Juliusz Ligoń/Samouk

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Emil Szramek
Tytuł Juliusz Ligoń
Data wydania 1939
Wydawnictwo Księgarnia i Drukarnia Katolicka S.A.
Druk Księgarnia i Drukarnia Katolicka S.A.
Miejsce wyd. Katowice
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ZNACZENIE LIGONIA.

1. Samouk.

Ligoń, to pierwszy polski samouk na Górnym Śląsku, który zwrócił na siebie powszechną uwagę. Jest on wzniosłym wzorem dla utalentowanych synów naszego ludu, którzy dla ubóstwa rodziców nie mogą uczęszczać do wyższych szkół. Wskazuje im drogę kształcenia się o własnych siłach.
Już jako chłopiec zdradzał nadzwyczajne zdolności i wielkie miał zamiłowanie do książek. Nieraz, pasąc bydło, tak się zaczytał, że o wszystkim zapomniał. Podobno stary książę koszęciński na własny koszt chciał go wysłać do szkół, ale stary Ligoń się oparł z obawy przed zniemczeniem syna. I kto wie, czy Ligoń z akademickim np. wykształceniem byłby dla ludu swego to zdziałał, co zrobił jako prosty rzemieślnik i samouk. Czując niedostateczność swego wykształcenia, sam się uczył dalej i przez to nie tylko powiększał swoją wiedzę, ale też wyrabiał w sobie podziwu godną energię. Czasem nie dojadał ani dopił, byle zaoszczędzić kilka groszy na ulubione książki, które i do pracy kowalskiej zabierał ze sobą, by je mieć pod ręką we wolnych chwilach. Podczas przerwy obiadowej jedną ręką jadł a drugą trzymał książkę i czytał, więcej dbając o pokarm ducha, aniżeli o pokarm ciała. Dopóki na Górnym Śląsku wychodziły pierwsze gazety polskie, wiernym był ich abonentem; gdy potem dla obojętności ogółu upadły a od 1853-1868 r. Górny Śląsk został zupełnie bez gazet, zamawiał sobie pisma pozaśląskie, jak „Gazetę Polską”, „Przyjaciela Ludu”, „Gwiazdkę Cieszyńską”, „Wielkopolanina” i inne. Później czytywał „Zwiastuna Górnośląskiego”, „Katolika”, „Gazetę Górnośląską”, „Kuriera Poznańskiego”, „Orędownika”, „Gońca Wielkopolskiego” i mnóstwo innych czasopism obok książek, których posiadał własną bibliotekę. Ale ta mu nie wystarczyła. Jego mecenas czyli opiekun i dobrodziej dr Chłapowski opowiada, że czasem musiał z bibliotek publicznych sprowadzać dla Ligonia dzieła większe, których ów sam nie byłby dostał a kupić nie mógł, gdyż były za drogie.
Zaprawdę, swoim głodem wiedzy zawstydza ten kowal wszystkich tych, co skończywszy ledwie szkołę ludową, myślą, że dosyć umieją i żadnej już nauki od nikogo nie chcą przyjąć. Ligoń uczył się ciągle i dosyć planowo, to też z czasem nabył sporo wiedzy i mądrości życiowej, której znów innym udzielać miał sobie za obowiązek.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Emil Szramek.