Cyd (Corneille-Wyspiański)/Akt V

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Corneille
Tytuł Cyd
Podtytuł Tragedya w pięciu aktach
Data wydania 1907
Wydawnictwo nakład tłumacza; skład w Księgarni Gebethnera
Druk Drukarnia W. L. Anczyca
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Stanisław Wyspiański
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Cyd 1.jpg


SCENA 1.
DON RODRYGO, SZIMENA.

DON RODRYGO
Przyszedłem, by Cię żegnać.


SZIMENA
Żegnać?


DON RODRYGO
Po śmierć idę.

Szukam w tej walce zgonu, spragnionego zdawna.

SZIMENA
Zgonu szukasz? Nie walka więc, rzeź raczej jawna.

Bo nie uwierzę nigdy, by Sanszo się łudził,
aby nagłem wyzwaniem lęk był w tobie wzbudził.

DON RODRYGO
Don Sanszo, czy kto inny: walczy w twej obronie.

Wszak żądałaś mej śmierci; jak mam życia bronić?
Niech Sanszo mnie zwycięża, niech miecz grzęźnie w łonie:
dziś mnie raczej za śmiercią — nie za laurem gonić!


SZIMENA
Odkądże to Rodrygo laury rzuca wzgardą?

Wszakci dopiero po nie sięgał dłonią hardą.
Cóż, że dzisiaj o honor mój zdajesz się dbały;
ojcu wydarte laury, laury tobie dały.

DON RODRYGO
Nie szukam więcej sławy, ani mi jej trzeba;

wszak ci ta moja sława, twój gniew na mnie ściąga.
Starczy jeźli powiedzą: kochał był Szimenę.
Zginął li przez tę miłość. — To moje rozstanie...
Żywiło mnie kochanie, zabiło kochanie.

(wybiega).

SZIMENA
Rodrygo stój! Rodrygo, jeźli pamięć droga, —

Jeźli czułość kochanka uścisk mój pamięta, —
uwolń mnie od mojego obrońcy — natręta! —
Uwolń mnie od Don Sansza. —

(wybiega)

SCENA 2.

INFANTKA
1.Czyli ten ogień, którym płonę,

ten żar co serce ściska,
czyli ta łezka kryształowa, —
co u różanych powiek błyska,
znaczą czułości me stracone?
Rodrygo godzien wziąść mnie żonę.
Lecz jakoż sięgnie mojej ręki?
Wszak ci na stopniach stoję tronu,

dla mnie li tylko królewicze;
rycerzy godna pokłonu,
w poczet zalotnych ich nie liczę.
Choć dla Rodryga serce bije,
Miłość i czułość w sobie skryję:
zamilkaj serce dziewicze. — — —

2.A jednak, jednak serce puka
w książęcej mej katanie...
Czyli mam chwytać szczęście moje,
czy uśpić to kochanie?
Dziwne mnie trapią niepokoje.
Darmo wybiegu rozum szuka
wśród dziwów tej zagadki:
Rodrygo rycerz taki gładki,
Rodrygo rycerz taki sławny,
ród jego starodawny.
On, chociaż może godzien tronu,
tronu li tylko będzie sługą.
Ze sercem walczyć będę długo.
W poczet zalotnych go nie liczę.
Choć dla Rodryga serce bije,
miłość i czułość w sobie skryję.
Zamilkaj serce dziewicze. — —

3.O Boże, Boże! Szczęście moje!?
Komu w małżeństwo mnie oddadzą,
Komu oddadzą mnie w zamęźcie:
i król i stany nad tem radzą.
Zapewne króla mnie przeznaczą.
Rodrygo wliczon między wodze;

zwycięztwa jego tyle znaczą.
Ah los mnie trapi srodze.
W królewskiej rodzę się kolebie:
prawa mi każą cenić siebie.
Choć chcę Rodryga cenić wyżej,
przed się go zawsze widzę niżej,
ledwo u stopni tego tronu,
na którym obok ojca stoję,
do hołdu wzwykła i pokłonu.
W poczet zalotnych go nie liczę.
Choć dla Rodryga serce bije,
miłość i czułość w sobie skryję.
Zamilkaj serce dziewicze. — —

4.Godzien mnie. Dziwne staczam boje.
Wszakże Szimenę kocha zdawna.
Cóż, że mną szarpią niepokoje?
Ich miłość była dla mnie jawna.
Nie ja przeszkodą wśród nich stoję,
bo nawet ojca krew przelana
miłości onych nierozprzęga.
Snać jest więc miłość tą potęgą,
że aż od niebios — piekieł sięga.
Zamknięta mego losu księga.
Snać przeznaczenie samo każe,
abym ich wrogich i zwaśnionych
sama powiodła przed Ołtarze.
Dla niej się zrzekam mego Cyda,
lecz czyli serce mnie nie wyda?
W poczet zalotnych go nie liczę;
choć dla Rodryga serce bije,

miłość i czułość w sobie skryję:
Zamilkaj serce dziewicze.


