Cyd (Corneille-Wyspiański)/Akt IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Corneille
Tytuł Cyd
Podtytuł Tragedya w pięciu aktach
Data wydania 1907
Wydawnictwo nakład tłumacza; skład w Księgarni Gebethnera
Druk Drukarnia W. L. Anczyca
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Stanisław Wyspiański
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Rydel Lucjan - Poezye page 0026b.jpg


SCENA 1.
SZIMENA, ELWIRA.

SZIMENA
Elwiro, czyli to może

pogłoski, wrzawa fałszywa,
że się Rodrygo znów sławą
wybawcy Ojczyzny okrywa?
Dłoń, co mi ojca wzięła
Ojczyzny zbawicielką?
Okrył się mówisz sławą?

ELWIRA
I jeszcze jaką wielką!

Maurowie przed nim pierzchli w lot;
on łamie ich jak młot,
że precz musieli zbiedz.
Trzy godzin ledwo walka trwa,
on już zwycięzki precz ich gna.
W niewolę bierze królów dwóch.
Rozbija wszystko w puch.

SZIMENA
I cóż, że Maurów ściga precz,

gdy ojca zabił ten sam miecz.

I cóż, że Maurów dłoń ta gnie,
gdy szczęście moje wydarł mnie.
Chociażby nawet królów stu
w niewolę wziął, w kajdany skuł,
niedoli nie przebaczyć mu:
on, niegdy miłość dla mnie czuł. — —
I któż te wieści głosi?

ELWIRA
Lud.

Uważa go za cud.
Sława się szerzy z miast do miast.
Zda się że niebios sięgnie czołem,
że czołem sięgnie gwiazd.

SZIMENA
Cóż na to mówi król?

Zazdrośnie może zmarszczył brew
i skrycie waży gniew?

ELWIRA
O nie! Król wdzięczen za przysługę,

rad laurem przyjmie sługę.
Jednak Rodrygo po dziś dzień
na dworze sam niestawił się.
Don Diego zdobycz przywiódł zań,
by ją królowi złożyć w dań.
Błaga, że wart litości syn,
co Maurów wyciął w pień;
litości godzien za ten czyn,
wart zapomnienia dawnych win.

SZIMENA
Czyli jest ranny może?

ELWIRA
Nie.

Nic o tem nikt nie mówił mnie.
Może... Cóż z lic ubiegła krew?
Nikt o tem nic nie mówił mnie.

SZIMENA
Co się z nim dzieje, nie wiesz o tem?

Czy może co się stało?
Tam śmierć ich kładła w krwi pokotem;
czy jego szczęście mu sprzyjało?
Tylu poległych tam zostało?
Ty nie wiesz, czyli on z powrotem? — —
Czyli się w zgonie okrył chwałą,
czyli zwycięzkim wraca lotem?
Wyrzekłaś, żem na licu zbladła:
Miłość z rumieńców mnie okradła. — —
Lecz wstyd. Przygasaj w twarzy płomię;
wszakci żałobne noszę szaty,
żałoba w całym moim domie;
niezastąpionej płaczę straty.
Przecz z żarem igram nieświadomie;
więzień, za ciężkie pchnięta kraty,
żagiew gasnąca w ruin złomie, —
wszakże dług zemsty mam do spłaty?!
Całun żałości, strój złowrogi:
przepych dziś dla mnie cały.
Dar ten rzucają mi pod nogi
ręce, co lauru w krwi sięgały.
Jakoż się z losem serce zgodzi?
Całunie, dzierż nienawiść w sile!

Niech myśl o zemście nie przygasa,
choć serce zbudzi się przez chwilę.

ELWIRA
Pani, Infantka tu nadchodzi.


SCENA 2.
SZIMENA, ELWIRA, INFANTKA, ELEONORA.

