Karlinscy/Odsłona I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Tarnowski
Tytuł Karlinscy
Podtytuł Tragedya w pięciu odsłonach
Wydawca Księgarnia Gubrynowicza i Schmidta
Data wyd. 1874
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skan na commons
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


ODSŁONA I.




Komnata Kaspra Karlinskiego. W głębi komin płonący, nad którym obraz Stefana Batorego. Na prawo obraz Matki Boskiej częstochowskiej, pod którym kaganek uwiśnięty — w środku stół na skórze niedźwiedziej; przy stole siedzi Karlinski nad księgą — Karlinska szyje w krosnach — Marya zapala kaganek przed obrazem.


KARLINSKI.

Toć dziś sobota — dzień Boga Rodzicy,
Dobraś jest dziewko moja, żeś pobożna!
I przypominasz nawet, mnie, staremu,
Że nam z ksiąg świętych trzeba się zbudować —
Usiądź tu przy mnie —

(Marya siada całując jego rękę.)

Porzuć kołowrotek —
Przy rzeczach świętych, na bok dzienna praca —
No, moje dziecię! gdzie nam się otworzy...

MARYA (otwiera biblię i czyta.)

„Co gdy się stało, kusił Bóg Abrahama, i rzekł do niego: Abrahamie, Abrahamie! a on odpowiedział: owom ja! I rzekł mu: weźmij syna twego jednorodzonego, którego miłujesz, Izaaka, a idź do ziemi widzenia: tam go ofiarujesz na całopalenie na jednej górze, którą ukażę tobie. Abraham tedy wstawszy w nocy, osiodłał osła swego, wziąwszy z sobą dwu młodzieńców i Izaaka syna swego, a narąbawszy drew do całopalenia, szedł na miejsce, na które mu Bóg rozkazał. A dnia trzeciego podniósłszy oczy, ujrzał miejsce zdaleka. I rzekł do sług swoich: poczekajcie tu a ja z dziecięciem aż do onąd pospieszywszy, skoro uczynimy pokłon, wrócimy się do was.“(Chwila milczenia.)


KARLINSKI.

Dziwna — że właśnie to miejsce znalazłaś!

MARYA (czyta dalej.)

„I przyszli na miejsce, które mu ukazał Bóg; na którem zbudował ołtarz i ułożył drwa na nim: a związawszy Izaaka syna swego, włożył go na stos drzew“...

KARLINSKA (nagle.)

O miły Boże! czyż to podobieństwo...
Coś mnie tak serce — jako nóż przebodło!...

MARYA (czyta.)

„I wyciągnął rękę i porwał miecz, aby ofiarował syna swego. A oto anioł Pański z nieba zawołał mówiąc: Abrahamie, Abrahamie! Który odpowiedział: owom ja! I rzekł mu: nie ściągaj ręki twej na dziecię, ani mu czyń najmniej... terazem doznał, że się boisz Boga, i niesfolgowałeś jedynemu synowi twemu dla mnie“...

KARLINSKA.

Dość — przebóg miły! weź waćpanna księgę, —
Toć dla ojczyzny-śmy niesfolgowali
Sześciu młodzieńcom — sześciu jedynakom,
Bo sercu matki każdy — był jedyny!

KARLINSKI.

Ukój żal matki!... bądź łez twoich panią!...
Z radości płakać raczej nam przystało!...
Czy przeto myślisz, że mi mniej pękało
To serce? przestań! bo łzy takie — ranią!

KARLINSKA.

Na dzisiaj — o! co za dziwna nauka,
Co za straszliwa przypowieść — mój mężu!
Aż mi się serce w piersi lodem ścina,
Kiedy pomyślę, że tam była: matka!
Ach! czyż Bóg żądać mógł — jednego syna?

KARLINSKI.

Tak — to przypowieść straszna sercu matki. —


KARLINSKA (żywo.)

O sercu ojca równie groźna?! czuję!

KARLINSKI.

Za nasze grzechy Bóg dał swego syna,
Niemógłże przeto zażądać ofiary?

KARLINSKA.

Panie! choć takie mężne mówisz słowa,
Gdyby zażądał?

(Marya chwyta się za serce i niemo wychodzi.)

