmić o zgonie [Biegeleisen 13 3]. Ale oprócz tego lud kaszubski wyobraża sobie, pod wpływem obrazów kościelnych, śmierć w postaci kościotrupa z kosą, przyodzianego w czarny płaszcz [Lorentz 56 107]. Wyobrażenie to oczywiście jest również w Polsce powszechne, a w związku z niem pozostają polskie nazwy śmierci jak kostka, kostusia itd. [Biegeleisen 13 2].

Lud kaszubski zna także uosobienia chorób zwłaszcza cholery, zwanej także dżumą lub czarną śmiercią, oraz zarazy, zwanej także powietrzem. Wszystkie te choroby wyobraża sobie lud w postaci kobiecej. Cholera jest to brzydka, wysoka, chuda kobieta w płachcie, z włosami rozpuszczonemi. O ile człowiekowi uda się ją przenieść przez granicę, wygasa ona. Natomiast zaraza jest to jakby ciemna chmura o kształtach kobiecych, owinięta zupełnie w całun, o długich nogach i rękach. Nieraz wskakuje komuś na plecy i każe się nosić [Lorentz 56 107]. Właściwie niema tu jednak zbyt wyraźnego rozróżnienia cholery i zarazy, podobnie jak w Polsce, gdzie istnieje wiele analogicznych wierzeń. Pod Wieliczką lud wyobraża sobie te choroby w kształcie siwego dymu, który leci skupiony, jak pas płótna rozciągnięty, a na kogo padnie, ten zaraz umiera. Również w Gościejowie w powiecie obornickim widziano zarazę pod postacią płachty. Na Kujawach lata mór w postaci dziewicy, owiniętej w płachty. Albo też ma wygląd kobiety chudej, bladej i okrytej białem prześcieradłem [Biegeleisen 10 289—290]. Istota ta każe się przynosić lub przywozić do wsi, przyczem pomoc tę zwykle nagradza.
Wedle wierzeń kaszubskich można się przed morem uchronić w ten sposób, że sześć dziewcząt nagich musi się zaprząc do pługa, powozić musi wdowa, która przez siedem lat żyła uczciwie we wdowim stanie, popędzać zaprzęg ma czysty młodzieniec, a inny ma pilnować rzeczy. W zupełnem milczeniu muszą tak oborać całą wieś [Lorentz 56 107]. Również w Polsce znane jest takie oborywanie granic wsi. Do tego orania używa się pary ciołków bliźniaczych i pary chłopców-bliźniaków [Biegeleisen 10 296—298].
W dziedzinie demonologicznej podobieństwa polsko-kaszubskie są więc równie bardzo znaczne [Lorentz 56 136].

2. CZARY


czarownice
Lud kaszubski nazywa czarownice rozmaicie. A więc nietylko używa właściwego miana czarownice [Lorentz 57 134—5], ale także cotucha [68 III 373], czyli ogólnopolska ciota [Karłowicz 51 I 238]. Słowińcy na określenie czarów i czarownic używają określeń gusla, guslorka, guślarz [Lorentz 57 319]. Lud słowiński odróżnia czarownika i czarownicę od znachora i znachorki, których nazywa guojicielami i guojicielkami [Lorentz 57 313]. Czarnowica nazywa się czasem jizą lub jęzą [Lorentz 56 96]. W Polsce zowie się tak babę złośliwą, ale także i czarownicę [Karłowicz 51 II 267].

Czarownicom tym przypisuje lud kaszubski jak polski zarówno choroby zwierząt domowych jak też choroby ludzkie, zwłaszcza o dziwnych objawach, a także wszelkie niepowodzenia gospodarcze. Mają one zarazem zdolności przepowiadania przyszłości, a o istnieniu takich wiedźm wiedziano już w wiekach średnich na Pomorzu, o czem dowiadujemy się z relacji Ottona bamberskiego [Biegeleisen 9 233]. Czarownicę kaszubską można poznać po zaczerwienionych oczach [Lorentz 56 97], podobnie jak nietylko u nas, ale wogóle w Europie [Biegeleisen 9 232, 239].
W Kartuskiem przepis powiada, że należy żmii uciąć głowę, w pyszczek wsadzić jej ziarnko grochu, a potem zasadzić to w doniczce kwiatów, kiedy zaś groch wzejdzie, trzeba przed św. Janem urwać z niego źdźbło i zabrać do kościoła, a w czasie nabożeństwa zrobić zeń trójkąt i przezeń patrzyć na ludzi, a wtedy ujrzy się, że każda czarownica ma na głowie smolnicę, to jest drewniane naczynie od smoły [Nadmorski 65 133]. W Polsce istnieje wierzenie, znane także na Pomorzu, że w dzień Bożego Ciała lub w inne święto, ksiądz, patrząc przez Monstrancję, może poznać czarownice znajdujące się w kościele, gdyż mają one skopce na głowach. Wogóle czarownice przychodzące do kościoła w dzień Zielonych Świąt, w Wielką Niedzielę lub w Wielki Piątek mają na głowie skopce, ale włożone w nie cudowne ziele, czyni je niewidzialnemi i widzą je tylko czarownice [Biegeleisen 9 234—235]. O jazdach czarownic na Łysą Górę wspomniano już wyżej w związku z obrzędami świętojańskiemi.
Wogóle w tym czasie występuje na Kaszubach najwięcej wierzeń związanych z czarownicami. Wówczas w obawie przed ciotami przystraja się domy w liście klonowe, zakłada zieleń i kwiaty bydłu na szyję, wkłada gałązki klonu na spód kutrów i żaglowców, wkręca zioła poświęcane w sieci i zapala ogniska [Stelmachowska 84 168—169]. Wszystkie te zabiegi ochronne znane są w Polsce [Biegeleisen 9 218—254], a jeśli zmiany jakieś się zaznaczają, to najwyżej takie, że lud polski używa gałązek jaworowych w miejsce, tak do nich podobnych, klonowych [94, 1932 r., 25]. Nadto w związku z czarownicami istnieją jeszcze inne babiewierstwa, jak mówią Słowińcy [Lorentz 57 10]. Kaszubi i Mazurzy przypuszczają możliwość zaśpiewania kogoś na śmierć. Polega to na tem, że, mając na myśli pewną osobę żyjącą, czarownica śpiewa lub czyta za jej duszę psalmy, śpiewane zwykle za nieboszczyków, przyczem śpiewa te psalmy od końca [Biegeleisen 9 243]. Możliwe, że wierzenie to powstało z niemieckiego totsingen, ale jest ono znane i poza obszarem kaszubskim tak w Polsce jak i u innych Słowian.
Wierzenia w czarownice na Pomorzu były w XIX wieku bardzo żywe, skoro jeszcze w roku 1836 w Chałupach na Helu pławiono i zabito rzekomą czarownicę [46 II 168, 201]. Wiara ta była wówczas równie żywa w Wielkopolsce i wogóle w Polsce zachodniej [Biegeleisen 9 234—236].

3. LECZNICTWO LUDOWE


Rola czarownic szczególnie silnie i wyraźnie zaznacza się w zadawaniu i ewentualnem odczynianiu rozmaitych chorób.
Gbur czy rybak kaszubski mieli w równym stopniu, jak i wieśniak polski, słabe zaufanie do lekarza. Ten brak zaufania łączył się jak najściślej z pojmowaniem przyczyny choroby. Cóż bowiem mógł pomóc lekarz przeciw rozmaitym demonicznym postaciom wywołującym chorobę, jak cholera, dżuma czy zaraza, czy nawet krasnoludki. Równie bezsilnym musi być lekarz wtedy, gdy chorobę można zadać lub podłożyć. Dlatego też lud kaszubski bez względu na to, czy choroba pochodzi od czarownic, czy zjawiła się naturalnym sposobem, najchętniej używa własnych leków, a jeszcze chętniej zażegnywań i zaklęć albo talizmanów [Nadmorski 65 137].

kołtun
Czasem rozmaite dolegliwości leczy się przez zapuszczanie kołtuna. Szczególnie wtedy, gdy obce włosy wpląta się w swoje, w paru dniach następuje już powikłanie włosów na głowie [Gulgowski 47 202—203]. Zwyczaj zapuszczania kołtuna w celu zmniejszenia cierpień chorego zna lud polski od dawna [Biegeleisen 10 262—263]. Usuwanie kołtuna odbywało się, wedle przepisów kaszubskich, jedynie przy zmniejszającym się księżycu. Najbardziej odpowiedniemi dniami były do tego wilja św. Jana lub innych głównych świąt. Kołtuna nie obcinano, ale oddzielano go rozpaloną szpilką i natychmiast wrzucano do ognia [Gulgowski 47 203]. W Kieleckiem obcina się kołtun rozpalonemi nożycami lub opala rozżarzonem żelazem. W Tarnowskiem a także i w innych okolicach obcina się kołtun w Wielką Sobotę; w Krakowskiem rzuca się go w ogień. W Redłowie leczy się go przez spalenie [Biegeleisen 10 263—264].


zamawiania
Dawniej były w użyciu na Kaszubach zażegnywania ran i chorób. Szczególnie ciekawe są formułki zaklęć, w których zgagę wypędza się do morza [Nadmorski 65 138]. Natomiast t. zw. strzelon (Panaritium) zaklina się następująco: „Szed pies przez ovjes, a seczka przez jorkę, doł pies na pjivko, a seczka na gorzołkę. Njos kądzel na wosowim drągu a temu paluszkowi wcale nic nie bądze“. Przy tej formułce pociąga się ręką po chorem miejscy i dmucha [Lorentz 56 100]. W dawnych opracowaniach etnograficznych spotyka się kaszubskie zażegnywania róży, puchliny, ran, krwotoku, bólu zębów [Nadmorski 65 138—139]. Bardzo wielką ilość podobnych zamawiań i zażegnywań zna także polska medycyna ludowa [Biegeleisen 10 35—67]. Szczególnie broni się lud przed febrą, która ma rozmaite nazwy i dostosowane do nich różne sposoby lecznicze [Biegeleisen 10 318—327; Gulgowski 47 204].