INFANTKA
Nie myśl, Szimeno, choć się spieszy

księżniczka twoja, by cię witać,
że cię szczebiotem słów pocieszy.
Los twój bolesny i straszliwy.
Lecz, gdybyś znała serce moje,
w niem byś odgadła niepokoje:
jaką z tajemnic lica kryją,
co przemilczają moje usta,
dlaczego uśmiech niewesoły?
Przychodzę westchnąć z tobą społy,
gdy o Rodryga będziesz pytać.
Wszak wiesz to, iż dokonał cudu?

SZIMENA
Nie mnie brać udział w chwalbie ludu,

ni wspólnem wam weselu.
Was niechaj cieszy nagłość cudu;
wróg dla mnie w waszym przyjacielu.
On ci was wczora wywiódł z matni;
gdy wiara ludu weń uwierzy
i król w nim ufność swą położy,
napewno wieniec, co go zdobi,
pierwszy w szeregu, nie ostatni!

Gdy chwała cześci mu przymnoży —
któż sprawiedliwość mnie wymierzy?

INFANTKA
Szimeno! syn Don Diega

dokonał wielkich rzeczy.

SZIMENA
Już uszu mych dobiega

zla wieść, wieść niewołana.

INFANTKA
Czemu złą wieścią mienisz,

gdy wszystkim pożądana?
Czy złość jej twoja przeczy?
Rodrygo, Mars młodzieńczy,
wszak twoim był kochankiem.
Czy mściwość serce leczy?
Wszak zdobył twoje względy,
wszak w nim widziałaś rada
przyszłego twego Pana.

SZIMENA
Może być chwalon wszędy

i naród przed nim mnogi
paść może na kolana:
Był niegdy dla mnie drogi.
Dziś dla mnie kaźń i klęska,
gdy przy mnie wychwalana
dłoń wroga — a zwycięzka.
Na jedno to pamiętna,
com ojcu memu winna, —
choć serce kęs przymiera,
będę go pomstą ścigać.


INFANTKA
Dwór cały miał cię w cenie,

żeś w zemście twej namiętna,
by honor domu dźwigać,
w żądzy o kaźń Rodryga
stawała się natrętna.
Dziś czas, byś była inna.
Miałabym dla cię słowo,
lecz nie chcę cię urażać
ni mową zbyt surową, —
ni wiem, czy myśl tę nową
w umyśle chcesz rozważać, —
czy wierzysz żem życzliwa?...

SZIMENA
Księżniczko, nadewszystko

wiem to, żem nieszczęśliwa.
Gdy czułość słowo niesie,
przejęta dolą moją,
już nie natrętne rady,
lecz te, co umysł koją.
Księżniczko, mów, posłucham.

INFANTKA
Patrz, łzy w mych oczach stoją

nad waszą ciężką dolą.
Lecz, gdy chcesz zwalczyć siebie,
zwalcz siebie własną wolą!
Rodrygo, gdy niemiły,
gdy dusza nań się wzdryga,
znajdź w sobie tyle siły,
byś z duszy precz wydarła.

By miłość, co doń rwie się,
z twej woli dziś zamarła.
Gdy dla cię już stracona,
niech płomień żaru skona.
Niech, jako kwiat podcięty,
odrzucon precz, uwiędnie. — — —
Lecz miłość to żar święty;
mówiłam może błędnie;
on duszy świeci jaśnie
z nim może życie gaśnie?
Może, kto nań się zrywa,
by walczyć nieoględnie,
w porywie swym przeklęty,
jak kłos upada zżęty?
Lecz los tu się odwrócił:
ty karać chcesz winnego;
ten naszym bohaterem;
ocalił nas od zguby;
dziś król i dwór go wita
jako wybawcę swego.
I będzie pewno silnie
w tej sprawy rozsądzeniu
tej trzymać się rachuby,
by uległ złagodzeniu
wyrok dlań zbyt surowy.
Darmo więc twoja skarga
chce sięgnąć jego głowy.
Król sądząc nieomylnie,
bieg rzeczy uzna nowy;
tedy strzegł będzie pilnie,
by pęd zbyt mściwej dłoni,

twe skargi i lamenty
zamilkły z jego woli. — —
Miłości wzbroń mu swojej.
Niech boleść, ukojona
współczuciem twego króla
i twych przyjaciół grona, —
dla nas mu żyć pozwoli.