SCENA 3.
INFANTKA, ELEONORA.

ELEONORA
Cóż główka zadumana?

Czy znowu zasępiona,
Księżniczko ukochana?

INFANTKA
Jestem uspokojona.


ELEONORA
I sądzę, że zupełnie.

Serce się ochłodziło
z pragnienia, co dziś zrana
jeszcze niepokoiło.
Miłość, nadzieją żyje:
z nadziei zgonem — kona.
Nie myśleć o Rodrygu,
bo sprawa to stracona.
Szimena go wyzwała,
by walczył z jej rycerzem.
W tej walce albo zginie...

INFANTKA
Alboli żyw ostanie?

Zwycięzkim dlań puklerzem
wobec Don Sansza broni
ów postrach dziś się stanie,
co Maurów przed nim goni,
co Maurów przed nim ściga

we zgrozie i popłochu,
jakby za nimi biegła
Marsowych lwów kwadryga.
Tu dla mnie się zaczyna
udręki dawna dróżka,
zła jesteś dla mnie wróżka.
Jeżeli żyw powróci...

ELEONORA
Mężem Szimeny będzie.

Wszak wiesz, że tak rzecz głosi
królewskich słów orędzie.
Nadzieja więc stracona.
Przyznaj księżniczko szczerze,
że czas, by serce zmienić.
Kochanka inna bierze.
Cóż masz się dlań rumienić?

INFANTKA
Jakiejże to nadziei

zawcześnie chcesz mi wzbraniać?
Mimo że znam orędzie,
które król ojciec głosił
przed całym swoim dworem;
to jednak, gdybym chciała
przełamać ojca wolę,
w lot rzecz mą bym zyskała
i łzami i uporem.
Amor to, nie kto inny,
podstępu by mnie uczył;
Amor, co zawsze czynny,
kochanków jest postrachem.


ELEONORA
Co słyszę? Więc królewna,

kwiat kastylskiego tronu,
Kastylskiej blask korony,
orlę, co w lotach winno
o wież potrącać dzwony;
królowi harfa śpiewna,
na górne strojna tony;
Infantka, której prawem
Królewskie ślubić rody:
myśl cudzym zwodzi gachem,
że piękny i że młody?
Szimena tu użyła
podstępu i chytrości;
Don Sansza gdy wybiera,
to dla tej świadomości,
że od Rodryga słabszy
siłą i doświadczeniem,
niesprosta mu na rękę
biegłością ni ramieniem.
Rachuba w tem się kryje,
fałszywość jej złośliwa:
by, zwiódłszy serce czyje,
zbyć trwogi w łatwym boju
i zemstę swą ukoić
w pozornych larw spokoju. —
Tak zdradą i obłudą
chce zyskać poklask dworu.
Dług, cieniom ojca winny,
zbyć chytrze dla pozoru.
I serce oszukaniem

uciszyć i upoić.
Czyliż przystało tobie
w to błędne wstąpić koło?
Przypomnieć musisz sobie,
coś winna urodzeniu.
Żeś winna iść na przekór
żądzy i uniesieniu.
Żeś z tych, którym w kościele
przy świętem namaszczeniu,
przy wielkiem dzwonów biciu,
chorałów dźwięcznem pieniu,
koroną wieńczą czoło.
Bóg dla cię ześle mężem
monarchę, księcia, króla
w purpurze, w złotogłowiu
pod gwiazd iskrzących skłonem.
Skłoni się po twą rękę
przed ojca możnym tronem.
Cóż ci rycerski sługa,
choćby i sam Rodrygo?...

INFANTKA
Sługa?! Rodrygo panem!!