rzucanie
uroku
Bardzo pierwotny charakter ma także leczenie uroku, choroby wywołanej przez złe oczy, czyli uroczne oczy. Wedle wierzeń kaszubskich taki człowiek może zaszkodzić zdrowiu ludzki i zwierząt, a nawet wywołać ich śmierć. Może nawet własnemu bydłu zaszkodzić [Lorentz 56 93]. Wśród Kaszubów uchodzą za urokliwych ludzie z drugą twarzą, czyli t. zw. sobowtóry, to znaczy widujący rzeczy nadzmysłowe, niewidzialne dla ogółu [90 XV 334]. Wiara w ludzi urzekających swem spojrzeniem jest powszechna w Polsce [Barthel de Weydenthal 8 6—12]. Również powszechnie w Polsce znane jest przekonanie, że urokowi mogą ulec nietylko ludzie, ale i zwierzęta domowe [Barthel de Weydenthal 8 18]. Kaszubi obawiają się szczególnie urzeczenia młodych gąsiąt i w celu zapobieżenia temu urokowi przesuwają je przez nogawki męskich gaci [Lorentz 56 93]; Nadmorski 65 133]. Zabieg ten spotykamy także nad Rabą i w Lubelskiem, na Kujawach oraz na Mazowszu pruskiem [Barthel de Weydenthal 8 44].


zioła
lecznicze

Urok leczy się tak na Kaszubach jak na innych polskich obszarach przy pomocy okadzania święconemi ziołami [Lorentz 56 93; Biegeleisen 10 250—251].
Wogóle zaś w lecznictwie ludowem kaszubskiem zioła zarówno święcone, jak nie święcone odgrywają bardzo wielką rolę. Parę przykładów może to potwierdzić. Piołun zabezpiecza przed cholerą i wogóle przed zaraźliwemi chorobami [Gulgowski 47 178]. W Lubelskiem [Pleszczyński 70 127] roślina ta posiada podobne zastosowanie. Wywar bylicy (Artemisia vulgaris L.) bywa uważany za skuteczny przeciw kurczom i napadom epileptycznym [Treichel 87]. W Małopolsce zachodniej także podają chorym na wielką chorobę odwar z bylicy [93 VI 226—7; Udziela 88 112; Biegeleisen 10 205]. Przeciwko długotrwałemu kaszlowi piją Kaszubi odwar jagód jarzębiny [Gulgowski 47 204], podobnie w Lubelskiem [Pleszczyński 70 116]. Wedle kaszubskich zaleceń chory na suchoty winien siąść pod krzakiem bzu z garnkiem, w którym jest wrząca woda, a ktoś inny musi obejść ten krzak trzykrotnie i zapytać: „Co gotujesz?“ Chory odpowiada: „Stare części młodego ciała“. Jak to nie pomoże, niema już dla chorego ratunku [Gulgowski 47 205]. W Poznańskiem [Kolberg 53 XV 157] leczą suchoty odwarem z bzowego kwiatu, podobnie jak w Rzeszowskiem [90 VII 167], na Śląsku [90 XV 617] i w innych okolicach. W Małopolsce dzieci chore na suchoty niosą pod krzak bzu, poczem wracają do domu i wykonują trzy roboty, w czasie których odmawiają zalecone modlitwy, ale poza tem muszą zupełnie milczeć. W razie pomyślnego wyniku matka przynosi wyzdrowiałe dziecko do chaty. Jeśli ta praktyka nie pomoże, niema już ratunku [59 I 122].
Rany leczy się na Pomorzu przy pomocy babki lancetowatej (Plantago lanceolata L.) [Treichel 87 16]. Środek ten stosuje się w Polsce powszechnie [Biegeleisen 10 97; Udziela 88 218; 90 V 422, VII 167; Pleszczyński 70 109; 92 XI 51]. Kaszubi [Gulgowski 47 204] przykładają na wrzody między innemi także listki babki pospolitej (Plantago maior L.) podobnie jak w Polsce [Udziela 88 218, 232]; następnie używają Kaszubi na wrzody liści olszowych [Gulgowski 47 204], jak również w Polsce [Udziela 88 232], w Kieleckiem [Federowski 32 II 267], w Lubelskiem [Pleszczyński 70 125], w Stanisławowskiem [61 XIII 76]. Wreszcie na wrzody robią Kaszubi okłady z cebuli [Gulgowski 47 204], podobnie jak na wielu innych obszarach Polski [Udziela 88 194, 217; 61 IX 146; 90 V 422, X 343, 347]. Na oparzenie, wedle kaszubskich przepisów, pomagają okłady z liści klonowych [Gulgowski 47 204]. Zastosowanie liści klonowych spotykamy również w Lubelskiem [Pleszczyński 70 118, 137].
W ziemi puckiej [46 1911, 231] ma pomagać na ból zębów okadzanie bieluniem (Datura stramonium L.), podobnie w okolicach Biecza [59 VI 304]. Oczywiście przykłady takich analogicznych leczniczych środków roślinnych możnaby mnożyć w nieskończoność, równie jak rozmaite lecznicze środki zwierzęce.

znachorzy
i znachorki
Te tak przeróżne środki stosują rozmaici ludowi znachorzy i znachorki, wśród których są zarówno lekarze wszystkich chorób, jak i specjaliści. Ponieważ na Pomorzu chętnie leczą się przez puszczanie krwi, więc w każdej wsi jest zwykle specjalista t. zw. krwawnik. Takich specjalistów, zwanych krwiarzami, nie brak i w Małopolsce [Biegeleisen 10 357]. Poza tem we wsiach kaszubskich leczą często różne stare baby, tak jak w Polsce, a w swem lecznictwie łączą leki o charakterze naturalnym z czynnościami o charakterze magicznym, w których szczególnie liczby trzy i dziewięć odgrywają bardzo wielką rolę[1] [Lorentz 56 99].


4. PRZYRODA


W zupełnie specjalny sposób tłumaczy sobie lud kaszubski całą przyrodę i wogóle ustrój wszechświata.

ziemia
i niebo
Ziemia jest ogromną płaszczyzną z dużemi górami na horyzoncie, na których opiera się niebo. W niebie tem mieszka Pan Bóg, a gdy błyskawica rozdziera niebiosa, można „wieczne światło ujrzeć“ [Gulgowski 48 30]. Podobnie lud małopolski opowiada, że „ziemia jest płaska, kieby bochen chleba, a stoi na miejscu“ [Fischer 35 161—162].


słońce
i księżyc
Wokoło ziemi porusza się słońce. Na słońcu ma Chrystus swój tron niebieski, dlatego na WIelkanoc przy wschodzie słońca można zobaczyć baranka z krzyże w jego lśniącej tarczy [64 I 23]. Również wedle wyobrażeń ludu nadrabskiego słońce porusza się a ziemia stoi [Biegeleisen 9 502].

Szczególnie wielką rolę w przesądach kaszubskich odgrywa księżyc. Na księżycu mieszkają pierwsi rodzice. Ewa siedzi przy kołowrotku i przędzie, a Adam stoi oparty o widły. Kto zobaczy pierwszy raz nowy księżyc, powinien się trzykrotnie mu pokłonić, do trzech policzyć i życzyć sobie czegoś, a to się spełni. Także pozdrawia się nowy księżyc następująco:

Witaj księżycu niebieski
Tobie szczęście i korona
A mnie miłość i fortuna

Istnieje również silny związek księżyca z pogodą. Jeśli księżyc na nowiu wskazuje rogami do góry tak, że jeździec mógłby uzdę na róg zawiesić, będzie deszcz, jeśli zaś rogiem wskazuje na dół, to będzie pogoda, bo „Z roga piecze, z pępa ciecze“, albo „Z roga woda, z pępa pogoda“. Księżyc ma również wpływ na zdrowie urodzonych dzieci, oraz wogóle na wszystkie zajęcia ludzkie. Dlatego podczas nowiu sadzi się kwiaty, ziemniaki, warzywa i wogóle odbywa prace, które powinny się dalej rozwijać. Przy zmniejszającym się księżycu czyszczą domy, bielą ściany, piorą bieliznę, ponieważ brud i owady wtedy łatwiej się niszczą. Natomiast w czasie pełni wiąże rybak sieci i wiersze, aby były zawsze pełne [64 I 23—24].
Forma, w jakiej lud kaszubski objaśnia plamy na księżycu, jest ciekawym przykładem kontaminacji motywów skandynawskich i polskich. Szwedzi umieszczają bowiem na księżycu Adama i Ewę obok drzewa wiadomości dobrego i złego. W polskich podaniach ludowych szczególnie częsty jest motyw kary za pracę w dnie świąteczne [59 XXV 40—42]. Lud sieradzki opowiada, że w święto Matki Boskiej chłop widłami gnój rozrzucał, a baba w niedzielę robiła masło, i za ten grzech Bóg ich osadził na księżycu [Biegeleisen 9 504]. Prócz tego są w Polsce, podobnie jak u innych Słowian, wierzenia, że na księżycu siedzi prządka [59 XXV 46]. W podaniu kaszubskiem zespoliły się te różne motywy w jedną całość.
Pewne ślady kultu księżyca wyrażają się w następujących pozdrowieniach [Biegeleisen 9 504—505]: w Lubelskiem w celu uchronienia się od bólu głowy modlą się do księżyca na nowiu, mówiąc po trzykroć pacierz i dodając potem: Witaj księżycu nowy! Niech nas nie bolą głowy!
Formułka ta brzmi nieco pełniej w Łęczyckiem:

Witajże, witaj miesiączku nowy,
Zachowaj mnie Boże od bolenia głowy.
Tobie szczęście i koruna
A mnie zdrowie i fortuna!
Zdrowaś Maryja!

