Ostatnia wola/Akt II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Fredro
Tytuł Ostatnia wola
Rozdział Akt II
Pochodzenie Dzieła Aleksandra Fredry tom VIII
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wydania 1880
Druk Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały tom VIII
Pobierz jako: Pobierz Cały tom VIII jako ePub Pobierz Cały tom VIII jako PDF Pobierz Cały tom VIII jako MOBI
Indeks stron


AKT II.

(Salon pierwszego Aktu.)

SCENA I.
Paulina, Dorski.
Paulina.

Stanisław jest człowiekiem lekkomyślnym, ale lekkomyślnością sam sobie tylko szkodzi — jest złośliwym, nie jest złym — zawsze dawał mi dowody szczeréj przyjaźni; ale Stanisław nie lubi Serafina, dlatego wszystkiemu co się tycze Serafina wierzyć nie można, jakto zapewne już się Pan o tém mogłeś sam przekonać.

Dorski.

Stanisław jednak powiedział i tego Panno Paulino nie zaprzeczyłaś, ani Pani Zielska, ani nawet Pan Serafin, że nie miłość cię spowodowała do oddania mu ręki.

Paulina.

Nie miłość, to prawda, ale szacunek.

Dorski.

Nie tak dawno znasz Pani Serafina, aby można z wszelką pewnością liczyć na jego charakter — miłość choćby potém i zawiedzioną została, zostawia po sobie jakąś pamiątkę, choćby tylko jak sen przyjemny, ale szacunek nieusprawiedliwiony cóż pozostawi?

Paulina.

Nie pozbawiaj mnie Pan nadziei, któréj chwyciłam się porywczo może. — Jako brata mojéj Malwiny proszę, zaklinam, nie zwiększaj trwogi w osamotnionéj mojéj duszy.

Dorski.

Poznałem cię Panno Paulino przez Malwinę, poznałem nadewszystko duszę objawiającą się w twoich listach i najczystszém uczuciem pokochałem...

Paulina (wstając).

Ależ ja tego słuchać nie mogę.

Dorski.

Straciłem nadzieję...

Paulina.

Ale nie chcę, abyś Pan z nadzieją stracił i dobrą o mnie opinją. I Malwina cóżby powiedziała, dowiedziawszy się, że ja wczoraj wzięte z wszelką rozwagą postanowienie dzisiaj zmieniam bez żadnego słusznego powodu.

Dorski.

Nie chce, abyś Pani nagle zrywała ze Serafinem, ale podróż życia zbyt długa, trzeba się przygotować, aby ile możności najmniéj stała się uciążliwą. Możesz więc Pani zwlekać, starać się lepiéj poznać tego, z którym masz swój los połączyć. Możesz i przezemnie za pośrednictwem Malwiny zasiągnąć dokładnych wiadomości o Serafinie, którego, jak to mówiłaś, znasz od niedawna — ręczę honorem, że będę bezstronnym — ale chcieć skować kajdany, ledwie nie na oślep, dlatego że wstyd przyznać się do błędu, byłoby to prawdziwie popełnić moralne samobójstwo.





SCENA II.
Ciż sami, Pani Zielska, Stanisław.
(Za Stanisławem weszła P. Zielska i zadychana chodzi dużym krokiem z przodu aż w głębi sceny.)
Stanisław.

Tysiąc, tysiąc pociech! (śmieje się) Tyrbuszon zwycięża.

Dorski.

Pan Tyrbuszon?

Stanisław.

No — Serafin — na mocy znalezionego testamentu zostaje jedynym i ogólnym spadkobiercą majątku nieboszczyka Jenerała. Gdyby był Kulesza nie stłukł przypadkiem wazonu porcelanowego, nie bylibyśmy na dnie znaleźli złowrogiego dokumentu. Djabeł śmieje się w kułak, śmieje się do rozpuku, bo cnota kaducznego wywróciła koziołka. Ale co spowodować mogło do tak wyłącznego zaufania Jenerała, to jest zagadką i zawsze pono zagadką zostanie.

