Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Serafin.

Dobrze, dobrze, będzie czas o tém pomówić — teraz każ Wać Pan, aby wszystkie pojazdy były zaprzężone, może kto z łaskawych gości zechce odjechać — idź Wać Pan.

(Kulesza odchodzi.)





SCENA V.
Serafin (sam; siada wysunąwszy nieco na przód krzesło, na którém siedziała P. Zielska).

Ha! jak tu dobrze siedzieć, krzesło to tronem mi się staje. Zdaje mi się, że poduszki miększe, że poręcz mniéj twarda od czasu jak panem zostałem. Posadzka pod memi nogami zdaje się uginać, słońce dla mnie jaskrawsze, kwiaty wonniejsze, krzyk pantarek pod oknem wydaje mi się śpiewem słowika. Ha! jakże mi tu dobrze. (p. k. m.) Ale mam i kąsek goryczy — Paulina. Co z nią począć? ożenić się?.. A ba! piedestału już mi nie potrzeba a syntymentalność głupstwem. Poziom zdepczę a wzniosę się w górę. — Gdzie, jak, co? nie wiem, ale w górę, w górę pędzić będę a biada temu, co mi w drodze stanie!





SCENA VI.
Serafin, P. Zielska.
P. Zielska (na stronie).

Stanisława odszukać nie mogę. (do Serafina) Winszuję ci Panie Serafinie, winszuję z duszy serca.