Juliusz Ligoń/Szermierz oświaty

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Emil Szramek
Tytuł Juliusz Ligoń
Data wydania 1939
Wydawnictwo Księgarnia i Drukarnia Katolicka S.A.
Druk Księgarnia i Drukarnia Katolicka S.A.
Miejsce wyd. Katowice
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


2. Szermierz oświaty.

Ruch narodowy na Śląsku około 1848 r. był ogniem słomianym, po którym tylko gdzieniegdzie zostały iskry pod popiołem się żarzące. Gazet co prawda było wtedy stosunkowo dużo, ale czytelników mało, tak że znowu poupadały wszystkie. Znamiennym jest w tym względzie, że nawet taki „Tygodnik Katolicki”, wydawany przez ks. Ficka w Piekarach jako organ Towarzystwa Mariańskiego czyli Towarzystwa obrony wiary katolickiej, na końcu czwartego kwartału (1849) dopiero 97 miał abonentów![1] Ta obojętność ludu na wysiłki oświatowe stanowi ciemne i ponure tło, od którego postać Ligonia odbija się jasno. Był on żywą pochodnią oświaty.
Ilekroć miał jaką nową książkę lub gazetę, zgromadził około siebie kolegów i znajomych, aby im czytać i objaśnić, co tam stało. W pewnym liście do brata Jana uniewinnia się, że długo mu nie pisał:

„Przez tydzień to nie ma czasu przed pracą, ponieważ robimy zawdy do północy, a w niedzielę toż zanim się przyjdzie z kościoła, jest dwie popołudniu, a potem to ich się najdzie pełno, a ja im czytam, nieraz i do północy; a kiedy prawie żaden nie przyjdzie, to zaś co układam.” (14 II 1859.)

Ligoń napisał niezliczone korespondencje do najróżniejszych gazet. Wierszem wystąpił po pierwszy raz w roku 1858 w „Gwiazdce Cieszyńskiej” (nr 25 z dnia 19 czerwca 1858 r.), za co od redakcji dostał „piękne podziękowanie” a od Józefa Lompy książkę w podarunku. Jego pierwszy utwór wierszowany był prostą zachętą do oświaty pod tytułem: „Kilka słów do pisarzy i do ludu”.
Po zaśnięciu różnych gazet polskich na Śląsku powstał po długiej przerwie „Zwiastun Górnośląski” w Piekarach (roku 1868). Serdecznie witał go Ligoń wierszem „Głos Ślązaka względem Zwiastuna Górnośląskiego”. Wystosował naprzód (nr 15) prośbę „Do przewielebnego Duchowieństwa”:

Proszę też przyjąć w łaskawe objęcia
Tego Zwiastuna miłego,
Zachęcać ludek do jego przyjęcia
I do czytania onego.
Żeby ta gwiazda, co świecić zaczęła
Dla ludu górnośląskiego,
Wkrótce nam tu znów nie zaginęła
Na wielką szkodę każdego.

Potem (nr 17) zwrócił się „Do wielmożnych pisarzy” i „Do ludu górnośląskiego”, zachęcając do popierania gazety.
Gdy w tym samym czasie Heneczek w Piekarach zaczął „wydawnictwo dzieł katolickich”, Ligoń nie posiadał się z radości. Był po prostu zachwycony i w tym nastroju napisał do „Zwiastuna” (nr 49) śliczną i tak znamienną dla niego korespondencję „Chwała Bogu na wysokości!”