SZIMENA
Choć może w głębi piersi i litość dlań drzemie,

chociaż stanął na czele najpierwszych i dzielnych,
ocalił wam Ojczyznę, mienie, role, ziemie, —
choć przyszłość go policzy w poczet nieśmiertelnych,
choć naród go uwielbia a król pieści w chwale,
w popiele mych cyprysów, laury jego spalę!

INFANTKA
Chwalebnie było i wspaniale,

cnotliwie i szlachetnie,
dla ojca własne zdeptać szczęście.
Lecz jest szlachetność wyższa wcale,
co się we wielkich sercach budzi:
namiętność własną, mściwość, żądze
poświęcać szczęściu wszystkich ludzi.
Dość dla Rodryga będzie kary,
jak go wyrzucisz z twego serca.
Lecz wyrok króla przyjmiesz skromnie...

SZIMENA
Cokolwiek król sam rzecze do mnie,

niechętny żalu mego słuchać;

nie zdolna jestem łez potłumić,
nikt mnie nie zmusi do milczenia,
choćby chciał kupić duszę moją
wagą korony i sumienia.

INFANTKA
Szimeno, przewalcz w myśli

nim serce postanowi.
Miłość i pomsta walczą w tobie,
zmagają się w twem łonie.
Masz władzę nad obiema:
wiesz, coś jest winna ojcu twemu,
co Państwu i królowi.

SZIMENA
Po ojca mego zgonie,

wyboru dla mnie niema!

(Rozchodzą się).

SCENA 3.
DON FERNAND, DON RODRYGO, DON DIEGO,
DON ARIAS, DON SANSZO, DWÓR I RYCERSTWO.

DON FERNAND
Ścigan byłeś przezemnie a za rzeczy biegiem

wracasz mi bohaterem — ty, co byłeś zbiegiem.
We czci całej Kastylli, w sławie ród twój dawny;
lecz ty, przerosłeś wiele ojców poczet sławny,
chwałą własną sięgnąwszy aż ku mojej sławie,
iżeś mieczem przysłużył się ojczystej sprawie.
Ocaliłeś Ojczyznę, wroga precz zgoniłeś;
zanim ja byłem powstał, już ty — czynny byłeś.

Czynem w chyżości ubiegłeś mnie Pana,
w którego ręce troska Ojczyzny oddana.
Maurowie precz wyparci li twojem ramieniem.
Czyli mam dosyć mienia, dostatków i złota,
by nagrodzoną była twa dzielność i cnota
zgodnie z mą powinnością i króla sumieniem?
Królowie, jeńce dwaj, Cydem cię zwali
w obliczu mem. Noś imię: Cyd, któreć przydali.
Gdy zaś w ich obcej mowie »Cyd« znaczy: potężny, —
noś imię to rycerzu za czyn twój orężny.
Ostań postrachem Maurów: w Grenadzie, w Toledo
niechaj za twym rydwanem jeńce skute wiedą.
Dłużnym ostanę mimo, bym chciał zbyć wdzięczności.
Rówien mnie, równe prawo masz w ludu miłości.

DON RODRYGO
(głowę ma ubraną wieńcem ze świeżych gałązek lauru i dębu)
Wszystko, co byłem czynił, nie dla się, ni żołdu.

Ni wdzięczności się czuję godny, ani hołdu.
Uważam za powinność i szczęsną mą dolę,
jeźli mogę Ojczyźnie dać siły w niewolę.
Jeźli mogę Królowi wiernym służyć sługą.
Nie mierzyć chwalby danej mnie — z moją zasługą.

DON FERNAND
Chociaż czynisz powinność, li co honor każe,

nie każdy rzuci krew swą ojczyźnie w ołtarze.
Nie starczy wierny sługa. Mąż wielkiego ducha,
ten dopiero Ojczyzny skarg i wołań słucha.