KARLINSKI.

Niekuś mnie niewiasto!...
Toć dla ojczyzny, to serce by z łona
Wydrzeć, i krwawo porzucić — niedosyć!
A ty Barbaro moja, czylisz matka
Polkę by w tobie miała tu przytłumić?
Czyżbyś nie poświęciła?

KARLINSKA (żywo.)

O nie mężu!
Bóg by — od matki tego, — nie zażądał!...
Nie — nie!!

KARLINSKI (z żalem.)

Niebaczna — więc ojcowskie serce
Mniej się krwawiło, i mniej piekło w łonie,
Kiedym mym sześciu synów przeżył w bojach...
Przeto żem w męża żalu, łez niewieścich
Nie lał — lecz tłumił całe piekło — tutaj!
Pod tym pancerzem co ojczyznie służył,
To mniej bolałem, gdym ich sześciu przeżył?
Chciałbym łzę otrzeć, lecz zda się łez, nie mam!
Bom siwiał w bojach, i jak liść po liściu
Traciłem dzieci! pod wielkim sztandarem
Króla Stefana — i hetmańskich znaków —
Toćbym nie otarł dzisiaj łez, co święte!
Że Jan mój padł na murach ze sztandarem,
Że przy mnie czterech poległo husarzy,
Synów krwi mojej — jednego Tatarzy
Porwali w jasyr, sam się zabił w drodze!
Ty płaczesz matko! pod sercem ojcowskim
Nie ma już jednej łzy — bo przeżył ojciec!
Jak dąb bezlistny stoję... tylko jeden,
Jeden zielony konar: to Izydor!...
O! ten ostatni... to wiara! nadzieja!

KARLINSKA.

To miłość moja!... moja duma! wszystko! (po chwili)
O! daruj mężu! daruj to jam winna,
Ale na obraz tej Bogarodzicy,
Która pod krzyżem mdlejąca, padała —
O! tyś ich tylko przeżył, mężu, Panie,
A jam rodziła — i przeżyła sześciu.

MARYA (wchodząc.)

Zagasła lampa, nigdy mi się jeszcze
To nie zdarzyło, a jak mi to przykro...

KARLINSKA (ponuro.)

Zagasła — — mówisz... pocoś powiedziała,
Tak samo zgasła, gdym synów żegnała,
Którychem więcej żywych — nie ujrzała!

KARLINSKI.

Dziwna — — tak zgasła, kiedy matka moja
Umarła, kiedym powróciwszy z boju
Zastał tu zwłoki... nie czas w omen wierzyć!
Na pokuszenie nie wodź nas!... (przeciera czoło)
O żono!
Nie czas nam płakać, radować się pora,
Toć waśń Zborowskich ukończona przecie
I pokój zawarł nam wielki król Stefan!

KARLINSKA.

Waśń ukończona? toć waść zapominasz,
Żem jest Wapowskiéj wdowy młodszą siostrą,
Czy myślisz, że ta niewiasta w żałobie
Co mścić przysięgła się na męża grobie,
Przestanie krakać w lamentach na króle,
Czym jej rok jeden chciała koić bole!?
Kiedy wspomniałam jej o przebaczeniu,
To się jak lwica rwała i nie siostrą,
Ale kamieniem zwała obojętnym...
A że dwaj bracia poszli na wygnanie,
Czy przeto myślisz, że Samuela głowa
Tak łatwo w groby ojczyste się schowa,
Jak księżyc w pełni po nad Polską wstanie!
Rzekła Zborowskich matka harda, mściwa...

KARLINSKI.

Ach! a ojczyzna z tego nieszczęśliwa!...

KARLINSKA.

Coś mi tu groźnie szepcze głos przeczucia,
Oby w pokoju nie gorzej się stało,
Niż bywa w boju!... pokój rodzi zwadę...
Ja błogosławię skutkom tej niezgody,
O! gdyby nie ta śmierć z ręki Samuela
Kasztelanowi zadana, byłby mnie
Ojciec mój pewnie oddał Krzysztofowi
Z Zborowa, wszak mnie już — pragnął zaręczyć,
Niedługo miał mnie mianem żony dręczyć,
Bo jam go nigdy i ścierpieć nie mogła.
Dopiero kiedy Samuel, Wapowskiego
Zabił, i siostra ma wdową została,
Ojciec mój zaparł wrota swego domu
I serce swoje panom ze Zborowa...