W Poznańskiem [Kolberg 53 XV 5] zaleca lud temu, kto widzi księżyc na nowiu i to na dworze, na polu, a nie w izbie, wymówić te słowa: „Witaj księżycu, niebieski dziedzicu, w Niebie korona, a na ziemi fortuna i szczęście!“ W ten sposób ubogi może osiągnąć dostatki, kawaler lub panna dobry ożenek itd.
Nadto lud polski uzależnia rozmaite swe czynności od księżyca. Dlatego w czasie przybywania księżyca rozpoczyna się i dziś takie czynności, które w następstwie mają się rozwijać pomyślnie, np. zasiewy, a natomiast podczas ubywania księżyca, to jest po pełni aż do ostatniej kwadry, podejmuje się takich robót, które mają na celu usunięcie czegoś niepożądanego [Biegeleisen 9 507]. Także przepowiednie pogody opiera lud polski powszechnie na księżycu.

gwiazdy
Również ciekawe są wierzenia kaszubskie dotyczące gwiazd. Każdy człowiek ma na niebie swoją gwiazdę, bogaci większą, ubodzy mniejszą. Gdy jego gwiazda spadnie, człowiek musi umrzeć. Nie należy liczyć gwiazd, bo jeśli przypadkowo wyliczy się własną gwiazdę, śmierć jest pewna. Ludowi kaszubskiemu znane są też nazwy niektórych gwiazd, jak jutrzenka, kosnicy, grabiorki, baby, wóz, gwiazda zwierzowa. Wedle gwiazd dawniej nawet określano godzinę i uważano, że czas już wstawać, gdy dyszel od woza (konstelacja gwiazd) na dół pokazuje [64 I 24—25]. Lud dobrzyński wierzy także, że każdy człowiek ma swoją gwiazdę, i że z chwilą śmierci spada z nieba i jego gwiazda. Dlatego zabrania się liczyć gwiazdy palcem, bo gdyby się wskazało na własną gwiazdę, śmierć pewna [92 II 128]. Podobne wyobrażenia istnieją w Pińczowskiem, w Małopolsce zachodniej, na mazowszu, na Podlasiu i w Lubelskiem [Fischer 38 87]. Lud małopolski opowiada rozmaite podania, które uzasadniają nazwy gwiazd takie, jak baby, kosy, grabie, wóz z furmanem itd. [Kolberg 53 VII 32—33].


droga
mleczna
i tęcza
Drogę mleczną nazywają Kaszubi niebieską drogą i uważają ją za drogowskaz dla ptaków, które ciągną, jesienią w obce kraje [64 I 24].

Słowińcy wierzą, że tęcza pije wodę z morza, błota lub jeziora [68 III 647]. Jeden koniec tęczy pije z jednego jeziora, drugi zaś z drugiego. Poczem tęcza wodę tę wciąga w obłoki i stąd później pochodzą różne opady. Lud podkarpacki uważa tęczę za istotę żyjącą, która kąpie się w rzekach, zanurzając się w nich obiema szyjami. Wedle ludu polskiego tęcza pije wodę z potoka, również jednak ze stawów, jezior i rzek. Dlatego w Łukowskiem nazywali ją Pijawą, a na zachodzie Dągą [Biegeleisen 9 551].

burze
i pioruny
W związku z burzą opowiadają Kaszubi, że piorun jest to kawał rozpalonego żelaza, które wszystko niszczy i pali, co mu w drogę przyjdzie, wbija się kilka metrów do ziemi, gdzie ostygnie, a potem wychodzi na powierzchnię jako wąski, skamieniały klyn, także prąt nazywany [Gulgowski 48 32]. Za takie piorunowe strzałki i boże prątki uważa lud polski różne przedhistoryczne kamienne siekierki, które Mazurzy nazywają piorunowemi klinami [Karłowicz 51 IV 107] i stosują do celów leczniczych. Również lud ropczycki wyobraża sobie, że piorun to wielki ognisty kamień. W innych okolicach Polski twierdzą, że piorun to prątek, który Pan Bóg rzuca z nieba [Biegeleisen 10 241]. Zwykle lud uważa belemnity za takie boże prątki rzucone z nieba lub za strzałki piorunowe.


kult
roślin
Lud kaszubski ożywia całą przyrodę, a więc źródła, jeziora, lasy. Nawet każde drzewo ma duszę [Gulgowski 48 32]. Podobnie lud pińczowski utrzymuje, iż drzewa w lesie mają duszę. Na Śląsku, nim zetną drzewo w lesie, przepraszają je przedtem, gdyż w każdem drzewie cierpi uwięziona dusza, która przez te przeprosiny zostaje wyzwolona [Biegeleisen 9 453]. Szczególnie wielkiego poważania zażywał dąb. Niegdyś każdy wieśniak musiał sadzić dąb dla każdego z członków rodziny dziedzica, bądź z okazji urodzin, ślubu czy śmierci, tak że życie człowieka było związane z życiem tego drzewa [Treichel 87 17—18]. Wogóle niegdyś na Pomorzu czczono święte dęby, jak np. w Szczecinie [59 XVII 20]. Drzewo to wspomina bardzo często pieśń tak kaszubska [Gulgowski 47 89, 118], jak polska [90 X 521; Kolberg 53 XII 140; 59 XV 234, 240 itd.]. Takiem drzewem we wszystkich pieśniach występującem jest także cis, z którego są w pieśniach zarówno polskich jak kaszubskich, sporządzone sprzęty, zwłaszcza skrzynie i wrota.

W opowieściach kaszubskich mamy przykłady metamorfozy ludzi w rośliny. Taki charakter ma podanie o powstaniu nazwy Chmielna. oto dwoje młodych pokochało się, a że nie mogli się pobrać, pomarli ze zmartwienia. Pochowano ich po obu stronach kościoła, a zczasem wyrosły z dwu serc po tej i po tamtej stronie cmentarza dwa chmiele, które w górze nad kościołem się zrosły, a tak od tych dwu chmieli wyrosłych powstała nazwa Chmielno [64 I 70]. Motyw ten, powszechny w całej Europie, nie jest obcy także Polsce [Biegeleisen 9 488—489].
Niektórym roślinom przypisują Kaszubi wogóle cudowne właściwości, szczególnie wtedy, gdy są poświęcane na Matkę Boską Zielną. Między innemi noszą do kościoła piołun, bylicę, rumianek, stokroć i macierzankę [Gulgowski 48 33]. każde z tych ziół można znaleźć także w wiankach z innych okolic Polski [92 VI 226; Fischer 35 164]. Pewne rośliny uchodzą za djabelskie, co nawet uzasadnia zawsze jakaś opowieść. Taką rośliną należącą do djabła jest oset zarówno u Kaszubów [Gulgowski 47 177], jak w Lubelskiem [Pleszczyński 70 154] i u ludu wielickiego [61 IV 110]. Tak samo pokrzywę uważa się za tór djabelski wedle przekonania kaszubskiego [Gulgowski 47 177], lubelskiego [Pleszczyński 70 101] i wielickiego [61 110].

cudowne
właściwości
zwierząt
Zwierzęta dzielą się na dobre i złe, na takie, co przynoszą szczęście lub nieszczęście. Z niektóremi z tych zwierząt łączą się bardzo charakterystyczne wierzenia. Lud polski niechętnie np. wymawia imię wilka w tej obawie, że wymieniając go po imieniu „ściągnie nieproszonego gościa“ [Biegeleisen 9 403]. Podobnie Słowińcy nazywają wilka po zachodzie słońca njespomjinouni [Lorentz 57 1553]. Bociana i jaskółkę uważają na Kaszubach za święte i zabrania się im robić krzywdę. Mięsa tych ptaków jeść nie można [Gulgowski 48 33—34; 66 a III 40]. W Polsce bocian doznaje wielkiej czci, a każdej strzesze, na której się gnieździ, przysparza szczęścia . mięsa bociana jeść nie można [Biegeleisen 9 403]. Także jaskółka cieszy się wielką czcią u naszego ludu.

Wiele przesądów nawiązują Kaszubi do rozmaitych innych ptaków, jak dzięcioł, kukułka, mysikrólik [59 VIII 311] i kura [Gulgowski 47 180]. na uwagę zasługuje, że Słowińcy nazywają koguta także piojoch [Lorentz 57 902], a więc tak jak na zachodniem Mazowszu i w ziemi dobrzyńskiej [75 VIII 88], a nie kur jak zwykle na Kaszubach.

Koty, węże i sowy pozostają na służbie czarownic [Gulgowski 47 181; Biegeleisen 9 418]. Do tych tajemniczych zwierząt należy także nietoperz, którego używa się do zabiegów czarodziejskich, mających na celu wywołanie szczęścia w grze. Podobnie u Kaszubów kret przysparza szczęścia i zdrowia. W Małopolsce stosuje się kreta przy różnych zabiegach, mających na celu ochroną zwierząt domowych przed czarownicami i wogóle darzenie się koni [Biegeleisen 9 415—416].
pojęcia
o anatomji
i fizjologji
Lud polski a więc i kaszubski ma także wiele ciekawych zapatrywań na anatomję i fizjologję, które przeważnie oddziałały na ukształtowanie się całej medycyny ludowej. Szczególne znaczenie w tych przesądach odgrywają części ciała ludzkiego i jego wydzieliny. Tak np. w pierwszym roku życia Kaszubi nie pozwalają czesać dziecka lub obcinać mu paznogci, bo dziecko byłoby nieszczęśliwe. W związku z temi przekonaniami Kaszubi każą ucięte paznogcie nosić w woreczku. Na Mazowszu także przestrzegają, aby dziecku do roku nie obcinać paznogci. Wedle ludu ropczyckiego obciętych paznogci nie można rzucać na ziemię, boby człowiek szukał ich po śmierci, lecz należy włożyć je do zanadrza. Tego rodzaju wyobrażenia posiada także lud nadrabski, wielicki itd. [Biegeleisen 9 32—33].


matematyka
ludowa
Na pewnych szczególnych zasadach opiera się także ludowa matematyka kaszubska. Oto przy obliczaniu należytości za pewną wykonaną pracę używa się do kontroli t. zw. karbów, czyli drewnianych podwójnych deseczek długich na 20 cm. Za każde 10 dni roboczych robi się znak przez oba drewienka, poczem jedno drewienko zachowuje u siebie robotnik, a drugie pracodawca. Kiedy zaś okres pracy skończy się, wtedy na podstawie tych drewienek następuje wzajemne obliczenie [Gulgowski 47 81—82; Lorentz 56 18].

Sama forma obliczenia się jest na Pomorzu bardzo stara, bo dokumenty pomorskie, sięgające roku 1176 i późniejsze [68 III 427], a także polskie źródła historyczne z XIII wieku wspominają o daninie zwanej narzazem, właśnie od znaków rzezanych w drewienkach obliczeniowych, jak tego dowodzi dokument mazowiecki z roku 1295, w którym wyraźnie podkreślono: pro incisione quoquq, quod narzaz dicitur [Balzer 7 41]. Nazwa karby tak w Polsce jak u Kaszubów jest późniejsza, która weszła w miejsce dawnych narzazów. System takich narzazów czy karbów służy w Polsce do podwójnego karbowania, a wówczas listewkę drewnianą przecina się wzdłuż łamanej linji i na takiej potem razem składanej listewce zaznacza się pewien rachunek dotyczący wzajemnego obliczenia. Takie lestewki nazywa się bierkami [Ciszewski 28 III 113—134].

