Historya Nowego Sącza/Tom II/Rozdział III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Sygański
Tytuł Rząd i gospodarstwo miejskie.
Pochodzenie Historya Nowego Sącza
Tom II. Obraz urządzeń cywilnych oraz życia mieszczaństwa w epoce Wazów
Wydawca Nakładem autora
Data wydania 1901
Druk Drukarnia Wł. Łozińskiego
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom II
Pobierz jako: Pobierz Cały tom II jako ePub Pobierz Cały tom II jako PDF Pobierz Cały tom II jako MOBI
Indeks stron
Rozdział  III.
Rząd i gospodarstwo miejskie.

Według prawa magdeburskiego rządziła miastem rada miejska, złożona z burmistrza i rajców; sprawiedliwość zaś wykonywała ławica, t. j. wójt z podwójcim i 6 ławnikami. Tu należałoby jednak rozróżnić dwie epoki: pierwszą przed r. 1615, w której, widocznie wskutek wkradnięcia się nadużycia, rajcy byli dożywotni; drugą zaś po r. 1615, kiedy wskutek skarg pospólstwa zesłani komisarze królewscy orzekli, że odtąd wybory co roku ponawiać się mają[1]. Rajców było sześciu, z których czterech wybierał starosta grodowy, piątego wybierali starzy rajcy, a szóstego wójt z ławnikami[2], i ci byli burmistrzami kolejno, z urzędowaniem miesięcznem. Wójta zaś i podwójciego z 6 ławnikami wybierało pospólstwo całe. Między nimi musiała być przynajmniej połowa wybrana z dawnych rajców. Po burmistrzu władał w radzie starszy rajca: senior syndyk: wójta zastępował w ławicy podwójci.
Prócz rady i ławicy wybierano z pomiędzy starszych cechowych i poważniejszych mieszczan 30 mężów zaufania (viri electi), jako kontrolę od pospólstwa. Wybrani mężowie rozstrzygali sprawy ogółu i czesto z urzędem miejskim zacięte toczyli spory. Wyborom miejskim czasami przewodniczył pan starosta grodowy, lecz najczęściej jego podstarości, burgrabia zamkowy, dworzanin lub inny jaki znakomity szlachcic, wraz z inną szlachtą asystującą.
Wybory i urzędowanie odbywało się na ratuszu. Tu na piętrze znajdowała się niezbyt wielka izba sklepiona, tak zwana radziecka, a obok niej jeszcze mniejsza, również sklepiona, zwana skarbcem. Wybory miejskie odbywały się w wielkiej izbie sądowej na ratuszu. Jeżeli sam pan starosta grodowy miał przewodniczyć, wybijano ją zielonem suknem w listwy ujętem, wykadzano trociczkami, a na przyjęcie wielmożnych gości przysposabiano konfekty i małmazyę[3]. W r. 1645 wypito małmazyi za 3 złp. 6 gr. Konfektów dostarczał aptekarz, małmazyi kupcy; zwyklej jednak dawano tylko gorzałkę dobrą. W roku 1653 wydano za 4 talerz konfektów przy elekcyi 4 złp., za wódkę 1 złp.[4].
Przed wyborami w uroczystym pochodzie szli mieszczanie z ratusza do kollegiaty błagać łaski Ducha św. Księża wikaryusze odprawiali wotywę uroczystą, a kantor z śpiewnikami śpiewał na chórze. Księżom wraz z kantorem i muzyką dano w roku 1629 za nabożny trud 2 złp. 6 gr., z czego księża brali 1 złp. W r. 1634 i 1635 „od wotywy przy elekcyi panów radziec księżom, kantorowi i ograniście 3 złp.: trębaczowi i bębeniście za honor, który czynili przy tejże wotywie, kontentacyi 16 gr.“; a w r. 1646 „ojcom wikaryom podczas elekcyi generalnej od wotywy 2 złp.; kantorowi i muzykom zaciągnionym 2 złp.“[5]. Na kadzidło od wotywy osobno dawano 5 gr. Na tem nabożeństwie obecnym bywał pan starosta lub jego namiestnik.
Po nabożeństwie uroczystym pochodem prowadziło go mieszczaństwo na ratusz i z powagą słuchano, kogo mianował, oparty na prawach królewskich i na starodawnym obyczaju. Poczem uzupełniano wybory rajców i raczono wielmożnych gości, gdyż nigdy pan starosta, ani zastępca jego nie przychodził bez świetnego grona szlachty. Po starodawnym obyczaju działo się to zwykle w dzień św. Agaty 5. lutego. Czasami jednak odwlekało się, jeżeli starosta w razie nieobecności swojej pełnomocnictwa nikomu nie przekazał. Mimo corocznych wyborów zdarzało się często, że jedni i ci sami rajcy zasiadali przez długie lata w radzie miejskiej[6].
Wybory wójta (advocatus) i ławników (scabini) zwykle nieco później uskuteczniano, tak samo wydziału, czyli 30 mężów zaufania. Wybory te ostatnie były istotnymi wyborami ludowymi, bo pospólstwo w nich wiecowało, łamiąc często przewagę rajców od starosty minowanych. Gwarność tych wieców pospólstwa miejskiego łatwo odgadnąć!
Wkońcu wybierano po dwóch gospodarzów miasta czyli lunarów (oeconomi, provisores), i po dwóch opiekunów kościelnych (aeditui, aediles), którzy zaopatrywali kościół kollegiacki we wszystkie rzeczy, należące do służby Bożej, ozdoby i naprawy jego.
Przed objęciem urzędowania składali przysięgę na wierność tak rajcy, jako i wójt, ławnicy czyli przysiężnicy, i pisarz miejski. Oto rota przysięgi rajców sandeckich z r. 1552:

Pieczęć Nowego Sącza z wizerunkiem św. Małgorzaty,
podług dokumentu z r. 1323.

„Ja N. przysięgam Panu Bogu, iże Królowi Jegomości polskiemu i wszystkiej koronie polskiej wiernym będę, przeciw dostojności i zwierzchności Jego Królewskiej Mości poddaność swą powinną we wszystkiem spełniać; czci, sławy i pożytków korony wszej, osobliwie miasta tego, wedla nawiętszej możności i umiejętności swej strzedz. Sprawiedliwość równo każdemu, tak ubogiemu jako i bogatemu, nie uwodząc się ani przyjaźnią, ani bojaźnią, ani pożytkiem, czynić; skarb pospolity, aby na żadną inną potrzebę, jedno na pożytek miasta tego, a ku dobremu pospolitemu obracan był, strzedz będę; ani na swój własny pożytek nigdy jego obracać, ani innemu na to przyzwalać; ucisków żadnych człowieku pospolitemu, któreby były przeciw prawu i sprawiedliwości czynić nie będę. Rozterków ani rozdwojów w mieście dopuszczać nie chcę, ani przyczyny, ani rady do tego dawać ani go mnożyć; ale wszystkiego pospolitego dobrego szukać i omyślać i mnożyć będę, podług mego najlepszego rozumu i nawiętszej możności i umiejętności mej. Tak mnie i potomki moje Pan Bóg we wszystkiem dobrem spomóż, i święte jego wierne umęczenie“.[7][8]
Podobną prawie, lecz znacznie krótszą i treściwszą, była rota przysięgi wójta, ławników i pisarza miejskiego[9].