P. Zielska.

Ja nie zazdroszczę, Boże uchowaj mnie od téj podłéj namiętności, ale pojąć nie mogę, że tak nierozsądnego człowieka mogli zrobić Jenerałem. — Jakże tu ma być dobrze? — Taki Jenerał, Boże zmiłuj się nad nami. I dziwić się potem że... no! Nie pragnęłam odziedziczyć całego majątku, ale ja Zielska z Zielskich mogłam przynajmniéj zostać w Krzewinie, bo mi wiejskiego powietrza potrzeba.

Paulina.

Panie Dorski, jakiebądź będzie postanowienie moje, spodziewam się że Malwina nigdy posądzać nie będzie, że mogłam być spowodowaną interesem.

Dorski.

Ach Panno Paulino, czyliż cię nie znamy!

Stanisław (na stronie).

Biedna Paulinka przepadła!.. Ale nie — nie przepadła, ratować ją będę i uratuję. (Odprowadzając nieco w głąb mówi do P. Zielskiej, kiedy tymczasem Dorski rozmawia z Pauliną na przodzie sceny.) Kuzynko, wszystko jeszcze nie stracone, przynajmniéj dla ciebie — skłoń tylko Paulinę aby zerwała z Serafinem, a Serafin zwróci się ku tobie.

P. Zielska.

Ku mnie?

Stanisław.

Tak jest, ja ręczę.

P. Zielska.

Ręczysz?

Stanisław.

Mam ku temu środki niezawodne — zwróci się ku tobie jak tylko wolnym zostanie.

P. Zielska.
Ale jakże to zrobić?
Stanisław.

To jest rzeczą twojego rozumu kochana kuzynko. Panie Dorski, Pan z nami zostajesz.

Dorski.

Inaczéj nie mogę, bo siostry oczekiwać muszę. Pan Serafin nie zechce na dzień jeden odmówić mi gościnności swojéj.

Stanisław.

Nie jest on téż tu i zupełnym panem.

P. Zielska.

Z mojéj strony zaręczam Pana, że będę szczęśliwą poznać jego siostrę i nasz dom, póki jeszcze naszym wspólnym będzie, zawsze mu otwartym zostanie.

Stanisław (do Dorskiego).

Teraz idźmy zapalić cygara i przypatrzmy się, czém rozpocznie panowanie swoje Tyrbuszon I.

( Wychodzą.)




SCENA III.
Pani Zielska, Paulina.
P. Zielska.

Cieszę się, że ty przynajmniéj moja Paulino skorzystasz z mojéj i ze Stanisława krzywdy.

Paulina.

Ale ja nie chcę korzystać z czyjéjbądź krzywdy.

P. Zielska.

Tak jednak być musi, jeżeli Serafin zostanie twoim mężem; ale dziwić się muszę, że pierwszą jego czynnością nie było złożyć u nóg twoich niespodziewanego swojego majątku.

Paulina.

Jest zapewnie zatrudniony.

P. Zielska.

Prawda, ale gdzie idzie o udzielenie dobréj wiadomości, mającej wpływ na całą przyszłość kochanéj osoby, uczucie powinno wziąć górę nad wszelkiém drobnostkowém zajęciem. — Paulino, doświadczyłaś z mojéj strony wiele przyjaznego udziału, doznał go i Serafin, przyszłe wasze małżeństwo jest poniekąd mojém dziełem, ale pozwól sobie powiedzieć, że utrzymanie swojéj własnéj godności powinno być wyższém nad wszystko. O tyle kobieta może być szanowaną, o ile sama szanować się będzie.

Paulina.

Nie mogę pojąć, dlaczego to mówisz kochana ciociu — dotychczas nikt mi nie mógł zarzucić, abym o téj zasadzie i na chwilę zapomniała.

P. Zielska.

O! nikt cię pewnie o to oskarżać nie może, ale są w życiu śliskie okoliczności, gdzie łatwo mimo woli i wiedzy zaszkodzić sobie można.

Paulina.

I te okoliczności teraz dla mnie nastały?