KARLINSKI.

I mnie cię oddał!... a! mnie nieśmiałemu,
Co ciebie kochał, i choć siwa głowa,
Tak ciebie kochać będzie aż do grobu!

KARLINSKA.

Ale Zborowscy nigdy nie przebaczą!...


KARLINSKI.

Biedni! — już poszli koleją tułaczą,
A mnie za trudy i boje policzy
Już król zasługi, hetman dobrze życzy...

KARLINSKA.

O! czas, by tobie na cichym Karlinie
Bardziej się kiedyś uśmiechnęły losy,
Czas o mój Kasprze... bo dalej wiek minie!

KARLINSKI.

O! jam nie dworak, nie mam żalu przeto;
Wierzaj największy splendor tu: w tej piersi!
Gdy zasypiając co dzień dziękczę Bogu,
Że mi dał dożyć dobrej sławy w progu
Mych ojców, tutaj chcę głowę położyć,
I szczęścia syna mego jeszcze dożyć!...

KARLINSKA.

Mężu i panie! jako Bóg na niebie
Tak matka Polką być tu nie przestanie,
I co dnia płaczę matki żalem cichym,
Lecz co dnia modlę się przed tym obrazem
Że Bóg, a wola jego, wielka, święta,
Z naszego gniazda, wzięła te orlęta,
Co na ołtarzu Polski krew przelały...

KARLINSKI (rzewnie.)

O! tak tyś moja — cześć ci moja panno,
A jeźlim kiedy w żalu popędliwym
Słowem ostrzejszem zranił matki serce,
To racz wybaczyć, boćem i ja człowiek...

KARLINSKA.

Oby takiego męża, och, i pana
Niewiasta każda mogła mieć, i ojca
Takiego syn nasz!

KARLINSKI.

Ten mój — już ostatni!
O! gdybym dożył jeszcze dni tych błogich,
Kiedy powróci w dom ojca, i kiedy
Hetman z swojego odeszle go dworu,
Że tu na ojców zagonie osiędzie
I dla ojczyzny gospodarzyć będzie —
I może na nim nie zgaśnie to imię
Jeźli mi Pan da... (ociera łzy)
Cicho! wstyd mi Basiu!
Małego... wnuka może jeszcze dożyć,
I do chrztu trzymać na tych szablach krzywych,
O! może Kasper to sobie wysłużył...
Może na złotym ha! jeszcze weselu —
Utniem Polskiego! — i z ojców puharu
Wychylim zdrowie króla Jegomości...
Skąd mnie staremu, dziś taka ochota!

KARLINSKA.

I dziś — z tej księgi, taka nam rozmowa!
Toć w dzień i w nocy marzę o mym synie!
I co dzień na to palę lampę jasną
I myślę, zanim te płomienie zgasną,
Nim ogień na tym wygaśnie kominie:
Może Izydor wróci!...

KARLINSKI.

Kończ twój ornat,
Co dla świętego szyjesz Izydora,
Rolników cichych jasnego patrona...
Przeto mu imię dałem takie — przeto —

KARLINSKA.

Ornat — skończony, — i co dnia mówiłam,
Kiedy ukończym robotę, do Maryi,
Mój chłopiec wróci... wróci! a dziewczyna
Tylko jak wiśnia kraśniała, i szyła
I oczy na dół spuszczała z uśmiechem...
I ukończyłam dziś — a kiedym rzekła:
Ornat skończony — pacholęcia nie ma —
To przy perełkach, jak perła upadła
Z błękitnych ocząt łezka — z rąk się moich
Wymknęła, kiedym uściskać ją chciała
I uciekła... a tylko matki druga
Łza na ornacie padła... nie tak żywa
O! ale bardziej gorąca... mój Boże!
Gdyby ten Hetman nam go już odesłał!
Ach! serce matki z radości by pękło!

KARLINSKI.