Rodrygo — to potęga!!!
Choć przyklęknął kolanem
Przed ojcem i przed królem;
we szczęściu potarganem
sławę zdobywa — bólem!
Imieniem »Cyd« przydanem
gdy Maurów króle wiąże,
by z jego szły rydwanem,

dosięga głową tronu;
wart więcej czci pokłonu,
niżeli król, czy książę!
To on! Ten zdawna upragniony,
mój rycerz, Święty Jerzy!!
Wódz, na którego naród czeka!
W którego naród cały wierzy!
Kocham go, już niekryję
miłości, ni się wstydzę;
nie mojem to zadaniem
by zwodzić serce czyje.
Ogień ten wielki widzę,
gdy niem dziś sama płonę:
Żegnajcie, — bądźcie zdrowe
miłości sny szalone!
Po życie sięgnę nowe:
we szczęściu ludu mego
w bólu i łzach święcone.

(oddalają się).

SCENA 4.
SZIMENA, ELWIRA.

SZIMENA
O Boże, Boże, mocny Boże.

W rozsterce, wciąż w rozsterce.
Sama się własną wolą trwożę:
wola zabija serce.

O dolo, dolo, sroga dolo,
czyż kochać mam mordercę?
Żądze mię palą, myśli bolą;

sama się własną trwożę wolą:
w rozsterce, wciąż w rozsterce.
O Boże, Boże, mocny, Boże, —
wola zabija serce!

W tej chwili walka tam się waży;
straszliwe te zaloty:
Jeden co przydan mnie do straży,
zaś drugi serca pan i duszy
i sprawca mej sromoty.
Jeżeli walka się powiedzie,
mych łez popłyną zdroje.
Jeżeli zginie mój kochanek,
los złamie szczęście moje.
Pośrodku dwu przepaści stoję,
myśl błądzi nieprzytomnie.
Dwaj zalotnicy, walczą o mnie.
Los łamie szczęście moje.
O Boże, Boże, mocny Boże!
W rozsterce, wciąż w rozsterce,
próżno się lękam, próżno trwożę,
wola zabija serce.

ELWIRA
Walka, co trwogą cię przejmuje,

nadzieję jednak wnosi.
Wyniku walki nie zgaduję,
lecz wiem, co rozkaz króla głosi.
Rodrygo tobie się dostanie;
lub ojciec pomstę zyska.
Przyznaję, że się sprawa plącze,
nie widzę szczęścia zblizka;

lecz przeznaczenie, snać łaskawe,
nadzieją dla cię zdala błyska.
Mówisz, że w błędnem stoisz kole,
klniesz własną zlękłą myśl i wolę.
Wśród zawieruchy tej i burzy,
mimo że rozpacz serce nuży,
snać przeznaczenie zbyt łaskawe,
jednak nadzieją krasi sprawę.
Zwycięzca mężem twoim będzie.
Królewskie głosi tak orędzie.
Jeźli Don Sanszo...

SZIMENA.
Zmilcz! Przeklęcie!

Niech szpadę złamie mu nieszczęście.
Wprzódy na marach mnie zobaczy,
niż z nim idącą w zamężcie!
Don Sanszo, rycerz mój, najmita,
użyty za narzędzie
niech o zapłatę mnie nie pyta,
bo precz odprawion będzie!
Złość jeno z moich ócz wyczyta,
gniew ścigający wszędzie.
Maską pozoru byłam skryta,
biorąc go na obrońcę.
Dziś larwa fałszu ze mnie zmyta,
niech prawdy świeci słońce.
Kocham Rodryga, oń się trwożę;
ponad przepaścią stoję.
O Boże, Boże, mocny Boże.
Los łamie szczęście moje.
Gdzież tu nadzieja dla mnie błyska?

Ni zdala dostrzedz jej, ni zblizka.
Chyba już dla mnie świat zamkniony,
choć życie we mnie płonie jasno;
gwiazdy radości mojej gasną,
żywot jak sen prześniony.
Jako te mary snu złowrogie,
widzę postacie sobie drogie:
cień ojca z krwi okrutną raną.
Widzę Rodryga...

ELWIRA.
Ach Szimeno!

Szimeno, strzeż się, byś tej chwili
przez los nie była ukaraną.
Rycerze twoi się złożyli.
Szpada o szpadę iskry trąca.
Zaloty się roztrzygną krwawo.
A ty obłędna, krwi pragnąca,
strzeż się, Szimeno, wyzwać losu;
by bóstwo cię niewysłuchało,
darząc, prędkiego darem ciosu.

SZIMENA.
Elwiro! — Boże! już się stało...! — —

SCENA 5.
DON SANSZO, SZIMENA, ELWIRA.

DON SANSZO
(przyklęka)
Obowiązany, u stóp twoich miecz ten składa.

SZIMENA
O zdrajco, o zuchwały, zabójco, o biada!