P. Zielska.

Tak jest. Słuchaj mnie z uwagą. Serafin ujęty twojemi wdziękami ofiarował ci rękę, tyś ją przyjęła, wtenczas zostawaliście w równém położeniu, byliście oboje ubodzy. Teraz zmieniły się stosunki — Serafin został bogatym, ty nic do wspólnego nie przyniesiesz gniazdeczka. Może.... może, powtórzę to dwa razy, może być iż Serafin pojmie, że do lepszego, do stosowniejszego związku wolno mu rościć sobie prawo.

Paulina.

Tego nie spodziewam się znając jego szlachetny sposób myślenia.

P. Zielska.

I ja się nie spodziewam, ale chociaż tego nie wyzna, jednakże dane ci słowo stanie mu się ciężarem — jakie nadal z nim pożycie możesz sobie obiecywać.

Paulina.

A więc zdaniem cioci mam z nim zerwać?

P. Zielska.

Nie, nie zerwać, ale godność twoja każe ci zwrócić mu słowo, pozostawiając do jego woli utrzymać dawne przyrzeczenie pomimo zmienionych stosunków, albo też przyjąć zwrócone słowo. Jeżeli nie przyjmie zwrotu obietnicy, będziesz przekonaną o jego miłości; jeżeli zaś przyjmie, stracisz wprawdzie świetne położenie, ale godność swoją zachowasz nienaruszoną.

Paulina.

Wprawdzie... nie wiem... może...

P. Zielska.

Idź, idź moje dziecię, pomyśl nad tém com powiedziała — lepiej się wahać jakiś czas, niż po czasie żałować.

(Paulina odchodzi.)
P. Zielska (sama).

Piorun po piorunie. — Śmierć niespodziewana, a co gorzéj niegodziwy testament. Cóż teraz będzie? siedzę na tém krześle jak na szpilkach, jak na ostrych szpilkach. Ależ jakiż projekt Stanisława, jakich sposobów użyje, aby skłonić Serafina? Miałżeby użyć groźby, gwałtownych środków? — Nie, tego nie chcę. (p. k. m.) A nareszcie, co mi się w to mieszać, niech się meżczyzni rozprawiają między sobą. Pójdę jednak, pogadam ze Stanisławem, niech wesprze nadzieją skołatane serce moje.

(Odchodzi.)




SCENA IV.
Serafin, Kulesza.
(Serafin wchodzi z pakietem papierów w ręku, za nim Kulesza.)
Serafin.

Oznajmisz Wać Pan wszystkim oficyalistom i sługom, że ja jestem jedynym tu dziedzicem nieograniczonym na mocy testamentu ś. p. Jenerała, kochanego mego kuzyna.

Kulesza.

Zaraz Panie.

Serafin.

Podasz mi WPan spis imienny indiwiduów zostających w obowiązkach. Administracya tu jak uważam bardzo wiele kosztuje, — zapowiesz Wać Pan, że pensye muszą być znacznie okrojone; grzeszy kto więcéj wymaga jak jego zasługa warta.

Kulesza.
JWny Jenerał sam zawsze zapłaty wyznaczał.
Serafin.

Szczególnie dworska czereda musi być znacznie przerzedzoną.

Kulesza.

Są to po największej części starzy słudzy.

Serafin.

Wielka liczba sług daje powód do demoralizacyi, rodzi niedbalstwo, lenistwo, próżniactwo — tu inaczéj być musi. I gracyalistów jest widzę mnóstwo.

Kulesza.

JW ny Jenerał umieszczał starych żołnierzy swoich kolegów.

Serafin.

Ale ja nie jestem Jenerałem i inaczéj tu będzie. Gracyaliści są wielkim ciężarem, nic się nie rentują.

Kulesza.

Trudnoż ich wypędzić.

Serafin.

Dlaczegóż nie, jeżeli moralność i socyalne zasady skorzystają na tém. Panie Kulesza, zwiedzimy gospodarstwo, pojedziemy na folwarki, ogłosisz wszystkim, że ktokolwiek zatai cokolwiek, choćby tylko jeden gwóźdź, jeden kawałek tarcicy, jeżeli nie udowodni prawnego swego posiadania, będzie oddalony natychmiast. Prawo przedewszystkiém, rozumiesz Wać Pan.

Kulesza.
Rozumiem Panie, ale nie czuję się na siłach przeprowadzić tych reform moralnych i dopóty tylko zostanę, dopóki zwierzonym obowiązkiem zmuszony będę.
Serafin.