Ale liczba, tak u Kaszubów jak i u Polaków, służy nietylko do rzeczowego obliczenia, ma ona także swą głębszą treść mistyczną. Dlatego liczby trzy i dziewięć mają znaczenie dodatnie, [66a III 349] a inne, zwłaszcza siedem i trzynaście, raczej znaczenie ujemne. To samo dotyczy liczenia czasu, są dnie i godziny złe [Lorentz 56 83] i dobre, szczęśliwe i nieszczęśliwe [Biegeleisen 9 290; Poniatowski 72 288—289].
5. OPOWIEŚCI


podania
o dzwonach
Na tle pięknych okolic i jezior kaszubskich powstała wielka ilość podań. Krążą opowiadania o górach zamkowych w Bytowie, Bielgardzie i Cerekwi, o zapadłych miastach, wsiach i kościołach, o skarbach zaklętych i zatopionych dzwonach. W jeziorze między Modrzewem a Wielkiem Tuchomiem w poranek wielkanocny odzywają się donośnym głosem dwa dzwony kościelne [76 XXII 236]. Lud kaszubski podobnie, jak np. nasz lud na Podkarpaciu, wierzy w siłę nadprzyrodzoną dzwonu i wogóle uważa go jakby za istotę żywą. Dowodzi tego podanie o pogańskiej córce Zuzannie koło Chmielna [76 XXII 238], która wyprosiła u ojca pieniądze na budowę zamku, a w rzeczywistości wybudowała kościół. Gdy ojciec przyjechał i to zobaczył, kazał ją przebić. Przebito ją i wrzucono do jeziora, a wtedy i dzwony poszły za nią w głąb wody, a idąc w wodę dzwoniły imię jej: Zuzanna. Jeden z tych dzwonów wydostano na wierzch. Na Boże Narodzenie pewna dziewczyna wyszła nad wodę i zobaczyła dzwony, jeden chwyciła i wyciągnęła. Gdyby była uchwyciła wielki, toby i inne wyszły za nim, a było ich razem trzy. Tylko jeden mały przyszedł do góry, a gdy wzięli go na wieżę, śpiewał zawsze: Zuzanna, Zuzanna, tak że go przelać musieli. Inne dwa pozostały w wodzie i wołały: „My nieszczęsne, gdyby wielki wzięła, tobyśmy wszystkie wyszły“. Takie wierzenie w życie dzwonów nie jest wyłączną właściwością Kaszubów, ale i naszego Podkarpacia. Np. we wsi Mikluszowicach krąży podanie, że dzwon przez dzwonienie bąm, bąm, Jąn, Jąn zaznaczał, jakie chce mieć miano. Dlatego, gdy go ksiądz nazwał Mikołaj, skoczył z wieży do Raby. Raz, gdy parobek plebański pławił konie w Rabie, dzwon chwycił się końskiego ogona, ale parobek myślał, że to jakieś złe konie do wody ciągnie, zaczął kląć zamiast wzywać imienia Boskiego, a wtedy dzwon urwał się koniom od ogonów, zaśpiewał żałośnie bąm, bąm, ja jes święty Jąn i poszedł z wodą Raby do Wisły, a stamtąd do Chełmna, tam go dopiero wyłowiono i tam już został. W Mikluszowicach zaś ulano nowy dzwon, ale nie dawano mu już innego miana, jak św. Jan, w obawie, aby się nie rozżalił i znów nie poszedł za wodą [59 V 359—360].

Lud nasz uważa dzwon jakby za istotę żywą i ma do swych dzwonów wielkie przywiązanie, czego dowodzi fakt z Sierakowic koło Kartuz, że tamtejsi chłopi zakopali przed Niemcami dzwony, a dopiero po wojnie je odkopali i uroczyście wprowadzili do kościoła [Sobieski 83 233]. Podobne wypadki znane są z innych obszarów Polski. Z tego też powodu kaszubskie opowiadania o dzwonach nawiązują często do Szwedów rabujących dzwony kościelne, które w czasie przejazdu przez jezioro wpadają do głębiny i tam pozostają, jęcząc żałośnie, zwłaszcza w czasie Zielonych Świątek. Nie brak też, podobnie jak w Polsce, licznych opowiadań o zatopionych skarbach, o zaczarowanych zamkach i zaklętych kamieniach.

podania
o madeju
Na obszarze kaszubskim stwierdzono już dawno rozmaite odmianki podania o Madeju. Różnica w tem tylko, że tego zbója nazywają Remjaszem [68 III 608], lub Robinem, a nie Madejem. Dlatego też i znany dwuwiersz, związany z tem podaniem, ma formę o tyle odmienną, że starszy diabeł powiada:

Bierzta a rzutta na Remiaszowe łoże,
Gdze same brzetwe e noże.

W innych odmiankach zbój wogóle żadnej nazwy nie posiada, ale zasadnicze wątki są zupełnie zgodne z odmiankami polskiemi tego podania [90 II 810; Lorentz 58 420, 577, 731; Andrejew 4 18—19]. Jak podanie było popularne, świadczyć może o tem fakt, że polskie opracowanie poetyckie tego wątku stało się na Kaszubach pieśnią ludową [46 1911, 68—70].

baśnie
o charakterze
wędrownym
Prócz tych podań, to jest opowieści związanych z pewną lokalną tradycją lub mających pewien pozór rzeczywistości, krąży na obszarze kaszubskim wiele baśni o charakterze wędrownym. Tak np. opowiadają zarówno Kaszubi jak Słowińcy baśń o siedmiu braciach zmienionych w kruki, jednej siostrze, słońcu, księżycu i wietrze. Baśnie zupełnie podobne opowiada lud śląski, poznański, a w mało różnych odmianach znane są one i na innych terenach [Bolte-Polivka 14 I 230]. Kaszubska baśń o królewiczu zaklętym w żabę [Bolte-Polivka 14 I 6] powtarza się w wersji zupełnie identycznej w Józwowie w Lubelskiem [90 VII 157—159]. Baśń o Jasiu i Małgosi, zabłąkanych w lesie przy zbieraniu jagód, spotyka się w formach bardzo zbliżonych na Kaszubach i w Krakowskiem [Bolte-Polivka 14 I 118—1919]. Motyw pozyskania królewny na żonę przez odgadnięcie zagadek, względnie wogóle przez żartobliwe przegadanie kogoś, spotyka się zarówno w opowieści kaszubskiej, jak rzeszowskiej [Bolte-Polivka 14 I 202]. Teksty opowieści o prześladowaniu chłopaka przez jego przyszłego teścia ze względu na związaną z dzieckiem przepowiednię są zupełnie identyczne na Kaszubach i w puszczy sandomierskiej [Bolte-Polivka 14 I 285]. Także cudowna baśń o stoliczku samonakrywającym się, baranku złotodajnym i kiju-samobiju, tak bardzo rozpowszechniona w całej Polsce, znana jest również na Kaszubach [Bolte-Polivka 14 I 357]. Kaszubska baśń o głupim, co nie znał strachu i koniecznie chciał go poznać [46 I 44—47], posiada liczne analogje w Krakowskiem koło Wadowic i Nowego Sącza [Bolte-Polivka 14 I 34]. W Rozłazinie w pow. lęborskim opowiada lud kaszubski o chłopie, który śmierć zaprosił w kumy, a ona za to go nauczyła sztuki leczenia [76 XXII 240]. Śmierć jako kuma znana jest także w wierzeniach ludu krakowskiego [90 VIII 100]. Niekiedy te opowieści mają charakter humorystyczny i satyryczny, jak np. opowieść o żołnierzu i żydzie, który musiał się z żołnierzem pieniędzmi podzielić, a nawet w zupełności go wyekwipować 46 I 12—15]; powiastka ta znana w rozmaitych odmiankach w Małopolsce zachodniej i w Nowosądeckiem [Bolte-Polivka 14 I 66—67]. Inna opowieść słowińska wyśmiewa nienasycone życzenia kobiety [Bolte-Polivka 14 I 146], które są przedmiotem podobnej anegdotki w Łukówcu mazowieckim [92 VIII 308]. Wreszcie również wiele pierwiastków satyrycznych posiada opowieść o odaważnym szewcu, który sto much zabił odrazu, a tak się potem zręcznie tym czynem chwalił, że wzbudzał ogólny lęk, dzięki któremu też zdobył w życiu wiele powodzenia. Powiastka ta znana jest Kaszubom, Słowińcom i Małopolsce zachodniej [Bolte-Polivka 14 I 158].


bajki
i legendy
Oprócz baśni rozmaitego rodzaju, a więc tak fantastycznych, jak nowelistycznych, istnieje też baśń zwierzęca, a raczej już właściwie bajki o wilku i lisie, lisie i zającu, wilku i kozie, o wilku zrzucającym dla lisa ryby z wozu, oraz o rozmaitych innych podstępach lisa [Bolte-Polivka 14 II 110, 114, 118].

Nie brak też legend o niektórych Świętych i o wędrówkach Pana Jezusa po świecie, zwłaszcza ze św. Piotrem. Niektórzy święci cieszą się szczególnym kultem wśród rybaków kaszubskich, jak np. św. Antoni [74 1889, 383]. Ciekawa jest legenda o św. Krzysztofie z okolic Rumji [Stelmachowska 84 228]. Podobne legendarne opowieści spotyka się w zbiorach polskich [Grajnert 44].
Wreszcie bardzo częste są w Polsce opowieści o naiwności sąsiedzkiej, które mają charakter wędrowny i stosowane są raz do Helu lub Pucka, raz do Pacanowa, Kulikowa czy Osieku [Nadmorski 65 33].

6. PIEŚNI


W pieśniach kaszubskich można znaleźć wszystkie motywy znane na innych terenach Polski. Dotąd mało na to zwracano uwagi, a nawet mylnie przypuszczano, że pieśń kaszubska jest bardzo uboga.
pieśni
pobożne
Wśród pieśni związanych z obrzędami rodzinnemi, względnie mało w stosunku do Polski zachowało się pieśni weselnych. Natomiast rybacy bardzo chętnie śpiewają pieśni pobożne, czyto przy wiązaniu sieci, czy płynąc na morzu, czy w domu, czy w kościele [74 1889, 382]. Niegdyś śpiewano np., nawet w kościele, pieśń [76 XXII 241]:

Duszka z cala wjelecala,
Zány rade se ne dzala,
Doczal jej sa janiól z nieba,
O witejże grzeszna doszko,
Chwatej sie sa moich krzidel
Pobieżyszma do raja, i t. d.