Najprzód mianowany burmistrz obejmował urzędowanie swoje od ostatniego z kolei urzędującego. Zdanie urzędu działo się przez wręczenie worka czyli mieszka z pieniędzmi, rejestrów dochodowych i kluczów od bram miejskich, ratusza i skarbca.
Burmistrz (proconsul) czuwał nad bezpieczeństwem, porządkiem i mieniem miasta. Rajcy (consules) dopomagali mu w czynności, władza jednak była przy nim przez czas urzędowania jego; ale też przy nim była i odpowiedzialność. On nadawał mieszczaństwo czyli prawo obywatelstwa, jus civile, odbierał odchody miejskie i rozrządzał nimi przez lunarów czyli gospodarzów miejskich, zapisując każdy wydatek i dochód. On rozkazywał sługom miejskim i straży nocnej, złożonej z dziesiętnika i kilkunastu drabów, uzbrojonych w żelazne cepy, o czem wspominają zapiski miejskie. W r. 1649 „za żelazo i blachę do okowania cep straży nocnej 2 złp. 10 gr.; kowalowi od okowania tych cep 2 złp.“[10]. Według starodawnego zwyczaju bywało 20 drabów, którzy z bębnem chodzili do zamykania i otwierania bram miejskich, jak notują zapiski pod r. 1629: „Bębniście, który bił w bęben na obchódce do zamykania bron, za niedziel 4 dało się 24 gr.“[11]. A w roku 1644 „doboszom z porucznikiem miejskim, którzy rano i wieczór do zamykania brom z dziesiętnikiem chodzili, 2 złp.“ Po zawarciu brom miejskich, oddawano klucze burmistrzowi; on także rozporządzał kluczami więzień ratuszowych.
Burmistrz zwoływał radę miejską i pospolite wiece: wobec szlachty i rządu królewskiego przestawiał miasto, był pierwszym pomiędzy mieszczanami swego miasta, jak wojewoda pierwszym między wojewódzką bracią, jak Król Jegomość pierwszym pomiędzy wszystką bracią szlachtą. A kiedy jakieś niebezpieczeństwo zagrażało koronie polskiej lub miastu, burmistrz pierwszy z rajcami ostrzegał pospólstwo. W czasie bezkrólewia 16. lipca 1632 r., Tomasz Zamojski, podkanclerzy koronny, domagał się w senacie: „Aby miasto i zamek krakowski miały swoje municye i załogę pod ten czas aż do koronacyi“[12]. Za przykładem Krakowa poszedł Nowy Sącz. Pod dniem 10. listopada tegoż roku zanotowano w księdze radzieckiej: „Sławetni burmistrz i rajce sandeccy, zwoławszy na ratusz pospólstwo całe, ostrzegali względem niebezpieczeństwa grożącego, ażeby każden pojedynczy miał gotową broń i oręż w domu, cechy zaś w swych basztach. Oraz żywnością, aby się na dwa miesiące zaopatrzyli, na wzór stolicy Krakowa. A ludzi luźnych i włóczęgów nie przyjmowali, ani przechowywali“[13]. Podobne ostrzeżenie wydawał burmistrz, ilekroć morowe powietrze pojawiło się w sąsiednich Węgrzech. Tak n. p. w r. 1634 ogłoszono w Sączu: „Zapobiegając niebezpieczeństwu powietrza morowego, na ten czas w Węgrzech panującego, aby była silna straż w bronach, po jednemu z pospólstwa po kolei. I żeby żaden nie ważył się w tamte kraje węgierskie, bez woli pana burmistrza chodzić. A tamci, którzy tymczasem tam wjechali, aby wiadomość o dobrem zdrowiu swem dali“[14].
Sprawy wszelkie szły do burmistrza, a on sprawy, na radzie lub wiecach uznane za kryminalne, tudzież sprawy sądowe odsyłał do wójta i ławicy. W sprawach jednak jawnego powstania lub buntu rajcy mogli i śmiercią karać.
Jak urząd radziecki, tak i urząd ławniczy posiadał swą własną pieczęć, którą wyciskał na urzędowych aktach. Leon Rzyszczewski przy dokumencie z r. 1343 tak opisuje ówczesną radziecką pieczęć Nowego Sącza: „W środku pieczęci widnieje postać św. Małgorzaty siedzącej, z koroną na głowie; w prawej ręce trzyma chorągiew z krzyżem, z lewej strony widać kościółek, ozdobiony wieżyczką z krzyżem. W otoku napis: Sigillum Consulum Et Civium In Novo Sondecio[15]. Podobnej pieczęci po wszystkie czasy używali rajcy sandecccy. Pieczęć radziecka Nowego Sącza (Newen Czanze) z r. 1404 przedstawia św. Małgorzatę, stojącą na smoku, z gałązką palmową w ręku[16]. Bartosz Groiski w swem dziele, dedykowanem rajcom 6 miast najwyższego prawa magdeburskiego, podaje również rysunek pieczęci Nowego Sącza z wizerunkiem św. Małgorzaty. Na aktach urzędowych z XVI., XVII. i XVIII. wieku, a nawet jeszcze w r. 1800 wydawanych przez magistrat sandecki, widziałem na wosku lub laku wyciśniętą postać św. Małgorzaty, stojącej na smoku, z napisem w otoku: Sigillum Civitatis Neo Sandecensis[17].
Pieczęci wójtowskiej miasta Nowego Sącza, którą Żegota Pauli widział przy dyplomie z r. 1323, podaje tenże opis następujący: „Przedstawiona na niej św. Małgorzata ze smokiem; dokoła zaś napis: Sigillum advocati atque civium de Kemniz; w środku: Beata Margarila virgo.“ Że pieczęć ta, wymieniająca Kamienicę[18], jest pieczęcią Nowego Sącza, dowodzi inna taka sama, nieco późniejsza pieczęć, w której ta tylko różnica, że w otoku za „Kemniz“ czytamy in Novo Sandecz[19]. Ławnicy używali też pieczęci z odmiennem nieco godłem. Na dokumencie ławników sandeckich z r. 1389 była pieczęć z odciskiem orła polskiego i z napisem w otoku: Sigillum Judicii... dalej niewyraźne[20]. Na aktach ławniczych z lat 1583, 1604, 1645 i 1737 widziałem na pieczęci odciśniętą postać smoka z ogonem i otwartą paszczą, z napisem w otoku: Sigillum Scabinorum In Nova Sandecz.
Korzyści rajców i ławników były: Wyjęcie od sądów grodzkich starościńskich, wojewódzkich i wszystkich, wyjąwszy królewskich. Dalej: wolność od wszelkich poborów, opłat i ciężarów, tak publicznych jak miejskich, oraz nakładów sądowych. Honorarya także mieli rozmaite. Z pierwszego wypływało, iż tylko wyrok królewski mógł rajców pozbawić urzędu i godności, za któremi szło uwolnienie od ciężarów.
