Raj utracony (1902)/Pieśń XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor John Milton
Tytuł Raj utracony
Data wydania 1902
Druk Piotr Laskauer i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Bartkiewicz
Tytuł orygin. Paradise Lost
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron
PIEŚŃ XII.

Jako podróżny, wstrzymujący drogę
W porze południa, choć mu spieszno dalej,
Tak i Archanioł umilknął na chwilę
Między zniszczonym światem i wznowionym,
Bacząc, czy Adam nie zapyta o co;
Poczem łagodnym tonem tak tłómaczył.
«Widziałeś świata początek i koniec,
Jakby ród drugi człowieka w odnowie,
Wiele masz jeszcze do ujrzenia, ale
Wiem, że już osłabł twój wzrok śmiertelnika.
Przedmioty boskie muszą z konieczności
Umysł człowieka wyczerpywać, nużyć,
Dlatego dalsze dzieje zawrę w słowach,
A ty posłuchaj z należną uwagą.
«Wtóre to plemię, dopóki nieliczne,
Póki w pamięci nie zatrze obrazu
Strasznego sądu, bać się będzie Boga,
A zachowując w życiu pewną miarę

Sprawiedliwości, rozmnażać się szybko,
Orając rolę, zbierając plon bujny
Zboża, oliwy i wina, przynosząc
Częste ofiary z trzód swoich wybrane,
Cielce, jagnięta, koźlęta, obficie
Skrapiane winem; będą święcić święta,
I dni swe pędzić w niewinnej radości
Przez długie lata pokoju, w rodzinach
I pokoleniach, pod rządem ojcowskim,
Aż się człek znajdzie żądny panowania,
Piękną równością niezadowolony,
Ani braterstwem; panowanie sobie
Niezasłużone przywłaszczy nad braćmi,
Zgodę i prawo Natury zupełnie
Wypędzi z ziemi. Polując podstępnie
I jawnie (ludzie mu będą zwierzyną),
Zgnębi tych, co się oprą jego władzy
Tyrańskiej. Zwany będzie łowcem wielkim
Przed Panem, jakby urągając Niebu,
Lub też żądając z Nieba drugiej władzy,
A od rokoszu swą władzę wywiedzie,
Choć innym rokosz zarzuci. Gromada,
Z nim albo pod nim pragnących panować,
Pójdzie wędrówką na zachód Edenu,
Znajdzie równinę, gdzie jak gardziel Piekła,
Wre z głębi ziemi topiel czarnej smoły:
Z niej i z palonej cegły zacznie wznosić
Miasto i wieżę, coby sięgła nieba
Wierzchołkiem swoim, a im rozgłos dała,
By nie zginęła o nich pamięć, sława,

Zła albo dobra, to im wszystko jedno.
Lecz ich spostrzeże Bóg, co często schodzi
Nawiedzać ludzi i ich pomieszkania,
Sam niewidzialny: zbliży się do miasta
Wprzód nim ich wieża wzrośnie i dosięgnie
Wieżyc niebieskich, i na pośmiewisko
Duchem niezgody dotknie ich języki,
Tak, iż rodzinnej zapomniawszy mowy,
Słowa nieznane skrzeczeć będą; wkrótce
Powstanie dziki skrzekot budowników,
Jeden drugiego nie zrozumie, w końcu
Ochrypli, wściekli, pójdą w rozproszenie.
Wielki śmiech będzie w Niebie, gdy Anioły
Na dziwny taki zamęt patrzeć będą,
Zgiełku słuchając. Tak śmiesznej budowie
Przylgnie na zawsze nazwa zamieszania.
Adam w ojcowskiej markotności rzecze:
«Obmierzły synu, przeczżeś wywyższenia
Szukał nad braci, przywłaszczając władzę,
Której Bóg nie dał: nieograniczone
Dał panowanie tylko nad zwierzęty,
Ryby i ptaki; nam przyznał to prawo,
Ale nad człekiem nie stanowił panem
Człowieka, tytuł ten sobie zachował!
Człowieka wolnym stworzył pośród ludzi.
Gwałcicielowi nie dość było władzy
Nad człekiem wziętej, wyzwał nawet Boga,
Wieżą wysoką oblegając Niebo!
Nędzny! Jakążby żywność podniósł w górę
Na wyżywienie siebie i wojsk swoich?