Pieśń ta znajduje się już w XV wieku w rękopisie wrocławskim „Skargi umierającego“ i zaczyna się zupełnie analogicznie:

Dusza z ciała wyleciała,
Na zielonej łące stała,
Stawszy silno zapłakała.

Dopiero św. Piotr ratuje ją i wiedzie do „rajskiego, do królestwa niebieskiego“ [Wierczyński 89 93]. Pieśń tę śpiewają do dziś dziady w czasie pogrzebu lub stypy [Bystroń 18 133], zwykle w formie:

Wyleciała dusza z ciała
Nie wiedziała, gdzie paść miała,
Padła na zielonej łące,
Krzyczy, płacze, składa ręce i t. d.

Rozmaite odmiany tej pieśni znane są więc na Kaszubach, w Łęczyckiem, na Mazowszu, na Podlasiu, w Międzyrzeckiem, u ludu nadrabskiego, w Kieleckiem, Kaliskiem i Lubelskiem [Fischer 38 216—217].

ballady
Pieśni obrzędowe, o ile jeszcze istnieją, zostały zaznaczone przy omawianiu obrzędów dorocznych. W przeciwieństwie do pieśni obrzędowych, których naogół zachowało się na Kaszubach niewiele, wcale znaczna jest ilość pieśni powszechnych, to znaczy takich, które mogą być śpiewane przez kogokolwiek, kiedykolwiek i gdziekolwiek. Niektóre z tych pieśni mają charakter balladowy. Tak np. znajdują się w pieśniach kaszubskich resztki wątku o kochankach mieszkających na przeciwległych brzegach rzeki (Hero i Leander), o kochanku, który płynie co noc do kochanki, aż wreszcie tonie, a i ona sobie życie odbiera. Jedna z tych pieśni kaszubskich [Lorentz 58 809] zawiera parę następujących zwrotek:

Uej żeglarze, żeglo że calou nocką pue muerze,
Jegże jo mom żeglovac, cze natchuedzi cemno noc?
Zapol swieczkę, albue dwie, przeżeglo że tu do mje.

Podobnie powiada pieśń mazowiecka [Bystroń 16 81]:

I ujrzała żeglarza,
Co żegluje do morza,
Zapal świece albo dwie,
Bo żeglarczyk utonie.

Już J. Patock wykazał, że ta kaszubska piosenka znana jest w całej Polsce — od Bałtyku po Karpaty [46 VIII 16-22].
Inny fragment tego balladowego motywu podaje pieśń z powiatu puckiego [Lorentz 58 815—816]:

Przisnilo są Anuli w komorze leżonci
że widziala Jaszunka po morzu plinonci
Ach ribaci, ribaci, dla Boga żiwego,
nie widzelisce wi tam Jaszulinka mego?
Mi widzieli, widzieli, ale nieżywego
postrot morza plinonci mieczem przebitego.
Wiskoczila Anula z okna wisokego
A wirwala ostri miecz z cala Jaszkowego.
Wirwala go wirwala, sama są przebila,
swoje mile serduszko na wodą puscila.

A oto odmianka krakowska [Bystroń 18 37] tej pieśni:

Śniło się Marysi na łóżku leżącej,
Że jej Jasio utonął przez morze płynący,
Rybacy, rybacy, przez Boga żywego,
Czyście nie widzieli Jasinka mojego?
Widzieli, widzieli, ale nieżywego,
W środku morza płynącego, mieczem przebitego.
Skoczyła Marysia z brzegu wysokiego
I wyrwała miecz ostry z boku Jasiowego.
Wyrwała, wyrwała i w siebie go wbiła.

Wiele poezji zawiera także pieśń kaszubska [Lorentz 56 119] o ułanie, który ratował tonącą dziewczynę i sam przytem utonął, a potem wiernemu koniowi poleca:

Nie powiadaj ojcu, matce,
że ja ci utonął
Le ty rzeczy ojcu matce
że ja się ożenił!

Zupełnie podobne są pieśni polskie [Bystroń 18 43] z identycznem wezwaniem do konia:

Nie powiadaj że nikomu, żem ja utonął,
Ale powiedz wierny koniu, żem się ożenił.


pieśni
miłosne
i tragiczne
Nie brak też pieśni miłosnych i zalotnych. Tak znana jest na Kaszubach pieśń, że dziewczyna uciekająca przed zalotami chłopca grozi przemianą w rybkę i inne postaci, on przemienia się również, by ją pochwycić, aż wreszcie ulega zniewolona jego stałością [Nadmorski 65 157]. Pieśń ta zaczyna się od słów: „Będę jo jeźdzeł we dnie i w noce itd.“ a polskie odmianki są zupełnie identyczne [Bystroń 18 48].

W innej pieśni kaszubskiej (Nadmorski 65 155) kochanek porzuca dziewczynę, gdyż:

Wczoraj byłem pod łeczenkiem twojem,
A tes miała inszego...

Piosenka ta, znana powszechnie w Polsce [Bystroń 18 52], zaczyna się od słów:

Kiedym ja szedł od mojej dziewczyny,
Miesiąc świecił wysoko i t. d.

Również rozdźwiękiem między kochankami kończy się piosenka z okolicy Kartuz [Nadmorski 65 101]:

W polu ogródeczek, w polu malowany
A któż go wemalował, mój Jaszek kochany i t. d.

Podobnie zaczynają się rozmaite pieśni polskie [Gloger 41 92]:

W polu ogródeczek, w polu malowany i t. d.

Bardziej refleksyjny charakter ma piosenka z Wdzydz, w powiecie kościerskim [Lorentz 58 819; 66a III 221; Lorentz 56 116] o kochankach wędrujących i śpiących w ciemnym lesie. Zaczyna się od słów:

Zielona łączka, modry kwiat,
Wędrujże dziewczę ze mną w świat.
Jakże mam z tobą wędrować?
Będą się ludzie dziwować.

W Polsce śpiewa się tekst prawie zupełnie taki sam [Gloger 41 198]. Następnie jest wiele pieśni z motywem powracającego kochanka po długich latach nieobecności i zastającego swą ukochaną idącą do ślubu. Wersja kaszubska [Nadmorski 65 157] zaczyna się od słów:

Lej te ptoszku, skowroneczku, wesoko letosz,
Powiedz ze mnie nowineczkę, gdzie se łebrocosz.
Powiem jo ce nowineczkę, ale nie dobrą,
Że z tą twoją najmilejszą do slebu jadą.

Polskie odmianki [Gloger 41 142] mają zwykle następujący początek:

A ty ptaszku, krogulaszku, wysoko latasz, wysoko latasz,
Powiedzże mi nowineczkę, gdzie się obracasz, gdzie się obracasz?
Powiem ci ja nowineczkę, ale nie dobrą, ale nie dobrą,
Że już z twoją najmilejszą do ślubu wiodą, do ślubu wiodą.

Tragiczny charakter ma pieśń o Jasiu, mordercy Anusi, której śmierć mści potem jej brat. W Chwaszczynie, w powiecie wejherowskim [Lorentz 58 816] pieśń ta zaczyna się od słów:

Przijachau Jaszinjek z daleki kraini,
Namówiu Anulą do swoji rodzini.

Odmianki polskie [Gloger 41 213] są z kaszubską jak najzupełniej zgodne, różnią się jedynie jak zwykle tem, że polska Marysia czy Kasia zmienia się na kaszubską Anulę

śpiewki
humorystycz-
ne
Wśród pieśni kaszubskich nie brak także śpiewek o charakterze komicznym. Znane jest więc ptasze wesele, które w powiecie puckim [Nadmorski 65 152] ma następującą formę:

Łoeżenieł se wróbel z kawką,
Cztery mile za Warszawką,
Wszetkoe ptóstwoe póprószele,
A łoe sowie zabóczele itd.

Podobnie śpiewa lud w Poznańskiem [Karłowicz 51 II 325] i w Krakowskiem [Kolberg 53 VI 215], jak o tem może świadczyć choćby pierwsza zwrotka:

Z tamtej strony za Warszawą
Ożenił się wróbel z kawą,
Wsyćkich ptasków zaprosili
A o sowie zabacyli itd.

Znana jest także na Kaszubach piosenka [Nadmorski 65 158] o komarze „co z dęba spadł, potłukł sobie mocno gnat, potłukł sobie golenie, ło dębowe korzenie i t. d.“ zupełnie podobnie jak w Polsce [Bystroń 18 55].

Również komiczny charakter ma następująca kaszubska [Cenôva 23 105] kołysanka:

Poszła njevjasta s kuroszkę do mjasta,
Bo ji njechcił reno pjôc.
Zapjeł ji na drodze, wuceszyła sę srodze,
Pój kurósku do domu pjôc.

Motyw ten znajduje się już w zbiorze polskich „Pieśni i tańców“ z roku 1614 [59 XXIII 117], a potem w pieśniach ludowych w Łęczyckiem, na Górnym Śląsku, wreszcie w ziemi malborskiej [Łęga 60 157].
Charakter komiczny posiadała również piosenka z Izbicy [76 XXII 236]:

Tanca ryba z rekom,
Zelena pietraszka z pesternekom
Cebulka sa ne modze dzeujewa
Jak zelena pietraszka tancowac mojegła.

Piosenka ta znana także w ziemi malborskiej [Łęga 60 156] oraz w Małopolsce zachodniej, gdzie ma następującą formę [59 III 159, V 358, VI 154]:

Tańcowała ryba z rakiem
A pietruszka z pasternakiem
Cebula się dziwowała
Że pietruszka z pasternakiem tańcowała.

Charakter satyryczny ma również pieść wyśmiewająca drobną szlachtę kaszubską [Bystroń 18 60—61] w następujących wierszach:

Co się stało przed laty, był jeden Kaszeba bogaty,
Łuskały się na nim prześliczne szaty,
Koszuleczka muszlinowa, kształtem drelichowa
Dratwami szeto itd.

Pieśń ta opiera się w zupełności na podobnej piosence o Mazurach:

A jestem ci ja Mazur bogaty,
Błyszczą się na mnie prześliczne szaty,
Koszuleczka dreliszkowa,
Taka niby batystowa,
Dratwami szyta itd.

Pełna komizmu jest także pieśń o tabace, która była dla ludu kaszubskiego czemś bardzo pożądanem [66a II 300]. Piosenka ta była znana także w Wielkopolsce, w Lubelskiem i w ziemi malborskiej [Łęga 60 154—155].


pieśni
żołnierskie
i historyczne
Nie brak też na Kaszubach śladów dawnych pieśni żołnierskich. Szczególnie znana jest druga część pieśni o żołnierzu tułaczu, zawierająca motyw żołnierza, którego siostry żegnają przy odjeździe [Nadmorski 65 156]:

W kotłe, bębne uderzeli, na łejenke nakazeli,
Jeche bem je na łejenkę, be mnie kto konika łebsodłał
Starsze sestra usłyszała, konika mu łebsodłała.
A te dregie weprowedze, a te trzece miecz podaje.