Nie grzesz! wie Hetman, na co po przyjaźni
I łasce swojej trzyma to pacholę,
Toć mi nie na to wzrósł, by doma siedział,
Kiedy w ojczyźnie znajdzie się potrzeba.
O! dzikie boje, chwałę, przyszłość wielką
W ojczyźnie śnię ja memu sokołowi!...
A cóż by począł gdy przyjdzie potrzeba?

KARLINSKA.

Potrzeba? Jezus! wszak pokój zawarty!

KARLINSKI.

Tak — lecz nie wieczny — przeto u Hetmana
W grozie i łasce hetmańskiej się ćwiczy
Konno i zbrojno — by nie darmo imię
Karlińskich nosił, i chleb jadł w ojczyźnie,
I aby sobie nie dał napluć w kaszę,
Jeźli mu jaki chłystek w oczy bryźnie,
Aby się umiał dziarsko ściąć w pałasze
Jako przystało rycerskiemu synu.
Lecz — mi mówiłaś że nasza Marysia,
Że go pamięta?...

KARLINSKA.

Jak najlepsza siostra.
Nawet raz pomnę, gdy w modlitwie nocnej
Usnąć nie mogłam, a znasz wątłe dziecię,
Że kiedy księżyc błyśnie... ona wstaje —

KARLINSKI.

A tak — i ojciec jej cierpiał tę słabość,
(Świeć Jemu Panie!...) więc miły jej sercu?


KARLINSKA.

Księżyc przez białą zasłonę — od okna
Na twarz jej świecił, i z białej pościeli
Podniosła główkę, jak czyści anieli,
Taki na twarzy miała uśmiech boski
Lecz na obliczu wyraz dziwnej troski —
Złożywszy ręce na pierś, Izydora
Mówiła imię...

KARLINSKI.

A to chwała Bogu
No, i cóż dalej?

KARLINSKA.

Kiedym się zerwała,
Wzięła jej rękę, patrząc czy nie chora,
Zbudzona — padła u nóg z głośnym płaczem
I spać nie mogła do rana —

KARLINSKI.

To moja
Córka.. bo kiedy ojciec jej pod Pskowem
Oddawał ducha, to mnie ją polecił,
I poprzysiągłem ja, przyjacielowi,
Że ją jak córkę wychowam, by nigdy
Na myśl nie przyszło jej, że jest sierotą!...
I dochowałem jak mogłem!

KARLINSKA.

Lecz kiedyż
Hetman już syna odeszle — mój mężu,
Znów chmurzysz czoło, choć się sam radujesz?

KARLINSKI.

Będziemy o tem mówić moja Panno,
Trzeba mi pierwej chłopca wypróbować —
Jakie tam serce, krew jaka i dzielność,
A kiedy wróci, nieodrazu wszystką
Czułość nań wylać — rozumiesz? nie wszystką!


KARLINSKA.

Kasprze!...

KARLINSKI.

Tak święcie! tak chcę i tak każę
I w mojem sercu ten płomień ojcowski
Zakryję pierwej żelazem pancerza,
Zanim się w cnocie chłopięcia rozpatrzę —
To ci ojcowską wolą moja Panno
Święcie polecam —

KARLINSKA.

Ha — gdy wola twoja
Toć życiem naszem ulegać i kochać,
Karlinska umie nawet niezaszlochać,
Jeźli w tem szczęście syna, ojciec widzi.

KARLINSKI.

Pisał mi hetman, że jeszcze przed wiosną
Przyszle mi chłopca z Grzegorzem, lecz pierwej
Chciał go przed króla stawić Jegomości
I jeszcze ćwiczyć w rzemiośle rycerskiem —

KARLINSKA.

Jeszcze przed wiosną o! jakże to długo
Śnieg będzie topniał na sercu matczynem,
A ile trzeba będzie siły! siły!
Aby nie przepaść z szczęścia, — gdy go — Boże!
Gdy go obaczę, do siebie przytulę
Mężu mój!

KARLINSKI.

O! i mnie nie łatwo przyjdzie
Zasłonić serce — o szczęścia godzinie,
Bo cóż na świecie mamy, oprócz niego...
Co tu — po Bogu, i ojczyźnie, żono!
Lecz biada, gdybyś więcej go kochała
Niźli... pamiętaj! jak masz przyjąć syna,
Tak mieć chcę moja Panno! (odchodzi)


KARLINSKA (zwrócona do obrazu).