Gdy rozrzedzone w wyżynach powietrze
Wnętrznościby mu zepsuło, umarłby
Jeśli nie z braku chleba, to powietrza.»
Na to mu Michał: «Słusznie w obrzydzeniu
Masz tego syna, który pokój ludzi
Zamiesza w taki sposób, że skrępuje
Rozumną wolność, ale wiedz zarazem,
Że po upadku twoim już stracona
Wolność prawdziwa, która zawsze żyje
W ścisłej z rozumem parze, a bez niego
Żadna istota nie może jej zyskać.
Jeżeli rozum człowieka przyćmiony,
Lub straci posłuch, wraz niesforne żądze
I namiętności na miejsce rozumu
Obejmą rządy, i odtąd wolnego
Człowieka zrobią niewolnikiem; wtedy
Tę dobrowolną duchową niewolę
Bóg w słusznym sądzie karze nadesłaniem
Gwałtownych władców, którzy mu niegodnie
Zewnętrzną wolność często odbierają.
Jest koniecznością tyrania, choć to
Nie uniewinnia bynajmniej tyrana.
Czasem narody upadną tak nisko,
Cnotę i rozum tracąc, że nie krzywda,
Lecz sprawiedliwość i jakieś przekleństwo
Losu zewnętrzną wolność im odbiera,
Gdy utracili wewnętrzną; przykładem
Nieobyczajny syn człowieka, który
Budował arkę: za to, iż lżył ojca,

Przeklęty wraz z swem potomstwem skażonem,
By niewolnikiem niewolników został.
Tak świat późniejszy, równie jak poprzedni,
Coraz gorszemu ulegnie zepsuciu,
Aż rozgniewany tą niegodziwością,
Bóg pozostawi ludzi na ich drogach
Skalanych, od nich oczy swoje święte
Odwróci, tylko jeden wybierając
Naród, i jemu cześć swoję poruczy.
Naród ten, plemię jednego wiernego,
Co przedtem jeszcze nad brzegiem Eufratu
Przebywał, a wzrósł pośród bałwochwalców.
Czyż możesz wierzyć, iżby ludzi taka
Opanowała głupota, gdy jeszcze
Żył patryarcha ich, który ocalał
Z potopu, — oni zapomnieli Boga,
I czcić zaczęli swe własne utwory
Kamienne, albo drewniane, jak bogi!
Lecz tego męża Bóg najwyższy raczył
W sennem widzeniu powołać, by z domu
Ojca, rodziny, od fałszywych bogów
Do tego kraju szedł, który mu wskaże;
Z niego potężny naród wyhoduje,
Błogosławieństwem takiem go napełni,
Iż wszystkie ziemi naród)’ w nim będą
Błogosławione. Usłuchał natychmiast.
Co za kraj nie wie, ale wierzy mocno.
Ty go nie możesz widzieć, lecz ja widzę,
Z jaką opuszcza wiarą swoje bogi,
Przyjaciół, ziemię rodzinną, Chaldeę;

Jak się przeprawia przez Haranu wody,
Za nim pakowny tabor, stada, trzody
I liczne sługi: idzie nie ubogi,
Ale bogactwo wszystko swe oddaje
W opiekę Bogu, który go powołał
Do nieznanego kraju. Teraz wchodzi
Do Chanaanu: rozbite namioty
Dokoła Sichem, na płaszczyźnie Moreh,
Tam obietnicę otrzymał, że cały
Ów kraj posiędzie jego pokolenie.
Od północnego Hamath do Pustyni
Ku południowi (zwę je po nazwisku,
Chociaż obecnie żadnego nie mają),
Na wschód Hermonu, do wielkiego morza
Ku zachodowi. Góra Hermon, morze,
Uważ te miejsca tam, gdzie je wskazuję.
Nad brzegiem Karmel, góra, z niej wypływa
Jordan, z dwóch źródeł, prawdziwa granica
Od wschodu: tego męża potomkowie
Seniru wzgórza kiedyś zamieszkają.
Pomnij, że wszystkie narody na ziemi
Błogosławione będą w jego rodzie,
Z jego nasienia wielki Zbawca zetrze
Wężową głowę; o czem objawienie
Zaraz otrzymasz szersze... Patryarcha
Ów, «Abrahamem wiernym» będzie zwany,
Zostawi syna i wnuka; ci w wierze,
Mądrości, sławie, godni będą jego.
Prawnuk z dwunastu synami swoimi
Opuści ziemię Chanaanu, przejdzie