Do honoraryów należały: Siedzenie w „formach radzieckich“ czyli stallach, które były pod chórem w kollegiacie, oraz przodowanie w uroczystościach kościelnych i miejskich. Następnie tak zwane Diennia, t. j. dzienne na wielkie uroczystości, jak na Wielkanoc, św. Trójcę, Zielone Świątki, św. Małgorzatę, św. Marcin i Boże Narodzenie. Zwykle zapisywano w księdze wydatków: „Panom rajcom diennium pro festo Nativitatis Domini, Resurrectionis, Pentecostes... 4 złp. 24 gr.“; nie rzadko 6 złp. 12 gr., a w roku 1632 „panom rajcom na korzenie pro festo Nativitatis 9 złp. 18 gr. czyli 6 grzywien“[21]. Przy miesięcznej zmianie burmistrzostwa: „Panom rajcom na piwo według obyczaju 2 gr.“ Po każdym jarmarku wypisywano również: „Diennium panom kollegom na jarmark more solito 4 złp. 24 gr.“
Podobnie jak rajcy mieli i ławnicy swe dochody. Z lustracyi 1564 r. dowiadujemy się, że wójt pobierał intratę z 1 łanu, dówch domków pod zamkiem i dwóch ogrodów; prócz tego przypadał wójtowi każdy szósty grosz z pewnej intraty miejskiej (72 grzywien 36 gr.), wnoszonej corocznie na ratusz[22]. Według przepisów prawa magdeburskiego pobierali ławnicy swe dochody z kar i opłat sądowych osobnemi taksami, w różnych czasach różnie oznaczanych.
Co rok w styczniu lub lutym wyjeżdżali panowie rajcy na tak zwane „prawo rugowe“, t. j. sądzenie według prawa magdeburskiego praw poddanych miejskich w Piątkowej, Paszynie i Żeleźnikowej. Za ten trud pobierali osobne diennium; zwykle zapisywano: „Do Piątkowej na rugowe prawo dla panów radziec za 2 garnce wina 4 złp. 24 gr.; za chleb i korzenie 1 złp.“ Tyleż z osobna do Paszyna i Żeleźnikowej na rugowe prawo.
Oprócz tych zaszczytów i korzyści, wypływających z ich urzędowania i stanowiska publicznego, były jeszcze inne, które ich spotykały i w życiu prywatnem. Na weselach rajców i ich rodzin stawiali panowie rajcy dla osób duchownych i świeckich imieniem miasta 6—12 garncy wina. Pełno o tem zapisków w księgach wydatków miejskich. Tak n. p. w roku 1607, „kiedy pan burmistrz, Jędrzej Adamowicz, wydawał córkę w stan św. małżeński, był na weselu Jegomość ksiądz opat, Jan z Zakliczyna Jordan[23], pan podstarości, Sebastyan Gładysz, pan Adam Jordan, pan Jan Krynicki, dzierżawca dóbr miejskich w Paszynie, i insze zacne osoby, dla których panowie rajcy wystawili 12 garncy wina za 12 złp. 24 gr.“ — A w roku 1632 „za pozwoleniem panów radziec na weselu u pana Matyasza Pleszykowicza, rajcy sandeckiego, gdy wydawał w stan św. małżeński córkę swoją za pana Jerzego Frączkowicza, na którem weselu był pan starosta sandecki, Jerzy Stano, za 10 garncy wina starego dało się 20 złp.“ — W roku 1651 „na weselu pana Jędrzeja Kitlicy, który przyjmował pannę radziecką niegdyś pana Jana Zięby, za konsensem panów kollegów, dla osób zacnych tak duchownych jako i świeckich, dano za 10 garncy wina od pani Bogdałowiczowej 24 złp.“[24].

Pieczęć Nowego Sącza,
podług dokumentu z roku 1323, ze zbiorów Akad. Umiejęt. w Krakowie.

Podobnie na rachunek miasta obchodzono radzieckie „przenosiny“ i to nie koniecznie tylko wtedy, jeżeli który rajca pannę lub wdowę radziecką pojmował, lecz nawet gdy krewną lub tylko służebną wydawał w stan św. małżeński.
Daleko jeszcze więcej wydawali panowie rajcy na wino, ilekroć pan starosta grodowy lub podstarości wydawał za mąż swą córkę albo wychowanicę. I tak w r. 1626 „przy rękowinach Jejmości panny Zofii Lubomirskiej, starościanki sandeckiej, która szła w stan święty małżeński za Jegomościa pana Rarowskiego, gratyfikując Jegomości panu staroście, Sebastyanowi Lubomirskiemu, daliśmy beczkę wina za 60 złp., za ryby i wyzinę 5 złp.“ — „Jegomości panu Zygm. Stradomskiemu, podstarościemu sandeckiemu, gdy córkę wydawał gratitudinis ergo na wino 10 złp.“ — W roku 1628 „Jegomości panu Jerzemu Stano, staroście sandeckiemu, gdy wydawał córkę swoją w stan św. małżeński za Jegomościa pana Palczowskiego[25], gratyfikując mu daliśmy wina beczkę za 80 złp.“ — A w r. 1634 „za beczkę wina, gratyfikując Jegomości panu staroście, Jerzemu Stano, gdy wydawał wychowanicę swoją w stan św. małżeński, do którego aktu Jegomość nas zaprosić raczył, 80 złp.“[26].
Także na prymicyach księży z rodzin patrycyuszowskich dawali panowie rajcy wino dla osób duchownych i świeckich na rachunek miasta, boć to już był taki przywilej patrycyuszów, t. j. synów radzieckich. Tak n. p. w r. 1627 „na prymicyach ks. Jana Witaliszowskiego, patrycyusza sandeckiego, dało się na potrzeby 10 złp.“ — W r. 1634 „za 4 garnce wina na prymicyach ks. Macieja Grybowskiego, patrycyusza sandeckiego, dla ludzi zacnych i kapłanów 6 złp. 12 gr.“ — W r. 1646 „na prymicye ks. Gargulewicza, patrycyusza sandeckiego, dla gości tak świeckich jako i duchownych, dałem za 8 garncy wina 21 złp.“[27].
Sprawiało też miasto swym kosztem prymicye zakonnikom u Norbertanów i Franciszkanów, jak również bakałarzom. I tak w r. 1630 „ks. Teofilowi Berezie, bakałarzowi sandeckiemu, na prymicye wina 4 garnce za 6 złp. 12 gr.“ — W roku 1654 „na prymicyach ks. Wojciecha Potrzebowicza, który u nas był institutor juventutis przez kilka lat, dla ludzi zacnych tak duchownych jako i świeckich, za 12 garncy wina 24 złp.“[28].
Nie potrzeba wcale wspominać, że pogrzeby, okazowania zbrojne, oględziny w pewnych czasach baszt i murów fortecznych, oraz wszelkie komisye nie obeszły się bez wina dla panów rajców. Trzy razy corocznie: na Matkę Boską Gromniczną 2. lutego, na św. Stanisław 7. maja i na św. Michał 29. września jeździło po dwóch rajców na komisyę 6 miast do Krakowa w celu rozstrzygania spraw najwyższego prawa magdeburskiego na zamku krakowskim[29]zaco otrzymywali każdorazowo: z początkiem XVII. wieku 7 grzywien czyli 11 złp. 6 gr., a około połowy tegoż wieku 20 złp.
