Strona:Emil Szramek - Juliusz Ligoń.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

taki „Tygodnik Katolicki”, wydawany przez ks. Ficka w Piekarach jako organ Towarzystwa Mariańskiego czyli Towarzystwa obrony wiary katolickiej, na końcu czwartego kwartału (1849) dopiero 97 miał abonentów![1] Ta obojętność ludu na wysiłki oświatowe stanowi ciemne i ponuro tło, od którego postać Ligonia odbija się jasno. Był on żywą pochodnią oświaty.
Ilekroć miał jaką nową książkę lub gazetę, zgromadził około siebie kolegów i znajomych, aby im czytać i objaśnić, co tam stało. W pewnym liście do brata Jana uniewinnia się, że długo mu nie pisał:

„Przez tydzień to nie ma czasu przed pracą, ponieważ robimy zawdy do północy, a w niedzielę toż zanim się przyjdzie z kościoła, jest dwie popołudniu, a potem to ich się najdzie pełno, a ja im czytam, nieraz i do północy; a kiedy prawie żaden nie przyjdzie, to zaś co układam.” (14 II 1859.)

Ligoń napisał niezliczone korespondencje do najróżniejszych gazet. Wierszem wystąpił po pierwszy raz w roku 1858 w „Gwiazdce Cieszyńskiej” (nr 25 z dnia 19 czerwca 1858 r.), za co od redakcji dostał „piękne podziękowanie” a od Józefa Lompy książkę w podarunku. Jego pierwszy utwór wier-

  1. Por. Tyg. Kat. 1849, nr 50.