Do kraju, później zwanego Egiptem,
Rzeką Nil na dwie części przedzielonym.
Patrzaj, tu płynie, siedmioma ujściami
Wpada do morza. W Egipcie ów prawnuk
Osiądzie w latach głodu, na wezwanie
Jednego z młodszych synów, który cnotą
Swoją dostąpi najpierwszego stopnia
Po Faraonie. Tam zakończy życie,
A plemię jego wzrośnie w naród liczny
I podejrzane będzie późniejszemu
Faraonowi, bo obcy a liczni
Będą przybysze; z gości zrobi sługi,
Ich rozmnożeniu stawiać będzie tamy,
Każe zabijać synów pierworodnych
Owych przybyszów, aż przyjdą dwaj bracia
(Mojżesz i Aaron będą ich imiona)
Posłańcy Boga; z polecenia Jego
Naród wybrany wywiodą z niewoli
I doprowadzą ze sławą i łupem
Do obiecanej ziemi. Ale wprzódy
Wiarołomnego tyrana, co twierdził
Ze nie zna Boga ich, i rozkazania
Jego nie spełni, trzeba będzie skruszyć
Przez liczne cuda, plagi nadzwyczajne:
Rzeki przemienią swe wody w krwi fale,
Żaby, wszy, muchy, do obrzydliwości
Napełnią jego pałac i kraj cały;
Przepadnie bydło wszelkie od pomoru;
Jego samego i lud jego wszystek
Pokryją wrzody i krosty; pioruny

Zmieszane z gradem, grad zmieszany z ogniem
Spadną na Egipt z nieba i kraj zniszczą,
A co zostanie traw, owocu, ziarna,
Zjedzą szarańczy nieprzejrzane chmary
Do ostatniego szczątka zieloności.
Ciemność zapadnie od granic do granic,
Trzy dni trwać będzie ciemność namacalna,
Wreszcie, o samej północy, śmierć spotka
Wszystkich Egiptu pierworodnych synów.
Tak poskromiony dziesięciu ranami,
Ten potwór rzeczny poddaje się wreszcie,
I gościom swoim dozwala wyruszyć,
Lecz chociaż mięknie zatwardziałe serce,
Znowu twardnieje, jak lód po roztopię:
Zapamiętały, zapędzi się w pogoń
Za tymi, których tylko co uwolnił,
Utonie w morzu wespół z wojskiem swojem,
Gdy lud wybrany przejdzie suchą nogą
Pomiędzy dwoma ścianami z kryształu,
Którym Mojżesza różczka tak stać każe,
Aż ocaleni wyjdą na brzeg drugi.
«Tak wielkiej władzy swojemu świętemu
Udzieli Stwórca, choć za pośrednictwem
Swego Anioła, który w dzień przed niemi
Jak obłok, w nocy jako słup ognisty
Iść będzie, drogę wskazując w pochodzie
I od pościgu chroniąc; król ów bowiem
Uparty, gonić ich będzie noc całą,
Lecz ciemna chmura zbliżyć mu się nie da
Aż do poranka: wtedy Bóg, spojrzawszy

Przez słup ognisty i przez słup obłoczny,
Zmiesza mu szyki, wozy pogruchocze.
Gdy Mojżesz dzielną swą laskę podniesie
Nad fale morskie — morze go posłucha,
Zaleje zbrojne tłumy, — z niemi wojnę.
Naród wybrany pójdzie z brzegów morskich
Przez dziką puszczę nie najkrótszą drogą
Do Chanaanu, bo, niedoświadczony
W sztuce wojennej, nie zechce uwagi
Chananejczyków obracać na siebie;
Strachby go zagnał znowu do Egiptu,
Do haniebnego żywota w niewoli:
Bo życie miłe i dzielnym i podłym,
Póki nie wprawi ich przyzwyczajenie,
Zastępujące odwagę szaloną.
Ów długi pobyt w obszernej pustyni
I tę im korzyść przyniesie, że sobie
Władzę utworzą i senat wybiorą
Z pośród dwunastu pokoleń, by rządził
Według ustawy, jaka będzie dana,
Gdy z góry Sinai, której szczyt omglony
Wstrząśnie się, Pan Bóg zstąpi wśród błyskawic,
Huku piorunów i trąby odgłosów,
I nada prawa. Jedne z nich określą
Porządek świecki, inne religijne
Składanie ofiar, które figuralnie
I symbolicznie będą zapowiedzią
Tego, co kiedyś zetrze głowę węża,
I tak dokona zbawienia ludzkości.
Lecz dla śmiertelnych zbyt straszny głos Boga;

