Mowa miana dnia 26 Września 1878 roku przy otwarciu Nowej Synagogi w Warszawie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Izaak Cylkow
Tytuł Mowa miana dnia 26 Września 1878 roku przy otwarciu Nowej Synagogi w Warszawie
Data wydania 1878
Druk Drukarnia Ziemkiewicza i Noakowskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


MOWA
miana dnia 26 Września 1878 roku.
PRZY OTWARCIU
Nowej Synagogi w Warszawie.
przez kaznodzieję
D-ra Filoz. Izaaka Cylkowa
(Odbitka z „Izraelity“).
WARSZAWA,
w Drukarni Ziemkiewicza i Noakowskiego,
Krakowskie-Przedmieście Nr. 415.

1878.


Дозволено Цензурою.
Варшава, 26 Сентября 1878 года.






Panie świata, Boże pełen miłości i łaski! Dzieci starożytnego plemienia wznoszą do Ciebie ręce swoje. Myśmy Cię wzywali w osamotnieniu i opuszczeniu, myśmy się korzyli przed świętą Twoją wolą w dniach zwątpienia i niedoli. „Z nad brzegów przepaści wołaliśmy do Ciebie, a Tyś nas ocalił i wybawił, nie opuścił i nie porzucił[1]. Spójrz na nas i teraz, gdyśmy tu przybyli z sercem wezbranem radością i wdzięcznością. Błogosław wszystkim, którzy się tu ukazali przed obliczem Twojem — pokoleniu, które zstępuje z widowni życia i pokoleniu, które je wita, w lepszą i jaśniejszą spoglądając przyszłość. Ześlij błogosławieństwo Twoje wszystkim tu zebranym dostojnym mężom; wszystkim, którzy się tu zgromadzili wiedzeni współczuciem i współudziałem dla nas, wszystkim, którzy się do nas zbliżyli sercem otwartem i szczerem, którzy postępują drogą Twoją Panie — drogą prawdy, sprawiedliwości i miłości. Amen.




I tak otóż, nadeszła nareszcie chwila długo upragniona!
Stanął ten dom Boży, ten dom modlitwy, pokory, rozmyślań i rozpamiętywań. Stanął jako nowe świadectwo niezłomnej wiary naszej, jako nowe stwierdzenie, że słowo Synaju nie przebrzmiało jeszcze w sercach naszych, — żeśmy pomimo zmiany czasów, wyobrażeń, pojęć i kierunków, sami sobie wierni zostali — sami sobie i Temu, „który po wszystkie wieki zbawczą dłonią swoją nas prowadził i unosił, ochraniał i osłaniał“[2]. Tu Mu wynurzym naszą cześć i nasze uwielbienie — tu Mu wypowiemy nasze potrzeby i nasze prośby, naszą ufność i naszą tęsknotę.
I choć świat cały jest domem Jego, przybytkiem Jego chwały i świętości, choć wszystko na niebie i na ziemi wielkość Jego głosi — ona w tem miejscu najsilniej nas przeniknie, bo my ją tu najsilniej uczujem. W tej świątyni rozświeci Jego prawda nasz umysł, rozgrzeje Jego miłosierdzie nasze serce, bo tu nasz umysł i nasze serce za prawdą Jego dążyć, za miłosierdziem Jego tęsknić będą.
Dla nas jednak, dla nas mieszkańców tej ziemi, jest ten dom czemś więcej jeszcze. Dla nas jest on jutrznią po długiej nocy, oznaką przebudzenia się po długiem uśpieniu. Dla nas jest on zapowiedzią podniesienia się z głębokiego upadku, rękojmią wyzwolenia z długiego poniżenia i upokorzenia, dla nas jest on zwiastunem radości, otuchy i nadziei.
I zaprawdę, wszystko na co w tej godzinie wzrok swój zwracamy, na co spoglądamy w uroczystej tej chwili, wszystko do najżywszej radości nas wzywa, wszystko powtarza nam to słowo: Izraelu, miej nadzieję w Bogu[3].
W nakazującej głęboką cześć blizkości widzimy przedewszystkiem pierwszego dygnitarza kraju, dostojnych reprezentantów władzy, w których dłoni spoczywa kierownictwo spraw publicznych, których wysokiej opiece powierzony jest spokój, porządek i bezpieczeństwo.
I radość, szczera radość przenika serca nasze!
