Cyd (Corneille-Wyspiański)/Akt III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Corneille
Tytuł Cyd
Podtytuł Tragedya w pięciu aktach
Data wydania 1907
Wydawnictwo nakład tłumacza; skład w Księgarni Gebethnera
Druk Drukarnia W. L. Anczyca
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Stanisław Wyspiański
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Cyd 1.jpg


SCENA 1.
DON RODRYGO, ELWIRA

ELWIRA
Wszelki duch Boga chwali!

Kogo widzę?! — Rodryga?
Wszedłeś niepostrzeżony?
Królewska straż cię ściga.

DON RODRYGO
To los mój, klnę się Bogiem.

To los mój opłakany.

ELWIRA
Czyli przed domu progiem,

cień hrabi niepomszczony,
nie wzbronił wnijścia tobie,
zabójco przeklinany?
Szimena w łez żałobie,
gnie się w nieszczęściu srogiem.
Czyli się tu chcesz chronić,
gdy już cię mają chwytać?

Źleś wybrał tu schronisko;
przekleństwo jeno tylko
i łzy cię będą witać.

DON RODRYGO
Niedbam, czy straż mię ściga,

czy kiedy mnie pochwycą;
nieszukam tu schroniska
ani się cieniów boję,
choćby mar sto wzbraniało
przystępu w te podwoje.
Hrabia padł moim wrogiem.
Bo tak mój honor kazał,
bym straszną czyniąc krzywdę
rodzica krzywdę zmazał.
Straszniejsza moja dola
niżeli kaźń, więzienie.
Nad szczęściem mści się wola,
ściga mnie przeznaczenie.
Niestraszni mi królowie,
ich sługi i ich miecze,
gdy wszędzie kędy wstąpię
rozpacz się za mną wlecze.
W rozpaczy błędnem kole
ja, — ojca jej morderca,
przychodzę giąć mą wolę;
niebłagać przebaczenia,
gdy klątwę mam na czole,
lecz w litość skłonić serca:
niech życie weźmie moje.
Przynoszę je w ofierze.

Za łzy, nieszczęście swoje
niech je tym mieczem bierze.

ELWIRA
Ukryj się. — Widzę moją panią.

Don Sanszo tutaj idzie za nią.

DON RODRYGO
(odchodzi)

SCENA 2.
SZIMENA, DON SANSZO, ELWIRA.

DON SANSZO
Krwi za krew winnaś żądać,

w słusznym płonąca gniewie;
twych łez skarżące prawo
czekaniem zbyt łaskawą
mordercy dolę znaczy.
Nim król go sam doścignie,
ty winnaś ścigać raczej.
Pozwól mi być twym sługą.
Chciej przyjąć miłość moją.
U stóp twych składam kornie
i serce me i zbroję.
Przyzwól to jedno słowy.

SZIMENA
Król przyrzekł strzedz mej sprawy;

nie chcę obrażać sędzię.
Rozum czekać mi każe.

DON SANSZO
Czekać zbyt długo będzie.

Ja działać już gotowy,

zachęcon, żądny sławy,
zdwojoną zyskam siłę.

SZIMENA
Usługi twe, — choć miłe,

na dzisiaj nieprzyjęte.
Spamiętam i rozważę.
Dziś jeszcze krwi niepragnę:
to łez mych prawo święte.
Gdy dłoń, co winnych ściga,
co mi przyrzekła prawo,
nie sięgnie wnet Rodryga,
zbyt będąc nań łaskawą, —
wtedy przypomnę twoją
gotowość walki krwawą.

(Don Sanszo odchodzi).

SCENA 3.
SZIMENA, ELWIRA.

SZIMENA
Płaczcie me oczy nieszczęśliwe!

Za jakąż, jakąż karę?
Zbyt może długo, nazbyt długo
oglądałyście szczęście żywe?
Połowa mego życia
ostała w ciemnym grobie.
Żywota reszty marne
w cmentarnej mrą żałobie.
Płaczcie me oczy biedne:
kiry przed wami czarne;
łzy dla was ino jedne.
W umyśle pełnym trwogi
stoczyłam walk niemało.