Każde odniesienie zwycięstwa nad wrogami ojczyzny witano z niesłychaną radością w Nowym Sączu, wśród wystrzałów armatnich, przy odgłosie trąb i bębnów, przyczem nie obeszło się bez wydatków na koszt miasta. Tak n. p. w r. 1579, kiedy Stefan Batory w czasie wojny z Iwanem Groźnym zdobył szczęśliwie Połock, zapisał burmistrz Melchior Librant w księdze wydatków pod dniem 3. października: „Panu pisarzowi grodzkiemu, który pocieszną nowinę opowiedział na ratuszu o wzięciu zamku w Połocku przez króla Jegomości, wystawiliśmy garniec wina za 16 gr.“ A kiedy następnego roku (1580) Stanisław Mężyk, starosta grodowy, powrócił do Sącza po wygranej wielkołuckiej[30] bitwie, kupiono dla niego u pani Rabrockiej z polecenia burmistrza Piotra Piwnicznego 36 garncy wina za 15 grzywien czyli 24 złp.[31]. Podobnie w r. 1629, po najświetniejszem zwycięstwie Stanisława Koniecpolskiego[32] nad Gustawem Adolfem pod Trzcianą 27. czerwca, zanotował burmistrz Tomasz Pytlikowicz: „Puszkarzom za odprawienie tryumfu po zwycięstwa otrzymaniu nad Gustawem, dało się 14 gr.; panu Walentemu Korzeniowskiemu[33], który przy tymże tryumfie monstrował i regimentował pospólstwo, także i bębeniście kontentacyi 9 gr.“[34]. Trąbiono też na tryumf, co sił starczyło, kiedy doszła wiadomość, że Stefan Czarniecki pobił Jerzego Rakoczego 22. lipca 1657 r.
Po każdym wyborze nowego króla nie obeszło się również bez hucznej muzyki i wystrzałów. I tak w listopadzie 1648 r. po wyborze Jana Kazimierza odprawiono tryumfalny pochód do zamku, poczem wpisano do księgi wydatków: „Podczas tryumfu, który się odprawował, jak prędko stanęła elekcya króla Jegomości, dałem puszkarzom za pracę 3 złp.; trębaczom kontentacyi 6 gr.“[35].
Każdy wreszcie szczęśliwy wjazd nowego grodowego starosty lub jego powrót z obozu obchodzono wśród wesołych biesiad. I tak w r. 1611, kiedy Stanisław Lubomirski, starosta grodowy, powrócił do domu z wojny moskiewskiej, darowano mu „na przywitanie“ beczkę wina za 80 złp. — Z powodu przybycia nowego starosty grodowego w r. 1627 zanotowano: „Na przywitanie Jegomości pana Jerzego Stano pro honorario daliśmy 2 beczki wina za 112 złp.“ A kiedy tenże starosta w r. 1634, wskutek poddania się Moskali i układów z nimi pokojowych w Polanowie, powrócił z obozu, ofiarowało mu miasto beczkę wina za 70 złp.[36].
Po ustąpieniu Jerzego Stano w r. 1637, objął starostwo grodowe Jerzy Lubomirski. Z wielką okazałością witało go miasto, kiedy wjeżdżał do Sącza wraz z ojcem swym Stanisławem, wojewodą ruskim. U krakowskiej bramy na rozkaz rajców wystawiono ogromny kolos czyli posąg, przyozdobiony odpowiednio do uroczystości, zaco cieśle dostali 26 gr. Szychtarz miejski regimentował cechami i dostał wina garniec za 2 złp., pomocnicy zaś jego gorzałki za 1 złp. 6 gr. Pisarz miejski za przemowę do Imci pana starosty wziął też garniec doskonałego wina za 2 złp. 18 gr. Za starostą zjechało wiele szlachty i chorągiew dragonii wojewody ruskiego, ojca starosty. Nie mogąc się jedną bramą zmieścić, chcieli wjeżdżać drugiemi, że zaś były zamknięte, nie myśląc wiele, poodbijali kłódki i wjechali sobie wśród huku doboszów, wrzasku trębaczów i szyposzów[37] miejskich, trąbiących na wjazd pana starosty[38].
Charakterystycznym zwłaszcza był wjazd starosty 6. października 1646 r. Burmistrz, Jakób Poławiński, i rajcy, naradziwszy się pospołu, czynili przygotowania do należytego przyjęcia nowego pana starosty, Konstantego Lubomirskiego, syna Stanisława, wojewody krakowskiego. Lunarowie odebrali rozkaz wystawienia tryumfalnego łuku przed krakowską broną, a sławetny Floryan Benedyktowicz, wielce zasłużony i słynny malarz, odebrał polecenie odmalowania tablicy tryumfalnej i 6 herbów, za którą robotę wypłacił mu burmistrz 20 złp. Bramę zaś tryumfalną stawiano pod okiem pana lunara, Wawrzyńca Sławińskiego, który podał rejestr wydatków 17 złp. 26 gr. Składką dobrowolną zebrano po mieście 10 złp., resztę dodał burmistrz ex aerario.
Służba miejska, tak radziecka jako i wójtowska, już znacznie przechodziła mundury swoje, trudno ją więc było przedstawić pańskiemu oku w takiem zaniedbaniu. A zatem nabrano na świeżą barwę sukna morowego i kiru, i razem z robotą krawiecką zapłacono 20 złp. 24 gr. Była więc brama tryumfalna i czeladź przystrojona; był i pan pisarz miejski przygotowany z uroczystą mową powitalną; duchowieństwo zaś świeckie i zakonne z święconą wodą i błogosławieństwem było w pogotowiu.

Pieczęć ławników sandeckich,
podług dokumentu z roku 1583.

Panowie rajcy pomyśleli także o ugoszczeniu wielmożnego pana starosty. Pod przewodnictwem sławetnego Sebastyana Żmijowskiego, rewizora wina, zapuścili się w podziemia królewskiego miasta swego, aby zobaczyć składy daru Bożego, którym Stwórca węgierskie nasze sąsiady przed innymi narodami wyszczególnił i wyposażył. I znaleziono w mieście 23 składy węgierskiego wina a w nich beczek 334. Obejrzawszy się tedy po owych składach, mianowicie między beczkami Bonpaula Węgrzyna, wybrali panowie rajcy maślacza czteroputowego, t. j. takiego, gdzie na jedną beczkę moszczu wchodziło cztery putni[39] wyśmienitych rodzynek, i ugodzili ją za 150 złp.
Witając tedy pana starostę, ofiarowali mu ją w dowód uniżoności swej i posłuszeństwa i radości z przybycia, poczem w rejestrze wydatków nadzwyczajnych zapisano: „Na przywitanie Imci pana starosty darowaliśmy beczkę wina za półtorasta“. Starszy dworzanin Imci pana starosty, aby się przyczyniał za miastem i rajców jego łasce pańskiej poufnie polecał, a wpływem swoim bidnych ludzi od ciężarów ochraniał, dostał ciepłą ręką honoraryum talerów twardych 10, czyli 30 złp.[40].