Dobrze, dobrze, będzie czas o tém pomówić — teraz każ Wać Pan, aby wszystkie pojazdy były zaprzężone, może kto z łaskawych gości zechce odjechać — idź Wać Pan.

(Kulesza odchodzi.)




SCENA V.
Serafin (sam; siada wysunąwszy nieco na przód krzesło, na którém siedziała P. Zielska).

Ha! jak tu dobrze siedzieć, krzesło to tronem mi się staje. Zdaje mi się, że poduszki miększe, że poręcz mniéj twarda od czasu jak panem zostałem. Posadzka pod memi nogami zdaje się uginać, słońce dla mnie jaskrawsze, kwiaty wonniejsze, krzyk pantarek pod oknem wydaje mi się śpiewem słowika. Ha! jakże mi tu dobrze. (p. k. m.) Ale mam i kąsek goryczy — Paulina. Co z nią począć? ożenić się?.. A ba! piedestału już mi nie potrzeba a sentymentalność głupstwem. Poziom zdepczę a wzniosę się w górę. — Gdzie, jak, co? nie wiem, ale w górę, w górę pędzić będę a biada temu, co mi w drodze stanie!





SCENA VI.
Serafin, P. Zielska.
P. Zielska (na stronie).
Stanisława odszukać nie mogę. (do Serafina) Winszuję ci Panie Serafinie, winszuję z duszy serca.
Serafin.

Winszuj kuzynko raczéj ubogim moim, że mnie hojnie obdarzyła Opatrzność, bo już teraz skuteczniéj będę mógł nieść pomoc cierpiącéj ludzkości.

P. Zielska.

Panie Serafinie, pozwól pomówić z sobą otwarcie.

Serafin (na stronie).

Przemowa pewnie do mojéj kieszeni.

P. Zielska.

Nie możesz wątpić o mojéj przyjaźni, któréj stokrotne dałam ci dowody. Pracowałam usilnie, aby skłonić Paulinę do oddania ci ręki.

Serafin.

Hm! Paulina nie zdaje się bardzo ufać radom szanownéj swojéj ciotki, jéj więc tylko saméj winienem moje szczęście.

P. Zielska.

Mylisz się, żeby nie ja wachałaby się dotychczas. Mniemałam, że tym związkiem zapewnię szczęście obojga, ale teraz wyznać muszę, że okoliczności zmieniły postać rzeczy.

Serafin (ze wzbudzoną uwagą).

Jak, jak, co mówisz?

P. Zielska.

Stosunki nasze już nie te same.

Serafin.

Zapewne.

P. Zielska.
Co wczoraj mogłeś uważać za szczęście, dziś już niém nie jest.
Serafin.

Dziwisz mnie.

P. Zielska.

I powiem otwarcie, bo nieszczerą być nie umiem, że innéj już potrzeba ci żony w teraźniejszém twojém położeniu. Wczoraj nie miałeś wyboru, dziś ci go nie braknie. Już nie potrzebujesz zaskorupiać się w idylicznéj sentymentalności — świat szeroki otwiera ci objęcie swoje. Na świat więc tylko wzgląd mieć musisz. Chcesz się żenić? — dobrze; ale nie będąc sam już pierwszéj młodości, nie powierzaj swego losu niedoświadczonemu dziewczęciu, wybierz osobę, któraby ci mogła towarzyszyć w każdém spółeczeństwie, w jakiém się znajdziesz.

Serafin (na stronie).

Jak ona naprzykład.

P. Zielska.

Któraby mogła stać się wdziękiem i ozdobą salonu twojego.

Serafin (na stronie).

Jak ona.

P. Zielska.

Biorąc młodą osobę, jak Paulina, wiele, wiele przygotujesz sobie kłopotu.

Serafin.

Co się zrobiło, trudno odrobić.

P. Zielska.

Dlaczego?

Serafin.
Ja kocham Paulinę.
P. Zielska.

I Dorski ją kocha.

Serafin.

Dorski?

P. Zielska.

I cóż to znaczy?

Serafin.

Paulina przywiązała się do mnie.