Inne polskie odmiany [Bystroń 18 75] mają brzmienie prawie takie same:

W bębny kotły zabębnili
Na wojenkę zatrąbili
Starsza siostra konia dała,
Sama mu go osiodłała itd.

Rzecz znamienna, że nawet tak rzadkie polskie śpiewki historyczne znalazły swoje echo na Kaszubach [Bystroń 18 100]. Niewątpliwie ułamkiem jakiegoś śpiewu obozowego jest śpiewka:

Wu Koscuszki dobre żece,
Bo dal talot na przepice!


nawiązania
do legend
Wreszcie znane są pieśni kaszubskie, które nawiązują do różnych dawnych legend. Taki charakter mają pieśni o dziewczynie i przewoźniku, pod których dzisiejszą powłoką kryje się legenda o św. Marji Egipcjance. Pieśni te mają rozprzestrzenienie ogólnopolskie [59 XXII 63—71].

Legendarny charakter ma pieśń kaszubska [Lorentz 58 810] o Panu Jezusie, co spotkał dziewczynę przy studni, prosił o wodę, przejrzał jej grzechy i wezwał do pokuty. Dziewczyna tak się długo spowiadała, aż się prochem rozsypała, a wreszcie:

Same zwone zazwonile a chorągwie poruszile,
Woltorze se odslonile, swjatlo swjece zapalilo.

Wśród polskich pieśni dziadowskich pieśń ta również jest dość powszechna [Gloger 41 241].
Powyższy przegląd najbardziej typowych pieśni świadczy, że naogół Lubelskie, Krakowskie, Wielkopolska, Kujawy, Kociewie i Kaszuby nie wiele różnią się pieśniami między sobą, a niektóre z tych śpiewek płyną jakby z flisakami od Śląska do Gdańska.

7. PRZYSŁOWIA I ZAGADKI


Na przysłowia kaszubskie zwrócił uwagę w roku 1847 pierwszy A. Mosbach, który na podstawie informacyj Florjana Ceynowy w swej pracy p. t. „Wiadomość o Kaszubach“ (Rkp. Ossol. 2247) podał kilkadziesiąt przysłowi i przypowiastek. Drukiem ogłosił przysłowia kaszubskie pierwszy K. Wł. Wójcicki w roku 1856 również na podstawie zbiorów Ceynowy, aż wreszcie już sam Ceynowa w roku 1866 ogłosił kaszubskie przysłowia w wydawnictwie p. t. „Skorb Kaszebsko-slovjnskje move“.
Przysłowia kaszubskie są przeważnie podobne nietylko do polskich, ale wogóle do europejskich. Niektóre jednak mają charakter lokalny, o ile np. łączą się z pewnemi obrzędami kaszubskiemi. Taki regjonalny typ posiada powiedzenie kaszubskie: sprawieł won mu dégus, które nawiązuje do znanego zwyczaju oblewania się w poniedziałek wielkanocny [Bystroń 20 137—138]. Natomiast zarówno w polskich, jak kaszubskich przysłowiach odgrywa znaczną rolę Gdańsk, czyto przez swe bogactwo, lub dobrą wódkę, lub przez strojność swych mieszczek, czy wreszcie przez zbytnią wymowę Gdańszczanek, wyrażoną w kaszubskiem przysłowiu, że jemu tak gęba lata, jak gdański babie. Ze starym klasztorem Cystersów w Oliwie pod Gdańskiem łączy się powiedzenie: „Bodajeś nie miał chleba inszego, jak w Oliwie“, nawiązując do legendy o chlebie, który cudownie zmienił się w kamień, gdyż właściciel jego nie chciał się podzielić z głodną kobietą.
Rozmaite inne przysłowia kaszubskie, jak: robota nje je zając; panskie oko konia tuczy; gdzie nie dasz grosza, tam nie tkaj nosa; człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi; żyje jak pączek w maśle, itd. [Lorentz 56 112] można wszystkie znaleźć w zbiorach polskich przysłowi.

wskazania
gospodarcze
w przysło-
wiach
Pod względem formalnym zbliżają się do przysłowi krótkie wierszowane przepowiednie pogody i rady gospodarcze. Już Mosbach podał, że Święty Michał wrota rozpicho (Rkp. Ossol. 2247). W powiecie morskim powiadają, że „św. Michał granice pospychał“ [Stelmachowska 84 188]. Zupełnie podobne jest polskie powiedzenie, że „św. Michał wiechy pospychał“ [Gloger 43 364]. Również już w Rkp. Ossol. z roku 1847 znajduje się przysłowie, że na św. Wawrzyniec trzeba z koesą w żeto przync; także dziś na Pomorzu istnieje przysłowie, że Wawrzync każe w żeto przync [Stelmachowska 84 182]. W związku ze św. Wawrzyńcem istnieje jeszcze wiele innych powiedzeń gospodarczych w całej Polsce [Gloger 43 351]. Wogóle cały kalendarz gospodarczy kaszubski w niczem się od polskiego nie różni.

Prócz takich wskazań gospodarczych, związanych z pewnemi specjalnemi dniami kalendarzowemi, znajdują się także ogólne rymowane przepisy gospodarcze. Tak np. w związku z sianiem grochu powiadają Kaszubi w powiecie kartuskim: „chto groch sieje w marcu, ten go gotuje w garcu, chto groch sieje w maju, ten go gotuje w jaju“ [94 IV 358]. Podobne powiedzenie znane jest w Osieku, w powiecie starogardzkim, a także w powiecie grudziądzkim i wąbrzeskim [Stelmachowska 84 117]. Zupełnie tak samo mówią w Jasielskiem: „Kto sieje groch w marcu, będzie go zbierał w garncu, a kto w maju, będzie go zbierał w jaju“ [Sarna 77 37]. Przykładów takich analogji możnaby przytoczyć wiele.

zagadki
Bardzo ulubione są także wśród ludu kaszubskiego zagadki. Częsta jest forma zagadki, która polega na wymienianiu rozmaitych właściwości jakiejś rzeczy, jakby szło o żywą istotę.

Zagadka kaszubska z Wdzydz mówi o cebuli: Maluscy, okrągluscy, jak kto ruszi, płakać musi [Gulgowski 47 132]. Podobne są inne polskie zagadki, np. z ziemi malborskiej: „Idzie chłop z Rusi, ma sto kożuchy, a kto go poruszy, płakać musi“ [Łęga 60 208]. Zagadka ta znana także w Małopolsce i Siedleckiem [92 VII 81, XVII 207; 61 IV 211].
O skrzypcach powiada kaszubska zagadka: W lese rosło, lesty miało, przyszło do dom zaspiewało [Gulgowski 48 102]. W odmiance górali beskidowych zagadka ta brzmi: „W lesie było, liście miało, przyszło do wsi, zabecało“ [92 VII 91]. Zupełnie podobne są małopolskie zagadki o basach [92 XVII 206].
Albo też ma ta zagadka charakter obrazu pełnego przenośni. Np. o życie mówią Kaszubi: Czerwone se narodziło, zelone se nachodzyło, biołe było scante i do grobu wzante [Gulgowski 48 102]. Zupełnie taką amą zagadkę zna lud w powiecie radzyńskim: „W cerwieni się narodziło, w zieleni się nachodziło, a w bieleni sciente i do grobu wziente“ [61 IV 215].
Równie pomysłowa jest zagadka o makówce: Rosnie róża wposród morza, a mogę przysąc, że ma tysąc [Gulgowski 48 102]. Podobne zagadki znane są w ziemi malborskiej [Łęga 60 209] i w Małopolsce [92 XVII 224—225].
O rzeszocie mówi zagadka kaszubska: W lese scante, w domu zjatne, w stodole se nalegało, po klepisku nabiegało [Gulgowski 48 102]. Również rzeszota dotyczy podobna zagadka z ziemi malborskiej [Łęga 60 208], a natomiast sita w powiecie radzyńskim [61 IV 214] i w Małopolsce [92 XVII 240].
Charakter przenośni ma także zagadka o grzmocie: Reczi wół za sto gór, za tesąc jezor [Lorentz 56 112]. Na innych obszarach Polski zagadka ta znana w formie zupełnie podobnej [92 XVII 215].
Wogóle do wszystkich zagadek i łamigłówek kaszubskich można przytoczyć polskie odmianki prawie dosłownie się powtarzające. Nieraz można zauważyć to nawet w rozmaitych dowcipnych rymach, jakkolwiek ten rodzaj drobnej twórczości ludowej posiada charakter bardziej lokalny.

8. WIDOWISKA DRAMATYCZNE


szopki
i maszkary
Na obszarze kaszubskim widowiska skupiają się w okresie Bożego Narodzenia. W formie szczególnie charakterystycznej zaznacza się to w powiecie kartuskim [Stelmachowska 84 48—49]. Chłopcy chodzą w maskach i przebraniach zwierzęcych, za kozły, konie, barany, niedźwiedzie i odwiedzają gospodarstwa ze śpiewami kolendowemi. Prócz tego chodzą gwiazdory t. j. chłopcy przebrani w białe prześcieradła, przepasane sznurem a towarzyszą im maszkary, np. baba, dziad, djabeł. W innych miejscowościach chodzą gwiazdki, owinięte od stóp do szyi kręconemi powrósłami. Również im towarzyszy zgraja dziwnych postaci, jak baba, „strech“, kominiarz, żandarm pruski, kozioł skaczący, niedźwiedź wydający groźne pomruki i klekocący bocian [Stelmachowska 84 49]. W powiecie morskim chłopcy chodzą z szopką, śpiewając kolendy, a do nich dołączają się rozmaite maszkary. W niektórych okolicach kaszubskich widowiska te odbywają się także w wilję Nowego Roku. Również w okresie od Nowego Roku do Święta Trzech Króli chłopcy chodzą z szopką lub t. zw. Herodami, z muzyką, śpiewem, kolendami i dają całe przedstawienia. Chłopcy chodzą też z gwiazdą jako „Trzej Królowie“ i śpiewają kolendy [Stelmachowska 84 78—79].