Rodrygo dla mnie drogi,
śluby zapowiedziane:
wspomnienie mi zostało
straszne, — niezapomniane.

ELWIRA
Snać ulgi nie znajdujesz

we łzach, — choć strugą płyną?

SZIMENA
Elwiro, czy nie czujesz,

żem ulgi niespragniona;
że cieszę się tym żalem,
co łzami bucha z łona?
Płaczcie me oczy biedne,
me oczy nieszczęśliwe.
Łzy dla was ino jedne.
Nadziei dla mnie nie ma,
ulgi, ni ukojenia.
Dopokąd myśl mą nęka
Kochanie to straszliwe.

ELWIRA
Kochasz go i miłujesz?


SZIMENA
Rzec: Kocham, — to za mało.

Uwielbiam: mało jeszcze.
Oddałam mu się całą,
myślą się o nim pieszczę.
Radosne to kochanie
było mnie kołysało,
gdy klęska na mnie spada
i szczęście precz zabiera.

W umyśle pełnym trwogi
stoczyłam walk niemało;
wszakci był dla mnie drogi,
śluby zapowiedziane:
wspomnienie mi zostało
straszne — niezapomniane.

ELWIRA
Czyliś już umyśliła,

co czynić ci wypadnie?

SZIMENA
To serce niegodziwe

myśl moją zemście kradnie.
To miłość, znowu miłość,
co mną okrutna, — władnie.
Cóżem to ojcu winna,
czylim już zapomniała?
Czyżbym nad łzy bezsilne
nic więcej dlań nie miała?
Miłość to niegodziwa
na honor mój nastaje.

ELWIRA
Posłuchaj, może serce

w uczuciu swem niekłamie?
Dziś twoja myśl w rozterce,
dziś ból ją srogi łamie.
Lecz czas uśmierza bole.

SZIMENA
Ja w nieszczęść żyję kole.

O sławo, moja sławo,

we wstydzie się rumienię:
nadto zwlekałam długo.

ELWIRA
I cóż zamierzasz czynić?


SZIMENA
Co każe przeznaczenie.

Pomna Rodzica chwały,
jak ojciec mój, — chcę słynąć.
Gdy dom się chwieje cały,
chcę pomścić go i zginąć!


SCENA 4.
SZIMENA, ELWIRA, DON RODRYGO.

DON RODRYGO
Pragniesz mnie ścigać, — nie trudź się daremno.

Masz mnie przy sobie...

SZIMENA
Rodrygo przedemną?

Rodrygo w moim domu?

DON RODRYGO
Słuchaj, coć powiada

skazaniec, twojej karze i zemście powolny.
Nieoszczędzaj krwi mojej.

(podaje jej swój miecz).

SZIMENA
Przestań, zamilcz. Biada!


DON RODRYGO
Chwilę...

SZIMENA
Ostaw mnie samą.


DON RODRYGO
Niech odpowie szpada.


SZIMENA
Precz! Krew Rodzica do noża przyschnięta

o swoje prawa klnie. — Córka pamięta,
co zabitemu winna.

DON RODRYGO
Moją głowę.

Przyschła doń jego krew: ostrze gotowe.
Uderz...

SZIMENA
Nie moje mścić się będzie ramię.


DON RODRYGO
Uderz.


SZIMENA
Szukając zemsty sercu memu skłamię.

Pamiętać?! Zbrodnia! — Ty żyjesz za długo.
Jakiejże pomsty krwi stałam się sługą?
Jestem niewolna w myśli, niewolna w mym czynie:
jakoż mścić się i kochać na jednej godzinie?
Oddal się, — znieść nie mogę, żałość serce łzawi.
Niech cię własne sumienie mordercy zadławi.

DON RODRYGO
Pojdę, jeżeli każesz; jeźli każesz, wrócę.

Radbym w twych oczach skończyć zbyt żałośne życie.

Lecz nie sądź, bym przez miłość i czułość ku tobie,
jak tchórz, żałował spełnionego dzieła.
Gniew działa nazbyt szybko, ojciec mój cześć traci;
któż więc, jeżeli nie ja, odwetem zapłaci?
Zbrodnię uważać muszę, za czyn mój zasługi.
Gdybym nie był dopełnił, zabiłbym raz drugi.