P. Zielska.

Bajki, sam się skarżyłeś na jéj obojętność.

Serafin.

To prawda, ale miłość obudzić się może.

P. Zielska.

Może się obudzić i obudzi się pewnie, ale niekoniecznie dla ciebie. Jeszcze ślubu nie wziąłeś a już adorator wyrósł jak z ziemi i to jeszcze oficer — o mój Boże! — oficerowie dla mężów są najniebezpieczniejsi, ja to wiem z doświadczenia. Ten mundur, ta kitka, ten brzęczący pałasz, te dzwoniące ostrogi — wszystko to działa niewymownie na uczucie kobiety. Ja ci powiadam, nie żeń się z młodą osobą, bo spokojności nigdy mieć nie będziesz.

Serafin.

Wszystko to być może, ale stało się — zerwać z Pauliną nie mogę; cóżby świat powiedział?

P. Zielska.

Świat! Jesteś bogatym i troszczysz się o świat — ale zrywać nie potrzebujesz, bo ona zerwie sama.

Serafin.
Chciałaby! to być nie może.
P. Zielska.

Da przynajmniéj sposobność zerwania, otworzy ci furtkę, którą będziesz mógł się wymknąć.

Serafin.

Nie, nie, to nie uchodzi. — Jakaż to ta furtka?

P. Zielska.

Przedstawiłam jéj i zdaje mi się, że moje uwagi płonnemi nie zostały: że chcąc zachować swoją godność musi się zrzec danego sobie słowa, aby przez to zostawić tobie zupełną wolność działania w zmienionych teraz waszych stosunkach.

Serafin.

Ale właśnie z téj wolności korzystać mi nie wypada. Dorski kocha się, oświadczył się nawet, ależ ona, ona...

P. Zielska.

Jeżeli o to idzie, to możesz być spokojnym — kobiety między sobą zgadują się łatwo. Paulina spogląda na oficera z wielką uprzejmością.

Serafin (z udaném uczuciem).

To okropnie!

P. Zielska.

Jest i zazdrość! wstydź się.

Serafin.

Nie, nie zazdrość, ale w Paulinie znalazłem wszystkie przymioty, które szczęście zapewnić mogą; wyrzec się drogich nadziei nad moje siły — a jednak... jednak... O mój Boże, oświećże mnie co tu począć.

(Rzuca się w krzesło i zasłania sobie oczy.)



SCENA VII.
P. Zielska, Serafin, Stanisław, Paulina, Dorski.
Stanisław.

Dlaczegóż to pojazdy zaprzęgnięto?

P. Zielska.

Pojazdy zaprzęgnięto?

Stanisław.

Ale co widzę dziedzic uśpiony, a kuzynka raczki piecze.

Serafin.

Nie uśpiony ale cierpiący, mocno cierpiący i wszelkiéj siły duszy potrzeba, aby siebie zwyciężył. Ale postąpię drogą, którą mi wskazuje sumienie — słuchajcie mego postanowienia, bo to jest niezmienném. Paulino przyszłaś uwolnić mnie od słowa, które z pierścionkiem u nóg ci złożyłem.

Paulina.

Tak jest, bo chcę abyś Panie Serafinie działał podług własnéj woli.

Serafin.

Mojéj woli! biednaż ta moja wola! ale nie rozwodźmy się w długich a boleśnych rozprawach — skończmy rzecz czémprędzéj... nasze wzajemne obietnice niech będą zerwane.

Stanisław (na stronie do Pauliny).

A nie mówiłem?

Paulina.
Panie Serafinie...
Stanisław.

Tysiąc pociech!

Serafin.

Postanowienie moje niezmienne. Pan Dorski, gdybym go był nie ubiegł, miał zamiar prosić o rękę twoją Panno Paulino — niechże ją otrzyma, jest jéj pewnie odemnie godniejszym.

Paulina.

Ale jeżeli myślisz...

Serafin.

Nic, nic nie myślę, tak chcę i tak będzie — rozumie się co do mego przedsięwzięcia. — Ofiara spełniona.

(Idzie do biórka i na niém łokcie opiera, jakby pogrążony w rozpaczy.)
Stanisław.