Wielki ten urząd Mojżesz teraz spełni,
Przygotowując i przepowiadając
Przyjście większego odeń. I prorocy
Następnych czasów wielbić Messyasza
Wielkiego będą. Bóg ustanowiwszy
Prawa, obrzędy, tak spodoba sobie
Ludzi posłusznych Jego świętej woli,
Że raczy wśród nich swój namiot umieścić,
Najświętszy, mieszkać razem z śmiertelnymi.
Z Jego rozkazu wzniesiony Przybytek
Z cedru i złota, w nim złożona skrzynia
Z świadectwem Jego przymierza z człowiekiem,
A nad nim będzie złota Ubłagalnia,
Między skrzydłami jasnych dwóch Cherubów,
Przed nim wciąż palić się będzie lamp siedem
Jak Zodyaku siedem gwiazd niebieskich.
Nad tym namiotem w dzień obłok się wzniesie,
A w nocy smuga ognista wciąż błyskać,
Wyjąwszy czasu podróży. Nakoniec,
Tak prowadzeni przez Anioła, dojdą
Do ziemi, którą Bóg obiecał nadać
Abrahamowi i jego potomstwu.
Długo byłoby opowiadać dalsze
Wypadki, ile bitew stoczą, ilu
Pobiją królow, ile królestw wezmą;
Albo jak słonce stanie w środku nieba,
Dzień cały przyjście nocy odwlekając,
Na głos jednego człowieka: «Ty, słońce
Przeciw Gabaon nie ruszaj się, a ty,
Księżycu, przeciw dolinie Aialon,

Póki Izrael nie przemoże wroga!»
(Tak się zwie trzeci w rodzie Abrahama
Syn Izaaka, od jego imienia
Przejdzie ta nazwa na całe potomstwo
Zdobywające ziemię Chanaanu.)»
Tu przerwał Adam: «Wysłanniku Nieba,
Co mnie ciemnego oświecasz, jak błogie
Opowiedziałeś mi rzeczy! Szczególnie
O Abrahamie i jego plemieniu.
Teraz dopiero mam oczy otwarte,
Zaspokojone serce, które przedtem
Jeszcze dręczyła troska, co się stanie
Ze mną i z całem ludzkiem pokoleniem,
A teraz widzę przyjście Tego, w którym
Błogosławione będą wszystkie ludy.
Nie zasłużyłem wcale na tę łaskę,
Zakazanemi środkami sięgałem
Po zakazaną wiedzę. Jednej rzeczy
Nie mogę pojąć, że Bóg tym, wśród których
Raczył na ziemi zamieszkać, tak liczne
I rozmaite prawa ustanowi;
Czyżby tam grzechy równie liczne były?
Czyż Bóg wśród takich grzesznych mieszkać może?
Michał mu na to: «Grzech wśród nich z pewnością
Panować będzie, bo są twoim płodem;
Dla tego tylko dane te zakony,
By mieli dowód własnej ułomności,
Bo grzech ich ciągle podnieca do walki
Przeciwko prawu: gdy ujrzą, że prawo
Wykrywa grzechy, ale ich nie gładzi,

Dając zaledwie słabą, figuryczną,
Expiacyę w krwi wołów i kozłów,
Wtedy spostrzegą, iż drogocenniejszą
Krwią trzeba spłacić za winy człowieka,
Że sprawiedliwy niesprawiedliwego
Winy ma ponieść, by w sprawiedliwości
Takiej przez wiarę i dobre uczynki
Znaleźli w Bogu usprawiedliwienie,
W sumieniu pokój. Prawem przepisane
Nie zaspokoją sumienia obrzędy;
Człowiek sam z siebie nie mógłby wypełniać
Wskazanych prawem przepisów moralnych;
Nie wypełniając ich, traciłby życie,
Więc nie wystarcza prawo, ono tylko
Na to nadane, by przygotowało
Lepsze przymierze, gdy się spełnią czasy;
By od nauki pod postacią danej,
Przyszedł do prawdy, od ciała do ducha,
Od nałożenia prawa surowego
Do swobodnego brania szczodrej łaski,
Od niewolniczej do synowskiej trwogi,
Od praw spełniania do uczynków wiary.
I Mojżesz, choć tak od Boga kochany,
Jest tylko sługą prawa, nie on zatem
Lud swój wprowadzi do ziemi Chanaan,
Ale Jozue, którego poganie
Zowią Jezusem: on imię i urząd
Piastuje Tego, który zetrze Węża,
I ludzi, długo po pustym świata
Błądzących, wwiedzie do spoczynku Raju.