Przypomina nam ten widok, czem Izrael był i czem jest teraz pod tarczą prawa i sprawiedliwości. Przypomina nam długi szereg ograniczeń i wyłączeń, którym niegdyś podlegaliśmy, które wszelki wewnętrzny rozwój nasz tamowały i przytłumiały, które zamykały nam drogę do wszelkiej pracy pożytecznej, do wszelkiej działalności publicznej, drogę do wiedzy i nauki, do umysłowego i materjalnego podźwignienia się. Przypomina nam ten widok Łaskawego i Wspaniałomyślnego Monarchę naszego, którego dłoń potężna wszystkie więzy nasze potargała i pokruszyła, który nam dał swobodę, zamiast pojedyńczych swobód, prawo, zamiast pojedyńczych uprawnień i przywilejów. I jakże niema radość napełnić serca nasze, jakże nie żywić nam tej błogiej nadziei, że czasy naszej niedoli na zawsze już przeminęły i znikły? Tak, pokładamy nadzieję w Bogu, który czasy zmienia, sercem panujących kieruje, poglądy narodów oświeca, — że położenie, jakie nam zapewnionem zostało, stanowisko któregośmy dostąpili, coraz bardziej się utwierdzi i umocni, że jak każda społeczność, tak i nasza, ostatecznie uwolnioną będzie od solidarności i odpowiedzialności za winę pojedyńczych jej członków, że już nigdy jako odrębna społeczność nie będziemy uważani i jako osobny lud traktowani, ale jako uprawnieni synowie jednego kraju, jako obywatele jednego państwa.
I widzimy następnie zgromadzonych tu przedstawicieli społeczności krajowej, mężów światła i nauki, wiedzy i inteligencji, — i radość i nadzieja wstępuje w serca nasze. Są oni wszak silną i niezawodną rękojmią, że światło coraz głębiej przeniknie, coraz dalej się rozszerzy — i rozproszy nareszcie ciężką mgłę uprzedzeń i przesądów, nieporozumień i nieufności, która tak długo wzajemne stosunki nasze zalegała, że umilkną nakoniec złowieszcze głosy utyskiwań, zarzutów i skarg, i nastanie cisza i pokój między dziećmi jednej matki, mieszkańcami jednej ziemi. Wszak przybyli oni tu z przekonaniem, że religje nie po to istnieją, aby jątrzyć i roznamiętniać, aby ludzi rozdwajać i rozdzielać i ziarna niezgody między nimi rozsiewać, — lecz po to jedynie, żeby uspakajać i miarkować, żeby ich zbliżać do siebie i do jednomyślnego działania ku wspólnemu dobru pobudzać. Wszak przybyli tu z przekonaniem, że religja nie powinna być burzą, która wykorzenia i niszczy, ale słońcem, które oświeca i ogrzewa, i kwiaty i owoce rozwija; rosą nieba, która spiekłą ziemię zrasza, i w miljonach kropli się zwierciedli; ożywczym powiewem, który atmosferę ludzkości ze szkodliwych wyziewów oczyszcza i w każdym listku szeleści pociechą i pokojem. Im to wiadomo, że prawdziwą religją jest ta, która w każdej religji prawdę uznaje i w każdej wierze wiarę szanuje; iż największym obłędem jest obłęd, że się każda inna w obłędzie znajduje i fałsz jedynie szerzy i rozszczepia. Im to wiadomo, że nikt wyłącznego prawa do nieba nie nabył, ani wyłącznego przywileju do ziemi, — że na niebie i na ziemi jeden tylko panuje Bóg, Który jedną tylko ma miłość dla wszystkich i jedną tylko sprawiedliwość dla wszystkich.
Tak, z radością i niezachwianą ufnością i nadzieją spoglądamy na szeregi tych mężów, jako na podporę, na obronę i tarczę naszą przeciw wybuchom ślepej namiętności, bo wiemy, że walczą i za nas, ilekolwiek razy podejmują sprawę cywilizacji i postępu, że działają i dla nas, ilekolwiek razy podnoszą głos za prawdę i sprawiedliwość, że każdy promień światła, jaki rozsiewają, ziarnem jest z którego rozrośnie się drzewo pokoju i błogosławieństwa, pod którego cieniem dobro kraju utrwalić i pomyślność jego rozwinąć się może.