Tak więc na obszarze kaszubskim, podobnie jak w Polsce, widowiska dramatyczne szczególnie częste są w okresie świąt Bożego Narodzenia, przyczem spotyka się tu wszelkiego rodzaju widowiska, jakie znamy z innych obszarów Polski. Istnieje więc i teatrzyk obnośny ze sceną Bożego Narodzenia i figurkami, zwany szopką, chodzą też tak zwane Herody czyli jakby trupa aktorska, która odgrywa niby teatralną manierą resztki dawnych misterjów. Z temi widowiskami o charakterze kościelnym, podobnie jak w Polsce, łączą się maszkary zwierzęce, znane u nas jako chodzenie z koniem, turoniem czy niedźwiedziem. Nadto, tak jak w całej Polsce, chodzą chłopcy z gwiazdą [Fischer 35 189—190].
Maszkary chodzą na Kaszubach także w okresie zapustnym, co można zauważyć i na innych obszarach polskich. Pewien charakter widowiska ma degus urządzany w drugie święto Wielkanocy, kiedy to chłopcy chodzą po domach, biją domowników rózgami wierzbowemi. Niekiedy do tej czynności przebierają się za dziady i cyganów [Stelmahcowska 84 127].

ścinanie
kani
Widowiskiem specjalnie kaszubskiem jest ścinanie kani, odprawiane niegdyś w niektórych wioskach powiatu wejherowskiego w dzień św. Jana [64 II 52—56]. Należy podkreślić, że A. Mosbach już w roku 1847 (RKP. Ossol. 2247) podał bardzo dokładny opis tego widowiska na podstawie informacyj Fl. Ceynowy.


9. SZTUKA LUDOWA


Ziemia kaszubska, mimo swego ubóstwa, posiada wiele objawów sztuki ludowej. Zamiłowania artystyczne ludu zaznaczają się w budownictwie, szczególnie w ozdobach nadszczytowych i podcieniach. Ozdoby nadszczytowe zarówno te, które nazywa się pazdurami, jak i o kształcie śparogów, odznaczają się rozmaitością i pomysłowością, która jednak w niczem nie wybiega poza analogiczne objawy tej sztuki na innych obszarach Polski. To samo można powiedzieć o profilach słupów w kaszubskich domach podcieniowych.

malowidła
na drzewie
i szkle
O ile jednak naogół chata kaszubska nazewnątrz była ozdobiona dość skromnie, wewnątrz odznaczała się niegdyś wielką barwnością. Każdą chatę zdobiły barwnie malowane skrzynie, szlabany, szelbiągi, krzesła, kołyski, szafy. Sprzęty malowano przeważnie w tonie niebieskim, mniej zielonym. Zwłaszcza rybacy mieli specjalne zamiłowanie do barwy niebieskiej i dlatego przeważa tutaj ten kolor nieba i morza zarówno w izbie, jak kapliczce, jak w stroju. W motywach zdobniczych można zauważyć przewagę wątków roślinnych, szczególnie tulipanów, serc i róż. Zarówno forma tych sprzętów, jak ich barwa i ornamentyka w niczem nie różni się od sprzętów wielkopolskich, kujawskich, a nawet łowickich i krakowskich [Seweryn 80 32].
Jeszcze w połowie ubiegłego stulecia zdobiły chatę kaszubską malowanki wykonywane wprost na bielonej ścianie. Na podstawie różnych wzmianek można przypuścić, że Kaszubi malowali dawniej modrą farbą obrazy i kwiatowe ornamenty wprost na bielonej ścianie domu [Gulgowski 47 44]. Był to więc zwyczaj zupełnie analogiczny do tego, jaki spotykamy na prawym brzegu Wisły, poniżej Krakowa, w powiecie dąbrowskim. O ile te malowidła w izbie kaszubskiej zaginęły dawno już bezpowrotnie, znacznie dłużej trwały obrazy na szkle. Na wszystkich ścianach skośnie zawieszone, ogólnopolskim zwyczajem pod pułapem, tworzyły dookolną galerję głównej izby. Za te obrazy, tak jak w każdej izbie polskiego chłopa, były poutykane rozmaite zioła poświęcone na matkę Boską Zielną [Seweryn 78]. O ile można sądzić na podstawie zachowanych obrazków kaszubskich, miały one na szkle podlepione drzeworyty, cięte prymitywnym kozikiem i odciskane niezbyt czystym przyrządem. Drzeworyty te posiadają najlepiej tłoczone twarze, bo kontury ich nie podkreślane farbą, miały tłumaczyć właściwą treść obrazu. Zwykle drzeworyty wycinano śladem konturu popiersia świętego i takie wycinki nalepiano klejem na szkło, aby uzyskać więcej wolnego pola na odręczne ornamentacje kwiatowe: tulipany i róże [Seweryn 78]. Kaszubskie obrazy na szkle nie posiadają żadnych wyraźnych znamion, odróżniających je od analogicznej produkcji innych ziem Polski, owszem wykazują dużo pokrewieństwa z góralskiemi malowidłami, zwłaszcza w budowie, typie i zastosowaniu ornamentu. Szczególnie zaś dla polskich obrazów na szkle (Orawa, Podhale, Pokucie, Wołyń, Kaszubi) znamienne jest sporządzanie obrazu przy pomocy podkładania pod szkło ryciny, lub wycinka drzeworytu ludowego, czego nie spotykamy w innych ośrodkach tego rodzaju sztuki ludowej [Seweryn 69 XXX 148].

Pułap izby kaszubskiej przystrajały niegdyś gołąbki (ryc. 18 a), które są tak charakterystyczne dla izby polskiej, a w kształcie szczególnie zbliżonym występują w izbie huculskiej (ryc. 18 b). Dekorację izby uzupełniały wreszcie miski swojskiego wyrobu, oraz zagraniczne talerze, ustawiane na policach i szelbiągach, forma również całej Polsce właściwa.

rzeźby
O znacznem poczuciu artystycznem ludu kaszubskiego świadczą także pięknie w drzewie rzeźbione przydrożne figury, które tak kształtem swym jak nawet nazwą boża męka wiążą się jak najściślej z podobnemi wytworami polskiej sztuki ludowej.


hafty
świeckie
i kościelne
Wreszcie wyraża się kaszubska sztuka ludowa także w związku z odzieżą. Opisy odzieży kaszubskiej z końca XVIII wieku pouczają nas o pięknie tego stroju, a zarazem o tem, że już wtedy Kaszubki nosiły koszule o wyszywanych rękawach [76 XXII 230]. Haft ten był barwny i zwał się po słowińsku rąpk [Lorentz 57 933]. Takie hafty, zwłaszcza na naramiączku koszuli, są, jak wiadomo, czemś najbardziej charakterystycznem w stroju ludowym polskim i wogóle w słowiańskim. Ale sztuka hafciarska niegdyś była bardzo rozwinięta na Kaszubach. „Głównemi warsztatami sztuki hafciarskiej były klasztory żeńskie, zwłaszcza panien Norbertanek w Żukowie w powiecie kartuskim, oraz Benedyktynek w Żarnowcu w powiecie morskim. Zakonnice wykonywały robótki kosztowne i delikatne, głównie dla paramentów kościelnych i kształciły w tym kierunku córki szlacheckie. Oba klasztory przechowują też wiele dawnych bogatych haftów. W klasztorze w Żarnowcu znajdują się liczne antypendja roboty aplikacyjnej, oraz kobierce o dobrze skomponowanych wzorach. Gdy w roku 1922 przedstawiono te paramenty na wystawie sprzętu kościelnego w Toruniu, wtedy stwierdzono, że w haftach tych zastosowano umiejętnie wzory kaszubskiego zdobnictwa ludowego“ [Makowski 62 207—208]. Klasztory pomorskie nietylko przyczyniały się do rozwoju hafciarstwa kościelnego, ale stąd też prawdopodobnie wyszły także wspaniałe kaszubskie czepce t. zw. złotogłowie, haftowane złotemi lub srebrnemi nićmi na aksamicie lub jedwabiu, które mimo motywów włoskich, francuskich i tureckich posiadają charakter wybitnie ludowy. I także te czepce wraz z całą ludową sztuką kaszubską świadczą, że „modry kraj“ był ściśle związany z kulturą reszty Polski. Jak kaszubskie obrazy na szkle są bratniemi tworami podhalańskich obrazków, jak malowane skrzynie i szelbiągi zbliżają się zupełnie do krakowskich, tak złotogłowie kaszubskie, zarówno pod względem kształtu jak i zdobnictwa, przynależy do typu krakowskich czepców z tem zastrzeżeniem, że typem pośrednim między pierwszemi a drugiemi są czepce wielkopolskie, kujawskie, warmińskie i chełmińskie [Seweryn 79; Seweryn 59 XXVIII 17—39].


pisanki
Polskość kaszubskiej sztuki ludowej potwierdzają także pisanki. W powiecie morskim malują jajka szczególnie na czerwono i niebiesko. Niekiedy malują i zwierzęta, ale w północnych powiatach Pomorza przeważają malowidła o motywach kaszubskich. Typowe malowanie jaj jest jednobarwne, ale te jajka malowane nie służą do święconki, lecz tylko dzieci bawią się niemi, szukając ich w podwórzu czy w ogrodzie, gdzie rodzice je dla nich chowają [Stelmachowska 84 123]. W powiecie kartuskim kolorowo malowanych jajek używa się do zabaw dziecinnych, a także ustawia się je na stole wraz z całą święconką [Stelmachowska 84 126]. Bardzo ciekawy jest zwyczaj z Pępowa, w Kartuskiem, gdzie jako wykupne od dyngusa służą najczęściej jaja malowane [Stelmachowska 84 127]. Z jakim starym polskim zwyczajem mamy tu do czynienia, mogą poświadczyć Statuta provincialia z pierwszej ćwierci XV wieku, w których odnośnie do Wielkanocy mamy zakaz: prohibeatis, ne feria secunda et tertia post festum Pasche masculi feminsas et feminae masculos presumant pro ovis et aliis muneribus depactare vulgariter dingowacz. Jak widzimy, mimo tego zakazu, ten stary zwyczaj przetrwał w Kartuskiem, jak i na niektórych innych polskich obszarach po dnie dzisiejsze.