Gospodarze miejscy, z niemieka lunarami (Lohnherr) zwani, już od r. 1566 zawiadywali właściwem miasta gospodarstwem[41]. Do nich należał dozór nad budynkami miejskimi, porządkiem targowym, drogami, mostami, czystością ulic i wodą po studniach, a wreszcie nad brukami, o których wyraźną wzmiankę znajduję w wydatkach miejskich. Tak n. p. w roku 1609 „dwom burkarzom za 5 dni, co doły w rynku burkowali, każdemu po 5 groszy na dzień czyni 1 złp. 20 gr.“ — W r. 1625 „chłopu od poprawy burku 1 złp.“ — A w r. 1642 „za młotek do burkowania 15 gr.“
Lunarowie doglądali wszelkich robót publicznych, jako to: naprawy murów fortecznych, bram i baszt miejskich; prócz tego mostów i wodociągów przy pomocy osobnego rurmistrza (canalista). Oni także wypłacali rzemieślnikom i robotnikom za wszelkie dostawy na potrzeby miejskie. Do nich należało doglądanie wag i miar: funtów, łokciów, kwart, garnców, korców i t. p.; doglądanie przekupek i szynkarzy, wagi chleba, mięsa, ryb; wreszcie dozór nad kupnem i sprzedażą, tak na targu jako i u rzemieślników. Czyszczenie od czasu do czasu kanałów miejskich, oraz oczyszczanie ulic od zdechłych zwierząt, należało do zajęć „mistrza szerokiego rzemiosła“ (canicida), zaco osobną pobierał każdorazowo płacę. Najczęściej jednak, na wzór innych dawnych miasta polskich, spełniał tę czynność sam mistrz, czyli kat miejski. Zwykle zapisywano: „Mistrzowi od chędożenia miasta 24 gr.“, albo „mistrzowi, co chędożył miasto, 15—20 gr.“, a niekiedy 1 złp. 2 gr.
Przed radą miejską składali lunarowie rachunki z wydanego publicznego grosza. Za czynności jednak swoje brali płacę roczną zwykle 16 złp., która z dodatkami dochodziła do 30 złp.; mieli przytem wolność od podatków miejskich i królewskich. Tak n. p. pod rokiem 1622 zanotowano: „Salarium panom lunarom dwom grzywien 20 czyli 32 złp.“ — W roku 1649 „panu Wilkowskiemu, lonarowi, salarium 16 złp.; temuż kontentacyi ratione lonarstwa 12 złp.; panom lonarom kolędy 2 złp. 12 gr.“ — A w r. 1656 „panu Szydłowskiemu, lunarowi, myta za przeszły rok 24 złp.; panu Góreckiemu, lonarowi młodszemu, salarium za przeszły rok 16 złp.; lunarom obydwom kolędy 1 złp. 18 gr.“[42]. Po dwóch lunarów w w. XVII. miały i inne miasta polskie, jako to: Lwów, Kraków i Tarnów[43].
Przedmiotem szczególnej troskliwości rządu miejskiego był zegar bijący, na wieży ratusznej umieszczony, który nakręcał zegarmistrz (horologista) i pobierał za ten trud kwartalnie 24 gr., rzadko kiedy 1 złp., osobno na oliwę do zegaru 6 gr.; prócz tego miał wolne pomieszkanie w osobnym domku „zegarmistrzowskim“ w bronie węgierskiej. Na tejże wieży ratusznej w małej izdebce, opatrzonej piecem, czuwał trębacz (tibicinator), wytrębując godziny uroczystości i trwogi. Zwyczaj trąbienia z wieży ratusznej („hejnały“) odległej sięgał starożytności. Już bowiem w r. 1558 znajduję wydatki na trębacza miejskiego. W trzy lata potem (1561) sławetni rajcy miejscy zgodzili na rok niejakiego Józefa Nieszkowskiego, mieszczanina sandeckiego, ażeby wygrywał na surmie[44], czyli szłamai, 3 razy dziennie: o świcie, w południe i na dobranoc; a odzywał się na trąbie po każdem uderzeniu godziny, zaco płacono mu tygodniowo po 20 groszy[45]. W XVII. wieku pobierał on zato miesięcznie 4 złp., czasami 5 złp. 10 gr., rzadko kiedy 8 złp.; miał przytem wolne pomieszkanie w domku „trębaczowym“. Na wypadek ognie budził mieszkańców ze snu przeraźliwem trąbieniem. Przyrządów bowiem do gaszenia ognia, ani straży pożarnej jeszcze wówczas nie znano wcale. O godzinie 10 wieczór dawał znak na spoczynek, wytrębując swą zwykłą pieśń:

Hej panowie gospodarze,
Już dziesiąta na zegarze;
Strzeżcie ognia i złodzieja,
Chwalcie Boga, w nim nadzieja![46]

W epoce Wazów pobierał Nowy Sącz rozmaite dochody, jako to: z „fluitacyi“ czyli spławiania towarów Dunajcem, z arendy trzynastego drzewa[47], z arendy trzeciej miary z młynów królewskich w Sączu, z składnego winnego, z ważnego i burkowego, z wodociągów, z targowego czyli bromnego, z arendy cechy śrotowej, z mostowego[48], z domków u przedmurza zamieszkałych przez komorników, z ogrodu rotatnego, z stawu miejskiego, z postrzygalni sukna, z blechu, z cegielni, z wagi miejskiej; prócz tego: od jateczniczek, przekupek, piekarek, chlebiarek, obarzalniczek, krupiarek; od szewców, rzeźników, kramarzów i sukienników; wreszcie z wydzierżawienia Paszyna, Falkowej, Żeleźnikowej i Piątkowej. Nie świetnie jednak stały owe dochody miejskie, skoro rzadko kiedy pokrywały wydatki. Wykazy statystyczne z przeciągu lat 37, chronologicznie zestawione, przekonają nas o tem najdokładniej.
Pieczęć sądu komisarskiego sześciu miast: Krakowa, Nowego Sącza, Kazimierza, Wieliczki, Bochni i Olkusza, podług dokumentu z r. 1632 z napisem w otoku:
Sigillum Dominorum Comissariorum Sex Civitatum.
Ze zbiorów Wiadom. numiz.-archeolog. w Krakowie.
Rok: Dochody: Wydatki:
1620 1.001 złp. 17 gr. 2.006 złp.  3 gr.