„Zaprawdę, kochani rodacy, wiadomość wydawnictwa tanich a dobrych dzieł powinna nas więcej cieszyć, jak wiadomość wygrania wielkiego losu w loterii lub wiadomość odziedziczenia po bogatym wuju kilku set talarów. Bo doświadczenie nas przekonywa, że pieniądze większą częścią odwodzą od dobrego a prowadzą do złego, gdy przeciwnie dobre książki ostrzegają nas o złem a wskazują drogę prowadzącą do żywota wiecznego. Dobre książki zbogacają rozum, ustalają pamięć, uczą myśleć dobrze i wznosić duszę. Czytanie dobrych książek przerywa troski, od których życie nasze nigdy nie jest wolne i daje zapomnieć choć na jakiś czas zgryzoty, które w każdym wieku i stanie czuć się nam dają. Dobre książki są szczerymi poradcami, nauczają nas bez uprzykrzenia, przestrzegają w błędach bez obrażenia a poprawiają z łagodnością im tylko właściwą.
Książki dobre ukochane! Ileż to zgryzot przykrych odpędziłyście ode mnie, ileż chwil szczęśliwych spędziłem na łonie najsłodszego waszego towarzystwa, ileż w was pociech znalazłem, ile nauk, przykładów czerpałem! O gdyby który z naszych wieszczów polskich pióra swego użyczył mi, możebym dobitniej, czulej pochwałę dla was skreślić zdołał! — Bodajby słowa moje trafiły do tych, którzy waszej użyteczności nie pojmują a stałyby się powodem nieocenionych korzyści, gdyby w nich również zdołały wzbudzić chęć do czytania.”

Wzruszający to wylew serca Ligoniowego, pragnącego więcej oświaty na Śląsku. Szlachetne to serce zawsze wezbrało radością, ilekroć uczyniło się coś dla pouczenia ciemnego ludu. Dlatego też Ligoń żywił głęboką cześć dla ks. Bażyńskiego w Poznaniu, założyciela wydawnictwa dobrych i tanich książek, które podczas walki kulturnej i na Górnym Śląsku, szczególnie w parafiach osieroconych, dużo zdziałały dobrego. Zachęta do nauki powtarza się setki razy w korespondencjach i wierszach Ligoniowych.

Wieczorem po pracy
Miło odpoczywać,
Lecz nie tak, by drzemać
Lub siedzieć a ziewać.

A nie tak, aby pójść
Na wódkę do żydka.
O nie, moi mili,
To jest moda brzydka!

Inne dzisiaj czasy,
Na bok stara moda,
Niech nie mówią: „Kowal
Pijak, co gospoda!”

Potośmy za młodu
Do szkoły chodzili,
Byśmy się tam lepszych
Rzeczy nauczyli.

Przetoż choć codziennie
Pracujem do syta,
Wieczorem po pracy
Niech każdy coś czyta!“


Bo przysłowie mówi:
„Kto rozum zmarnuje,
Temu ani kowal
Już go nie ukuje.”

W dobrych pismach go zaś
Nigdy nie zgubimy,
Lecz coraz większego
Jeszcze nabędziemy.

Raz woła: „Uczmy się, bracia, starzy i młodzi!”, po drugi raz zaś:

Strzeżmy się gorzałki, bracia,
Tego wroga naszego,
Co więcej niż z Moskwy kacia
Czyni w narodzie złego!

Skoro w roku 1869 Karol Miarka w Królewskiej Hucie zaczął wydawać „Katolika”, wkrótce pozyskał Ligonia dla siebie, bo nowa gazeta miała znacznie więcej ducha narodowego aniżeli „Zwiastun”, który też nie długo wytrzymał konkurencję. Ligoń zachęcał teraz do przedpłaty „Katolika”.

Hej rodacy, hej wiarusy!
Nadstawcie no wszyscy uszy!
Nowy kwartał się przymyka
Zapisujcie „Katolika”.

Wybory się przybliżają,
Potrzebna nam jest nauka,
Nabędziem jej z „Katolika”.


Do czytania! Sobku Sknera!
Który mówisz: „Grosza nie ma” —
A pod beczką od kapusty
Chowasz grosze, a mózg — pusty!

Dalej, ciemięgi Bartosze,
Którzy przehulacie grosze
A mówicie, że nie styka
Na zapłatę „Katolika”.

Do oświaty! wy przybłędy,
Bo was jeszcze dosyć wszędy,
Których szwaby oszwabiają
I jak was chcą, tak was mają.