A ci tymczasem w ziemskim Chanaanie
Długo zażywać będą pomyślności,
Lecz grzechy ludu rwać będą ten pokój,
Pobudzą Boga, że im wznieci wrogów,
Pokutujących znów ratować będzie.
Naprzód Sędziowie, potem będą rządy
Sprawować Króle, z których drugi, sławny
I z pobożności i z przewag potężnych,
Otrzyma boską obietnicę taką
Nieodwołalną, iż jego królewski
Tron wiecznotrwały będzie; tak orzekną
Wszystkie proroctwa, — że z plemienia króla
Dawida (takie jego imię) kiedyś
Syn się narodzi, Nasienie Niewiasty
Przepowiedziane tobie, a następnie
Abrahamowi, jako Zbawca, w którym
Wszystkie narody nadzieje swe złożą,
Zapowiedziany królom, z nich ostatni,
Bo wiecznie jego królestwo trwać będzie.
Lecz wprzód przeminie długi szereg królów:
Zaraz najpierwszy, syn Dawida, sławny
Z mądrości, z bogactw, dla arki Przymierza
Przechowywanej aż dotąd w namiotach,
Wzniesie wspaniałą świątynię. Nastąpią
Bądź dobrzy, bądź źli królowie; złych więcej;
Ich bałwochwalstwo i inne występki
I gromadzące się wciąż grzechy ludu
Gniew Boga wzniecą tak, iż ich opuści:
Ich kraj, stolicę i swoję świątynię,
Arkę Przymierza i wszystkie świętości

Na pohańbienie wyda, łupem zrobi
Pysznego miasta, którego wieżyce
Widziałeś dawniej opuszczone, zwane
Babilon, czyli zmieszanie języków.
Tam ich w niewoli siedmdziesięcioletniej
Pan pozostawi, potem ich powróci,
Na łaskę pomny swą, na przysiężone
Przymierze z królem Dawidem, tak stałe
Jak dni na Niebie stale następują.
Wróciwszy z więzów Babilonu, naród,
Królów, swych panów, mając pozwolenie,
(A Bóg ich serca ku temu nachyli),
Z żarliwą wiarą Dom Boży zbuduje,
W swem poniżeniu mierny żywot spędzi,
Aż wzrósłszy w liczbę i bogactwa, zacznie
Wojnę domową. Między kapłanami
Naprzód powstaną rozterki, wśród mężów
Co u ołtarza służąc, powinniby
Szanować pokój. Zatargi ich nawet
Świątynię Pańską zbezczeszczą: nakoniec
Za berło chwycą królewskie, nie bacząc
Na pozostałe potomstwo Dawida:
W ręce obcego przejdzie panowanie,
By pomazaniec, prawy król, Messyasz,
Mógł się narodzić z praw swoich obdarty.
Gwiazda na niebie dotąd niewidziana,
Zwiastuje światu Jego narodzenie,
Powiedzie mędrców Wschodu, szukających
Gdzie się narodził, by mu w darze złożyć
Mirrę, kadzidło i złoto; to miejsce

Prostym pasterzom, trzód strzegącym w nocy,
Ukaże Anioł; pośpieszą weseli
I słyszeć będą Aniołów zastępy,
Opiewające Jego chwałę. Panna
Jest Jego Matką, Ojciec Siła Boska,
Na tron dziedziczny wstąpi i rozszerzy
Swe panowanie aż do krańców ziemi,
A chwałę swoję aż do krańców Nieba.»
Umilkł, spostrzegłszy, że Adam z radości
Łez pełne oczy miał, jak w ciężkim żalu;
Płakałby, gdyby nie dał sobie folgi
W słowach, więc takie z piersi swej wydobył:
«Proroku dobrej nowiny, twe słowa
Me najszczytniejsze spełniają nadzieje,
Teraz rozumiem jasno (czego wprzódy
Próżno usilnem szukałem myśleniem),
Dla czego wielki nasz Oczekiwany
Będzie nazwany Nasieniem Niewiasty.
Bądź pozdrowiona, o Dziewico Matko!
Wielka miłością Nieba, ty z biodr moich,
A z twego łona Syn Boga Wielkiego;
Tak Bóg z człowiekiem połączyć się raczy.
Teraz Wąż pewno starcia swojej głowy
W śmiertelnym strachu czeka; powiedz
Gdzie, kiedy walkę stoczą, co urazi
Piętę Zwycięzcy?» Michał na to rzecze:
«Nie wyobrażaj sobie pojedynku,
Ran w głowę albo w piętę. Nie dla tego
Syn Człowieczeństwo z Boskością połączył,
By z wielką siłą zbić nieprzyjaciela;