Przyjm cierpliwie pochwały za twoje zwycięztwo.
Niechaj nam długa powieść — opowie twe męztwo.
Chcę sam z ust twych usłyszeć, co dotąd ocena
publicznej głosi wieści.


SCENA 4.
DON FERNAND, DON RODRYGO, DON DIEGO,
DON ALONZO, DON ARIAS, DON SANSZO,
DWÓR I RYCERSTWO.

DON RODRYGO
(rozpoczyna opowiadanie)
Ledwo zebrałem rycerstwo...


DON ALONZO
(wchodzi).
Gomeza hrabi córka posłuchania prosi.

Sprawę swoją i krzywdę przed sąd twój przynosi.

DON FERNAND
Nie chcę jej zmuszać do twego widoku.

Trzebaż, bym za dzięk cały precz gnał cię od siebie?
Ustąp zatem na chwilę.

DON RODRYGO
(ma odejść).


DON FERNAND
(skinął, aby się Rodrygo doń przybliżył).
Nim cię z oczu stracę,

przyjm uścisk mój, całunek mój, królewską płacę.

DON RODRYGO
(wyszedł).

SCENA 5.
DON FERNAND, DON DIEGO, DON ARIAS,
DON SANSZO, DON ALONZO, DWÓR I RYCERSTWO.

DON DIEGO
Jednak wiem, że Szimena...


DON FERNAND
Kocha twego syna.

Słyszałem to i mimo, że Rodryga wina
zmusza ją do ścigania go, ona niepomna
krzywdy; — miłością zda się nieprzytomna.
Więc chociaż mus jej każe wołać dlań o zgubę,
zasię kocha. Jej serce chcę stawić na próbę
Oznajmię jej, że wróg jej Rodrygo nie żyje.
Tym podstępem się dowiem, co serce jej kryje.
Wszyscy w rzekomym smutku złączycie się ze mną,
gdy Szimena ze skargą stanie tu przedemną,


SCENA 6.
DON FERNAND, DON DIEGO, DON ARIAS,
DON SANSZO, DON ALONZO, SZIMENA,
ELWIRA, DWÓR I RYCERSTWO.

DON FERNAND

Ciesz się dziecię. Nareszcie zemsta twoja syta.
Wieścią o zgonie wroga, król twój cię powita...
Rodrygo padł w tej walce, którą sława głosi.
Snać nieba wysłuchały, czego mściwość prosi.

(do Don Diega półgłosem)
Czy uważałeś: barwa jej twarzy się mieni.

Patrz, bladość wystąpiła na ognie czerwieni.


DON DIEGO
Niewątpliwie, to miłość; boleść ją zdradziła.

Snać w serce kochające, wieść ta ugodziła.

SZIMENA
Jako? Rodrygo zginął — czyli mnie to kłamią?

Czemuż mię w okrucieństwie słów, jak badyl łamią?
Jeźli wołałam zemsty, to dziś klnę się za nią!

DON FERNAND

Na los narzekasz córko? To było udanie.
Rodrygo żyw. Lecz widzę, że krzywdy niepomna,
zdradzasz, co kryje serce.

SZIMENA
Byłam nieprzytomna;

więc słów moich niesądźcie, jak były mówione.
Niegdy mię Rodrygowi dawano za żonę;
lecz śmierć ojca, zgon ojca, straszne to morderstwo
całunem krwi przesłania oczu moich żądze.
Zbyt rychle mnie pomawia król o przeniewierstwo.
Przypominam, pamiętam, com jest winna sobie:
skargę moją ponawiam, przyszłam tu w żałobie.

DON FERNAND
Teraz krzykiem chcesz w pomstę pobudzić sumienie,

ujawniła wpierw prawdę bladość i milczenie.

SZIMENA
Mnie się należy milczeć; jemu wszystko wolno!

