Strona:Karlinscy.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
KARLINSKI.

Ukój się! jeszcze dziś syn nasz powróci!

KARLINSKA.

A!... (pada mu na szyję)

KARLINSKI.

No! spokojnie! bo i mnie coś miękko,
Jak niebywało tu pod tym pancerzem —
Grzegorzu!

GRZEGORZ (skłaniając się do nóg Karlinskiej).

Święć się dzień ten Jejmość droga,
Kiedy tu jeszcze powracam przed śmiercią —

KARLINSKA.

Mój stary wierny sługo! a gdzie syn mój?

GRZEGORZ.

Przyzostał jeno w murach Częstochowy,
Tak hetman kazał, bym ja pierwej przybył,
Lecz lada chwila koń tu jego zdąży!
O chętnie tutaj złożę głowę starą,
Bo takie syn wasz serdeczne pacholę
A takie mężne, takie urodziwe
A takie śmiałe!...

KARLINSKI.

Tak, tak, nieuroku,
Hetman mu dobrą notę dał w swym liście —
Ale go nie psuć, nie psuć, wara! jeszcze,
Ma wiele czasu przed sobą, i wiele
Wody na Wiśle upłynie, nim z niego
Mąż dla ojczyzny wzrośnie, no pohamuj
Łzy te radośne żono!

GRZEGORZ.

Chwała Panu!

(Izydor rozpycha drzwi, pada do nóg rodziców.)