Nie w taki sposób ma być pokonany
Szatan, któremu straszniejsze skruszenie,
Upadek z Nieba, zostawiło siłę
Zadania tobie śmiercionośnej rany,
Którą On, Zbawca, przyjść mający, zgoi,
Nie niszcząc Czarta, tylko jego dzieło
W tobie i w twoim rodzie. To się może
Stać nie inaczej, jak spełnieniem tego
W czem ty chybiłeś, posłuszeństwem prawu
Pod karą śmierci na cię włożonemu,
I poniesieniem śmierci za twą winę
I winę tych, co z ciebie się narodzą.
Tak tylko można zadosyć uczynić.
Sprawiedliwości. On to prawo boskie
Przez posłuszeństwo i miłość wypełni,
Choć miłość sama już wypełnia prawo.
I twoje karę On przyjmię na siebie
Obłócząc ciało, by żyć w poniżeniu
I śmierć przeklętą ponieść, głosząc życie
Tym wszystkim, którzy uwierzą, że zbawi,
Że posłuszeństwo Jego, przez ich wiarę,
Im przyczytane będzie, wszystkim
Którzy uwierzą, jako do udziału
W chwale zasługi własne nie wystarczą,
Chociażby prawu zadosyć czyniły,
Bez Zbawiciela zasług nieskończonych.
Dla tego będzie On znienawidzony,
W życiu bluźniony, pojmany, sądzony,
Skazany na śmierć haniebną, ohydną,
Przez swoich ziomków przybity do krzyża,

Zabity za to, że życie przynosi.
Ale do krzyża on twych nieprzyjaciół
Przybije, z nimi prawo przeciw tobie,
Grzechy ludzkości całej ukrzyżuje,
Że odtąd nigdy nie będą szkodziły
Tym, co swą ufność w zadośćuczynieniu
Jego położą. Tak umrze, by zaraz
Powstać z umarłych. Śmierć tylko na krótko
Nad nim mieć będzie władzę: nim powróci
Trzecie świtanie, ujrzą gwiazdy ranne
Powstającego z grobu, jak jutrzenka
Rzeźkiego; spłaci okup za człowieka,
Wyzwoli z władzy śmierci. Tak ocali
Korzystających z tej łaski przez wiarę
I połączone z nią dobre uczynki.
To boskie dzieło unieważni wyrok
Dany na ciebie, abyś śmiercią umarł,
W grzechu na zawsze pozbawiony życia;
To dzieło zetrze głowę Czarta, skruszy
Moc jego, zwalczy Grzech i Śmierć, dwa główne
Jego oręże, i głębiej pogrąży
Ich żądła w jego głowę, niż czasowa
Śmierć, czyhająca na piętę Zwycięzcy.
A wybawionych śmierć to jak sen cichy,
Łagodne przejście do wiecznego życia.
Po zmartwychwstaniu niedługo na ziemi
Przebywać będzie, tylko kilka razy
Zjawi się uczniom swym, co mu za życia
Towarzyszyli stale. Im poleci,
Aby naukę i zbawienie Jego

Opowiadali wszystkim ludom świata;
Tych, co uwierzą, aby chrzcili w rzekach
Najbliższych, na znak obmycia ich z grzechu
Pierworodnego i przygotowania
Na śmierć podobną śmierci Zbawiciela,
Gdyby potrzeba zaszła. Uczyć będą
Wszystkie narody, bo już od dnia tego
Nietylko dzieciom z lędźwi Abrahama
Przepowiadane będzie wybawienie,
Ale i dzieciom wiary Abrahama
Na całym świecie: tak wszystkie narody
Błogosławione będą w jego rodzie.
Wtedy Pan wstąpi na Niebiosa Niebios,
Tryumfujący nad nieprzyjaciółmi
Swymi i twymi; pochwyci w przestworzu
Księcia powietrza, Węża, i w okowach
Przez całe jego królestwo powlecze,
Tam go na pastwę rozpaczy porzuci.
Wtedy do chwały wejdzie, po prawicy
Boga zasiędzie, nad wszystkie imiona
Niebieskie wyższy; a gdy świata tego
Dojrzeje koniec, przyjdzie w blasku chwały
I mocy, sądzić żywych i umarłych.
Niewiernych poda śmierci wiekuistej,
Wiernych nagrodzi przyjęciem do chwały
Na ziemi, albo w Niebie; ziemia cała
Będzie też Rajem naówczas, szczęśliwszym
Niż Eden, i ze szczęśliwszemi dniami.»
To rzekłszy Michał Archanioł umilknął,
Do tak wielkiego doszedłszy okresu

