Strona:Karlinscy.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Trzeba by cieszyć się — że brat szczęśliwy!...
O tak — tak — cieszyć się! (płacze)
O matko Boża!
Niechaj on będzie szczęśliwy — a i ja
Będę szczęśliwą jak siostra — jak siostra! —
Lecz jam sierota — jam niewiasta przecie,
A moja matka przybrana mówiła:
Godność jest pierwszą cnotą moje dziecię,
A im kto mniejszy, tem bardziej niech pyta
O godność własną przed ludźmi — przed światem —
Takam maluczka — taka ubożuchna,
Jam winna wdzięczność tylko temu dworu,
Gdzie mnie tak dobrzy wychowali ludzie,
Lecz teraz czuję — oh! teraz raz pierwszy,
Że nie mam matki — bo chcę coś powiedzieć
Niewiem... wszak ona — matka mą — a jednak
Jej —? jej nie mogę — bo to Jego matka —
Ha! jam uboga — lecz harda dziewczyna,
Choćbym ginęła, to mu nie okażę
Ile go... kocham! a! jak siostra tylko!
Ach! zamurować trzeba mi co czuję,
I cóżem winna, że go czczę... miłuję!...
Lecz pierwej umrę, nim mu to okażę,
Potrafię hardą być — tak jak dziewczyna
Być winna... ale tylko twe ołtarze
Niech widzą ile cierpię!... o jedyna! (odchodzi)

KARLINSKI (wpada, za nim żona rozrywa list).

O radości!

KARLINSKA.

Mężu! list?

KARLINSKI.

Od hetmana!

KARLINSKA.

O i cóż pisze! mężu mów! bo klęknę!