O! bolesna!
Tobie me siedem oddaję boleści,
Tę chwilę, w której matka szaleć będzie
A jednak... syna swego niepopieści...
I w łzach do łona swego nie przeciśnie.

MARYA (w progu ku obrazowi).

Ty przyjm łzę pierwszą, co z radości błyśnie!

(Karlinska odchodzi).

MARYA (wchodząc zwolna).

Ornat skończony — o! czemuż tak prędko
Igła się nad nim spieszyła! o róże
I fiołki biedne, co się zdacie żywe,
Czemum nad wami cierniową koronę
Tak prędko w myślach tajemnych, wyszyła!...
Tak pełno w sercu — tak mi duszno jakoś
Jak gdybym szczęście — czy smutek przeczuła —
Co mnie jest? ja coś czuję, ale nie wiem
Czego chcę sama — i cóż w tem dziwnego?
Z nim się chowałam — igraliśmy dziećmi,
Potem nad rzeki rodzinnej brzegami
Z nim się goniłam, i zbierałam kwiaty,
Gdy mnie bolało co, on płakał ze mną,
A ja z nim w szczęściu dziecinnem się śmiałam!
Z nim się modliłam, biegałam, spiewałam,
Razem nas matka uczyła pacierza,
I cóż dziwnego, że go tak pamiętam?
Że go zlecałam Bogu, i ze łzami
Żegnałam, że go powitam ze drzeniem?
Jak smutna róża stoję i odkwitam,
Choćby mnie zerwał, milej by mi było
Ozdobą jego uwiędnąć mu w dłoni,
Niż śnić samotnie, gdy wiatr polem goni...
Jak brata kocham go — tylko jak brata!
Lecz gdyby żenić chcieli go ojcowie!...
Ha! ha! jak brata! toć mnie jak siostrzyczce
Trzeba by cieszyć się — że brat szczęśliwy!...
O tak — tak — cieszyć się! (płacze)
O matko Boża!
Niechaj on będzie szczęśliwy — a i ja
Będę szczęśliwą jak siostra — jak siostra! —
Lecz jam sierota — jam niewiasta przecie,
A moja matka przybrana mówiła:
Godność jest pierwszą cnotą moje dziecię,
A im kto mniejszy, tem bardziej niech pyta
O godność własną przed ludźmi — przed światem —
Takam maluczka — taka ubożuchna,
Jam winna wdzięczność tylko temu dworu,
Gdzie mnie tak dobrzy wychowali ludzie,
Lecz teraz czuję — oh! teraz raz pierwszy,
Że nie mam matki — bo chcę coś powiedzieć
Niewiem... wszak ona — matka mą — a jednak
Jej —? jej nie mogę — bo to Jego matka —
Ha! jam uboga — lecz harda dziewczyna,
Choćbym ginęła, to mu nie okażę
Ile go... kocham! a! jak siostra tylko!
Ach! zamurować trzeba mi co czuję,
I cóżem winna, że go czczę... miłuję!...
Lecz pierwej umrę, nim mu to okażę,
Potrafię hardą być — tak jak dziewczyna
Być winna... ale tylko twe ołtarze
Niech widzą ile cierpię!... o jedyna! (odchodzi)

KARLINSKI (wpada, za nim żona rozrywa list).

O radości!

KARLINSKA.

Mężu! list?

KARLINSKI.

Od hetmana!

KARLINSKA.

O i cóż pisze! mężu mów! bo klęknę!


KARLINSKI.

Ukój się! jeszcze dziś syn nasz powróci!

KARLINSKA.

A!... (pada mu na szyję)

KARLINSKI.

No! spokojnie! bo i mnie coś miękko,
Jak niebywało tu pod tym pancerzem —
Grzegorzu!

GRZEGORZ (skłaniając się do nóg Karlinskiej).

Święć się dzień ten Jejmość droga,
Kiedy tu jeszcze powracam przed śmiercią —

KARLINSKA.

Mój stary wierny sługo! a gdzie syn mój?

GRZEGORZ.