Jakież szaleństwo rękę twoją wiodło?
Zabiłeś moją miłość. Czyś mniemał zwiedziony,
byś mnie mógł kiedy posiąść złamaną i podłą?
Rodrygo tylko jeden dla mnie uwielbiony.
Zabiłeś go! Wybuchaj miłości niewolna!
Jużem zapędu mego hamować niezdolna!
morderco, tobież dane pomścić ojca mego
przekór mnie, gdy zabiłeś kochanka mojego.
Rozpętaj się miłości, miłości niewolna,
jużem mego zapędu hamować niezdolna!

DON SANSZO
(powstaje)
Chciej wysłuchać —


SZIMENA
Smiesz mówić?! Zbójco bohatera,

twoja to dłoń podstępna żywot mu wydziera!

DON SANSZO
Chciej wysłuchać.
(wchodzą: Król i Dwór)

SCENA 6.
DON FERNAND, DON ARIAS, DON SANSZO,
DON DIEGO, DON ALONZO, SZIMENA, ELWIRA.

SZIMENA
(do Króla)
O Panie, dziś maskę mą rzucę.

Jedyną utraconą, miłość dzisiaj nucę.
Kochałam go, w tem wszyscy wyście mnie poznali.
I to wiecie, jakośmy wzajem się kochali.
I to, jako tę miłość chciałam mieć w ukryciu,
całe jedyne szczęście wydzierając życiu,
gdym je złożyła ojcu i zemście w ofierze,
niewiedząc czego pragnę, niewiedząc w co wierzę.
Don Sanszo za wyrokiem ma mnie wziąść za żonę:
zbyt to surowe prawo, dla mnie zasądzone.
Niechaj raczej w klasztoru zacisze skazana,
niezaznam już małżonka, ni żadnego pana!
Niech do murów klasztornych przyschną te łzy moje.
Aż kiedyś Bóg nas złączy nieszczęsnych oboje.

DON SANSZO
Gdy, po kilku złożeniach, miecz wypadł mi z dłoni;

tak rzekł do mnie Rodrygo, zbawiwszy mnie broni:
wolę nieroztrzygniętą tę walkę zostawić,
niżelibym się z tobą krwawo miał rozprawić.
Walczyłeś dla Szimeny; przez to cię szanuję.
Gdy zaś królewski rozkaz doń mnie powołuje,
idź do niej sam, opowiedz o walki przebiegu.
Twój własny miecz doręczysz jej w moim imieniu,
jako żem cię zwyciężył przy pierwszem złożeniu.
Uczyniłem, jak żądał. Słuchać mnie niechciała.
Mnie obaczywszy z mieczem nieszczęsna myślała,
żem ja Rodryga zabił.


SCENA 7.
DON FERNAND, DON ARIAS, DON DIEGO,
DON SANSZO, DON ALONZO, SZIMENA,
ELWIRA, INFANTKA, ELEONORA,
DON RODRYGO.

INFANTKA
(prowadząc Don Rodryga ku Szimenie)

Zwól by ręce księżniczki łezki twe otarły.
Żyw przed tobą, którego sądziłaś: umarły...

DON FERNAND
Żyw i tobie przeznaczon za rygorem prawa.

Od chwili tej dla niego musisz być łaskawa.
Czas, co najcięższe rany, goi i ulecza,
równo rany serdeczne, jak i rany miecza.
Jak chcesz sama, idź zrazu za klasztorne mury,
byś opłakała ojca, łzami wdzięcznej córy.
Ale za czas powrócisz, by dotrzymać wiary
twemu sercu dziewicy.

(do Rodryga)
Dla cię Wojewodo,

szlachetny Cydzie, bojem wsławiony tak młodo,
nowe obmyślam trudy; już naprzód zgaduję,
jak zwycięztw chciwa ręka Maurów chyżo szczuje.
Skoroś ich precz odgonił od naszych wybrzeży,
dziś niech w własnem ich gnieździe miecz twój postrach szerzy.
Powiedziesz zbrojne hufce. Ogniem i żelazem
kraj ich wyniszczysz cały. Przed twoim obrazem,
przed twem imieniem, »Cyda«, pierzchnie wróg struchlały.

Ufam, zwycięzki, wrócisz. Twój król na cię czeka.
Może Bóg wróci szczęście, które dziś odwleka.
Niech rozgłos surm donośny obwieści ludowi,
Żem wojsk mych województwo powierzył »Cydowi«.

(Odgłos trąb).


Przypisy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Wyspiański.