10. MUZYKA


Ludowa muzyka kaszubska nie była dotąd jeszcze przedmiotem prawdziwie naukowych poszukiwań, względnie wyniki badań nie zostały ogłoszone, dlatego nie można w tej chwili ustalić pokrewieństwa melodyj kaszubskich i polskich. Istnieje ono niewątpliwie tak ze względu na takie samo podłoże etniczne, jak z powodu wielkiego zainteresowania dla polskiej pieśni ludowej Gdańszczan, którzy skrzętnie wpisywali w swe lutniowe zbiorki polskie pieśni ludowe, polskie tańce, a później także polonezy [Chybiński 26].

instrumenty
muzyczne
Instrumentami muzycznemi najczęściej używanemi na Kaszubach są: bas, skrzypce, klarnet, flet i trąba. Ale nie brak też instrumentów bardziej prymitywnych, zwłaszcza różnych piszczałek, dziś oczywiście używanych jako zabawek; taka piszczałka z gałęzi obdartej z kory, nazywała się dawniej na Kaszubach fertawka [68 III 382]. Na uwagę zasługuje, że grzechotka używana przez sołtysa na Kurpiach do zwoływania zebrań gromadzkich, zowie się fertaczka [90 I 152], natomiast Słowińcy mówią na określenie takiej klekotki podobnie jak w Polsce grziechotka [Lorentz 57 309].

Pasterze kaszubscy trąbili dawniej na rogach lub na tak zwanych bozunach, wyrabianych z drzewa olszowego lub brzozowego [64 II 96—98]. Mimo że ten instrument nazywa się bozuna [Lorentz 57 19] niewątpliwie z niemieckiego Posaune, to jednak forma jego przypomina bardzo polską ligawkę, występującą szczególnie na obszarze Polski północno-wschodniej [Karłowicz 51 III 36]. W związku z pasterstwem kaszubskiem godzi się też podkreślić, że dawniej istniał tu dzwonek drewniany, zwany kleczka. Była to klekotka drewniana o trzech sercach, zawieszana na szyi bydłu pasącemu się w lesie [68 III 400]. Wiadomo zaś, że taki dzwonek drewniany jest charakterystyczny dla Polski i wogóle dla pewnych obszarów wschodniej Europy, w przeciwieństwie do niemieckiego dzwonka metalowego [Chybiński 27 IV 3, 50].

tańce
Z tańców kaszubskich na uwagę zasługują szczególnie dawne tańce, jak owczarz, gołąbek i szewc. taniec zwany owczarzem polega na tem, że cztery do ośmiu par wchodzi na salę, a przewodnikiem jest owczarza stosownie ubrany z dużą pałką. Pary śpiewają piosenkę, zaczynającą się od słów:

Pas gałgan bedło, gałganka owce,
Chciał gałgan gałganke, ona go nie chce...

i przechadzają się w pląsach. Gdy zwrotka się kończy, owczarz stuknie pałką w podłogę, dziewczęta i chłopaki rozchodzą się i ustawiają w dwa rzędy twarzami do siebie. Owczarz staje na środku i zaczyna się pełna wesołości sprzedaż owieczek (t. j. dziewcząt). Wreszcie targ kończy się, owczarz rzuca pałkę na ziemię i bierze jedną owcę. Każdy z chłopaków szuka pary, a kto jej nie znajdzie, zostaje owczarzem. Muzyka gra i taniec idzie dalej [Gulgowski 48 105—107].
Taniec ten, zwany owczarkiem, znany jest także w Radomskiem [Kolberg 53 XXI 115, 116], Łęczyckiem [Kolberg 53 XXII 143, 242], Lubelskiem [Kolberg 53 XVII 19, 59], oraz w powiecie kutnowskim [90 VIII 691]. Również piosenka kaszubska, śpiewana przy tym tańcu, znana jest w Poznańskiem [Kolberg 53 XII 283]:

Pas gałgan bydło, gałganka owce,
Chciał gałgan gałganki, gałganka nie chce.

Śpiewkę tę zna lud także we Włodowicach, w powiecie będzińskim [Federowski 32 212], oraz na Mazowszu [Kolberg 54 II 102].

Do dawnych tańców kaszubskich zalicza się także szewca i gołąbka [Gulgowski 48 107—109]; w powiecie morskim w okresie zapustnym tańczą rybacy rozmaite tańce około niewodu. Charakter lokalny ma tańczony wówczas przez rybaków wiwat, który polega na zręcznem tańczeniu z kuflem piwa w ręku [Stelmachowska 84 99].

11. GRY I ZABAWY


Kaszubskie gry i zabawy, podobnie jak polskie, łączą się nieraz z obrzędem, pieśnią i tańcem, i jakkolwiek obecnie mają charakter dziecinnych zabaw, w niedawnej jeszcze przeszłości były zabawami nietylko dzieci, ale i starszych.
Również w dziale gier i zabaw można zauważyć uderzającą zgodność tych objawów kultury ludowej na Kaszubach i w Polsce, nawet w najdrobniejszych szczegółach.

piosenki
dziecinne
Po pracy bierze ojciec chętnie swego malca na kolano i uczy go jeździć, podrzucając i podśpiewując:

Tak pon jedze po obiedze,
A tak żed, a tak żed, a tak żed!<.small>

Natomiast starsze rodzeństwo bawi się chętnie z siostrzyczką lub braciszkiem w ten sposób, że biorą jego rączkę, niby mieszają na dłoni „kaszę“, potem zaś, chwytwając za paluszki, mówią:

Tak meszka krupki warzyła, warzyła,
Temu dała, temu dała,
Temu łepek urwała — fur — fur — do lasa!

Te dziecinne wierszyki kaszubskie [Gulgowski 47 94—95] znane są w całej Polsce w formie prawie dosłownej.

gry rzutne
Prócz tego znane są na Kaszubach rozmaitego rodzaju gry rzutne. Na szczególną uwagę zasługuje stara gra w kamyczki, polegająca na rzucaniu pięciu okrągłych kamyczków wielkości laskowych orzechów. kamyczki kładzie się na dłoni, poczem podrzuca je w górę i chwyta na grzbiet tejże ręki szybko odwróconej. Przytem albo obowiązuje stale prawidło chwytania na grzbiet ręki do pary, albo też określonej liczby kamyczków. Wygrywa oczywiście ten, kto najwięcej prawidłowo kamyczków schwytał. Gra ta powszechna jest w całej Polsce, jedynie różne są jej nazwy [Piasecki 69 166]. rzecz znamienna, że Niemcy na swych wschodnich obszarach określają tę grę nazwą polską Kamuschkeien [Łęga 60 204]. Prócz tego chłopcy kaszubscy grają bardzo chętnie w guzy, o czem nawet spotyka się wzmianki w pieśniach [Gulgowski 48 100; Fischer 34 18]. Nie trzeba chyba podkreślać, że jest to jeszcze do dziś w Polsce jedna z najbardziej ulubionych gier nietylko chłopców wsi ale i miasta.

Dawniej starsi chłopcy kaszubscy bawili się bardzo chętnie kulaniem w kranga. Gra polegała na tem, że dwie partje ustawiały się w odległości 40 do 80 metrów i oznaczały swój postój znakiem. Każdy posiada pałkę drewnianą, a los rozstrzyga, która partja zaczyna. Jeden z grających rzuca krążek w ten sposób, że toczy się potem dalej. Druga partja usiłuje krąg zatrzymać pałkami lub przez uderzenie cofnąć. Miejsce, gdzie krąg pozostaje, oznacza nową granicę partji. Jeżeli jedna partja drugą ze swego miejsca wyprze, uważa to jako wygraną. Dawniej całe wioski rozstrzygały swe siły przy kulaniu kręga, a więc jakby pewnego rodzaju hokeja [Gulgowski 48 99]. Grę tę uprawiają chłopcy wiejscy rozmaitych okolic Polski [Piasecki 69 204—205].
Nadto wśród gier kaszubskich spotyka się t. zw. odbijanie pchły, nie będące niczem innem jak ogólnopolską kiczką [Piasecki 69 205]. Zarówno Kaszubi [Gulgowski 48 98—99] jak Słowińcy [Lorentz 57 1124] znają zabawę zwaną świnką, która polega na tem, aby małą kulkę lub inny okrągły przedmiot przed uderzenie kijem wpędzić w małą jamkę. Gra ta jest powszechna w całej Polsce [Piasecki 69 203].
Prócz tego istnieją gry chłopców polegające na mocowaniu się, zwane barki [68 III 360]. Rozmaite takie gry z mocowaniem się znane są także w Polsce [Piasecki 69 164—165].

korowody
Dzieci kaszubskie bawią się także w rozmaitego rodzaju gry chodne, np. w t. zw. żórawie, znane na Mazowszu pod mianem konopki [Piasecki 69 60—61].
Charakter takiego korowodu ma zabawa kaszubska w t. zw. budowanie mostu [Gulgowski 47 128], zwane na innych obszarach Polski jaworem lub mostem. Dziewczęta, podobnie jak w całej Polsce, bawią się w budowanie mostu i śpiewają:

Jawor, jawor, jaworowi ludzie
Co we tam robice?
Robiemy, robiemy, mostek budujemy itd.

Zabawa ta powszechna jest w całej Polsce [Piasecki 69 62—63], tak np. na Kujawach [Kolberg 53 III 220, 221], w Poznańskiem [Kolberg 53 XI 208], w Ropczyckiem [92 XIV 135] i t. d.

gry bieżne
Przykładem gry bieżnej może być gra wilk i gąski, polegająca na tem, że gęsi stają pod przewodnictwem gąsiora, a wilk stara się je porwać. O ile wilkowi uda się gąskę pochwycić, wychodzi ona z zabawy, a zabawa kończy się wtedy, gdy wilk wszystkie gąski pochwyta [Gulgowski 47 128]. Gra ta jest w Polsce powszechna i ma rozmaite nazwy: gąski, dzikie gęsi, wilczek, gąsior i lis i t. d.

Niektóre zaś z polskich zabaw ludowych, jak np. ogroduszek [Piasecki 69 66—67], przy którym śpiewa się pieśń:

W polu ogroduszek, w polu malowany,
A któż go malował? Jasieniek kochany.

znany jest na Kaszubach, podobnie zresztą jak i w Polsce, jedynie pod postacią pieśni [nadmorski 65 101].
Takich analogij możnaby przytoczyć jeszcze bardzo wiele, ale już tych parę przykładów wystarczyć może do stwierdzenia, że dzieci kaszubskie znają oddawna takie same gry i zabawy, jak dzieci w reszcie Polski.



Przypisy

  1. Porównaj odsyłacze J. Obrębskiego do Biegeleisena [10] wymienione pod hasłem trzy.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Fischer.