Przyzostał jeno w murach Częstochowy,
Tak hetman kazał, bym ja pierwej przybył,
Lecz lada chwila koń tu jego zdąży!
O chętnie tutaj złożę głowę starą,
Bo takie syn wasz serdeczne pacholę
A takie mężne, takie urodziwe
A takie śmiałe!...

KARLINSKI.

Tak, tak, nieuroku,
Hetman mu dobrą notę dał w swym liście —
Ale go nie psuć, nie psuć, wara! jeszcze,
Ma wiele czasu przed sobą, i wiele
Wody na Wiśle upłynie, nim z niego
Mąż dla ojczyzny wzrośnie, no pohamuj
Łzy te radośne żono!

GRZEGORZ.

Chwała Panu!

(Izydor rozpycha drzwi, pada do nóg rodziców.)

IZYDOR.

O matko! panie ojcze!

KARLINSKA (trzymając jego głowę.)

Dziecię! dziecię!

KARLINSKI (podnosząc syna.)

No wstań — wstań — dobre jak mi hetman pisze —
Z waści pacholę — puść go moja panno!

(chwila milczenia.)

Jakie tam zdrowie hetmańskie — co mówił,
Kiedy cię żegnał?

IZYDOR.

Kazał cześć dać matce,
Ojcu a corde przesłał pozdrowienie,
A ze mną rozstał się bardzo łaskawie,
Że mi się za nim jeszcze tęskni łzawie,
Gdyby nie dom ten drogi ojcze panie,
Matko!... to płakałbym ja — po hetmanie!

KARLINSKA.

O drogie moje!

KARLINSKI.

Dobrze, że waść serce
Masz wdzięczne — człowiek nie szuka wdzięczności,
Ale niewdzięczność hańbi męża imie!

IZYDOR.

Kiedym się żegnał, i stóp jego chwycił,
To hetman dobrem słowem mnie zaszczycił:
Kazał iść nadal w rycerskim zakonie
Po Bogu i po ojczyznie, a resztę
Rzekł: że dodane mi będzie tam! z góry —
Potem mnie szablą hojnie udarował,
Dał konia z rzędem, i ten ryngraf drogi
Z Boga Rodzicą. — O! będę go nosił
Aż do ostatniej ojczystej potrzeby. —

KARLINSKI.

Chwat widzę waszmość!


KARLINSKA.

O pociecho moja!

IZYDOR.

Potem mnie stawił przed królem pan hetman —
A król jegomość był dziwnie łaskawy
I kazał śladem waszym panie ojcze (całuje rękę jego)
Iść dalej w życiu — tak mi Bóg — pomoże!

KARLINSKA.

O Izydorze! synu!

KARLINSKI (surowo.)

Moja panno!

IZYDOR.

Potem ten pierścień waszmości przesyła,
A kanclerz także swój konterfekt — przesłał (wybiega.)

KARLINSKI.

O dzięki Tobie wielki ojców Boże
Za ten twój promyk nad mą starą strzechą,
Toć starość moja zabłyśnie pociechą
I siwą głowę niemarnie w grób złożę,
Kiedy ten pierścień po mieczu synowi
Zostawię jeszcze!... (ociera łzę)
Wstyd mi moja panno!

IZYDOR (wraca z portretem.)

Oto konterfekt hetmana — co kazał
Przypomnieć chwile przyjaźni młodzieńczej,
Którą, rzekł: że czas w sercu mu nie zmazał,
Bo imię wasze tam nie napisane,
Ale wyryte — miał coś więcej mówić,
Lecz był rozrzewnion. —

KARLINSKI.

Posłańcze hetmański!
Mój mały, dobrze, dzielnieś mi się sprawił, —
Tak jak ty byłem, kiedy mnie wyprawił
Ojciec na dwór Firleja wojewody.
Tam mnie raz pierwszy hetman spotkał młody.
O! dawne czasy — ale złote czasy,
Jak młodość złota — tak — było to, — było!
Kiedy z Zborowskim raz pierwszy się ścieli,
Jam był po jego stronie — odtąd razem!
I w pierwszym boju k’ ojczystej potrzebie
Byliśmy razem chrzczeni — i na niebie
Gwiazdy schodziły, nocą w dzikiem polu,
Gdyśmy raz spali na niedźwiedziej skórze
I jeden kielich za zdrowie bogdanki...
Lecz dość — więc hetman, mówisz, się weseli
Pomyślnem zdrowiem...