SZIMENA
Moja nieszczęsna miłość i czułość ku tobie,

nie pozwoli mnie podłej szukać dla cię kary.
Skrzywdziłeś mnie, zyskując honor w mej żałobie.
Mam więc twej śmierci wołać, równej żądna miary?
Żegnaj mi, mścić się muszę, obowiązek srogi!
A jednak, mimo krzywdę, ty mnie jesteś drogi;
Co przeciw tobie pocznę, chcę by los to zwalił;
chcę, by mimo pościgu Bóg ciebie ocalił.

DON RODRYGO
Miłości! działasz cuda!


SZIMENA
O nędzo straszliwa!


DON RODRYGO
Tak nas przygnębia ojców waśń niepowściągliwa.

Któżby śmiał był pomyśleć?!

SZIMENA
Któżby śmiał był wierzyć?!


DON RODRYGO
Bodajżem nie znał życia.

SZIMENA
Lepiej było nie żyć.


DON RODRYGO
Los to pewno nas ściga, — to Bóg nam zazdrości.


SZIMENA
Gdzie owe dnie przepadłe pogody, radości?

Żegnaj mi.

DON RODRYGO
Bywaj zdrowa. Może śmierć łaskawą

ześle los. Utraciłem już do szczęścia prawo.

SZIMENA I ELWIRA
(oddalają się).


SCENA 4.
DON RODRYGO, DON DIEGO.

DON DIEGO
Nareście! Niebo pozwala cię spotkać.


DON RODRYGO
Niestety.


DON DIEGO
Syn mój winien się oprzeć był czarom kobiety.


DON RODRYGO
Niemów mi więcej ojcze, czylim co powinien.

Com był winien, spełniłem! I coż mi zostało?
Li śmierci szukam teraz za nagrodę całą.

DON DIEGO
Nie na to czas. Co inne mówić tobie spieszę.

Sądzę, że kilku słowy ognia z ciebie skrzeszę:

Król twój, ojczyzna twoja żądają pomocy!
Wieść, że okręty wroga widziano tej nocy
na naszej rzece, ta wieść jest prawdziwą.
Maurowie zniszczą miasto grabieżą straszliwą,
jeźli kto nie pochwyci tej chwili ster w dłonie,
by ratować tę nawę, którą fala chłonie.
Zewsząd lamenty słychać, płacz i narzekanie:
Bo któż Maurów nawale oprzeć się jest w stanie?
Król i Dwór w tej nagłości potracili głowy
i temu masz zawdzięczyć, że wyrok surowy
jeszcze niewykonany, że nikt cię nie ściga. —
Hańbą dla mego rodu byłoby więzienie.
Zjednałem więc przyjaciół moich — w sprzysiężenie,
by cię wydobyć z kaźni, gdybyś był schwytany.
Miałem ich w pogotowiu. Lecz dziś inne plany
obmyślam, by przyspieszyć twoje ocalenie.
Miast, byś domową wojną imię, ród niesławił;
spiesz na przyjaciół czele, byś Ojczyznę zbawił!
I właśnie tak się zdarza, że pięciuset męża,
którzy w sprawie mej hańby dobyli oręża,
zaprzysięgło się ująć za krzywdę mą zgodnie.
Przeto gdzieindziej zwrócę zapęd ich i miecze,
niech wstrzymają ćmę Maurów, co na nas się wlecze.
Ty staniesz na ich czele, na śmierć pojrzysz zblizka,
albo przydasz laur nowy do sławy nazwiska.
Padniesz na polu walki, lub zwycięzcą wrócisz.
Tak tem najlepiej zawiść i zazdrość ukrócisz.
Dziełem wielkiem król skłoni się do przebaczenia.

Czynem wielkim Szimenę zmusisz do milczenia.
Ale czas chyżo bieży, — tracę go na słowa;
bodaj się już spełniło to, o czem tu mowa.
Chcę, byś chyżo pospieszył. Chodź ze mną tej chwili
a zobaczą niebawem i Król i Ojczyzna,
że odzyskają w tobie, co w hrabi stracili!




Przypisy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Wyspiański.