I dalej widzimy nową, liczną gminę — świeże siły, które do szczupłego dawniej zgromadzenia naszego się przyłączyły, aby odtąd razem z nami stanąć przed Bogiem i ludźmi. I radość, nadzieja przenika serca nasze. Już tem samem, żeście do naszego grona wstąpili, złożyliście świadectwo o duchu jaki was ożywia, o dążeniu jakie wam przewodniczy. Chcecie wspólnie z nami skierować gorliwe usiłowania wasze ku podniesieniu i uświetnieniu wyznania naszego, wspólnie z nami pracować dla podźwignienia jego uroku, godności, powagi i znaczenia. Chcecie przygotować trwałą i niewzruszoną podstawę w życiu dla tego, co słuszność i sprawiedliwość dla nas zbudowały; — zapewnić i zabezpieczyć w sercach to wszystko, czego nam duch czasu i powaga prawa użyczyły. Nie chcecie oddalać się od współwyznawców waszych, ale w każdym kierunku na byt i wyobrażenia ich wpływać. Nie chcecie obalać, ale budować, — nie chcecie rozluźniać węzłów religji, ale je utrwalić i umocnić.
Religja i moralność są to siostry. Ojcem ich jest duch Boży, a matką myśl ludzka. Dziećmi ich są zasady wzniosłe i czyny szlachetne. Tak, jest to rodzina najściślejszemi złączona węzłami, która wspólną dzieli dolę i niedolę. Gdy jedna upadnie i druga ostać się nie potrafi. Nie ma religji bez moralności, — ale nie ma i moralności bez religji. Dom ten wybudowany dla wiary — dla tej wiary, która dla nas jest wyrazem prawd najwznioślejszych i najświętszych. Krzewiąc pomiędzy sobą jej zasady, krzewić będziemy zasady bogobojności i cnoty — światła i poznania, uczciwości i pracy, działalności zacnej i pożytecznej. Krzewiąc jej zasady, rozkrzewim pojęcia jasne i zdrowe o życiu, jego stosunkach, zadaniach i obowiązkach, — podamy rękę pomocną rozwojowi uczuć i dążeń prawdziwie obywatelskich. Dla dopięcia tego celu nie potrzebujemy żadnych istotnych przekształceń. Bądźmy żydami wedle zakonu, a będziemy wszystkiem, czego społeczeństwo po nas żąda, a do czego własne przekonanie i sumienie nas wzywa; bądźmy żydami wedle zakonu, a nie powstydzim się żadnej cywilizacji i żadnego postępu; bądźmy żydami wedle zakonu, a będziemy prawdziwymi ludźmi.
I jakże moglibyśmy w uroczystem tem zgromadzeniu nie spostrzedz tych, którym wzniosłą tę godzinę zawdzięczamy, tych którzy pracą i ofiarnością, trudem i poświęceniem dzień ten przygotowali i umożliwili? Dzieło wasze jest skończone. Dokonaliście, czego długie wieki przed wami dokonać nie mogły. Technika zakreśliła plan i stosunki murów i sklepień, — wasz umysł przewidział i obliczył stosunki przyszłych czasów. Co praca rąk ludzkich tu zdziałała widocznem jest dla każdego oka, — wasza praca i wasza zasługa osłonięta jeszcze mrokiem, — nie każdy wzrok ogarnąć i ocenić ją potrafi. Ale przyszłość, i mam nadzieję, że niedaleka, ją odsłoni — potomność wdzięczną będzie pamięci waszej.
Tak, dzieło wasze dokonane i poruczamy je teraz łasce Najwyższego. Mamy nadzieję, że Bóg, którego służbie dom ten poświęcamy, błogosławieństwo Swoje nad nim roztoczy i pod opiekę i osłonę Swoją przyjmie, — że pozwoli mu spełnić wysokie zadanie jego i świętego przeznaczenia swego nie chybić. Mamy nadzieję, że dom ten długo stać będzie jako poważny pomnik naszego równouprawnienia, jako wzniosły przewodnik na drodze oświaty i miłości, jako usilne wezwanie do Boga, źródła naszego życia i kierownika i Pana naszych losów, — że ten przybytek nie zostanie opustoszony i opuszczony, ale ciągle się napełniać będzie dla chwały Tego, do Którego jedynie należy „moc i potęga, chwała i cześć, sława i majestat“[4] po wszystkie czasy. Amen.
I tak, poświęcamy was ciche mury!