Natośmy talent dostali,
Żebyśmy nim szafowali,
A nie na to, by do ziemi
Zagrzebać go z leniwymi!

Gdy zaś kilka lat później (1874) ks. Przyniczyński w Bytomiu założył „Gazetę Górnośląską”, już w pierwszym numerze miał od Ligonia „Serdecznych słów kilka do kochanych braci rodaków względem „Gazety Górnośląskiej”.

Jest wiary w Górnym Śląsku tyle tysięcy,
A tu jedno pisemko wychodzi, nic więcej,
Kiedy przeciwna strona liczbą tutaj mniejsza
Z swoimi pismami o wiele liczniejsza.

Więc kochani rodacy z bliska i w oddali,
Okażcie, że się wiara w sercach waszych pali,

Wspierajcie i to drugie katolickie pismo,
Które tutaj w Bytomiu pierwszy raz dziś wyszło.

Obok gazet najważniejszym czynnikiem oświatowym są towarzystwa; ale przed walką kulturną rzadko gdzie u nas istniały. Ciemno i głucho tu było, tak że Karol Miarka mógł pisać o „puszczy górnośląskiej”. Dopiero walka kulturna wykazała potrzebę organizowania ludu. Celem politycznego wyrobienia katolików powstały roku 1869 w Bytomiu, Katowicach i Królewskiej Hucie t. zw. Kasyna Katolickie, które statutowo miały być ośrodkami interesów ogólnoobywatelskich i zabaw towarzyskich. Z początku bez cech narodowych, siłą rzeczy stały się ogniskami także polskiego życia.

Kasyno królewskohuckie zostało w 1872 r. policyjnie zamknięte, ponieważ prowadziło propagandę wyborczą za centrum. Wtedy Miarka założył „Kółko Towarzyskie” (październik 1872). Ligonia obrano sekretarzem, który to urząd sprawował rzetelnie. Prezesem był zacny lekarz dr Chłapowski, w którym Ligoń później znalazł ojcowskiego opiekuna i największego dobrodzieja. W „Kółku” czuł się Juliusz jak w swoim żywiole:

Boć tu oświaty nabywamy wiele
I dobrze spędzim wieczory w niedziele,
Tu ładne książki i liczne gazety
I Dobrodzieje nas tu pouczają;
Tu często teatr ma wielkie zalety,
Tu się zabawy z nauką splatają,
Tu wszyscy w Kółku jak jedna rodzina,
Jeden drugiego miłością się trzyma.

Ideał Ligonia zaczął się spełniać: lud garnął się do oświaty. Założono bibliotekę, do której dr Chłapowski ofiarował wszystkie tomy „Przyjaciela Ludu”, różne dzieła Kolberga i wydawnictwa Chociszewskiego. Tu też były poetów polskich dzieła, które Ligoń pilnie studiował.
W „Kółku” królewskohuckim odczuł światły kowal ogromny brak książek odpowiednich do nauki i zabawy ludu; zaczął tedy własnymi utworami tę próżnię zapełniać. Najzdolniejszych synów swoich Jana i Adolfa również zaprzągał do pracy literackiej. Niejeden kalendarz górnośląski był napisany prawie wyłącznie przez niego i synów jego. Nie było uroczystości bez wierszów Ligoniowych, nie było zabawy, dla której by on choć jednej pieśni nie był ułożył. I polscy akademicy we Wrocławiu krzepili się na duchu utworami tego kowala-poety. Do pięknego wiersza „Jestem śląskie dziecko” członek honorowy Tow. Górnośląskiego ks. Emil Nikel, skomponował melodię.
Ligoń zestawił nawet dwa oryginalne śpiewniczki: jeden, narodowy pod tytułem „Iskra miłości” z Górnego Sląska, czyli odłamek śpiewu historyczno-narodowego”, drugi więcej towarzyski, pod nazwą „Piosnki zabawne”[2].
Już wtedy lud nadzwyczaj lubił teatry, ale trudno było o sztuki teatralne. Kilka napisał Miarka, a te do dziś są znane, jak „Błogosławieństwo Matki”, „Dzwonek św. Jadwigi”, „Stawka”, „Rewolucja kobiet”, „Kulturnik”, „Żuawi” itd. Za to w zapomnienie, może niezasłużone, poszły sceniczne utwory Ligonia, jak „Nawrócony”, „Dobry syn”, „Więzień”, „Los sieroty” i inne. Po największej części były drukowane nakładem ks. Przyniczyńskiego. Syn Ligonia Adolf opracował według niemieckich wzorów następujące „komedyjki”: „Ostatnia stancja”, „Głupi Walek”, „Telefon”, „Śmierć podczas życia”.
Dla rozweselenia i zabawy towarzystwa zestawił też Ligoń różne żarty pod tytułem „Śmieszek czyli figle i dowcipy”[3].
Szczególną zasługą Juliusza były jego „Pogadanki wieczorne” o dawnych dziejach Śląska. Drukowane były w „Gazecie Górnośląskiej” a potem w kalendarzu „Katolika” na rok 1883 i 84.
Wszystkie te rzeczy pisane są z wielką pilnością i zamiłowaniem, w stylu prostym ale zajmującym. Gdy Ligoń wydawał swoją książeczkę o Sobieskim, tak się w przedmowie odezwał do czytelników:

Uczeni piszą dzieła wspaniałe,
Więc ja też kreślę, choć tylko małe,
By nie myślano, że my Ślązacy
Nie mamy uczuć jako Polacy;
By też i Śląsko coś swego miało
I w tej pamiątce udział też brało.
Proszę więc przyjąć tę pracę małą,
Choć dla uczonych niedoskonałą,
Lecz dla was dobrą, ludkowie mili;
Wy byście górnych słów nie pojęli.
A co prawdziwe, szczere, serdeczne,
Choć w prostym stylu, jest pożyteczne.
Więc w Imię Boże niech pióro kreśli,
Wierszem, by lepiej utkwiło w myśli.

Niech Bóg kieruje mą słabą siłą,
Żeby ta praca była wam miłą.

Oświata ludu dla Ligonia nie była czczym frazesem, ale rzeczywistym ideałem. Wzruszającym tego dowodem są słowa, napisane w największej biedzie, gdy właśnie był dokończył książeczkę o Sobieskim:

„Nakładcy nie mam i kto wie, czybym znalazł; chodzi mi zaś przede wszystkim o oświatę naszego ludu, dla któregoch to napisał. I gdybym był możnym, dałbym drukować swoim nakładem i nawet rozdałbym bezpłatnie pomiędzy ten lud; lecz że jestem biedakiem, dlatego, myślę, nikt mi za złe nie weźmie, że za napisanie żądam choć tylko kilka marek, żeby nimi głód żony zaspokoić, która nad nim płacze. Jeżeli zatem nie trafi się nakładca, niechże to pozostanie leżeć jako świadectwo, że miałem dobre chęci, lecz zbywało mi na siłach do ich wykonania.” (29 VII 81.)

Ponieważ pierwszym stopniem oświaty dla Górnoślązaków jest nauka czytania i pisania polskiego, Ligoń, gdziekolwiek mógł, wciskał elementarze. W roku 1881 otrzymał od Towarzystwa Czytelni Ludowych aż 2000 elementarzy polskich do rozdania; frasował się tylko, aby mu policja, dowiedziawszy się przedwcześnie, nie skonfiskowała całego zapasu.


Przypisy

  1. Por. Tyg. Kat. 1849, nr 50.
  2. „Iskra miłości” dopiero w 30 rocznicę śmierci autora wyszła drukiem u Miarki w Mikołowie (1919). „Piosnki zabawne” były swego czasu drukowane nakładem „Gazety Górnośląskiej”, ale dawno gdzieś przepadły.
  3. „Śmieszek” był drukowany u F. Płocha w Król. Hucie i wyszedł nakładem księgarni A. Ligonia tamże (bez roku).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Emil Szramek.