Rzecz skończona, rzecz skończona.

Dorski.

Panno Paulino, mogę się spodziewać...

Stanisław.

Paulino nie wahaj się.

P. Zielska.

Panie Dorski, proszę tu... tak — kochająca ciotka łączy was i błogosławi. (Łączy ich ręce.)

Dorski (do Pauliny).

Zezwalasz Pani?

Paulina.
Muszę wypełnić wolę całego rodzeństwa.
Dorski.

Malwinie jedynie winien jestem moje szczęście, ale całe życie poświęcę, aby go się stać godnym.

Serafin.

Cóż to jest?

Wszyscy.

Co?

Serafin.

To bióro.

Wszyscy.

Bióro.

Serafin (dzwoni, potem do lokaja).

Prosić Pana notaryusza i Pana Kuleszę.

P. Zielska (do Stanisława).

Czy tylko nie dostał pomieszania zmysłów, cóż natenczas stanie się z obietnicą twoją?





SCENA VIII.
Ciż sami, Notaryusz, Kulesza.
Serafin.

Panie Zawilski, przeoczyliśmy to biórko. Panie Kulesza co tu jest?

Kulesza.

Nic nie ma podobno; podczas ostatniego tu swego pobytu ś. p. Jenerał w tym pokoju sypiał i nie uznał potrzeby opieczętować tak, jak tamtą szafkę.

Serafin.
Trzeba jednak otworzyć, gdzie są klucze?
Notaryusz.

Jeden z tych być musi. (Oddaje klucze Kuleszy.)

Serafin.

Spiesz się Pan.

Notaryusz.

Ale o cóż idzie?

Serafin.

Idzie o porządek, o ścisłe wypełnienie obowiązków. W tém biórze znajdują się może jakie klejnoty, które mogłyby się stać pokusą dla służących, a kto wystawia drugich na pokusę, ten staje się poniekąd złego uczynku uczestnikiem. Nareszcie nie znaleźliśmy spisu sreber, może je rozkradziono. — Panie Kulesza, trzeba w to wejść ściśle.

Kulesza (otworzywszy jednę szufladę).

Nic nie ma.

(Notaryusz i Serafin zbliżają się.)
Serafin.

Tu jeszcze.

Kulesza (otwierając pulpit).

Próżne szufladki.

Notaryusz.

W saméj rzeczy, można się przekonać, nic tu nie ma.

Serafin.

Ale tu, tu.

Notaryusz.

Cóż?

Serafin.
Tu jest jakaś kryjówka.
Notaryusz.

Tu żadnéj kryjówki nie widać — Panie Kulesza?

Kulesza.

I ja nie widzę.

Serafin.

Ale tu... tu... ta ściana grubsza, tylko... otworzyć... nie mogę — ha! otóż jest.

Wszyscy.

Cóż jest?

Serafin.

Jakiś pakiet.

Notaryusz.

Proszę o niego. (Rozwija papier, dostaje rozpieczętowany pakiet i czyta na nim.) „To jest ostatnia moja wola. Franciszek Zielski Jenerał dywizyi m. p.“

Serafin.

Zapewne kopia. (Chce odebrać.)

Notaryusz.

Za pozwoleniem — kopia albo nie kopia.

Serafin.

Ja akceptowałem testament.

Notaryusz.

Bardzo dobrze.

Serafin.

Sine beneficio inventarii.

Notaryusz.

Bardzo dobrze, niech Państwo raczą usiąść, porównamy te dwa dokumenta.

(Wszyscy siadają od prawego ku lewemu: 1. Dorski 2. Paulina, nie słuchając rozmawiają ze sobą, 3. Pani Zielska, 4. Stanisław, 5. Notaryusz, 6. Serafin — Kulesza odchodzi.)
Notaryusz.

Testament świętéj pamięci Franciszka Zielskiego Je....

Serafin.

Ale wiemy, wiemy czyj testament...

Notaryusz.

Za pozwoleniem — Nemo sapiens, nisi patiens. Testament ś. p. Franciszka Zielskiego Jenerała dywizyi, dziedzica wsi Krzewin cum atinenciis, przez nas notaryusza Zawilskiego, w przytomności świadków, znaleziony w bibliotece jest z dnia 14 Sierpnia tysiąc ośmsetnego... więc lat temu pięć.