IZYDOR.

Czasem frasobliwy,
Lecz wtedy sam się zamyka w komnacie
I do nikogo przemówić nie raczy. —

KARLINSKI.

Starość nie radość. —

KARLINSKA.

O nie grzesz że waszmość!
Jam tak szczęśliwa... jakby odrodzona. —

IZYDOR (u nóg rodziców.)

A teraz dajcie mnie, wypłakać łzami
Dziecka — tę wdzięczność za wasze starania,
Za wasze łaski — i za dom hetmański,
Że mnie nauczył jak bronić ojczyzny,
Jak żyć i ginąć, i każdą krwi kroplę
Dla niej zachować!... i radość żem znowu
Jak niegdyś, tu przed laty... pod tą strzechą,
Tu być wam odtąd w starości – pociechą!

KARLINSKI (podnosząc go.)

No — no — wstań chłopcze — serce ojca stare
Rozradowałeś, jak na wielkie święto!


IZYDOR.

O panie ojcze! niech Bóg odda tobie,
Coś mnie uczynił.

KARLINSKI (hamując się.)

No, no, idź do matki,
Tam się nagadaj, i pożyw, boś z drogi
A potem na koń! sprobuję waszmości,
Jak szabli — jak sie zażywa ostrogi (odchodzi.)

KARLINSKA.

O! chodź raz jeszcze do mnie — tu do łona
Twej biednej matki!...

KARLINSKI (w drzwiach do żony.)

Pomnij obietnicę! (odchodzi.)

KARLINSKA (zimniej.)

Chodź, chodź, już do nas. —

IZYDOR.

Matko... a gdzież Marya?

KARLINSKA.

A to pamiętasz siostrę lat dziecinnych?

IZYDOR.

O — nad Alwarem widziałem jej oczy,
I ksiądz Witalis Societatis Jesu[1]
Mówił mi nieraz... (wychodzą.)

MARYA (we drzwiach.)

Widziałam go! wszystko —
Wszystko słyszałam za drzwiami ukryta,
I wejść nie śmiałam... czy tak siostra wita?
Czułam jak ojciec rozrzewnił się groźny,
Jak serce matki biło, o! i czułam,
Że jednak jestem sierota — i że mnie
Tak nie kochają — o nie!... i w tej chwili
Poczuło serce! żem sama na świecie...
I tak mi było smutno, że mnie dziecię
Tak nie powita ojciec, ani matka,
I nikt — nikt — jednak — jam taka szczśęliwa[2]
Jego radością — że chociażbym miała
Ojca i matkę — o! znów bym została
Sierotą — byle on nie miał tej chwili,
Jaką ja teraz czuję — byle jemu
Nie było tu sieroco! o mój Panie!
Ja go tak kocham — że życia nie stanie,
I dziwna, że niepadłam, kiedym jego
Głos usłyszała — a jednak precz łzy te!
I czoło w górę — harda bądź sieroto!

IZYDOR.
(We drzwiach patrzy na nią z niemem wzruszeniem — zbliża się i zginając kolana.)

O Maryo moja!...

MARYA (po chwili walki.)

O witajcie panie!
Tak tylko matce do nóg się upada,
A niewiast tak się nieprzeraża...

IZYDOR.

Maryo!
Po sześciu latach — kiedym ci co rana
I co wieczora posyłał westchnienie
Przez pierwszą gwiazdę wieczorną co tliła,
We snach do ciebie dusza się modliła
I w twoje imię, pierwsząm ciął szablicą...
Łzy twe jak gwiazdy dobrze dla mnie świecą...
O ty mnie kochasz — ty nie zapomniałaś...

MARYA.

Tak tylko matce do nóg się upada!
Jam siostrą dla was — ja was witam — rada!

IZYDOR (z ogniem.)

Ha! coś panienka ostygła... o biada!...
O nie tak w tenczas było... w ten dzień, kiedy
Nad nami rzewnie zachodziło słońce...