1623 1.24025 1.30911
1626 2.03012 1.668 6
1629 1.274 4 1.545 4
1632 1.36821 1.35319
1635 1.78517 2.16222
1638 2.44325 2.92827
1647 2.64128 3.23320
1648 1.87623 2.404 6
1649 2.197 4 1.991 5
1650 2.49428 2.478 2
1651 2.30829 2.34220
1652 1.21128 1.38815
1653 2.48727 2.53319
1654 1.64424 1.80321
1655 1.55418 1.66413
1656 1.88216 2.025 8
1657 1.11510 1.18520[49]
Ważną rolę w gospodarstwie miejskiem odgrywał „blech“. Wyroby tkackie, szeroko w Nowym Sączu rozpowszechnione, wymagały koniecznie bielenia płócien, czyli blechu (dealbatorium). W XVI. wieku znajdował się blech za kościołem św. Krzyża za rzeką Kamienicą, tuż przy drodze do Gołąbkowic obok dużych stawów. Później jednak, już z początkiem XVII. wieku, przeniesiono go na murawę pola, nazwanego potem Blechantel[50]: był on podle browaru miejskiego za dzisiejszym nowym cmentarzem, na kamieńcu porosłym murawą, bo trawnik chronił płótno przed tarciem o kamienie i żwir; wiatry bowiem poruszały i tarły płótna przywiązane do liny, czemu nie całkiem zapobiegały kamyki ciążadlane. Na trawniku rozkładano płótna, skrapiano je wodą rzeczną lub ogrzewaną w kotłach miedzianych i parę razy prano w foluszu. Folusz składał się z koła wodnego, które dźwigniami, w wał wprawionemi, podnosiło stąpory[51] i upuszczało je na podłożone, wodą opływane płótna, piorąc je i miękcząc. Tuż przy foluszu był jaworowy magiel do maglowania płócien. Blech wypuszczało miasto w dzierżawę „blecharzowi“, pobierając z niego w latach 1616—1646 rocznego dochodu 100—116 złp.; w następnych zaś latach 1647—1650 złp. 128—140, z wyjątkiem tylko roku 1648, który przyniósł zysku 153 złp.

W samym obrębie murów miejskich mieściły się wodociągi z „rurmuzem“, w ciekawy urządzone sposób. Do gorzelni, jak wiadomo, nie każda woda przydatna. Piwowarstwo, a później gorzelnictwo należało do najzwyklejszych gałęzi przemysłu, bo w każdym prawie domu w mieście była gorzelnia lub browar. Wcześnie też poczuło miasto brak dobrej, czystej, słodkiej wody, boć zwykła woda do picia w Nowym Sączu jest słona i saletrna. Dlatego na mocy przywileju Kazimierza Jagiellończyka, wydanego w Krakowie w r. 1465, zbudowano wodociągi (canalia), zapomocą których sprowadzano wodę z gór w Roszkowicach do miasta[52]. Trudności były niemałe, bo dwie rzeczki: Łubinka i Kamienica stały na przeszkodzie. Przez Łubinkę z Roszkowic rury szły dnem, przez Kamienicę, zdaję się, na kobylicach aż do rurmuza, który był za kościołem św. Ducha.
Z rur szła woda do ocembrowanej studni, skąd ją pompowano do góry do ogromnej skrzyni, z której znów rynnami szła do gorzelń i browarów, a rurami do skrzyni miejskiej.
Całe to urządzenie zwano „rurmuzem“, a osobny rurmistrz zawiadywał niem, zaco pobierał tygodniowo 12—15 groszy, prócz tego osobną płacę za nadzwyczajne naprawy rur, mostów itp. W r. 1624 koło wodne o łopatkach wprawiało w ruch pompę o tłoczniach w rurach żelaznych. Woda wytłoczona pięła się na przewyższenie do dębowego koryta, w którem stał długi słup, a raczej rura żelazna, którą się woda pięła wyżej do rynien browarnych.
Mazią lub łojem smarowano koła i czopy wału, a olejem czopy tłoczni i słupca, w którym był tłok, kliny i stoszyby[53] żelazne ze skórą wołową. Rury żelazne przecierano często, a lutowano je ołowiem. Bywały też oblewane cyną. Słupce w studni i u źródeł opatrzone były durszlakami, aby nie przechodziły przez nie liście i inne odpadki drzewa. Cały rurmuz był obudowany i pod zamkiem, a sługa miejski miał tam izdebkę ciepłą o kaflowym piecu.
W roku 1648 sprawiono skrzynię wielką u rurmuza, zamiast szczupłego koryta, należycie spojoną żabkami, utkaną zgrzebiem i zalaną smołą po szparach. Samej smoły wyszło 4 kamienie czyli 128 funtów za 8 złp. Prócz niej była na rynku druga skrzynia dębowa, opatrzona nalewkami drewnianemi do czerpania wody.
W mrozy ciężki ogrzewano wodę w słupcu w osobnych dużych garncach. Kto chciał wody do swego browaru, musiał zapłacić każdorazowo 20 groszy i otrzymywał tak zwany znaczek, czyli „cechę wodną“ (signum aquae), z blaszki zrobioną. W księgach miejskich: Percepta et Distributa 1601—1658, przechowały się dotąd różne wydatki na naprawę wodociągów i rurmuza.
Prócz wygody miasta nie było jednak znacznego zysku z tego rurmuza. W 18 latach, t. j. 1562—1579, przynosiły dochody roczne z rurmuza minimum 69 grzywien 13 gr. a maximum 123 grzyw. 45 gr., czyli 110 złp. 25 gr. do 198 złp. 9 gr.[54]. Nie świetniej przedstawiają się owe dochody rurmuzowe w XVII. wieku. I tak w r. 1620 dochód z wodociągów wynosił zaledwie 81 złp., w następnych zaś latach znacznie się powiększył, jako to: w roku 1626 złp. 187, a w r. 1628 złp. 209. Lecz później znowu się zmniejszył, i tak w latach 1630—1636 dochód wynosił 155—170 złp., a jeszcze mniej w latach 1646—1650, gdyż tylko 104 złp. Przytem wszystkiem były też różne niewygody i szkody, gdyż Kamienica często rury targała lub z kobylicami zabierała, zimą zaś pękały od mrozu. Stąd to często czytam w księdze dochodów miejskich: Signa aquae libera, nulla ob defectum aquae, cechy wodne wolne czyli nie przynoszące dochodu dla braku wody. Innym znów razem zanotowano: „Powódź wielka rury potargała“ — albo „rury jeszcze nie wytajały“. To wreszcie „rury popękały u Roszkowic“ — „dla suchości źródeł w Roszkowicach i w Kamienicy małej wody koło nie mogło się obracać“ — „rury Olbinka[55] potargała“ itp. — Zawsze jednak urządzenie to świadczy o większej staranności w mieście, niż za dni dzisiejszych, gdyż obecnie nie ma tam dobrej i zdrowej wody do picia.
Kiedy właściwie w XVIII. wieku wodociągi w Nowym Sączu ustały, nie przechował się o tem żaden zapisek. Tyle tylko pewna, że szczątki dawnych rur dotrwały aż do najnowszych czasów. Budowniczy miejski, Jan Jenkner, przy kopaniu przed kilkunastu laty fundamentów pod obecny dom pani Sandeckiej w rynku, znalazł w znaczniej głębokości rurę z modrzewiowego drzewa, której żadną miarą nie można było przerąbać; część tej rury do dziś dnia tam jeszcze pozostała w ziemi. Taką samą rurę znaleziono w sąsiednim domu pod progiem przy kopaniu fundamentów dzisiejszego domu pana Sekułowicza (1893 r.). Przy kopaniu kanału przed dzisiejszą szkołą ewangelicką (1893 r.) natrafiono na rurę drewnianą — widocznie pozostałość z dawnego wodociągu.