(Podaje dokument, który nieczytany przechodzi od ręki do ręki.)
Serafin.

Dużo czasu tracimy...

Notaryusz.

Teraz łamię pieczęć dokumentu znalezionego w biórze, stojącém w dużym salonie, gorliwém usiłowaniem Wielmożnego Serafina Zielskiego odkrytego.

Stanisław.

Tysiąc pociech!

Notaryusz.

Czy wszyscy członkowie Zielskich, domniemani spadkobiercy ś. p. Fran...

Serafin.

Wszyscy tu jesteśmy.

Stanisław.
Tak jest, wszyscy tu jesteśmy.
Notaryusz (p. k. m.).

Podpis testatora własnoręczny, wyraźny, tudzież podpisy trzech świadków, wszystko w porządku — data...

(Milczenie.)

data 20 Lipca tysiąc ośmsetnego... (powszechne wzruszenie) zatém dwa lata późniejszy jak poprzednio znaleziony...

Serafin.

Ale do rzeczy, do rzeczy — kopia czy nie kopia.

Notaryusz.

Nie zdaje się być kopią.

Stanisław.

Więc proszę czytać.

Serafin.

Jeżeli nie kopia, będę protestował.

Notaryusz.

Wolno Panu.

Stanisław.

Słuchamy.

Notaryusz (uciera sobie nos głośno i przeciera okulary).

Opuściwszy zwykły wstęp przystępuję do istoty rzeczy. (czyta) „Testament mój sporządzony 14 Sierpnia 18.. na rzecz mego krewnego Serafina Zielskiego w całéj swojéj objętości odwołuję, znoszę i chcę aby był uważany jako nigdy nieistniejący.“

Serafin.

Będę protestował — mam listy Jenerała pisane do mego ojca. Tu idzie...

Stanisław.
O dobro twoich ubogich.
Serafin.

Zapewne, zapewne, ja zawsze sumiennie każdy obowiązek chcę wypełnić.

Notaryusz (czyta).

„I chcę aby był uważany jako nigdy nieistniejący, a teraz cały mój majątek, jaki mam i mieć mogę, zapisuję Pani Eufrozynie z Zielskich Zielskiéj.“

P. Zielska.

Chryste Panie! — Polciu! wody kolońskiéj! mdleję! — o Jenerale! Marszałku! Hetmanie, Rycerzu! Dzięki ci stokrotne żeś umarł... chciałam powiedzieć, że umierając nie zapomniałeś o mnie. — Czytaj Pan daléj, czytaj najukochańszy Notaryuszu.

Notaryusz (czyta).

„Dając jéj majątek z powodu podwójnego naszego pokrewieństwa.“

P. Zielska.

Potrójnego, poczwórnego...

Notaryusz (czyta).

„Udzielić oraz muszę mojéj rady téj staruszce...“

Stanisław.

Staruszce?!

P. Zielska.

Wyraz pieszczoty.

Stanisław.

Tysiąc pociech!

Serafin.
Testament więc warunkowy.
Notaryusz.

Rada, nie warunek, ale na czémże stanąłem?..

Stanisław.

Na staruszce...

Notaryusz (czyta).

„Udzielić oraz muszę mojéj rady téj staruszce, aby wcześniéj o śmierci myślała i aby z wszelką znajomością rzeczy mogła sobie wybrać w rodzinie sukcesora lub sukcesorkę swoją“ podpisy etc. etc. — skończyłem. — (wstaje) Dodać muszę, żeśmy winni Zielskiemu, oświadczyć podziękowanie Wielmożnemu Serafinowi że gorliwością swoją ustrzegł nas wszystkich od wielkiego błędu.

Stanisław.

Dziękujemy wszyscy, tysiąc pociech!

(Podaje rękę Paulinie i wszyscy wychodzą prócz Zielskiej i Notaryusza, który składa swoje papiery.)
P. Zielska (dzwoniąc).

Zawołać mi Kuleszę.

(Zasłona spada.)
Koniec aktu II.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Fredro.