Przeznaczeń świata; nasz wielki praojciec
Pełen radości i zachwytu rzecze:
«O nieskończona, niezmierna Dobroci!
Co tyle dobra ze zła wyprowadza,
Złe nawet w dobre zamienia; cudniejsza,
Niż kiedy światło z nicości wywiodła
W stworzeniu świata! Sam już teraz nie wiem,
Czy mam żałować grzechu, jakim spełnił
I spowodował, czy raczej się cieszyć,
Że więcej dobra z niego się wytworzy
Bogu na chwałę, ludziom na pożytek;
Nad gniewem łaska obfitować będzie.
Lecz powiedz, gdy Nasz Zbawiciel do Nieba
Powrócić musi, co spotka nielicznych
Wierzących w niego od tłumów niewiernych
I nieprzyjaciół prawdy? Kto strzedz będzie
Lud Jego, kto go bronić? Czy nie zechcą
Gorzej ich krzywdzić, niż Jego samego?»
«Z pewnością zechcą, rzekł Anioł, lecz z Nieba
Pocieszyciela on przyśle swym wiernym,
Obiecanego przez Ojca. Duch Jego
Wśród nich zamieszka, i miłości sprawą
W sercach ich kreślić będzie prawo wiary,
Prowadzić drogą prawdy i okrywać
Zbroją duchowną, aby się zdołali
Opierać szturmom Szatana i gasić
Jego ogniste groty. Tak wspierani,
Będą niezłomni, nie zlękną się śmierci,
Ani najsroższych tortur, nagrodzeni
W sercu pociechą tak, iż w podziwienie

Wprawią najdzikszych swoich prześladowców.
Bowiem Duch Święty naprzód się wyleje
Na Apostołów, aby nauczali
Wszystkie narody, a potem na wszystkich
Ochrzczonych spuści przecudowne dary:
Wszystkiemi mówić będą językami,
I czynić cuda, jak ich Mistrz przed nimi.
Więc liczne rzesze ze wszystkich narodów
Z radością przyjmą ich poselstwo z Nieba,
W^ końcu spełniwszy służbę, dokonawszy
Dobrze zawodu, i pozostawiwszy
Spisaną swoję naukę i dzieje,
Zakończą żywot, lecz, jak ostrzegali,
Zjawiać się będą czasami w ich miejsce,
Jako pasterze, wilki krwi niesyte,
I wszystkie święte Nieba tajemnice
Na swoję korzyść wyzyskiwać będą
W celach ambitnych: zabobonem skażą
Pozostawioną prawdę w księgach świętych,
Sobie przywłaszczać będą dostojeństwa,
Miejsca wysokie, tytuły i władzę,
Wciąż pod pozorem dążności duchownych.
Ale to będą nowości bezbożne,
Na które wielu odważy się; ciężkie
Prześladowanie nastąpi tych wszystkich,
Którzy wytrwale będą czcili Boga
W duchu i w prawdzie: inni, w większej liczbie,
Cześć religijną w zewnętrznych obrzędach
I w formalnościach zawrą drobiazgowych;
Prawda, strzałami potwarzy przeszyta,

Ścichnie, i rzadkie będą czyny wiary.
Tak świat przeciwny dobrym, złym przychylny,
Iść będzie, jęcząc pod własnem brzemieniem,
Aż dzień się zbliży, w którym sprawiedliwy
Odetchnie wolno, złego dotknie zemsta;
Przyjdzie ów, tobie naprzód obiecany
Niejasno, jako Nasienie Niewiasty,
Teraz wyraźniej, twój Pan i twój Zbawca;
Przyjdzie w obłokach, w chwale Ojca swego,
Skruszy Szatana, jego świat przewrotny;
Z Nieba i Ziemi, oczyszczonych ogniem,
Nowe Niebiosa, nową Ziemię stworzy,
Wieki bez końca, oparte na cnocie,
Pokojem tchnące, miłością, i zawsze
Owocujące w radość i zbawienie!»
Umilkł, a Adam tak mu w końcu rzecze:
«Błogosławiony wieszczu, jakże szybko
Twoje wieszczenie zmierzyło znikomy
Świat i bieg czasu, aż wstrzymany, stanie!
Po za tem przepaść — wieczność, której końca
Nigdy wzrok żaden nie dosięgnie. Teraz
Odchodzę z miejsc tych bardzo pouczony,
Uspokojony w duszy, zbogacony
Tą wiedzą, jaką mój umysł obejmie;
Sięgać po więcej było głupstwem mojem;
Teraz naukęm zyskaŁ-że najlepiej
Boga jedynie słuchać, bać się, kochać,
Każdy krok czynić, jakby w obec Niego;
Zawsze Opatrzność Jego mieć w pamięci,
W Nim tylko ufać, bo On miłosierny