Te szczegóły naprowadzają jeszcze na inną okoliczność, a mianowicie, iż teren całego właściwego miasta był pierwotnie, co najmniej, o 2 metry niższy; że prawdopodobnie po każdym pożarze rumowisko rozpostarto po rynku i po ulicach, w miarę środków zabrkowano lub przynajmniej posypano szutrem, i to kilka razy, wskutek czego poziom podniósł się o 2 metry przeszło. Jeszcze bardziej tego dowodzi inna nader ciekawa okoliczność, a mianowicie, iż przy kopaniu fundamentów (1893 r.) do nowego probostwa znaleziono w głębokości blizko 2½ metra piec garncarski (!), widocznie więc, iż w tej głębokości niegdyś musiała się znajdować powierzchnia placu obok kollegiaty. W rynku naprzeciwko ratusza, w ulicy Sobieskiego, oraz przy zakładaniu kanału wzdłuż dawnego klasztoru Franciszkanów w głębokości 2½ metra znaleziono 2 pokłady bruku i pokład szutru. Toż samo odkryto przy zakładaniu fundamentów pod nowy ratusz w lipcu 1895 r. A więc najlepszy dowód, że ulice brukowano w miarę, jak na to starczyły środki, a w braku tychże przynajmniej wysypywano szutrem.


Jan Sygański - Historya Nowego Sącza ornament 121.png



Przypisy

  1. Lustratio proventuum civitatis Sandecensis an. 1615. Punkta dekretów komisarskich z strony liczby miasta Nowego Sądcza. Porówn. Annexa na końcu tomu I. nr. 26 i 27.
  2. Za dowód niech nam posłuży zapisek z czasów panowania Stefana Batorego: „In nomine Domini Amen. Anno Domini 1579 fer. VI. ipso die s. Dorotheae vel crastino divae Agathae: facta est slectio spectabilium et famatorum dominorum consulum huius civitatis Sandecensis residentium, per Magnificum Dom. Stanislaum Męnżyk de Puthniowicze, dapiferum terrae cracoviensis et capitaneum sandecensem. Qui sua personali prasentia in praetorio existens, elegit imprimis: in proconsulem dom. Petrum Piwniczny, in consules vero dom Melchiorem Libranth, Nicolaum Pełka, Nicolaum Stannifusorem. At antiquus consulatus secundum antiquam consuetudienm dom. Albertum Behr: advocatus vero cum scabinis dom. Joannem Greboviensem (Grybowski). Quos Deus omnipotens Spiritu suo sancto regere dignetur ad laudem et gloriam nominis sui et Reipublicae utilitatem.“ (Regestr. provent. et distribut. civit. Sandec. an. 1555—1580. T. 101. p. 579).
    Podobnie rzecz się miała z wyborami w XVII. wieku. I tak n. p. w roku 1651 starosta grodowy, Konstanty Lubomirski, wybrał: Wawrzyńca Szydłowskiego, Marcina Frankowicza, Joachima Raszkowicza i Jana Marcowicza; starzy rajcy obrali: Stanisława Olszyńskiego; a wójt z ławnikami obrał: Adama Łukowieckiego. (Act. Consul. T. 58. b. p. 322; T. 61. p. 1).
  3. Małmazya czyli wino małmaskie, tak nazywano w Polsce wina greckie, a wreszcie wogóle południowe, t. j. nie więgierskie, ani reńskie i francuskie, ale zabałkańskie, sycylijskie, kanaryjskie i hiszpańskie. Nazwa pochodzi od miasta Malwoazyi w Morei greckiej.
  4. Distributa f. 141.
  5. Distributa f. 139, 170, 2.
  6. Do takich długoletnich rajców należał: Andrzej Adamowicz 1616—1632, Jerzy Tymowski 1616—1628, Tomasz Pytlikoiwcz 1616—1623 i ponownie 1629—1636, Stanisław Rogalski 1629—1641, Paweł Użewski 1630—1643, Jakób Poławiński 1632—1647, Wojciech Bogdałowicz 1636—1665, Stanisław Wilkowski 1637—1665, Stanisław Olszyński i Wawrzyniec Szydłowski 1647—1668, Marcin Frankowicz 1647—1669.
    Zato pomiędzy ławnikami prawie co roku nowi figurują mężowie. I tak w roku 1651 Jędrzej Koszkowicz, wójt, Jędrzej Kitlica, podwójci, Jan Czechowicz, Jan Cyrys, Marcin Pijanowski, Ludwik Sławiński, Melchior Rymaj i Błażej Krężel, ławnicy. W r. 1653 Jędrzej Kitlica, wójt, Jan Ozdzic, podwójci, Walenty Barycki, Marcin Pijanowski, Sebastyan Żmijowski, Wawrzyniec Gadowicz, Szymon Błaszkowicz i Wojciech Gieszkowicz, ławnicy. W roku 1656 Stanisław Wilkowski, wójt, Wal. Barycki, podwójci, Jan Cyrus, Marcin Pijanowski, Wawrzyniec Delfinowski, Adam Kuźma, Wojciech Polichtowicz i Jan Żołądkowski, ławnicy.
  7. Juramentum Consulum Sandecensium an. 1552. Act. Castr. T. 5. p. 425. Jest to najdawniejszy zapisek polski z XVI. wieku. jaki znalazłem w aktach grodzkich sandeckich. Przytoczyłem go tutaj dosłownie, zmieniwszy samą tylko pisownię.
  8. Zapiski po polsku bardzo późno pojawiają się także w aktach miejskich. Pierwszy spis rzeczy po polsku Walentego, nożownika, spotykam 1542 r. Pierwszy spór po polsku Smocza przeciwko berowi 1565 r.
  9. Groicki: Porządek sądów i spraw miejskich prawa magdeburskiego w koronie pol. Kraków 1629. Dedyk. zacnie sławetnym panom Ichmościom sześciu miast: Krakowa, Sandcza, Kazimierza, Bochni, Wieliczki, Ilkusza (Olkusza).
  10. Distributa f. 88.
  11. Distributa f. 162. — Por. Annexa na końcu tomu I. nr. 25.
  12. Grabowski: Staroż. wiadom. o Krakowie str. 44.
  13. Act. Consul. T. 53. p. 1.
  14. Act. Consul. T. 53. p. 157.
  15. Codex diplom. Polon. T. I. p. 191.
  16. Engel Bernhard: Die mittelalterlichen Siegel des Thorner Rathsarchivs. Thorn 1894.
  17. Pieczęć miejska jedna i ta sama długo nieraz służyła; ale nabycie jej wcale kosztownem było, jak świadczy wyraźny zapisek burmistrza Stanisława Kopcia z roku 1649: „Za pieczęć publiczną, którą dałem robić w Warszawie, dałem 36 złp.: za prasę do wybijania tejże pieczęci 1 złp.“ (Distributa f. 73).