Podejmcie szczęśliwie zadanie wasze, spełnijcie je szczęśliwie, — spełnijcie je w późnych czasach, dalekim jeszcze pokoleniom błogosławieństwo niosąc i zbawienie. Pozostańcie na wieki tem, do czegoście przeznaczone zostały, cichem siedliskiem modlitwy, nauki, światła, prawdy i miłości. Wyłączone z pośród siedlisk ludzkich, oddzielone od szumu i łoskotu życia, darzcie pokojem strudzonych pielgrzymów ziemi, użyczajcie siły zgnębionym, pociechy zwątpiałym, nadziei zrozpaczonym, wytrwałości upadającym, pokory dumnym, światła błądzącym. Zostańcie skarbnicą wszystkiego co wielkie, dobre i szlachetne — źródłem, z którego każdy zaczerpnie świadomość swojej godności, poznanie swojego obowiązku, przekonanie o wiekuistem swojem przeznaczeniu.
Świeczniku Boży, bądź poświęconym!
Długie wieki przyświecałeś nam łagodnym promieniem twoim. W długich, ciemnych nocach prowadziłeś nas jako przewodnik wierny, a nieomylny. Prowadziłeś nas po bezdrożach pustych, po manowcach ciernistych i niby gwiazda daleka i samotna czuwałeś nad nami z wysokości twojej. Czuwałeś nad nami i strzegłeś nas, żeśmy nigdy zupełnie, nie zstąpili z drogi prawdy, żeśmy nigdy nie popadli w ostateczną otchłań zepsucia i zdrożności i nędzy moralnej. Strzegłeś godności naszej, żeby nie znikła, uzdolnień naszych, żeby nie zmarniały, siły naszej, żeby zwichniętą i złamaną nie została. Świeciłeś nam w niedoli i niebezpieczeństwie — o, świeć nam i nadal, jako zwiastun pociechy na niebie naszem, żeby gwiazdy starych cnót izraelskich nigdy się nie zamroczyły, nigdy na niem się nie zaćmiły i zagasły.
Arko przymierza, bądź poświęconą!
Przyjdzie czas, a wzejdą nasiona, które od tysięcy lat już rzuciłaś do łona historji. Przyjdzie czas, a rozrosną się szlachetne szczepy zebrane na niwach Saronu i Karmelu, i zakwitną bujnym owocem prawdy, którą pierwsza zasiałaś w umysłach społeczeństw. Choć niezliczonemi burzami skołatana, dopłyniesz jednak, jak druga arka Noego, do upragnionej przystani ludzkości, gdzie szczytem cywilizacji będą słowa: „kochaj bliźniego jak samego siebie,“[5] „kochajcie obcego“,[6] bez względu na to w jakiej świątyni Bogu część oddaje, do jakiego plemienia należy, jakim językiem się wyraża; gdzie szczytem humanizmu będzie słowo „nie opuszczaj wroga twojego“,[7] „nie ciesz się upadkiem jego,[8] gdzie szczytem moralności będzie przykazanie „bądź doskonałym“,[9] „bądźcie świętymi“,[10] gdzie szczytem sprawiedliwości będzie „jedno prawo[11] dla wszystkich ludzi,“ „nie będziesz nikogo ograniczał i uciskał,“[12] gdzie szczytem tolerancji będzie słowo „czyż nie mamy wszyscy jednego ojca? czyż nie jeden Bóg nas stworzył?“[13].
Ołtarzu Pański, bądź poświęcony!
Z twojego miejsca wzniesie się codzień głos modlitwy, i echem dawnych wspomnień rozlegnie się rano i wieczór hasło naszych cierpień i naszych nadziei: „Słuchaj Izraelu, wiekuisty Bóg nasz, wiekuisty jest jedyny“[14]. W świętej mowie naszych patryarchów, w starożytnych dźwiękach naszych proroków i wieszczów wzbije się prośba nasza do Boga, żeby Jego poznanie przenikło do każdego domu i każdej strzechy, żeby Jego prawda owładnęła każdem sercem i każdym umysłem, żeby Jego światło zabłysło nad każdym ludem i każdym krajem, — żeby jak godło tego domu świadczy, „wszędzie zakwitły miłość i zgoda, pojednanie i pokój“, wszędzie błogie owoce ich — zadowolenie i szczęście się rozrosły i rozwinęły.