Dla dzieł swej ręki; zawsze przezwycięża
Dobrem złe; spełnia małemi środkami
Wspaniałe rzeczy; tem, co według świata
Słabe, obala potężnych na świecie,
A mądrych świata wstydzi maluczkimi,
Wiem, że cierpienie za prawdę jest męstwem
Do najwyższego wiodącem zwycięstwa,
I że dla wiernych śmierć jest bramą życia.
Tak mnie naucza przykład mego Pana,
Którego teraz uznaję za Zbawcę
Mego, na wieki błogosławionego.»
Anioł mu na to rzecze raz ostatni:
«Jeśliś się tego nauczył, dosiągłeś
Szczytu mądrości, już się nie spodziewaj
Wyżej postąpić, choćbyś wszystkie gwiazdy
Znał po nazwisku, wszystkie Niebios siły,
Skrytości głębin, Przyrody działanie,
Lub sprawy Boga na niebie, w powietrzu,
Ziemi i morzu; chociażbyś posiadał
Wszystkie bogactwa świata i sam jeden
Nad królestwami wszystkiemi panował.
Dołączaj czyny do tej wszystkiej wiedzy,
Ona na ciebie obowiązki wkłada;
Dołączaj wiarę, cnotę i cierpliwość,
Umiarkowanie i miłość, co kiedyś
Przybrawszy nazwę miłosierdzia, będzie
Wszystkich cnót duszą. Przestaniesz się martwić
Z utraty Raju, bo wtedy posiędziesz
Raj w duszy, większe szczęście przynoszący.
Lecz zejdźmy z tego szczytu rozważania,

Bo już się rozstać będziemy musieli,
Już oto straże, które tam na wzgórzum
Postawił, hasła swego oczekują,
A na ich czele oręż płomienisty
Na znak odejścia groźne ruchy czyni.
Nie możem być tu dłużej; obudź Ewę,
I ją też słodkim snem, wieszczącym dobro,
Uspokoiłem, i skłoniłem umysł
Do pokornego przyjęcia swej doli.
W stosownej porze powiedz jej to wszystko
Coś słyszał, głównie w przedmiocie jej wiary,
Że z jej nasienia (Nasienia Niewiasty)
Przyjdzie Zbawiciel rodzaju ludzkiego.
Jeszcze wam długo żyć w wierze i zgodzie,
Choć zasmuconym winą popełnioną,
Lecz większą jeszcze budząc w sobie radość
Szczęsnego końca rozpamiętywaniem.»
Umilkł, obadwa zstąpili ze wzgórza:
Adam pośpieszył naprzód do schroniska,
Gdzie snem zmorzoną pozostawił Ewę,
Lecz obudzoną zastał i usłyszał
Takie nie smutne wcale z ust jej słowa:
«Wiem skąd powracasz, i gdzie idziesz teraz,
Bo Bóg i we śnie wskazówek udziela;
Kiedym znękana smutkiem w sen zapadła,
Zesłał widzenie, szczęścia przepowiednie.
Teraz mnie prowadź, zwłoki nie przyczynię.
Dla mnie iść z tobą, jakby zostać w Raju,
Samej tu zostać prawdziwe wygnanie.

Ty, co z mej winy stąd idziesz wygnany,
Wszystkiem mi jesteś i za wszystko staniesz,
Tę tylko pewną unoszę pociechę,
Że choć przezemnie wszystko utracone,
Niegodna takąm łaskę uzyskała,
Że Odnowiciel przezemnie świat zbawi.»
Tak rzekła matka nasza, Adam słuchał
Uradowany, lecz nie odpowiedział,
Bo już Archanioł zbliżył się, a z wzgórza
Przeciwległego hufiec Cherubinów
W błyszczącym szyku szedł na stanowisko.
Jak meteory sunęli po ziemi,
Jak mgła wieczorna, nad rzeką powstała,
Gdy się prześlizga przez bagna i prawie
Za piętę chwyta powracającego.
Z pola rolnika. Przed nimi wysoko
Jasno migotał miecz ognisty Boga;
Nakształt komety strasznej, co upałem
Suchym, jak tchnienie libijskiej pustyni,
Pożogę niesie urodzajnym niwom.
Więc przyśpieszając, Anioł ujął ręce
Naszych nieskorych prarodziców, powiódł
Prosto do bramy wschodniej, tam ze skały,
Poprowadziwszy na płaszczyznę, zniknął;
Spojrzą za siebie, a nad całą wschodnią
Granicą Raju, ich jeszcze niedawno
Błogą siedzibą, wiewają płomienie;
W bramie postaci groźne, broń ognista.
Nie mogli łez powstrzymać, lecz je prędko

Obtarli; cały świat mieli przed sobą,
Na wypoczynek miejsca do wyboru,
Pod Opatrzności przewodem. Powolnym
Krokiem wędrowca, ręka w rękę poszli
Po przez Edenu samotne przestrzenie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: John Milton i tłumacza: Władysław Bartkiewicz.