  18. Miasto Nowy Sącz, założone na gruncie wsi Kamienica w r. 1292, nazywano jeszcze z początkiem XIV. wieku: 1310, 1313, 1315 i 1317 pospolicie Kamienicą, Kemniz, Kamencia, Camenicia. Porówn. Dra Piekosińskiego: Kod. dypl. małop.
  19. Starożytności galicyjskie. Lwów 1840, str. 43.
  20. Akta grodzkie i ziemskie. T. IX. p. 5. Lwów 1883.
  21. Distributa f. 103.
  22. Lustracya woiewództwa krakowskiego, ks. 16. fol. 210. Civitas Sandecz 1564. Archiw główne w Warszawie.
  23. Był opatem sandeckim od 1586—1620, umarł opatem hebdowskim 3. marca 1627 r.
  24. Distributa f. 237, 93, 105.
  25. Zygmunt Palczowski, zięć Jerzego Stano, starosty sandeckiego. Anno 1629 Georgius Stano inscribit Sigismundo Palczowski 2700 flor. polon. Act. Castr. Sandec. Inscr. T. 44. p. 599.
  26. Distributa f. 77, 101, 134, 159.
  27. Distributa f. 109, 137, 8.
  28. Distributa f. 9, 175.
  29. Kazimierz Wielki zaliczył Nowy Sącz w r. 1365 do tych 6 miast, w których mianowani przez Króla rajcy stanowili najwyższą królewską instancyę sądową. Do tych miast należał także Kraków, Bochnia, Wieliczka, Olkusz i Kazimierz (pod Krakowem). Sądy te wyszły z uźycia dopiero za Władysława IV., gdy w roku 1643 upowszechniła się apellacya do sądu zadwornego asesorskiego.
  30. W wyprawie Batorego pod Połockiem i Wielkiemi Łukami brał udział Stan. Mężyk na czele własnej roty, złożonej ze 150 koni. Konst. Górski: Pierwsza wojna z wiel. księstw. moskiew. za Batorego, str. 102. — Druga wojna Batorego. Bibl. Warsz. r. 1892. T. IV. str. 15.
  31. Regestr. provent. et distrib. civit. Neosandec. an. 1555—1580. T. 101. p. 610, 625.
  32. Wojewoda sandomierski, hetman polny koronny, barski, buski i kowslski starosta.
  33. Częste o nim spominki w księdze cechu szewskiego 1630—1642 r.
  34. Distributa f. 160.
  35. Distributa f. 69.
  36. Distributa f. 378, 114, 159.
  37. Władysław IV. zatwierdził w r. 1643 cech krakowskich muzykantów: Contubernium unitae companiae musicantum — Cymbalistarum, Serbistarum aliorumque non ex arte, sed rudi Minerva thyras chordas, cymbala tangenrium. Należeli do nich także dudarze i szyposze (od węgier. sipos), grający na piszczałce lub innym dętym instrumencie.
  38. Distributa f. 227—228.
  39. Putnia mieściła w sobie blizko ćwierć dawnego korca polskiego.
  40. Distributa f. 19, 24, 26, 28.
  41. Constitucio provisorum laborum civilium vulgo Lanarow fer. II. ante festum s. Stanislai in Mayo A. D. 1566 in praetorio civitatis sandecensis ad annum, ubi spectabilis senatus Stan. Grabka e medio sui elegerunt, advocatus vero cum scabinis et czechmagistris virisque senioribus adiuncti Joan. Tuchowsky, quorum pro salario per marcas 10, si eorum diligentiam considerabunt, assignaverunt. Regestr. T. 101. p. 329.
  42. Distributa f. 429, 88, 210, 211.
  43. Mam pod ręką ustawy lunarów tarnowskich z r. 1623, nadane tymże przez Teofilę z Szczekarzewic księżnę Ostrogską, kasztelankę krakowską. Z nich dowiaduję się, że za pracę pobierali kwartalnie salarium 4 złp., a więc podobnie jak w Nowym Sączu.
  44. Surma w rodzaju trąbki, piszczałka turecka, po turecku zwana surna, rozpowszechniona w Polsce w XVI. i XVII. wieku.
  45. Famati Consules Josephum Nyeskowsky eivem sandecensem in tibicinatorem in annum integrum susceperunt, qui in tibicinis alias szalamyeye tribus vicibus debebit tibicinare in diluculo, in meridie et pro bona nocte, et unus semel post tactum hore debebit se reclamare in tuba, cui per 20 grossos debent solvere. Regestr. T. 101. p. 150.
  46. Pieśń ta dostała się od Niemców i jest prawie dosłownem tłómaczeniem niemieckiej pieśni, używanej w niektórych miastach aż do najnowszych czasów:
    Ihr lieben Herren, lasst euch sagen,
    Die Glocke hat zehn geschlagen;
    Verwahrt das Feuer und auch das Licht,
    Damit dem Nachbar kein Schaden geschicht,
    Und lobet Gott den Herrn.
  47. Na mocy przywileju pobierało miasto od każdej tratwy, spławianej Dunajcem, trzynastą tarcicę lub drzewo; dochód ten wydzierżawiano.
  48. Częste powodzie w XVI. i XVII. wieku, jako to: w r. 1572, 1580, 1617 i 1628 zabierały most na Dunajcu, wskutek czego i dochody z mostowego ponosiły uszczerbek.
  49. Regestra perceptorum et distributorum an. 1620—1657. Zadałem sobie dużo arcymozolnej pracy, a rachując z pojedynczych miesięcy i lat złote i grosze (z wykluczeniem samych tylko nielicznych tu i owdzie szelągów, których 16 szło na jeden grosz), doszedłem do powyższego rezultatu. I możnaby tu powtórzyć wierszyk, który znalazłem na okładzinie księgi wydatków miejskich pod r. 1639:
    Non jacet in molli veneranda scientia lecto,
    Illa sed assiduo parta labore venit.
  50. Z niem. Bleichantheil.
  51. Stąpor, stępor — tłuk, długa sztuka drzewa u spodu zaokrąglona, która podniesiona przy pomocy wału palczatego, spadała na dół i prała płótno.
  52. Privilegium Casimiri Regis de data Cracoviae an. 1465, quo civibus et incolis in Sądecz in ipso oppido canalia aquarum facienda, construenda et erigenda, nec non aquam ad eadem undecunque de agris ae montibus decurrentem dirigendam et trahendam, plenam et omnimodam ac irrevocabilem libetatem dat, confert, concedit. Przywilej ten nie dochował się w całej swej osnowie do naszych czasów. Jedynie w zapiskach kollegiaty jest przechowane streszczenie jego. (Eccles. colleg. sandec. fundatio. dotatio. erectio. Volum. II. p. 54) Ponowny przywilej wystawił Zygmunt August w r. 1556: Facultas civibus Sandecensibus ducendi aquam subterraneis canalibus ad civitatem Sandecensem ex quibusvis rivulis scaturientibus et fluviis decurrentibus.
  53. Stoszyby z niem. Stossscheiben, zowią się kółka żelazne pod klińcami na dunalach i sworzniach.
  54. Regestr. provent. an. 1555—1580. T. 101.
  55. W najdawniejszych dokumentach nazwę rzeki Łubinki pisano: Olbinka, Elbinka, Lubinka.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Sygański.