(Chwyta ją w objęcie i całuje.)

MARYA (groźnie.)

Pamiętaj waszmość — żem biedna sierota —

IZYDOR.

Sierota — Boże!

MARYA.

Milcz!... Matka!

KARLINSKA (wchodzi.)

O synu,
Szanuj niewiastę, choć to siostra twoja,
Już lata dawno minęły dziecinne. —

KARLINSKI.

Co to — i waszmość śmiałeś — odejdź waszmość!

(Izydor odchodzi.)

Ty zostań — daruj mu moja dziewczyno,
Ten trzpiot zasłużył na karcer wojskowy. —

MARYA.

To nie on... ojcze... to ja...

KARLINSKI.

Jam go widział!
Widziałem z mojej komnaty — napróżno
Na siebie winę bierzesz — no, nie zbrodnia!
Dziećmiście boso biegali po trawie,
Koszule w zębach nosiliście wczoraj,
Wszak i my młodzi bywali o żono!...

MARYA.

Jak to!... mój Boże! ta wyrozumiałość...

KARLINSKI (całuje ją w czoło.)

Mój ty gołąbku, cóż — czy ty go kochasz?

MARYA.

Jak siostra...


KARLINSKA.

I ornat siostry dłoń tak przyspieszyła...

KARLINSKI.

Czy tam nic więcej nie ma na dnie serca?
Gdybym ci męża przedstawił, zacnego,
Dobrego, dzielnych, pięknych obyczajów,
Czybyś mu rękę oddała?... mów śmiało!...
Spojrzyj mi w oczy jak ojcu — jak matce.

MARYA.

Co waszmość mówisz... żartujesz z sieroty. —

KARLINSKI.

Słuchaj — nie jesteś już dzieckiem i pilno
Mi się nacieszyć na me dni sędziwe
Tu szczęściem waszem.

KARLINSKA.

O mężu kochany!
Mężu mój! słaba niewiasta niezdoła
Za ten dzień — — Kasprze!...

MARYA (rzuca się na szyję Karlinskiego.)

A więc prawdę powiem!
Żem o nim zawsze jak siostra myślała
Ale go jeszcze inaczej — kochała,
Tak jakoś — dziwnie! żem postanowiła
Wejść do klasztoru — bom nieśmiała myśleć
O nim — a innej nie mogłabym doli...

KARLINSKI.

O córko moja!...

(Karlinska wprowadza Izydora.)

IZYDOR.

Ojcze! matko droga!

KARLINSKI.

Na teraz wolno wam być z sentymentem
Dobrej przyjaźni — a gdy czas pokaże
Żeś waszmość godzien tej oto sieroty,
To niech Bóg szczęści waszmości, dziś tylko
Tym tu pierścieniem w obec niebios Pana
Ja was zaręczam — błogosławiąc z góry —
A niechaj anioł biały swemi pióry
Ocienia życie wasze śród ojczyzny —
Pamiętaj wasze — coś Polonji dłużny —
Że ojca — matkę — bogdankę — i syna
Rzucić, poświęcić dla niej — nie jest cnotą,
Lecz obowiązkiem Republiki syna!
I kiedyś taki to ci błogosławię
I pokoleniu twemu — gdy Pan zechce —

(Zaręcza ich — w tej chwili portret króla spada ze ściany — dzwon daleki bić zaczyna.)

KARLINSKA.

Konterfekt króla! zły znak — miły Boże!...
I dzwon żałobny — a! co to za wróżba!

KARLINSKI.

Co to za głosy?... co jest? hola! służba!

KARLINSKA (przy oknie.)

Polami pędzi rycerz wśród tumanu,
Koń zapieniony — zsiada, dopadł progu!...
Jakaś wieść groźna — oddajmy się Bogu!

(wpada rycerz z pospiechem.)

RYCERZ.

Biada! dzień straszny! Polsko wdziej żałobę!...
Wieść smutną niosę! umarł król Jegomość!!!

(Wszyscy padają na kolana — dzwon żałobny bije — zasłona spada.)








  1. Przypis własny Wikiźródeł Societatis Jesu – Towarzystwo Jezusowe.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – szczęśliwa.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.