Ty zaś, o Boże, wysłuchaj nas! Wysłuchaj każdej prośby, która z tego miejsca zaniesiona będzie przed tron Twój. Wysłuchaj ojca, gdy tu przyjdzie prosić Cię za syna swego, abyś go prowadził drogą prawdy i cnoty; matkę, gdy Cię błagać będzie za niewinne swe dziecię, aby się stało pociechą jej życia i nadzieją jej starości. Wysłuchaj małżonków, gdy tu na zawsze dłoń sobie podadzą i miłość i wierność i pomoc dozgonną zaprzysięgną, abyś im użyczył błogosławieństwa Twojego, a pokoju Twego domowemu ich ognisku. Wysłuchaj serce strapione, gdy Cię wzywać tu będzie dla drogiej istoty, którą niemoc złożyła na łożu boleści, abyś jej był opieką i pomocą i uzdrowienie i zbawienie jej zesłał; wysłuchaj córkę opuszczoną i osieroconą, gdy tu wzniesie tęskną myśl za matką swoją, która śmierć jej wydarła, abyś o niej wspomniał w nieprzebranem Twem miłosierdziu, Ty, Który dajesz w Twojej łasce i odbierasz w Twojej mądrości. Boże, wysłuchaj nas! Wysłuchaj każdego człowieka, który z walki życia pod Twoją się ucieknie obronę, — każdego co go nadzieje zawiodły, a przyjdzie tu szukać pociechy, której świat mu odmówił. Dozwól, aby tu każdy znalazł dla swoich dolegliwości uspokojenie, dla swoich cierpień ukojenie, dla swej tęsknoty uciszenie. Boże, wysłuchaj nas! — Wysłuchaj nas, gdy jak to nam przykazałeś zanosić tu będziemy modły nasze za pomyślność Tronu i kraju, gdy Cię błagamy i teraz o łaskę, pomoc i błogosławieństwo dla Pomazańca Twojego, Najjaśniejszego naszego Cesarza i Króla, Alexaxdra II Mikołajewicza. Miej Go zawsze w najwyższej Twojej pieczy. Wspieraj Go w szlachetnych Jego zamiarach — bądź Mu pomocą w przeprowadzaniu wzniosłych Jego przedsięwzięć, błogosław wszystkim Jego dążeniom i czynom. Zachowaj Go przy sile, czerstwości i pełnem zdrowiu, aby nam długo jeszcze mógł panować, aby długo jeszcze czuwał nad szczęściem, pomyślnością i dobrobytem swoich ludów. Użycz wszelkim krokom Jego powodzenia i trwałości, chwały i świetności Jego panowaniu, wzrostu i szczęścia Jego krajom, aby opromienione blaskiem, wzniosły się do szczytu potęgi i sławy. Pobłogosław w nieprzebranej miłości Twojej Najdostojniejszą Jego Małżonkę, Najjaśniejszą naszą Cesarzowę i Królowę Marją Alexandrównę. Pobłogosław Jego Cesarską Wysokość Cesarzewicza Następcę Tronu. Alexandra Alexandrowicza, dostojną Jego małżonkę, i cały wysoki Dom Cesarski. Błogosław Naczelnikowi tego kraju i wszystkim dostojnym mężom, którzy radą, słowem i czynem do wzrostu i pomyślności Państwa się przykładają, dla chwały, świetności i uroku jego pracują. Błogosław ziemi naszej i oddal od niej wszelką klęskę i niedolę, miastu w którem mieszkamy, aby zakwitło w szczęściu i pokoju. Błogosław Gminie naszej, jej przewodnikom i przedstawicielom, wszystkim, którzy ofiarą, pracą umysłu i trudem rąk do wzniesienia tego domu się przyczynili, — wszystkim, którzy obecnością swą uroczystą tę chwilę podnoszą i uświetniają.

Amen.


Przypisy

  1. Psalm 30, 3. — Cytaty z pisma ś-go przytaczane były w mowie i w tekście hebrejskim.
  2. Jezajasz 63, 9.
  3. Psalm 130, 7.
  4. Kronika I, 29, 11.
  5. Levit. 19, 8.
  6. Deutron. 10, 19.
  7. Exod. 23, 5.
  8. Proverb. 28, 17.
  9. Deutr. 18, 13.
  10. Levit. 19, 2.
  11. Numeri. 19 14.
  12. Ibid.
  13. Malachi. 2 10.
  14. Deutr. 6, 4.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Izaak Cylkow.