Nademną Pan, nad wrogów Pan zgrają niewolną.

W krwi Maurów utonęła sprawiedliwość winna.
Któż żąda, bym za jego szła dzisiaj rydwanem?
Bym go, jak Maurów króle uznawała Panem?

DON FERNAND
Pomiarkuj uniesienie. Cóż zarzut mnie czynisz?

Żem z wyrokiem niespieszny, to już sąd mój winisz?
Jeślim w sądzie powolny, wzgląd to jest na ciebie.

SZIMENA
Na mnie wzgląd?! O przewrotność! O Boże na niebie!

Także twa ręka króla ma być dla mnie sroga,
że chcesz mnie za kochanka oddać mego wroga?
Czyli to z nędzy mojej czynicie igraszki:
że łzy, krzywda i skargi brane są za fraszki?
Skoro dziś w oczach króla me łzy tracą prawo,
niechaj prawo mieczowe, będzie mi odprawą.
Nie małżonka; rycerza chcę dla mej obrony;
niechaj wyzwie, w wyzwaniu niech zwalczy Rodryga, —
a zwycięzca, — powita mnie imieniem żony.
Każ głosić to orędzie.

DON FERNAND
Orędzie ogłoszę.

Ale nim to uczynię o łaskę cię proszę.
Walka dwu nadużyciem zbyt często się staje;
winny uszedł, niewinny żywot swój oddaje.
Chętnie zwalniam Rodryga od przymusu złego.
Stał się podporą tronu, stróżem Państwa mego.
Więc, jakiejkolwiek dojrzy kto w nim winy,
zawdy ja go policzę w najlepsze me syny.


DON DIEGO
Jako? Chcesz dla jednego praw burzyć porządek?

Gdy właśnie praw się trzymać wskazuje rozsądek.
Takiem rzeczonem słowem strwożyłbyś twój naród,
zachwiał rządów powagę, bezładu siał zaród.
Hrabia padł za zuchwalstwo. Niech to samo ramię,
drugi raz za tę samą ojca walcząc sprawę,
raz drugi wyzwie losu: Czy szczęście nam skłamie?

DON FERNAND
Hola! hola! Uczynię podług waszej woli.

Lecz widzę, że zbyt wielu iść chciałoby w szranki:
nazbyt ponętną wdzięczność Szimeny kochanki.
Gdy więc orędzie moje ma być sprawiedliwe,
raz tylko jeden szranków otworzyć pozwoli.
Wybierz swego rycerza. Wybierzesz jednego.
Lecz, po skończonej walce, nieżądaj niczego.

DON DIEGO
Przeciwnie; niech orędzie szranki wszerz otworzy.

Niech cała młódź rycerska tarcze wokół złoży.
Nikt nie stanie do walki. Poryw i odwaga
pod ciosami Rodryga ugnie się, zatrwoży.
Nikt więc nie wnijdzie walczyć w szranki za zagrodą.
Któż bo byłby ten śmiały?

DON SANSZO
Ja. Niech w szranki wiodą.

Oto jestem ten śmiały, raczej ten ochotny.

(do Szimeny)

Sądzę, twe słowa niebył li wybieg przelotny;
uznajesz obietnicy wagę?

DON FERNAND
Przyjmujesz go zgodna?


SZIMENA
Wyrzekłam obietnicę.


DON FERNAND
Do jutra.


DON DIEGO
Nie Panie!

Rodrygo dzisiaj jeszcze do walki tej stanie.

DON FERNAND
Zezwalam. Skoro jednak bójka ta mnie smuci,

nie będzie tam obecny nikt z mojego dworu;
ani ja pójdę patrzeć. — —

(do Don Ariasa)
Dla dozoru,

by zapasów ścisłego dopełnić rygoru,
wyznaczam sędzią ciebie. Ty przywiedziesz do mnie
Zwycięzcę. — Tu mą wolę ogłaszam niezłomnie:
mężem Szimeny będzie, kto z walki powróci.




Przypisy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Wyspiański.